może to głupie porównanie, ale gdzieś kiedyś czytałam że w obozach koncentracyjnych najbardziej załamywały się te osoby, które planowały kiedy wyjdą (np. na urodziny, w święta itd.).
ostatnio ta myśl do mnie wraca w kontekście naszych starań.
nam przeszło już koło nosa kilka "planowanych" ciąż, w tym dwie świąteczne, walentynkowa, na dzień kobiet i a jakże urodzinowa. i serio potwierdzam, że nie ma lepszego sposobu na oranie sobie psychiki niż wyznaczenie kolejnych terminów.
dlatego następnej ciąży już nie wyznaczamy, za to nie ustajemy w staraniach o nią.
11 dzień Cyklu
Kurwa co jest no.
Czemu zajście w ciążę jest tak cholernie trudne?
A wydawało by się że jest tak banalnie proste, boże jaka ja byłam kiedyś głupia i naiwna że tak myślałam.
Byłam ostatnio u lekarza i padło hasło inseminacja.
Ale mój facet nie chce się zgodzić bo twierdzi że jak się uda to przy pierwszej lepszej kłótni mu wypomne że on nie zrobił tego dziecka tylko doktor,
Boże jaki on jest kurwa głupi i dziwny.
Ogólnie lekarz na ten cykl chciał mi zrobić inseminacje, ale jak w sobotę do niego pojadę na kontrolę owulacji to powiem że chcemy jeszcze spróbować naturalnie.
Maz potrzebuje więcej czasu na inseminacje, boi się tego jak cholera.
Tylko szkoda że nie rozumie ze czas dla mnie dużo znaczy.
Jeju co wejdę na fejsa to ktoś w ciąży, szybki ślub.
Ja pierdole, oni mogą nie? Bo oni kurwa napewno tego chcieli!
Płakać się chce jak takie coś się widzi, zazdrość!
Mam dosyć tych leków co biorę, źle się po nich czuje ale lekarz uprzedzal że tak będzie...
Postanowiliśmy że w tym cyklu "bzykamy" się co wieczór!
No kurwa musi coś doleciec nooooo... ❤❤❤❤
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia 2016, 22:03
Moje dzisiejsze emocje - psychiczny spadek formy, taki totalny spadek, dół, złość, WKURW!!!!!!
dlaczego tak czuję? - bo w 24 dc plamienie, poszłam w pracy do toalety, jak zobaczyłam na papierze krew, myślałam, że stamtąd nie wyjdę, chciało mi się wyć.Ile razy można zadawać sobie pytanie - dlaczego nie udaje mi się zajść w ciążę, gdzie tkwi problem, jaki błąd popełniam???Jeśli rozkręci mi się @, jeśli to znowu plamienie przed @ - to nie wiem, na co mam czekać?czekać aż ot tak się uda samo z siebie czy przycisnąć lekarza do konkretnego monitoringu żeby sprawdzić co się tak konkretnie dzieje?
W takich sytuacjach jestem słaba psychicznie, na chwilę tracę nadzieję, przez chwilę myślę, że straciłam już swój magiczny czas na zachodzenie w ciążę.Kiedy mijam na ulicy kobiety w ciąży, te z rodzin patologicznych, nie mogę patrzeć na ich brzuchy. Nie mogę też spokojnie patrzeć na brzuchy moich przyjaciółek.Wiem, to podłe i okropne, ale to dalej we mnie tkwi.Nie mogę słuchać spokojnie młodych koleżanek w pracy, dziś jedna powiedziała mi, że od września trzy zachodzą w ciążę, że jedna mogłaby już, ale chce jeszcze poszaleć w wakacje...a ja myślałam, że wybuchnę i w myśli miałam słowa"to nie takie hop siup, że ktoś chce we wrześniu i jest, że poszaleć w wakacje...Boże jak ja bym chciała nie poszaleć, tylko wsłuchiwać się w swoją ciążę".
Jutro po południu, jedziemy nad morze do rodziców, cieszę się bardzo, bardzo lubię tam przyjeżdżać...ale ostatnio jak byłam tam, to byłam w ciąży, więc pewnie te myśli znowu będą dowalały moją psychikę. Może następnym razem, jak tam pojedziemy, to będę w ciąży.
Wpis z cyklu jak to dzisiaj mialam kur... beznadziejny dzien.
1. Kolezanka dzisiaj urodzila- taa, ona a nie ja. Baa, ma juz drugie. I jest mlodsza ode mnie. Smiac sie czy plakac?
2.W drodze do pracy spotkalam kolezanke z bylej pracy, spojrzala na moj brzuch i zapytala czy juz urodzilam (?) Doskonale wiedziala, ze poronilam i udala glupia. Bezczelnie zapytala w ktorym tyg. poronilam i poszla dalej bo sie spieszyla. Ale przynajmniej zaspokoila swoja ciekawosc i bedzie miala co opowiadac pozostalym kolezankom. A mi dzien caly spieprzyla.
3.W nowej pracy spotkalam kolejna stara kolezanke i powiedziala ze inne dwie sa na urlopie macierzynskim.
4. Wizyta u nowego ginekologa. Mam pecherzyk, ale malo sluzu. Byc moze to bez znaczenia, ale wciaz o tym mysle. Tak wiec razem z narzeczonym zabralismy sie dzisiaj do dziela. Ale ja bez ochoty, naprawde juz mi dzisiaj wszystko jedno. Nie mam sil sie nawet starac. On tez bez sil. Wiec dzisiaj du... blada. Moze jutro jeszcze bedzie pecherzyk? A moze nie? W sumie to juz nie wiem czy chce dziecko, czy nie. Poprostu jestem zmeczona i nie mam ochoty na seks. Czuje pustke i ogromny bol. Tak bardzo brakuje mi dziecka. Totalne rozdarcie.
Ty razem naprawdę dłuugo mnie nie było. Potrzebowałam wytchnienia od starań, Ovu i od wszystkiego co związane z ciążą, samoobserwacją, staraniami, ginekologiem, badaniami itp.
Wreszcie chyba czuję się gotowa tutaj wrócić. Podjęliśmy decyzje o zmianie lekarza i chyba to dało mi powera.
Co u mnie? Cóż..
Najważniejszą rzecza ostatnich miesięcy jest chyba to, że zmieniłam pracę. Teraz jestem zastępcą kierownika restauracji i managerem hoteliku. Pracy co nie miara! Całe dnie spędzam kursując między restauracja a hotelem. Sezon komunijny się zaczął, więc wszyscy poddenerwowani. Ogólnie praca sama w sobie nie jest zła, ale ludzie są gorzej niż tragiczni. Kłębowisko jadowitych węży i pająków wymieszanych z szerszeniami. HORROR SPOŁECZNY! Gdzie się człowiek nie obróci to mu wbiją nóż w plecy. Kelnerki nie mogą mnie znieść bo "gówniara bez doświadczenia w branży nimi zarządza". Uważają, że zawód kelnerki to najbardziej wymagający zawód na świecie - nie abym umniejszała ich zasługi i ciężar takiej pracy. Są niezmobilizowane do pracy, we wszystkim widzą problem, we wszystkim doszukują sie drugiego dna. Są już tak przesiąknięte wszechobecnym fałszem, że nie potrafią myśleć, że ktoś jest w stosunku do nich szczerzy. Nie lubią mnie chyba dlatego, że doznają szoku poznawczego. Szef kuchni jako-tako. Czasami daje o sobie znać jego wojskowa przeszłość zawodowa, ale radze sobie z nim. Recepcjonistki dwie ok, jedna do odstrzału absolutnie. godzinami mogę snuć historię jej niekompetencji i przekraczania granic przyzwoitości. Kierownik - facet miły i przyjemny, pomaga mi jak umie i choć ostatnio mieliśmy mała spinę wszystko jest ok.
Praca na początku wykańczała mnie psychicznie, chodziłam poddenerwowana , płakałam, gryzłam się ze wszystkim. A teraz stwierdziłam, że nie mam do stracenia nic więcej niż pracę, i nie ma sensu tak tego przeżywać. Olewam to czego zrobić się nie da, mimo, że szefowa liczy na cuda. Kształtuję swój charakter, ćwiczę asertywność, głowa do góry i do przodu.
Niecałe dwa tygodnie temu Jacek przeszedł operacje przepukliny pachwinowej oraz usunięcia wodniaka na jądrze. Niestety jak widać na wykresie łączy się to z celibatem, ale mam nadzieję, że to poprawi jego samopoczucie. No i parametry może podskoczą?
Jeśli chodzi o starania:
Nie robię NIC! Całkowicie, absolutnie nic. Nie biorę nawet witamin. Wiem, że większość z Was powie, że powinnam łykać chociaż kwas foliowy. I ja też wiem, że tak byłoby najlepiej. Zwyczajnie jednak nie chcę musieć o tym pamiętać, Mieszanki leków i suplementów które brałam prze ostatni rok dały popalić i mi i mojej wątrobie. Poza tym tak jak wspomniałam wcześniej - ZMIENIAM LEKARZA. Chce iść do niego "czysta". Najprawdopodobniej od jutro zacznę przyjmować chociaż te głupie witaminy i kwas foliowy, bo wizyta 4.05.2016 na 9:30. Wypadałoby chociaż to brać, resztę (nawet Bromergon i Inofem) odstawiam całkowicie bo nie chcę zakłamywać wyników badań. Potrzebuję nowego startu.
W drugiej połowie marca puknął mi rok na Ovu. Kiedy zaczynałam przygodę ze staraniami nie myślałam, że znajdę takie miejsce jak to. Ne myślałam, że będę patrzeć na cudze Cudziątka i modlić się aby były zdrowe, aby przeszła im gorączka, aby połówkowe poszły dobrze, aby dziecko dało mamie nacieszyć się paznokciami, aby blastusie przetrwały,dowiedzieć się jak starsza siostra niańczy malutka siostrzyczkę, obserwować jak tempka skacze i odliczać testowanie. Jestem cały czas i mimo, że rzadko pisze to czytam Was i śledzę co u was słychać
Postaram sie więcej odzywać.
Nigdy ie myślałam, że znajdę przyjaźń w miejscu takim jak te.
Dzisiejszy dzień o dziwo pozytywny. O dziwo bo niesamowicie boli mnie głowa, to pewnie od ciśnienia, czsami tak mam, już jak byłam w ciąży miałam za wysokie. Poza tym swędzą mnie sutki, dziwne uczucie, ciężko je dotknąć i są gorące, może owulka się zbliża? Skok temp... hm. wczoraj spadło o 0,2 a dzisiaj wzrosło o 0,1 i tak miałam 36,8 potem 36,6 a dziś 36,7. Może jutro odbije do góry? Oby.
Tyle wspaniałych historii przeczytałam w pamiętnikach na of... Wiele smutnych- bo jeszcze nie skończonych, ale i wiele szczęśliwych. Dłuższych, krótszych... Z większym i mniejszym optymizmem... Kobiet spełnionych zawodowo i spełniających się w domu, przy boku męża, wychowujących już dzieci i starających się o rodzeństwo dla nich, mam Aniołków których nigdy nie dane im było zobaczyć i wyczekujących na swój cud, młodszych i starszych, szarych myszek i głośnych gaduł. Wszystkie łączy jeden cel. Marzą by wziąć na ręce niemowle, krew z krwi i móc dać mu cząstkę siebie, najlepszą... Oddać mu wszystko i nauczyć je wszystkiego. Marzą by usłyszeć od niego MAMO, KOCHAM CIĘ... w przyszłości...
Moja wspaniała koleżanka marzyła o dziecku wiele lat. Gdy zaszła w pierwszą ciąże myślała, że nic nie może zniszczyć jej szczęścia... Niestety w 28tc okazało się, że jej synek nie żyje, musiała urodzić go by go pochować... Rok później zaszła w drugą ciążę... sytuacja powtórzyła się, aż przerażająco identyczna... 28 tydzień, martwe dziecko, poród... Dwa lata później 3 ciąża. 28 tydzień... poród. Córeczka... żyje... I niestety umiera po 3 godzinach z powodu nierozwinięcia dróg oddechowych... Potem 3 lata przerwy. Załamanie, ból, smutek, wściekłość. I ta myśl, że już nigdy więcej. Pamiętam gdy rozmawiałam z nią o tym, że jestem w ciąży. Pamiętam jej smutek, ból w oczach... Płakałam razem z nią... Nie chciała już nigdy próbować. Powiedziała, że więcej tego nie przeżyje... Dzisiaj jej córeczka, Haneczka ma prawie rok. Jest cudowna. Piękna. I zupełnie zdrowa. Ciąże donosiła... I choćby nie wiem co, choćby nie wiem jak źle, jak ciężko i jak bardzo zrezygnowana, myślę o tej niesamowitej kobiecie. I o tym, że wszystko jest możliwe. I wierzę.
Wierzę i wy proszę też wierzcie Kochane...
trzymam za Was wszystkie mocno kciuki... 
dobranoc 
Chandra dopada chyba każdą z nas, za zwyczaj jednak przed miesiączką, w oczekiwaniu na testowanie, mnie dopadła już dziś... jakoś nie wierzę że może nam się udać, może te moje cykle są bezowulacyjne i stąd taki niski poziom progesteronu i of nie wykrywa jej na wykresie
hmm już sama nie wiem co myśleć... cóż biorę luteinę, więc skok temperatury pewnie jutro się pojawi, poczekam na rozwój sytuacji, ale liczę że jednak ta @ w końcu się odczepi i nie pojawi się w maju... Nadzieja umiera ostatnia.
Ten cykl odpuszczamy, J dzisiaj wyjeżdża na 10 dni, dziwnie się z tym czuję. Chyba przyzwyczaiłam się do tego mojego męża 
Za miesiąc IUI, później już IVF. Strach odszedł na bok, pojawia się niecierpliwość. Chciałabym już teraz zacząć działać.
Zastanawiam się czy i kiedy poinformować managera. Fajny chłopak, a wiem że z dniem kiedy dowiem się o ciąży odchodzę z pracy, wrócę po macierzyńskim. Nie wiem czy go uświadamiać czy nie...? Boje się że zdarzy się to co poprzednio - że nie donoszę ciąży i wszyscy będą mi współczuć. Z drugiej strony - nie uprzedze i z dnia na dzień odejdę, też niedobrze.
No cóż, mam 2 miesiące na przemyślenie tematu.
Dziś z rana dostałam okres
Bardzo dziwna rzecz. Przede wszystkim spodziewałam się najwcześniej w niedzielę. O ile to w ogóle okres, bo może tylko plamienie, ale raczej nie. Jeśli to okres, to dobrze i źle. Dobrze dlatego, że to by oznaczało, że w tym cyklu nie miałam plamień przed okresem (czyli Parlodel działa), a źle, bo cykl 28 dni to trochę w moim przypadku krótko i mogłoby wskazywać na to, że nie było owulacji
Sama już nie wiem. Zastanawiam się nad kupnem Inofemu, poleciła mi go ew_elinka, ale czytałam, że jest na PCOs, którego ja nie mam, i wpływa też na gospodarkę hormonalną. Mówi się, że co za dużo to niezdrowo (biorę już Parlodel, też wpływa na hormony), a nie chcę też przesadzić, żeby nie zrobić sobie bałaganu w organizmie. Jeśli któraś z Was ma doświadczenia z Inofemem, piszcie proszę w komentarzach 
Jest ze mna dzisiaj raczej zle.
Myślę myślę i myślę, tak oto wymyśliłam, że nie przesunę terminu laparo i histero na wrzesień bo:
1. termin wyszedlby na przelomie sierpnia i września a 28.08 urodziny ma mąż 30te i chcę mu zrobić imprezkę, dzień później siostra a kolejnego dnia mam urodziny ja, dodatkowo 3 września mamy wesele na którym mamy być
2. we wrześniu zaczynają mi się zajęcia w pełnym wymiarze w przeciwieństwie do końcówki czerwca gdzie zajeć będzie mniej i można je bez problemu odwołać bo wystawione oceny już będą
3. jeżeli mam przegrodę na macicy to i tak trzeba ją usunąć i tak a jeśli mam macicę dwurożną to i tak mi nic nie zrobią zamkną wszystko i koniec, przy okazji będę wiedzieć jak jajowody
4. czekanie do września mnie wykończy nerwowo.
A Wy co myślicie? Trochę mi źle z tym, tak jakbym robiła coś przeciwko mojej gin no ale jakoś tak od razu ten pomysł mi się nie podobał, ona mówiła zeby dac sobie jeszcze 3 cykle po wyleczeniu ureaplazmy i liczyła to od czerwca, nie wiem czemu, bądź co bądź jest już 1 cykl po wyleczeniu będzie potem drugi i w trzecim cyklu od antybiotyku byłby zabieg. Poza tym, czekam już 18 miesięcy i dla mnie każdy następny miesiąc jest ważny. Dlatego chyba właśnie tak zrobię, będę musiała wcisnąć jakiś kit o wyjeździe za granicę albo co tej doktorce bo nie chce żeby myślała, że mam w dupie to co mówi, bo nie mam, ale naprawdę ten wrzesień za cholerę mi nie pasuje.
A tak poza tym nic ciekawego się nie dzieje. Ostatnio sprawdziłam się w roli niani i 2,5 godziny zajmowałam się 6 miesięczną Zuzią. Udało mi się nawet ją wziąć na spacer razem z ich psem gigantem co by mu smutno nie było:) Matka jak wróciła to dziecko było najedzone przebrane i wyspane. Jestem z siebie dumna:D dobre takie doświadczenie, wiem, że sobie poradzę jak W KOŃCU zostanę (bo przeciez zostanę?) mamą
Za nami dwie nie udane ivf. Mieliśmy w tym cyklu podejść do iui nasieniem dawcy i znowu wszystko pod górkę. Mąż za granicą a bez jego podpisu nie zrobią mi iui 
Jestem już załamana..
Byłam dziś na badaniu E2,LH,Prg z nadzieją, że uda się do jutra do 12 zjechać mojemu mężowi do domu ale okazało się przed chwilą , że nie ma takiej szansy 
Dziś moje urodziny a ja siedzę sama w czterech ścianach..
38 tydz., 2 dz. / 13 dni do terminu porodu!
Mały wierci sie, wierzga odnóżami, cały brzuch az skacze.
- Wiem,że jest Ci juz cholernie ciasno. Jesli chcesz wiecej miejsca, wyłaź zamiast marudzić!-
I nastała cisza...
Wiosno, wiosno gdzie jesteś?
Tak mało mam słońca w życiu i tak tęsknie za tym prawdziwym słoneczkiem, które dodaje sił do walki z codziennością.
Jest mi smutno, wracają moje dołki. Wczoraj w pracy spotykałam same kobiety w ciąży i z maleńkimi dziećmi. Czemu to jest takie trudne, czemu tak bardzo boli. Jak widzę takie maleństwo czuję jak zaciska mnie w klatce piersiowej, nie mogę się zbliżać do niemowlaków, po prostu nie mogę, nie potrafię. Jeśli chodzi o starsze dzieci, jest ok.
Często muszę słuchać rozmów o ciąży, dzieciach. Dla nich to wszystko jest takie proste, zajść w ciążę, donosić, urodzić, a dla mnie to wspinaczka na MOUNT EVEREST. Czuję się wtedy jakbym stała za szybą, jakbym była wykluczona z tego społeczeństwa.
Jak to zrobić, żeby mieć w sobie cały czas tę niezachwianą wiarę, jak nie nie dawać się tym złym emocjom. Choć bardzo się staram myśleć pozytywnie, jest we mnie tyle cierpienia.
Tak bardzo pragnę być w ciąży, czuję tak ogromny głód macierzyństwa, całe moje ciało i dusza, każda część tak bardzo pragnie dziecka, czuję że usycham, więdnę.
Teraz jak się nie staramy przynajmniej choć przez chwilę mam złudne poczucie, że nad tym panuję, że nie ma ciąży, bo niema starań. A jak znów zaczniemy się starać, to będzie ciąża, no bo to przecież takie proste, takie naturalne. Seks w dni płodne = ciąża.
Na szczęście cały weekend pracuję i całą majówkę, więc będę musiała się spiąć. I dobrze, bo inaczej najchętniej nie wychodziłabym spod kołdry.
Kochane moje Wam życzę miłej majówki, by był to miły, relaksujący czas 
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 kwietnia 2016, 10:49
Skierowanie mam przepisane, umówiona też jestem do Poznania. Chciałam się umówić do poradni niepłodności i endokrynologi rozrodu, termin na sierpień. Pani w rejestracji zapytała ile staram się o dziecko, a ja że mam 2 poronienia. Więc skierowała mnie sama do poradni patologii ciąży i termin mam już na 11 maja!
Nie mam już siły, potrzebuję urlopu!
Ale i tak ją kocham nad życie.
Wczoraj po raz pierwszy dała znać, że robi kupkę. Pokazała na pieluszkę, powiedziała bu, skrzywiła nos i tym sposobem połowę kupy złapałyśmy na nocnik. Ale dziś już fail na placu zabaw, wszystko na wylot.
Byłyśmy u dermatologa, ponoć ma jakiegoś liszajca na buzi, potówki się zaogniły na szyjce, a dupka - odpieluszkowe zapalenie. No i bomba. Maści dostałam takie, że aż strach. No ale mam nadzieję, że chociaż podziałają.
Natomiast u mnie jeszcze lepiej. Poszłam z infekcją, bo na basenie mnie jakaś cholera chwyciła. Turlałam się z tym 2 tygodnie, w końcu się zapisałam, poszłam i infekcji już w sumie nie ma. Za to jest prezencik od endo****** - 6cm torbieli dwukomorowej na prawym jajniku!!!! Dopiero co było całkiem czysto!!!! Aaaaaaa!!!! No i nie wiem co teraz. Powoli zaczynam żałować, że nie zaczęłam się starać już te 2 miesiące temu. Z drugiej strony dalej mam wątpliwości, bo w czerwcu ślub a ja świadkuję, a potem urlop męża i co, jak wyjdzie to pewnie przerzygam cały czerwiec i lipiec
Buuuu. Nie wiem co robić. Już nie wspomnę o tym, że jestem bezrobotna.
17dc
drugi dzien na orgametril. humor mi nie wrocil. Dzieki dziewczyny za komentarze. Zawsze troche lzej na sercu, ze ktos tu jest i wspiera !
W zeszły weekend oficjalnie powiadomiliśmy moją rodzinę o ciąży. W praktyce moi rodzice i mój brat z narzeczoną wiedzieli już od dawna, więc faktycznie dowiedziała się tylko babcia. Babcia jest z gatunku, który za nic nie potrafi utrzymać języka za zębami i z każdą nowiną, dobrą czy złą, musi natychmiast obdzwonić połowę miasta, więc nauczeni wieloletnim doświadczeniem babcię powiadamiamy o czymkolwiek dopiero wtedy, gdy nie przeszkadza nam, że ta połowa miasta będzie ze szczegółami poinformowana 
Samodzielnie przygotowałam poniższe kartki. Proszę bez zbyt ostrej krytyki, ostatni raz bawiłam się w takie rzeczy na plastyce w szkole! 


P.S. Babcia jest przeszczęśliwa z faktu, że niedługo zostanie prababcią i już w poniedziałek oznajmiła mi, że obdzwoniła wszystkich znajomych, żeby się pochwalić i ciężko myśli, do kogo jeszcze może zadzwonić
Ale mama przyznała, że poczuła się faktycznie wzruszona, kiedy zobaczyła kartkę dla siebie
Teraz przygotowujemy kolejne do wysłania teściom.
Na 95% będzie synuś. Leon!
Mój zdrowy bobas
30 D.C Piersi bola na dole jak delikatnie je dotkne. Krzyż trochę też boli. Więc wiadomo że pewnie nici z tego cyklu.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.