Dzisiaj przez ułamek sekundy byłam pewna, ze widzę na tascir drugą kreskę. Serce walilo mi jak młotem, zakrecilo mi się w głowie, a kolana ugiely.
Złudzenie minęło tak szybko jak się pojawiło.
Teraz jednak wiem, że nie zmartwialam. Wiem, ze jest o co walczyć.

1 tydzień 4 dzień życia mojego dziecka
Poród zaczął się niespodziewanie. Cc miałam zaplanowaną na wtorek. W sobotę wybraliśmy się z mężem na miasto, na pizze i lody. Spędziliśmy miło dzień. Popołudniu miałam już delikatne skurcze, ale nieregularne i mało bolesne. O 23 położyliśmy się spać, jeszcze przed snem mówiłam mężowi, że zaczyna bolec mnie brzuch. Mąż zasnął odrazu, a mnie zaczęły męczyć skurcze. Zaczęłam odmierzać je na zegarku, były co 15, 10, 12 minut, w ogóle nie było regularności. Wiec myślałam, że zaraz mi przejdzie, próbowałam zasnąć. O 24 zaczęły bóle się nasilać, a ja zaczęłam chodzić po domu, bo już w łózku nie mogłam wytrzymać. Około 1 w nocy dostałam biegunki, a bóle były dość silne i zginałam się w pół. Obudziłam męża i mówię do niego: "Chyba rodzę", mąż momentalnie się obudził, przestraszony i mówi do mnie: "To szybko ubieraj się". A ja spokojnie mówię do niego: "Spokojnie, wykąpie się jeszcze". Ale po minucie dostałam już takich bóli, że krzyczałam z bólu. Szybko się ubrałam, spakowałam kosmetyczkę i ruszyliśmy do szpitala. W samochodzie krzyczałam z bólu. Gdy dotarliśmy na Izbę Przyjęć, to strasznie się darłam. Miałam już rozwarcie 7 cm. Cały czas krzyczałam, że nie urodzę naturalnie i chce cc. Więc zaczęły się przygotowania do cc, które wydawały mi się wiecznością. W międzyczasie rozwarcie zrobiło się na 8 cm, a ból był niemiłosierny, a bóle krzyżowe są najgorszym bólem jakim dotychczas czułam. W ciągu godziny byłam przygotowana do cc. Dostałam zastrzyk w kręgosłup. Gdy chciano mi rozcinać brzuch to krzyczałam, że czuje jeszcze nogi itp. Dostałam "głupiego jasia". Czułam szarpanie w brzuchu, a potem krzyk Lilci. Byłam taka szczęśliwa. Patrzyłam jak ją ważą i odpłynęłam, obudziłam się jak wywożono mnie na salę pooperacyjną. Zapytałam tylko męża czy ją widział. Powiedział: "Piękna jest, podobna do mnie".
Podziwiam wszystkie kobiety, które przeżyły naturalny poród. Najbardziej na świecie bałam się naturalnego porodu i prawie tak urodziłam- chyba będę mieć traumę do końca życia. Dziewczyny szacun!!!
9dc
Zaledwie wczoraj rozpoczelam picie Inofemu a juz czuje zmiany. Od czasu do czasu czuje prace jajnikow. Mam rowniez sporo lepkiego sluzu. No dzialaj, dzialaj cudowny proszku. Jestem milo zaskoczona przyjemnym cytrynowym smakiem. Po Inofolicu ten wydaje sie pyszny;-)
Musze w koncu zmienic ten cholerny roz na fiolet. U mnie w pracy kolejna ciaza oraz mam podejrzenie tez co do nastepnej zaciazonej. A ja? Bylam pierwsza w ciazy... Mialam nadzieje, ze kolejny raz szybko zaciaze. A tu wielkie rozczarowanie. Z kazda nowa wiadomoscia o ciazy zamykam sie w sobie coraz bardziej. Tak bardzo wierze, ze wowczas bede naprawde szczesliwa. Ale czy na pewno, sama nie wiem. Obecnie szczesliwa nie jestem. Nie tu gdzie jestem.
26+6
Nie wiedziałam, że załatwienie sobie położnej do porodu może być takie trudne. W sensie wiedziałam, że już najwyższa pora się za to zabrać ale żeby już było tak ciężko? Przecież to jeszcze 3 miesiące! W każdym razie udało się i to nawet umówiłam się z poleconą mi przez znajomych położną. Teraz pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że jak zacznę rodzić to po pierwsze w szpitalu będzie wolne miejsce (padło w końcu na św. Zofię), a po drugie zdążę urodzić przed urlopem mojej położnej (termin mam na 2 września a ona od 8 września jest na urlopie :p).
A wybór między Kielcami i Warszawą był trudny. W Kielcach teściowa pracuje w szpitalu i tam na pewno by mi załatwiła najlepszą możliwą opiekę. Ale z drugiej strony nie wrócimy od razu po porodzie do Warszawy bo to jest jednak 180km. A zostając w Kielcach musielibyśmy zatrzymać się u teściów w pokoju na piętrze. Przeraża mnie myśl łażenia po schodach we wczesnym połogu kilka razu dziennie (na górze nie ma łazienki) i noszenie po schodach Małego. Tu w Warszawie wszystko mamy na jednym poziomie a do łazienki z sypialni mam dosłownie dwa kroki. I jednak wygoda wygrała. A postaram się na dwa tygodnie po porodzie ściągnąć do siebie do pomocy mamę 
Zapisałam się też do szkoły rodzenia i zaczynam zajęcia 13 lipca
Już nie mogę się doczekać, bo na pewno będzie ciekawie 
Zostały też tylko dwa tygodnie w pracy i urlop! Wreszcie wolne! Wreszcie sobie odpocznę! Już tak bardzo tego potrzebuję. Strasznie się już męczę w tych upałach a to przecież dopiero początek lata. Nie wiem jak ja dotrwam do września, ale trzeba będzie 
Dziś wizyta u ginki na 17. Najprawdopodobniej bez usg, tylko z ostatnimi wynikami. Wygrałam też z glukozą, ale na szczęście mogłam sobie do niej wcisnąć cytrynkę
I z tego co wyczytałam, wszystko jest ok, więc nie muszę iść na dietę.
No i wezmę od ginki od razu papier, że mogę uczestniczyć w szkole rodzenia.
Zdecydowaliśmy się też na zmianę samochodu. Musimy pozbyć się naszego staruszka i kupić coś większego. Wybór padł na Peugeota 508 w wersji kombi. W zasadzie już nawet zdecydowaliśmy się na konkretny egzemplarz. Musimy tylko umówić się na przegląd do serwisu i jeśli wszystko będzie w porządku, to bierzemy 
Jeszcze 3 miesiące... Niby tak długo a już tak blisko 
A tak się prezentujemy pod koniec 2 trymestru 

I takie porównanie 10tc i 27tc 

Wiadomość wyedytowana przez autora 2 czerwca 2016, 13:35
Odebrałam wyniki
FSH 13,2
LH 5,03
Estradiol 62,1
TSH 1,97
Wyniki zrobione w 2 dniu cyklu. Niepokoi mnie podwyższone FSH:(
Pogodziłam się z myślą że być może nigdy nie będę miała dzieci i opuściłam. Nie poszłam już do żadnego lekarza i nie pójdę, odwołałam wszelkie badania i moje i narzeczonego i odstawiłam wszelkiego rodzaju witaminy i nic nie chce wiedzieć im więcej wiem tym bardziej nieszczęśliwa jestem...
Pewnych rzeczy nie wymusimy na siłę i nie zaplanujemy i chodź staniemy na rzęsach możemy nawet nie drasnąć opuszkami palców niektórych marzeń bo nie od nas to zależy... wole zdać się na swój los i świat, co mi pisane i tak się stanie... niech więc będzie co ma być...
28 dzień życia Kornelki
Kończymy dziś miesiąc!! Kiedy to zleciało? Wydaje mi się jakbym wczoraj jechała na porodówkę, a tymczasem jesteśmy razem już od miesiąca! Strasznie szybko ten czas leci! Taka już jestem duża dziewczynka! Wyrastam z pierwszych ubranek. Zanim się obejrzymy pójdzie do przedszkola, potem liceum... 
Chciałam napisać coś więcej, ale moja Rybka się obudziła...
Dawno tu nie zaglądałam, ale mam chwilkę dla siebie co jest bardzo rzadkie. Korzystam więc.
Wujek zmarł rano 17 maja w tym okropnym szpitalu. Tyle było dni przed nim, gorszych czy lepszych nieważne. Ważne, że mógł je spędzić z bliskimi. Totalnie się po tym rozkleiłam. W czwartek odbył się pogrzeb. Cały dzień nie mogłam wrócić do siebie. Myślałam o nim i płakałam. Rzadko Go widywałam, ale lubiłam Go. Najbardziej było mi szkoda Jego rodziny i mojej mamy - Jego siostry. Jak wróciłam z pogrzebu już nie byłam zła na męża (po moim powrocie bardzo się kłóciliśmy). Byłam smutna, zrezygnowana i pragnęłam tylko być z Nim i moją córeczką. Życie tak szybko nam ucieka, a my Go tak marnujemy ech.
Teraz pozytywy. We wtorek 31 maja byłam na wizycie u ginekologa. Byłam pewna że na obrazie z usg ujrzymy torbiel lub torbiele z niepękniętych pęcherzyku, jak to bywa przy LUF. Jeszcze zanim się położyłam, mówiłam lekarzowi jak bardzo kłują mnie jajniki i że mam tego dość. A tu niespodzianka - endometrium grube, jajniki czyste bez oznak torbieli
Jako że był to mój 19dc nie było widać płynu w zatoce Douglasa. Wychodzi na to, że albo owulacja była i płyn zdążył się wchłonąć albo jej nie było bo nie miałam żadnych nadających się pęcherzyków. Hm, ale... temp mi wzrosła. Zrobiła takie schodki a teraz wisi na poziomie 37 lub więcej. Po wizycie zbadałam progesteron to był dość niski bo ponad 13 (normy do 25). Na wszelki wypadek zaczęłam brać duphaston. Dziś czuję sie tragicznie. Od nocy męczą mnie mdłości. Czyżby od leku?
Możliwe, że stres i ciągłe myślenie o jajeczkach, ich wielkości, ciągłe jazdy na usg zblokowały mnie. Możliwe, że jak odpuściłam na czas brania szczepionki, owulacja była... Na dodatek kochaliśmy się z mężem w okolicach domniemanej owulacji jakby nigdy nic. Stwierdziłam, że i tak jestem bezpłodna. No, ale co jeśli owu była i ... ach boję się o tym pisać i myśleć. Nadal biorę szczepionkę, ale boję się, że może zaszkodzić... wiecie komu. Kiedy testować? Boję się...
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 czerwca 2016, 16:54
13dc
Celujemy w lewy jajnik, pęcherzyk 15mm, słabo coś rośnie
Na prawym 17,2 mm ale za to nierówny, lekarz by go nie ruszał
Rano pobranie krwi na morfologię, coś tam zakrzepowego i elektrolity. Za poranek bez zwyczajowej kawy place teraz migreną, zaraz zwymiotuję...
IUI w poniedziałek, jeszcze 4 dni. Jutro byłoby za wcześnie. Ale w poniedziałek może być za późno
w sobotę mają wyjątkowo nieczynne. Nie chce się nakręcać, może uda się w poniedziałek. Jeśli nie - jesteśmy kolejny miesiąc i ok 2 tys w plecy. Nie, nie będę się denerwować...
W poniedziałek mam najpierw udać się na usg zanim mąż odda nasienie, aby mieć pewność że nie jest za późno. W pracy wzięłam urlop, nie chcę się stresować czy zdążę na zebranie czy nie.
Umieram na ból głowy...
O dziś zaczynam niemyślenie o in vitro. Słabo to pewnie wyjdzie, ale będę się starać. Słabo też będą wyglądać moje wpisy tu. Generalnie założenie jest takie, że mam się zamiar dobrze bawić od dziś do połowy września.
Zaliczyłam w ostatni weekend spontaniczny wyjazd nad zalew. Znajomi mają tam domek, więc baza zapewniona. Było już pierwsze kąpanie w jeziorku, a jakże. Woda nawet ciepła, ale tylko wieczorem, po całym dniu ze słońcem. Było super, jezioro, grill, sporo alkoholu (to akurat nie do końca mój klimat, ale dla towarzystwa...), ale po powrocie spotkała mnie niemiła niespodzianka. Mój kochany mąż całą drogę powrotną gadał o kleszczach i co, miałam jednego na plecach. Mąż po raz pierwszy w życiu widział kleszcza. Tak się przestraszył, że szok. Powiedział, że on myślał, że kleszcze wczepiają się nogami w skórę... Ręce mi opadły. Ponieważ ja sama nie dałabym rady kleszczyka dosięgnąć, a na męża nie mogłam liczyć, zaliczyłam nocną/świąteczną pomoc medyczną o godz. 23.30 w niedzielę. Kleszcza nie było po 2 minutach od wejścia do przychodni. Teraz muszę jakieś leki brać ziołowe i obserwować się, czy przypadkiem zwierz mi czegoś nie sprzedał. Szanse na to na szczęście są małe, ponieważ kleszczyk był słabo wczepiony. Sprawy nie bagatelizuję, ponieważ moja Mama niestety ma boleriozę.
Mąż po wszystkim powiedział, że "już nigdy w życiu, przenigdy tam nie pojedzie, nie ma szans". Mój słodki hipochondryk.
Sosenko, zgadzam się, ruchy to fantastyczne uczucie! Po raz pierwszy w tej ciąży naprawdę się nią cieszę
Za każdym razem, kiedy czuję maluszka ogarnia mnie taki cudowny spokój, jakby wysyłał mi wiadomość: "naprawdę tam jestem! Żyję! Wszystko ze mną dobrze, mamusiu, nie martw się!". Kocham to!!! Ruchy są o niebo skuteczniejsze niż detektor (który ratował moją psychikę nie raz w ciągu ostatnich tygodni), bo nie świruję, że pomyliłam moje tętno z tętnem dziecka - na tym etapie nie mam już wątpliwości, że to maluch, a nie moje jelita
Jestem jednak chciwa, nie mogę się doczekać, kiedy tych ruchów będzie jeszcze więcej i będą bardziej regularne
Ale z dnia na dzień czuję je lepiej, więc wygląda na to, że mały spełnia życzenie mamusi i robi się coraz silniejszy
Podejrzewam, że da mi jeszcze nieźle popalić 
Mam problem z pracą w tym tygodniu. Z jakiegoś powodu jestem bardzo zmęczona i strasznie trudno mi się zmotywować do czegokolwiek, a mam akurat parę bardzo napiętych terminów
Generalnie czuję się świetnie, więc wydaje mi się, że to raczej podświadoma chęć ucieczki od stresu. Niestety niewiele z tym mogę na ten moment zrobić. Ani nie chcę, ani nie mogę iść teraz na zwolnienie. Od 1 lipca zatrudniamy osobę na zastępstwo za mnie, muszę ją jeszcze wyszkolić, więc w pracy zostały mi minimum 2 miesiące, może 3. Wiem, że mi się to opłaci, bo po pierwsze, naprawdę lubię moją pracę poza momentami takimi jak teraz, kiedy pojawiają się kumulacje terminowych spraw, po drugie jest naprawdę fajna do wychowywania dziecka - pracuję teraz po 8h, mam dobrą pensję i sporo swobody w razie nagłych wyjść/nieobecności oraz naprawdę fajnych ludzi i atmosferę. Nie chodzi mi tylko o to, że jeżeli teraz nie zostawię ich na lodzie, jestem raczej spokojna, że będę miała do czego wracać po macierzyńskim, wiem też, że im lepiej wyszkolę moją zastępczynię, tym mniej pracy będę miała po powrocie z porządkowaniem spraw. Ale w tym tygodniu zdecydowanie mam lenia i marzę o świętym spokoju...
Drogi Pamiętniczku dawno się nie odzywałam. Troszkę się wydarzyło u mnie ostatnio. Bywały dobre chwile, takie jak majówkowy wypoczynek nad morzem, rocznica ślubu moich rodziców, okrągła bo aż pięćdziesiąta:)! (chciałabym dożyć z moim mężem takich jubileuszy), ale są też i złe chwile, takie jak na przykład dzisiaj. Podupadłam ostatnio na zdrowiu. Moje bóle podbrzusza utrzymują się już od około tygodnia. Lekarze podejrzewali kręgosłup i moje nieszczęsne jelita. Sama martwiłam się aż do wczoraj, kiedy okazało się że z jelitkami wszystko w porządku:) Szczęście w nieszczęściu prawdopodobnie to sześciocentymetrowa torbiel w okolicach macicy lub (raczej) na jajniku:( Za godzinę mam wizytę u ginekologa, więc mam nadzieję, że wszystkiego się dowiem. Moje marzenia o maleństwie chyba pękną jak mydlana bańka. Stosowałam się do zaleceń lekarza, żeby nie angażować się za bardzo w pomiary, a tu taka niespodzianka. Ot taka wygrana na totolotka:(
5dc
Byłam dzisiaj w szpitalu.. W sumie tylko na chwilę, bo skierowali mnie do pani embriolog.. Wyjaśniła mi, że na chwilę obecną nie mają żadnych komórek.. Jest jakaś kolejka oczekujących, możemy się do niej dopisać i tym samym "zarezerwować" komórki.. Powiedziała mi o milionach spraw, które mamy do przemyślenia, mamy wypełnić formularz, zrobić kolejny milion badań, które notabene już robiliśmy, ale są ważne trzy miesiące.. I mamy czekać na telefon.. Komórki mogą pojawić się za kilka dni, tygodni.. Nie zapytałam jaki najdłuższy termin przewiduje.. Cieszę się, że ją spotkałam wyjaśniła mi kilka spraw, miała czas, rozwiała kilka moich wątpliwości.. Zwłaszcza tych finansowych.. Jedna ze spraw nad, która mamy się zastanowić to co zrobimy z zarodkami, które zostaną jak się Nam uda.. Bo już na początku musimy to określić.. Zapytałam czy są pary, które decydują się na zarodki.. Jej odpowiedź mnie przeraziła.. W tej kolejce jest jeszcze więcej oczekujących niż na same komórki.. Przeraża mnie skala problemu niepłodności, bezpłodności, która jest tematem tabu, o której nikt nie mówi.. Może nie czułabym się tak bardzo samotna, gdybym wiedziała ile tysięcy Nas jest..
Idąc do szpitala w modlitwie dziękowałam Bogu, że są kobiety, które ofiarują drugim kobietom swoje komórki.. Rozumieją ból, takich kobiet jak ja, które z niewiadomych przyczyn mają schorzenia takie lub inne.. I kiedy usłyszałam, że tych komórek jednak nie ma poczułam jakbym dostała w twarz.. Miałam takie piękne marzenia, że to już tak blisko.. A jednak wcale nie blisko.. Nic w moim życiu jak starania nie uczyło mnie tak bardzo cierpliwości i nie wycisnęło ze mnie tylu łez.. Bo oczywiście po wyjściu się popłakałam.. W ogóle od kilku dni jestem płaczliwa jak nigdy.. Nie ogarniam siebie.. Płaczę nawet na jakiś głupich reklamach czy programach typu "szpital"... I niestety, nie nie jestem w ciąży!! Czuję się dzisiaj gorsza, wybrakowana i w ogóle wokół mnie wszystkie złe emocje jakie tylko przeżywałam.. I znów się poryczałam..
A tak bardzo bym chciała.. Nadal marzę i modlę się o Boży cud, bez ivf.. Kretynka bez jajnika, z drugim mega malutkim i poplątanym jajowodem liczy, że się uda naturalnie.. Cóż, będę kretynką..
Hej!
znow dlugo mnie nie bylo, ale jak tylko mam czas to sie melduje!
bardzo ciezkie 2 tygodnie za nami...zeby cholerne i katar jak zawsze przy zebach...zarwane noce, marudne dni a do pracy trzeba...teraz juz ok..niestety tesciowa musi wyjechac na miesiac podopinac ostatnie sprawy w polsce...wyjezdza 9ego czerwca w czwartek za tydzien i wraca 7ego lipca
bede musiala miec maluszka w pracy...duzo pomocy nie mam bo tylko 3hr dziennie ale jednak jest to wystarczajace zeby zlapac oddech...
pojutrze wchodzimy w 27tc 
brzusio rosnie a ja CHUDNE???? jeszcze tydzien temu jak sie wazylam, waga byla identyczna jak w dniu zrobienia testu ciazowego....dzisiaj wstaje na wage a tam 1,2 kg mniej? waga na bank dziala dobrze....chyba babel musi zuzywac moje zapasy bo rosnie pieknie, wazy idealnie na wiek ciazy..zgadza sie co do dnia....cholera wie o co chodzi...jem tyle samo, moze troszke zdrowiej, duzo wody no ale ruchu mam mnostow przy sarce to pewnie dlatego?
Wizyta odbędzie się za tydzień w czwartek, lekarz dziś odwołał...a grrrr
Ciąża rozpoczęta 11 maja 2016
Trzese się.... lekko ochlonelam... trzeci dzień i test coraz ciemniejszy
nie ma to jak totalnie odpuścić i "wpaść" jednak psychika gra tu straszną rolę...
Kurczę znów będę mamą
data porodu wyznaczona na 20.02.2017 najlepsze jest to ze to data urodzin mojej zmarłej mamy...
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 czerwca 2016, 11:55
Wczoraj wstawiałam post i chyba coś poszło nie tak, bo go nie ma... Pisałam o tym, że w grudniu jakoś tak tęsknimy bardziej... Brakuje nam jakoś tak mocniej tupotu tych małych stópek... My wszyscy, starający się, oczekujący itd. mamy przed sobą kolejną perspektywę świąt w dorosłym gronie... (a jeśli z dziećmi, ale nie swoimi, to może i czasem gorzej...) Mimo, że ten czas grudniowy, świąteczny jest wspaniały, to tęsknota wkrada się bardziej niż przez resztę roku... Odwiedziłam w Mikołajki moją mała księżniczkę (jestem mamą chrzestną). Cudownie tak móc potrzymać takie maleństwo na rękach 
Gdzie jesteś nasz aniołku?
38 dc...
Jutro zaczynamy 8 tydzień.
Piersi bardzo obolale. Ale pozatym wszystko ok. Wogule to zapomnialam napisac jaki termin mam. Wiec pani doktor ustalilago na 22 stycznia. Wiiec zima pelna para.
Dzisiaj dzownilam zapisac sie na badanie genetyczne 1 trymestru. 7 lipiec, czyli koniec 12 tygodnia.
Mam nadzieje ze wszystko bedzie dobrze z dzidziusiem i nie wydarzy sie nic zlego do tej pory.
A tak wogule to chyba smaki mi sie zaczynaja zmieniac. Wogule nie mam ochoty na mieso. Wiem ze powinnam je jest bo to bialko dobre i wogule ale jakos mnie odrzuca od niego. I non stop jestem zmeczona.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.