14dc - coraz bliżej i bliżej ;)


Czuję się świetnie! :)
Czuję w sobie taki wewnętrzny spokój, którego mi brakowało :)
Miejmy nadzieję, że taki spokój będzie we mnie w każdym cyklu bez Baby Boom'a ;)

Moje poczynania w staraniach?

Hmm... Zamówiłam sobie 50 testów owu + 5 testów ciążowych. Tak na dobry początek ;)
Kolejną dobrą wiadomością, jest to, że kolejne 5 miesięcy zapowiada się bardzo dobrze, pod względem dni płodnych + owu tzn. mniej więcej w okolicach weekendów ewentualnie w końcówce tygodnia, gdzie będę mieć szanse podjechania do mojego na <3 <3 <3 ;) (wiadomo, że nie tylko po to :P)

Za 2 tygodnie przypadają mi nocki, więc będę chciała wybrać się do lekarza na NFZ po skierowanie na badania, które robiłam w zeszłym roku czyli na : lipidogram, próby watrobowe, CRP ilosciowo, TSH, FT3, FT4, FSH, LH, estradiol, progesteron, estriol wolny, no i markery nowotworowe CA 125.
Muszę tylko podpytać się mojej prywatnej lekarki, w których dniach cyklu mam je zrobić, bo zakładam, że około 1 sierpnia małpiszon wpadnie.
No i w sumie to wsio z planowania bo wszystko i tak wyjdzie w praniu ;)


Dodatkowo chciałabym się wyżalić, wygadać bo może to ja jakaś nienormalna jestem.

Otóż miesiąc po mnie, przyjęła się pewna dziewczyna. Ma coś ok.37 lat. Na początku wydawało mi się, że jest w porządku, niestety okazało się inaczej. Powiem Wam, że nigdy w życiu tak fałszywej osoby nie widziałam!
Wydaje jej się, że jest najważniejsza, najlepiej wszystko wie a gdy słyszę jej hasło w stylu: "Bo ja mam swój wiek..." to mi się nóż w kieszeni otwiera :/
No ale wracając do wątku. Od samego początku gada tylko o tym, że MUSI (!) mieć dziecko. Bo ona choruje na tarczycę, PCO i wyniki ma złe, bo badania są drogie bo ona nie da 150zł (!) za badania, bo jej mąż nie chce się badać i ona twierdzi, że to on jest bezpłodny (!), bo jaka to ona nie jest poszkodowana i takie tam hasełka...

No wybaczcie... Ale albo ze mną jest coś nie tak albo z nią.

Bo rozumiem, stara się o dziecko. CHCE mieć dziecko. Zrobi wszystko i za każdą cenę aby się wyleczyć. Nawet jak badania będą kosztować 500zł.

Ja też się staram już prawie 3 lata a może i więcej ale nie chodzę do wszystkich i nie rozpowiadam tego! Nie "chwalę się", że mam problemy z jajnikami, brakiem owu czy też niskim poziomem progesteronu.
A i nie odpier.... mi co miesiąc i nie mam mega katastrofalnej ciąży urojonej tak jak to jest w jej przypadku...

Działam i staram się dążyć do upragnionego Cudu.

A ona? jak dla mnie to wygląda na to, że musi mieć dziecko bo nie chce jej się robić.

I tylko współczuję jej przyszłemu dziecku, bo jak już zajdzie to jej całkiem odbije...


I nie, nie jestem zazdrosna czy coś. Po prostu stwierdzam fakty po jej zachowaniu.
Według mnie taka osoba powinna iść najpierw do dobrego psychologa a potem dopiero starać się o maleństwo...

15tydzień +2. W końcu się udało, kupiłam test tak dla zasady,zrobiłam i odłożyłam ze świadomością że znów oszukuje samą siebie. Myliłam się. Tego uczucia nie da się opisać,zobaczyłam dwie piękne wyraźne kreski. Dopiero kilka dni później dotarło do mnie co się właściwie stało. Niestety mój partner mnie zawodzi z każdym dniem. Nawet nie zapyta się jak moje samopoczucie, nie potrafi przytulić się do brzuszka ani nawet mówić o dziecku. Bardzo mi przykro ,miało być wszystko inaczej i dlaczego on sie tak zachowuje? Myślałam że to szok ze przejdzie mu,a tu mijają 4 miesiące i nadal bez zmian. Cóż,smutna historia... Pozostaje mi tylko mieć nadzieję że wszystko się jakoś ułoży.

Requiem Do czterech razy sztuka! 15 lipca 2016, 10:04

8 dpt
Beta 0,1
Dziekuje

Minęło już 1,5 roku starań, naszło mnie na małe podsumowanie tej staraniowej drogi:
- pierwsze trzy miesiące, nic się nie dzieje, zaczynam przeglądać strony, dołączam do forum na ovufriend
- czerwiec 2015 problemy z tsh, opanowane do września, nadal czekamy myśląć, że to było przyczyną
- listopad 2015 badania męża, słabo, problem z upłynnieniem aglutynacją i lepkością
- marzec 2016 okazuje się, że mamy ureaplazmę, leczymy, ginekolog obstawia, że to mogła być przyczyna niepłodności i wstrzymać zabieg do września
- czerwiec 2016 powtórne badania ureaplazmy, zabita, badania męża super poprawione
- czerwiec 2016 laparoskopia i histeroskopia, przegroda, wada rozwojowa macicy, endometrioza II stopnia
-lipiec 2016 kontrola u gin, wszystko ok możemy się starać

W tym czasie nasikałam na dziesiątki testów owu i ciążowych, z tymi drugimi dałam sobie na luz mniej więcej po roku starań bo miałam dość psychicznego wpierdolu od jednej kreski non stop. Dodatkowo zdarzyło się parę płaczących dni a raczej wieczorów pt. dlaczego jeszcze nie?
Choć z drugiej strony, bo zawsze staram się wypatrywać tej dobrej strony
- dotarł się nasz związek przez te ciężkie chwile
- widząc miny męża kiedy mówiłam mu, że znowu nie, dały mi pewność, że on chce tego dziecka
- wiedza jaką nabyłam o NPR na pewno będzie bezcenna w przyszłości i czuję się dumna, że tyle wiem
- przekonałam się już na 101%, że mam zajebistą teściową, nie taką co to wyrzuci synkowi, że wybrakowany towar sobie znalazł i która jest w stanie wstać po nocnej zmianie, ugotować i przywieźć gołąbki synowej, nie wspominając o tym, że 5 dni mi woziła obiadki.
- dzięki temu, że my jeszcze nie, a inni już tak (czyt, nasi znajomi)miałam okazje poniańczyć dzieciątko i upewnić się, że jednak się nadaję


A tak poza tym to co, 8 dpo, cały czas cziluję i się nie nastawiam staram się nie myśleć, był wypad ze znajomymi, piwko wódeczka winko grill i tak cały czas.Nawet zdobyłam kamień milowy pod tytułem wykąpałam córkę koleżanki potem uspałam zanim ona zdążyła wrócić z apteki, zajęło mi to jakieś 25 min. fakt, Zuza była fest zmęczona już ale mina mamuśki była bezcenna:D A tak w ogóle nostalgia mnie złapała, bo gdyby udało nam się w 1cs to miałabym dziecko w tym samym wieku co Zuzola. Ale nadal czekamy, chociaż wcale yle nie powinniśmy bo moja wada macicy powinna zostać wykryta duuuużo wcześniej, no i tu się potwierdza teza, że ginekolog który pracuje z oddaniem musi być, a nie jakieś gnoje.
Parę dni temu miałam sen, że spaceruję z moją córeczką (nie wiem co to ja mam z tą córką, czuję, ze będzie córka i tyle:D) a na następny dzień śniło mi się, że w piątek następny robię test bo w sobotę panieński i były dwie tłuste krechy.
I tak oto został tydzień do okresu lub testowania, co by nie było będzie ok, wiadomo, radość większa w przypadku drugim, ale nawet jak się nie uda to wielkiej tragedii nie będzie, w końcu jest to cykl w którym miałam robiony zabieg, więc nie będę oczekiwać cudów. Najwyżej będę miała weselszy panieński z alkoholem ;)

Jutro idziemy na weselicho i mam zamiar pić, i niczym się nie przejmować, za tydzień panieński, za trzy tygodnie kolejny panieński, za 4 kolejne wesele i za 6 jeszcze jedno i koniec weselnego maratonu :) po drodze jeszcze 30ka mojego męża i moje 26 urodziny;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lipca 2016, 10:16

I kolejna dobra wiadomość :D

Inofolic - u mnie w aptece 60 saszetek kosztuje około 150zł a teraz w aptece gemini kupiłam dwa opakowania Inofolicu po 60 saszetek za... 151zł! I to z przesyłką :D

Chyba jednak przestawię się na apteki internetowe ;) :*

KONIEC, koniec marzeń i nadziei. ..przynajmniej na ten miesiąc, kiedy wróci nadzieja (hahaha matka głupich) ??? nie wiem,teraz czuję się wybrakowana. Jestem wybrakowana!Nie potrafię/nie mogę zajść w ciążę,a jak zaszłam, to ją straciłam.Nie wiem czy,9 cykli to mało,czy dużo, dla mnie to dużo,dużo straconych nadziei. Coś jest nie tak,tylko do cholery,czy z moim organizmem czy z męża plemnikami, no co do cholery???Wczorajszy ból dołu brzucha i krzyża w 23dc i dzisiejsza plama na papierze w 24 dc,pokazują tylko,jak co miesiąc,że NIE JESTEM W CIĄŻY! !!Ta cholerna Luteina,na mnie nie działa Ten cholerny żal,że przyjaciółki były/są w ciąży- jest nadal,nie chce tak po prostu odejść, co miesiąc o sobie przypomina! !!Dlaczego nie mogę tak po prostu zaliczyć wpadki? dlaczego nie mogę wpaść tak niespodziewanie, jak wszystkie panie,które "kochają się"gdziekolwiek i kiedykolwiek, o witaminach nie słyszały,a o lekarzu prywatnym nie śmią pomyśleć, dlaczego nie mogłabym urodzić tak łatwo jak one- często wcale nie w szpitalu.Dlaczego to jest takie popieprzone? ??Dlaczego w niektórych rodzinach ot tak po prostu,pojawia się od 8 do 10 cudów życia???jaką to do cholery tajemnica? Moja głowa jest za tempa żeby to pojąć,serce za bardzo chcące, a organizm wybrakowany. Grzeszę myślami,ale taka już jestem, żeby kiedyś się podnieść. Muszę przemyśleć co zrobić.

Bylismy dzisiaj u androloga z wszystkimi wynikami.

Wszystkie z wyjatkiem morfologii poprawily sie kilkukrotnie. Koncentracja nadal niska bo 9mil/ml ale poprzednio bylo 2.4, ruchliwosc byla dobra a jest teraz prawie 70%, niestety morfologia dalej na poziomie 1-2%. Doslownie wszystko, a bylo tego 4 strony w normie. Androlog kazal sie wyluzowac i poczekac 6 miesiecy zanim przystapimy do IVF a dla meza dalej witaminy i zgubic ok 8 kg, zeby podwyzszyc teatosteron a tym tez liczbe.

I juz nawet nie wiem czy mam sie cieszyc czy nie, wizyta panstwowa w sprawled IVF 4 sierpnia, jeszcze tylko meza musze przekonac, ze dalej na nia musi isc.

elinkagd Starania o drugie dziecko 24 lipca 2016, 17:53

Wczoraj nie wyszły nasze starania. Najpierw mąż był w pracy a później ja wybylam na panieński do kuzynkii wróciłam późno. Myślałam ze może jak wrócę, ale byłam już tak padnieta a jeszcze synek wylądowału nas w łóżku. Test owulacyjny nie wykazał wczoraj wzrostu LH w poprzednim cyklu 13dc już był pozytywny. Może to cykl bezowulacyjny. A może to wina testu bo teraz mam inny niż w poprzednim miesiącu. Widać tylko bardzo jasno kreseczke więc może jest nadzieja.

Już nie moge doczekać się świąt z moim malenstwem, marzy mi się córeczka. Szkoda,że jestem ze wszystkim sama,że mój partner po 4 latach bycia razem okazał się bardzo niedojrzaly. Wciąż ja snuje plany i mam nadzieję że dojrzeje,może się tylko łudze. Nie znałam tego człowieka,jest obojętny w stosunku do mnie. Okropne ma teksty i jego obojętność do dziecka i do mnie po prostu mnie boli,miało być zupełnie inaczej. Kto wie,że nie zostanę sama z moim skarbem. Myślałam że ciąża to taki cudowny stan, w 5 tygodniu zaczęły się problemy zoladkowe i tak do dziś,ucisk na żołądku niby to normalne ale męczę się,oczywiście mój partner nie rozumie tego sądzi że sobie wymyslam,podczas kłótni potrafi mówić ze już nie chce ze mna być bo ma mnie dość,mówi ze nie ma czegoś takiego jak hormony ze mam przestać wydziwiac. On staje się potworem,to nie ten sam człowiek którego pokochałam. Z dwa tygodnie temu podczas kłótni powiedział mi ze chce się rozstać itp,ublagalam go żeby przestał ale zapytałam co z dzieckiem... odpowiedział ze to mój problem. Słowa bardzo bolały,popełniłam błąd ale skąd miałam wiedzieć że zmieni się w kogoś kto traktuje mnie jak zwykłego kundla. Jeśli ktoś to czyta domysla się ze przechodzę ciąże ciężko,że na dzień dzisiejszy czuje się bezsilna i żyje z dnia na dzień,tak po prostu.Boże,pomóż mi.

Akinom59 Przedłużyć młodość 15 lipca 2016, 12:25

Już chwilę nic nie pisałam!no bo co tu pisać nie chcę się użalać nad sobą wiem innym jest ciężej,gorzej a i tak się cieszą miłością,soba,tym że żyją,bylo mi źle,bardzo źle pół dnia przepłakałam!a potem poczułam ulgę i taką wielką nadzieję i miłość w sercu czułam bliskość Boga i już wiedziałam że to On ukoił moje serce i wlał w nie swoją miłość! Jestem silniejsza! będę się starać nadal wsparcie Wasze!! Także mnie umacnia modlitwa Wasza jest to łaską od Boga cieszę się że Was poznałam chyba tak miało być! Buziaczki

Patt1002 Czekamy na Aniołka 4 listopada 2018, 20:32

Ostatnio mialam bardzo ciężki czas, oprócz tego, ze porad nie rozłożyła mnie choroba, to jeszcze mialam trochę stresu.
Sroda-czwartek mam dostać @, czekam na możliwość zrobienia testu. Największym cudem świata byłby pozytywny wynik. Prawda jest taka, ze choćbymśmy nie wiem jak bardzo wmawialy sobie, ze tym razem to nie ma szans to i tak jakoś tak mamy z tylu glowy "a moze wlasnie jednak" i za wszelka cenę chcemy by ta @ nie przyszła wcale. Dla mnie te ostatnie tygodnie sa jednym wielkim klocem stresu. A test najchętniej robiłabym tydzień temu, ale sie wstrzymuje... Jak to potocznie sie mowi "wisi nade mną czarna chmura"

Ren Bog Najlepszym Lekarzem. 15 lipca 2016, 15:21

Modlitwa małżonków o dar potomstwa

Dobry Ojcze, dziękując Ci za dar sakramentu małżeństwa, za łączącą nas miłość, oddajemy w Twoje dłonie naszą przyszłość. Z całego serca pragniemy wypełnić nasze małżeńskie i rodzicielskie powołanie. Ty widzisz nasz ból spowodowany brakiem dzieci. Czujesz ciężar krzyża, który dźwigamy. W tej trudnej dla nas chwili chcemy trwać przy Tobie.

Święty Jan Paweł II powiedział, że "wydając na świat dzieci, małżeństwo osiąga pełny rozkwit: w nich dokonuje się uwieńczenie owej całkowitej wspólnoty życia, która czyni małżonków jednym ciałem. Dzieci nie są dodatkiem do życia małżeńskiego. Nie są opcją, ale najcenniejszym darem, wpisanym w samą naturę związku małżeńskiego".

Za wstawiennictwem św. Jana Pawła II, Papieża, który umiał Tobie zaufać, prosimy Cię, Boże, nasz Ojcze, o dar dzieci.
Podczas liturgii sakramentu małżeństwa ślubowaliśmy, że przyjmiemy potomstwo, którym zechcesz nas obdarzyć. Jesteśmy na to gotowi. Usuń wszelkie przeszkody - zdrowotne, ekonomiczne i każde inne. Pozwól nam cieszyć się rodziną, pozwól zobaczyć owoce naszej miłości. Amen.

Nya W oczekwianiu na dwie kreski 15 lipca 2016, 14:48

Dwa dni temu siostra męża przysłała mi zdjęcie pozytywnego testu ciążowego. Nie muszę chyba pisać, jak zrobiło mi się smutno. Jeszcze tego samego dnia dowiedziałam się, że nie tylko ona, ale i kuzynka tez jest w ciąży. Dzwoniły do mnie szczęśliwe, opowiadały. mogły sobie darować, wiedzą,w jakiej jestem sytuacji. Obie zaliczyły klasyczne wpadki.
Płakałam chyba z godzinę.Mąż tłumaczy mi, że tak nie można, że muszę się uspokoić, podejść do tego bardziej na luzie. Tylko jak?

efta historia jak ich wiele... 15 lipca 2016, 14:51

8 dc
Odebrałam wynik czystaośc pochwy, nie wiedząc co znaczy, bo wyszło, że mam liczne pałeczki Gram dodatnie lactobacillus, poleciałam do szpitala do ordynatora. Ten stwierdził, że stopień czystości II to bardzo dobry wynik. Okazuje się , że te pałeczki to te dobre, potrzebne bakterie w pochwie. uff bo już się bałam , że znów jakies leczenie mnie czeka i kolejny wymaz u przemiłych pań z przychodni dla kobiet.
Spytałam jeszcze ordynatora czy powinnam odstawić lek dopochwowy, który przyjmuje. Gdy usłyszał jego nazwę to szeroko otworzył oczy. Bo dopochwowo biore lek na leczenie męskiej potencji ;) (w moim przypadku ma działać na endometrium). Kazał odstawić 2 dni przed. natomiast moja gin z kliniki kazała mi go brać cały czas tylko nie wsadzać go w dzien badania, ja jej na to, ze on się słabo rozpuszcza wiec moze nie wkładać juz dzień wczesniej na noc, ona na to i tu cytuje "najwyżej resztki sobie wygrzebią"...

pietruszkanatki Dążymy do celu! 15 lipca 2016, 16:32

Ostatni dzień L4... jutro do pracy ehhh
Ale chociaż zrobiłam dziś dwa obiady, żeby było już na weekend jak będę w pracy no i poleniłam się troszkę ;)

Kupiłam wczoraj mężowi witaminki, a dzisiaj sproszkowany korzeń maca, tak profilaktycznie.

Co najgorsze, w trakcie moich dni płodnych w tym cyklu będziemy u rodziny i mogą być problemy z <3, bo dużo nas się zjeżdża i nie wiem, czy na kupie nie będziemy spali :D

Ale spoczko, odpuściłam na tyle, że nie martwię się ;) co ma być to będzie, jak nie dziś, to jutro ;)

caly dzien sprzatania zeby odgonic mysli .. zmeczylam sie ..ale nerw mi nie przeszedl :( @ naprawde daje mi w kosc. brzuch boli i to bardzo dzisiaj ..poklucilam sie z lubym :( o nic ..poklucilam zadnej wymiany zdan nie bylo :)) ja nawrzeczalam na lubego ..wyciagnelam brudow kilka i odrazilam sie takze o nic ..dobrze ze trudno go wyprowadzic z rownowagi, chociaz pewnie dusil mnie w myslach juz kilka razy ..obiecuje sobie zawsze ze nie bede sie na nim wyzywac..musze byc dla niego lepsza on tez jest przeciez czescia tego calego zamieszania , starania , niepowodzenia itd ... bede dobra zona ugotuje kolacje zapale swieczke ..na przeprosiny ... chlop ma stalowe nerwy ..

i nastał taki dzień ... kiedy wstałam rano poszłam do łazienki.... i spogladając w lustro na swoja twarz pomyślałam.... matko jak ja wyglądam muszę zrobić makijaż przed wyjście do pracy. eh starzeje się .raczej nie jestem maki jazowa , rzadko się maluje i nie odczuwałam większej potrzeby...a dziś ... ostatnie tygodnie w pracy dały mi w kość i widać zmęczenie na twarzy.

11 dc i niczego nie jestem pewna co ma być będzie....miałam jednorazowe plamienie 9dc i ból jajników potem śluz przezroczysty i bardzo rozcjągliwy.


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lipca 2016, 23:33

Dooti Czekając na cud... 7 marca 2017, 19:27

5t5d
za mną dwa cholernie ciężkie dni. Migrena musiała o sobie przypomnieć. masakra jakaś po prostu, nie wiem jak wytrzymałam wczoraj te 8 godzin w pracy. Jak tylko skończyłam prace, pędem pobiegłam do domu i wpakowałam się do łózka, paracetamol który w końcu po godzinach męki zdecydowałam się zażyć niestety nie pomógł, no ale tego też się spodziewałam, przecież zwykle na ataki nie pomaga mi nawet ketonal. Horror po prostu horror, leżałam z mokrą bawełnianą ściereczką na głowie. Dziś jest już znaczne lepiej, trochę czasem zaćmi, ale naprawdę da się przeżyć a czasem nawet zapomnieć ;)
Do wizyty pozostał jeszcze praktycznie tydzień. Skłamałabym gdybym powiedziała że się nie denerwuję, że się nie martwię. Boję się bardzo. Ale nie mogę nic zrobić, co ma być to będzie. A wierzę że będzie dobrze.
Brzuch mnie pobolewa, cycki moje niewielkie ale napięte i wrażliwe, jak tylko ściągnę stanik to mimo tego iż nie są imponujących rozmiarów to naprawdę czuję ich ciężar.
Byle do 15 marca <3

Wczoraj wieczorem poprzestawialiśmy meble w mieszkaniu już pod kątem Adasia :) Łóżeczka jeszcze nie kupujemy, poczekamy do września, ale wiemy już teraz, że na pewno będzie na nie miejsce obok naszego łóżka :) Komoda, na której planujemy umieścić przewijak też dotarła już na swoje docelowe miejsce w naszej sypialni, a dwie szuflady już są w większości zapełnione ciuszkami małego :) Dziś po raz kolejny je sortowałam, aż mi się śmiać z siebie samej chciało :D

Refleksje po sortowaniu ciuszków:
1) mamy ich już naprawdę dużo! Dwie paczki używanych ubranek wystarczyły, żeby wyposażyć moje dziecko w praktycznie wszystko, co będzie mu potrzebne, i to w kilku rozmiarach :) Zostały nam drobiazgi typu skarpetki :) Nie jestem pewna, czy nie przydałoby się więcej śpiochów i półśpiochów zamiast spodni, ale to już dokupimy jak mały będzie na świecie i zobaczymy, jakiego jest rozmiarów i co nam wszystkim z ubrania najbardziej podpasuje, przez ładnych parę dni nawet bez prania i tak goły nie będzie ze swoją garderobą :D

2) niemowlęce ciuszki są takie słodkie i tak fajnie pachną!

3) mam dwa kombinezony polarowe, jeden mały i jeden duży (marki nie polskie, więc rozmiary niewiele mi mówią). Nie mam kombinezonu zimowego, ale ten też planuję dokupić jak już Adaś będzie na świecie. Powinno to nastąpić w połowie października, więc zakładam, że nawet jak będzie zimno, to kombinezon polarowy plus kocyk powinny wystarczyć.

Teraz zaczynam polować na pościel do łóżeczka i wózka, otulacze i/lub śpiworki i powinnam mieć tekstylia praktycznie z głowy. Zastanawiam się tylko, czy jest sens kupować specjalny ręcznik dla dziecka skoro ręczników mam tyle, że wypadają mi z szafy???

Tematy do zgłębienia w najbliższych tygodniach:

1) pieluchy wielorazowe - jak to w ogóle teraz działa, bo z pobieżnego czytania zorientowałam się, że jest to znacznie bardziej skomplikowana kwestia niż myślałam.

2) jaki materacyk do łóżeczka???

3) butelki/laktatory - ile i czy potrzeba przy założeniu udanego karmienia piersią (jeżeli z piersią nie wyjdzie, będę na szybko kupować zestaw do mm, ale jeżeli wszystko wyjdzie zgodnie z planem, to ile butelek i jakich potrzeba no i czy jest sens kupować na zapas laktator?

4) nakładki na sutki i inne tego typu akcesoria dla mnie - na razie to dla mnie czarna magia :D

Moja głowa próbuje się przestawić na pozytywne myślenie i stara się z optymizmem patrzeć w przyszłość, moje ciało niekoniecznie umie sobie ze wszystkim poradzić. Wczoraj w nocy złapał mnie tak silny nerwoból w klatce piersiowej, że myślałam, że się wykończę. Choć od czasu do czasu boli mnie w klatce piersiowej, to tak silnego ataku jeszcze nie miałam. Było mi duszno, ciężko się oddychało, wszystko we mnie drżało. Mąż chciał mnie wieźć na pogotowie, ale ja wiedziałam,że to tylko nerwy. Ból cały czas się utrzymuje więc dziś rano pojechałam do mojego rodzinnego lekarza. Zbadał mnie, zrobił ekg i potwierdził moje przypuszczenia. Nerwica i nerwoból. Dostałam leki przeciwbólowe i uspokajające i powiedział, że powoli powinno przejść. Zalecenie mniej stresu. Gdyby to było takie proste...

Ludzie wrażliwi mają w życiu przesrane. Zawsze bardzo się wszystkim przejmowałam, ale ten czas starań o dziecko chyba całkiem mnie dobije. Inne stresy, problemy przychodzą i odchodzą. Napięcie pojawia się i znika. Tymczasem stres niepłodności jest ze mną już od ponad 2 lat każdego dnia. I to nie jest tak, że codziennie płaczę, nie, żyję na pozór zupełnie normalnie, pracuję, śmieję się, staram się dostrzegać pozytywne rzeczy w moim życiu, ale to cholerne napięcie nie chce mnie opuścić ani na moment. Najgorzej jest rano jak się budzę i od nowa przypominam sobie swoją sytuację, czuję się zestresowana i dopiero codzienne obowiązki praca, książki pozwalają mi trochę ten stres poskromić. Ale on nie znika, czai się tuż za rogiem. Czytałam kiedyś artykuł o niepłodności w którym było napisane, że stres jaki towarzyszy przy walce z niepłodnością jest tak samo silny jak przy chorobie nowotworowej.

Tekst poniżej przeczytałam kiedyś w pamiętniku Apaczki, którą bardzo cieplutko pozdrawiam <3 Pozwoliłam sobie go skopiować, bo tak jasno i czytelnie oddaje to, co się ze mną dzieje, jak bardzo mnie gniecie ten ciężar który trwa tak długo:



Psycholog podczas wykładu na temat zarządzania stresem przeszedł się po sali. Gdy podniósł szklankę z wodą, wszyscy pomyśleli że zaraz zada pytanie "czy szklanka jest w połowie pusta czy pełna". Zamiast tego, z uśmiechem na ustach, zapytał "ile waży ta szklanka?".

Odpowiedzi były różne, od 200 g do 0,5 kg

Psycholog odpowiedział: "Nie jest istotne ile waży ta szklanka. Zależy ile czasu będę ją trzymał. Jeśli potrzymam ją minutę to nie problem. Gdy potrzymam ją godzinę, będzie mnie boleć ręka. Gdy potrzymam ją cały dzień, moja ręka straci czucie i będzie sparaliżowana. W każdym przypadku szklanka waży tyle samo, jednak im dłużej ją trzymam tym cięższa się staje.

Kontynuował: "Zmartwienia i stres w naszym życiu są jak ta szklanka z wodą. Jeśli o nich myślisz przez chwilę nic się nie dzieje. Jeśli o nich myślisz dłużej, zaczynają boleć. Jeśli myślisz o nich cały dzień, czujesz się sparaliżowany i niezdolny do zrobienia czegokolwiek.

Pamiętaj by odłożyć szklankę.


Pytanie jak to zrobić, jak odłożyć tę cholerną szklankę. Tak bardzo zazdroszczę wszystkim kobietkom, które są już mamami, najbardziej chyba tego, że nie muszą się już bać, że może nigdy ich największe marzenie się nie spełni...

Jutro wyjeżdżamy na tydzień na Mazury, mam nadzieję, że trochę się wyciszę , uspokoję, nabiorę nowych sił.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)