Wreszcie pogoda znośna, wczoraj i dzisiaj zrobiliśmy ok 50 km na rowerach. Życie jest piękne 
Wczoraj wieczorem u znajomych rozmowa zeszła na dzieci, problemy z zajściem, kto ze znajomych tak miał itd. Okazało się że ktoś tam przystąpił do adopcji, oboje małżonkowie po 40. grubo, a dostali do rąk 10-tygodniowego niemowlaka. Zobaczyłam światełko w tunelu 
A teraz miłe zaskoczenie - planowałam poczekać aż J wyjedzie w trase i przed weekendem majowym udać się do placówki adopcyjnej popytać o wymagania, kryteria i całą tą historię. A wczoraj w pociągu J spytał czy nie chciałabym już teraz pójść z nim do placówki dowiedzieć sie o wymagania. Czyli nie mam już żadnej wątpliwości.
Dzisiaj 12 dni po pergnylu. Myślę czy dla czystej formalności zrobić test, czy już sobie odpuścić. Chyba odpuszczę, jeśli @ ma przyjsć to będzie to wtorek. Przynajmniej ostatnio tak było.
Wszystko kontrolowałam, dbałam o siebie, wierzyłam że tym razem się uda. Kolejny raz utracona nadzieja, szczęście, gniew i ogromne łzy. Pytam: "dlaczego my"? I chyba już nigdy nie dowiemy się jaka jest odpowiedź. Wiem tylko, że to nie jest już przypadek.
Wczoraj byłam na badaniu w kierunku zespołu anty fosfolipidowego. Nawet w szpitalu mi powiedzieli aby po stratach się przebadać w tym kierunku, zwłaszcza że mam już jedno dziadostwo Hashi. Boję się wyniku, boję się być obciążona kolejną chorobą, ale jeśli by miało coś być to będę wiedziała od czego to się dzieje.
Pozdrawiam Was!
Nerwy mi już dzisiaj puściły i najzwyczajniej w świecie poryczałam się jak dziecko. @ mi się zaczyna od plamienia jak zawsze.. Jutro się rozkręci. Na chwilę obecną odpuszczam. Nie mam siły na to.
Szybki update co u nas 
No wiec moje dziecie czworakuje cudnie po swojemy, stylem delfinowym, mówiłam już? Jest na 4 i wraca na brzusio i znów do góry tylko ręce troszkę dalej
i tak zapieeeeeeeeerniczzzzzzzzzzzzaaaaaaaaa... od jakiegoś miesiąca zapiernicza do laptopa (moje dziecie nie wyprę się), ale od tygodnia do mamy też przyjdzie
niestety czworakowanie ma swoje wady... wczoraj wieczorem pier... telemarka z łóżka. Mąż miał go pilnować, ale mu się przysnęło... no nic 1:1, bo ja też raz przysnęłam i Maks przeze mnie spadł... w obu wypadkach wizyta na SOR bo panikara ze mnie fest. Jak tak dalej pójdzie to z tego SORu ktoś wkońcu nas zgłosi do MOPsa czy gdzie to sie zgłasza... no ale na szczęście nic mu nie jest, a my mam nadzieje już do tego nie dopuścimy...
Co jeszcze? Ząbkowanie level hard, ja już nie wiem co z nim robić. Od chyba 2 miesięcy to ząbkuje to nie ząbkuje, 2-3 dni objawowego i z tydzien dwa spokoju. A zębów jak nie było, tak nie ma... Wasze też tak mają? Nie mogą te dzieciaki ząbkować jak już mają z rok? 
No i jeszcze praca, ciężko się skupić ojjjjjjjjj ciężko
moja mama jest wspaniała i zajmuje się Maksem wspaniale i cudnie i och i ach, ale teście... szkoda gadać... czeka mnie jutro kolejna rozmowa trzymajcie kciuki! Od kiedy babcie się Maksem więcej zajmują to Maks mówi Baba
tata mówić dalej nie chce 
W środę ma być rehabilitantka, zobaczymy co nam powie, trzymajcie kciuki za naszą asymetrię i za to byśmy mieli pozwolenie na nosidło, spacerówkę i fotelik do karmienia
Postaram się w środę napisać coś więcej, jak ktoś chce filmik z czworakowania Maksa to po prosze o info, zdjęcia też da się zrobić ale tylko na życzenie
TO JEST CUD WIELKI CUD !!!
http://www.nto.pl/polska-i-swiat/a/cud-we-wroclawiu-kobieta-ktora-nie-zyla-od-55-dni-urodzila-dziecko,9893302/
Kolejny cykl stacony, było bardzo dobrze temperatura mierzona w pochwie na jednym poziomie i nagle 12dc skok na 37,4
więc ucieszona. Niestety wieczorem dreszcze i gorączka prawie 39 i tak przez cały tydzień. Śluz był jak zwykle nawet w ostatni dzień ogromny ale moim zdaniem owu brak. wykres też sie nie zaznaczył
dziś już temp normalna czyli spadłą do poziomu sprzed choroby i kłuje mnie jajnik lewy ale zapewne to nic nie znaczy
w 3dc mam się zgłosić na badanie by sprawdzić czy mój polip jest czy nie oby nie bo inaczej muszę mieć histero i go wywalić masakra. jestem załaman tą chorobą, była straszna jak w podstawówce, głowa mi odpadała i oczy wychodziły. Wczoraj zaczęłam się pocić i po 6 dniach jest lepiej.
Troszkę mnie tu nie było Ale ostatnio czasu na wszystko brakuje A to operacja a To mały doguś czas zajmuje 
Operację miałam 8 kwietnia Wszystko jak na razie ładnie się goi Szyja się zrasta Ja się coraz lepiej czuję
Obecnie zbieram się w sobie Odpoczywam A za tydzień wracam do pracy Nie wiem czy moje stanowisko na mnie czeka, więc szukam sobie nowej pracy W piątek byłam na rozmowie w sprawie pracy nie wiem czy dobrze mi poszło, dowiem się w tym tygodniu Ale jak nie ta praca to inna muszę coś zmienić
W tym miesiącu zaczynamy porządne starania Chcemy bardzo zmajstrować małego człowieczka Nie wiem czy coś z tego będzie Ale nie w tym miesiącu to w następnym ale musi się udać WIERZĘ W TO 
36tydz., 4dz. / 25 dni do terminu porodu!
Ale narobiłam mezowi wstydu... Nie wiem czy kojarzycie z filmów, ale tutaj w Stanach bardzo czesto ludzie nie mają w domach pralek, wiec zmuszeni są prac rzeczy w pralniach - czyli pomieszczeniach zaopatrzonych w dziesiątki pralek i suszarek rożnych wielkości, dostępnych oczywiście za drobną opłatą. Pojechaliśmy dzisiaj do takiej pralni. Ja zabrałam ze sobą wszystkie dziecio-ciuszki w rozmiarze od "noworodka" do trzech miesięcy, mąż zajął sie naszymi brudami. Jako,ze dzisiaj niedziela miejsce było przepełnione. Znalazłam jednak jedyną pustą małą pralkę, wrzuciłam do niej dziecio-rzeczy, odsunęłam wózeczek, wzięłam płyn do prania przeznaczony dla noworodków (dosyć drogi de facto), napełniłam nim pralkę, wrzuciłam prawie wszystkie pieniążki iiiiii.... zorientowałam sie, ŻE TO NIE TA PRALKA!!!
tzn. pieniążki nie w tej pralce! I płyn nie w tej pralce! Za to czyjeś wyprane rzeczy w tej pralce, a moje dziecio-ciuszki w pralce obok! Wołam przerażona meża "Co robic? Co robic?", a mąż najnormalniej w świecie przerzucił ciuchy z pralki do pralki i juz wszystko było dobrze. Pozornie... Bo pomyslałam sobie,ze ostatnio nie mam mózgu, a nawet gorzej: nie mam głowy! Robię głupie rzeczy, zapominam języka angielskiego, polskiego a nawet człowieczego! Odejmując 47 od 100 wychodzi mi trzynaście! Wsadzam cukier do lodówki! Sama siebie nie poznaje... I tak stoję przy tej pralce, taka gruba i bezradna i łzy mi ciekną po policzku, i mąż to zobaczył i próbuje pocieszać, a ja jeszcze gorzej sie przez to czuje i płacze coraz głośniej i on mnie przytula a ja nie mogę przestać, i ludzie sie gapią a ja płacze i płacze i płacze... I chyba płacze juz nie tylko z powodu pralki, nie tylko z powodu głupiej pomyłki, ale poniewaz sie boje, poniewaz to juz tak blisko i nie wiem jak to będzie, poniewaz boje sie,ze będzie gorzej zamiast lepiej, poniewaz boje sie,ze mąż zawiedzie, ponieważ boje sie,ze ja zawiodę... I ktos pyta czy cos sie stało, ale przeciez nic sie nie stało: "to tylko hormony" powtarzam w myślach, "to tylko te cholerne, głupie hormony...".
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia 2016, 01:22
19 D.C bez zmian, wczoraj się poklocilismy i nie jest dobrze.Znów to samo,przez pewien czas było dobrze,teraz znów jest źle. Nic nowego z resztą. Całymi dniami czekam za nim bo teraz dopiero o 19-20 jest w domu ,nawet w sobotę pracował do 17... A niedziela ? Spał i chciał się kłócić. Spoko,mam co chciałam. W 17 dc było jeszcze ok i było serduszkowanie,tak to nazwę.I dziś znów cały dzień w domu z teściową bo są już 3 tygodnie i naprawdę jest z nimi ciężko ,nie mam siły żeby nawet to opisywać. Bez sensu,dobrze ze mam kota.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia 2016, 07:27
Miesiączka nadeszła z hukiem. O 4 dni wcześniej. Więc plus, że skrócił się cykl. Teraz nie wiem czy w tym cyklu brać dupka od 16 dnia jak kazał lekarz czy od ow? Chyba zacznę po ow. Bo w tym od 16 dnia co brałam to wszystko się pokićkało i raczej ow. nie było...
Dziś 11dc tempka zamiast piąć się w górę to spada dwa miesiące wstecz to ovu wykryło mi owulację w 12dc więc ten cykl będzie pewnie bezowulacyjny:(
Tempko raz dwa hop do góry jeszcze masz czas...
testy jeszcze nie przyszły a już powinnam zacząć testować
W sobotę - 16 kwietnia (24 dc)wieczorem złapał mnie niesamowity ucisk w dole brzucha. Nie mogłam chodzić i podnieść się z łóżka. Każde napięcie mięśni brzucha strasznie bolało. Wzięłam łącznie 4 nospy w odstępach 2 godzinnych. Nic nie przeszło. Szczególnie ból promieniował od prawego jajnika, przy nacisku tego miejsca bolało mnie całe podbrzusze od pępka. Myślałam, że to jakaś niestrawność, bo pojawiły się również mdłości. Niezbyt silne, nie pędziły mnie od razu do łazienki. Jednak spałam z miską obok łóżka ;P
Po wzięciu tabletki nasennej, bo sama już nie mogłam zasnąć spałam bez najmniejszego ruchu do 10.00. Największy ból minął. Mogę chodzić ale całe podbrzusze nadal jest napięte. Ból promieniuje mi do krzyża. W niedzielę i dziś wciąż ucisk i ból szczególnie przy nacisku prawego jajnika. Dziś planuję konsultację z ginekologiem... może rzeczywiście to sprawa jajników. Jeśli nie będę szukać czegoś po usg brzucha. Przeszło mi przez myśl, że to po prostu ból miesiączkowy, ale do okresu pozostało mi najmarniej 7 dni i nigdy aż tak mocno nie bolało mnie całe podbrzusze.
Ovu po mierzeniu temp wylicza mi już więcej parametrów na wykresie, chociaż wciąż niesamowity bałagan mam w tych temperaturach. Nic nie jest unormowane. Nie wiem czy warto się tym sugerować.
Któraś z was miewała takie bóle? O czymś to może świadczyć?
Już za miesiąc już tuż tuż... wczoraj kupiliśmy walizkę do szpitala, a dzisiaj pewnie zacznę się pakować. Zaraz wydrukuje listę rzeczy do szpitala z bloga który mi od dawna pomaga szczególnie w sprawach zakupowych.
http://wyprawkabobasa.blogspot.com/
Malutka wczoraj robiła fikołki na wszystkie strony 
a Ziemia toczy toczy swój garb uroczy toczy toczy się los
bo nowy dzień wstaje...
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia 2016, 08:56
Tydzień zaczyna się źle. Od rana.
W 2014 roku pracowaliśmy w Holandii. Rozliczyliśmy się z tych dochodów przez biuro rachunkowe. Super pięknie. Tyle tylko, że nie zgłosili oni tego do polskiego US (choć rok wcześniej też się u nich rozliczałam i od razu przesłali te informacje do tutejszego urzędu). I mamy teraz problemy. Trzeba chodzić, wyjaśniać, składać pisma. Może to pomoże, a jeśli nie to dowalą nam taką karę za to, że to nie było zgłoszone w terminie, że się nie pozbieramy. Mam dość. Za dużo tego wszystkiego jak na raz 
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia 2016, 08:55
#popłakaćsobiezeszczęścia
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia 2016, 08:56
W weekend, jakby mi ktoś męża odmienił. Chętny, miły, w dobrym humorze.
Dziś zaliczyłam skok tempki. Nieśmiało zaczyna mi się ten wykres podobać. Działania też były.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 kwietnia 2016, 15:36
Dzisiaj dzwoniła do mnie ze szkoły druga pani dyrektor ze sprawą, że trzecioklasiści przyszli do niej z pytaniem czy jest szansa poprawy ocen na koniec roku z mojego przedmiotu (będąc w domu musiałam wystawić proponowane) oraz czy w ogóle jeszcze w tym roku mam plan wracać do pracy więc powiedziałam że mam, bo ciąża się niestety nie utrzymała i jak wrócę do siebie to wrócę do pracy. Wiem, że dyrektorstwo o ciąży wiedziało więc musieli się dowiedzieć że już jej nie ma, bo oni przecież patrzą na mnie jak na pracownika, muszą rozplanować pracę na przyszły rok i właściwie rozumiem to i nie mam tego za złe.I w zasadzie stwierdziłam, że gdybym była w ciąży to przecież po jakimś czasie to nie byłaby tajemnica, dlaczego mam się więc wstydzić tego, że poroniłam. Nie mam zamiaru o tym rozpowiadać ale jeśli ktoś się z jakichś plotek dowie to trudno. Nie będę sobie z tego robić kolejnego problemu.
Doktor odpisał, żeby zrobić mutację 33. Pewnie będziemy chcieli to załatwić w tym tygodniu. Małż chce pojechać do teściów trochę pożyczyć bo w tej konkretnej chwili jak już pisałam kiepsko u nas na stanie a nie chcemy czekać z tymi badaniami. Moja rodzina oferuje pomoc również finansową, ale M stwierdził że jego rodzice "przecież też mogą coś nam pomóc" więc ok, nie będę się upierać, chociaż od nich akurat wolałabym nie pożyczać ale w porządku. Wiem, że jeśli się zgodzą to nie będą potem robić wyrzutów. Też im trzeba będzie o wszystkim powiedzieć ale nie spodziewam się jakiejś szczególnej reakcji, rozmów itp. Wolą o tym milczeć, w porządku.
Krwawienie dalej jest bardzo kiepskie. Zastanawiam się czy nie spróbować załapać się do gina wcześniej niż w czwartek, czy to nie za długo trwa. Dzisiaj trzeci dzień bez progesteronu.
13dc.
No i po weekendzie który jak zwykle zlecial bardzo szybko w sobotę widziałam się z moją przyjaciółką która za 3tyg urodzi dziecko, ma przesliczny brzuszek i jak go dotykalam to czułam ruchy małego to jest naprawdę niesamowite i strasznie bym chciała tego sama kiedyś doświadczyć...nosić pod sercem ten słodki ciężar przyjmę go nawet z tymi wszystkimi dolegliwościami...mdłości,zgaga, zaparcia,zmęczenie,puchnące dłonie i stopy i wiele innych nic nie jest w stanie mnie zniechęcić ja to wszystko zniose nawet marzę o tym byle tylko w końcu to sie spełniło bo nagroda którą po 9 miesiacach kobieta za to dostaję jest warta wszystkiego...
Na dobitke w niedzielę byłam u kuzynki która ma dwójkę małych kochanych dzieciaczkow. Zauważyłam że nikt z rodziny mnie już nie pyta kiedy będziemy mieć dziecko, kiedy zaczniemy się starać itd. Dwa miesiące po ślubie takie pytania padały bez przerwy a teraz już nie ma tematu chyba się boją pytać zeby mnie nie zmartwic i każdy już pewnie założył ze na pewno jest jakiś problem. No niestety u mnie w rodzinie nigdy nikt się specjalnie o dziecko nie starał wszystkim przychodziło łatwo i kuzynki albo szły do ślubu z brzuszkami albo szybko po ślubie brzuszek się pojawiał a rodzine mam naprawdę duża,moja babcia ma 17 prawnukow więc to mówi samo za siebie;) teraz czeka na tego 18tego...MOJEGO...oby się doczekała.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia 2016, 09:57
No i wyszło na moje, w sobotę dostałam @ w 28 dc 
I teraz mam takie pytania (tylko chyba raczej z gatunku tych retorycznych)
-czy to znaczy że dieta działa na 100% ?
-a w takim razie czy to moje pcos nie jest takie bardzo silne itd jak się wydawało, skoro miesiączkę można przywrócić stosując po prostu dietę o niskim ig?
-co z moją insulinoopornością?
-czy to że @ przychodzi w terminie wpływa także na poprawę hormonów?
-czy mam owulację?
-czy szanse na poczęcie zwiększyły się? (pomijając problem męża)
I czy zmienić w końcu tego lekarza?
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia 2016, 09:59
noo....dawno mnie nie było...no to zaczynamy...
po wizycie u dermatologa→ oczywiście łuszczyca wszędzie mi powychodziła!!wrrr
Na paznokciu łuszczyca, na rękach łuszczyca, często swędział mnie odbyt tak ze się drapałam do krwi w nocy podczas snu...juz dwa lata się męczyłam ze swędzeniem...byłam u swojego dermatologa to od razu mnie wysłał do ginekologa..ginekolodzy dawali maści itd. ale nic nie pomagała..tak domyślałam się ze to łuszczyca ale ja przeciez nie jestem lekarzem..dał masc sterydowa...juz widzę poprawę, na paznokcia zel...no i wizyta za 2 miesiące..powiedział ze mam jeszcze piegi na wargach i polecił zrobić kolonoskopie...Mam piegi na wargach (polukał mi nawet w jamie ustnej czy czasem tam czegoś nie mam..), piegi na wargach bardzo rzadko się zdarzają, i mówił ze może to być objaw problemów rakowych z jelitami, później wypytał mnie o raka w rodzinie- mój dziadek miał raka jelita grubego..powiedział że w swojej karierze lekarskiej miał parę przypadków gdzie te piegi występowały przy polipach które się tworzyły w jelitach ( jeśli się ich nie usunie może to być rak) więc zaleca mi zrobić kolonoskopie, a ze mam skłonności w rodzinie do raka to tym bardzie polecał...no i moja tusza...pan doktor powiedział ze raczej resztek nie jem..a nadwaga tez temu sprzyja....a miała to być zwykła wizyta dermatologiczna..ehhh
no i oczywiście dostałam telefon od immunologa...proszę przyjechać po receptę!...wystąpiła u mnie mutacja mthfr A1298C w układzie homozygotycznym..mam zażywać większe dawki kwasu foliowego 5 mg przed staraniami, a w przed planowanym zapłodnieniem 15 mg ( teraz przyjmowałam 0,4 mg) w tym tygodniu czyli ok 20 kwietnia będę miała wyniki pozostałych badan plus kariotypy...boje się
przez weekend byłam tez u siostry - urodziny siostrzenicy..pojechaliśmy we 4...nawet droga nam zleciała szybko...8 godzin w jedna stronę i 10 godzin (w tym obiad godzinny) do domu..dobre wujki i ciotki.. zjedliśmy tort..daliśmy prezenty..biedne te dzieciaczki..żal mi ich...ale to głębszy temat..ehh...kocham ich nad życie (tzn dzieci)..jak usypiałam Olke ( 4miesiące) to tak strasznie chciałam zeby to było moje dzieciątko...tak wtulone we mnie..zazdroszczę
a co do Alfy..było ciekawie..w środę będzie podział na grupy...jak mowili o spowiedzi wybaczaniu itp. to sobie pomyślałam co ja tam robie..po co ja tam poszłam..no ale przezwyciężyłam chęć wyjścia..może wytrzymam..podobno do 3ciego spotkania jest najgorzej..a później robi się bardziej ciekawie..pożyjemy zobaczymy..
A i co najważniejsze..znowu sie odezwał Szymon..zaprosił mnie do siebie..ale po co? nie potrzebuje juz "przyjaciela" który kłamie...
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 kwietnia 2016, 11:57
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.