"Dziecko rodzi się w głowie"

Zacznę od tego, że zawsze nóż mi się w kieszeni otwiera jak słyszę teksty "wyluzuj", "za bardzo chcesz i dlatego się nie udaje", "wyjedź na wakacje", "zapomnij".
To tak jakbym miała guzik na czole i mogła wyłączyć sobie instynkt macierzyński i to całe "zabardzochcenie". O, albo ten tekst "twoje problemy z płodnością są w głowie"- mistrz empatii. Tak kurna, jajniki policystyczne mi wyrosły w mózgu- to pewnie dlatego nie mogę zajść w ciążę- owulację mam w mózgu. Proste.
A mój mąż ma nasienie w głowie, a nie w jądrach. W dodatku kiepskie jakieś. I jak tu zaciążyć? Bo wszystko przecież w głowie.

Dotychczas spotkałam się z tym, że takie banialuki wygłaszają osoby :
a) którym już się udało
b) którzy nie starali się długo
c} bądź nie starają się wcale

Psychika na pewno MA ZNACZENIE ale ustawianie tego jako głównego (a często jedynego) czynnika niepłodności to gruba przesada.

I oto JEST! Artykuł, który dementuje te bzdury.
Ta dam!

"Dr Tomasz Ziółkowski, specjalizujący się w diagnostyce i leczeniu niepłodności na co dzień pracujący z parami starającymi się o ciążę, uważa, że czynnik psychogenny może odgrywać rolę w powstaniu niepłodności, ale zwraca również uwagę na biologiczne mechanizmy obronne człowieka: - Młodzi ludzie starający się o ciążę są w tej grupie wiekowej, zarówno kobiety i mężczyźni, gdzie najważniejszym celem biologicznym człowieka jest rozród. Ludzki organizm pracuje i koncentruje się przede wszystkim na tym, aby zajść w ciążę i urodzić zdrowe dziecko. Wytwarzają się - nawet o tym nie wiemy - mechanizmy obronne. Pomimo tego, że się przejmujemy, nie śpimy po nocach, denerwujemy się, martwimy, to hormony sprawiają, że organizm nadal przygotowuje się do ciąży, chociażby przez to, że jest jajeczkowanie. Martwienie się może zdemobilizować, wówczas warto skorzystać z profesjonalnej pomocy. Po jakimś czasie instynkt jednak się odezwie, wrócimy do równowagi. Dlatego uważam, że o ile zaburzenia mentalne nie są ciężkie na tyle, że popadamy w chorobę psychiczną np. depresję czy nerwicę, to stres i nerwy nie mają aż tak dużego znaczenia w procesie starania się o dziecko. Instynkt jest na szczęście silniejszy.

Założenie, że niepłodność ma podłoże psychiczne, było popularna w połowie XX wieku. Uważano że problemy związane z emocjami są przyczyną co najmniej połowy problemów z zajściem w ciążę. Wraz z rozwojem medycyny okazało się, że pary zdiagnozowane jako niepłodne psychogenicznie w rzeczywistości mają problemy natury biologicznej. Dzisiaj medycyna nie lekceważy czynników psychologicznych, ale też nie przypisuje im pierwszorzędnego znaczenia."

Wszystko w artykule:
http://www.edziecko.pl/przed_ciaza/1,101900,13388174,Dziecko_rodzi_sie_w_glowie__Naprawde_.html


PS. Wczoraj wlazłam w spodnie, które od roku mogłam naciągnąć tylko do połowy uda. Hip hip hurrra !!!
Ba, nawet mogłam swobodnie w nich chodzić nie martwiąc się że w każdej chwili pójdzie mi szew na tyłku. Alleluja :D


PS2. Wstawiam zdjęcie. Moje własne. Ja w wyżej wymienionych spodniach :D Myślę że nie jest źle, szczególnie że :
a) było jeszcze gorzej
b) będzie jeszcze lepiej

To wyobraźcie sobie że byłam te prawie 10 kg grubsza

28d7436228a087afmed.png

Piękny mam uśmiech, prawda ? :P


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 czerwca 2016, 18:00

7 tydzień życia Kornelki

Byliśmy dziś na szczepieniu. Traumatyczne przeżycie. Trzy ukłucia.Płakałam razem z nią, choć i tak była dzielna. A ile komplementów zebrała:) Moje śliczne dziecię <3 Najważniejsze, że jest zdrowa. Waży 4800 gram i ma 60 cm "wzrostu". Czyli urosła od porodu 6 cm i przybrała 1,6 kg. Pediatra mówi, że jest ok.

Teraz tylko przetrwać noc po tych szczepionkach...

małaU piszę, bo czuję, że zwariuję 29 czerwca 2016, 19:03

2dc
Badania.. Zwariowany dzień.. Mega migrena

Cześć Słoneczko;)
Szalejesz w tym moim brzuszku.. W niedzielę tak dałeś mi Bąblu popalić, że kręgosłup nie dawał rady. Tam się jakoś schowałeś, że brzucha nie widać było nic za to plecy masakra ból :) ale dla Ciebie wytrzymam wszystko. Tatuś kupił mi poduszkę dla ciężarnych i od dziś łóżko jest całe moje:) poduszka pomoże mi lepiej spać, bo aktualnie mam z tym problem...
Buziaczki ode mnie i taty:*

Cisza pod sercem...

Mamy juz drugiego Aniolka :( jedna kobieta powiedziala ze dzieci nie umieraja, one przychodza w pozniejszym czasie...

Anastazjo Julku mama i tata czekaja na Was...

Ale mam ostatnio zapierdziel. Czerwiec zawsze jest najgorętszym miesiącem u nas w sali. Niestety jedna dziewczyna odeszła niedawno, a dwójka zmienników jest chora. Siedzę więc prawie codziennie w pracy całe dnie i już powoli padam. Wieczorem nic mi się nie chce tylko marzę o łóżku. Ale na moją psychikę ma to dobry wpływ, mniej rozmyślania. Po najbliższym weekendzie ma już być trochę spokojniej, ale zobaczymy.

Teraz pora na dobre wiadomości :)
Najprawdopodobniej od 1 września zaczynam pracę w mojej dawnej szkole :D
Piszę najprawdopodobniej, bo jeszcze nie podpisałam umowy, jak podpiszę to wtedy będzie na 100%
Życie nauczyło mnie, że pewne są tylko te rzeczy, które już się wydarzą. Ale jestem po rozmowie z dyrektorem, wybrał mnie spośród wszystkich kandydatów głównie dlatego, że mnie zna i wie jak pracuję. Będę miała grupę 4-latków. Już prowadziłam zajęcia adaptacyjne, zostałam oficjalnie przedstawiona jako nowy nauczyciel, dyrektor kazał mi zrobić badania, także chyba wszystko się uda. Dostanę umowę o pracę. Niestety na razie tylko na rok, bo nie wiadomo czy grupa się utrzyma w przyszłym roku, bo to mała szkoła i jaką politykę będzie miał nowy wójt, który wkrótce zostanie wybrany. Oczywiście jak grupa będzie, to moja umowa najprawdopodobniej zostanie wtedy przedłużona. Oczywiście ze względu na starania wolałabym umowę na czas nieokreślony, ale trzeba się cieszyć tym, co jest. Mam nadzieję, że nawet jak zajdę w ciążę, to moja umowa zostanie przedłużona. Chyba w związku z nową pracą zawiesimy jeszcze starania na miesiąc lub dwa, a potem bierzemy się do roboty pełną parą ;)

Kolejna dobra wiadomość jest taka, że byłam dziś na wizycie u mojego profesora. Wygląda na to, że wszystko już wróciło do normy. Lekarz powiedział, że na usg wszystko wygląda pięknie, owulacja była, jest piękne ciałko żółte, grube endometrium, generalnie wszystko ok.

Pocieszył mnie, że wyniki badań, hormonów to tylko cyferki, że każda kobieta jest inna, coś co dla jednej jest złym wynikiem, niekoniecznie musi być złym wynikiem dla innej. Kazał mi się też nie przejmować niskim wynikiem amh. Mówił, że u mnie nic nie wskazuję na obniżoną rezerwę jajnikową, za każdym razem jak mi robi usg mam piękną owulację, pęcherzyki rosną, pękają, wszystko jest ok. Co innego jak nie ma owulacji i żadna stymulacja nie działa, wtedy wynik amh jest bardziej miarodajny. A ja też pięknie zareagowałam na stymulację, zaszłam w pierwszym cyklu z Clo. Kiepskim nasieniem męża też kazał się nie dołować tak bardzo, raz zaszłam w ciążę, więc nasienie męża jest zdolne do zapłodnienia.

Pytałam tez o hsg, ale mój profesor w tym temacie ma cały czas odmienne zdanie od większości lekarzy. Mówił, że on odradza to badanie, bo w ten sposób można uszkodzić jajowód lub doprowadzić do stanu zapalnego jak w trakcie badania wepchnie się tam jakaś bakteria. Hsg nie uchroni mnie przed kolejną ciążą pozamaciczną. W sumie dziewczyna z którą leżałam w szpitalu miała właśnie stan zapalny w jajowodzie w którym była ciąża, a wcześniej miała hsg. Chyba muszę mu zaufać. Ostatnio wychodzę z założenia, że co ma być, to będzie. Jak mam być mamą to będę, a jak nie to chociaż tańczyłabym na rzęsach to i tak nic nie zmieni.

Profesor zaraził mnie wielkim optymizmem, opowiadał, że miał już mnóstwo różnych przypadków, że dziewczyny ze śladowym amh, z niedrożnymi jajowodami zachodziły w ciążę. Ze miał pacjentki, na które nic nie działało już odpuszczały i za kilka miesięcy wracały do niego w ciąży. Trzeba wierzyć i być dobrej myśli, bo wszystko jest możliwe, człowiek strzela, Pan Bóg kulę nosi :). Powiedział też, że jest możliwe aby jajowód przechwycił komórkę jajową z sąsiedniego jajnika i to super wiadomość dla nas z jednym jajowodem.

Bardzo mi się podoba jego podejście, niby człowiek z ogromną wiedzą i doświadczeniem, a nie wierzy tak ślepo tylko w cyferki i twierdzi, że poczęcie jest wielkim cudem. Oczywiście trzeba zrobić wszystko by sobie pomóc, ale też wierzyć, że wszystko może się zdarzyć. Czułam sie dziś bardzo dobrze na tej wizycie, profesor poświęcił mi dużo czasu, odpowiedział na wszystkie moje pytania i tak zwyczajnie jak człowiek pełen empatii ze mną porozmawiał i sprawił, że moje życie znów nabrało sensu.

Na razie przez 3, 4 miesiące kazał próbować naturalnie, brać tylko witaminy i przepisał mi OVARIN czyli coś podobnego do Inofemu lub Infoliku. Jeśli się nie uda przez najbliższe miesiące to znów będziemy zastanawiać się nad kolejną stymulacją.

Czuję się dużo spokojniejsza po tej wizycie, chyba trochę wyluzowałam, bo to amh spędzało mi sen z powiek, ale profesor powiedział, że mam jeszcze dużo czasu. Wierzę głęboko, że w moim życiu idą dobre zmiany. Najpierw praca, potem w odpowiednim czasie przyjdzie ciąża, nie będę nastawiać się na konkretny miesiąc.

Ostatnio dużo się też modlę i wiem, że Bóg mnie wysłucha, wierzę w to całym sercem. O was też pamiętam w swoich modlitwach, modlę się za wszystkie kobiety, które dotyka problem niepłodności.
Będzie dobrze mówię to sobie i Wam <3




Wiadomość wyedytowana przez autora 29 czerwca 2016, 22:41

Marti... Goniąc czas 9 października 2018, 15:14

Z mezem pogadane. Wiadomo. Problem w rym ze on wraca przed 18 a mala chodzi spac czasem o 18. Nie ma jak zaciesniac wiezi....


A u nas dzis jeszcze gorzej. Ola ma jakies rozwolnienie. W nocy nie usłyszałam jednej kupy i ma odparzenie. A wiec ryczy caly czas. Jak chodzi o zmiane pieluchy dramat... juz sudokrem i alpika weszly w ruch jal sie zorientowalam o co chodzi z placzem. Wietrzenie pupy tez bylo. No ale chora jest, wiec nie moze lezec taka gola...

Mam dosyc. Od malego dziecka gorsze jest tylko chore dziecko. Z jednej strony jest mi jej szkoda. Z drugiej brakuje mi cierpliwosci

Mam dzisiaj zly dzien.

Zastanawiam sie dlaczego to wlasnie nas spotkalo. Mam juz dosc pytan czy my dzieci nie chcemy. Widoku kobiet w ciazy, dzieci i duzych rodzin wszedzie gdzie sie nie ruszymy. Mam dosyc badan, lekarzy, zapewnien ze sie kiedys uda. Boje sie ulotek i lekow. I tego ze nikomu nie moge wykrzyczec zeby sie odczepil ze swoimi pytaniami i poradami. A co jak sie nie uda, nawet po kilku razach, tego ze na starosc zostaniemy sami, ze moi rodzice nigdy nie beda mieli wnukow. Boje sie zastrzykow, uporczywej jednej kreski i tego ze wydajemy ogromne pieniadze przy 30% szansach na powodzenie. Tego ze nam to nie pisane.

Jakby sie ktos pytal to mnie nie ma. I nigdy nie bylo. To nie moje problemy i nie moje zycie.

zapachmalin Malinowy pamiętnik. 29 czerwca 2016, 23:57

Witajcie ;)

Dawno mnie tu nie było...

Teoretycznie prowadzę obserwację choć bardziej z przyzwyczajenia niż konkretnych starań. Obecnie mam tak złe wyniki, że nie ma szans na dziecko- czekam na lekarza.

Poszłam niedawno tutaj do lekarza po skierowanie do endo- sprawdziłam sytuację i jest jeden jedyny endo u nas w mieście- no ale więcej mi nie potrzeba, ważne że choć jeden jest. Ale ona spojrzała na mnie jak ciele na malowane wrota no i do mnie, że kto, że nie rozumie itd... Myślałam, że padnę. No ale dobra- myślę sobie wytłumaczę babie o kogo mi chodzi to da mi to cholerne skierowanie. Dupa. Jeszcze czego. Jak dowiedziała się, że chodzi o tarczycę to powiedziała, że aaaaa czyli dostanę skierowanie do nuklearmedizin. No ale niech jej będzie. Wyczytałam w necie, że też może być bo w de też zajmuje się tarczycą ten lekarz. No ale co z tego. U nas w mieście jeden jedyny specjalista przyjmuje tylko w klinikum, więc czeka mnie szpital- zobaczymy, póki co czekam na termin. Oby jak najprędzej. W związku z czym starania zawieszone, a właściwie kontynuowane zupełnie bez przekonania... No i czas pokaże.


Poza tym mam nadal ciągnie się za nami wypadek mojego męża. Pierwsza diagnoza- zwichnięcie rzepki. No i 3 tygodnie po okazało się, że to jednak coś gorszego, trzeba operować. Dopiero wtedy zrobiono mu tomograf- wcześniej miał tylko rentgen w dniu wypadku... Podczas operacji okazało się, że zmiażdżył mu kość która się pokruszyła, trzeba usnąć ją plus łękotkę bo tak samo zniszczona plus naderwane więzadło. Generalnie zajebiście. Jutro miną dwa tygodnie od operacji. Generalnie to była artroskopia więc dość szybko wrócił do domu, we wtorek po operacji, no a teraz intensywnie się rehabilituje i zobaczymy co będzie dalej. Póki co jest poprawa choć nadal zbiera się płyn w kolanie, zobaczymy. 9 lipca mieliśmy zacząć dwa tygodnie urlopu i raczej tego nie widzę. Już ponad 5 tygodni minęło a zapowiada się kolejne minimum 7. Więc kiepsko. No ale nie ma co się dołować, tak to już w życiu bywa...

Mam nadzieję, że ten lekarz bez względu na specjalizację w miarę szybko i skutecznie postawi mnie do pionu z moją tarczycą i niedługo będziemy mogli powrócić do starań...


Póki co nawet nie wiem który mam dzień cyklu. Chyba 12. Tylko co z tego skoro ja nadal twierdzę, że u mnie zjawisko zwane owu nie występuje?

Na koniec zupełnie z innej beczki- trzymamy kciuki za Polaków jutro! Ronaldo jest koszmarny i zdecydowanie przereklamowany ;) ^_^


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 czerwca 2016, 12:13

ROCZEK!

już minął:P Zosia ma już prawie 13 miesięcy.
Zosia chodzi, nieśmiało, powolutku, ostrożnie i asekuracyjnie, ale chodzi. już nie tylko w domu, także na placach zabaw, na chodnikach.
dwa razy się zdarzyło, że czegoś chciała, nie mogła tego mieć i wpadła w taką złość i histerię - płacz tupanie nóżkami i machanie rączkami... za pierwszym razem nie postąpiłam zbyt pedagogicznie bo wybuchnęłam śmiechem, cóż poradzić widok w sumie przekomiczny. Ale na przyszłość postaram się zachować bardziej wychowawczo. Poza tym jest urocza, zabawna, bystra i taka kochana!
Zaczęła się przytulać. Kiedyś tego nie lubiła, odpychała mnie, była taka sztywna. Teraz chętnie wtula się we mnie, daje buziaki, głaszcze. Nie chce nic gadać po naszemu, dużo gada po swojemu. Po naszemu umie Tata. jest to jedyne słowo które na pewno wiem, że umie i rozumie doskonale znaczenie i mówi z pełną świadomością. To w ogóle jest typowa córeczka Tatusia, na Jego widok wpada w taką radość! Uwielbia Tatę, uwielbia się z Nim bawić, zaczepiać, tulić, witać...i dzwonić i robić "halo" do Taty! czasem bierze mój telefon stuka w niego i woła Tata wtedy dzwonię do Męża i Mała się cieszy:)

koniec przygody z kp idzie powili ale sprawnie. Nie chciałam tak z dnia na dzień, więc delikatnie ograniczałam liczbę karmień, więc też długo to trwało. przez ostatnich parę dni było jedno na dobę, a dziś po 36 godzinach przerwy nakarmiłam Małą i postanowiłam że to ostatni był raz.

Jestem szczęśliwa. i zakochana w Zosi i Mężu po uszy:D

Niika79 Chcę znowu być mamą 30 czerwca 2016, 06:55

Ovu dodatni i temperatura 36,84 ;-)

21 dc.

Trochę mi wstyd za siebie... Jeszcze tydzień do spodziewanej @ ale ja wiem że znów będzie poślizg :( Dziś mamy zakończenie roku i moje przedszkolaki już od kilku dni znoszą mi słodycze. A ja jak jakiś dzik po ciężkiej zimie- rzucam się na wszystko :/ Wstyd. Mąż mi sporo zabiera (i sam zjada) ale i tak zjadłam wczoraj ok 10 śliwek w czekoladzie. I bagietkę z pieczarkami (bo byłam wściekle głodna a dopiero zaczęłam robić obiad). A w niedzielę ziemniaki u teściowej. Z doświadczenia wiem że to wystarczy żeby mi zwalić cykl. Co ze mną nie tak? Wracam dziś na piechotę z pracy, kara musi być.

A i miałam pojechać wcześniejszym autobusem ale jeszcze muszę się zatapetować porządnie, mamusie będą mi robić zdjęcia z dzieciami ;) Także ten.. spóźnienie musi być, nie byłabym sobą ;)

Edit.
Dyplomy rozdane, wierszyki powiedziane. Kilka łez uronionych. Kwiatków dostałam co niemiara. Niestety czekoladek jeszcze więcej :(
Ale ale... właśnie zaczęłam WAKACJE :D Do połowy sierpnia mam święty spokój, żadnych dziecków :D

Właśnie zjadłam coś bardzo słodkiego... Przepraszam cię moja macico wraz z przydatkami ale nigdy nie umiałam oprzeć się raffaello ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 czerwca 2016, 15:06

Albo termometr mi szwankuje, albo organizm - jedno z dwóch. Wygląda na to, że owulacji w tym miesiącu znów brak. Cieszę się, że wakacje za dwa tygodnie, na wyjeździe nie będę mierzyła temperatury, robię to tylko po to, żeby wykresy pokazać lekarzowi, bo ewidentnie widać, że coś jest nie tak. Ale czytając wpisy dziewczyn widać ogólny foszek na mierzenie temperatury :) Ona chyba nas tylko stresuje, przynajmniej mnie, bo w tym miesiącu brak jakiegokolwiek sensownego wzrostu. Ogólnie panuje jakieś złe bio, bo nawet na placu zabaw słyszałam jak dwie mamuśki rozmawiają o swoich mężach, że kryzysy mają, jedna stwierdziła, że chyba wszyscy dookoła mają jakieś kryzysy. U nas kryzys staraniowy zażegnany, na brak chęci męża do sexu (bo zmęczony)zareagowałam spokojnie pytaniem czy chce mieć drugie dziecko czy nie? No, on chce bardzo, no to ja na to, że samo się nie zrobi, a niepokalane poczęcie zdarzyło się tylko raz w historii świata. Pośmialiśmy się, atmosfera oczyszczona i starania się odbyły, nie z musu (no może trochę), tylko z przyjemnością ;)

okres przyszedł..no a czego się mogłam spodziewać?? :(

ehh..wyniki od immunologa doszły...

Test IMK (MultiTest)
Limfocyty T % 76,0 % 60,0 — 82,0
Limfocyty B % 11,0 % 7,0 — 23,0
Limfocyty helper CD3+/CD4+ % 50,0 % 30,0 — 51,0
Limfocyty supresor CD3+/CD8+ % 25,0 % 19,0 — 39,0
Współczynnik (h/s) CD4/CD8 2,0 ratio 0,8 — 2,5
Komórki NK % 12,0 % 7,0 — 24,0

Aktywność komórek NK po 2 godz 21.1% % 13,7-33,5

P. ciała przeciwjądrowe ANA ujemy <1:160 ujemny
>1:160 dodatni

p-ciała p/helicobacter pyroli IgG 0,01 TV <0,75 ujemny
0,75-1,00 wątpliwy,
> 1,00 dodatni


wydaje mi się ze wyniki są w normie...muszę się umówić za tydzień na konsultacje telefoniczna...i wtedy się dowiemy co w trawie piszczy..a może nic nie piszczy?? dupa dupa dupa?!!!!!!!


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 czerwca 2016, 09:27

Justyś91 Walka o upragnione dziecko 30 czerwca 2016, 09:17

Dziś mam luźny dzień w pracy spokój tylko jedna dostawa więc szału nie ma. Mam trochę czasu aby poszukać jakiegoś fajnego miejsca na urlop :)
Czekam i odliczam dni z niecierpliwością do wielkiego testowania :)

Renia7910 Jak walka z wiatrakami... 30 czerwca 2016, 09:40

Pobudka z bólem głowy. Zdeterminuje cały dzień...
Wczoraj poszliśmy do banku J żeby zaciągnąć kredyt na IVF, niestety pierwotna prowizja wzrosła ponad dwukrotnie po przeanalizowaniu wszystkich parametrów. Przeszliśmy się do mojego banku, gdzie obsługiwał nas niewiele wiedzący chłopiec. Dzisiaj przejdę się ponownie, umówiłam spotkanie z osobą kompetentną. Niby nie chcemy brać wielkiej kwoty - tylko na 1 procedurę, ale to nie znaczy że mamy płacić lichwiarski procent i marże itd. Na niekorzyść J działa jego wykształcenie, na moją - krótki okres zatrudnienia w mojej firmie. Zawsze coś wymyślą :/

No i właśnie - poszliśmy. Czułam się jak 80.-letnia babcia, dostałam zadyszki, czułam dosłownie ucisk w piersiach, toczyłam się po chodniku jak kaczka. Przeraziło mnie to. Do tego odzywa się moja dawno nie widziana rwa kulszowa. Dzizas, jak szybko można się zestarzeć, wystarczy 20 zastrzyków :/ Nie mam hiperstymulacji, uważnie obserwuję swój organizm, ale po wczorajszym spacerze zwątpiłam. Dobrze że jutro wizyta w klinice, spytam lekarza skąd ta ociężałość u mnie. Chociaż znając lekarza to powie mi że o takich objawach nie słyszał. No a jakże.
Piję ok 3 litry wody dziennie, takie mam pragnienie. Poczytałam fora internetowe, dziewczyny mocno zalecają dużą ilość białka w diecie. Więc się stosuję. Szkoda tylko ze nie mogę wybić słodyczy z głowy. Więcej nie piekę ciasta, nie ma co kusić samej siebie.

BezchmurneNiebo Rok bez Mamy ;( 10 lipca 2016, 21:18

Oj chwile nie pisałam, ale nie miałam kiedy. Przed wczoraj wziełam ostatnia tabletkę aromku i juz czuję że moje jajniki pracują. Dziś mocne i intensywne kłócie lewego jajniki. Najbardziej jak leżałam na łóżku. Martwię się troszkę bo nie wiem jak będzie z <3 bo mąż ma II zmiany w pracy a ja I więc będziemy się niestety mijać. We czwartek kontrola :) Dobranoc

Dziś 38 dc nadal brak @. Wydaje mi się, a w sumie jestem prawie pewna, że cykl był bezowulacyjny. Test ciążowy dla pewności zrobilam i jest negatywny. Kiedyś jak rozpoczęłam monitoring cyklu to też akurat trafiłam ma brak owu i cykl miałam 39 dni. Wydaje mi się że cykle bez owu są dłuższe. No poczekam jeszcze i jak nie dostanę to pojadę do mojej gin żeby sprawdzić co się dzieje, mam nadzieję, że to nie polip czy jakaś torbiel :/
Zamiast wszystko iść w dobrym kierunku to znów pod górę i jak tu się nie załamać. Życie jest brutalne tylko szkoda że dla niektórych.

Vaina Czekając na cud 30 czerwca 2016, 10:53

Ciąża rozpoczęta 20 maja 2016

30+6

Z nudów w domu uszyłam literki dla Synka :D Będą wisiały najpierw na łóżeczku a jak już przeniesiemy łóżeczko do oddzielnego pokoiku to na ścianie :D W planach jeszcze poszewka na podusię do wózka i nie wiem co jeszcze bo sporo materiału zostało :)

20160630_105700.jpg

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)