etola Runął mi świat... 11 marca 2016, 13:02

w tym cyklu dałam na luz. Zastanawiam się tylko czy nie za bardzo sobie odpuściłam bo temperaturę mierzę zaraz po przebudzeniu (czyli raczej prawidłowo), a budzę się teraz różnie, raz o 4.00, raz o 5.00 a innym razem o 4.30 i 5.30 i gdybym położyła się jeszcze spać to nie odespałabym tych wymaganych trzech godzin przed pomiarem. Ovu wyznaczył mi prawdopodobną owulację w 8 dc, obecnie jestem w 12 dc i nadal biorę wiesiołek. Słyszałam, że powinno się go brać tylko do wystąpienia owulacji bo wywołuje poronienia. W 8 dc nie miałam raczej żadnych śluzów płodnych, czy to możliwe żebym tak szybko owulowała? Z moją leukopenią na razie wszystko dobrze - badać krew, obserwować. Żadnych leków. Musiałam mieć kiedyś styczność z mononukleozą zakaźną, jest to niegroźny wirus, który występuje u większości populacji i nie daje żadnych objawów. Pani doktor uczuliła mnie na badanie w kierunku toksoplazmozy, ponieważ nie chorowałam na nią, w ewentualnej ciąży będę musiała badać się przynajmniej raz na dwa miesiące. I to na razie tyle. W pracy dowiedziałam się, że zrobiłam się ostatnio jakaś zołzowata. Może coś w tym jest, ale ja mówię teraz wszystkim to co myślę. Trochę dobra cecha i niedobra. Czasami można przesadzić ze szczerością. Jak to mówią "prawda w oczy kole". Za kilka słów prawdy o samej sobie nie odzywa się do mnie T. Zachorowała w zeszłym roku na depresję. Straszna choroba, sama miałam jej objawy. Ale ona zachowywała się jakby nikt inny na świecie nie chorował tylko ona. Użalała się nad sobą, litowała, często płakała i tej litości, bezgranicznej opieki i użalania się nad jej losem wymagała od innych. Jest wrażliwą i dobrą osobą. Jej narzekania nie miały końca, a narzekała na wszystko dookoła, dosłownie. Miałam wrażenie że najwięcej z jej odczuć i historii i narzekań wysłuchała ja, może dlatego że ja też przez to przechodziłam? Ale kiedy ja chciałam opowiedzieć co ja wtedy czułam, że nikt się nade mną nie użalał i nie niańczył, kończyła rozmowę na tym, że ja z tego wyszłam, a ona nie. Wprawdzie widziała że jest coś ze mną nie tak, ale w niczym mi nie pomogła, nie zapytała nawet jak się czuję, zachowywała się wtedy jakby nic się stało, a poronienia nie miały w ogóle miejsca. Fakt faktem życie też jej nie oszczędzało, była naprawdę silną kobietą. Podtrzymywałam ją wiele razy na duchu. Za każdym razem jednak po takiej "spowiedzi" ja czułam przygnębienie i łapałam ogromnego doła. Z czasem miałam już dosyć wysłuchiwania tych samych historii i odpowiadania ciągle w ten sam sposób. Trzeba żyć dniem dzisiejszym i przyszłością bo na nie ma się wpływ, a przeszłość zostawić, bo i tak nie da się jej zmienić. Powiedziałam wtedy kilka słów, co o tym wszystkim myślę. Teraz nie odzywa się do mnie słowem. Zadzwoniłam do niej ostatnio i miałam wrażenie, że nie chce ze mną rozmawiać. Najgorsze jest to, że ona nie widzi swoich błędów, tylko wszystkich dookoła i choćby nie miała racji, uważa, że właśnie ją ma. Musiałam gdzieś to z siebie wyrzucić. Teraz nie powiem mam trochę spokoju, ale dręczą też mnie wyrzuty sumienia. Może nie powinnam jej mówić tych rzeczy? Zresztą, co się stał, to się nie odstanie. Kilka słów prawdy czasami działa jak kubeł zimnej wody. Chciałam, żeby tak właśnie zadziałały.

muminka83 My 10 marca 2016, 17:41

Ciąża zakończona 7 marca 2016

W dniu 7 marca 2-16 roku poprzez cesarskie cięcie przyszła na świat nasza córeczka.
Judytka.
Imię wielkie dla małego człowieczka jak to określiła Pediatra,
Judytka waga urodzeniowa 2340
Wzrost 48 cm

Została zakwalifikowana jako wcześniak urodzony w 36 tygodniu a nie jak wskazywała miesiączka 37.
Stan Judytki jest bardzo dobry. Otrzymała ona 10 pkt . Nie ma problemów z oddychaniem. Musimy jedynie zadbać o ciepłotę.

Judytka w dniu wypisu miała 2240 gram. Jest bardzo drobniutka ale urocza. Pięknie śpi i je. <3
Nie płacze, dzielnie znosi przebieranki :D

Dziś wróciliśmy do domu i zaczynamy naszą rodziną nowy etap w życiu. <3
I chwila niech trwa <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 marca 2016, 17:42

I po USG. Pęcherzyk 20,5 mm, niestety jeszcze nie pękł, ale urósł aż o 4 mm :) Jutro idę znowu. Endometrium 10,5 mm. Jeśli jutro nie pęknie, to zastanawiam się, czy iść wtedy w poniedziałek. Czy ginekolog może mi potwierdzić, że pęcherzyk pękł i uwolniło się jajeczko?

Na USG wyszło również, że mam mięśniaka. Co ciekawe żaden ginekolog wcześniej go nie zauważył i nic mi o nim nie mówił. Tylko ten zauważył go w 2013 roku, gdy miał 1,16 x 0,85 cm i teraz również o nim wspomniał. Obecnie ma 1,62 x 1,18 cm. Zastanawiam się, czy jego obecność również może wpływać na płodność. Nie mówił natomiast nic o jego leczeniu :/


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 marca 2016, 20:18

Mamy 13 tc (12t i 4d)

W poniedziałek zaczynamy II trymestr. Nie mogę w to uwierzyć, ogólnie jakoś do tej pory nie wierze, że jestem w ciąży mimo, że brzusio już troszkę rośnie, piersi również, meczą mnie mdłości i póki co wymiotowałam dwa razy ;)
Sytuacja w pracy nie wyszła za ciekawie, ale nie chce mi się o tym pisać, trudno... Teraz dla mnie liczy się to, by z maleństwem było wszystko dobrze.
I poki co jest. 8 lutego pierwszy raz słyszałam serduszko naszego maleństwa, aż mi się tak cieplutko zrobiło, coś pięknego :)
Ostatnią wizytę miałam 5 marca i niestety nie u swojego lekarza, w związku z tym, nic nie widziałam, nic nie słyszałam i nawet zdjęcia nie dostałam, Nie dowiedziałam się nic, poza tym, że jest wszystko dobrze. Także to najważniejsze. Jeszcze przed wizytą położna powiedziała, ze mam ładne wyniki badań więc byłam zadowolona ;)
Maż obchodzi się ze mną jak ze złotym jajkiem, czasem mnie tym denerwuję, bo nie mogę przy nim jako tako normalnie funkcjonować, ale ma to też swoje plusy, np. umył za mnie okna ;D

Nie dawno dowiedziałam się, że moja kuzyna mieszkająca w Londynie jest w tym samym tyg ciązy co ja, wiec jesteśmy w kontakcie i wymieniamy się 'doświadczeniami' :D

Nadal czekam na Was tu, na fiolecie, wciąż trzymam za Was kciuki.

emmac Kiedyś będziemy rodziną 10 marca 2016, 19:31

Dzisiaj mój m. w końcu porozmawiał ze mną poważnie o naszych ponownych staraniach. Powiedział że myśli o tym często i że wierzy że Nam się uda. Nie teraz to później, ale że się uda. Ja też wierze że się uda ale wiem że będą miesiące rozczarowań. Nie nastawiam się pozytywnie. Bardziej neutralnie z przewagą na negatywnie.:/ Każde z Nas zażywa swoje witaminy. Mam nadzieję że pomogą. Znowu dajemy sobie pół roku na to żeby się udało, a jeśli życie będzie miało inne plany dla Nas pomyślimy co dalej...

To jest Ania.
Ania jest zakupoholiczką. Nie kupuje jednak ciuchów, butów, ani torebek ostatnio.
Ania kupuje i ciągle robi testy ciążowe.
Dziś oczywiście kupiła w Rossmannie trzy, bo były w promocji.
Nie bądź jak Ania :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 marca 2016, 20:48

Usłyszałam dziś historie francy, która urodziła 5 razy w tym blizniaki, a wychowuje tylko jedno. Lat jakieś 24! Kolejny raz jest w ciąży ponad 20 tydzień, siłą zaciągnęli ja na badania i dziś miała wyniki. Cytologia tragedia, jakieś nowotworowe sprawy, tsh takie ze lekarz powiedział że dziecko urodzi się upośledzone a ten stan zagraża życiu jej i dziecka. Dodatkowo zapalenie wątroby. Ona od początku ostro grzeje, na widok alkoholu aż ja trzęsie i co? I Cholera jasna 6 ciąża i to z takimi wynikami że od razu trafiła do szpitala!!! I jeszcze ten kto się jej sprawa zajmował mówi mi: no zobacz a ty taka fajna dziewczyna, z fajnymi warunkami i nie możesz.

Idealne podsumowanie, gdzie jest kurwa bóg żeby ładować dzieciaki w takie patologie a dobrym ludziom odbiera ten dar. Nie ma Boga. Koniec. Nie wierzę. Głupia bajka dla naiwnych!
Będę miała dzieci, chodzbym miała mieć te ciążę z in vitro nawet od dawców!

I wiecie co założyłam swoją działalność narazie w obrębie internetu i wiecie czym handluje? No nie zgadniecie... Dziecięce ubranka. Kurwa że tak brzydko powiem, jestem głupia. Ale powiem wam, że póki co te ubranka nie robią na mnie wrażenia,chociaż nie powiem, taki piękny 8 częściowy kąplecik dla chłopca odłożyłam sobie... generalnie jestem teraz taka obojętna, ale nie powiem ta dzisiejsza wiadomość mocno mnie ruszyła...

Ostatnie dni miaja dość szybko.. Wolałabym pracować niż siedzieć w domu ale nie widze tego, że znow mam pójść do pracy :/ tyle już siedzie w domu... A urzad pracy niech sobie wsadzi te swoje oferty.. Kocham mojego męża choć ostatnio moje nerwy daja popalić nawet mi.. Hormonu po dupku szaleja jak moga.. Od paru dni jest ok..
Nie radze sobie już nie mogę patrzeć na kobiety w ciąży zaszyłabym się w domu i nie wychodził wcale. M mnie wspiera choc ostatnio nie rozmawiamy o dzieciach.. Bofu dzięki..
Postanowiłam, że opuszczam ovu chce i musze to zrobić musze się czymś zajac i przestać całkowicie tu zagladać.
Rok temu dowiedziałam się, że jestem w ciąży za tydzień minie w sumie rok od zabiegu.. Wtedy zawalił się cały mój świat.. Od tamtej pory wszystko się zmieniło nigdy bym nie pomyślał, że mnie to spotka.. A jednak.. Boże mam nadzieje, że dam rade to przetrwać, że na tym nie ucierpi moje małżeństwo i cała reszta...
Może kiedyś mi się uda a teraz musze dać sobie spokój..

Katjaa Że niby mi sie nie uda? 10 marca 2016, 22:18

Jejku... przez pracę zaniedbalam wszystko...


Kłótnia z M... spakowal parę rzeczy i tyle go widziałam... Nie odczytuje nie odpisuje nie odbiera... normalnie jak gowniarz głupi jakiś... brrr
Ja wiem że ja pyskata, klotliwa, awanturnica i ciągle się czepiam o wszystko ale jest całym moim światem... faceci nie mają mózgów i nie rozumieją kobiet a zwłaszcza gdy mają @ i burze hormonów...


Byłam na cross fit odreagować złość i udało się... 1,5 h ćwiczeń... Ale Lato idzie trzeba zadbać o siebie... Tak wiem wiem przy moim wzroście 174 waga 66 kg jest prawidłowa no ale mój cel to 56 kg... w takiej wadze czuję się najlepiej...

Kaczuszka86 Aniołkowa mama 10 marca 2016, 23:13

Mój M mówił mię żebym nie komentowala sprawy ale.....krew mnie zalewa!!! Będąc dziś w szpitalu u doktorka widziałam na patio kamerę jakąś dziennikarke i ktoś się wypowiadał. Dopiero teraz przeczytałam wpisy co się stało. Mianowicie podobno w szpitalu św.rodziny w Warszawie dokonano nie udanej ABORCJI 24 tc.dziecko jednak żyło godzinę.miało zespół downa a lekarze podobno nie ratowali mu życia i komentarze typu zwierzęta, zabili je itp. Lokalne tv wspominały o tym i fb. Ja w to niewierze! Ja będąc tam w 22 i nawet gdy było wiadomo że porod wisi na dniach czy godzinach personel zaglądał ciągle do mnie czy przypadkiem nie wstaje z łóżka żeby nie pogarszac sprawy dla nich liczy się każdy dzien!!! Jak odeszły mi wody proponowali natychmiast transport do szpitala z wyższym stopniem neonatologicznym. Gdy wiedziałam że porod nastąpi na dniach pytałam lekarzy czy można to jakoś przyspieszyć skoro stan ciąży i moment jej zakończenia jest przesądzony to.. Opiernicz jaki dostałam ciężko opisać!!! Psycholog szpitalna była u mnie rano i wieczorem, wysłali do mnie księdza i pielęgniarki od tej pory czuwaly żeby mi nie przyszły takie pomysły do głowy.Jedyne co zapytała lekarka przed samym porodem to czy jak dziecko podejmie próbę życia czy mają ja ratować za wszelką cenę i możliwymi sposobami. W glowie mi się nie mieści że szpital co dopiero rugali za brak dokonania aborcji nagle się jej podjął bez zabezpieczenia się prawnie całego czynu. Zawsze mówili że terminacja czy aborcja z winy wad ciąży dopóki nie zagraża życiu w szpitalu św.rodziny graniczy z cudem. Podejrzewam że to matka podjęła decyzję o braku przystąpienia do akcji ratowania maleństwa (tak jak mnie pytali)i kto naglosnil sytuację skoro matka chciała usunąć? Grubymi nićmi to szyte!!!
Nawiązując do wypowiedzi osób krzyczacych w internecie i autorów takich artykułów...skoro życie zaczyna się od poczęcia dlaczego nie można zarejestrować utraty wczesnej ciąży bez określenia płci??? Dla urzędników wtedy ustawa dot życia nie istnieje a gdy kobieta decyduje się usunąć ciążę i jej nie ratowac to zwalala na szpital i lekarzy??? A wy co o tym sądzicie?

19 dzień cyklu/10dpo
No i się porobiło. W środę rano obudziłam się ze spuchniętą dolną wargą. Pierwsza myśl- opryszczka! Tylko jej mi brakowało! I oczywiście panika, bo pamiętam takie ataki opryszczki sprzed kilku lat, kiedy to właśnie usta miałam całe spuchnięte, cała akcja działa się najpierw w środku, a dopiero potem wychodziło na zewnątrz. Ciągnęło się to tygodniami. Zaleczyłam to dopiero wielomiesięczną kuracją heviranem, powtarzaną 2 razy. Normalanie to od razu łyknęłabym właśnie heviran, ale jest przecież jedna na milion szansa, że może się udało (choć objawów nie mam żadnych... :( )i bałam się ryzykować. Decyzja- dermatolog. Nie byle jaki- moja przewspaniała pani doktor u której leczyłam się wcześniej. Cudem wybłagałam w rejestracji wizytę w ten sam dzień. Obejrzała mnie, przepytała i diagnoza: to nie opryszczka, to pryszcze zaczynają mi dosłownie wychodzić już przez usta.Cała broda to jedna wielka gula. Stąd ta opuchlizna. Decyzja: trzeba leczyć. Nie można czekać bo za chwilę spuchnięte usta będą moim najmniejszym zmartwieniem. Dostałam więc trzy maści, płyn do przemywania i niestety antybiotyk. Dobrany ponoć tak, że gdyby się ten cykl okazał szczęśliwym to nie powinien zaszkodzić. Mam go brać 7 dni. Maści stosować naprzemiennie dłużej. No to łykam antybiotyk i smaruję twarz. Na razie poprawy nie widzę znacznej (chociaż z ust opuchlizna już prawie zeszła). Ale to dopiero 3 dzień. Jeśli po weekendzie nie będzie poprawy to chyba się do niej zgłoszę. Ale wolałabym żeby się udało. Żeby chociaż już nie robiły się nowe syfy.
A co do odczuć cyklowo-ciążowych: brak. Brak jakichkolwiek oznak. Nawet piersi nie czuję co w sumie może nawet jest dziwne bo o ile w drugiej fazie cyklu nie bolały mocno, to czułam, że są jakieś inne. Teraz nic. Włosy mam ładne- to też jest dziwne. Normalnie powinna być już tragedia a są ładne i lśniące. Ale to może przez duphaston?

Sielsko - anielska sobota. Trochę lenistwa, spacer do lasu, a zaraz jedziemy po zakupy, bo lodówka świeci pustkami.
Mąż jest dla mnie bardzo czuły, ta przykra sprawa jeszcze bardziej zbliżyła nas do siebie. Poza tym strasznie się do siebie kleimy. Ciężko nam wytrzymać 6 tygodniową wstrzemięźliwość, jaką zalecono na wypisie ze szpitala. Na szczęście są inne sposoby ;-)

Chwilami myślę, że na pewno mam jakieś ciężkie schorzenie, że więcej dzieci nie będzie. Innym znów razem, że pewnie poronienie było jednorazowe, że niby dlaczego ma się znów nie udać. Uda się na pewno i ciąża będzie bez komplikacji. Od nadziei do pesymizmu - to chyba typowe, nie?

Co do wczorajszego testu nie mam żadnych wątpliwości :) Pozytyw! Dzisiaj kolejne USG. Mam nadzieję, że w końcu pęcherzyk pękł i będę mogła wyeliminować kolejną prawdopodobną przyczynę braku ciąży. Wyeliminowałam już to, że:
- pęcherzyki mogły w ogóle nie rosnąć (rosną pięknie),
- nie miałabym śluzu płodnego (mogłabym ewentualnie zbadać, czy nie jest wrogi plemnikom)
- wina mogłaby leżeć po stronie partnera,
- miałabym niską rezerwę pęcherzyków (hormony pierwszej fazy super),
- mogłabym mieć PCOS (testosteron w normie, jajniki niepowiększone),
- edometrium i budowa macicy mogłyby być nieprawidłowe.

Pozostało jeszcze:
- sprawdzenie drożności jajowodów,
- badanie progesteronu w 7 dni po stwierdzonej na USG owulacji,
- kontrola TSH,
- jaki wpływ na płodność ma ów mięśniak.


168ygbd.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 marca 2016, 08:50

z pierwszym wpisem mialam zaczekac do pierwszej wizyty u lekarza, ale chyba przelamie to i zaczne juz dzisiaj:)

O ciazy wiemy juz tydzien i juz zdazylam sie oswoic ta wiadomoscia i juz nie moge sie doczekac kiedy zobacze mojego kochanego, malego szkraba:*
jeszcze sie boje,ze moze cos byc nie tak w koncu to pierwszy trymestr a jak jeszcze sie staralismy to naczytalam sie o poronianiach i ciazach pozamacicznyvh i biochemicznych ze strach teraz tym bardziej wiekszy:(

dzisiaj robilam tez oststni test i II kreska jest nawet ciemniejsza kontrlnej wiec nie lece na bete....chociaz moze, bede spokojniejsza.
Chyba jednak pojade:)

jestem taka szczesliwa, ze nie da sie tego opisac. Tyle starania, tyle nerwow. Chociaz staralismy sie nie caly rok ale dla mnie to bylo jak wiecznosc..

Ale najlepsze jest to, ze przed tym jak dowiedzialam sie ze jestem w ciazy kupilam kilka dni wczesniej ksiazke z tematyka jak wlasnie sobie radzic z tym ze nie mozna zajsc w ciaze.....i nie doszlam nawet do polowy hehe:)
wizyta u lekarza w poniedzialek, mam nadzieje ze wszystko bedzie baaaardzo dobrze:)

Releaseme Walka o JUNIORA 11 marca 2016, 07:53

kolejny ciężko zapowiadający się dzień :)
to wszystko już tylko mnie śmieszy :D
nie pamiętam kiedy ostatnio płakałam, oj już ładnych kilka miesięcy... wszystko biorę na klate :) owszem bywa mi smutno i to bardzo, bywam wzruszona, zła, zadowolona.... ale obojętnie, co czuję to i tak nic nie zmieni.
@ brak, testu nie robię bo nie mam nadziei na nic. już drugi cykl wyskoczyło mi plamienie tuż przed @, pora iść do gina na kontrolę.

i małż mógłby pojechać na badania znowu, może na maja go umówię, zobaczymy co tam się dzieje

AJA_S Czy nadzieja matką głupich? 14 marca 2016, 18:09

Witam cudowne kobitki ;)
Gdyby wziąć pod uwagę komentarze może w końcu się udało :D
Ale długo teraz czekać na testowanie... Ah jaką mam wielką nadzieję ;)
Ah ah życzę przemiłego wieczoru...
Kocham <3

ket555 33 lata 2 poronienia 11 marca 2016, 10:56

Dzis 21 dc oba testy pokazały piekne grube kreski . Wynik : ten z Allegro jest dobrym testem , pokazuje pik w tym dniu .

Właśnie zauważyłam że dzisiaj mam 100 dzień cyklu :) Nie muszę dodawać że to mój najdłuższy cykl w życiu i oby trwał jak najdłużej <3 A i albo bije mi mocno na głowę albo dziecko bardzo delikatnie dało o sobie znać i to dwa razy :D KOCHAM PONAD WSZYSTKO ROŚNIJ SŁONECZKO.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 marca 2016, 11:38

MarjAnna cały czas z nadzieją :) 11 marca 2016, 11:41

Po wizycie monitorującej, jak na 8 dc endometrium kiepskie - zalecił jedzenie Estrofemu, pęcherzyki jeszcze muszą podrosnąć, we wtorek kolejny monitor, i od pon zastrzyki na pęknięcie...

Nic nie pozostaje jak tylko trzymać kciuki.

Do tego wszystkiego dostałam wypowiedzenie z pracy :(

Dobra, powoli chyba wracam, staram się poukładać sobie wszystko.
Z mężem wychodzimy wolno na prostą. Nie ma między nami takiego wielkiego płomienia jak kiedyś ale zaczynam wierzyć, że to przejściowe i za jakiś czas uda nam się wrócić do normy. W ostatnich dniach jesteśmy też oboje mocno zmęczeni to i na amory jest mniejsza ochota. Ja w sobie staram się na nowo rozbudzić instynkty macierzyńskie i wielkie pragnienie dziecka, bo gdzieś to we mnie ucichło. A może sama to stłumiłam z powodu lęku że się nie uda?
Dzisiaj plamię, jutro pewnie rozkręci się @ i w 2dc ruszam z estrofemem. Potem, mam nadzieję, transfer. Jednak do wszystkiego dalej podchodzę bardzo ostrożnie, staram się mieć jakiś plan b jeśli się nie uda. Od września będę wychowawcą co nie ukrywam daje mi iskierkę nadziei, że świat się nie zawali, jeśli nie wyjdzie.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)