My już po lekarzu. Opóźnienie było ponad godzinne. Młoda sprawiła, że w tym czasie się nie nudziłam. Dwie kupy, jedno karmienie i pogawędka w foteliku. Nastka zaczepiała wszystkich w poczekalni i obdarowywała uśmiechem. Wierzgając nogami i rączkami, co chwila popiskując radośnie zajmowała czas i dzieciom i opiekunom. Cofam wszystkie wcześniejsze opisy gwiazdorzenia mojej latorośli. Dziś dopiero dała popis.

uploading pictures
Do gabinetu nie weszłyśmy jednak z wrzaskiem i rykiem, tak jak chciałam. Pani doktor na starcie kazała mi rozebrać dziecko do body. Gdy tylko to zrobiłam lekarka poszła umyć ręce i mówi "Ja już teraz widzę, że z tym dzieckiem jest wszystko w porządku". Nastka akurat leżała na plecach z podkulonymi nóżkami, jedną ręką łapała swoją stopę, a drugą oczywiście trzymała w gębie ssąc kciuka. Ponoć to trudna dla dziecka pozycja, wymagająca pracy i koordynacji wielu mięśni jednocześnie. Gdy Pani doktor opowiadała mi jak heroiczną walkę codziennie toczy dziecko, a w tym czasie moje dziecko pac na boczek i hyc na brzuszek. A Pani neurolog wyciąga paluchy i liczy.. 4 listopad... yyy "Za dwa dni będzie kończyć 3 miesiące" podpowiadam. Oj droga mamo, nie ma się czym martwić. To dziecko jest tak duże, że wygląda na jakieś 5 miesięcy, a jej umiejętności też oceniam jako typowe dla 5-6miesięcznego niemowlaka. Nastka zarżała w głos tryumfalnie, co panią neurolog wprawiło w jeszcze większy zachwyt. Widać było, że Nastka była zmęczona, bo oczy jej się już same zamykały, ale dzielnie przechodziła wszystkie "testy" proponowane przez lekarkę. No i pani doktor była zachwycona tym, że Mała tak pięknie chwyta, wodzi wzrokiem za zabawkami, że już nie wspomnę o tym trzymaniu głowy w podparciu, o podnoszeniu się do siadania (ponoć to jest mega wyczyn), że rozgląda się za mną i ciągle się uśmiecha i głuży, wierzgając przy tym kończynami z prędkością skrzydełek koliberka
A tą spokojnością mam się nie przejmować. Dziecko ma taki po prostu temperament, jest pogodne i spokojne.. Gdy wzięłam ją na ręce i przytuliłam Młoda od razu zasnęła, a lekarka patrzy i mówi "widzi pani tak wykończone dzieci u mnie w gabinecie zazwyczaj płaczą i protestują, a Anastazja przeszła wszystkie badania ze spokojem i dopiero potem zasnęła. Taki typ dziecka się trafił i tylko się cieszyć, bo to niezbyt częste". Mam postępować jak do tej pory z dzieckiem i się nie martwić, bo wszystko jest bardzo dobrze!
Także podsumowując dobrze było wydać te pieniądze na prywatną wizytę i wracać przez zakorkowane miasto, by usłyszeć same superlatywy o swojej córce
no dobra, teraz cwaniakuję, bo jeszcze rano trochę dygałam, że może być z Młodą coś nie tak.
Jesteś w 32 tygodniu ciąży
(31 tyg. i 0 dni)
Miesiąc: 8
Trymestr: 3
Zaczęłam dziś Hanulkowe pranie. Chciałam zacząć je robić jak przyjdzie komoda, ale raczej nie zapowiada się na to, że przyjdzie szybciej niż ten 17 czy 20 luty. Wieszając pranie postanowiłam, że jutro jadę np. do Jyska kupić kolejną suszarkę bo z jedną przy dziecku będzie kłopot, jedna pralka i jeszcze miałam problem ją zmieścić na tej suszarce. O ja naiwna! Myślałam, że z każdego rozmiaru będę miała jedną pralkę, tak akurat. Zaczęłam od rozmiaru 56, zrobiłam te jedno pranie a jeszcze jedno samych ciuszków mnie czeka. Do tego 'na dzień dobry' muszę wyprać pościele i rożki. Myślałam, że przy Hani super sprawdzi się suszarka bębnowa, którą mamy ale jak na złość na większości ciuszków jest oznakowanie, że nie wolno ich suszyć takim sposobem ;/
Zamówiłam dziś też tiul do pomponów (dzięki, Malika!
) i filec (filc? ;p) do literek nad łóżeczko
generalnie artystką nie jestem ale chciałabym coś własnoręcznie zrobić dla Hani, zobaczymy co z tego wyjdzie 
Na wczorajszej wizycie
Hania jest dalej do przodu - wczoraj wg OM byłam w 30+6 a wg USG 31+5
ile dokładnie waży to nie wiem, ale grunt, że rośnie
Gin powiedziała, że na następnej wizycie (26 lutego) będzie dokładnie wszystko mierzyć 
Hanusia leży już główką w dół
Ja chce czy nie muszę brać magnez i no-spę na twardniejący (podobno w normie) brzuch. Nie lubię brać magnezu bo łapią mnie skurcze w łydkach po nim, dziwne, nie? Z powodu tego twardniejącego brzucha nadal mam luteinę. Morfologia jakoś nie zachwyca, ale mogło być gorzej.
Och, och! Nie mam się w co ubrać na urodziny babci męża. 75 lat, impreza w restauracji więc trzeba jakoś wyglądać 
Tydzień wcześniej siostra męża robi roczek córki...ale robi je w domu, po za tym jakoś nie chce mi się tam iść więc mam to w dupie w co się ubrać ;]
Za 15 dni zaczynam szkołę rodzenia
03.02.2016r. dzień 91, środa, 13.23
Ależ się dałam wkręcić! Byłam u nowej kosmetyczki. Wcześniejsza zaczęła mnie irytować tym, że ciągle gadała o moim mężu i każdej swojej klientce przedstawiała mnie "Kochana, wiesz to jest żona tego pana z.....". Masakra. Mąż potem mówił, że przychodziła do niego i opowiadała o mnie. Takie pierdoły, że szok. I zupełnie nie mogę zrozumieć po co. W końcu mąż mówi, żebym znalazła sobie kogoś innego, bo nie ma powodu bym chodziła do tej się denerwowała. Znalazłam sobie inną. Dziś rano musiałam wcześniej wstać, bo na 10 byłam umówiona. Chciałam zrobić sobie paznokcie oraz brwi i rzęsy. Przychodzę na umówioną godzinę, a tam stoją trzy kobiety w głębi salonu i sobie plotkują. Witam się, jedna z nich podchodzi proponuje mi herbatę lub kawę lecz odmawiam i siadam przy stoliku do robienia paznokci. A ona do mnie mówi "Proszę poczekać, bo tu mamy bardzo emocjonujące sprawy sercowe". Zamrugałam oczami z niedowierzaniem i odpowiedziałam, że zostawiłam w domu trzymiesięczne niemowlę i trochę się spieszę, a że jak chcą plotkować, to niech wszystkie panie sobie tu przyjdą i pogadają. Ku mojemu niedowierzaniu tak właśnie się stało. Obsiadły mnie jak kwoki i słuchałam o tym jak fryzjerka podejrzewa swojego faceta o zdradę i nie wie jak mu to udowodnić. Druga jej obawy podsycała opowiadając swoją rzewną historię utraconej miłości. No a pani piłująca z zacięciem moje paznokcie podrzucała pomysły jak sprawdzić niewiernego partnera. Bite dwie godziny siedziałam tam w tym klimacie. Czułam się jak wśród tych bezładnie klepiących głupoty babeczek w pociągu z filmu "Dzień świra". Głowa mnie rozbolała, bo nie zjadłam śniadania. Myślałam, że potrwa to 30-40 minut i wrócę do domu na posiłek, a brałam euthyrox i lactulozę, więc ten czas oczekiwania idealnie mi pasował. W myślach przepraszałam za zdradę moją wcześniejszą kosmetyczkę i obiecywałam sobie, że za trzy tygodnie do niej wrócę. Po wszystkim babeczka rzuciła mi ceną. Nie sądziłam, że ktoś robi za taką stawkę w Trójmieście, ale mi akurat udało się tak trafić. Z efektu zadowolona jestem, może następnym razem jednak znowu się przemęczę ?
tylko nie na głodniaka, to może będę miała więcej cierpliwości! Za trzy tygodnie wyjeżdżamy do Torunia na weekend i trzeba będzie się ogarnąć.
Poza tym chora chyba będę. Łamie mnie coś w kościach, z nosa cieknie, a i gardło jakoś inaczej odczuwam.. Podobnie Agatka zasmarkana chodzi i wymyśliłyśmy wspólnymi siłami, że chyba po basenie nas tak wzięło. Popływałyśmy trochę w poniedziałek na zewnętrzym basenie i może to stąd? Domowymi sposobami się spróbujemy postawić na nogi. Spacer dzisiaj odpuszczamy. Strasznie wieje. A ostatnim razem w czwartek wyszłam pomimo wiatru i trochę się przestraszyłam, bo wózek z dzieckiem mi powiało gdy przechodziłam wiaduktem. Dopiero teraz widzę jak zima nad morzem może drażnić. Te wiatry są okropne. Dziś w nocy myślałam, że okna mi do środka mieszkania wlecą.
A moja Nastusia? Dziś kończy 13 tygodni .
Zaobserwowałam pewną zmianę na plus. Odkąd wynieśliśmy z sypialni kołyskę zamieniając ją na łóżeczko Nastuśka lepiej śpi w dzień. Wcześniej było cudowanie. Nastka spała na kanapie, na naszym łóżku, w leżaczku, na rękach przy cycku (poza spaniem na spacerze), teraz odkładam ją do łóżeczka i dziecko samo zasypia, albo nie budzi się gdy przekładam ją śpiącą do łóżka (gdy wkładałam ją do kołyski budziła się z automatu).
Nastia strasznie się ślini. Rękawy aż po łokcie uślinione. Jej ręce sporo czasu spędzają w buzi. No i do tego doszło ssanie kciuka. Wczoraj kupiliśmy jej z mężem smoczki lovi (3-6m), które najlepiej kiedyś tolerowała. Niech leżą w domu na wszelki wielki wypadek. Nie wiem, co myśleć o tym ssaniu kciuka. Zastępować to smoczkiem, czy olać temat? W nocy gdy się czasem budzę do toalety słyszę, że Młoda ciomk swoje łapki. Smoczek jakby jej wypadł trudniej byłoby go jej znaleźć bez przebudzania się... I zastanawiam się jaka jest przyczyna tego maniakalnego ssania. W dzień, podczas zabawy rzadko zdarza się ssanie paluchów. Może to z nudów? Ale z drugiej strony Nastka ssie kciuka bardziej podczas zasypiania. Może jednak to funkcja usypiająco-wyciszająca? A może najlepiej by było jakbym tak się nad tym nie roztkliwiała? A wracając do ślinienia to gdy noszę Młodą brzuszkiem do dołu to ona podnosi głowę a z ryjóweczki cieknie ślina strużką do ziemi.. Także obficie.
Zabawki są ciekawe jednak bardziej interesujący są ludzi. Nastka wszystkich wokół by zaczepiała i rozsyłała uśmiechy. Jest bardzo towarzyska i wśród ludzi czuje się jak ryba w wodzie. Nie musi być na rękach, nawet woli gdy ona sobie swobodnie leży na pleckach lub brzuszku a ktoś do niej podchodzi i zagaduje.
Dziś znów przewróciła się z brzucha na plecy. Myślałam, że to przypadek, bo pani neurolog mówiła, że zazwyczaj dzieci najpierw odwracają się z brzucha na plecy, bo to łatwiejsze, a dopiero około 6-7 miesiąca robią to co teraz Nasti. Ale mam się nie martwić tym, że Młoda tak szybko robi piruety. Gdyby nie była gotowa to nie robiłaby tego. Ponoć dzieci to mądre stworzenia
w ogóle Nastka bardzo jest ruchliwa. Co ona wyczynia w nocy w łóżeczku! Rano znajduję ją w coraz to dziwniejszych pozach!
Chwytanie zabawek jednak idzie jej mniej spektakularnie. Coś tam łapie, ale bez większego zaangażowania, zaraz puszcza gdy wsadzi sobie rzecz do japki. Gdy sobie tak myślę o córce to obstawiam, że motoryka duża u niej szybciej i sprawniej się rozwinie niż motoryka mała. Chyba odziedziczy to po mnie. Zresztą mąż też wybitną zręcznością manualną nie grzeszy. Może to zbyt szybko, ale krawcową czy malarką to Anastazja nie zostanie
chyba że znajdę jakiś sposób na wspomaganie rozwoju tego aspektu jej rozwoju.
Picie z butelki odbywa się bez większych już problemów. Cierpliwość jednak popłaca. Ostatnio nawet wzięła butelkę ode mnie! Wczoraj wyszliśmy z mężem do kina ("Pitbull" - pooooolecam!) i butelka poszła w ruch bez najmniejszego protestu.
Rutyny całego dnia jako takiej nie mamy. Gdy miała kilka tygodni łatwiej było ją prześwietlić. Teraz pewne jest tylko to że kładzie się spać około 23 i śpi do 11-12 (z małym ciomkaniem około 8 ). Poza tym śpi kiedy chce, je kiedy chce, ja jej do niczego nie zmuszam i nie narzucam. W takim "planie" dnia mamy czas na ćwiczenia, zabawę, książeczki, spanie, muzyczkę, spacer i kąpiel (teraz kąpiemy się prawie codziennie).
Ogólnie fajne to moje dziecko. Takie bezproblemowe. Łatwo odczytać jej potrzeby, jeszcze łatwiej zaspokoić. Mała odwdzięcza się cudownymi uśmiechami i głużeniem.
Cudownie jest być matką! 
A tu moja Gwiazda po przebudzeniu
poranki są najpiękniejsze


upload gambar
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lutego 2016, 15:09
34 tc (33 tyg. i 4 dni)
pozostało 45 dni
Ferie minęły, więc znowu zwykła codzienność, choć już nie taka prosta.
Każda niby zwykła czynność jest dla mnie wyzwaniem męczę się okrutnie, a do tego chodzę jak kaleka, bo kilka dni temu w nocy złapał mnie taki skurczybyk że łydka do tej pory boli.
Znowu dopada mnie senność, nie kładę się popołudniami ale jestem wykończona.
Rano śpię jak zabita ciężko mi się podnieść i gdyby nie dzieci i szkoła Filipka to do południa nie wstałabym z łóżka.
Mąż znowu w delegacji wraca w połowie lutego na weekend, później znowu jedzie i ma być do końca lutego. Ja już zaczynam się stresować, że jak coś się zacznie to będę sama i nawet nie będę miała z kim zostawić dzieci.
Jeśli chodzi o przygotowania to nadal sporo przede mną.
Trochę do kupienia i poprania, a także do spakowania torba do szpitala i torba na wyjście żeby mąż wiedział co przywieść.
A maleństwo kręci się i wierci i chyba mu coraz ciaśniej bo czasem chce wyjść pępkiem 
Tak bardzo kocham tego maluszka i nie tylko ja

Filipek bardzo często przytula mnie mówiąc, kocham Cię mamuś i dzidziusia też kocham. To jest takie słodkie 
Alanek przytula się równie często do brzuszka ale jak twierdzi opiekować się nie będzie dzidziusiem bo on będzie w szkole 
Kochane te moje dzieci takie mamusine słodziaki.
Jestem najszczęśliwszą mamą i żoną
1 dc
no to od dzisiaj zabawa zaczyna się na nowo, ale teraz chyba naprawdę nie będę się spinać. Chociaż akurat to obiecuje sobie co cykl...ale teraz naprawdę i nawet nie pójdę na monitoring bo pęcherzyk po clo jest tylko właśnie problem jest w tym czy pęka. Mam podejrzenia, że nie ale sama też nie mogę sobie tego potwierdzić w 100% niestety.
Będzie co ma być, jeżeli po tym cyklu nic nie będzie to zgłoszę się do mojego lekarza i on będzie podejmował dalsze decyzje, co z tym fantem zrobić.
Ale mam wrażenie ostatnio, że co cykl mam coraz gorsze bóle miesiączkowe..masakra:( Dobrze, że dzisiaj i jutro mam wolne bo nie wiem czy dałabym radę pójść do pracy.
Moje ostatnie spostrzeżenia, że coraz więcej dziewczyn które obserwuje zachodzi w ciąże co bardzo mnie cieszy, ale jednocześnie i smuci że mnie to jeszcze nie spotkało. Ale widocznie tak musi być, wszystko w swoim czasie...chyba??
A wszystkim które noszą już pod sercem swoją kruszynkę bardzo gratuluje i życzę spokojnej ciąży:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lutego 2016, 18:51
No i wisi nad nami bomba a mianowicie szkarlatyna. W poniedzialek jak Arek odbieral Maximilianka z przedszkola pani poinformowala go ze podczas weekendu pochorowalo sie tak duzo dzieci ze polowy nie ma. Synek od znajomych tez sie zalapal i juz w piatek zachorowal ale myslalam ze to jakis jeden przypadek a nie przedszkolna epidemia. Jeszcze w poniedzialek rano patrzylam czy czasem nie wisi karteczka informujaca o tej chorobie i nic nie bylo a popoludniu taka informacja. Nie usmiecha mi sie miec chore dzieciaki zwlaszcza ze w piatek chcemy jechac do moich prodzicow. Zdecydowalismy wiec ze Maximilian w tym tygodniu zostanie w domu z tym ze nie wiadomo czy czasem juz czegos nie podlapal w poniedzialek. Do inkubacji choroby dochodzi jakos 2-4 dni od zakazenia wiec w czwartek- piatek bede juz wiedzialana na czym stoimy. A poki co siedzimy w domu i sie nudzimy. Zaprosilabym Anie czy Daniele z ich dzieciakami ale boje sie ze jakby Maximilian mial zachorowac to zarazi dzieciaki a nie chce nikomu robic klopotow. Oczywiscie ciagle mam nadzieje ze mlody sie wywinie i spokojnie spedzimy weekend w Gnieznie ale nigdy nie wiadomo....
No dopiero teraz czuje ze dochodze do siebie a raczej moje cialo i hormony po moich ciazach i porodach. Od kiedy zaczelam walke o dzieci jakos 5 lat temu moje cialo przeszlo duzo zmian. Najpierw bylo leczenie a silne sterydy ktore bralam daly mi ostro w kosc. Przez nie przytylam z 15 kg, twarz mi opuchla, cera zmienila na tlusta z mega pryszczami a wlosy stracily blask. Potem jedna ciaza ktora stracilam a wiec zabieg pod narkoza a miesiac po tym kolejna ciaza wiec tycie i burza hormonalna a nie dlugo po porodzie znowu walka i leczenie ( znowu sterydy) o kolejne dziecko. Udalo sie i znowu tycie itd
Po porodach niby szybko chudlam ale co z tego jak potem dopadal mnie efekt jojo. Do tego problemy z cera, z wlosami, dziwne wybuchy goraca... A teraz od ponad miesiaca mam juz z tym spokoj. Do tego wlosy i cera poprawily mi sie na korzysc a w dodatku wrescie wracam do swojej wagi pomimo ze nie odchudzam sie 
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego 2016, 21:34
Miałam dzisiaj bardzo motywującą rozmowę z moją coach
(spotkania zapewnia mi moja firma i mają dotyczyć mojego rozwoju na każdej płaszczyźnie- zarówno zawodowej jak i prywatnej). Ostatnie spotkanie miałyśmy prawie dwa miesiące temu- więc dawno.
Ogólnie cudowna kobieta, potrafiąca mocno postawić do pionu. Po trzech sekundach rozmowy poryczałam się- po pytaniu co u mnie słychać. Skoncentrowałyśmy się oczywiście dziś na moich staraniach i ostatnim niepowodzeniu. Powiedziała, że ona pomoże mi w tym psychicznie ale w zamian za to jeśli będę miała córeczkę drugie imię dostanie po niej
Bardzo zmotywowała mnie ta rozmowa i dodała wiary, dlatego postanowiłam się podzielić nią z Wami 
Główne wnioski z jakimi wyszłam:
- mam przestać się bać, nie mogę ciągle żyć w lęku (że zarodki się nie przyjmą, że ich nie będzie, że będzie mało komórek itp.itd.)
- lekarze robią wszystko co mogę żeby pomóc mi fizycznie a ja mam zrobić wszystko żeby zadbać o swoją psychikę
-ważna jestem tylko ja i to co ja robię a nie to co mówi ktoś inny (teściowa, telewizja, pis) mam być obok tego, zbędnych rzeczy nie przyjmować i przechodzić obok, tylko utrudniają
-obiecałam, że raz w tygodniu będę robić coś dla siebie- masaż czy cokolwiek innego (stać Cię na leczenie ciała- musisz zadbać o duszę i przyjemności)
-muszę mieć na uwadze to, że może nigdy się nie udać i ma mnie to nie paraliżować Jeśli już tak będzie wtedy będzie czas na zmierzenie się z tym
-mam przestać "katować" męża bo każdy ma prawo przechodzić pewne rzeczy "po swojemu"
-mam nie nazywać moich starać WALKĄ a ZABIEGANIEM O DZIECKO
-i zawsze jak nachodzi mnie totalny dół mam do niej dzwonić/pisać- przejdzie tą drogę ze mną 
Oczywiście to duży skrót bo rozmowa trwała 1,5 godziny.
Później w odpowiedzi na mojego smsa z podziękowaniem za spotkanie dostałam taki obrazek z życzeniami tylu zarodków 

I nam wszystkim życzę dużo siły do zabiegania o nasze dzieciaczki 
PS Taki sam wpis umieściłam na forum- nie chce mi się drugi raz tego opisywać
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lutego 2016, 19:51
4dc 15cs
Czemu płaczę?
Tak mało potrzeba... by łzy napłynęły do moich oczu.
Czemu nie ma we mnie nadziei?
Straciłam ją sama nie wiem kiedy.
Czemu nie mam wsparcia?
A może... odpycham wszystkich.Chcę być sama.Zatracam się w swoim żalu i flustracji.
Czemu tylko moja sunia mnie potrafi rozweselić gdy jest naprawdę ze zmną źle?
Ona nie powie mi nigdy nic przykrego.Kocha mnie bezwarunkowo.Swoim mały ciepłym serduszkiem.
Czemu łzy znów napływają mi do oczu?
Chcę wyć... Krzyczeć... Ale to tylko "niemy krzyk".
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego 2016, 22:03
Długo nie pisałam, a to już 7 tydz i 5 dzień. Wczoraj byłam na wizycie u lekarza i widziałam i słyszałam serduszko
Niesamowite!

Dziś mam bardzo dobry dzień, w porównaniu do ostatnich kiedy nie chciało mi się zwlec z łóżka, miałam mega nudności i brak apetytu, płacz non stop i same negatywne myśli.
Ale teraz jest już dobrze, będzie już dobrze! Nie chcę już tego wstrętnego kiepskiego nastroju i płaczów. A sio
Mięso strasznie mnie odrzuca, nie jadłam go od 3 tygodni, kawy tez nie piłam. A przecież tak ją lubiłam nie wyobrażałam sobie dnia bez kawy. No cóż takie uroki.
W każdym razie jestem bardzo szczęśliwa i dochodzi to do mnie powoli że będę Mamą...
A najbardziej ze wszystkich to cieszy się mój Tato że będzie Dziadkiem, nie mógł wytrzymać żeby wszystkim to ogłosić 
Zaraz uciekam spać bo jutro na 9:30 umówiłam się że będę w pracy ze zwolnieniem, a ostatni śpię do minimum 9 więc nie wiem jak to będzie ze wstaniem.
Dobranoc 
U mnie dalej bez zmian, czuję się normalnie. Od czasu do czasu mi się odbija, ale nie wiem, czy to objaw ciążowy. Najbardziej niepokoją mnie piersi, są zwyczajne, miękkie, nic nie bolą, nie ma na nich żyłek, powiększonych, albo ciemniejszych sutków. Nic kompletnie nic, takie chyba nie powinny być piersi kobiety w ciąży. Czas do usg strasznie się dłuży, a to jeszcze prawie dwa tygodnie. Staram się być dobrej myśli i za dużo nie rozmyślać nie czytać, ale jak dotykam tych moich piersi czuję niepokój. Ale będzie dobrze, musi być, przecież to mój najpiękniejszy, wymodlony, Bożonarodzeniowy cud.
No i zaczął się 8 dzień cyklu! 
Znowu siedzę po nocach bo znów mi się spać nie chce , ostatnio mam dość duże problemy z zaśnięciem bo nawet jak kładę się o 23 i wszystko pogaszone jest to nawet ułożyć się nie mogę , zasnąć ani nic ... po czym patrzę na zegarek a tu 4:00
nie wiem czemu tak mam staram się wstawać wcześnie ale jak nie mogę zasnąć to muszę odespać jakoś te godziny zmarnowane . Potem chodzę jak taka zaczarowana ...
Dzisiaj pod moim domem stał samochód służbowy policyjny ...siedzieli w tym aucie z dobre 4 godziny jak nie lepiej . Nie wiem o co chodzi ale po jakimś czasie przyjechał mój sąsiad i po nim jakiś czas dłuży już radiowóz policyjny . Podjechał pod jego dom , chyba go zgarnęli i zaczęli powoli jechać a za nimi ta służbówka . Nie wiem co przeskrobał ale było to dość dziwne .. w dodatku gdy przyjechali pod moim domem leżał owczarek niemiecki i stał jakiś rower ..-.- nie wiem czyj i ten pies i rower ale kiedy pojechali ani jednego ani drugiego nie było . Trochę bawiłam się w społeczniaka haha mój ukochany tylko pompę ze mnie cisnął że cały czas wyglądam albo co chwila idę psa wypuścić na siku haha . No ale co tu dużo mówić haha ciekawość mnie jakoś zżerała haha 
Niedługo mam zamiar się umówić do mojego gina ale myślę czy nie zrobić tego wtedy dopiero kiedy się w tym cyklu nie uda ... Bo w sumie jeśli teraz znów wyjdzie klapa " tfu tfu " to już chyba nic innego mi nie pozostaje jak znowu słuchać jego super rad z których tym bardziej nic nie wychodzi -.-
Witam wszystkie staraczki, ciężaróweczki i mamusie,
Już dawno obserwuję to forum, szukam inspiracji, pomocy, pocieszenia czasem podczytuję innych dla zabicia czasu i myśli wciąż krążących wokół jednego. Dziś jest ten dzień kiedy odważyłam się w końcu do Was napisać i podzielić się swoimi uczuciami.
Zaczynając od początku... Jako młode małżeństwo ( stażowo oczywiście - nie wiekowo) zaczeliśmy myśleć o dziecku i w efekcie przestaliśmy się zabezpieczać. Każdorazowe przytulanko, te nieśmiałe uśmiechy na naszych twarzach, ten błysk w oku i duma, że "tworzymy" coś lub kogoś wspaniałego
ahh... Trwało prawie ponad rok czasu kiedy zaczeliśmy dostrzegać w sobie, że ta iskierka po mału zaczyna gasnąc i gasnąć aż pewnego dnia zrobiło się całkowicie "ciemno"... Uderzyła nas rutyna łóżkowa- o ile tak można nazwać sex na zawołanie z kalendarzem, termometrem i Bóg wie czym jeszcze w ręku..... Oboje czuliśmy, że nasza sielanka własnie się skończyła, a może zabrakło nam wiary i siły? Dziś sama już nie wiem - wiem tylko, że coś w nas pękło.
Będziemy sami? tylko nasza 2? bez osóbki, która kiedykolwiek powie do nas "tato" - "mamo"...
Pomijając stres, nerwy, wewnętrzne rozdarcie, które czuliśmy oboje każdego dnia pojawiła się także rezygnacja i zwątpienie. Długie nocne rozmowy, niepewność i strach przed tym co możemy usłyszeć, czego możemy się dowiedzieć lub nie przygaszała nasze wieczory, które jeszcze całkiem niedawno były tak romantyczne. Pewnie ciągnelibyśmy to w nieskończonośc póki nie okazałoby się już za poźno gdyby nie... Chwilowy uśmiech na naszych twarzach - TEST pokazał 2 upragnione kreski
BETA potwierdzona, radość przeplatający się z euforią zakończony jak sie domyślacie gorzkimi łzami. 5 tydzień ciąży - poronienie ( samoistne, wszystko oczyściło się same).
Podjeliśmy decyzję o konsultacji w klinice Bocian w Warszawie. Psychika odbudowana na tyle by uwierzyć, że w końcu będzie dobrze
i w 2016 roku nam się uda!
Aktualnie jesteśmy po jednej nieudanej inseminacji z 8 stycznia.
Przed nami kolejna za kilka dni
czekamy.
Miłego wieczoru.
Właśnie ściągam kilka filmów na komputer by romantycznie spędzać najbliższe dni , popcorn się kupi a potem przytulaski
niedawno dostałam wiadomość od ovu że popcorn zwiększa szanse na poczęcie
więc czemu nie spróbować , trzeba się wszystkiego łapać jeśli chodzi o szczęście
Bardzo chciałam obejrzeć mój film z przeszłości " Piękna i Szalona " , naszukałam się go aż w końcu znalazłam i już jest w trakcie ściągania
bardzo lubię ten film bo trochę widzę tam siebie i mojego ukochanego . On też pochodzi z biednej rodziny a ja na odwrót , i też nas ogromnie szalona miłość połączyła i łączy do dziś
Pamiętam to jak by było dzisiaj ...jeszcze czasy gimnazjum .. był takim typowym dresikiem a ja nigdy takich nie lubiłam i jakoś nie zwracałam na takich uwagi . Kiedy moja była " przyjaciółka " powiedziała że jest z takim i bardzo chce mnie z nim poznać byłam sceptycznie nastawiona . Było to pod szatniami w szkole , akurat szedł z swoimi kolegami a ona wykazała palcem który to , ja wtedy nie wiedziałam do końca o którego chodzi i myślałam że akurat jego kolega który urodą nie błyszczał . Po czym zawołała ich i oni usiedli a my podeszłyśmy . Poznała mnie z tym właściwym i no...spodobał mi się ale no był mojej przyjaciółki więc nie robiłam podchodów do niego za to on ..tak
Do dzisiaj mi mówi że jak tylko nas poznała zakochał się w moich oczach i włosach i że bardzo spodobał mu się mój charakter (taka zadziora) . I jak potem ich nie widywałam ona przychodziła zapłakana do szkoły i tylko mówiła że ma już dość go bo on cały czas mówi tylko o mnie i o moich oczach i że jak jeszcze raz coś takiego powie to jest to koniec . Ja wtedy jej powiedziałam że z nim porozmawiam i że odczepi się haha . Poszłam zaczęłam mu nawijać by jej nie ranił a on nawet mnie nie słuchał tylko się patrzył i patrzył na mnie jak w obrazek
no i doszło do tego że poszliśmy wszyscy na dzień Wagarowicza haha ja z moja przyjaciółką i z nim i jego kolegami . No i mój luby cały czas do mnie podchodził , zagadywał , wygłupiał się ze mną i potem doszedł alkohol i ... buziak był
nawet nie jeden . Ją zupełnie olał . Ja potem nie wiedziałam co mam myśleć o tym wszystkim , tu przyjaciółka która jest zła że on tak do mnie bo jeszcze nie wiedziała że doszło do czegoś między nami bo tak się upiła że tego nie widziała bo zasnęła a tu on ...fajny chłopak przy którym na prawdę super się czułam . No i po jakimś czasie wyjawiłam jej prawdę co się stało on juz dawno z nią zerwał i przyjaźń nie skończyła się od razu . Zaczęliśmy być ze sobą , no i ona bardzo chciała z nami wychodzić no więc nie broniłam jej od tego . No ale mój ukochany cały czas mnie przytulał , całował i to ją bolało , i wcale się nie dziwię . Jednak miłość prawdziwa nie wybiera . Nie żałuję i nigdy żałować nie będę że wybrałam jego niż przyjaźń bo z nim jestem już tyle lat chociaż nie sądziłam że to aż tak daleko zajdzie a " przyjaciółka " jak się potem okazało robiła podchody do moich byłych chłopaków jak jeszcze z nimi byłam więc cieszę się że poznała mnie z moim cudakiem i że wyszło jak wyszło
Przeżyliśmy ze sobą bardzo wiele , w moim domu był on nazywany zakazaną miłością bo nie pozwalano mi się z nim widywać po tym jak moja mama się dowiedziała że straciłam z nim dziewictwo i że jestem w ciąży . Na wieść o ciąży zareagował dość spokojnie , był zaskoczony ale też wiedział że takie zabawy mogą się tym skończyć nawet w tak młodym wieku . Niestety przez mój stres który miałam na co dzień , wyzwiska , poniżanie i czasem nawet bicie mnie i to że nie miałam szansy się z nim zobaczyć będąc dosłownie zamykana w pokoju , poroniłam nasze dziecko w 14tc . Do dziś siedzi mi to w głowie ... byłam załamana . Mój luby też . Ale zawsze był , nawet jak się nie widywaliśmy to i tak dawał mi wsparcie poprzez pisanie do mnie i ciągłe dzwonienie . Nawet wtedy kiedy mi zabrano wszystko telefon , internet to stawał pod moim domem i wyglądałam przez okno i machałam do niego bo nie mogłam do niego zejść . Wszystko było robione po cichu i w tajemnicy . Teraz na szczęście jest już spokojnie . Nie ma takich jazd , moja rodzina oswoiła się z myślą że nie zostawimy się i że nie zrujnują nam tego . Było wiele sytuacji w których ja ...już wątpiłam że on wytrzyma to . Jednak wytrzymał
i dał mi wiele powodów bym wierzyła i wiedziała że jest to ten . Ten jeden jedyny który zna mnie od podszewki . Ten z którym się zestarzeje . Może nie jest bogaty ale ma ogromne serce i tylko to się dla mnie liczy że jest dla mnie dobry i że mnie kocha . Po prostu Kocham tego Wariata

Się rozpisałam
ale czasem miło jest powspominać 
Dobranoc 
Postanowiłam zrobić coś konstruktywnego:).Skoro nie zaszłam w ciążę i w najbliższym albo nawet i dwóch najbliższych cyklach nic z tego,będę się odchudzać.nie mam nadwagi ale kilka kilo mogłoby byc mniej,lepiej się wtedy czuję w ciuchach,wydaje mi się że lepiej wyglądam.Tak więc żeby mieć większą motywację obwieszczam to w pamiętniku.Będzie chała jak nic z tego nie wyjdzie.Od dzisiaj czas start.Koniec z wizytami we wspaniałej piekarni obok,koniec ze słodyczami.Po @ wskoczę na bieżnię.Mam na osiedlu siłowie,bardzo miłe,kameralne miejsce.Nic tylko ćwiczyć.W ubiegłym roku zawzięłam się od lutego do maja i efekt był taki,że nie trzeba było wciągać brzucha na plaży:).Bardzo miłe uczucie.
25dc
@ jurto/pojutrze.
Miłego dnia.
Dziś wizyta o 20... Proszę o serduszko.
Jak tak sobie pomyślę, to faktycznie największym lękiem kobiety jest lęk o własne dziecko. Jestem przerażona. A do 20 tak daleko.
Więc tak, jest super:)
ciężko w ogóle zebrać mi się za ten wpis bo jest tyle rzeczy co chciałabym napisać, postaram się więc w skrócie
ogarniam siebie, make up itd, mieszkanie i obiady więc mam zajebiscie grzeczne dziecko i oby tak zostało 
niestety z kp dalej problem, mleko jest ale z przystawianiem słabo więc laktator i heja, chociaż tyle, że nie muszę dawać mm ale będziemy walczyć
W nocy to ja ją budzę na jedzenie, ona rzadko się budzi sama, pierwszą noc wstawała a potem już nie bardzo.
Mała bardzo lubi smoczek vel. czasoumilacz;)
Co raz dłużej już obserwuje, potrafi ponad godzinę patrzeć tymi swoimi ślepkami pięknymi.
Tydzień temu bujałam się po porodówce walcząc ze skurczami, achh emocjonalnie, wczoraj wieczorem miałam coś ala baby blues bo cały dzień się stresowałam bo coś nie chciała jeść no ale się rozjadła w końcu a ja wieczorem ryczałam jak na nią patrzyłam, że jest taka piękna krucha bezbronna i że tak bardzo ją kocham. Ach te hormony 
Na szczęscie wszystko z małą ok, przybrała i waży już zawrotne 2560
100 gr od wypisu przybrała:)
aaaa no i moja grażka (czyt. wedżajna) ma się bardzo dobrze, położna powiedziała, że nie widać żebym rodziła w ogóle, brawo ja 
a teraz spamik! 
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/bbe60c29a96d.jpg
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/300fd7795870.jpg
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/104c00827c7f.jpg
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/3cc6df5f6853.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 maja 2017, 10:34
30 tydzień +3 dzień....już blizej niż dalej..jakoś nie miałam weny pisać...wszystko jest dobrze..ciaża rozwija się prawidłowo...synek właśnie kopie w brzuchu i się przeciaga..jeszcze 2 miesiace...aaaaaaa zaczynam się powoli stresowac 
Ciąża zakończona 3 lutego 2016
O godzinie 15:05 przyszedł na świat mój kochany synek Leon 
Waga 3850g, 56 cm długości
Jestem baaaardzo szczęśliwa 
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lutego 2016, 03:25
30+0 31tc
Wg belly zqczynamy 8 miesiac, ale na spokojnie ten fakt przyjme do wiadomosci za tydzien
jestesmy po kolejnej wizycie, spoznienie gigantyczne i przez to nie zdazylismy do sklepu po zakupy
bo zamkneli! Ale grunt ze nasz maluszek zostal porzadnie zbadany
Wazy 1400g i ma dlugie nozki, widzielismy dokladnie stopki, sa takie sliczne! Maksiu obrocil sie i w tej chwili ma polozenie miednicowe, ale doktor powiedzial ze ma jeszcze czas zeby sie ulozyc prawidlowo. Absolutnie nie chcial pokazac buzi i zaslanial sie raczkami i stopami jednoczesnie! Niesamowity widok tych malych dloni przykladajacych sobie stopy do buzki
Synus wpasowuje sie idealnie w tydzien ciazy, jest ruchliwy chociaz zauwazylam ze raczej zmienia pozycje i macha lapkami niz kopie nozkami, ale jak juz sprzeda kopniaka to az boli czasem, ale mamusia sie nie gniewa
Szyjka tez zbadana ladna zamknieta ma 4 cm, zadnych nieprawidlowosci ani powodow do stresu doktorek nie stwierdzil
byla z nami moja siostra jako jedyna widziala Maksia na usg 
Do donoszonej ciazy zostalo 50 dni do terminu 70 
zdjęcie z 29.12

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lutego 2016, 10:43
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.