Byliśmy wczoraj u immunologa. Nasza dr prowadząca dała błogosławieństwo, chociaż powiedziała, że ona do immunologii podchodzi sceptycznie. Wbrew internetowym opiniom immunolog okazał się dosyć miłym człowiekiem, trzymał nas godzinę w gabinecie i dużo opowiedział. Przedstawił opcje jakie mamy - badania lub olanie sprawy. Cena badań zaczyna się od 3,7 tys, kończy na 7,5. Sporo :/ Zastanawiamy się co zrobić, bo trochę oberwaliśmy ostatnio po kieszonce - w grudniu ivf i tona leków, do tego w styczniu doszła nam operacja mojego psiaka :/ W tym cyklu i tak już nic nie zrobimy, bo Małżonek w delegacji. Może jak mu się uda wcześniej wrócić to ogarniemy to w kwietniu. Przerażające są też koszty ewentualnego leczenia :(

***
Domiszka, dziękuję wielce za podpowiedź z badaniami! Dzięki temu poczytałam trochę i poszłam mądrzejsza do gin i trochę tę konsultację immunologiczną wymusiłam ;)

Requiem Do czterech razy sztuka! 8 lipca 2016, 15:55

1dpt
Pierwszy raz mam wrażenie ze nic tam w środku nie ma...
Nie czuje sie jak po transferze, dziwne to jest...
Zwiększyłam leki bo lekarz dał mi wyjątkowo mało progesteronu, a ze w domu zostało mi kilo luteiny podjezykowej to sobie sse, nie zaszkodzi a pozbędę sie tego leku który inaczej musiałabym wyrzucić.
Najchętniej przespałabym ten tydzień, a ze pozostało mi relanium po poprzednich podejściach to ze snem problemu nie mam.
, ńormalnie narkomanka :p


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca 2016, 15:54

Balladyna Małe szczęście!! 8 lipca 2016, 16:12

Brązowe plamienie :(
Do okresu 8 dni.

8 Lipca, 38 dzień cyklu, @ ciągle brak, piersi pobolewają.
To najdłuższy cykl w moim życiu. Nie wiem o co biega.

6 Lipca zrobiłam jeszcze jedną betę (negatywną, a jak...) + TSH, FT3, FT4 i prolaktyne:
TSH 3,460 µIU/ml (0,270 4,200)
FT3 2,98 pg/ml (2,04 4,40)
FT4 1,13 ng/dl (0,93 1,71)
Prolaktyna 13,45 ng/ml (4,79 23,30)

Cycki mi opadły. Jakie TSH...
Wizyta u gina dopiero w środę.
Znalazłam ponoć dobrego endo-gina, tylko jego recepcja jak na złość nie odbiera tel %^$^^^^$^$%#%#%

Balladyna Małe szczęście!! 8 lipca 2016, 17:11

Nie mogę uwierzyć:

136252031_sqaqeas.jpg

Ezia90 Akcja bobas! 8 lipca 2016, 17:13

Jeszcze 2 tygodnie i wolnee:) ale jestem już zmęczona okropnie. Tak już mój organizm woła o wakacje ze masakra:)


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca 2016, 17:13

Jeszcze 2 dni do wizyty..jutro już tylko 1. Niech czas płynie szybko. Do poniedziałku

Balladyna Małe szczęście!! 8 lipca 2016, 17:36

Ciąża rozpoczęta 15 czerwca 2016

Balladyna Małe szczęście!! 8 lipca 2016, 17:53

Wciąż nie wierzę!

efta historia jak ich wiele... 8 lipca 2016, 17:54

1 dc.
Jestem po wizycie.
Nie jestem zadowolona.
Lekarka skupiła się na omówieniu zrobienia drożności jajowodów :(
szlak by to, tak się tego cholerstwa boje... u mnie w szpitalu robią to bez znieczulenia....
Wszystko teraz zależy od terminów. Jak zdąże zrobić HSG przed jajeczkowaniem to w tym cyklu stymulacja. Jak nie to w tym stymulacja a w nastepnym HSG.
poprosiłam o skierowanie na nfz, dostałam choć myslałam, że bede po nie musiała iść do swojego gina co przyjmuje na nfz. A tu miłe zaskoczenie. W invikcie kosztuje 500zł Kasą ostatnio nie śmierdzimy przez to leczenie, wiec poczekam w kolejce i pojde na nfz.
Co do mutacji leki/suplementy pozostają takie jak brałam. Acard, kwas foliowy 2mg i witaminy prenatalne.. Jak zajde w ciąże to zastrzyki z heparyny.
Wykupiłam częśc, podkreślam część leków na stymulacje w tym miesiącu i zostawiłam w aptece 160zł :(
Pytam czemu do cholery leczenie zdiagnozowanej niepłodności nie jest refundowane w tym naszym kochanym kraju!!!??? Mam na papierku NIEPŁODNOSC WTÓRNA a i tak płace 100% za leki!




Wizyta u fryzjera zaliczona, od razu czuję się lepiej. Większość czasu rozmawiałyśmy o jej ciąży i przygotowaniach do porodu. Ale nie było tak źle jak jeszcze kilka tygodni temu, przyjmowałam to wszystko spokojnie. Tak, pewnie, że trochę jej zazdroszczę tego, że udało jej się w pierwszym cyklu, że ciąża się pięknie rozwija, że nie musi bać się każdego dnia, że stanie się coś złego, że ciąże super znosi i może normalnie pracować do końca i tego, że pewnie nie wie jakie wielkie ma szczęście. No ale cóż poradzić, dla mnie życie zaplanowało inny scenariusz. Ale wierzę, że to wszystko jest po coś, może po to bym stała się jeszcze lepszym, wrażliwszym człowiekiem. Moja złość i wściekłość na cały świat i tak nic nie zmieni, tylko mnie niszczy. Chcę by w moim sercu gościł spokój i jak najwięcej pozytywnej energii.Na razie słucham o ciążach innych, ale przyjdzie kiedyś czas, że będę opowiadać o swojej. Być może przede mną jeszcze długa i trudna droga, ale wierzę, że kiedyś moje największe marzenie się spełni, ja to po prostu wiem. Niech będzie wolą Twoja.



Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca 2016, 21:33

25 dzień cyklu.
A może Bóg czeka aż się pobierzemy?
Tylko to jeszcze nieco ponad rok... Sierpień 2017...
Tyle czekac?
Nie chce... Nie wytrzymam.
W sumie jak by tak pomyśleć to kiedyś wróżka mi przepowiedzisla że to na co czekam od dawna przyjedzie jesienią 2017 roku.
Akurat po ślubie..
Zbieg okoliczności?

Wybiorę się jeszcze raz do wróżki..
Zobaczymy co tym razem mi powie :-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca 2016, 18:26

Beta 0,8. Dupa! Dupa! Dupa!

efta historia jak ich wiele... 8 lipca 2016, 19:24

no i coś pękło...
zrobiłam sobie drinka...
a, że zajrzała do mnie mama to wypłakałam się w rękaw.
ja wiem, że inne kobiety mają dużo bardziej zagmatwane organizmy niż ja.
ale za co to wszytko i co jeszcze??
ponad 6 lat starań o jaśka, rok stran o kolejną dzidzie, teraz piąty mies starń już pod kontrolą lekarza z kliniki. nie rosnące pęcherzyki, słabe endometrium, jakieś mutacje... łykam tyle leków, że niedługo wysiądzie mi wątroba... pipka sucha, bo ciągle coś w nią pcham, jak nie leki na endometrium to luteine i estrodem. chyba tylko podczas miesiączki palców w nią nie wpycham. pewnie już się nabawiłam jakiejś infekcji bo zaczęła mnie piec.
a idź pan w chuj!!!
Popłacze sobie to może mi się lepiej zrobi..
... no i na koniec moich płaczów mój maz powiedział: "weź się w garść".
a więc popłaczę sobie jeszcze troche

Mamax Walka o Bobo. 8 lipca 2016, 20:56

Przent dla babci kupiony, dzieci obkupione po za ta koszulka dla Julianka ale nigdzie nie ma a jak sa to brzydkie. Podloga prawie skonczona po za listwami ale to dopiero za pare dni. Jutro jedziemy po szafe do ikei. Mam nadzieje ze kupimy szafe z serii Pax ktora wybralam na stronce internetowej od ikei. Przy okazji chce dokupic pare drobiazgow do domu i dla dzieci. Liste juz mam zrobiona i mam nadzieje ze Arek mi na to pozwoli bo on to po ikei nie lubi lazic i przewaznie jak jestesmy tam po konkretny mebel to do niego sie kieruje w mega szybkim tempie a ja za nim lece lapiac po drodze to i owo co mi wpadnie w rece z tej mojej listy. Niestety nie zawsze wszystko znajde wiec nie wszystko kupie. Wiec potem czekam na kolejna okazje wyjazdu do ikei. Czasami czekam bardzo dlugo...Tym razem mam szczescie bo za jakis miesiac tez bedziemy w ikei po szafy dla chlopcow wiec wtedy dokupie to co teraz przegapie ;-) Oczywiscie moglabym sobie sama do tej ikei pojechac i wczesniej pare razy tak robilam ale teraz z dwojka dzieci, rosnacym brzuszkiem ciezko mi sie wyrwac. Zwlaszcza ze kawalek drogi do niej mam. Po za tym tych niby drobiazgow sie zawsze uzbiera ze ciezko to potem tachac do domu autobusem czy metrem a tak wpakuje sie w auto i po sprawie :-)


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lipca 2016, 21:01

Aż do śmierci – recepta na miłość 17
Autor Alicja data 5 lipca 2016 Przepis na związek

Wyobraź sobie, że masz przed sobą 20 kartek papieru. Na każdą z nich musisz wpisać to, co jest dla Ciebie ważne – osobę, rzecz, wyjątkowe miejsce Twojej mapy życia. To może być cokolwiek. Piszesz imię swojego partnera, dzieci, rodziców, siostry, przyjaciół, może psa albo chomika, który przecież też jest ważny. Wpisujesz dom, samochód, może ulubione buty lub sentymentalny pierścionek od babci. To nie jest łatwe, bo kartek jest aż 20, trzeba je wszystkie zapełnić i nie wolno zmienić decyzji.

Potem zamykasz oczy i poddajesz się czemuś na kształt hipnozy. Głos z zewnątrz każe Ci wyobrazić sobie, że jest zwykły dzień, taki jak dziś, wracasz z pracy i nagle czujesz jak przeszywa Cię ostry ból, taki, który raczej nie zwiastuje niczego dobrego. Tłumaczysz sam przed sobą, że to na pewno przemęczenie, albo niestrawność, albo słabszy dzień, ale idziesz do lekarza, a on robi niepewną minę. I wiesz już, że lepiej nie będzie. Teraz musisz wybrać jedną kartę, zgnieść ją i wyrzucić na ziemię, rozstając się tym samym z jedną z najważniejszych rzeczy. Co wybierasz? To, co pożegnać najłatwiej – buty, pierścionek, domek letniskowy za miastem. Łatwo przyszło, łatwo poszło – myślisz sobie – przecież masz jeszcze dziewiętnaście kart.

Tyle że to był dopiero początek. Hipnoza trwa, głos kontynuuje opowieść. Odebrałeś pełne wyniki i wiesz już, że to na pewno rak, że z każdy dniem będziesz coraz słabszy, że czeka Cię chemia, wypadanie włosów, krwotoki i ataki bólu, nierówna walka z zachłannym przeciwnikiem. Musisz wyrzucać kolejne karty – samochód, przyjaciół, potem dom, rodziców… zostaje ich coraz mniej… W ostatnim stadium masz już tylko te karty, na których jest twój partner i imiona waszych dzieci. Nie potrafisz ich wyrzucić, nie potrafisz nawet pognieść ich palcami. Czekasz na cud.

Ale cudu nie ma – są za to przerzuty i ostatnia, jedyna karta. Stoi przed Tobą na stole, gdy łapiesz ostatni oddech. Głos każe policzyć Ci do trzech i wydać ostatnie tchnienie. Raz, dwa, trzy. Umierasz.

***
Tak wyglądają warsztaty umierania, organizowane w Japonii po katastrofie w Fukuszimie. Powiedział mi o nich Drwal.

Każdego dnia wysyłamy sobie kilkanaście różnorodnych inspiracji – artykuły, piosenki, zapierające dech fotografie, recenzje książek, które „koniecznie musimy przeczytać”, komiksy szydzące z absurdów rzeczywistości, głupie obrazki, które bawią nas do łez. Dzielimy się tym, zapisujemy, zapominamy. Ale gdy Drwal wysłał mi tekst o warsztatach umierania, po prostu nie mogłam przestać o nich myśleć. I wiem, że Ty też nie przestaniesz. Siedziałam wtedy w pracy z kubkiem ulubionej kawy, trochę znudzona, trochę zmęczona bo było już późne popołudnie i nagle dotarło do mnie, że życie jest nie tylko nieskończenie piękne. Jest też nieskończenie kruche – i trwa właśnie teraz. Wzięłam dwadzieścia karteczek i zapisywałam po kolei wszystko, z czym byłoby mi się trudno rozstać. Kartka po kartce zapisywałam to, co wydawało mi się kochane i ważne, aż wreszcie dotarłam do tej jedynej, mojej ostatniej kartki, tej, która leżałaby na stoliku, gdy nie miałabym już siły nawet mówić. Drwal. Ten, którego wybieram każdego dnia od nowa, na którego czekam i który zmienia mnie w czystą miłość, swoją małą bezbronną Alicję, czekająca co nocy na czułe Dobranoc Kochanie. Ten, którego chciałabym trzymać za rękę do końca.

Japończycy z Fukuszimy przychodzą na warsztaty umierania i… wychodzą z postanowieniem rozpoczęcia nowego życia. Znajdują nagle czas by bawić się z dziećmi czy odwiedzić rodziców, zakochują się na nowo w swoich żonach lub… rozstają się z partnerami i walczą o prawdziwą miłość. O swoją ostatnią kartę.

A Ty? Której karty nie będziesz potrafił rzucić na ziemię? Kogo wpiszesz na swoja najważniejszą, dwudziestą kartę? Czy osoba, z którą dzielisz życie jest tą, której ręki szukałbyś w ostatniej swojej chwili? Jeśli tak, to czy jesteś dla niej czuły i kochany, a jeśli nie – to dlaczego w ogóle z nią jesteś? Bo to jest właśnie recepta na miłość życia – znaleźć, uwierzyć, pokochać, doceniać – i nie tkwić w tym, co już dawno miłością nie jest.

Żyjemy tylko raz, ale jeśli robimy to dobrze, to raz wystarcza. Tylko czy odważysz się zrobić swoje dwadzieścia kart?


http://bezfartuszka.pl/az-smierci-recepta-milosc/

Virgo Odkopane na nowo marzenia 14 października 2023, 22:36

Długo nie robiłam nowych wpisów, bo aplikacja mi zwariowała i nie miałam przycisku aby dodać wpis...oczywiście okazało się, że przeniosło mój pamiętnik OvuFriend do BellyFriend.

Odstawiłam wszystko w kąt. Wszystko czyli starania. Od biedy wciąż zapisuję temperatury aby mieć jasność w cyklach, ale bardziej pod kątem dalszych procedur i IV. Tak, we wrześniu mieliśmy wizytę w Aberdeen Fertility Clinic, moje wyniki świetne, natomiast lekarz rozwiał naszą niepewność co do J...wyniki badania nasienia 0. Zero plemników w spermie. ZERO. Wow! Tylko jak doszło do kilku CB?🤔 Lekarz upiera się,że to nie mogła być ciąża a jedynie skoki hormonów!
J miał już badania genetyczne,wyniki nawet do 3 miesiecy, przed nim jeszcze usg, a następnie biopsja jąder. Podczas biopsji mają pobrać plemniki, hodować je i badać i następnie mrozić. Potem pobranie komórek jajowych ode mnie i IV.

Tak więc koło powoli się toczy, ja na spokojnie czekam co czas przyniesie. Nie chcę mi się szarpać z myślami, psuć sobie głowę ,bo to tylko zdrowie niszczy i nerwicę do życia I domu wprowadza...🙄

Może jakieś studnia lub kurs w college rozpocznę...? A puki co, życzę Wam wszystkim cudownej jesieni (choć u mnie sztormy i leje), dwóch kreseczek,zielonych kropeczek dziewczyny! Halloween za rogiem !😉🦇🍁🐈‍⬛🎃


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 października 2023, 13:49

JaAneta89 Aneciowy pamiętnik 9 lipca 2016, 06:00

4 cs.

No i przyszła @. W sumie, wg moich starych wyliczeń (poza ovu) przyszła, jak w zegarku, więc u mnie chyba wszystko gra, tylko of wszystko pokręciło (moja fl nigdy nie trwała 14 dni :P). A już się zaczynałam martwić, że coś jest nie tak. No nic, jak to mówią, nowy cykl, nowe nadzieje. Choć ja lepiej psychicznie znoszę te całe starania, kiedy nadziei nie mam, więc postaram się w tym cyklu podejść do tego, jak mój mąż ;)
A właśnie, jak w tym wszystkim odnajdują się Wasi mężowie/partnerzy? Bo mój ma strasznie luzackie podejście, naczytał się o statystykach i tego się trzyma. Szybciej niż za 9 miesięcy do lekarza go nie zaciągnę, ale powiedział, że jak minie rok od początku starań i ciąży nie będzie, to się przebada. Z jednej strony fajnie, że chociaż on ma wolną głowę i tego tak nie przeżywa, z drugiej strony mi smutno, że jestem w tym sama.


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lipca 2016, 05:59

Dzięki Elaria za odbiór, wiem że czytasz.
Mamy już 9 dzień cyklu i zanotowałam właśnie płodny śluz, czyli nastawiam się na szybką owulację. Pewnie znowu koło 12 dnia, dalej utrzymuje że ten cykl będzie tym wygrany. Ale wiadomo, mam wzloty i upadki. Czasem poplacze, czasem uruchamiam pozytywne myślenie. Bilans wyrównany.

43dc
Czekam na @. Czuję, że będzie bardzo obfity. Już się boję. Zaczynam urlop. 3 tygodnie hurrra!!! Nienawidzę swojej pracy. Nasze auto wydało dziś ostatnie tchnienie i na złom niestety. Dobrze, że mamy drugie i że akurat teraz tak się stało bo nie będę musiała dojeżdżać do pracy. Kupimy w tym tygodniu jakieś i tyle. Poza tym zamierzam się przez te 3 tygodnie opierdzielać na maxa. Dzisiaj kupię sobie Ovarin bo kończy mi się Inofem więc zamienię na coś innego, może lepszego:) Ciekawa jestem jak kolejny cykl będzie u mnie wyglądał. Nie tknę już tych cholernych ziółek bo czuję, że to przez nie mam wydłużony cykl. Wcześniej tak nie miałam.
Wczoraj zamówiłam sobie strój kąpielowy i już nie mogę się doczekać. Chciałabym mojego synka z kilka razy zabrać na basen bo skoro nigdzie nie wyjeżdżamy w tym roku to chociaż jakieś atrakcje miejscowe mu zapewnię. Mąż nie lubi wody więc sami sobie popływamy:) Nie jestem typem sportowca ale mam ochotę kupić sobie takie 1 kg hantelki bo nie podobają mi się moje ręce. Takie balerony. Muszę coś z nimi zrobić. Najlepiej to odciąć nadmiar tłuszczyku he he.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)