18 dc wizyta u gina
od jutra przez 12 dni gonapeptyl 1/2 ampułki rano
wykupiłam pakiet do in vitro - koszt 1000 zł
za gonapeptyl z gazikami do odkażania - 5 zł 
17.02 kolejna wizyta, a rano badanie estradiolu.
Muszę zrobić cytologię, oboje z mężem powtórzyć wirusówkę i ja chlamydię
i jeszcze wymaz na czystość pochwy
Po wizycie.
Morze łez wylane.
Mąż mnie próbuje rozweselać, żebym nie była taka pesymistycznie nastawiona, ale ja jakoś nie potrafię. Mocno się przejmuję. 
Endometrium bardzo cienkie od 8,6 do 9,5 mm. Pęcherzyka płodowego brak. Brzuch miękki. Jajeczkowanie było z lewego jajnika (bo widać w nim ciałko żółte).
Pani doktor powiedziała, że trzeba być dobrej myśli. No a co miała powiedzieć?
Założyła mi kartę ciąży. Dzięki temu będę mogła w każdej chwili jechać na izbę przyjęć i powiedzieć, że mnie brzuch boli i będą musieli mi zrobić usg (to tak na w razie czego, jakbym w weekend nie mogła wytrzymać z ciekawości co tam).
Zostałam nafaszerowana zastrzykami - jeden w brzuch z Clexanu, a drugi w tyłek z No spy.
Od dziś biorę:
Clexane 40 zastrzyk
Duphaston 2x1
Luteina dopochwowo 1x na noc
i reszta moich suplementów.
Na Clexane wydałam 120 zł, na pozostałe leki 120 zł i wizyta 200. Eh
Boże, mam nadzieję, że za parę dni jednak ten pęcherzyk się pojawi.
Pisałam już kiedyś pamiętnik. Jakieś 20 lat temu. Może więcej...
Mam 33 lata.Trochę dużo jak na taki portal, starania. Cóż, tak wyszło. Ale mam cudowną, wyczekaną, wypłakaną córeczkę i moje serce chce więcej:)
Co za ciężki dzień, cały dzień źle się czuje, najpierw rano myślałam że wymioty minęły, dwa dni nie wymiotowałam, niestety było tylko gorzej, zjadłam obiad, teściowa zrobiła rybę, niestety nie lubię za bardzo ryby, przynajmniej w tej ciąży mi nie smakuje, ale zjadłam, niestety cały obiad wylądował w toalecie, wszystko zwróciłam
cały czas leżę nic nie mogę zjeść, nawet nie mogę z łóżka wstać, ciężko mi, niestety nie ma kto się mną zająć, mąż ma teraz nocki i śpi cały dzień, a teściowa no cóż nic już jej się nie chce, kiedyś to chociaż zrobiła naleśniki czy placki z jabłkiem na kolacje, teraz nic, myśli ze jak zrobi obiad na szybko to ma spokój, czasami wolałabym mieszkać sama z mężem, osobno. Niestety nie możemy sobie na to pozwolić, nie ma za co 
Gdybym mieszkała z moimi rodzicami wiem ze oni by się mną zajęli, nie pozwolili by mi leżeć głodnej, niestety tu jest inaczej, lodówka prawie pusta, nie ma co jeść. Oczywiście jak się powie teściowej ze nie ma co jeść, to ona powie jak pełno jedzenia jest, fakt w zamrażarce same ryby są 
Ciężko mi, mam nadzieję że nie zaszkodze maleństwu, martwię się o nią, czy wszystko jest dobrze mimo że się nie odżywiam dobrze
nie mam na kogo liczyć, wiem jestem trudnym przypadkiem, nie mam apetytu i sama niewiem co mam jeść
niewiem juz co robić....
Mała_księżniczka dziękuję za wsparcie.
Przeżyłam dzisiejszy dzień znacznie lepiej niż myślałam.
Na początku nie chciałam nawet na nich patrzeć, zbliżać się tam, zachowywałam w moim odczuciu bezpieczną odległość do czasu aż wzięła jednego i mówi do mnie masz potrzymaj
moja reakcja mogła być tylo jedna:
Nie nie nie, nie chce...
I wiecie co? Na siłę wpakowała mi go w ręce mimo mojej stanowczej odmowy.
I stałam jak taki głupek nie wiedząc co zrobić z oczami.
Ale stopniowo otworzyłam się na ten kontakt, trochę z jednym, trochę z drugim. Uspokajali się w moich ramionach, to takie piękne. Dobra dosyć już mam mokre oczy.
Wkurzylo mnie oczywiście komentowanie poczynań bezplodnej pary z ich rodziny. Dziewczyna właściwie kobieta już 32 lata, starają się od lat, zachodzi w ciążę ale nigdy nie może jej utrzymać, przeszli 4 in vitra, na leczenie wydali ponad 100tysiecy i teraz od roku starają się o adopcję.
Na koniec standardowy tekst: tylko nikomu nie mówcie bo nikt nie wie.
TO PO CHOLERE O TYM GADASZ?!
I to z taką satysfakcją i wyższością bo ona nie miała problemu.
Piątek.. Chodzę nerwowa odkąd postawiłam nogi na podłodze o 8;30.. A spać mi się chce o tym nie wspomnę.. Ale chyba nie jest tak źle mąż mi tylko mówi, że mam przestać marudzić nie da się 
Po obiedzie zaczęło mnie mdlić czułam się wzdęta jak diabli.. Postanowiłam się zdrzemnąć i udało się ale mdlić to mnie nie przestało
Poszłam na mały spacer i trochę mi przeszło ale czuję się jakaś wypluta
trudno jutro będzie lepiej i tego się trzymam co nie zabije to wzmocni 
Ten mój cykl zadziwia mnie coraz bardziej
każdy jest inny a myślałam, że będą choć trochę podobne a ta temperatura jak mnie zadziwia łooo 
Miłego weekendu dziewczynki

Kolejna @ chyba nadchodzi. Już mam plamienie a i nastrój fatalny. Ciągle mi się chce ryczeć , Fum mi przezornie z drogi schodzi.Ostatnia @ zanim zacznę brać tą Esmyę, skombinowaliśmy sobie kasę i kupiłam to cudo. Z takim nastrojem jaki mam dzisiaj to nie wierzę w sukces tej kuracji. W ogóle już chwilowo tracę nadzieję na jakiś sukces.Jakoś tam mimo wszystko wierzyłam,że może teraz się uda a tu zonk.Do tego moja praca wisi na włosku bo szkoła cienko przędzie nie wiadomo jak ograniczą kolejny semestr.Wszystko się na raz zwaliło.Jutro mam iść z Fumem na studniówkę, obiecałam mu a teraz tak mi się chce,ze hej. No ale jak obiecałam to pójdę widzę,że chłopu zależy.Może zapomnę jaki mam kiepski humor.
Chyba czas najwyższy zacząć Nowennę Pompejańską, start w poniedziałek.Może jednak tę łaskę wyproszę.
A brat i bratowa będą mieli podobno córeczkę, jeszcze nie jest to pewne na 100 % ale ponoć na 90 %. Już mówiłam Fumowi,że to potwierdza tezę,że informatycy mają na ogół dziewczynki to i my mamy szansę.Żartowałam oczywiście bo płeć jest mi całkowicie obojętna byle było.Zobaczymy. Pierwszy sukces będzie jak te mięśniaki pójdą precz.Oby ta Esmya poskutkowała.
Ostatnio w pracy intensywny czas, może to i dobrze, nie mam czasu na rozmyślania i zamartwianie się. Oczywiście staram się oszczędzać i nie przemęczać. Trochę się uspokoiłam, co ma być to będzie, wszystko w rękach Boga, ufam mu.
Dziś byłam na badaniach u lekarza medycyny pracy, bo podpisuję umowę o pracę
Pracowałam do tej pory na umowę- zlecenie. Powiedziałam szefowej o ewentualnej ciąży i zgodziła się podpisać ze mną umowę, żebym mogła skorzystać z urlopu macierzyńskiego. Cieszę się, w końcu pracowałam dla niej przez dwa lata i naprawdę się starałam.
Będąc w tej przychodni kusiło mnie, żeby zrobić betę, ale nie robiłam, będę spokojnie czekać na wizytę jak zalecił lekarz. Cały czas biorę luteinę i tak naprawdę to nic więcej zrobić nie mogę. Tyle czekałam na tą zieloną kropeczkę, że dam radę i wytrzymam jeszcze tydzień. Byłam za to u endokrynologa, moje wyniki tarczycowe na szczęście w normie 
Czuję się nadal całkiem normalnie, chociaż często mi się odbija i czasami jest mi tak trochę dziwnie na żołądku, nie są to może jeszcze mdłości, ale co jakiś czas czuję ten żołądek. No i nie mam ochoty na słodycze, co jest dziwne w moim przypadku 
I jest mi ciągle strasznie zimno, zakładam grube swetry, dwie podkoszulki i tak mi zimno. Od czasu do czasu lekko zakuje mnie gdzieś w jajniku, albo tak w środku jakby w szyjce, ale to chwilowe i delikatne. Mam nadzieję, że to nic niepokojącego. Ze strony piersi nadal nic, nadal są miękkie i nic nie bolą, a na początku były pełniejsze i bolały po bokach. Ale mam nadzieję, że taka po prostu moja uroda, przecież każda kobieta jest inna i każda inaczej wszystko przechodzi, na nic nie ma reguł, tego staram się trzymać.
Pozdrawiam cieplutko wszystkie moje przyjaciółki i wszystkie dziewczyny, które do mnie zaglądają i życzę miłego weekendu

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lutego 2016, 20:27
29 dzień Cyklu.
No gdzie ten Okres, ja się pytam ?
Czy akurat teraz jak na niego czekam to on sie bedzie spóźniał?
No kurde, no !
Tabletki i kremy wykupione czekają na ten pierwszy dzień i co
i dupa musza jeszcze poczekać 
A więc tak byłam wczoraj po raz czwarty u gina i miał już wszystkie wyniki i wyszło że mam sobie NATURALNĄ ANTYKONCEPCJE.
Nie wiedziałam ze takie coś istnieje wogóle 
Mówił ze gdybym nie chciała miec dzieci to bym nie musiala sie zabezpieczac bo bym nie zaszła 
Jedynie z lekami mogę zajść 
Śmieszne co ? 
Mam tyle tabletek ze szok!
A jeszczee czeka na mnie maść dopochwowa która bede stosowac po okesie 
A najlepsze to ze jak sie posmaruje ta maścią to mąż musi mi to wepchną poprzez sex 
Tak mówił, ze takie jest zalecenie producenta 
Jedyne co sie mojomu spodobało hehe 
Daliii okres streszczaj się bo chce juz lekami sie faszerować 

!
Dzisiejszy dzień tak szybko mi minął może dlatego że poszłam spać jak zaczynało być już widno a obudziłam się jak było już ciemno . Nawet wstawać mi się nie chciało , ledwo wyszłam z psem na spacer i to jeszcze na krótko .
Dzisiaj zaczęłam 11 dzień cyklu , ovu wyświetliło mi pomarańczową lampkę że przypuszczalnie dzień płodny . Zauważyłam dzisiaj znów śluz , taki jak by troche lepki ale nie do końca . Testy nadal negatywne . Mam nadzieję że mnie nie zmylą , wierzę że ten cykl na prawdę będzie udany . Boże...daj mi jakiś znak ...
26 tydz.,2 dz.
Dzień dobry 
"Nazywam sie Taz i mam 26 tygodni istnienia w brzuchu mamy. Mama mowi,ze jestem juz dużym i bardzo silnym chłopcem. Moze dlatego,ze kopie ją tak mocno? Albo ze rozciagam sie tak intensywnie? Że moze z łatwością odróżnić moje rączki od nóżek? No nie wiem... W każdym bądź razie mysle, ze mama naprawde mnie lubi, bo ciagle o mnie opowiada. Mowi o tym jak ją rozsmieszam, gdy się irytuję na gumkę od spodni. Albo gdy gilgoczę ją rączkami, gdy leży na boku. Mama ogólnie duzo sie śmieje z mojego powodu, chociaz przez ostatnie dni była bardzo smutna... Krzyczała na tatę, mówiła że sie zmienił, że juz o nią nie dba... Mówiła,ze czuje się samotna i wszystko jak na złość zaczyna się psuć. Płakała.. płakała bardzo czesto. Gdy przestawała płakać z powodu kłopotów, zaczynała płakać bo czuła sie winna, że stresuje mnie, a ja przeciez jestem taki malutki... I przyszedł czas gdy mama płakała przez calutki dzien i już nic ją nie cieszyło, i juz nawet się ze mną nie bawiła w pukanie czy inną naszą wspólną zabawę... I leżała w ciemności i była bardziej niż smutna. I wtedy wlasnie przyłapaliśmy tatusia na oglądaniu programu na temat depresji. I na drogi dzien przyniósł mamusi kwiaty i czekoladki i znowu był miły dla mamusi i znowu ją przytulał. i od tamtego dnia jest tak jak dawniej. Mamusine myśli znowu zaczęły być bardziej pozytywne, znowu zaczela wierzyć, ze wszystko będzie dobrze. A ja? Nadal rosnę, kopię mamę tu i tam, wiercę sie i rozciagam i już za nie całe 100 dni pokaże Wam kto jest najprzystojniejszym chłopcem na świecie
"
Trochę mnie tutaj nie było, ale musiałam sie uporać z paroma rzeczami i miedzy innymi sama ze samą sobą. Kłopoty co prawda nie zniknęły, ale pojawiło sie pare możliwości ich rozwiązania. Wierze,ze będzie dobrze.
Za tydzien wkraczamy oficjalnie w trzeci trymestr. Jestem ogromna... Patrzeć na siebie nie mogę. 70 kilogramów przy wzroście 154 to zarąbiscie duzo. Jednak po mimo tak wielkiego obciążenia jestem nadal mega aktywna. Pracuje, sprzątam i nadal biegam po sklepach. Robię to co prawda wolniej, ale nadal mam problem z usiedzeniem w miejscu. Raz tylko zdarzyło mi sie omdleć, ale tylko raz i wiecej sie to nie powtórzyło.
Co do wyprawki to mamy juz dużą czesc, ale do końca nam jeszcze daleko. Wozio zamówimy w kwietniu, łóżeczko rownież. Chcemy poczekać na "baby shower" i zobaczyć co dostaniemy od gości. A póki co pomalutku zbieramy po pare rzeczy 

Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lutego 2016, 02:55
Czego się nauczyłam przez te miesiące starań ? Że wielka jest siła autosugestii. Zaczynając od początku cyklu:
- "ten okres jest jakiś dziwny, może to nie okres?"
- "to dziwne uczucie w okolicach jajników... to napewno owulacja! Mężu gdzie jesteś?"
- "coś mi tak dziwnie- ciąża"
- wymyślam objawy i podstawiam do wzoru = ciąża
- mąż nie ma problemów z nasieniem a ja z owulacją
- a może ja już nie chcę tej całej ciąży...
itp itd.
Wyobraźnia to najlepsza i najgorsza rzecz o trzeciej nad ranem.
Wszystko to przez piosenkę, której nie słyszałam od wielu lat, a którą katuję się teraz...(lonely day, SOAD) Może rano będzie lepiej i wykasuję te głupoty stąd ale teraz... Tak bardzo mi ulżyło kiedy to napisałam że to aż niemożliwe..
Mąż w pracy, nikt mnie nie powstrzyma przed tym niemądrym myśleniem.
Inteligencja to najlepsza i najgorsza rzecz, czasami wolałabym wiedzieć mniej.
frag.
"Such a lonely day
Shouldn’t exist
It's a day that I’ll never miss
Such a lonely day
And it’s mine
The most loneliest day of my life
And if you go,
I wanna go with you
And if you die,
I wanna die with you
Take your hand and walk away"
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lutego 2016, 14:46
98 dni do porodu. Dziś zaczynamy 27 tydzień. Ogólnie samopoczucie nie najgorsze ale są dni że czuję się bardzo źle, na szczęście synunio kopie i mama mniej się stresuje. Brzuszek coraz większy a mama czuje się coraz cięższa ale damy radę. A tak wyglądamy
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 kwietnia 2016, 17:09
10dc
Wczorajszy dzień zabiegany.. Najpierw szpital, potem praca.. Zamknęłam w pracy pewien projekt.. Fajnie wyszło.. Potem oficjalna impreza w pracy.. Nie wiem czy nie było super czy ja nie miałam humoru, żeby dostrzec, że jednak było bardzo fajnie..
Wczoraj byłam w szpitalu na konsultacji.. Nadal 1 duży pęcherzyk, 2 mniejsze.. Profesor powiedział, że wycofujemy się w tym cyklu.. Zapewniał, że jest szansa, że zareaguję na następną stymulację i mam myśleć pozytywnie w następnym cyklu.. Do tego okazało się, że za wszystko musiałam zapłacić, badanie usg, krwi.. Oburzona jestem, że jestem ubezpieczona a w szpitalu muszę płacić.. Wyszłam i się popłakałam, jak to jest, że bez stymulacji ładna owulka, a ze stymulacją jak dla konia, w cenie ponad 2000zł, tak kiepsko?
Kochany mój organizmie, nie chce być już wyjątkowa, nie chce usłyszeć już od lekarza, że najwidoczniej jestem w tych 1%.. Pragnę swojego dziecka, chce chociaż móc podejść do in vitro.. Chce wykorzystać te szanse.. Mój największy strach, że nie będzie mi dane..
Niby myślimy o adopcji, ale ostatnio ja zaczęłam wątpić.. Nawet nie powiedziałam tego G...
A dzisiaj urodziny koleżanki.. Niby się cieszę, dawno się z dziewczynami nie widziałam, a teraz zjadą się wszystkie.. Łezki mi lecą, mam nadzieję, że tam się nie rozkleję.. Bo tylko jedna wie, że coś jest nie tak.. Nie chce żeby wiedziały wszystkie bo potem nawet spokojnie na inne tematy pogadać nie można..
Wczoraj wypralam pierwsza partie ciuszkow
dzisiaj prasowanie i musze usiasc do szkoly, chcialabym zaliczyc wszystko zanim nasz kurczaczek przyjdzie na swiat 
Trzeci trymest zdecydowanie jest... ciezszy
ciezej mi sie chodzi, wstaje tragedi nie ma ale czuje roznice, do tego zdarza mi sie zgaga brrr potwornosc! No i ten glod! Znowu wrocil i znowu bym w kolko cos jadla
chodzi za mna slodkie... ale staram sie to wszystko zbilansowac 
Ogolnie duzo zajec, a czas leci mam wrazenie ze synus sie obrocil, bo czulam w brzuchu mocne odpychanie, ale co mu z tego obracania wyszlo to sie dowiemy we wtorek
szaleje w brzuchu az milo juz wiem ze bedzie mi brakowalo tych jego wygibaskow jak sie urodzi, czasami lubi wypchnac stopke i jak go poglaszcze to wypina jeszcze mocniej
marze o tym zeby go przytulic, a poki co mezus tuli brzuszek 
Dziękuje dziewczyny za wsparcie.
Nawet nie wiecie jak mi Wasze słowa dodają otuchy :-*
Nawet mój D. twierdzi, że damy radę.
Żebym się nie poddawała ale...
Co to za życie dla dziecka, w którym jego matka chodzi non stop podenerwowana, zamyślona...? 
Przeszło 8 lat temu zakochałam się w niewłaściwym chłopaku... Facetem sie go nie da nazwać. Chłopak, który był najważniejszy (w tamtym czasie) okazał się zwykłym padalcem, pasożytem, którego miałam utrzymywać...
Ech, trochę minęło zanim w końcu przejrzałam na oczy... Praca, dom, sprzątanie po nockach, praktycznie nie jadłam aż wylądowałam na L4 z powodu osłabienia organizmu... Potem już było coraz gorzej... W międzyczasie popadłam w długi, bo przecież trzeba było opłacić mieszkanie, kupić jedzenie dla nas i naszych czworonogów... W końcu przyplątały się problemy z właścicielką mieszkania, które wynajmowaliśmy. I to wszystko przez sąsiadów... Wylądowaliśmy na ulicy... Do domu nie mogłam wrócić bo byłam na wojennej ścieżce... Straciłam pracę... Kolejne długi...
W końcu nadszedł dzień, w którym zrozumiałam wszystko i odeszłam od niego. Ale nie.. On nie mógł zrozumieć... Próbował popełnić samobójstwo... Gdyby nie mój telefon do hotelu w którym sie znajdował to już by nie żył. Pół godziny i nie było by go... W szpitalu pielęgniarki jeszcze z pretensjami do mnie że to moja wina! Że każdy zasługuje na drugą szanse!
O nie, nie on... Powiedziałam mu, że nie ma szans abyśmy byli dłużej razem i definitywnie odeszłam. Do tej pory nie mam z nim kontaktu...
Ale jedyne co mi zostało z tamych lat to długi, które ciągną się za mną i przypominają o tamtych czasach...
I dlatego napisałam wczorajszy post.
Bo czuję, że już nie daję rady 
To wszystko mnie przytłacza...
Mam wsparcie w moim narzeczonym, wie jak bardzo mi to wszystko nie daje spokoju...
Ale tłumaczy mi, że to wcale nie przekreśla naszego Maleństwa...
Wiem, że może się spotkam z pogardą z Waszej strony ale musiałam sie komuś wygadać 
Nie mogłam tego dusić w sobie :'(
Urodze to dziecko. Urodzi się całe i zdrowe. W piątek na usg zobaczę znów serduszko i usłyszę że mały skurczybyk narobił zaległości. Ze rozwija się książkowo. Tak będzie! Nie może być inaczej. Końcem września przytule moje dzieciątko.
Bój piersi chyba pomału wraca, mdłości już 3 dzień wyluzowaly, chociaż wczoraj mnie raz poszarpalo... Dziś cisza, może temu że znów mam katar i nie czuję zapachów.
Potrzebuję dobrego słowa, tak żebym dotrzymała do piątku.
5 tygodni i 5 dni
Według belly za chwilę kończę piąty tydzień. Wiem jednak, że ciaza jest mniejsza, bo owulacje miałam przy moich obserwacjach 25 stycznia. Nie jestem też aż tak do końca jej pewna, bo nie mierzylam temperatur ani mocno nie kalkulowalam. Wyszedł nam totalny spontan.
Czuję się okropnie. W głowie helikopter, nudności i brak sił. Senność dobija mnie dodatkowo. Myślę, że moj organizm jest po prostu na maksa obciążony, bo karmię jeszcze piersią.
Dzisiaj poryczalam się jak nie mogłam znaleźć dzisiaj żadnego czynnego dentysty. Pobolewa mnie ząb do tego wszystkiego i muszę zrobić z nim porządek.
Nie pozostaje mi nic innego jak na hama wbić się w poniedzialek do przychodni.
Roczek Liiany i przyjęcie z tej okazji już za dwa tygodnie. Na dzień dzisiejszy nie jestem w ogóle w stanie nawet myśleć o jakichkolwiek przygotowaniach. Wygląda na to, że zamowie catering, chociaż plan był taki, że ugotuje sama... Jeszcze nie wiem co zrobię. Zobaczymy.
Mąż żartuję, że kupimy wszystkim po kebabie też przejdzie 
Pierwszą wizytę fasoli chce zaliczyć dokładnie w roczek Lili lub tydzień później. Najchętniej pojechalabym juz, nawet za chwilę, ale wiem , że to zupełnie bez sensu. Muszę uzbroić się w cierpliwość.
Póki co jeszcze ciężko jest oswoić mi się z myślą, że będę podwójna mamą. Wszyscy na tą wiadomość zareagowali bardzo spokojnie i nikt tego tak bardzo nie przeżywa jak było to w przypadku Lili.
Nie myślę o tym "jak ja sobie poradzę?!" Poradzę sobie. Nie tyle dzieci ludzie wychowują. Na pewno będę miała dużo mniej czasu na swoje glupotki, ale.
Najgorzej zawsze jest na początku 
18+0 18 tydzien ciazy !!
Tak tak juz prawie polowa 
Nelly 2czoraj dala tatusiowi pierwszego kopniaczka
jak on sie cieszyl a pozniej z nia draznil pukajac do niej 
Nasza malutka kopie z dnia na dzien coraz to mocniej! Rozpycha sie i wierci ! 
Nadal nie wieze ! Tyle staran tyle niepowodzen i jest nasz cud 
Nasza kdiezniczka zdrowo rosnaca !!
A tak wygladamy w 18+0
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/f2cdd2ec9f37.jpg
A tu pulka Nelly 
Jest jeszcze hustawka , mata i karuzela do lozeczka.
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/834c0f1b8e70.jpg
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2017, 11:57
6.02.2016r. sobota, dzień 94, 12.31
Przyjechał Wujek z Ciotką i z trójką dzieci, ciotecznym rodzeństwem Nastii (16, 15 i 13 lat). "No to teraz sobie przypomnisz, kochany, jak to z małymi dziećmi jest i przestaniesz mi głowę zawracać o kolejne" powiedziała Ciotka oddając w ręce Wujka Nastuśkę. Córka popatrzyła na Wujka i w mig wysłała mu najpiękniejszy uśmiech jaki mogła. Wujek bardzo przypomina Tatę, ma tylko kilka zmarszczek więcej. W końcu są braćmi z dwunastoletnią różnicą wieku. Nastka chwilę pogłużyła ku uciesze wszystkich i zasnęła wtulona w nowopoznanego Wujka. Ten odłożył ją do łóżeczka w drugim pokoju. Trójka dzieciaków stanęła nad Młodą i wgapiali się zauroczeni. Kiedy wychodzili z sypialni szeptali, że "słodka, ale po co nam w domu taka". Wrócił z imprezy pożegnalnej Tata. Ucieszony bo rodziny Brata nie widział od początku października. Uściski, przytulaski. "Dziecka jakby w domu nie było" - oczywiście padło standardowe stwierdzenie z ust naszych gości. Gdy Mała zbudziła się po dwóch godzinach akurat była 21, więc czas na kąpiel. Ciotka podwinęła rękawy i zabrała się do roboty. Nastka wyszorowana, wypucowana i przebrana w piżamkę powędrowała do mnie na ręce w celach konsumpcyjnych. W sensie że ona konsumowała, a potem położona na łóżko turlała się z dzieciakami u nas w sypialni! Coś niesamowitego! Turlała się! Raz tylko zablokowała się rączką i musiała chwilkę dłużej się namęczyć, ale dwa-trzy obroty... żaden problem! Śmiesznie to wygląda, bo głowa taka ciężka i widać ten wysiłek, ten trud jaki Nastusia wkłada w swoje piruety. Tata z Wujkiem i Ciotką w tym czasie raczyli się wysokoprocentowym napojem i zleciał tak czas do północy. Młoda zaczęła oczka przecierać rączkami i zrobiła się coraz mniej ruchliwa i gadatliwa, dzieciaki zawołały mnie, bo "Ananas chce spać... chyyyyba, bo ciocia, czy ona umie płakać?". Oczywiście, że chce. I oczywiście, że umie, ale po co. Dałam jej cyca, dziecko sobie podjadło i powędrowało do łóżeczka, a ja włączyłam jej karuzelę z białym szumem włączonym na maksymalną głośność, co by dźwięki spoza sypialni nie przeszkadzały jej zasnąć. Dzieciaki pomogły mi posprzątać po imprezie, a dorośli w tym czasie ścielili łóżka i chodzili do łazienki na wieczorną toaletę. Po 8 obudziło mnie ciomkanie kciuka naszej córki. To nowy sposób Nastki na pokazanie mi, że nie śpi. Wzięłam ją do siebie do łóżka na karmienie. Po kilku minutach Nastka mi odleciała, a ja musiałam wstać, by ogarnąć się przed przyjściem nowozaręczonej pary - mojej Siostry i jej Narzeczonego. Przyjechali oni po Agatkę, by zabrać ją na Mazury, bo już koniec ferii. Ewka pochwaliła się pierścionkiem, opowiedzieli wszystkim wrażenia z wczorajszego wieczoru i zawinęli się w drogę. Mąż mój kochany wywlókł się z sypialni, polazł do sklepu po zakupy, by śniadanie przygotować całej ferajnie. Gdy usiedliśmy do stołu mówi Ciotka do Wujka "Jak mi zagwarantujesz, że takie dziecko będę miała jak Anastazja, to... robimy!". Na co trójka ich dzieci sapnęła... "noooo może byyyyyć". Nastuśka obudziła się punkt 11, Wujek przebrał jej pieluchę, Ojciec zmienił piżamkę na dzienne ubranko i podał mi Małą do karmienia. W tym czasie dzieciaki rozpakowały zmywarkę czystych naczyń po imprezie, zapakowały nowe śniadaniowe brudy, a potem obstąpiły łóżeczko zabawiając i zagadując swoją najmłodszą cioteczną siostrzyczkę.
I tak starszy brat z żoną chcą mieć jeszcze jednego malucha do kompletu, a młodszy brat i ja stwierdziliśmy, że przydałby nam się w domu chociaż jeden taki nastolatek 
Ciekawe czyje roszczenia wobec rzeczywistości są bardziej realne...?
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lutego 2016, 13:16
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.