anemic Wielkie chcenie ... 24 maja 2016, 10:54

Wolny dzień. Muszę popracować nad projektem. Jakoś zawaliłam go przez 3 dni, a startuje 5.06
Czas goni. Jakoś ogarnąć się nie mogę. Godzina 10.00 ja siędzę w piżamie, zęby nie umyte, w chacie bałagan. A ja ovu się zajmuję.
Trochę wzięłam się za swój tłusty tył. Dzisiaj jak popracuję jadę na wycieczkę rowerową. Skoro w ciąży nie jestem to może chociaż zadbam o dupę.
Jakoś mijamy się D. Gadać nam się nie chce. Czasu wspólnie nie spędzamy. Chciałabym gdzieś pojechać, coś zrobić razem, ale wiecznie odpowiedź: "czasu nie mam, zmęczony jestesm". Zastanawiam się czy tak będzie wyglądać nasze życie ? Ale może jęczę.
Chwilowo unikam kontaktu z człekami. Drażnią mnie. Ciekawe czy ja tak samo ich drażnię :D
Dobra, ostatnie 20 min i biorę się do roboty.
O 18 przychodzą oglądać mieszkanie. A tu taki burdel. Może ja popracuję a to samo się zrobi.
Cycki bolą. Śluzu brak, temperatura spadła. Super. Ovu dzisiaj pokazał kiedy... MIAŁAM owulację. Dziękuję CI ovu. Czas współżycia dobry. Ale jakoś nie mam nadziei, że się udało.

8tydzien (7tyg i 5 dni)
Idziemy dzis do lekarza na 14:20 i zobaczymy kto zamieszkal w moim brzuszku? Z objaw ciazowych to na calego mnie mdli i podbija rano na glodny zoladek najczesciej. Dzis wymiotowalam o 4:30 rano! Juz nie mowiac o tym ze chodze do lazienki non stop na siku, 10 razy w nocy po kilka kropel! Piersi czasami obolale a czasami sa ok, ale ogolnie jestem bardzo zmeczona!

34 t. + 3 dni
Na ostatniej wizycie lekarz kazał więcej odpoczywać, powiedział, że to już nie czas na mycie okien i wycieczki. Brzuch się spina i twardnieje, ale najważniejsze, że szyjka zamknięta, więc o ile nie przykozaczę (oj, jak ciężko!) to za wcześnie raczej nie urodzę. Od początku ciąży przybyło mi 12 kg. W normie, ale czuję się ogromna i gruba... Ale nie będę narzekać, ten tłuszczyk widocznie dzieciaczkowi potrzebny.
Wojtuś ma się dobrze, na ostatnim USG (11. maja) pani doktor powiedziała, że absolutnie nic niepokojącego nie widzi. Klusek ważył 1987g, wszystkie narządy ok, jąderka są na swoim miejscu. Ma być takim idealnym średniaczkiem. :) Mnie się to bardzo podoba.
Na dworze coraz cieplej, niby jeszcze to nie są upały, ale ciężko znoszę pogodę. Jest mi baaaardzo gorąco i puchnę okropnie. Także ta końcówka ciąży to sporo dolegliwości, ale nie mogę narzekać, bo w sumie mały do tej pory dawał popalić raczej poniżej normy. :)
Torba dalej nie spakowana, ale zdążymy, staram się nie spinać. Łóżeczko dojedzie w tym tygodniu, wyprawka więc w sumie chyba już kompletna. Nie ma tego aż tak wiele, bo też starałam się ograniczać do minimum, najwyżej coś dokupimy.

38 dni.

MadzikForever Traktat o Robalach 24 maja 2016, 12:28

Mój poród:

O 3.45 nad ranem 18 maja odeszły mi wody. Mimo, że leżałam w łóżku, to było to dość obfite, a kiedy wstałam z łóżka, to już chyba można nazwać spektakularnym. Na tyle, że gdy z ciekawości zważyłam się koło 7, to waga wskazywała 2 kg mniej niż poprzedniego dnia. :) Zanim przyjęto mnie na oddział zużyłam całe opakowanie podkładów poporodowych, tak ze mnie ciekło. Nie wiem też, kto powiedział, że wody są bezwonne. Mają paskudny (jak dla mnie) słodkawy zapach. I są śliskie, nie jak zwykła woda, tylko bardzo rozwodniony żel. W każdym razie - skurcze były jakieś smboliczne, to chlup! do wanny i tak przeleżałam sobie ze dwie godzinki, potem się dopakowałam, zaczęliśmy się szykować. Parę minut po ósmej odprowadziliśmy córkę do przedszkola i pojechaliśmy do szpitala. Skurczy brak. W szpitalu natomiast brak miejsc, bo remont. No to chyc! do innego. Spoko, nie zrobiło to na mnie wrażenia. W poczekalni innego szpitala zaczęły się skurcze, niektóre nawet bolesne, ale jak już mnie przyjęli na oddział około 11, ustąpiły. (Nie było wcale tyle papierologii!! Może z 5 minut na to poświęciłam!) O 12, po omówieniu planu porodu (z którego NIC nie mogło zostać spełnione...) lekarz zbadał rozwarcie (1 palec - tyle samo, co miesiąc temu), zalecił podanie oksytocyny i antybiotyku, bo crp wyszło podwyższone, a od odejści wód minęło już trochę czasu. No, i było tak: długo, długo nic, a potem, jak mi walnęli maksymalną dwkę oksytocyny, to myślałam, że padnę. Ale tłumaczyłam sobie: spoko, to wszystko jest po coś. Choć na skurczu to właściwie wcale nie myślałam, a po jakimś czasie pomiędzy zaczęłam odpływać. I tak przez 2 godziny, od 19 do 21 miałam skurcze co 1,5-2 minuty. Tuż przed 21 przyszedł lekarz, stwierdził, że rozwarcie dalej na 1 palec, i że możnaby było próbować, gdyby nie to, że wody odeszły już tak dawno. Zgodziłam się na cc. Z bólu już tak mną telepało, że nie potrafiłam tego opanować, a anestezjolog ledwo się w ten mój kregosłup wkłuł. Chyba tylko dzięki pielęgniarce, ktora dosłownie uwiesiła mi się na karku, żeby mnie usztywnić. Samo cięcie było fajne, to szarpanie, o którym uprzedzono mnie, że będzie "nieprzyjemne", odczuwałam zupełnie inaczej, właściwie było to podobne uczucie, jakby fryzjer wyciągał mi włosy na szczotce. Po chwili wyciągnęli Tytusa, zapłakał od razu. Przez chwilę podali mi go do policzka, a potem zabrali do męża, który - oczywiście - cały czas był obecny, ale przed salą operacyjną musiał poczekać. Skończyli mnie zszywać i zawieźli na pooperacyjną, gdzie w ciągu pół godziny położna zapytała czy chcę karmić piersią i przystawiła mi go. Leżeliśmy razem całą noc, Tycio sobie podsysał i było super.

Poród oceniam jako bardzo dobry, mimo, że nic nie poszło zgodnie z moim planem. No, oprócz karmienia piersią, wsparcia męża (który pomiędzy skurczami sprawdzał, biedny, czy oddycham) i cudowności synka.

Ćwiczenia z aniballem nie poszły na marne - po pierwszym cc miałam problemy z nietrzymaniem moczu, a teraz wcale.

Tycio jest cudny. Je, śpi, robi kupę i bardzo szybko się zmienia. Codziennie widzę, że nauczył się czegoś nowego. Pierwszego dnia poorał sobie pazurkami całą buzię, bo zaciskał na niej paluszki. Drugiego dnia podrapał się, ale jak czuł, że dotyka oczka, to paluszków nie zaciskał. Trzeciego dnia już się nie drapał. Takie tam, jak się człowiek gapi na małego non stop, to zauważa takie rzeczy.

Basia jest wspaniałą starszą siostrą. Asystuje mi i opowiada wiersze Tytusowi.

Jest wspaniale.

efta historia jak ich wiele... 24 maja 2016, 13:15

Dopadło mnie dziś pierwsze załamanie. Dołek jakiś emocjonalny.Od rana chodzę i ryczę.
Nerwowo od rana u mnie w domu. Zauważyłam, że leki hormonalne nie pomagają mi w równowadze.
Pewnie częsciowo przez nie płaczę..
Bo w sumie powodu wielkiego nie mam. To czy pęcherzyk pękł okaże się jutro. Bo na 100% nie pękł po zastrzyku tak jak powinien ale może pękł przedwczoraj. A ja już na zapas się martwię. Kurczę nie sądziłam, że już w 3 cyklu zaczną się schody. Cieszyłam się , że ładnie reaguje na leki. Że jest owocniej niż jak się leczyłam starając się o Jaśka. A teraz i ta śluzówka macicy taka słaba i potrzebowałam na nią leków i teraz nie wiadomo czy ten nieszczęsny tak ciężko wyhodowany pęcherzyk pękł. ech
tylko powzdychać mi pozostało.

Jutro na pewno pójdę do ginekologa. Nie chce się łudzić cały ten okres do testu ciążowego. Ograniczać wysiłek fizyczny czy ograniczać się w ewentualnym wypiciu piwa do grilla. A poza tym musze wiedzieć co powiedzieć mojej ginekolog z kliniki, która zapyta czy była owulacja.

No i czekają mnie te drogie badania na krzepliwość krwi. Chyba o nich tu wcześniej nie pisałam. Myślałam, że szybko zajdę i nie bede musiała ich robić. Gin chce żebym robiła badania genetyczne, żeby sprawdzić czy nie mam problemów z krzepliwością, która ma wpływ na płodność. Niestety owe badania są drogie. Za zestaw, który mi zleciła zapłacę 950zł.
Mam zrobić:
subpopulacje limfocytów
białko C
białko S
homocysteina (HCY) w surowicy
detekcja mutacji leiden w genie proakceleryny - czynnik V
detekcja mutacji w genie MTHFR
detekcja mutacji G20210A w genie protrombiny - czynnik II

Oczywiście jak wczoraj spytałam ginekologa czy mógłby mi przepisać skierowanie na chociaż część z tych badań na nfz to oczywiście miło ale stanowczo odmówił, powiedział, że na takie badania mógłby dać skierowanie tylko hematolog, do którego czeka się w kolejce na nfz około roku. Dalej nie ciągnęłam tematu. Nie miało to sensu.
Z resztą na mojego miejscowego ginekologa nie mam co liczyć. Rok temu już mi odmówił jak spytałam się go czy pociągnie moje leczenie. Zapytałam wprost, że sokor wiem jakie leki na stymulację na mnie działają itd. czy podejmie się tego. Powiedział, że nie, bo on nie może na nfz takich leków przepisywać, bo potem się bedzie musiał tłumaczyć, bo on jest lekarz położnik a nie lekarz leczenia niepłodności. Jego obowiązują ustawy i przepisy. Bo najlepiej umyć ręce i niech kobieta się sama leczy za własne pieniądze...

Pisząc to wszystko to chyba dochodzę do wniosku, że też pieniądze mają duży wpływ na to moje dzisiejsze samopoczucie,
Ta nieszczęsna bezsilność
Nie jesteśmy bogaci, tylko mąż zarabia wiec liczymy się z każą wydaną kwotą. A tu takie wydatki tylko na leczenie. Ile już możnaby było kupić dla dziecka wyprawek, wózków i innych zabawek za te pieniądze co wydaliśmy na leczenie, to tylko my wiemy....

I nie zrozumie togo wszystkiego (Tej bezsilności, zawodu i wielkiego pragnienia), ktoś kto ma dzieci ot tak, bez wysiłku. Ktoś kto postanowi , że powieksza rodzinę i zachodzi w ciąże w pierwszych kilku cyklach (bądz od razu). .........

Maduszek Blastusiowy Pamiętnik 24 maja 2016, 23:18

No to zaczynamy schizowanie ;)
Tak żeby mieć pod ręką:
1dpt Blastocysta wychodzi z otoczki
2dpt Blastocysta zaczyna wczepiać się w ściany endometrium
3dpt Proces implantacji sie rozpoczyna, blastocysta zaczyna „zakopywac” sie w endometrium
4dpt Proces implantacji jest kontynuowany gdy zarodek wnika głębiej w endometrium
5dpt Zarodek jest już zaimplementowany
6dpt…Zaczyna być produkowane HCG
9dpt…HCG jest na tyle dużo, że można spokojnie zrobić sikacza....

dzień 1szy zaliczony...

30 tydzień ciąży
Do terminu z OM 76 dni
Do terminu z Usg 66 dni
73%

Kaszel przeszedł także w tej kwestii jest o niebo lepiej. Niestety pojawił się uciążliwy ból miednicy, ciężko mi się ruszać, łażę jak kaczka a czuje się jak przysłowiowy waleń wyrzucony na brzeg :P
Po wizycie ok, szyjka się ładnie trzyma. Na następnej wizycie usg trzeciego trymestru. To będzie już końcówka 34 tygodnia :)
Powoli zaczynam myśleć o wyprawce i torbach do szpitala. W czerwcu mam zamiar już wszystko skompletować. Na tą chwilę zamówiłam materiały i będę szyć :) Dla córki bawełnianą narzutę w motylki a dla dzidzi nr 2 komplecik do wózka z minky w odcieniach zieleni bo dalej nie wiemy kto mieszka w brzuszku więc kolor musi być neutralny :)

Waga +7,9 kg

1 Był pewien człowiek w Ramataim, Sufita z górskiej okolicy Efraima, imieniem Elkana, syn Jerochama, syna Elihu1, syna Tochu, syna Sufa Efratyty. 2 Miał on dwie żony: jednej było na imię Anna, a drugiej Peninna. Peninna miała dzieci, natomiast Anna ich nie miała. 3 Corocznie człowiek ten udawał się z miasta swego do Szilo, aby oddać pokłon i złożyć ofiarę dla Pana Zastępów. Byli tam dwaj synowie Helego2: Chofni i Pinchas - kapłani Pana.
4 Pewnego dnia Elkana składał ofiarę. Dał wtedy żonie swej Peninnie, wszystkim jej synom i córkom po części ze składanej ofiary. 5 Również Annie dał część, lecz podwójną, gdyż Annę bardzo miłował, mimo że Pan zamknął jej łono. 6 Jej współzawodniczka przymnażała jej smutku, aby ją rozjątrzyć z tego powodu, że Pan zamknął jej łono. 7 I tak się działo przez wiele lat. Ile razy szła do świątyni Pana, [tamta] dokuczała jej w ten sposób. Anna więc płakała i nie jadła. 8 I rzekł do niej jej mąż, Elkana: «Anno, czemu płaczesz? Dlaczego nie jesz? Czemu się twoje serce smuci? Czyż ja nie znaczę dla ciebie więcej niż dziesięciu synów?» 9 Gdy w Szilo skończono jeść i pić, Anna wstała. A kapłan Heli siedział na krześle przed bramą przybytku Pańskiego. 10 Ona zaś smutna na duszy zanosiła do Pana modlitwy i płakała nieutulona. 11 Uczyniła również obietnicę, mówiąc: «Panie Zastępów! Jeżeli łaskawie wejrzysz na poniżenie służebnicy twojej i wspomnisz na mnie, i nie zapomnisz służebnicy twojej, i dasz mi potomka płci męskiej, wtedy oddam go Panu po wszystkie dni jego życia, a brzytwa nie dotknie jego głowy»3.
12 Gdy tak żarliwie się modliła przed obliczem Pana, Heli przyglądał się jej ustom. 13 Anna zaś mówiła tylko w głębi swego serca, poruszała wargami, lecz głosu nie było słychać. Heli sądził, że była pijana4. 14 Heli odezwał się do niej: «Dokąd będziesz pijana? Wytrzeźwiej od wina!» 15 Anna odrzekła: «Nie, panie mój. Jestem nieszczęśliwą kobietą, a nie upiłam się winem ani sycerą. Wylałam tylko duszę moją przed Panem. 16 Nie uważaj swej służebnicy za córkę Beliala, gdyż z nadmiaru zmartwienia i boleści duszy mówiłam cały czas». 17 Heli odpowiedział: «Idź w pokoju, a Bóg Izraela niech spełni prośbę, jaką do Niego zaniosłaś».
18 Odpowiedziała: «Obyś darzył życzliwością twoją służebnicę!» I poszła sobie ta kobieta: jadła i nie miała już twarzy tak [smutnej] jak przedtem.
19 Wstali o zaraniu i oddawszy pokłon Panu, wrócili i udali się do domu swego w Rama. Elkana zbliżył się do swojej żony, Anny, a Pan wspomniał na nią. 20 Anna poczęła i po upływie dni urodziła syna i nazwała go imieniem Samuel, ponieważ [powiedziała]: Uprosiłam go u Pana5.

I Księga Samuela 1,1-18

W tym cyklu powrót do ziół ojca Sroki i próba z Dongiem. Ubichinol już wyruszył w drogę do mojego paczkomatu ;-) Dzisiaj monitoring, choć bez względu na wszystko cykl spisany na straty, bo małż w dniach potencjalnej owulacji w podróży.

Nie zrobię tego AMH. No jeszcze nie. Muszę dojrzeć.

Marta1982 Zwatpienie i nadzieja 24 maja 2016, 15:59

4+5
Jestem w ciazy. Musze to napisac, bo inaczej nie potrafie tego jeszcze sobie zwizualizowac. Nie dociera do mnie, ze nie dalej jak 10 dni temu wylam w poduszke, zadreczajac sie wlasna wadliwoscia i faktem, ze byc moze nigdy juz nie zobacze dwoch kresek na tescie. Nie bylam w stanie pracowac, lzy naplywaly mi do czu w najmniej odpowiednich momentach, a piosenka, ktora walkowalam do upadlego w maju 2015, gdy lezalam plackiem z zagrozeniem poronieniem, powodowala totalny scisk w gardle.
Balam sie, potwornie sie balam. Balam sie koniecznosci konfrontacji z sama soba, z M., z naszymi slabosciami. Balam sie procedur medycznych, balam sie porazek i wielkiej niewiadomej.
Dzis tez sie boje, i to wcale nie mniej. Boje sie, ze ten sen sie skonczy, boje sie, ze znow okaze sie, ze to nie tym razem. Boje sie tego, co nas czeka, boje sie porazki.
W dalszym ciagu nie jestem w stanie pracowac, lzy ponownie naplywaja mi do oczu, a emocje sciskaja gardlo.
Niby nic sie nie zmienilo, a jednak zmienilo sie tak wiele. Beznadzieja przeksztalcila sie w nadzieje. I niech juz tak zostanie.

4 dc

@ się skończyła, jestem w szoku, że tak krótko. Zazwyczaj miałam okres przez tydzień i bardzo obfity. Podpaska + tampon super i czasem i tak przesiakalo. A teraz jakiś taki skąpy.
A poza tym jest ok. Samopoczucie w porządku. Czekam na czwartkowy wyjazd :-D

Mimi86 No więc ivf 24 maja 2016, 16:47

Rozmawiałam dziś z embriologiem :)
Na chwilę obecną mamy 6 ładnie zapłodnionych komorek :) jutro mają dzwonić żeby powiedzieć mi jak się dzielą.
a tych 5 nadprogramowych komórek nie mam jednak zamrożonych, bo 2 z nich były zdegradowane, jedna miała dużą ziarnistość i zostały 2 a wiadomo 2 to mi sie nie opłacało zamrażać.

Czuję się tak dobrze, że aż się dziś zastanawiałam czy ja miałam wczoraj punkcje, no szok nie ma porównania do grudniowej punkcji, nawet nie plamie, nic kompletnie mnie nie boli, az mi żal że tego transferu nie mam :(

Dziś dostałam pierwszą dawkę chemii, no mówiąc ściślej to (jeszcze) nie chemia a MabThera. Kuracja miała trwać miesiąc ale już wiem że będzie rozwleczona na 4 miesiące a jak nie pomoże to kolejne dwa, a dalej to już chemia właściwa, czyli bye bye włosy i takie tam.... wierze że do tego etapu nie dotrę.

Powyższe oczywiście odkłada nasze plany prokreacyjne ad acta na nie wiadomo kiedy😦😭😠😥😡😢 a tak bardzo bym chciała że nasza Calineczka miała rodzeństwo, by nie była sama na świecie 🙏, bo jednak inni członkowie naszej rodziny nie istnieją praktycznie w naszym życiu, a to życie też tak się poukładało, że i przyjaciół w pobliżu brak 😑😒

Miałam zakończyć oczywiście kp przed leczeniem, dostałam na to dwa miesiące, ale nie dało rady😑 każda próba odstawienia kończy się wrzaskiem, łzami jak grochy, znoszeniem się płaczem do utraty tchu...więc ugryźlismy temat z drugiej strony. Głęboki research w internetowych po wszelkich dostępnych badaniach naukowych, konsultacja laktofarmacutką i z dr farmacji zajmującą się kwestią wpływu leków na kp i ciążę. Zrobiliśmy co w naszej mocy i ogólnie z każdego źródła wyszło very low risk. Można karmić. Kamień a serca. Ale mimo to mamy pewne obawy bo jednak badania w tej materii, czyli o wpływie MabThery, a raczej Rytuksymabu na kp są dość skąpe.

Zatem nieustannie próbujemy zniechęcać Marysię od cyca. Cos tam do niej dociera, bo jak byłam ostatnio z nią w przychodni i jakaś pani powiedziała, że jest dużą dziewczynką, to skwapliwie potwierdziła, że 'Marysia jest duzia i nie jej cyca'😅🙈 Co nie przeszkodziło jej rzucić się na mnie w mieszkaniu, podciągnąć bluzkę i jeść cyca 🙃 Generalnie częściej osiągamy skutek odwrotny, bo to już jest istota na etapie homo sapiens i łączy fakty, a w konsekwencji odkąd poczuła zagrożenie cyca to stała się cycoholiczką level hard 🙈 Dzisiaj jak wróciłam ze szpitala to dwa razy mnie dorwała z wrzaskiem 'daj mama cyca Marysiiiii'🤭🙈 ustąpiłam bo very low risk, ale to były krótkie sesję tak tylko dla formalności bo jednak jakiś tam "risk" w głowie siedzi. Aha i posmarowałam piersi cytryną.... zaczęła chichotać i piła dalej 🙈
Ale na wieczór uśpił ją mąż....drugi raz w jej życiu. Jednak w nocy pewnie wezmę ją ja. Będziemy ograniczać w miarę możliwości.
Chyba jestem już gotowa na odstawienie. Za pierwszym razem, czyli jakieś 2-3 tyg. temu siedziałam w pokoiku Marysi i ryczałam jak mąż ją usypiał. Dzisiaj mnie to już nie ruszyło i weszłam sobie popisać na Ovu. Ale wiem że Malutka jeszcze nie jest gotowa na rozwód z cycem. Nie wiem jak to ugryźć. Będziemy próbować dalej 🧐

Kolejna dawka MabThery za miesiąc.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2022, 20:41

Renia7910 Jak walka z wiatrakami... 24 maja 2016, 17:28

2 dzień z Clo, jest OK. Mdłości nie zaskakują, uderzenia gorąca już godzinę po przyjęciu tabletki też już nie są niczym dziwnym. Jednak lepszy wróg oswojony...
Wczoraj po raz pierwszy miałam uderzenie radości że to już, za niewiele ponad tydzień będziemy mieć IUI. W pracy robię wszystko żeby nie zostawić zaległości, coś mi się wydaje że wezmę urlop na dzień zabiegu. A później zobaczymy. Nie wyobrażam sobie przyszłości, ciąży, testu ciążowego, zabiegu itd. Ale łapię się na przeglądaniu garderoby, szukam większych bluzek. Co w sumie przy mojej obecnej masie wcale nie jest takie proste, znaleźć w szafie coś co jest luźne ;)

anemic Wielkie chcenie ... 24 maja 2016, 23:46

Zdecydowaliśmy dzisiaj, ze zmienimy klinikę leczenia niepłodności. Mam wrażenie, ze ta w Ostrawie ma nas w dupie. Lekarz w zasadzie nie wiele mówi. Nie interpretuje wyników badan. Nie zleca żadnych dodatkowych. Nie zleca stymulacji przed inseminacją. W trakcie inseminacji..odebrał telefon...bo ważny. Czujemy, ze to nie spełnia naszych oczekiwań. Jeszcze powiedzial ze będziemy miec inseminacje tak dlugo jak będziemy chcieli. Ale on 3,zaleca. Moze on sila pod in vitro nas popycha. Nie miala np. Badania rezerwy jajników. Miałyście to przed insem? Może moglibyście powiedzie jak wyglądały wasze inseminację? Klinikę w Ostrawie polecił moj gin. Ale moze kase napędza...Wiec zdecydowaliśmy sie na klinikę niedaleko nas. Jedna z najlepszych w Polsce. Podobno. Kurczę a może przesadzam?

2 trymestr
21 tydzień ciąży
20t2d

wtorek

USG połówkowe NFZ

Prawdopodobnie będziemy mieli synka! Prawdopodobnie, bo dokładnie nie było widać, ale jakiś tam pałączek między nogami był. Lekarz powiedział, że stawia na chłopca, ale na 100% nie jest pewny. A że ja jestem zwykle bardzo powściągliwa z emocjami (tzn. muszę wiedzieć na 100%), to na razie się tym nie ekscytuję, bo może się okazać dziewuszka. I też bym się bardzo cieszyła, tylko chodzi o nastawianie się, więc raczej się mało nastawiam na płeć. Co ma być to będzie.

Co najważniejsze to nasz cudaczek jest zdrowy. Struktury śródczaszkowe i twarzoczaszka prawidłowe, ciągłość kręgosłupa zachowana. Obraz 4 jam serca prawidłowy (SERDUSZKO ZDROWE!). Nerki, żołądek, pęcherz moczowy o prawidłowym obrazie. Ciągłość przepony i przedniej ściany brzucha zachowana. Kończyny płodu widoczne, prawidłowe. :D :D :D Dzidziuś waży 384g i według usg jestem już w 21t1d (czyli jest duży), a nowy termin porodu przesunął mi się znów bliżej września i dziś wypada na 3 października (wg OM mam na 13.10, a według poprzedniego usg na 8.10).

Zmęczona upałem.
I teraz mam zagwostkę, czy iść na usg połówkowe za tydzień prywatnie (3 i 4d z nagrywaną płytką)... Chęć mam, ale 300 zł to dość sporo.

Oprócz tego mamy jeszcze echo serca płodu 7.06. na NFZ, ale już jestem o serduszko spokojniejsza, bo na dzisiejszym usg wszystko wyszło wzorowo. :D

sylvucha MALENKIE MARZENIE 24 maja 2016, 20:27

Witajcie dziewczynki

18cs z OF, 13dc

Plasterki znikają jeden za drugim. Oby męka m. nie poszła na darmo! Następny test nasienia chyba dopiero w okolicy sierpnia. Najtańszym badaniem nie jest, a przecież w międzyczasie trzeba jeszcze uzbierać pieniądze na inseminację, dodatkowe wizyty, leki...

Wczoraj zrobiłam większość zleconych w klinice badań z krwi, wymaganych przed inseminacją. Okazało się, iż prawie wszystkie mam w pakiecie (hurra!). Dzisiaj przyszły wyniki wszystkich poza trzema. Okazało się, że tak jak wiele dziewczyn, również ja sama przechodziłam kiedyś Cytomegalię, mimo iż nie miałam dotąd pojęcia o istnieniu takiej choroby. Ponoć 80% procent kobiet w wieku rozrodczym widzi na swoim wyniku dodatnie IgG, więc się uspokoiłam:) Najważniejsze, że nie pokazało IgM, które świadczyłoby o walce organizmu z chorobą i wtedy mogłoby zagrozić ewentualnemu płodowi. Mój organizm zdołał wykształcić armię, która przynajmniej w teorii powstrzyma wroga, gdyby znowu (tfu tfu tfu!) chciał się do mnie zbliżyć:)
Jutro jedziemy z m. dorobić resztę badań z krwi. Gdy się z nimi uporamy, zostanie jeszcze tylko znalezienie miejsca, gdzie zrobią mi badanie na chlamydię trach. metodą PCR. Miałam robione już inną metodą bodajże rok temu i nic nie wykryły, dlaczego więc upierają się do powtarzania metodą PCR?:/ Nie mam siły zagłębiać się w szczegóły - posłusznie wyciągnę portfel, wyłożę kolejne prawie 2 stówki i zrobię... Przeklęte procedury.
Na 3 czerwca jesteśmy umówieni w klinice na wizytę. Omówimy wtedy przygotowania do zabiegu i ponoć dostanę rozpiskę leków stymulujących, które mam zażywać. Jeśli wszystko dobrze pójdzie to w połowie czerwca powinnam mieć pierwszy zabieg inseminacji:) Oby się udało za pierwszym razem... Wczoraj przypadkiem dowiedziałam się, że partnerka szwagra znowu jest w ciąży... Jakbym oberwała obuchem w łeb:( Przecież oni nie chcieli dzieci! Pierwsze było wpadką... W dodatku nie mają czasu i pieniędzy na pełną opiekę nad tym jednym, a tu już tak szybko kolejne?:( Ona znowu będzie się prężyć przy nas i pokazywać przed teściami, że jest w czymś lepsza... a ja będę się dołować, że zawiodłam:( Jakie to życie jest okrutne:(

Z dobrych wieści mogę się jedynie pochwalić, iż dzisiaj na USG zobaczyłam piękny, duży pęcherzyk 18,9mm! Nareszcie fabryka wzięła się do roboty!:) Ovu spodziewana jest lada dzień, ciekawe czy test coś dzisiaj pokaże?

Edit: Test owulacyjny pokazał kreskę testową PRAWIE tak samo ciemną jak kontrolna!! Jest zatem zbieżny z tym co pokazało USG!:) Nie zaznaczam jeszcze +, bo przecież ma być tak samo ciemna lub ciemniejsza. Tak czy siak bardzo się cieszę, bo dawno już nie widziałam na testach kreski innej niż naprawdę blado różowa i powoli zaczynałam myśleć, że kupiłam jakieś wadliwe albo ze mną jest coś nie tak...


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 maja 2016, 21:11

sylvucha MALENKIE MARZENIE 24 maja 2016, 20:47

Kurcze wrrr zawsze jak sie rozpisze to wstawie gdzieś buzke z przyzwyczajenia a bellybestfriend ich nie "czyta" wrrr i jak juz zrobie wyslij to cala wiadomosc ktora byla bo buzce sie kasuje wrrr
Ok jeszcze raz

Witajcie dziewczyny mamuśki fasolek
Chwile mnie tu nie bylo ale juz pisze i nadrabiam :)
Czuje sie dobrze . Brzusio od czasu do czasu pobolewa ale tak delikatnie 2 razy mialam ytuacje ze wzielam nospe... alw juz jest ok .
Biust raz pobolewa raz nie w sumie to tylko dziwne uczucie w sutkach raz jeden raz drugi ha ha na raty rosną.
Wydaje mi sie ze sa dni kiedy mocniej czuje " objawy ciazy " a raz ze zanikaja... czy Wy tez tak macie? Jeszcze zatwardzenie jesli mozna nazwac to objawem :p
zapomnialam dodac ze w 6 tyg zaczelam czuc poranne mdłości ale takie delikatne haha to dorze ze mi niedobrze :)
W 5tc usg dzidzius zbyt maly jeszcze by mozna go dostrzec. HCG 1szy - 3222 2gi - 7423 -> rosnie prawidłowo :). 1go czerwca ide na usg obym zobaczyla serduszko to bedzie skonczony 7 tydz. (7t0d)
Pozdrawiam serdecznie

Zostało ustalone, że zwariowałam, jestem nadpobudliwa, egoistyczna, pielęgnuję ból, którego w ogóle nie powinnam czuć! Ok jestem smutna, płaczliwa, nerwowa, wkurzam się na głupie gadanie ludzi, wybucham, gdy ktoś przesadzi. Ale czy nie mam do tego prawa? Otóż okazuje się, że nie mam.

Gdy dostaję informację od lekarza, że serduszko zwalnia...
Mama: wszystko jest dobrze, a Ty wierzysz w głupoty i robisz niepotrzebnie dramat.
Siostra: jest serce, jest zdrowe dziecko, nie wymyślaj problemu tam gdzie go nie ma.
Słyszę najgorszą diagnozę...
Mama: ale chociaż zachodzisz w ciążę więc nie jest tak źle jak to przedstawiasz. Kowalska poroniła, a ma dwoje dzieci.
Siostra: przecież nie musisz rodzić swojego dziecka, zaadoptuj.
W trakcie poronienia, msza w kaplicy szpitalnej...
Ksiądz: apostoł był tak bardzo niegodzien pełnienia służby Jezusowi, że został porównany do nienarodzonego, poronionego dziecka. Jest ono tak bardzo niegodne, ponieważ nie zasłużyło na powołanie do życia 😯😡
Po poronieniu...
Mama: pewnie coś dzwignęłaś i tak się stało.
Siostra: weź się w garść.
Kolega: nie tylko Ty masz problemy, ja mam ciężki oddech po covidzie.
Koleżanka: życie toczy się dalej, nie możesz tak przeżywać.
Koleżanka z pracy: wracaj do roboty, to zapomnisz o płaczu, nerwach i innych głupotach.
Ubezpieczyciel: utrata ciąży nie jest życiową szkodą.

Czy naprawdę zwariowałam, że się wściekam?! Obecnie z nikim nie rozmawiam i mówię wprost żeby do mnie nie dzwonili, bo nie pomaga mi to. Także dodatkowo jestem zarozumiała i zatracam się w cierpieniu, bo tak jest łatwiej i wzbudza to litość innych. A ja się zastanawiam jak do cholery mam rozmawiać z ludźmi żeby ich zadowolić w obecnej sytuacji? Zastanawiam się kiedy jest ten moment, w którym mam prawo przeżywać stratę? Czy gdybym urodziła i straciła maluszki? Dopiero wtedy miałabym podstawy do płaczu? Kto wyznacza granicę kiedy można cierpieć? Zrobiłam się aspołeczna i bardzo mi z tym dobrze. I zamierzam taka być. Nie będę uszczęśliwiać ludzi udając, że dobrze się czuję kiedy czuję się fatalnie. Mam strasznego wkurwa! Ale to takiego, że jeszcze pół słowa i będę wszczynać awantury. Każdy mi mówi co mam robić, jak się czuć i jak się nie czuć. A już na pewno nie rozpaczać! Bo niby jakim prawem, z jakiego powodu?! No żesz jasna cholera!!!!! Dlaczego ludzie po prostu się nie odpieprzą?!


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego 2022, 21:19

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)