39 dc,1 dzień do @! Stresuje się, a zarazem jestem spokojna. Chciałabym juz jutro,jeśli chodzi o cykle 39 dniowe to okresu nie było nigdy po 39 dc.Piersi nie bolą,jakoś się szybko nie denerwuje jak zazwyczaj. Co do śluzu, jest moro w środku. Objadac,hm tez się nie objadam. Codziennie siedzę w domu, przed telewizorem. Fakt nic mi się nie chce nie dość że przesiedzę w domu cały dzień to pójdę spać przed 21 po serialu i wstanę z lekkim problemem o 6 rano. Nudne życie, ale nie robie nic żeby to zmienić. Teraz leżąc czuje delikatny ból jak na @.

po wczorajszym monitoringu u nowego ginekologa znów dół... po raz trzeci pod rząd nie mam owulacji.... dwa pęcherzyki w 16 dc odpowiednio 10mm i 10,4mm czyli lipa bo nic nie urosły od piątku czyli 13 dc.
od przyszłego miesiąca przechodzę na lamettę, gin mówił, że mam przyjść w 9 dc i jak jeszcze pęcherzyki będą za małe to przepisze mi gonadotropiny na deser no i kazał zrobić HSG, da mi skierowanie na nie za miesiąc.

do swojej obecnej gin w końcu nie poszłam bo po co... żeby mi powiedziała to samo? że brak pęcherzyka dominującego? bez sensu
ale ten nowy lekarz dziwny... poważny, zero uśmiechu, zero pocieszenia, nic... jak z kamienia.

jak to jest możliwe, że od ostawienia tabletek anty od kwietnia do listopada prawdopodobnie miałam owulację bo na to wskazywały testy owulacyjne, miesiączek nie musiałam wywoływać a teraz trzeci cykl pod rząd nic??? lekarz powiedział, że to normalne, że raz owulacja jest a kiedy indziej nie ma. tylko, że ja leki na owulacje zaczęłam brać od sierpnia, więc wcześniejsze cykle były bez leków a owu była..

a teraz tyle tego wszystkiego łykam (euthyrox, metformax, estrogen, inofem), dietę trzymam i jest gorzej niż wcześniej...

a no i oczywiście ryczałam cały wieczór, pokłóciłam się z mężem... super poniedziałek..

Samara Oprócz błękitnego nieba... 23 lutego 2016, 09:14

Ufff... temperatura poszła w górę. Oby się już tam zadomowiła.
To czekanie jest dobijające...
Od kilku dni boli mnie brzuch jak na @. Dwa dni lekko plamiłam. Dziś już chyba nie ale w ciągu dnia się okaże. Oczywiście już sobie wmówiłam, że to są objawy ciąży i na bank jestem. Na szczęście słyszę jeszcze ten cichutki głos rozsądku, który pozwala na opanowanie się i zrobienie sobie przestrzeni na porażkę.
Póki co przygotowania do dwóch ostatnich egzaminów: matma i zoologia. Matme mam teraz w piątek a zoologie 11-03...
Pierdzielone macierze...

kot_bury Czekając na cud... 23 lutego 2016, 10:04

No i tak stuknęło nam pełnych 18 tygodni :)
c8676827e23900b3med.jpg

Almanah Wznawiamy starania 23 lutego 2016, 10:32

3 dc

Już dzisiaj chciałam zacząć mierzyć temperaturę, ale jak na złość w nocy obudziłam się o 3 i potem już tylko miotałam się po łóżku do budzika M. o 6:30. Łóżko jest zdecydowanie za małe za dwóch dorosłych osób i trzech dorosłych kotów. Kotki mają swoje legowiska, śpią w nich, ale tylko do pierwszej pobudki, wtedy zaczyna się gramolenie pod kołdrę, między nas, w nogi. I w ten sposób budzę się na boku z M. rozwalonym na 2/3 łóżka, kotem między nami, drugim kotem za plecami i trzecim w moich nogach. Ta co śpi między nami to w dodatku chrapie, a rytuał kładzenia się między nami zawiera również: miałczenie, kizianie mnie mokrym nosem po nosie i ustach, a jak już się obudzę to kicia oczywiście smacznie zasypia i włącza się traktor.
Nie wspominając już o nocnych wyprawach do kuwety, gdzie najdłużej trwa drapanie po plastikowym dnie.
I budzę się w takiej przytulnej pozycji, przeganiam zwierzyniec, M. oczywiście nic nie obudzi, więc on nie widzi problemu. Zaczynam się zastanawiać nad rezygnacją z opcji sypialni i przeniesieniem się do salonu. Prędzej czy później i tak zrobimy tam pokój dziecięcy (chyba, że nas poniesie do stolicy, M. ostatnio dużo o tym mówi, "bo tam jest dużo pracy za dobre pieniądze, a mi jest wszystko jedno gdzie jestem, bo pracę mam w laptopie").
No nic, dzisiaj pójdę w końcu odebrać tę grupę krwi i chyba potem na jakiś spacer żeby porządnie się zmęczyć i ominąć dzisiaj problemy ze snem. ;)

Wróciłam od gina nieźle nabuzowana...

Weszłam i po minucie usłyszałam słowa "to wszystko " .

Lekarz spojrzał na wyniki chlamydii i powiedział ,że są w porządku. Serio? nie wiedziałam... kuźwa, potrafię sama odczytać. Myślałam że powie coś więcej, a on odparł tylko tyle,że muszę zrobić badanie hsg . No bingo kurde ! . W głębi duszy myślę "daj skierowanie pacanie" ,ale nie wpadł na ten genialny pomysł ,więc sama zapytałam , a on z łaską "no mogę dać pani to skierowanie" . Czułam się tam jak intruz. Oczywiście zachciało mi się płakać.

Nawet mnie nie zbadał,a ostatnio miałam jakiegoś grzyba. Jak wół na wynikach cytologii jest napisane patogeny:grzyby, które morfologicznie odpowiadają Candida. Odczynowe zmiany związane z zapaleniem (cytologia w porządku. Będę żyć ).

Dzwoniłam do szpitala. Myślałam że oszaleje, bo nie mogłam się dodzwonić.
1 dc mam zadzwonić i zarejestrować na badanie hsg. Nie wiem czy dobrze usłyszałam, ale babka mówiła że potrzebne będą tylko wyniki chlamydii, ale kurczę wydaje mi się ,że przed tym powiedziała coś jeszcze. Może CRP ? jak będę dzwonić się rejestrować, to zapytam jeszcze raz. Dziś już mam dość.

Podziwiam kobiety, a w szczególności Ciebie mysza89 za tą siłę i wytrwałość. Tyle znosisz ,więc nic dziwnego że czasami masz dość . Ja dopiero zaczynam, a mój mózg prosi o melise :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego 2016, 12:30

Rotenkopf Walka. 23 lutego 2016, 10:54

Jesteś w 35 tygodniu ciąży
(34 tyg. i 0 dni)
Miesiąc: 8
Trymestr: 3

Czy ja ostatnie dni ciąży spędzę tylko na płakaniu, denerwowaniu się i lataniu jak popieprzona żeby wszystko grało i buczało jak powinno?

Przez te ostatnie 10 dni działo się tyle, że gdyby to samo się działo gdybym nie była w ciąży to pewnie teraz leżałabym na detoksie po zatruciu alkoholowym.
Począwszy od wiecznych kłótni z mężem o to, że nie ma go w domu, a jak był w domu to mi nic nie pomagał, a jak już pomagał to nawet się z tego cieszyć nie mogłam.
Potem jakoś udało Nam się dojść do porozumienia, na całe szczęście bo już w głowie widziałam Nas na sali sadowej, nie wiem czy rzeczywiście było tak kiepsko czy moje hormony wszystko wyolbrzymiły.
Teraz w niedzielę odbywały się pierwszy urodziny siostrzenicy męża. Niby okej, ale cały czas w głowie gdzieś była myśl, że to my mogliśmy robić wtedy urodzinki Naszemu dziecku (bo tak po prawdzie jubilatka urodziła się w styczniu tylko z racji, że jakiś tam mało ważny wujek matki dziecka był na wyjeździe, głupota, nie?), na dodatek Mała spadła ze schodów, dobrze, że siedziałam plecami do nich bo ze stresu chyba sama zaczęłabym rodzić.
Chwile po powrocie do domu dostałam telefon od mamy, że mój dziadek umarł.
Tak więc jeszcze w czwartek czeka mnie pogrzeb, a międzyczasie trochę się życie nasze rodzinne przewróciło do góry nogami bo mama jeździ załatwia wszystko ze swoim rodzeństwem a ktoś musi pilnować mojego Księcia jak siostra jest w pracy, druga siostra ma dziś rozprawę w sądzie i idę z nią żeby nie męczyć już mamy.

Na froncie ciążowym też nie najlepiej. W nocy boli mnie WSZYSTKO. Kostki i kolana mają mi wybuchnąć, dosłownie czuje takie pulsowanie), biodra i kręgosłup rozpiera mi jak na zmianę pogody, zgaga od byle gówna, i bolące CAŁE żebra. Jęczę i stękam jak stara baba. Jednej nocy już nie wytrzymałam i powiedziałam sama do siebie (bo oczywiście mąż w pracy) że mam serdecznie dosyć tego wszystkiego już, a rano się z tego powodu popłakałam bo miałam wyrzuty sumienia. Za dnia bolą mnie pięty (!) no i te zajebiste żebra. ŻADNA pozycja nie przynosi ulgi, żadne rozmasowywanie, ciepłe/zimne okłady...totalnie nic.

Aaaaaaale w piątek mam wizytę! Zobaczę moją Księżniczkę! <3

Wracam tutaj gdzie moje miejsce. Fiolet był pięknym snem, marzeniem, kilkoma chwilami szczęścia. Ale niestety to wszystko nie dla mnie...

Nie ma Cię już ze mną mój malutki Okruszku. Te kilka chwil, w których byłeś ze mną były najpiękniejsze w moim życiu. Nigdy Cię nie zapomnę, zawsze będziesz w moim sercu, choć nigdy Cię nie przytulę, nigdy nie dowiem się jak wyglądałeś. Bardzo Cię kocham mój mały Aniołku, codziennie będę o Tobie pamiętać. Może kiedyś, gdzieś się spotkamy w innym świecie i będę mogła Cię przytulić.

Moje serce rozrywa ból. Czuję tak ogromną pustkę i beznadzieję. W przeciągu dwóch tygodni straciłam kochanego teścia, który był dla mnie ogromnym wsparciem, oraz moje upragnione, wyczekane, wyśnione dzieciątko.

To wszystko to jakiś koszmar, plamienie z krwią, ból brzucha, szpital, diagnoza: W macicy nie ma ciąży. Szukanie gdzie umiejscowiła się ciąża pozamaciczna, operacja, usunięcie ciąży wraz z prawym jajowodem w którym się zagnieździła. Łzy, mój krzyk, płacz...

Jestem już w domu, fizycznie dochodzę do siebie, ale psychicznie jestem jednym wielkim wrakiem człowieka i wiem, że ta rana nigdy się nie zagoi.

Nie mam już siły, wiary, nadziei, nie chce mi się żyć. Czuję się beznadziejna, bezwartościowa, gorsza. Nie wiem ile jeszcze będę w stanie znieść...


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego 2016, 11:02

6t5d

Leżę i leżę. Siedzę i siedzę. Śpię, drzemię, kimam.
Na razie nie plamię (od 11.02), to już prawie 2 tygodnie.

W między czasie byłam lokalnie na pierwszej wizycie u ginekologa na NFZ. MASAKRA. Odmówił mi prowadzenia ciąży, bo to ciąża zagrożona (krwiak), a do tego wysokiego ryzyka (bo mutacja genu). Kazał szukać patologa ciąży. Tłumaczę mu, że jestem zapisana na 19 kwietnia do patologa(to będzie 15tc), bo nie ma wcześniejszych terminów, a chciałam zacząć prowadzić ciążę na NFZ. Rozłożył ręce. I tym sposobem "wypuścił" z gabinetu kobietę w ciąży zagrożonej i wysokiego ryzyka nie oferując nic. Masz problem kobieto, czekaj do drugiego trymestru, bo NFZ nie oferuje pomocy przy powikłaniach. No mniej więcej tak to odebrałam.
Nigdy więcej do niego nie pójdę. Ten lekarz tak samo mi "pomagał" jak się staraliśmy o dzidzię przez prawie 2 lata. Rozkładał ręce i kazał się starać ("Jeszcze macie czas...").

Po wyjściu z gabinetu zadzwoniłam na Inflancką do szpitala (to nie było takie proste, wisiałam na linii telefonicznej 25 minut czekając na swoją kolej). Zapisano mnie na 1.03. do zwykłego lekarza (bo chyba patologa nie mają, nie wiem), więc też się zastanawiam czy ten zwykły lekarz przypadkiem nie potraktuje mnie podobnie jak ten w przychodni w Pipidówku Dolnym.

Za 3 dni jedziemy do Łodzi do genetyka. Wizyta, którą zaklepywałam na początku stycznia miała nas przybliżyć do diagnozy niepłodności. Dzwoniłam tam, powiedziałam, że zaszłam w ciążę. Po konsultacji z genetykiem, on radzi jednak przyjechać, bo porobi nam badania, na które bardzo trudno dostać skierowanie. No więc jedziemy. Wielka wyprawa - 160 km w jedną stronę. Na szczęście dojazd super, bo cały czas autostradą. :)
Dziś też odwołałam wizytę w Novum - mieliśmy mieć pierwszą wizytę 29.02. w sprawie IVF.

Oprócz tego nie wytrzymałam i zapisałam się na usg prywatnie. No po prostu muszę podejrzeć co się tam dzieje. Wizyta w najbliższą sobotę o 21:10.

Ot, i cały mój wpis. Wizyty, wizyty, wizyty.
Czekam z utęsknieniem na sobotnie usg.

6dpo 17dc

Jutro idę na badanie progesteronu, to będzie 5 dzień brania luteiny (7dpo).
Nie czuję kompletnie nic, piersi nie bolą, brzuch nie boli no nic kompletnie. Taka pierdolona cisza w tym moim organizmie!!!

17 tc (16 tyg.+5)

Jestem (a raczej jesteśmy) cali i zdrowi i mamy się dobrze :)Zaniedbałam pamiętnik przeokrutnie, sama nie wiem dlaczego, chyba moje leniwe nastawienie do świata dotknęło również i kwestię pisania.
Co u mnie? No co ja wam będę ściemniała- nuda :) Jestem na zwolnieniu lekarskim od mojego pobytu w szpitalu w 7 tc i nie ukrywam- nuda coraz bardziej daje mi się we znaki. Ale myślę sobie, że ten czas jest mi ogromnie potrzebny. Kiedy jak nie teraz mogę mieć mnóstwo czasu na filmy, książki czy długie spacery z przyjaciółką? O powrocie do pracy nie ma mowy, nie chcę ryzykować, za dużo wirusów- ostatnio szkołę zmogła grypa, pojawiały się przypadki różyczki, ospy czy rumienia zakaźnego. Tęsknie za dzieciakami, ale chyba najważniejszy w tym wszystkim jest mój własny dzieciak- synuś mamusi :)
Ostatnie usg miałam 2 tygodnie temu, chłopak rośnie jak na drożdżach. W czasie badania pięknie nam się rozkraczył ukazując, jak to pani doktor powiedziała- "pędzelka". Wszystkie parametry w normie. I cóż, tęsknie za Nim strasznie, najchętniej codziennie oglądałabym Go na usg. Wzruszam się oglądając płytę z usg genetycznego, wzruszam się widząc te malutkie stópki czy rączki. Niemal codziennie mam sny, w których pojawia się mój syn- czasem niestety są to sny z kategorii strasznych, dzisiaj np obudziłam się prawie z płaczem. Ponoć takie sny są normalne, we śnie mózg daje upust naszym skrywanym głęboko lękom i obawom...
A że jestem panikara to już inna sprawa... Czasem mocniej mnie coś zakłuje czy zaboli i już lament. Biedny ten mój Mąż, że to wytrzymuje :)
Z innych spraw- przytyłam już 2 kilo, nie jest źle, chociaż apetyt dopisuje mi teraz ogromnie i spodziewam się finalnie jakichś 12-15 :) Na twarzy natomiast zaczęły pojawiać mi się czerwone, piekące plamy, szczególnie po zmyciu makijażu. Czekam na wizytę u dermatologa, zobaczymy co mi powie.

Na razie tyle, idę smażyć naleśniki bo od wczoraj za mną "łażą". Napiszę jak będę miała troszkę lepszy humor :)
Ps. Właśnie dostałam smsa- moja kuzynka urodziła własnie synka- Rysia- kawał chłopa, super wieści :)

Sosenko- ucałuj Szyszaczki- są cudowne! Jesteś bardzo, bardzo dzielna :*

Lentillko- gratuluję utraty wagi! Ale nie chce Cię martwić- schudłaś po to by za chwilkę i przez następne 9 m-cy móc je nadrobić :) Tak działa przewrotność losu :) Czego Ci oczywiście serdecznie życzę :*

antyki miałam 21 dni, później 15 dni gonapeptyl (zabrałam go w 22 dniu stymulacji), od 16 dnia 1/2gonapeptylu i pergoveris wieczorem...czyli w sumie 27 dni biore gonapeptyl ( do dzisiaj) i dzisiaj biorę ovitrelle o 21.00, a w czwartek mam punkcje o 9.00...jeszcze od soboty mialam menopur 150

etola Runął mi świat... 23 lutego 2016, 13:05

Miałam piękny sen. Śniło mi się że zrobiłam test ciążowy trochę przeterminowany, który dostałam od koleżanki. Ze względu na wynik zrobiłam jeszcze dwa. Wszystkie okazały się pozytywne:) Ale to tylko sen...
Sny ponoć odczytuje się na opak, także nic z tego. Myślę nawet że to akurat dobrze w tym cyklu. Z moim M mamy ostatnio ciche dni. Grubsza sprawa. A poza tym zastanawiam się, czy ja w ogóle nadawałabym się na bycie mamą. Do tego przejmuję się za dużo wszystkim, nawet tym, co mnie w aż tak wielkim stopniu nie dotyczy. Mam wielkiego doła.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego 2016, 18:43

Już sama nie wiem co robić. Chyba mam wewnętrzny kryzys. Przestałam się modlić nawet... nie wiem dlaczego mnie to spotyka. Czuję taki @ bol. Nie wiem nie mam siły już walczyć dalej chyba.

Nic mi się nie chce. W ten cykl w ogóle nie pilnowałam dni płodnych, nie robiłam testów, wywalone na maxa.... Pewnie się nie wstrzeliliśmy w owu, bo i rzadko mieliśmy ochotę na zbliżenie.
Także kolejny miesiąc stracony. Ale przynajmniej nie będę miała jakichś głupich nadziei przez następne dwa tygodnie, tylko wiem, że na 100% przyjdzie okres.

Marlena Szukając motyla. 23 lutego 2016, 13:23

38t2d ---> 39tc <3

Już po wizycie :)
Malutka waży jakieś 3200 g czyli wszystko ok mimo małego brzucha :)
Lekarz stwierdził że nie wyglądam jak na ten tydzień ciąży, bo przeważnie pacjentki na tym etapie są bardziej powolne ;)
Rozwarcie na 1cm, szyjka miękka i skrócona. Łożysko w 2 stopniu dojrzałości.
Nic nie przepowiada porodu przed terminem więc super :)
Chłopaki zdążą więcej na strychu zrobić :)
Meble do sypialni kupione, czekają na odbiór :)
Wszystko idzie dobrze... Haloooo! Gdzie zostałeś mój pechu?
Zostań tam na zawsze i nie wracaj do mnie :)

Witam,
@ przyszła, aż się zdziwiłam :/
Ostatnie 2 cykle miałam po 23 dni, dość krótko jak dla mnie. Dziś jestem znów w nowym cyklu. Jak to mówią: nowy cykl i nowe możliwości i tego się trzymam. Dziś też planuje kupić termometr i mierzyć sobie tą tempkę - zobaczę co z tego wyjdzie :) Jestem dobrej myśli :)

Almanah Wznawiamy starania 23 lutego 2016, 15:08

No i mam A Rh+ i przez chwilę była panika, że konflikt serologiczny, bo M. ma A Rh-, ale potem rozsądek doszedł do głosu. :P Stara, a głupia.

Przypominają mi się wszystkie moje koleżanki z liceum, które "wpadały" w ciążę bez większych przygotowań, nawet biorąc pigułki anty. Chyba jednak trochę za bardzo się stresuję. :P

Na spacer też w końcu nie poszłam. Głowa boli mnie coraz bardziej (pewnie z niewyspania) i w dodatku zaczął padać deszcz. Mam z 10 minut piechotą nad morze, więc trochę szkoda, ale nie chcę potem smarczyć przez tydzień, bo mnie przewieje i przemoczy. :( Innym razem.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego 2016, 15:07

viowieczka Tak bardzo bym chciała.... 23 lutego 2016, 15:25

Wszystkim dziewczynom bardzo dziękuję za gratulacje :), ale nie wiem czy długo pobędę na fioletowej stronie.

Moje dzisiejsze TSH wynosi 7,720... Dzwoniłam do przychodni, w której przyjmuje moja pani doktor (przyjmuje tylko we wtorki) i okazało się, że skończyła już pracę. Całe szczęście pani w rejestracji była na tyle miła, że po wyjaśnieniu jej o co chodzi, zadzwoniła do pani doktor, a potem oddzwoniła do mnie z informacją, że pani doktor mnie kojarzy i kazała mi przyjść jutro do innej przychodni, w której również przyjmuje. Tak wiem wyszło mi masło maślane, ale jestem w szoku tak wysokiego tsh jeszcze nie miałam. Powoli podnoszę się z podłogi...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)