dzisiejsza waga 94 kg. a @ rozkręciła się na dobre
31 dc 7 cykl
4 dpo
Witajcie kochane :*
Poranek bardzo ciężki, nie umiałam wieczorem zasnąć i siedziałam chyba do 1 a dzisiaj musiałam wcześniej wstać 
Ogólnie bardzo męczą mnie gazy i wzdęcia, do tego ból brzucha...
7 dpo pójdę chyba zrobić badania na progesteron czy była owulacja, ale to chyba nie chce się później nakręcić a tak to nie wiem co się dzieje 
Ogólnie czekam na @, bo czeka na mnie Inofem 
Teraz jadę pozalatwiac kilka spraw 
Miłego dnia kochane :*
15t5d
Odważyłam się. Jestem po fioletowej stronie i mam nadzieję zostać tu do grudnia.
Jak to możliwe? Życie widać ma swój własny na nas plan. Starania od 2013r, fatalne wyniki męża, co badanie to gorsze, ostatecznie teratozoospermia i asthenozoospermia. Endometrium cienkie i oporne na wszystko, nie dające szans na zagnieżdżenie. Dwie nieudane procedury in vitro, dwie kolejne próby in vitro na cyklu naturalnym-nieudane z powodu zbyt wcześnie pękających pęcherzyków... Lekarka chce walczyć o ile mamy siłę, ale jej coraz mniej i wiary też ubyło. Zapał osłabł. Zaczyna dominować zwątpienie i chęć powrotu do ,,żywych". Zostawiamy więc to gdzieś na boku, żyjemy normalnie, wreszcie we dwoje a nie my i starania, pani doktor i klinika niepłodności. I widać ustalenie kto tu komu będzie dyktował rytm wyszło nam na dobre:-) albo nie wiadomo co.
20 kwietnia dwie kreski i...
,,Szał, dziki szał!!" ?? No właśnie nie. Całe życie inaczej to sobie wyobrażałam, wielka radość, łzy wzruszenia, słowa do męża- jestem w ciąży. Nic z tych rzeczy. Uczucie głównie coś w okolicy,,ale o co chodzi??" Szybki telefon do męża, że mam dwie kreski z ukrytym pytaniem-powiedz co mam czuć. Badanie krwi potwierdza test...i zaczęło się. Najdłuższe dwa tygodnie życia oczekiwania na wizytę. W tym czasie przerobiłam wszystko: pusty pęcherzyk przez ciążę pozamaciczną po nowotwór. Ech, głupia ja... Strach nie opuszcza mnie do dziś.
Od wczoraj leżę bo szyjka się skraca. A to dopiero 16 tydzień...
Hahaha
zadzwoniła do mnie teściowa popytać jak się czuję itd. No to jej mówię że jakoś, że nie sądziłam że będę doświadczać takich wydarzeń. A ona na to - że ją też życie doświadczyło. Cały czas i zawsze wszystko musi się kręcić wokół niej. Nawet na 5 minut nie da nikomu zapomnieć jaka ona jest ważna.
No cóż. Być może. Ale nie w moim domu i ne w moim życiu.
Dzisiaj brzuch boli mniej, ale jest wzdęty. Pewnie trochę po punkcji a trochę po antybiotykach. Mało komfortowe.
Transfer w środę a ja już obliczam kiedy by tu zrobić betę by jak najszybciej znać wynik. Czyli zaczynamy wariacje i schizy.
Dziś roczek małej Nikoli, a pamiętam jak jeszcze niedawno jej rodzice biegali po lekarzach, z obawą, że nie mogą mieć dzieci. To optymistyczna wersja na dziś. Mój G. niecierpliwie oczekuje dobrych wieści -pozytywnego testu, gdyż mamy ustalone, że jeśli nie wyjdzie teraz to również idzie robić badania. Wysłać chłopa do lekarza to co najmniej tak, jakby się go wysyłało na ścięcie głowy
jak na razie jesteśmy na dobrej drodze... trzeba myśleć pozytywnie:)
Maz juz wszystkie badania porobil, az mi szczeka opadla ile to kosztowalo. No ale teraz kolejna wizyta u androloga w piatek. Badan do reki nie dostaniemy przed wizyta wiec bede miala mega stresa w piatek. A w sobote jade do Polski porobic wszystkie badania przed histeroskopia.
Aby do przodu...no i zaczelam brac methylowa witamine B zeby podratowac ta nieszczesna homocysteine przed wizyta pod koniec miesiaca jak juz wyniki MTHFR beda
A tu najnowsze badania jak akupunktura podwaja szanse pomyslnego ivf
http://www.telegraph.co.uk/news/2016/07/04/acupuncture-doubles-chance-of-having-a-baby-with-ivf-study-sugge/
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lipca 2016, 13:35
Dwa dni okres mega, wczoraj w sumie też słabo dzisiaj jeszcze słabiej........ Nie dość że te cykle sią jakieś niereguralne to jeszcze mi się menstruacja zaczyna skracać. Musze jakąś kase wygospodarować i iść do lekarza.
Zły dzień. Okres skąpy. Ginekolog nie odpisuje. Super !
Sama w domu, cicho siedzę i rozmyślam.. otwieram komputer i wpisuję "wózki dziecięce". Po prostu nie mogę się powstrzymać, nie mogę przestać.. rozczulam się nam dzieciątkiem leżącym w kocyku..
Trzeci dzień pierwszego cyklu po poronieniu.
Byłam dzisiaj w klinice z zamiarem podejścia do IUI.
Ale niestety okazało się, że po poronieniu była jakaś pseudo-owulacja i porobiły się torbiele. Jedna na jednym jajniku, druga na drugim.
Więc wylądowałam z antykoncepcją na miesiąc i mam wrócić 1 sierpnia.
Jak torbiele znikną to podchodzimy do IUI.
Z miliona pozytywnych myśli i ogromnego pokładu dobrej energii mało co zostało... Pół roku starań. Co raz więcej frustracji. Co raz mniej zapału. Co raz więcej pytań "kiedy"? I łzy, którym ciężko zapobiec...
I oczywiście co raz więcej ciąż dookoła.
Wczoraj przy myciu zebow szarplo mnie na zyganie i spiął mi się brzuch za chwile patrze a na wkladce żywa krew
przelezałam caly dzien, dziś plamień juz nie ma, więc mam nadzieje ze to tylko jakieś naczynko pękło
teraz strasznie boje sie zeby mdłości nie mieć bo nie chce napinac brzucha.
Ciągle mam wrażenie, że coś pójdzie nie tak. Boje się - bo wiele się naczytałam - że serduszko nie będzie biło. Że małe cudo nie pokaże się na USG. Że coś pójdzie nie tak. Albo, że dwa testy ciążowe mnie okłamały.
Mówimy do brzucha, głaszczemy i planujemy, serce jednak podpowiada, żeby zachować spokój.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lipca 2016, 19:58
No i znowu przyszedł ten dzień, kiedy spadam w dół
mąż w pracy, ja sama w domu i te myśli w mojej głowie, mam takiego doła, siedzę i płacze 

We wtorek mąż ma badanie nasienia, oboje bardzo się stresujemy, zaczęłam trochę dziś czytać na temat męskich dolegliwości i tak się boję, że może być coś nie tak...
Jakoś przestaje wierzyć w powodzenie naszych starań, wiem że nie powinnam, ale juz brak mi siły. Tak bardzo bym chciała, żeby się udało, mój M też...
Ehh... Fasolko ♥ czekamy
Jestem załamana...klinika w Czechach okazała się porażka - lekarz nastawiony na zarobek i nic wiecej...bo skoro jest specjalista a ustala IUI na 4 dni po ovulacji....to juz laik stwierdzi ze cos jest nie tak....
Nie umiem pojac jak to wszytko sie moglo stac...
Mielismy jeszcze nie podejmowac kolejnej proby ze wzgledu na tarczyce ale zbadalam i spada do 2.30
po zastanowieniu sie stwierdzilismy ze skoro w przyszlym cyklu skonczy sie waznosc badan i trzeba bedzie zas kase wylozyc...to decyzja- probujemy osatni raz w czechach...
W 11 dc poszlam do swojego polskiego lekarza - bardzo mu ufam i jak narazie ani razu sie nie pomylil ani razu sie na nim nie zawiodlam i zawsze zajebiste podejscie zawsze mnie slucha itd. pecherzyk 19 mm i decyzja robic IUI w czwartek-piatek
Oczywiscie chcialam byc madrzejsza i dzwoniac do czech chcialam umowic sie na srode - niestety swieto w czechach wiec mysle ok niech bedzie ten czwratek - ale uprzedzam ze chce usg a potem ewentualnie IUI jak bedzie pecherzyk jeszcze.
Zdecydowalismy z mezem ze skoro 2 proby byly na penknietym to ta 3cia probe chcemy na niepeknietym,
I tu sie zaczelo....bedac w czwratek na wizycie, wiem ze pecherzyk powinien juz mniec cos kolo 24 mm. badanie usg potwierdza ze jest ale czeski lekarz (moim zdaniem zle go mierzyl) mowi ze pecherzyk ma 17mmm....od razu pytam jak to mozliwe w pon maial 19 a dzisiaj 17? mierzy zas tym razem 18-19...a ja co skurczyl sie? odpowiedz lekarza - ze pecherzyki przed ovu zmniejszaja sie...
Nie bylo to moje pierwsze podgladnie pecherzyka i widze ze zamiast mierzyc srednice(od najdalszych miejsc) lekarz mierzy pecherzyk przy podstawie, do tego zauwazylam ze nie jest taki jak zwykle tylko taki pofalowany troche...mowie mu ze dziaisaj mam miec ovulacje bo peka mi przy 24mm a on ze to niemozliwe ze za maly ze IUI na poniedzialek- czyli w moj 18dc...szok bo od 4msc mialam 14dc (po laparo tak mi sie unormowalo) ale mysle hmmm moze ma racje...zaproponowal tez ze moze jutro...nie chcial zrobic w ten czwartek...wiec sie zgodzilam...ale pod wrunkiem ze bedzie jeszcze pecherzyk (chyba mialam do tego prawo?) on zaskoczony ze czemu nie na peknietym skoro po owulacji komorka zdona jest do zaplodnienia przez 24 godziny wiec tlumacze mu ze 2 razy mialam na peknietym i teraz chcemy sprubowac na niepeknietym...cos tam popisal w komputerku i wyszlismy do peilegniarki ktora miala ustalic nam wizyte na jutro. wszytko pieknie podisujemy papiery a ona do nas czy wiemy ze IUI podrozalo....ze juz kosztuje nie 280 euro a 400euro!!!!!! szok prawie spadlismy z krzesla i mowimy ze w takim razie niestety nie damy rady i nie decydujemy sie bo za drogo, ze w PL taniej. Prosila poczekac i jak wrocila stwierdzila ze jeszcze nam zrobia po starej cenie...normalnie szok....
no nic umowilismy sie na nastepny dzien - jeszcze mielismy trafic do innego lekarza - ale to usnalismy za plus..przyjechalismy w piatek. weszlismy do gabinetu a ja widze strzykawke z materialem...lekarka zaprasza na fotel a ja mowie ze jesli nie bedzie pecherzyka to nie chce IUI ona oczy wielkie i mowi ze napewno bedzie bo pechrzyk 19 i nie mogl jeszcze peknac a ja mowie ze tyle to on mial w poniedzialek bo badalam sie u polskiego lekarza ona jeszze wieksze oczy...ale mowie zobaczmy i coooo mialam racje-pecherzyka juz nie bylo ona zdziwiona bo jak to mozliwe skoro wczoraj mial 19... zeszlam z fotela i tlumacze jej wsztko od poczatku i czy to mozliwe ze sie skurczyl a ona ze to mozliwe bo widocznie wczoraj musial byc ovu i wtedy pecherzyk zminia ksztalt i jak peka to zaczyna zanikac wiec sie skurcza...widze strzykawke i mowie czy bedziemy musieli za to placic bo uprzedzalismy wczoraj lekarza...ona wyszla i przyszla zaraz ze nie bedziemy musieli placic...wyszlismy i zas do pielegniarki-one wielkie oczy dlaczego nie lekarka niesie strzykawke i mowi ze IUI nie bylo wzruszyla ramionami.... zas im tlumacze ze pytalam sie najpierw przez telefon a ptem lekarza i upewnialam sie czy jesli nie bedzie pecherzyka to nie bedzie IUI a one dalej dlaczego i ze trzeba bedzie zaplacic za material a ja juz sie wkurzylam bo pytalam sto razy i teraz w gabinecie przed chwila zas czy mimo odmowy musze placic...powiedzilam ze ustalalam wczoraj z lekarzem ze jesli nie bedzie pecherzyka to nie bedzie IUI ze lekarz o tym wiedzial ze byl widocznie pewny ze bedzie pechezryk mimo iz uprzedszalam ze moze nie byc...
W miedzyczasie poprosilam o ksero dokumentacji historii leczenia to tez wielki problem bo sie lekarz musi zgodzic...z wielkim bolem dlai ksero tej wizyty ktorej odmowilam IUI ja mowie ze chce wszytko (juz wiedzialam ze wiecej tam nie przyjade i chcialam miec jakies paiepry ze mialam IUI) to z laska po 100 razie daly ksero tylko zabiegow IUI...zdjecia pecherzyka z tego cyklu nie dala ale stwierdzilam ze mam juz to w nosie ze jeszcze chwile tam posiedze i strace cierpliwosc...wyszlismy z domu...bylam roztrzesiona wkurzona sfrustrowana...masakra...
A on chcial ustalac IUI na poniedzialek 4 dni po ovulacji...nie wierze ze nie widzial ze pecherzyk peka ze za chwile owulacja i specjalnie sutalil IUI na poniedzialek...jedno sie na mysl przychdzi zrobil to specjalnie zeby nie doszlo do zaplodnienia...czyli nastawieni na kasiore tak samo z tym badaniem nieszczesnym HSG kase wzieli postawili diagnoze ze oba jajowody niedrozne i tylko In Vitro
masakra....jedna wielka porazka...
Ale człowiek uczy sie na bledach teraz jak zbacze ze lekarz mnie nie slucha powiem mu ze nie chce sie wiecej u niego leczyc i juz...no masakra
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lipca 2016, 21:33
Z ta dieta bezglutenowa to calkiem dobrze mi idzie (z wyjatkiem srody bo byly moje urodziny i maz zarzadzal jedzeniem) no ale odstawic nabialu to nie bede w stanie. No i ryby tez jem ale mieso bardzo duzo rzadziej. Nie moge sie dac zwariowac.
Jedziemy dzisiaj na farme gdzie wszystko ekologiczne wiec sobie pozbieram co mi trzeba.
Przyszedł Profertil Plus w podartym opakowaniu, z uciętymi rogami w dwóch blistrach i z dziurą pod tabletką w innym. Wkurzyłam się, porobiłam zdjęcia, napisałam maila, zadzwoniłam i złożyłam reklamację. Mailowo odpisali, że ją uznają, mam odesłać produkt. Tylko czasu nikt nie zwróci.
OVU szaleje, bo pokazuje mi 6dpo, a to dopiero 17 dzień cyklu, a śluz rozciągliwy dopiero zaczyna nieśmiało się pokazywać. Wszystko przez to, że dość późno w tym cyklu zaczęłam mierzyć tempkę i system zwariował. Testy owu wychodzą póki co negatywnie.
Dziś byliśmy w aquaparku, robiłam sobie nadzieje na saunę, ale była nieczynna. Mimo to i tak zaliczam wypad do udanych.
Za tydzień wyprawiam córcię w góry z chrzestną i babcią (teściową) i zaczynam planować wyjazd z mężem w ramach 10. rocznicy ślubu. Na razie wygrywa pomysł z wyjazdem na Litwę i może Łotwę... szukam atrakcji, ale na razie większość przewodników pokazuje kościoły, cmentarze i tego typu rzeczy głównie dla starszych Polaków, którzy tam jadą. Szukam też czegoś mniej emeryckiego.
Na razie nie wiem nawet kiedy ów wyjazd miałby być, bo urlopu mąż na razie nie ma, ale ma mieć.
Mama zombie...
Nie ma to jak pobudki w środku nocy i to nie przez dziecko... a jak się udało zasnąć to F. się budził. Nocka straszna. Teraz wstał po 7 i dzień się zaczął. Dodatkowo zęby, o matko! Niech już wyjdą, bo to moje maleństwo męczy się okrutnie. Smarujemy żelem, masujemy, mamy gryzaki chłodzące. ale to wszystko jest na chwilę. Całe łapki wędrują do buzi, slini się straszliwie. I placze. wczoraj nawet jak mu smarowalam dziaselka. Teraz grzecznie bawi się na macie, ogląda obrazki na puzzlach piankowych. A najbardziej lubię jak bawiąc się śpiewa sobie: la,la, la. I to takim słodkim glosikiem. Słuch to na pewno po tacie i dziadku.
Co do taty- raz dobrze, raz źle. Warczymy na siebie, potem się godzimy, by po jakimś czasie znów wybuchła awantura. I to o drobnostki. Ale chyba w większości małżeństw tak jest, prawda? Fakt faktem, od ciąży te kłótnie są częstsze. Może to stres, może nasze zmęczenie i ciągłe obawy o Małego. Ale staramy się. I nie tylko ja. On też - o dziwo. Postawiłam sprawę jasno i uwaga- poprawa. Oby to nie był tylko slomiany zapał. F. zaraz skończy pół roku, a przecież w planach Maleństwo nr 2.
F. uwielbia nowe smaki, próbowaliśmy rybki, która okazała się strzałem w 10. Tylko mojego mleka coraz mniej. Odciagam juz tylko 2 razy dziennie i to po 50, 60 ml. Wczoraj wieczorem było tylo 30, dzisiaj rano po całej nocy też. Póki coś tam jest to będę dalej odciągnąć, bo przecież F. kompletnie nie jest cyckowy. Szkoda, że nie udało mi się tego ogarnąć. Nie odwroce już, ale najważniejsze przecież, że prawie 6 m-cy to moje mleko było jego głównym posiłkiem.
Teraz mama bierze się za siebie. Do zrzucenia trochę zostało, ale nie takie wyzwania pokonywalam. A więc dzisiaj dieta czas start! I nie od jutra,dzisiaj!!!
Edit: kolejna awantura. Niech ten dzień się skończy. F.zmeczony po wczorajszej imprezie rodzinnej dzisiaj jest nie do życia. A ja znowu płaczę, że zostałam sama. Zmęczona, głodna, niewyspana. Taki urok matki.. Trzeba się pogodzić z rzeczywistością i nie oczekiwać cudu. Szkoda, że mama tak daleko. W piątek pomagała i dzięki temu mogłam posprzątać generalnie dom. Przydałaby się tutaj częściej. a na domiar złego czuję, że wczorajsza klimatyzacja odbiła się na moim gardle i karku. Eh, życie i szara rzeczywistość.
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lipca 2016, 18:48
4dpt
Czasami cos zakłuje czasami zaboli jajnik ale nic stałego sie nie dzieje. Wczoraj wzielam ostatnia dawkę relanium, a dzis dzis czuje jakbym dalej je brała- Poniedziałek?
siedzę w pracy i chce juz do domu bo mam wrażenie jakby ktoś mi decha w głowę strzelił, wiec boje sie brac za cos poważniejszego 
Mysl o fajce mnie nie opuszcza... Co tez dobrze nie wróży...
Spaaaaac
3 dpt
Nic nie czuje żadnego ćmienia w brzuchu null. W ogóle nic nawet piersi mnie nie bolą a zawsze po progesteronem miałam wrażliwe 
Z kolei jestem mega poddenerwowana, na imprezie opierdzielilam męża ze 3 razy i wpadłam w jakaś furię, no wariatka poprostu, nie wiem jak on ze mna wytrzymuje. Do tego jak powiedziałam ze nie pije to obecne kobitki wszystkie wymownie na moja siostrę próbowały wyczytać czy jestem w ciąży...no kurwa Mac przecież zawsze ktos nie pije żeby ktos mógł pic... Ale oczywiście w moim wieku to na pewno ciąża!!! Co za wścibstwo!!! Nienawidzę. Dobrze ze nikt nie spytał bo postanowiłam ze jak następnym razem ktos zapyta to nie bedzie sympatyczna odpowiedz...
Wracając w nocy zatrzymała mnie policja... Odstresowujące ogromnie
całe szczęście, pierwszy raz mnie puścili, a przejechałam na czerwonym 
Jeszcze mnie dzis złapało kichanie na maksa aaa i jarac mi sie z tego wszystkiego chce na maksa WSPANIALE uwielbiam ta potransferowa frustracje 
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lipca 2016, 10:16
Znów nie przespana cała noc, spałam może 1,5 godziny + niecałą godzinę po 9, dziś pobolewa mnie trochę brzuch jak na @, ale już przestaję zwracać uwagę na swoje objawy, bo to tu coś a to tam coś i tak w koło.
Dziś mamy jechać do rodziców, choć mieszkają w tym samym mieście, odkąd jestem w ciąży i miałam nakaz odpoczynku i leżenia to jedynie w niedzielę mogłam sobie pozwolić na wizytę.
Ogólnie spacer to dla mnie luksus i chodzenie na dalsze trasy sprawia mi trudność, ale chyba tak już jest pod koniec ciąży prawda?
Jak ja zazdroszczę dziewczynom co mogą pozwolić sobie na aktywność, ćwiczenia itp
Odliczam dni do wizyty- można powiedzieć, że zostało 9 dni, za 9 dni wszystko będzie jasne- data CC i dr zrobi usg- modlę się, żeby dobrze wyszło.
Strasznie boję się tej cesarki, czy sobie dam po niej radę, ale czy mam wyjście? będę musiała.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.