26 dc
Coś czuję że zbiera się na @ ale jakoś mi nie jest przykro czy smutno.
Rozmawiałam z T. i wiem teraz że on chce drugiego dziecka ale nic na siłę. Że co ma być to będzie. I czuję się tak jakby mi ktoś ciężar z ramion zdjął. Serio.
Zapisałam się na 8 czerwca na wizytę do ginekologa. Nie chce juz Clo, poczekam co mi Bóg da.
Mój stomatolog, powiedział mi, że prowadzono badania, z ktorych wynika, że zapalenie dziąseł może utrudniać zajście w ciążę, komplikacje okołoporodowe, niską wagę dziecka, jak i choroby płodu. Kilka artykułów gdybyście chciały coś poczytać więcej. Noo i zachęcam do wizyty i stomatologa 
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,383259,choroba-dziasel-moze-utrudniac-zajscie-w-ciaze.html
http://dzieci.pl/kat,1033553,title,Zly-stan-zebow-wplywa-na-plodnosc,wid,16876482,wiadomosc.html?smgputicaid=616f4e
https://portal.abczdrowie.pl/zaniedbane-zeby-zmniejszaja-plodnosc
Jakoś nie mogę znaleźć na ovu. info. co znaczą na wykresie puste kółeczka? Jedne są niebieskie a drugie puste. Co to znaczy? Będę wdzięczna za podpowiedź 
Wczoraj w furii nakrzyczałam na D. że nawet nie przejął się, że nie udała się inseminacja. A on na to, że czemu miałby się przejąć. Nie udało się za 1 razem, to uda się następnym. Więc ciągnąć mój depresyjny wywód wykrzyczałam mu, że jemu się dobrze mówi bo nie jest bezpłodny. Nie śmiał sie, jak zazwyczaj gdy mu tak mówię. Nie śmiał się też gdy mówiłam, że chwilowo nienawidzę ludzi szczęśliwych i kobiet ciężarnych. Nie śmiał się, tylko przytulał... Jak trafił mi się taki skarb? No dobrze- on ma szczęście, że z nim jestem 
Bylam dzisiaj odebrac testy ciazowe i owulacyjne ze szpitala. Juz okolo roku nie musze za nie placic bo wyczytalam gdzies, ze jeden ze szpitali w londynie robi badania kobiet starajacych sie zajsc w ciaze i potem juz w ciazy czy maja jakies predyspozycje do preeclampsia. Tylko mierza cisnienie i robia morfologie przed ciaza no i daja monitor owulacji i co trzy miesiace dostaje sie testy owulacyjne i ciazowe. Ja juz prawie rok korzystam i oszczedzilam sporo kasy. Projekt im tez wlasnie przedluzono wiec jezeli ktos jest z Londynu chetnie dam namiary.
A maz idzie jutro powtarzac badania, miejmy nadzieje, ze w koncu mi sie uda jakis wynik wyciagnac.
No wiec zrobilam test. I jest znowu cien kktory widac juz od razu po zrobieniu testu. W niedziele powtórka. We wtorek powinnam dostac @. Jezeli w niedziele test bedzie dalej pozytywny to w poniedzialek ide na bete i zobaczymy czy nie klamał
Narazie jeszcze nie ma co za bardzo skakac z radości bo do @jeszcze 3 dni. Ale mam nadzieje ze niedzielny test wyjdzie juz bardzo widoczny. i beda 2 wyrazne krechy;)
Staram się nie zamykać na życie. Wypłakałam się jak najszybciej się dało. Chciałam to z siebie zrzucić jak najszybciej. Muszę teraz trzymać fason, zrobić to dla Męża. On potrzebuje teraz miesiąc, dwa spokoju. Muszę Mu dać się skupić na zawodowych sprawach.
Pracuję, planuję wyjazd wakacyjny... z Teściową
Jest spoko kobietą, ale na wakacje jeszcze z Nią nie jechałam. Zobaczymy, jak to będzie. Na pewno trzeba będzie spędzić czas bardziej stacjonarnie i tu już widzę problem. Ja tak nie lubię siedzieć w miejscu. Codziennie ta sama plaża, ludzie, widok, kawa... Może nie ma co narzekać na zapas.
No i jestem w ciąży. Trzecia inseminacja okazała się udaną 
Mój test z 15 dpo:

Beta przyrasta prawidłowo:
15 dpo 152,6
17 dpo 367,4
20 dpo 808,2
26 dpo 3 171,0
Suplementowany progesteron około 37
Niestety ciąża rośnie dość powoli.
Byłam na USG w 6t2d (czyli początek 7 tygodnia) i był widoczny tylko pęcherzyk ciążowy 10mm i pęcherzyk żółtkowy. Za tydzień kolejne USG, oczekujemy na serduszko.
Wcześniej byłam pewna obaw, czy nam się w ogóle uda, a teraz jestem pełna obaw czy ciąża rozwinie się prawidłowo... Ciąża jest około tydzień młodsza. A to zdarza się głównie wtedy, jak nie wiadomo kiedy była owulacja. A u mnie wiadomo...
Nie mam żadnych negatywnych objawów, żadnych mdłości, zmęczenia itp.
Bolą mnie tylko piersi i nie mam okresu oczywiście 
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 maja 2016, 20:43
Kolejny miesiąc rozczarowań...
W tym miesiącu zaliczyliśmy wizytę u gin. pracujacego w klinice niepłodności. Ze mną wszystko ok. Jeszcze powtórka i tak dobrych wyników badań hormonów. Mój mąż ma zrobić badanie nasienia, prosiłam go o to od roku, ciągle odwlekał. Teraz kiedy powiedział mu lekarz nie ma wyjścia. Boi się, wie że może mieć problemy z wynikami.
Najważniejsze to zrobić kolejny krok...
No to relacja z dzisiejszej rundy po lekarzach.
Ginekolog na NFZ. Znamy się wiele lat, bo pracujemy w jednej firmie. Po powitaniu mówię, że chcę być potraktowana jak pacjentka, nie jak koleżanka, dlatego umówiłam się na NFZ (mimo darmowej opieki medycznej w firmie). Opowiedziałam historię z zapaleniami i tu on poparł mojego gina, do którego zawsze chodzę (skłamałam, że wyjechał....), że on w tych wynikach nie widzi bakteryjnych zapaleń pęcherza, mam iść do rodzinnego po dalszą diagnostykę i koniecznie zbadać kręgosłup lędźwiowy. Przechodzimy do części ginekologicznej, ucieszył, się że prowadzę obserwację (szkoda, że nie wydrukowałam sobie wykresów z OF
) ale nic, mówię mu, że temperatura i śluz się zmieniają, że testy owulacyjne wskazują na pik LH. Chwilę gadamy o hormonach i moim ostatnim progesteronie, mówi, że tanie badania mają sens jak się je sprawdza kilka razy, bo akurat progesteron ulega wahaniom. Włażę na fortel, dusi po brzuchu - te bóle to nie są sprawy ginekologiczne, bo nic nie boli. USG, oba jajniki ok, zatem ginekologicznie w porządku. Smutna informacja - jest 12 dc, a on nie widzi żadnego pęcherzyka dominującego
Zawsze były jak chodziłam do innych lekarzy, a tu brak
Sam mówi, że przy cyklach 28/29/30 czasem krócej to już jakiś powinien być.... Zasmucam się. Umawiamy się na za miesiąc z wydrukami wykresów i wynikami nasienia męża.
Lekarz rodzinny: powiadam całą historię o zapaleniach, bólach i antybiotykach. Wreszcie ktoś kładzie mnie na kozetkę i dusi po brzuchu, sprawdza z tyłu, już wiemy gdzie boli i jak boli. Lekarka ogląda wyniki badań, czyta opinie nefrologa i przyznaje mu rację. To typowa kolka nerkowa. Dla pewności otrzymuję skierowanie na kontrolne usg jamy brzusznej ,mocz, posiew moczu i badanie kału (wow). Pani Izo - jak najwięcej się ruszać, biegać i skakać, brać leki. Wyfruwam z gabinetu, bo przez rok bałam się ćwiczyć i biegać, a tak kocham bieganie
Znów chce mi się żyć, przytłacza ,mnie tylko brak tego pęcherzyka
2 trymestr
18 tydzień ciąży
17t5d
piątek
Przechodzę fazę na "nie lubienie" ovufriend i belly. Nie chce mi się siedzieć przed ekranem i czytać, albo pisać. Nie mam weny. W ogóle ostatnio nie lubię komputera. Nawet mężowi powiedziałam, żeby wywiózł komputer do swojej mamy, bo jest mi niepotrzebny. Wystarczyłby stary laptop, który ledwo działa i leży gdzieś w szafce, bo moje potrzeby kontaktu ze światem przez net ostatnio strasznie się skurczyły. Dzisiejszy wpis robię, żeby dać znać, że żyję i mam się dobrze.
Pochłonął mnie ogródek warzywny: przekopuję, sadzę i sieję. Całymi dniami siedzę na dworze i dobrze mi z tym. Oprócz tego w głowie mi remont, który musimy zrobić przed porodem. Chcemy odmalować sypialnię, kupić nowe łóżko, materac i nową szafę.
MOJA CIĄŻA
Samopoczucie - dużo energii, brzuch mnie nie boli, ale ciąży mi.
Jedzenie - Mam apetyt. Jem. Nie mdli mnie. Najbardziej smakuje mi kwaśne jedzenie (nóżki z octem jabłkowym, ogórki kiszone, ogórkowa, szczawiowa, kapusta kiszona - o już się ślinię), ale nie wiem czy to ma coś wspólnego z płcią dziecka.
Rozstępy i brzuch- Brak rozstępów. Brzuch swędzi trochę. Smaruję się 2x dziennie Elancylem. Brzuch wielki - ewidentnie ciążowy.

Spanie - śpię dobrze, ale często biegam do toalety w nocy (przeważnie minimum 2x). Niewygodnie mi na wznak, śpię na lewym boku, czasami przekładam się na prawy (bo drętwieję). Podkładam poduszkę między nogi, trochę lżej. Muszę kupić poduszkę dla kobiet w ciąży.
Humorki - chyba brak. Przestałam lubić komputer.
Inne objawy - zaparcia są. Pomagają czopki glicerynowe, ale skorzystałam dopiero raz. Boli mnie kość ogonowa jak za długo siedzę. Ogólnie bolą mnie plecy, tak jakby korzonki itp, szczególnie jak za dużo popracuję w ogródku.
Ruchy dziecka - na co dzień raczej nie czuję jeszcze. Miałam w ostatnich dniach dwa epizody z parciem na skórę od wewnątrz i to na pewno był cudaczek. Poza tym czasem coś tam się "przelewa", pulsuje, ale ewidentnie nie jestem w stanie stwierdzić, czy to dzidziuś, czy jelita.
Moje przemyślenia - nie mogę się doczekać usg - 23.05. Ostatnie usg miałam 30.03., więc naprawdę mi się dłuży. A tak poza tym to już 5-ty miesiąc ciąży. WOW. Ciągle trudno mi w to uwierzyć, że się udało. 
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 maja 2016, 13:25
Strasznie dużo złych wiadomości się naczytalam wczoraj wiec dzis przed wizyta byl troche stres. Ale wszystko jest dobrze. Maluchowi bije serduszko i pięknie się rusza. Badanie było przez brzuch, ciężko było uchwycic serduszko, ale wiedziałam jak bije. Dzis zamowilismy detektor. Maz jest troche przeciwny. Boi się ze bede panikowac jak nie znajdę tetna i pewnie ma rację ale mam nadzieję że jednak uda się znalezc 
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 maja 2016, 12:53
Jakiś czas temu pomyślałam sobie, że jak zajdę w tym cyklu w ciążę, to będę pisać pamiętnik. Tak, żeby utrwalić ten wyjątkowy czas w życiu. W ciążę niestety nie zaszłam, temperatura spadła i test wyszedł negatywny... Ale pomimo tego, pamiętnik chyba będę pisać, bo niestety nie mam przyjaciółki, której mogłabym się wygadać, wyżalić. Moje przyjaciółki (a było ich kilka) się oddaliły, kiedy poszłyśmy każda do innej szkoły średniej i niestety nie dało się tego naprawić, choć się starałyśmy, przynajmniej ja. A partner to wiecie, jest naprawdę wspaniały i kochany, jest moim najlepszym przyjacielem, ale na wiele babskich tematów nie da się z nim pogadać.
Jeszcze wczoraj tliła się we mnie nadzieja, że się udało. Temperatura utrzymywała się cały czas na bardzo wysokim poziomie, cycki jakoś bardziej bolały (wciąż bolą, ale chyba jednak tak, jak zawsze...), czułam dziwne ciągnięcie w macicy. No, ale niestety. Zdaję sobie sprawę, że szanse na zajście w jednym cyklu są niewielkie, ale i tak mi smutno
I choć to dopiero pierwszy cykl, to martwię się, że będzie kilkanaście nieudanych.
Dziś rano mówię do M., że brzuch boli, i że jutro będzie ciotka. On na to "no to możesz dziś pić" (idziemy na imprezę) i nic więcej. Szkoda, że tylko ja przeżywam niepowodzenie, ale z tego, co czytałam na Waszych pamiętnikach, z facetami to tak jest.
Zanim zaczęliśmy starania byłam u ginekologa. Dała mi skierowanie na kilka badań. Wszystko ok, tylko TSH było ciut za wysokie 2,34. Ginka przepisała mi PregnęPlus, choć ja sugerowałam coś typowego na zbicie, ale to ona jest lekarzem. Po miesiacu stosowania Pregny TSH wynosiło 2. Nadal niby za wysokie jak dla kobiet starających się o dziecko, ale sposobu "leczenia" nie zmieniliśmy. Nie wiem, nie chcę być mądrzejsza od ginekologa, ale może to tu leży problem? Może tracę czas i powinnam iść do endokrynologa?
36 tydzień 2 dzień
Wczoraj tj. 5 maja miałam wizytę
Moja mała Lilcia w ciągu 10 dni przybrała 482 g czyli, że waży już 2442 g. Zaczęła ślicznie nadrabiać, chyba będzie grzeczną dziewczynką, bo już teraz słucha mamusi, bo codziennie ją ładnie proszę aby jadła i rosła.
Poza tym szyjka trzyma mocno i kolejna wizyta 19 maja- chyba to będzie ostatnia wizyta:)
Właśnie na niej powinnam dostać skierowanie na cc. Tzn. że moja Lilka będzie z nami już końcem maja, już nie mogę się doczekać. Zarazem bardzo się boję czy dam sobie radę itp., ale chyba takie obawy są normalne.
Wczoraj odebraliśmy wózek, mamy już wszystko gotowe:) Czekamy tylko na córcię, ale narazie to niech siedzi sobie w brzuszku:)
Ciąża rozpoczęta 31 marca 2016
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 maja 2016, 15:13
Czytałam o prolaktynie i w moim przypadku może nie blokuje owulacji ale ''Prolaktyna ma wpływ na produkcję progesteronu przez ciałko żółte'' i to moze mnie dotyczy bo u mnie temp niskie w drugiej fazie czesto sa.
No dziś 5dc, przyszedł @ na początku niby nie pozorny a od dwóch dni się zalewam. No cóż było to do przewidzenia, że będzie mocniejszy.
Niedługo będziemy mogli się starać o dzieciątko
z jednej strony się cieszę a z drugiej trochę się boję. Ale świat należy do ludzi odważnych.
16dc
Ale ten czas leci 🥵 ostatnie dwa tygodnie to jakiś koszmar w pracy ciągle kocioł wiecznie coś nie działa tak jak powinno i cały czas trzeba gasić pożary... jak już w pracy zaczęło się uspokajać to spadła na mnie kolejna bomba moja mama miała wypadek 😭 jakaś ślepa kretynka potrąciła ja na przejściu dla pieszych 😡 szczęście w tym nieszczęściu jest takie że ma "tylko" złamany bark niestety trzeba go składać operacyjnie i tu zaczynają się kolejne schody bo mama czeka na operacje już 5 dzień 😡🤬 w głowie mi się to nie mieści że tyle mogą ja trzymać w szpitalu i nic nie robić! Podobno ma być operowana jutro mam nadzieję że ten zabieg się odbędzie bo serce mi krwawi jak rozmawiam z nią przez telefon 😞 najgorsze że w takiej sytuacji jestem bezradna i nie mogę jej w niczym pomóc. Modlę się żeby ta operacja odbyła się jutro i żeby mama szybko dochodziła do siebie. Z tego całego zamieszania moje myślenie o tematach około ciążowych zeszło na dalszy plan dziś 16 dc i dopiero teraz byłam na pierwszym monicie (w zeszłym tygodniu mój ginek miał urlop) ale nie ma tego złego bo okazało się że trafiliśmy dziś na owulacje 🥳 pęcherzyk prawdopodobnie właśnie zaczął pękać muszę pójść na jeszcze jedno usg ale chyba dopiero w poniedziałek powinnam isc w piątek ale niespodziewanie wypadła mi impreza urodzinowa przyjaciółki jeszcze nie wiem jaka wymówkę wymyślić, bo nie chce pić alko staram się teraz naprawdę dbać o siebie. Na początku trochę sceptycznie byłam nastawiona do tego wyjścia ale chyba dobrze mi to zrobi oderwę trochę głowę od problemów i pogadam o głupotach na imprezę zaproszona jest jedna ciężarna ale raczej nie przyjdzie ( typ nieimprezowy) i jedna świeżo upieczona mama (na szczęście bardzo wyluzowana) więc nie muszę się stresowac że będą jakieś trudne dla mnie tematy zapowiada się więc typowo babska, beztroska imprezka 🤩😁
31dc.
No dzisiaj moja przyjaciółka urodziła slicznego,zdrowego synka po 27 godzinnym porodzie,mówiła że to był ból nie do opisania a ja nawet tego jej zazdroszczę bardzo chętnie przeżyłabym taka meczernie żeby tylko móc w końcu mieć swój skarb w ramionach. Jak dowiedziałam się o jej ciąży byłam pewna ze za parę miesięcy do niej dołączę i ze będziemy razem z brzuszkami ona z większym a ja mniejszym no ale niestety ona już urodziła A ja ciągle bez "brzuszka"...
21 dzień cyklu/5dpo
Dawno mnie tu nie było. Trochę się działo. Najpierw decyzja, że nie staramy się już w tym miesiącu, że nowa praca, że odpoczniemy, że na jesieni wrócimy do tego. Gadaliśmy i gadaliśmy ale ok- ustaliliśmy. No a w piątek byłam na kontroli u ginekologa. Ponoć tak pięknego pęcherzyka jeszcze u mnie nie widziała..okrąglutki, idealna wielkość, ze wzgórkiem. No cud miód. Też go widziałam. Fajny był na prawdę. No i znów rozterka..zmarnować taką szansę? Wieczorem miałam wziąć zastrzyk z pregnylu więc zapakowaliśmy się z psem w auto, pojechaliśmy do parku i znów gadaliśmy i gadaliśmy. No i ustaliliśmy że decydować będzie los. Czyli wieczór na amorach. A wieczorem, w ostatniej chwili zmieniłam zdanie- kazałam mężowi uciekać. No i tak przetoczył się ciężki weekend i dotrwaliśmy do niedzieli wieczór. W niedzielę była owulacja, tak czułam. W niedzielę było też wino, po którym nas poniosło. No i w poniedziałek rano płacz, że plan był inny i co jak "wpadliśmy"? (mój płacz, mężowi tam to nie przeszkadzało). No i znów gadanie i gadanie, że będzie dobrze zarówno jak się stało jak i jeżeli się nie stało. Ok. Niech będzie. W sumie prawda.
21 dzień cyklu/5dpo
Dawno mnie tu nie było. Trochę się działo. Najpierw decyzja, że nie staramy się już w tym miesiącu, że nowa praca, że odpoczniemy, że na jesieni wrócimy do tego. Gadaliśmy i gadaliśmy ale ok- ustaliliśmy. No a w piątek byłam na kontroli u ginekologa. Ponoć tak pięknego pęcherzyka jeszcze u mnie nie widziała..okrąglutki, idealna wielkość, ze wzgórkiem. No cud miód. Też go widziałam. Fajny był na prawdę. No i znów rozterka..zmarnować taką szansę? Wieczorem miałam wziąć zastrzyk z pregnylu więc zapakowaliśmy się z psem w auto, pojechaliśmy do parku i znów gadaliśmy i gadaliśmy. No i ustaliliśmy że decydować będzie los. Czyli wieczór na amorach. A wieczorem, w ostatniej chwili zmieniłam zdanie- kazałam mężowi uciekać. No i tak przetoczył się ciężki weekend i dotrwaliśmy do niedzieli wieczór. W niedzielę była owulacja, tak czułam. W niedzielę było też wino, po którym nas poniosło. No i w poniedziałek rano płacz, że plan był inny i co jak "wpadliśmy"? (mój płacz, mężowi tam to nie przeszkadzało). No i znów gadanie i gadanie, że będzie dobrze zarówno jak się stało jak i jeżeli się nie stało. Ok. Niech będzie. W sumie prawda.
Ale mam ostatnio strasznego doła. Nie mogę z niego wyjść. Nic mnie nie cieszy. Niczego nie planuję. Wszystkiego się boję. A moje kompleksy- przez ten pierd.... trądzik urosły do takiego rozmiaru, że zaczynają mi uniemożliwiać normalne funkcjonowanie. Nigdzie nie wychodzę, z nikim się nie spotykam, nikomu nie pokazuję. Mam tego już dosyć. Do tego wszystkiego złego co nas spotkało na prawdę musiało dołączyć jeszcze to? Na prawdę kur..??
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.