41dc
Kurde załamka normalnie. Okresu nie ma ale ciąży też nie ma. Byłam wczoraj u gina i wstępnie jesteśmy umówieni na laparoskopię na początku września. Dla mnie to jedyna deska ratunku. Zrobił mi USG i powiedział, że @ przylezie lada dzień ale żeby ją przyspieszyć kazał brać dupka przez 3 dni po 2 tabletki rano i 2 wieczorem. Rety już czuję, że puchnę od tego dziadostwa. Laparoskopia może przywrócić mi owulację na co liczę oczywiście:)
Ciąża rozpoczęta 8 czerwca 2016
Ciąża biochemiczna zakończona...dziś zaczęło się poronienie...
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lipca 2016, 07:29
Poszłam dziś rano do przychodni zrobić TSH, ft3 i ft4 przed wizytą u nowego endokrynologa. I dupa blada pielęgniarka nie mogła mi pobrać krwi, nic nie leciało i jak tak wierciła igłą w mojej żyle zrobiło mi się strasznie słabo i niedobrze, ręce zaczęły mi drżeć i oblały mnie siódme poty. Gdyby nie to, że pomogła mi się położyć na łóżko, to padłabym jak długa. Pierwszy raz mi się coś takiego zrobiło, tyle razy już miałam pobieraną krew i zawsze było ok. A tu taka przygoda. Pielęgniarka powiedziała, że może trafiła na zrost i dlatego krew nie chciała lecieć. Rzeczywiście jak byłam w szpitalu to strasznie mnie tam pokuli, miałam duże siniaki i taki guz od wylewu. Zbadała mi ciśnienie i miałam niskie, ale zawsze mam niskie ciśnienie. Zbadała też cukier, ale wynik prawidłowy. Ostatecznie zrezygnowałam z tego pobierania dziś i jak trochę mi się lepiej zrobiło wróciłam do domu. Mąż zrobił mi śniadanie, trochę poleżałam i generalnie przeszło, ale jestem dziś jakaś taka osłabiona i dziwnie mi na żołądku. Za parę dni pójdę jeszcze raz, mam nadzieję, że to był taki jednorazowy incydent i wszystko będzie dobrze.
Oczywiście gdzieś tam przemknęła myśl, że może jestem w ciąży, starań szczególnych nie było, ale jakieś tam serduszko się trafiło. Ale tak szybko jak ta myśl się pojawiła, tak szybko zniknęła. Pojawiły się za to znajome brązowe plamienia i typowe przedokresowe samopoczucie.
Pojechałam dziś na cmentarz do teścia, trochę sobie z nim porozmawiałam. Opowiedziałam mu o nowej pracy. On tak bardzo by się tym cieszył. Poprosiłam go też by jak tylko może wstawił się za nami u Boga w sprawie wymarzonego wnuka. Wiem, że jeśli tylko będzie mógł, to na pewno pomoże, na niego zawsze można było liczyć i zawsze będę mu za to wdzięczna, za wszystko czego od niego doświadczyłam 
Dziś mecz Niemcy-Francja. Zapowiada się dobre widowisko. Będziemy oglądać z mężusiem. Jutro fryzjer, potem pare dni pracy, a za tydzień wyjeżdżamy na tydzień na Mazury. Mam nadzieję, ze pogoda dopisze i będzie fajne 
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lipca 2016, 20:06
Mialam miec dzis usg genetyczne i co?
Zajechalam ide do rejestracji mowie ze bylam dzis umowiona na usg 1 trymestru a babka mi mowi ze dzis ten doktor nie przyjmuje i tylko we wtorki tutaj jest i to nie mozliwe zeby ktos mnie zapisal na dzis. No przeciezsobie nie wymyslilam ze dzis mam to badanie i tam pojechalam specjalnie.
Masakra jakas. MYSLALAM ze juz bedzie dzisiaj po i bede wiedziec czyy dzidzius jest zdrowy i wogule a tu okazuje sie ze to jakas pomylka.
Ale na szczescie na wtorek 12 lipca byl wolny termin i zapisalam sie na wtorek na 17.30 Mam nadzieje ze juz nie nastapi zadna pomylka bo tym razem widzialam jak mnie zapisywala.
Teraz tak mysle ze moze mnie zapisala wtedy do jakiegos innego lekarza i jednak dzis mialam jakas wizyte tylko u innego lekarza a nie u tego. No nie wiem. Teraz to juz za pozno bo jestem w domu. We wtorek pojde, To bedzie 13 tydzien (12+4dni) wiec nie bedzie za pozno a dzidzius chyba nie bedzie wiekszy jak 84mm bo dokladnie 2 tygodnie temu mial 3,5 cm to chocby urusł za te 2 tygodnie i 4 dni dwukrotnie to bedzie mial 7 cm wiec w normie.
Niepotrzebnie tylko sie jeszcze stresowac trzebate kilka dni. Bez sensu
No i juz po wszystkim. Wody sie saczyly od 8:40 pozniej lekkie skurcze. W szpitalu bylam po 12:00 no i sie zaczelo. Urodzilam 17:05. 4370g
i 59 cm radosci:) 10/10
oczywiscie krocze pekniete. Ale w porownianiu z pierwszym to po 2h sie poszlam wykapac i siedze!!! A po pierwszym porodzie 3 dni przelezalam. Oczywiscie bylam szyta dosc sporo. Wazne ze juz po wszystkim
Zrobiłam o 19 sikany test,czułość 20. Dwie grube ciemne kreski. Także beta nie spada. Jestem fest głupia,że tak się martwię ciągle.
Wczoraj nie pisałam już w pamiętniku byłam padnięta po nieprzespanej nocy i podróży. Myślałam, że będę spała, ale nie 2 godziny snu i koniec. Skutek ból głowy
Chyba Synuś przygotowuje mamę do zajmowania się nim 
Dobrze, ale nie o tym.
Wieści powizytowe... hm... ciekawy przypadek. Poziom wód- dużo jak to lekarz określił 16, nim powinno być 10, wody nie sączą się, są czyste. Tymuś zszedł nisko, główką opiera się na kości łonowej, dlatego mam takie bóle i uciski.
Teraz badanie szyjka się od ponad tygodniowej wizyty skróciła, ale nie ma tragedii, jest zamknięta, twarda, nie ma śladu infekcji, a co to było wczoraj to nie wiadomo, po jak mnie badał lekarz to nie było po tym śladu, śluz był normalny, taki jaki powinien być.
Stwierdzam, że mój organizm zaczyna robić sobie ze mnie jaja...
Przestanę się wsłuchiwać, taka jest moja rada dla siebie.
Cieszę się, że wszystko jest dobrze, zwłaszcza z synkiem... nie poruszałam kwestii ostatniego usg, nie chciałam się dodatkowo nakręcać i denerwować. Wizyta za 11 dni- ta planowana. 19 lipca - będę znała termin CC i kiedy zobaczę Tymusia

Mam odpoczywać i relaksować się- hm a to tak można? 
Dziś troszkę podsypiałam w dzień, chyba wymęczyły mnie te bezsenne noce. Strasznie mi się nudzi, nie mogę sobie znaleźć zajęcia. Próbuje ogarnąć, książka- nie mogę się skupić, film tak samo. Tylko chyba mojemu Synkowi nie jest nudno, bo rozpycha się, wypycha- chyba mu tam ciasno.
Patrzę na wózek, łóżko i sobie wyobrażam, jak to będzie jak będziesz Synku z nami...bardzo bym chciała już trzymać Ciebie w ramionach, ale wiem, że bezpieczniej dla Ciebie jest, żebyś jeszcze trochę tam posiedział...
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca 2016, 17:08
17 dc
Sytuacja opanowana, monitoring zaliczony dzień wcześniej, we wtorek 05-07, efekt: dwa jajca na lewym jajniku jedno ok. 20 mm a drugie 18 mm. Dziś już po owulce. Chyba była w środę lub wczoraj. Nie mam pojęcia, kiedy dokładnie, ale bolało niemiłosiernie.
T. przeprosił za swoje zachowanie i obiecał, że się za siebie weźmie. Będzie grzeczny mam nadzieję. Teraz bardzo się stara. Kochamy się codziennie od środy. Monitoring w poniedziałek, żeby potwierdzić owulację.
Dziś już brzuch mniej boli, nie jest już taki twardy i mogę siedzieć bez uczucia igły w tyłku... 
A dieta, O.K. na wadze bez zmian od soboty, dziś było 63,9 kg. Trzymam się założeń i biegamy codziennie, bez jednego dnia w tygodniu. Jestem z siebie dumna i wiem, że zdrowy tryb życia wprowadzimy na dłużej
Doktor powiedział, że mogę biegać i ćwiczyć w ciąży. Także już się nie przerażam, że jest po owulacji a ja biegam i się ruszam. Nie jem nic niezdrowego, no dobra, jadłam w środę jagodzianki, ale w ramach kolacji.
Wczoraj założyłam sukienkę, której nie mogłam dopiąć jeszcze miesiąc temu! Czułam się w niej wygodnie
Tylko ten wydęty brzuch
Ale dziś spodnie jakieś takie luźniutkie
Brzuch dziś mniejszy 
No to tyle co u mnie. Dziś piątek, biegania raczej nie będzie, bo mam klientkę na pazurki i wrócę po 20 do domu. A potem chcemy wyskoczyć do kina. Zobaczymy co się da zrobić 
Miłego weekendu 
tak siedzę i myślę sobie, a może jednak tym razem się uda hmmmm? W weekend obchodzę swoje urodziny, na ten weekend też wypada mi termin @. Może los sprawi mi niespodziankę i dostanę troszkę spóźniony prezent urodzinowy?? 
I pomyśleć, że 10 lat temu tak się panicznie bałam, że młodo zostanę matką. Wtedy moim marzeniem było skończenie studiów, znalezienie dobrze płatnej pracy w zawodzie i dopiero później ustatkowanie się. Po 10 latach bilans jest taki, że studia skończone, praca w miarę dobrze płatna jest i prawie w zawodzie. Partnera mam, którego bardzo kocham i planujemy wspólną przyszłość. Oboje z Partnerem mamy umowy na czas nieokreślony, więc stabilizacja finansowa jest by zostać rodzicami. 
Tak bardzo bym chciała, by ten cykl okazał się szczęśliwy... Póki co walczę z bólami brzucha ( raczej są to pojedyncze skurcze, czy też ukłucia), katarem i małymi "krwawieniami" z nosa
Temperaturka rośnie, i oby tak zostało jak najdłużej
Bardzo się cieszę, wynik posiewu moczu jałowy
Na tą chwilę skubaniec paciorkowiec wytępiony. W poniedziałek pójdę do internisty, wypytam za jaki czas powtórzyć posiew i czy robić posiewy z innych dziur i otworów
7dpo (rzekomej) - w zeszłym miesiącu już miałam miesiączkę, OWU wyznaczył w tym miesiącu na 28 dc, zobaczymy czy dociągnę,czekamy. Przeczucia? Oczywiście wczoraj dopadło mnie lekkie szaleństwo fazy L. Chciałam robić test - ja naiwna he he, opamiętałam się w porę. Już nie wierzę, że może się udać, bo czuje się okresowo, naparzają brzuch i plecy, mdli niemiłosiernie. Nie wiem czy to przypadek w tym cyklu czy rzeczywiście zasługa witaminy B6, ale piersi są lekko wrażliwe, a nie bolą okrutnie jak to zawsze bywało, że nie mogłam się dotknąć i to na tydzień przed @, na dodatek jestem dziwnie spokojna, a zawsze szalałam z nerwów, wszystko mnie drażniło. Zastanawiam się tylko czy brać tą witaminę przez cały cykl czy tylko po owu? Muszę przetrząsnąć forum, bo jak wpisuję cokolwiek w wyszukiwarkę, to zawsze pokazuje "brak"
Dopadły mnie kryzys przedokresowy wraz z kryzysem przedurlopowym, uffff, jeszcze przyszły tydzień i laba.
Jestem w szoku! Czerwiec był pierwszym miesiącem kiedy przestaliśmy się starać, nie spoglądałam na dni płodne, nawet współżyliśmy tylko 4 razy. 
Ustaliliśmy wyjazd samochodem za granice na tydzień wakacji i ja wkurzałam się że pewnie dostane okres właśnie wtedy, na wakacje. Ogólnie cykle miewam długie 31-36 czasami, ale dzisiaj zrobiłam od niechcenia test. Nawet nie trzymałam go w ręku jak co miesiąc z niecierliwością tylko zostawiłam i spojrzałam po 3 min. Druga kreska! Roześmiałam się z niedowierzania. Cieszę się, ale nie wiem co robić. Poprzednia ciąża trwała 9 tyg. i dopiero po 14 miesiącach udało się zajść w kolejną. Chociaż nie uwierzę w to że mogę być mamą dopóki nie urodzę. Zbyt wiele stresów kosztowało Nas to wszystko.
Od dwóch mies. przestałam brać kwas foliowy, bo nie było szans na ciążę.
Mężowi powiem w niedziele, taki prezent na rocznicę ślubu (mamy niebawem).
Nie wiem czy zrezygnować z wyjazdu, wiem że jak pojadę będę się martwić czy wszystko ok, a jak nie pojadę to z pewnością ominie mnie wszystko a i tak dziecka nie urodzę. Bo ja ogólnie pechowym człowiekiem jestem.
Ciąża rozpoczęta 6 czerwca 2016
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca 2016, 09:23
24dc
12dpo
Czuję bóle okresowe. Nawet myślałam, że rano obudzę się z krwawieniem. Może to by było dobrze, bo nie musiałabym robić tego nieszczęsnego testu jutro.
Miałam za to plamienie, jak podcierałam się papapierem, nitla bladoróżowa wśród śluzu.
Jestem padnięta stary kocial (3l) i nowy kocial (6tyg) szaleją nocą po domu a ja jeszcze nie ufam im na tyle żeby pozostawić ich samych.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca 2016, 16:12
Dziś robiłam test. Raczej od niechcenia żeby ciąże wykluczyć przed wakacjami a żeby móc dzisiaj zrobić ogromny wysiłek fizyczny żeby przyszła @. A są II kreski.
Dzwoniłam do lekarza, niestety Nasz lekarz przyjmuje około 60 km od Nas, wiec poprosił tylko abym poszła po receptę do rodzinnego. Wyjeżdzamy na wakacje w poniedziałek. Lekarz pozwolił. Kazał robić przerwy i nocleg po drodze.
Będę cieszyć się kiedy urodzę, wiem że II kreski na teście nie oznaczaczają jeszcze że będę mamą.
Aniołek [*] 9 tdz.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca 2016, 11:16
Nic z tego cyklu nie będzie. NIe robię już nawet żadnego testu, czekam na @. Podejrzewałam, że nic nie wyjdzie. Bo niby dlaczego miałoby się udać? w czym ten cykl był lepszy od osiemnastu poprzednich? Tym, że głupia znowu narobiłam sobie nadziei i zapłaciłam za nią słonymi łzami. Znowu.
Gdyby nie te wykresy na ovufriend, pewnie pogubiłabym się w tych obliczeniach. Tyle miesięcy starań i nic 
Tyle miłości rodzicielskiej, której nie mam na kogo przelać ( bo męża mam wspaniałego, ale faceta kocha się inaczej niż dziecko). Tyle marzeń o wspólnych chwilach, które czuję, że nigdy się nie spełnią, bo... w sumie dlaczego? Bo nie. Bo nie zasłużyłam? A w czym ja jestem gorsza od tych wszystkich nastolatek, które puszczają się po dyskotekach? Od tej patologii, która trzaska dzieci jedno po drugim, żeby potem nawet na nie nie zwracać uwagi?
Wiele osób w moim otoczeniu rażąco zaniedbuje swoje dzieci, a jakoś specjalnie nie maja problemów ze spłodzeniem kolejnych. No i niech ktoś mi wytłumaczy - jaki jest w tym cel? Czym ja zawiniłam, że nie zasługuję na dar macierzyństwa?? To jest ta sprawiedliwość Boża? Lepiej, żeby dzieci męczyły się z rodzicami pijakami niż żyły w kochającej się rodzinie.
Czuję, że kolejny raz Pan zagrał mi na nosie, dał nadzieję, a teraz śmieje się ze mnie, że głupia naiwna Gabryśka znowu dała się wkręcić, że nic ją nie nauczyły poprzednie miesiące zakończone tak samo... Jestem zła na cały świat i samą siebie, że znowu uwierzyłam.
Chciałabym odpuścić, nie myśleć, ale cholera nie mam takiego guzika, który wyłączy mi tą funkcję
Nawet jeśli będę sobie wmawiać, że mnie to nie obchodzi, to gdzieś z tyłu głowy i tak kołacze się myśl, czy czasem nie spróbować. Znowu pojawia się obraz małych stópek, paluszków i płacz maleństwa. Ten płacz, na który czekam tyle czasu, którego pragnę, jak żadnego innego dźwięku na świecie. 
Nie zasłużyłam na to, Boże ( o ile w ogóle istniejesz)... Nie zasłużyłam..
A może to znak, żebym nie marnowała życia mężowi, póki jesteśmy młodzi
Bo co za przyszłośc czeka go z kimś takim jak ja. Wybrakowanym..
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca 2016, 19:49
Niedobrze mi 
Kolejny pozytywny test owulacyjny. Chyba się zepsułam.
zaczełam pierwszy cykl z monitorowaną owulacją. biore clo jedna tabletke dziennie. dziwne bo po niej zachowuje się jak odkurzacz pochłaniam wszystko co spotkam na drodze taki mam apetyt:( we wtorek ide na kontrole USG zobacze jak sie wszystko rozwija. dodatkowo zrobiłam badania na rezerwe jajnikową AMH oraz przeciwciała plemnikowe i poziom testosteronu bo sie naczytałam że tez ma zły wpływ. tylko nie wiedziałam że tak długo trzeba czekać na wyniki:( troche się boję że mam marne szanse, że wyniki będą do dup...ostatnio koleżanka powiedziała mi że jestem samolubna że chce mieć dziecko, że myslę tylko o sobie. że mam jeszcze czas. tak tylko im brnę w to dalej tym bardziej tracę nadzieję...
Już po punkcji. Ze statystyk - pobrano 28 komórek, do zapłodnienia dojrzałych 20. Długo rozmawialiśmy z lekarzem, konsultował z embriologami, zdecydowaliśmy się zapłodnić wszystkie 20 komórek. Dzięki temu poczekamy do 5 doby czyli do środy i będziemy transferować najsilniejsze blastki. Słabsze"odejdą", zostaną tylko te silne, co daje większe szanse na sukces. Niewykorzystane zarodki zamrozimy, a będą to silne maleństwa, więc późniejszy criotransfer oraz ewentualna adopcja też z większą perspektywą na sukces.
Długo trwało zanim wypuścili mnie z sali, dwukrotnie im odpłynęłam i ciśnienie spadało. Dopiero herbata z cukrem i snickers uratowały sytuację. A ja zdecydowałam że czas na dietę cukrzycową, chociażby na czas ciąży.
Leżę w domu w łóżku i szczypię się w ramię. Wciąż nie dociera do mnie że to się dzieje...
No i w końcu krzywa cukrowa zrobiona. Pierwszy raz robiłam w poniedziałek ale niestety przrwalam bo wystraszyłam się tego plamienia/krwawienia i nie kodonczylam tylko pojechaliśmy do szpitala.
Możecie sobie wyobrazić w jakim dziś strachu siedziałam bo w pon po wypiciu glukozy pojawiła się krew. Za każdym razem siusiu było koszmarem ze strachu przed powtórką...
Dziś fejsbuczek pokazał Twoje wspomnienie - "pierwsze spotkanie z G" 8lat temu! Matko bosko kiedy to minęło?
Wczoraj na obiad pierogi ruskie - synek tego nie lubi
schyliłam się jakis czas po obiedzie i nagle wyprostowalam bo poczułam wszystko w gardle... chyba mogę zaliczyć to do pierwszych mdłości?
Śledzie za to wchodzą idealnie 
Boże jestem wdzięczna że odrzuciło mnie od słodkiego albo raczej w ogole mi się nie chce 
Moja opryszczka kończy swój żywot. Sonol żeby wysuszyć i zahamować rozrost a później krem Nivea.
W swoim życiu miałam ich tyle że stały się taką samą normalnością jak miesiączka. Teraz @ jeszcze długo nie będzie więc mogłaby i ta franca nie wracać.
Dziś na skierowaniu miałam jeszcze toxoplazmoze, tsh, antygen hbs i mocz. Wszystko na NFZ
i oby tylko wszystkie wyniki były dobre, niestety bede to wiedzieć dopiero we wtorek na wizycie.
Jedyne czego teraz naprawdę a się boję to usg prenatalne...
A męża nadal będę chwalić bo jest cudowny!
10 dzień po owulacji... aż, albo dopiero. Testy zrobione do tej pory okazały się negatywne, mimo iż czarowałam je wzrokiem jak tylko mogłam. Temperatura troszkę spadła, mam nadzieję, że wróci znów na wyżyny. Oby udało się jak najszybciej, bo jak to mówi mój syn uwielbiający Kargula i Pawlaka "więcej tego nie zniese"
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.