ewelinka3673 Wierzę w cuda 30 marca 2016, 17:10

Witam ponownie.
Ostatnio chodzę jakaś poddenerwowana, sama nie wiem dlaczego. Nie wiem co się dzieje, wiem że mam ogarnąć kilka spraw a jakoś nie potrafię się do tego zabrać. Ja chyba mam tendencje do jakiegoś wyparcia... hmm nie wiem jak to nazwać. Muszę podjąć bardzo ważną decyzję.. wybrać klinikę w której będziemy coś radzić na moją niepłodność. Mam upatrzone 2 opcje. Jedną "polecił" mi lekarz a drugą znalazłam w necie. No i zaczyna się.... mam dylemat którą wybrać. Ta którą mi polecił ma dużo niepochlebnych opinii że wyzysk i takie tam. Z drugiej strony może on lepiej wie co dla mnie dobre, chociaż podejrzewam że po prostu kontakt do nich znalazł w internecie tak jak ja. Mąż mówi że to ja mam zdecydować a ja sama już nie wiem. W zasadzie nie zaszkodzi jak pójdę na pierwszą wizytę, zawsze można zmienić klinikę :) Sama się gubię w tych swoich myślach. W rzeczywistości najbardziej chyba boję się wykonać pierwszy krok i zadzwonić. Wiem że nikt mnie nie zje ale zawsze miałam problem z wykonaniem telefonu do jakiegoś urzędu, lekarza itp. Ja to chyba głupia jestem :)

Jeżeli ktoś to czyta to pozdrawiam serdecznie :)

mmarzenak Tak bardzo chce.. 30 marca 2016, 13:38

31 tydzień

24 marca miałam wizytę u lekarza (30 tydzień 1 dzień) moja malutka okazała się za mała ma tylko 1252 g ledwo mieści się w normie. Bardzo się tą sytuacją martwię, lekarz kazał mi znów aplikować luteinę dwa razy dziennie i przyjmować kwas foliowy trzy razy dziennie. Dodatkowo twardnieje mi brzuch, co też mnie martwi. Jeszcze mam infekcję dróg moczowych i dostałam antybiotyk, ogólnie niewesoło. Mam więcej odpoczywać, ale ja i tak już dużo leże. Staram się również spać tylko na lewym boku, ale to takie trudne.

Moja szyjka ma długość 3,83 cm, jest zamknięta, ale lekko miękka. Eh nie wiem co to będzie, kolejną wizytę mam 14 kwietnia, ale wcześniej, bo 5 kwietnia mam badania prenatalne. Mam wielką nadzieję, że moja Lili sobie rośnie, bo staram się jeść więcej i zdrowiej- ale ponoć odżywianie nie ma na to wpływu, ale próbuje już wszystkiego. A może znacie jakieś sposoby aby dziecko szybciej przybrało na wadze?

Wczoraj zamówiliśmy leżaczek-bujaczek, matę edukacyjną i wanienkę. A w zeszłym tygodniu pokupowaliśmy pierdołki tzn. prześcieradełka, brakujące kosmetyki, rożek itp.

Kaczuszka86 Aniołkowa mama 30 marca 2016, 14:17

Depresja pełna gębą. Nic mi się nie chce. W pracy nawał spraw a mało czasu a ciągle cisną :( czasem mam jej dość ale już jestem tak związana ze ciężko odejść. Tym bardziej plany ciążowe niesłuza takim zmianom żebym była bez pracy. Mam nadzieję że jak cel dziecko zostanie spełniony to po urlopach rozważe zmianę pracy a być może znów za nią zatesknie. Czas pokaże :) już nie mogę doczekać się intensywnych starań a na ovu forum wysyp ciąż staraczek. Chciałabym szybko dołączyć i jak by się udało w tym cyklu to piękny prezent na święta i urodziny bo ja wigilijna jestem :) pięknie by było ten rok zamknąć takim wydarzeniem.co roku życzą mi aby kolejny był lepszy a są coraz gorsze :( tym razem nie zamierzam się poddawać.podciągania kiecę i zbieram się do pracy

Dzisiaj miły dzień, poszłam popilnować 6 miesięcznej córy koleżanki bo nie miała z kim jej zostawić a już jej kiedyś mówiłam, że ma walić jak w dym jakby co. No i zadzwoniła, mimo, że wie, że doświadczenia z dziećmi tak małymi to ja nie mam no ale powiedziała, że za godzinkę będzie. Wróciła po 1,5 h dziecko było nakarmione, zabawione a do tego świeżo przebrane bo taką kupę nawaliła, że nie mogłam jej z tym zostawić hehe:D i nie płakała nawet:) fajnie:)

W rodzinie kolejna ciąża, cieszę się, że im się udało ale z drugiej strony typowe myślenie starającej się dłuższy czas a dlaczego my tak po prostu nie możemy zajść?!

Jutro dzwonię po wyniki ciekawe czy będą czy jeszcze parę dni. i muszę chyba męża na te badanie znowu zapisać. I do endo muszę się zapisać, olaboga. :D

No i już po świętach.W piątek kończę Nowennę może jakiś cud udało się wyprosić.Jeszcze biorę tą Esmyę to na efekty będę musiała trochę poczekać.
Nastrój mam różny, chwilami jestem spokojna ale zdarzają się spadki formy.
Na przykład podczas tego kursu OKE -długo trwało to nocowałam u brata, oni mieszkają niedaleko miejsca gdzie się to odbywało.W pokoju gdzie nocowałam stało łóżeczko dla bratanicy i przewijak leżał na parapecie. Inne rzeczy bratowa przezornie schowała do szafy ale jak wieczorem się kładła spać to coś stamtąd wyjmowała i nie domknęła. Jak się położyłam to widziałam co tam jest.Musiałam wstać i zamknąć szafę bo pewnie bym nie zasnęła. Łóżeczko jeszcze stało nie skręcone ale było.Wiem,że to nie specjalnie ale zrobiło mi się smutno, czy my doczekamy momentu,że Fum będzie montował łóżeczko? Z drugiej strony nie wymagam od nich,żeby się ukrywali ze swoim szczęściem tylko dlatego,że my mamy problemy. Cieszę się,że malutka się urodzi, wręcz nie mogę się doczekać brataniczki.

Chciałam bym mieć taką nadzieję jak ma Fum,który twierdzi,że to tylko kwestia czasu i planuje jak się będzie z naszym dzieckiem opiekował.
Teściowa nam dała obraz tzw. Matki Boskiej Cygańskiej, piękny, zawsze chciałam go mieć. No to się kobieta pofatygowała do miasta i mi kupiła.Chciała dobrze ale ja w nim teraz widzę tylko matkę z dzieckiem i co na niego patrzę to mam łzy w oczach.
Fum inaczej to widzi, uważa,że nam Matka Boża pomoże i wyprosi macierzyństwo a obraz nam będzie o tym przypominał. No oby.
Ciekawe co doktorek powie po tej kuracji, mam nadzieję,że nie na darmo się męczę z tym świństwem Esmyą. Doktor tez optymista, plan jest taki,że mam skończyć lekarstwo i przyjść to wdrożymy dalszy etap leczenia i latem albo jesienią mogę się spodziewać sukcesu.
Jak będzie to zobaczymy.Oby wygrała ta optymistyczna wersja.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 marca 2016, 14:27

Znów pojawia mi się plamienie przedokresowe. Także za 4-5 dni witaj @.
Czyli teraz też jednak nie....

23t3d
114 dni do porodu

de10b0b9a1ab3679med.jpg

Wczoraj rano naszła mnie taka myśl, że tak w tych naszych ciążach się przejmujemy technikaliami (typu szyjki, stawiania macicy, skurcze, glukozy), że zupełnie zapominamy cieszyć się z cudu jakim jest ciąża.

Zwłaszcza jeśli przyszło nam na ten cud długo czekać powinnyśmy celebrować każdy dzień.

Bo każdy dzień dla naszego malucha to kamień milowy, kolejny level w drodze ku dojrzałości. Cuda. Cuda. Codzienne cuda dzieją się w naszych brzuchach.

Postaraj się nie być zbyt niecierpliwa w stosunku do terminu zajścia w ciążę. Według eksperta doktora Raymond Chang z Kliniki leczenia problemów z płodnością (Center for Reproductive Medicine and Infertility) dobrze jest traktować zachodzenie w ciąże jak los wygrany na loterii - ucieszyć się jeśli się zdarzy, ale nie oczekiwać, że od razu na pewno wygrasz. A zatem zoptymalizuj wszystkie możliwe czynniki sprzyjające zajściu w ciążę (upewnij się, że oboje z partnerem jesteście zdrowi i że wiesz kiedy jest najlepszy czas maksymalizujący Wasze szanse na poczęcie), a następnie „stań z boku”, bądź otwarta i pozwól naturze robić swoje


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 marca 2016, 15:32

emikal123 Boże, daj mi siłę!!! 30 marca 2016, 17:28

Zaczęłam pisać, bo może chociaż to mi pomoże podnieść się i walczyć dalej o zielone zakończenie... Nie potrafię o tym z nikim rozmawiać, nie potrafię powiedzieć nawet mężowi co czuję i jak jest mi z tym wszystkim źle...
Boję się, że nigdy nam się nie uda... Odkąd się znamy z mężem, to nigdy się nie zabezpieczaliśmy, może to nie ma żadnego związku, bo wtedy uważaliśmy i to bardzo i wiem, że mój D bardzo uważał, ale to jeszcze bardziej mnie dołuje, bo i takie wpadki się zdarzają...

Prosiłam męża o rzucenie palenia, bo pali jak smok, ale wtedy on mi odpowiada, że w związkach oboje palą i kobieta zachodzi w ciążę... Obiecuje mi i jakoś nic z tego nie wychodzi...
Cały czas głupia siedzę i doczytuję się różnych wskazówek, aby wreszcie coś poskutkowało i tylko dręczę męża: "nie rób tak, nie rób tego..." Chyba na głowę mi pada :D
Muszę coś ze sobą zrobić, mam różne zajęcia- studia, dom i jeszcze praca, ale w każdej minucie myślę o tym samym...

Może jeszcze za mało ufam Bogu.. Może powinnam bardziej zagłębić się w modlitwie, zaufać Bogu, bo on wie najlepiej, kiedy przyjdzie ten moment. Modlę się codziennie, ale moje myśli uciekają gdzieś indziej :(

Nawet nie potrafię napisać nic z sensem... :P

9 dzień cyklu
Ostatnia tabletka Clo łyknięta. Jutro kontrola u ginekologa czy zapowiada się nam owulacja. Mam nadzieję, że się zapowiada :) Z objawów trudno wnioskować: niby cycki zaczęły boleć od wczoraj, śluzu jakby więcej od 2-3 dni i libido większe, ale z drugiej strony pobolewa miesiączkowo i włosy są zupełnie nie jak w tej fazie cyklu (tłuste i suche jednocześnie- tak mam przed @). Ale i tak do końca będę się łudzić, że jutro dostanę dobre wieści :)

Myślałam, że przeziębienie już mi odpuszcza, a tu dupa. Katar odpuścił, za to pojawił się męczący kaszel. Super urlop, nie ma co. Na szczęście nie mam gorączki.

Od dwóch dni mam duże problemy ze spaniem. Często się budzę, kręcę się i budzę się zmęczona. Temperatura dzisiaj ładnie odbiła, niedługo lecę na progesteron, aż jestem ciekawa :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 marca 2016, 19:10

Teraz mam taki metlik w glowie, ze chyba nie da sie go porownac z niczym innym.
A to za sprawa dwoch roznych opinii lekarzy
Przed swietami trafilam do szpitala z powodu plamienia, wolalam to sprawdzic i okazalo sie ze babka nie wiedziala dlaczego mam plamienie ale za to stwierdzila ze beda blizniaki....
Pierwsza reakcja radosc, niedowierzanie ale pozniej zaczelam sie zastanawiac jak to jest mozliwe, przeciez nie cale dwa tygodnie wczesniej bylam u gin ktory sprawil ze jestem w ciazy i nic takuego nie mowil a dzisiaj dowiedzialam sie od mamy ze stwierdzil nawet ze lekarz ktory robil mi to usg jest nie kompetentny

Nie wydaje mi sie zeby lekarz podwazal zdanie lakarza gdyby nie byl pewny, a teraz to mam niezly meksyk bo naprawde nie wiem co mam sobie myslec....

Nie przecze, ze ucieszylabym sie gdyby bylo jedno...wiem ze to brzmi strasznie ale taka jest prawda

Na jutro umowilam sie do gin ktory polecily mi kolazanki z pracy, mam nadzieje ze bedzie na tyle kompenentny i stwierdziile dzieci siedzi mi w brzuchu:)

Jutro bede wszystko wiedziala, a przynajmniej mam taka nadzieje..

40+1
I po ktg... Zero skurczów, najwyższy zapis ledwo na 30... Ale najważniejsze że zapis prawidlowy i z dzidzia ok :)
Badania rozwarcia miałam dwa i najpierw lekarz stwierdził że zero rozwarcia, po godzinie badała mnie moja położna i powiedziała, że na paluszek... W domu wkladka w krwi i brzuch boli ale nic się nie dzieje. Wygląda na to ze skończy się wywolywaniem za tydzień :(

Almanah Wznawiamy starania 30 marca 2016, 19:20

3 dc

No i znowu zostałam sama. Pamiętam jak M. pierwszy raz wyjechał ponad pół roku temu, do Danii, w zasadzie z dnia na dzień, bo dowiedział się o wyjeździe tydzień przed. Na miejscu okazało się, że nie ma internetu, po dwóch tygodniach padła mu Polska karta, więc kontakt już tylko listowny nam został. :P Nie no, na szczęście był z moim bratem, więc rozmawialiśmy przez jego telefon, a potem kupił sobie kartę duńską. Ale pierwsze trzy dni przebeczałam. Przez te 7 tygodni co go nie było schudłam z 55 do 49 kg, nie mogłam spać, do tego miałam na głowie piątkę kotów (w tym umierającą Dżumę). Każda rozmowa kończyła się płaczem. Mówiłam mu, że psychicznie drugiego wyjazdu już nie udźwignę, że ma już więcej nie jechać. Do tego na samym finiszu, bo w dniu, w którym M. wracał, rano w łazience zawalił się sufit. Mieszkanie całe wysprzątane, na błysk, a tu sru, gruz i kurz wszędzie (właściciel chyba chciał zaoszczędzić na remoncie, bo zamiast zrobić konstrukcję i podwieszany sufit, to po prostu przykleił płyty do sufitu, mózg <3 ). No i M. wrócił i po 2 tygodniach znów pojechał. Przez te dwa tygodnie wydarzyło się kilka rzeczy, które poprzestawiały nam trochę w życiu (negatywnie). Kolejne 7 tygodni sama. Tym razem M. miał internet, więc jakoś to poszło. Dalej nie było wszystko w porządku, ale dało się żyć. Nie wiem, mój ojciec od 19 lat jeździ na statki, pierwszy kontrakt trwał 6 miesięcy. Jak moja mama sobie radziła bez internetu i telefonów? Po jakimś czasie chyba przestaje się tęsknić, nie wiem.
Teraz to nie jest wioska w Danii, tylko Warszawa, gdzie mogę sobie dojechać każdego dnia jak mnie dopadnie tęsknota. Ale to wciąż nie jest idealna sytuacja. Mieszkanie ma tam wynajęte do września, więc to nie jest tymczasowa sytuacja. Szczerze mówiąc zaczynam się zastanawiać po co przenosiliśmy się do większego mieszkania, skoro i tak wciąż mieszkam sama. :( Póki co nawet nie wiem na jakiej zasadzie będzie wracał do domu. Na weekendy, na tydzień? Nie wiem też do końca po co nam te wyjazdy, gdyby pracował na miejscu też spokojnie byśmy mogli sobie żyć. Tylko moja mama cały czas powtarza "daj chłopu zarabiać pieniądze jak chce".

Jak w ogóle przy nieregularnych cyklach starać się o dziecko w takich warunkach? :( Eh, zaczyna do mnie powoli docierać, że w tym roku może się w ogóle nie udać... Bo co, jak owutest pokaże plusa, to mam wskakiwać w Polski Bus i pędzić? Bez sensu...

Do tego Dżuma coraz bardziej wariuje, czołga się, drze się i już zdążyła się po raz 4 od wczoraj zlać w łóżko. Niech ta provera zaczyna działać, bo oszaleję razem z nią. :(

wizyta w klinice trochę bezefektywna..nie wiem czego się spodziewałam, ale coś chciałam usłyszeć, może o lekach, dawkach cokolwiek, żeby mieć poczucie, że ruszamy z kopyta, bo tak mi się wlecze ten czas do startu.. Dr się uparł, że bez kompletu badań nie zaczynamy, a ja nie miałam wyników kariotypu. ale żeby było śmiesznie, wchodzę do domu, odpalam stronkę invicty i co? SĄ! pojawiły się wyniki kariotypu. najważniejsze to, że są PRAWIDŁOWE! bałam się ich, nie powiem..

ostatecznie jestem po pierwszym tygodniu brania antyków i mam się pojawić na kilka tabsów przed końcem opakowania czyli między 8 a 11 kwietnia. napisałam mimo wszystko maila do dr czy skoro mam wyniki wcześniej, to czy pojawić się wcześniej. zobaczymy.

kurcze już tak blisko startu ale wlecze się czas jak ślimak :)



Dziś zrozumiałam, że mam naprawdę najcudowniejszego Męża na świecie ! Zaskakuje mnie dziś coraz bardziej :) Idąc na zakupy wysłałam mu sms'a czy coś potrzebuje a On odpisał mi tak 'Mam wszystko co mi w życiu potrzeba no może oprócz jednej małej istoty, której w sklepie na pewno nie kupisz :* Kocham Cię :)' <3 <3 <3 gdy go przeczytałam uśmiechałam się jak głupia :)

Przespałam całe popołudnie wypiłam wcześniej 2 kawy i nic ... A no tak kawa na mnie nie działa niestety :/ Uczenie naszej Zary sikania na dworze to wyższa szkoła skubna uparta jest jak Pańcia :D ale damy radę :P Ciepło się robi w końcu rusze się z domu na długie spacery :) ale to jak trochę podrośnie :)

Szukanie pracy ooo jak ja to lubię :D

A więc kiedyś może tu wrócę muszę serio odpuścić na dobre mój mąż dał mi dziś wiele wiary i nadziei 'będziemy się starać do skutku nie możemy stracić wiary i nadziei' :) Tak bardzo Go Kocham :) <3

Renia7910 Jak walka z wiatrakami... 30 marca 2016, 21:49

Hormony przy moim obecnym stanie psychicznym to jak dać samobójcy pistolet do ręki. Mąż wyjątkowo wyrozumiały, może dotarło do niego co nieco.
A samopoczucie - jak przy menopauzie. Zrobiłam się tak gderliwa że sama siebie mam dosyć. Migrena mnie kiedyś zabije.

12 dc

Powoli zbliża się kolejny dzień ovu. To niby ten ostatni magiczny cykl po Hsg (trzeci), w którym występuje zwiększona szansa na zajście w ciążę (o ile dobrze wyczytałam?). Mimo, iż żadnej niedrożności u mnie nie wykryto, więc nie miało się co poprawić - nadal jeszcze gdzieś w tyle głowy siedzi mi ta informacja. Nie napalam się jednak już tak jak w poprzednim cyklu. Przygotowania do świąt, same święta i ostatnie dni w pracy kosztowały mnie sporo energii. Czuję się zmęczona i trochę zobojętniała na to co będzie. Może to i lepiej?

Po przekazaniu m. informacji o wynikach mieliśmy nerwową rozmowę na temat in vitro. Nie jestem przeciwko, ale najpierw chciałabym zrobić wszystko co w naszej mocy, by udało się naturalnie\względnie naturalnie. Nie chcę kliniki, igieł, próbówek. Chcę naszego przytulnego mieszkania i trochę intymności. Mój m. natomiast sprawia wrażenie jakby chciał iść na łatwiznę:( Po co czekać, lepiej wystartujmy z in vitro - tak powinno się udać, a nie będzie musiał dłużej uważać na alkohol, jedzenie, wysypianie się, łykać tych wszystkich suplementów i liczyć na cud. Może jestem trochę niesprawiedliwa, bo w gruncie rzeczy m. się stara. Jednak w pewnych kwestiach jak nie przypilnuję to je olewa licząc, że chyba jakoś nam się upiecze. Kolejne miesiące bezskutecznie mijają i już nie wrócą...
Okazało się także, że rozszerzone badania nasienia, które m. niedawno robił, wcale nie będą rozszerzone... Babki w przychodni źle zrozumiały! Myślałam, że się wścieknę. 5 dni abstynencji, kolejna całkiem pokaźna kwota wydana, a tu wszystko na marne!:( W dodatku pomyłka następuje w momencie, gdy już wiemy, że przerwy w serduszkowaniu bardzo źle na nasze starania wpływają, bo m. ma olbrzymią ilość plemników w 1ml, która to prawdopodobnie jest przyczyną pojawiającej się ostatnio aglutynacji, a tym samym powoduje obniżony ruch postępowy. Musimy więc serduszkować jak najczęściej, by zbijać ilość plemników i co by się nie pozabijały:> No nic, na szczęście m. zgodził się w końcu powtórzyć badanie w klinice. Tym razem już sam ma dość swojej przychodni.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 marca 2016, 22:07

Jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie :) widziałam pukające serduszko mojego maluszka :) dzięki Bogu i Matce Bożej którzy nade mną czuwają jest dobrze :) radość przepełnia moje serce :) dziękuję Wam kochane za wsparcie :)
Z usg 7t a wg om 7t2d także mała różnica :) termin na 15 listopad :)

To był nawet znośny dzień. Zrobię mały remanent od najmniej fajnych do najmilszych rzeczy.

1. Uczniowie mają MEGA zaległości! Mimo zastępstw, które nigdy nie zastąpią lekcji według rozkładu z 1 nauczycielem.
2. Poszłam do szkoły strasznie niewyspana - odzwyczaiłam się od wstawania i jeszcze ta zmiana czasu...
3. Samochód wymaga naprawy, bo wydaje niepokojące dźwięki, ergo - będę uziemiona i zdana na dowożenie, a mogłam przecież dać do naprawy będąc na zwolnieniu!
4. Poznałam nową szefową - nie było źle, ale łatwo też nie będzie.
5. Ludzie w pracy przyjęli mnie ciepło.
6. Porozmawiałam z ciężarną koleżanką, powiedziałam, że na razie widok jej brzuszka sprawa, że kraja mi się serce, ale dobrze jej życzę i chcę, by nasze relacje były zdrowe, tj. nie unikamy siebie ani tematów ciążowych. Ona powiedziała, że bała się spotkania ze mną i tego, jak ma się zachować. Na koniec uścisk. Takie szybkie i szczere wyznania oczyściły chyba atmosferę.
7. Córcia dostała 6 z dyktanda!
8. Dostałam zabawnego sms'a od męża, kiedy mu napisałam, że smutno mi, jak widzę ciążowy brzuszek koleżanki, to odpisał: Nie przejmuj się, też ci brzuch przyprawimy. Byle tylko do środka, a nie Panu Bogu w okno strzelać. Nawiązał do naszych ostatnich stosunków przerywanych.

A w ogóle od popołudnia czuję mulenie w dole brzucha, czyżby @ nadchodziła? Śluz lepki i mało go, nie mam ochoty na dotyk i pieszczoty. Niech już wredota nadejdzie, żebyśmy mogli zacząć starania.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 marca 2016, 22:24

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)