Tydz 11:)
Po dzisiejszym dniu jestem bardzo podekscytowana, bo kupiłam sobie pierwsze w życiu spodnie ciążowe:)
Niestety w te sprzed ciąży już się nie mieściłam a jak pochodziłam po sklepach za takimi bardziej luźnymi to po postu jakaś porażka..nic mi się nie podobało:(

W nich to nawet brzuszek wydaje się być większy niż normalnie, ale to też mnie cieszy bo w końcu trochę widać że jestem w ciąży:)
Jutro postaram się wrzucić fotki:)

Jutrzejszy dzień też zapowiada się ciekawie, bo mamy spotkać się ze znajomymi a paradoks tego wszystkiego jest taki, że znajoma zaszła w ciążę bardzo podobne jak ja tylko rok temu. A ich córeczka ma teraz 5 m-cy. Fajny z niej szkrab:)

28 dc, 13 dpo

Ciągle nie mogę przestać myśleć o śnie Ewelinki. Strasznie się nakręciłam, że coś z tego cyklu wyjdzie. Nadzieję dały także wyniki testu PCT - prawidłowe! To znaczy, że mój organizm nie działa na naszą szkodę!:) Wbrew postanowieniom, że będę mniej obsesyjnie analizować wszelkie możliwości (jestem chyba niereformowalna), obliczyłam z m. na podstawie wyników ile potencjalnych plemników o prawidłowej budowie oraz ruchliwości postępowej przetrwało te 13h i wyszło nam 20000... To chyba całkiem sporo szans na pozytywne zakończenie? Choć co ja tam wiem...

Ovufriend dzisiaj napisał: "Jeśli jesteś w ciąży, to prawdopodobieństwo pozytywnego testu wynosi dziś 80%. Termin porodu przypadałby na 24 grudnia 2016.".

Nie wytrzymałam - zrobiłam test, gdy tylko wróciłam z pracy. Niestety wyszedł negatywny:( Pocieszam się, że może dlatego, iż był z lekka przeterminowany (do 09.2015), a pora popołudniowa przy ewentualnej bardzo wczesnej ciąży zmniejszyła szansę wykrycia...
Jutro rano zamierzam powtórzyć z testem innej firmy, który tym razem będzie miał spory zapas terminu przydatności. Proszę, proszę, proszę, niech pokaże inny wynik niż dzisiejszy! Miałabym taki piękny prezent na Święta...


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 kwietnia 2016, 22:51

Kaczuszka86 Aniołkowa mama 15 kwietnia 2016, 23:04

Czyżby światełko w tunelu? Mojemu M.chyba jednak przykro ze jadę bez niego ale bilet już kupiony i klamka zapadła. Wyobraźcie sobie ze zaprosił mnie na mecz dzieciaków które trenuje. Oczywiście odbyło się to po chłopsku na zasadzie "jutro cały dzień pracuję ale o 11 i 14 jest mecz dzieciaków,może pojedziesz ze mną?" zdziwko ale co mi pozostało jak tylko się zgodzić. Kładę się spać bo rano musze się ogarnąć ;)

Prawie dwa lata bez wpisu i 25.04 nowy endo nowe wyniki i może w końcu leczenie na stałe. Boję się tych wyników jak żadnych do tej pory coś mi mówi że nie będzie wesoło może nie tryle z TSH co z morfologią... naprawdę się boję :(

małaU piszę, bo czuję, że zwariuję 15 kwietnia 2016, 23:55

3dc
Rozmawiałam dzisiaj z przyjaciółką. Od której w święta usłyszałam coś przez co zrobiło mi się przykro.. Zażartowała, że chyba się o coś gniewam bo się nie odzywam.. Oczywiście odpowiedziałam, że nie, ale prawda jest taka, że jej słowa są codziennie w mojej głowie, codziennie próbuje je przetworzyć na pozytywne myślenie.. I codziennie sobie myślę, że na razie nie chce się z Nią spotykać..

coffee Czekajac na Ciebie... 16 kwietnia 2016, 06:21

Porada dnia
Jeśli bezskutecznie szukasz przyczyny problemów z płodnością sprawdź czy w Twoim organizmie są obecne przeciwciała przeciwtarczycowe. Mogą one występować, nawet jeśli wyniki badań pokazują prawidłowe stężenie hormonów tarczycy. Obecność swoistych przeciwciał to często pomijane przyczyny niepłodności u par.

Ren Bog Najlepszym Lekarzem. 18 kwietnia 2016, 17:30

Modlitwa rodziców do Anioła Stróża dziecka poczętego:

Aniele Boży Stróżu dziecka poczętego, którym Dobry Bóg nas obdarował i Twej opiece powierzył, prosimy Cię, abyś nieustannie czuwał nad naszym dzieckiem i wypraszał mu potrzebne łaski: zdrowia, prawidłowego rozwoju i szczęśliwego przyjścia na świat. Wielbiąc Boga w Trójcy Świętej Jedynego, Stwórcę i Dawcę Życia, prosimy Cię, aby ten błogosławiony czas oczekiwania umocnił naszą miłość, pogłębił więź małżeńską i przyczynił się do wzrostu wiary i nadziei, którą pokładamy w Tobie. Amen!

Sobota.
Wczoraj zostawiłam dziecko u teściów, wcześniej wzięłam ją do kina na "Księgę dżungli". Bardzo polecam! Wspaniałe efekty, zwierzęta choć komputerowo generowane, wyglądają bardzo realistycznie, a momentami wręcz przerażająco. Chwilami podskakiwałyśmy ze strachu. Na sali było bardzo mało osób ze względu na wczesną porę seansu, ale i tak musiałyśmy się przesiąść, bo za nami siedziała rodzina z 2 chłopców i ten młodszy, na oko 3 letni płakał ze strachu i chciał uciekać, a mama go siłą trzymała na rękach, więc my się przesiadłyśmy.
Wieczorem obejrzeliśmy sztukę Zapolskiej i popijaliśmy winko, a potem wcześnie wskoczyliśmy do łóżka.

Mam problem z mierzeniem tempki... to dopiero 3 pomiary, ale nie wiem, czy robię to dobrze. Po pierwsze, choć ustawiam budzik na stałą porę bywa, że budzę się nawet godzinę wcześniej. No i co mam robić? Mierzyć tę godzinę wcześniej? Przecież pomiar ma być o stałej porze, a w dodatku po nieprzerwanym śnie. A wczoraj wieczorem wypiłam 2 lampki wina, więc pomiar dziś zgodnie z zasadami, powinnam zaznaczyć jako zakłócony - doradźcie.

Rety! Ile mam pracy, a nic się nie chce! Tona ćwiczeń do sprawdzania i klasówki. Zestawienia do pracy na poniedziałek. (efekt nowych zarządzeń) I okna muszę umyć, bo przed świętami sobie odpuściłam i do ogrodu przydałoby się iść. A gdzie odpoczynek? Relaks? Chcemy pojechać dziś na basen. Dawno nie byliśmy i to by się liczyło jako ćwiczenia fizyczne, bo naprawdę chwilowo mam dość lasu.
Ten weekend jest za krótki!!!

Kaczuszka86 Aniołkowa mama 16 kwietnia 2016, 10:26

Lecę lecę lecę cholercia zaspalam ;( mam 30 minut na ogarnięcie włosów (kręcone) i make up bo przecież nie można rodzicom pokazać się jak zmęczone straszydlo

adora Kruszynko, czekamy na Ciebie. 16 kwietnia 2016, 11:09

No i zobaczylismy chlopca. Tak jak przeczuwalam. Mialam tez 2 sny z chlopcem a poza tym moja wizja wskazywala 2 chlopcow i dziewczynke. Bylam przeszczesliwa przez caly dzien. Z P uklada sie naprawde dobrze. Wczoraj gadalam z Ewa 2h a potem znow do mnie zadzwonila i 1h. Mialam tez usg brzucha. Ciekawe co mi wyjdzie, pewnie nic nie znajda. Za 7-10 dni maja byc wyniki u GP. Przez ostatni tydzien brzuch i bardzo urosl. Kopy teraz sa bardzo mocne. Waga 63kg. Tym razem bedzie wiecej niz 6kgna pewno :-) Rozmawialam na gg z Piotrkiem no i jestesmy umowieni na wtorek na II. Bedzie to kosztowac 350 zl ale mysle, ze warto, bo kazao sie, ze tesciowej i kolezance wysylalam swoja energie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 kwietnia 2016, 11:07

16 dni po zabiegu..

A świat dalej się kręci... Ja co prawda czuję się dziwnie.. Jakby te tygodnie w ciąży były snem, kończącym się jak koszmar..

Czuję się też zawieszona w próżni- na badania za wcześnie, na starania za wcześnie - ehh nawet na serduszkowanie za wcześnie..

Musiałabym zacząć szukać pracę (wreszcie), ale nie czuję się nawet psychicznie gotowa na odpowiedzi na pytania typu, co robiła pani ostatnie tygodnie (przecież nie pracowała), albo jakie ma pani plany na przyszłość... Z drugiej strony pracować przecież trzeba.

I do tego jeszcze M. (narzeczony)- widzę, że jemu nadal jest ciężko tak jak mnie, ale jakoś nie mogę go nakłonić do rozmowy (może nie chce mnie dodatkowo stresować???), do tego dobija go brak serduszkowania, a mnie brak z jego strony znaku, że na pewno, że w stu procentach jest gotowy na to by ponownie od lipca się starać o dzidzie- jeśli lekarz da zielone światło... Wiem, że przeszedł to strasznie (tak jak ja), wiem że on wie- że ja dla mojej psychiki potrzebuje się starać już, bo im dłużej będziemy czekać tym bardziej będziemy się bać... Wiem, że ciąża go ucieszy (poprzednie dwie nieplanowane tak zrobiły).. a jednak nie zmuszę go :( Mogę tylko tłumaczyć, że dłuższe oczekiwanie, ani z punktu zdrowia, ani dla naszej psychiki nie będzie dobre..

W takich chwilach dobija mnie, że nie jesteśmy jeszcze małżeństwem... 6 lat razem, wiem że mnie kocha, a jednak maniakalnie czeka jak wybuduje się dom- by wziąć ślub... A my mamy problemy z którymi w większości małżeństwa się spotykają :(

Czasami nie ogarniam umysłem tego wszystkiego :( Staram się myśleć pozytywnie, ale czasami to bardzo bardzo trudne..

Zazdroszczę wszystkim zdrowych, bezproblemowych ciąż... Nie wiem czemu mnie dotyka zupełnie inna droga...


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 kwietnia 2016, 12:09

28dc
Po chorobie został kaszel i mega śluz z nosa.
Czekam na @ powinna być w środę. A potem następny cykl będzie mój :-D już nie mogę się doczekać.
A teraz piersi bolą tak że nawet jak ściągam stanik to normalnie zagryzam zęby. Poza tym mam jakąś infekcję tam, na dole. Triderm już użyłam mam nadzieję że pomoże.
Miłej niedzieli wszystkie dziewczyny :-)

Monitoring zaliczony, przyjemny w czasie okresu nie jest. Polipa nie widac, pecherzyki nie za duze wiec od dzisiaj mam brac CLO.
Jezdzimy z sasiadami rowerami w niedziele, chcialam sie dzisiaj wymigac, ze nie dam rady ale maz powiedzial, ze czekaja az ja wroce, no wiec nie mam wyboru...

W piątek rano była IUI. Pęcherzyk miał 21 mm, a endometrium 12,2mm.
O 15.30 pęcherzyka już nie było, czyli w ciągi jakiś 4-5 godzin po IUI była owulacja, 16 d.c.

Wydaje się, że znowu z terminem trafiliśmy bardzo dobrze. Oby tym razem zaskoczyło.
Wieczorem i rano uskutecznialiśmy jeszcze starania, ale mam wrażenie, że cała sperma wypłynęła na zewnątrz, nic nie zostało w środku.

Trochę martwię się grubością tego endometrium. Jest bardzo grube, lekarka która robiła mi IUI też się zastanawiała nad tym faktem. Po IUI, od dzisiaj mam brać luteinę na to moje endo...

Do grona zmartwień doszedł jeszcze wczorajszy wynik USG piersi.
Mam dwie małe torbiele, ok, 4-5mm, po jednej w każdej piersi. W sumie to podobno nie jest groźne i w raka się nie przekształca, ale powodem torbieli może być zaburzona gospodarka hormonalna.
I tu kolejne zastanowienie - może nam się nie udaje, bo hormony nie są w normie...
Ale kiedyś był, więc nie wiem co i jak. Udam się z tym do lekarza, ale pewnie w maju dopiero.

Ciąża zakończona 16 kwietnia 2016

MadzikForever Traktat o Robalach 16 kwietnia 2016, 13:06

Wydaje mi się, że nasz kot czuje w kościach, co się święci. Jutro zaczynam 36 tydzień ciąży, z grubsza wszystko naszykowane na powitanie naszego syna. Kot świruje totalnie, łazi po domu i miauczy, tak tęsknie. A nie jest to "marcowe" miauczenie, po 28 latach doświadczenia w opiece nad kotami mogę zaświadczyć. :D Zresztą, przy ciąży z Basią poprzedni kot robił to samo. Wtedy trwało to około 5 tygodni. Najgorzej jest w nocy, no spać się nie da!

Wszyscy zresztą już czekamy... Obstawiamy konkretny dzień narodzin, zastanawiamy się, czy będzie miał brązowe oczy i blond włosy, jak jego siostra, czy urodzę naturalnie czy cc (Boże broń!).

Do tego mąż ma bardzo płynną sytuację w pracy. Tj. nic mu nie grozi, ale jest wiele niepodjętych decyzji i właściwie nie wiemy, który scenariusz się spełni. A wiadomo - w sytuacji oczekiwania na narodziny dziecka fajnie byłoby wiedzieć, na czym się stoi.

Ja żyję sloł lajfem. Nie ruszam się zbyt wiele ze względu na ból ścięgien, stawów i spojenia łonowego. Ale w domu dużo sprzątam, porządkuję. Spakowałam torby (ja pitolę, ile tego!!!), nagotowałam obiadów do zamrażarki. Zrobiłam też bardzo ważną rzecz: dogadałam się z moją mamą w kwestii zasad podczas jej pobytu u mnie. Myślałam, że się będzie rzucała, bo to bardzo apodyktyczna kobieta, ale - choć słyszałam, że nie bez trudu - przystała na moje prośby. Liczę więc na to, że gdy wrócę ze szpitala z małym, to szafy będą nienaruszone (tendencja do sprzątania takich miejsc), a w kuchni nic nie poprzestawiane. Czyli, że mieszkanie będzie wyglądało tak, jak wtedy, gdy z niego wyjdę. Ewentualnie obiad może jakiś się pichcić. :) Odkąd przestałam uważać, że w moim życiu najlepszym zarządcą jest moja mama, stałam się straszną Zosią-samosią. Tandem z mężem całkowicie mi wystarcza.

A właśnie! Tomasz! Tomasz jest wspaniałym tatą. Właśnie wałęsa się z Basią po lesie, zabiera ją tam co najmniej raz w tygodniu. Zaprowadza ją i przyprowadza z przedszkola (B. na rowerku!), robi śniadania i w ogóle! Dodatkowo włączyło mu się myślenie perspektywiczne, takie pozytywne. Zaczyna coś planować, a nie tylko obawiać się, że nam nie wyjdzie. Dobrze nam się układało zawsze, ale teraz to już po prostu przesada. :)

Ostatnia rzecz: ANIBALL.
Zaczęłam używać od wczoraj. Moją motywacją jest mega strach przed cewnikowaniem przy cc oraz uszkodzeniem cewki moczowej przy porodzie naturalnym. No strzela mnie jak pomyślę, że mogłabym przechodzić przez te katusze. Kupiłam więc aniball, żeby mięśnie wyczuć i krocze rozciągnąć. I tu szok: mąż zawsze mówił, że jestem bardzo ciasna (no on najmniejszy nie jest, może dlatego?), lekarz to w ogóle każdy kręcił nosem przy badaniu, że dziewiczy wziernik itd. A tu wczoraj pierwsze użycie balonika. Czytałam wcześniej w jednym z pamiętników (po tej relacji zdecydowałam się na to cholernie droggie ustrojstwo!), że dziewczyna z 14 cm obwodu balonika doszła do 28! Wsadza się balonik, nadmuchuje do uczucia dyskomortu (paskudna sprawa), chwilę się tak wytrzymuje, a potem się prze. Szybko mi poszło, naprawdę bardzo sprawnie (szok!), tylko przy samym "wyplopnięciu" balonika mnie zabolało. Potem doczytałam, że jak za szybko, to trzeba przytrzymać ręką, bo właśnie może boleć. No, ale do brzegu! Lecę mierzyć ten balonik w obwodzie, a tam 20/21 cm!!! No myślałam, że się posikam z radości!!! Jeszcze tylko z 10 cm i z palcem w nosie rodzę dzieciaka! Dam znać oczywiście jak dlasze ćwiczenia i czy faktycznie opłaca się stosować, ale na opanowanie strachu przed porodem metoda już się sprawdza. :)

No i wracam na stare śmiecie. Wczoraj na aplikatorze do lutki pojawiła się już żywa krew, w nocy był spokój ale po lekach to nie było dla mnie zaskoczeniem. Rano plamienie się znacznie nasiliło, mój gin kazał już odstawić leki a teraz czekam aż krwawienie się rozkręci. Na razie jest dość lekkie ale mam nadzieję, że macica się sama oczyści i nie będę potrzebowała zabiegu. W końcu to był dopiero 5 tc. W czwartek idę do gina na wizytę. Miała być wizyta ciążowa a będziemy patrzeć czy nie ma zagrożenia stanem zapalnym. Starałam się szybko zebrać, od razu zająć głowę czym innym żeby nie popaść w niebezpieczny smutek i melancholię. I plan jest taki:
- przechodzę znowu na ścisłą dietę. Tym razem mój cel to -8kg. Udaje mi się utrzymać wagę na której skończyłam ostatnie odchudzanie, wyrobiłam sobie wiele dobrych nawyków więc wierzę w sukces.
- małż wraca do suplementacji, zastanawiam się jakie tabsy mu kupić. Może któraś coś doradzi? Ostatnio zaczęliśmy od fertilmena ale cena go dyskwalifikuje, potem miał takie tabletki w ciemnym opakowaniu których nazwy nie mogę sobie przypomnieć :( i łykał żeń-szeń. Może też coś zdrowiej zacznie jeść.
- napisałam już maila do doktorka z kliniki: ile cykli czekamy, czy jest jeszcze szansa na rządówkę, jakie badania musimy powtórzyć bo nasze już straciły ważność, oraz, dla mnie chyba kwestia najbardziej przerażająca, czy badamy jakąś genetykę.
- kwestia o której zapomniałam napisać doktorkowi, ale która będzie do omówienia - następna procedura z nasienia czy robimy biopsję jąder? Ja mam mocno mieszane uczucia co do biopsji. Jednak z nasienia te plemniki zawsze są lepiej rozwinięte ale widać biopsja ma jakąś przewagę skoro czasem się ją stosuje.
-jak najmniej płakać, jak najwięcej żyć.

Nie chcę się załamywać. Nie mam siły po prostu na następny kryzys. Wczoraj ryczałam cały dzień po tym jak zobaczyłam betę, dzisiaj coś rano chlipałam i już więcej nie chcę.
Wczoraj wieczorem kiedy zobaczyłam krew to wpadłam w panikę. Wiedziałam po złych wynikach bety co będzie, ale sobie ubzdurałam, że to krwawienie będzie wyglądało nie wiadomo jak i w trakcie w ogóle na pewno umrę a przynajmniej trafię wykrwawiona do szpitala (sic!). A to chyba zawładnął mną strach, sama okropna świadomość tego co nadejdzie. A potem uderzyła mnie ta okropna myśl, że to umiera moje dziecko. Bo dla mnie to nie był zlepek komórek, tylko właśnie moje dziecko.
Wiem, że wiele kobiet było w tym miejscu przede mną, wiem, że wiele będzie po mnie. Jeśli tak miało się stać, jestem losowi wdzięczna, że tak wcześnie się to stało. Mam dużo wsparcia od najbliższych. Mam dużo wiary, że kiedyś w końcu będzie dobrze. Nawet jeśli będziemy musieli sobie odłożyć na komercyjne to jakoś damy radę. Jakoś damy radę.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 kwietnia 2016, 13:14

Edycja Moje marzenie.... 16 kwietnia 2016, 13:22

26 dc.
Test negatywny.
Mam wrażenie jakby ujrzenie przeze mnie 2 kresek na teście było tylko jakimś niemożliwym do spełnienia marzeniem.
Ech... Czuje że spróbujemy jeszcze jeden cykl i będzie trzeba ruszyć z kolejnymi badaniami.
Hsg, urolog, test na wrogość śluzu, monitoring owulacji,hormony u męża, powtórzenie badania nasienia, powtórzenie wszystkich hormonów....
Dużo będzie to wszystko kosztowało, ale czuje że coś musi być jeszcze nie tak.Jednak jeśli te wszystkie badania wyjdą ok to ja nie mam pomysłu co dalej:/ Chyba już tylko laparoskopia,inseminacja lub in vitro :/


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 kwietnia 2016, 13:18

MatyldaG Przeżyć to co jest nam niepisane 16 kwietnia 2016, 16:11

16 cs
11 dc
Podejście numer 1

Kilka moich wrażeń... Od 2 dc jestem na 1/2 Gonapeptylu, od 4dc na 150 jednostkach Puregonu. Same zastrzyki - pół biedy, wszystkie daje sobie sama, całkiem to do przezycia.
8 dc miałam pierwsze podglądanie wyhodowałam 17 jajek wszystko pieknie, ładnie, dopóki wieczorem po wizycie nie zaczęły się u mnie plamienia. Nie wielkie, ale były, dzwoniłam do kliniki, lekarz kazał się nie przejmować dopóki będzie to plamienie a nie krwawienie. W przypadku rozkrwawienia pobierają jajka zapładniają i mrożą a transfer jest w kolejnym cyklu.
Dziś 11 dc kolejne podglądanie, jajka dalej ładnie rosną, endometrium grube, ładne, ale jak siknęło krwią to tylko raz :/
Najprawdopodobniej transfer będzie odroczony. W poniedziałek może dowiem się już kiedy punkcja.
Z jednej strony jestem jakaś rozżalona, ale z drugiej wiem, że to dobrze bo przy krwawieniu zarodek się nie zagnieźni i ponoć wieksza skuteczność jest z mrożonych transferów a nie z świeżych, tak mnie przynajmniej chciał Pan doktor uspokoić.
No nic czekamy, jak na razie brzuch wielki wzdęty jak baniak boli jak na @. Pozostaje mi uzbroić się w cierpliwość, każda ilość kciuków mile widziana :)

Kocia kociowy pamiętnik 16 kwietnia 2016, 16:48

35 tydzień i 1 dzień. Czy pakować już torbę do szpitala?

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)