Jeeeest, zaczęłam urlop, niech tylko pogoda się poprawi... 
miałam dziś koszmarny sen. Co siedzi w ludzkiej głowie, że zwykła popołudniowa drzemka, odsypianie zarwanej sobotniej nocy, może wywołać całą masę dziwnych uczuć. Mianowicie śniło mi się, że jestem matką wcześniaka, który był tak wczesnym dzieckiem, że był malutką....jaszczurką, która z czasem rosła i przeobrażała się w małego człowieczka. Możliwe, że to dlatego, że wczoraj widziałam znajomych z dzieckiem, 1,5 miesięcznym wcześniakiem, który był mniejszy niż niektóre noworodki, ale dlaczego jaszczurka? niepotrzebnie sprawdziłam sennik, bo to dla kobiety oznacza szczęście, które będzie trwać krótko. Niby nie wierzę w senniki, sprawdzam z ciekawości, ale czuję teraz taki dziwny niepokój 
1dc
Małpa przyszła !
Nie zrozumiem co sie ze mną dzieje. W styczniu na okres czekałam 40 dni, teraz dostałam okres po 28 dniach !!! Juz nie pamietam kiedy miałam tak ksiazkowo @ !!!
Jestem zła ( nie smutna tylko zła a nawet wściekła ) dlaczego sie nie udało !!!!
Ile jeszcze czekania łez i złości mnie czeka !
Tak jak zapowiadałam dzis idę do sklepu po wiesiołek...
...Dzwoneczku - marzenie moje, czekam na Ciebie...
Ciąża zakończona 13 lipca 2016
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lipca 2016, 21:18
Dziś znowu mierze temperature po południu.
Dobranoc.
PS. Chyba nie umiem badać tej szyjki macicy.... za słabe doświadczenie w macaniu
Fika. Hmm, no fika...chyba. Czy sobie wkręcam?? Puk, puk:-) no ale co innego to może być? Zdaje się, że On tam faktycznie jest;-)
Zakładam dziś Nelce piżamkę, której nie miała na sobie kilka dni i co? Za mała! Niezły klusek rośnie 
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 sierpnia 2016, 23:35
Wyjechałam,jestem nad morzem,zamierzam odpoczywać, duuuużooo chodzić,jak najwięcej korzystać z dobrodziejstw plaży, jodować się i relaksować z książką. Co racja,to racja,lekarz nie zając, jak nie za tydz, to za 3 -4 tym.Przemyślałam też,że jak wrócę to najpierw zrobię badania ,które zlecił mi endokrynolog,a później z wynikami skonsultuję się z endo, a później albo pojadę do tego nowego gin- endo albo dopiero w połowie września do mojej gin, bo dopiero wróci z macierzyńskiego. Gdybym teraz poleciała do lekarza to pewnie zleciłby badania, bo innej możliwości nie ma,albo coś jest nie tak i pokażą to wyniki,albo blokada psych, więc póki co staram się dać na luz,bo cóż więcej teraz mogę?Byłam właśnie na zakupach,kupiłam parę drobiazgów na lepsze samopoczucie i zestaw witaminek z Inofemem. Później kosmetyczka, a jeszcze później spacer.Akurat jak wrócę za tydz wypoczęta, a mąż będzie wyposzczony,to będą wypadały "Te magiczne dni",tylko żebym jeszcze o nich zapomniała. ..Tymczasem pozdrawiam Was bardzo gorąco i trzymam kciuki za owocny czas.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lipca 2016, 14:42
Dawno mnie tu nie było, ale co tu dużo pisać jak u nas wszystko super?
Największa duma z tego, że mój dzieć je jak człowiek, pisałam już? Wszystko je! Chlebek, placuszki, potrawki z kurczaka - co do łapci to do pysia
, jasne ma też gorsze dni, ale generalnie bez porównania z tym co było kiedyś gdy każda łyżka była zła...
Chodzić całkiem sam to Maks dalej nie chodzi, myślałam że już dawno ogarnie skoro 1,5 miesiąca już mija odkąd pierwszy raz się puścił... ale nie, puszcza się coraz częściej ale góra 5 kroków i bach - widać ma problem z równowagą. No ale nie ma spiny - nie zmuszam, nie prowadzam za ręce itd - będzie gotowy to ruszy
Myślę że on ma większe cele - dla niego ważniejsze są wspinaczki - schody, drabiny, szafki, łóżka itd - no wszystko! Na schodach łapie się szczebelków i wchodzi i schodzi na dwóch... pięknie schodzi z łóżka na wstecznym
co jeszcze? Robi papa jak ma ochotę, mówi dziadzia, mama, tata, baba, czasem adas i pare jeszcze innych których nie pamiętam
uwielbia butelki z piwa i kubki od mamy - czesto udaje ze pije z mojego kubka kawę, oj duma wtedy jest fest! Dużo gada po swojemu...
Śpi zwykle całe noce, dziś drugi raz od dawna zasnął całkiem sam - jasne mamy naszą rutynę: kąpiel, książeczka i spanie
ale trzeba było mu zwykle pomagać z tym spaniem - nie noszę, ale przytulam 
Co jeszcze? Uwielbia dzielić się smoczkiem, chrupkami czy czymkolwiek co ma w łapci
Robi papa
nawet na cześć
i galopuje z tym rozwojem fest! Widzę że wszystko rozumie co się do niego mówi, doskonale wie czego nie może ruszać i nie raz mnie testuje... a jak widzi zamkniętą blokadę w szafce to jest ryyyyyyyyyyyyk.... straszny terrorysta z niego!
No i jeszcze robi milion innych rzeczy o których zapomniałam napisać 
AAAA roczek za chwile! Znaczy za miesiąc, ale robimy szybciej
Matko, ile on dostanie prezentów! I to jakie! Głowa mała....
Kocham go nad życie! I z niecierpliwością czekam na czas gdy będzie już czas na drugie

Nasza córka pojechała dziś na wakacje w góry z babcią i chrzestną. Nie będzie jej dwa tygodnie. Na szczęście mamy kontakt na telefon i skype.
Niedługo nasza rocznica ślubu, a tu żadnych planów. Będziemy wtedy sami, więc może w ostatniej chwili, zależnie od pogody, gdzieś pojedziemy.
Udostępniłam wykres. Jestem w fazie lutealnej. Zdecydowanie na nic się nie nastawiam. Nie wiem nawet, czy była owu. Jajnik pobolewał, ale nie było mocnego kłucia. U mnie jest jakoś tak dziwnie, że śluz rozciągliwy obserwuję nawet po wzroście temperatury. A może ja nie mam owulki? Test owu wyszedł mi raz pozytywny. Byłam w mieście dzień po tym pozytywnym teście i kusiło mnie, by zadzwonić do gina, by sprawdził na USG, czy jest jajo czy może już pękło, ale się rozmyśliłam. W środę mam wizytę u endo. Jutro chcę podrukować wyniki, jeszcze wszystkich nie widziałam. Szczerze, to trochę boję się sprawdzać, bo już mi ten podwyższony cholesterol dał do myślenia.
Myślę, że warto bym sprawdziła progesteron, ale to mogę zrobić po wizycie u endo, bo jeszcze będzie lutealna. Zastanawiam się, czy pokazać wykresy endo, czy nie? I jeszcze chciałabym sprawdzić, czy nie mam za dużej prolaktyny, najchętniej z obciążeniem, ale to już lekarz musi mi wystawić receptę. Cały czas zastanawiam się, czy te moje długie cykle nie oznaczają PCO, a w efekcie braku owulacji.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca 2016, 10:08
W sobotę byłam u swojego gina. Cykl bezowulacyjny ale to nic nowego i w sumie obecnie dla mnie nic istotnego, jajniki ładne, nic na nich nie ma. Ustaliliśmy też, że zamiast dupka na wywołanie będę brała lutkę dopochwowo. Pasuje mi to głownie ze względu na cenę, a skoro na ciążę naturalną nie ma szans, to jaką postać będzie miał przyjmowany przeze mnie progesteron też jest mi obojętne. Lekarz powiedział mi też, że w obecnej sytuacji on nam odradza dalsze podejścia do ivf. Powiedział, że jeśli pójdziemy do genetyka to raczej na pewno zlecą nam dalsze, drogie badania a tak naprawdę one nic nie zmienią. Mąż chce iść mimo to więc ok, za jakiś czas pójdziemy. Może w sumie ma rację, że następne podejścia to tylko wydawanie wielkich ilości pieniędzy i faszerowanie się wielką ilością leków. Oczywiście, kiedyś może się uda ale tak to można sobie mówić i za dziesiątym razem. Doktor w klinice już na pierwszej wizycie mówił, że z tak słabym nasieniem może się nie udać. Ale wtedy tak bardzo wierzyłam, że jednak się uda. No trudno.
Gdzieś w mojej głowie już od tej drugiej nieudanej próby jest myśl, że trzeba się pogodzić z tym co jest, ale nie potrafię. Całą sobotę przeleżałam w łóżku i przepłakałam. Nie potrafię się jeszcze pogodzić z tym, że my nie będziemy mieć w 100% swojego dzidziusia. Dalej frustruje mnie to, że my nie możemy tak po prostu się kochać i zajść w ciążę, że kiedyś okres po prostu nie przyjdzie. Dalej co miesiąc kiedy będę kupowała podpaski nie będę potrafiła zrobić tego bez ukłucia żalu. Ciąże w otoczeniu bolą bardziej niż kiedyś. Jestem już tym wszystkim bardzo zmęczona. Wiem, że przecież instytucja dawcy została wymyślona po coś i dla kogoś, wiem że tak jak pisałyście to tylko plemnik a dzieciątko wychowalibyśmy jak całkiem nasze, ale nie potrafię się pogodzić z samą myślą, że musi być właśnie tak.
Ostatnio kiedy przeglądałam papiery w poszukiwaniu dokumentów trafiłam na wynik pozytywnej bety z pierwszej próby. wiedziałam, że to ta kartka, ale nie potrafiłam na nią spojrzeć, nie dałam rady.
Teraz standardowa procedura - skupić się na czymś innym. Zadbać lepiej o siebie, zrobić w domu dokładne porządki, jakieś przetwory, sprawiać sobie małe przyjemności. W zasadzie dopiero od zeszłej środy nie pojawiam się w szkole, mam też parę godzin korków i w szkole językowej więc na nadmiar wolnego czasu nie narzekam. Od września nowe wyzwania w pracy, będzie się czym zająć. Ale całe życie nie może takie być. Nie chcę całe życie wymyślać sobie czegoś "zamiast". Nie potrafię i nie chcę potrafić.
4 dc.
Dawno nie pisałam.
Wiosna to jest to.Po pracy szybko obiad, a potem zawsze jest coś do zrobienia przy domu.
Nie oznacza to jednak że moje melancholijne nastroje odeszły całkowicie w zapomnienie, o nie.
Unikam rozmów o dzieciach jak tylko mogę.W pracy przede wszystkim.Nie chce żeby ktoś myślał co ona tam wie, nie ma dzieci to zielona jest.Poza tym już spotkałam się z pytaniami wprost- a Wy kiedy zostaniecie rodzicami?
Nie lubie głupich pytań.
Mój jakże świetny plan wygląda tak: niezależnie od jutrzejszej wizyty (oby chociaż zarodek był na miejscu) umówię się na 1 sierpnia do ginekologa obcokrajowca w moim mieście. To wydaje się jakieś sto lat czekania, ale w sobotę przyjeżdżają do nas moi rodzice i wyjeżdżają dopiero 27 lipca. A od 27 lipca do 1 sierpnia jest jak rzut beretem!
W międzyczasie muszę przygotować pełne wydanie magazynu i dogadać się z reklamodawcami. Stosy kartonów książek czekają też na skatalogowanie. I męczę się z biografią księżnej Diany, jak ją skończę to zabiorę się za coś to kranie czas a nie całe życie.
31 sierpnia będę już w 8 tygodniu, więc jeśli wszystko będzie pięknie, to powinnam usłyszeć małe migoczące serduszko.
Mieliśmy jechać do ciężarnej znajomej (jakieś 6 m=cy) - wykręciłam się kolejny raz
bo najzwyczajniej nie jestem w stanie zapanować nad moimi reakcjami kiedy myślę o ciąży - jakiejkolwiek teraz - mojej czy nie mojej, od razu wpadam w przygnębienie i złość że tak niewiele mi trzeba, żeby odwrócić się i uciec
wątpliwości miewam na każdym kroku, przerażenia również mi nie brakuje
chcę wierzyć jednak że to będzie tak jak z moją jazdą samochodem, kiedy po wypadku kuzynów kiedy zginęli nie byłam w stanie usiąść za kierownicą. Byłam roztrzęsiona, krzykliwa i płaczliwa... podobnie tak jak teraz kiedy myślę o dzidziusiu... jednak po dwóch latach ni stąd ni zowąd po prostu wzięłam kluczyki i wsiadłam w samochód i pojechałam
sama samiutka do pracy całe 6km
heh... tak bardzo chciałabym, żeby te rozterki skończyły się tak samo. Kiedy powiem i będę wiedzieć że chcę i że to jest ten moment i że będę szczęśliwa z myślą o dziecku... chciałabym któregoś dnia po prostu myśleć inaczej. Za każdą z Was w podobnej sytuacji trzymam mocno kciuki. Kolejny krok do przodu! Łatwiej się go robi trzymając kogoś za rękę....
Ciąża zakończona 13 lipca 2016
Szymuś jest już z nami ❤️
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 lipca 2016, 23:19
Hmmm,witam Was kochane, już wróciłam do pisania pamiętnika, do czytania waszych i do wspólnego przeżywania. Wróciłam tak szybko bo:
1.mąż nie za bardzo chce/ zrozumie, wysłuchiwać moich przemyśleń co do zachodzenia w ciążę,on chcę bardzo dzieciątka, ale myśli,że jak ja nie będę na ten temat rozmawiała,to się odblokuję. ..
2.koleżanki, które są w ciąży lub mają maleństwa, też do tematu podchodzą inaczej, zresztą ja nie chcę im co jakiś czas mówić,że jeszcze mi się nie udało
3.to,że będę pisała i czytała Was,odstresowuje mnie w jakiś sposób, każda z naszych sytuacji jest inna,ale wszystkie w TEJ kwestii doskonale się rozumiemy i takie wsparcie dużo daje,
4.to,co każda z nas zapisze, te doświadczenia, szukanie przyczyny, coś którejś z nas może pomóc,może któraś z nas czegoś się dowie- od lekarza, co będzie też mogło pomóc innej,
5.nie poddam się,wiem,że dam radę, chwilowa frustracja szybko minie i trza się brać dalej do roboty, nie ma co czekać,
6.a z koro nie ma co czekać, to zastanawiam się czy nie skorzystać z wiedzy innego lekarza- ginekologa-endokrynologa,skoro od 9mocy przed@ mam brązowe plamienia od 23/24dc,to wyczytałam, że może to być niedomoga lutealna. Skoro płacę za poradę mailową endokrynologowi i to sama dopytuję o badania, płacę za wizytę u gina,który 3msc daje mi Luteinę a nic innego nie zleca tylko "odpuścić i czekać ",to może taki fachowiec będzie coś więcej wiedział- spróbuję,jak i on karze czekać i wyluzować,to może wtedy, gdy będę wiedziała,że zrobiłam wszystko, moja łepetyna wyluzuje,
7.no i chcę przejść na ten fiolet z Wami
wystarczy punktów, żebyście zrozumiały dlaczego tak szybko powróciłam czy dalej dopisać?myślę,że tutaj się najlepiej rozumiemy, tutaj póki co jest nasze miejsce,jeszcze na chwilę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca 2016, 00:17
Dlugo mnie nie było. Potrzebowałam przerwy. Dalej się staramy
W tym cyklu przytulanie mamy wyjątkowo często, więc znowu mam nadzieję
Zaczęłam brać kwas foliowy i mój N też bierze
Niestety złapał grypę żołądkową ;/ Mam nadzieję, że mnie ominie.
Trzymajcie kciuki, jeszcze 10 dni do testowania 
Witajcie Dziewczynki:)
Długo tu nie pisałam ale cały czas byłam na bieżąco czytając Wasze wpisy(mimo,że prawie nie komentowałam).Tak na prawdę nie miałam o czym pisać.Od połowy maja jestem sama (T na statku),starań nie było.Od 3 czerwca jestem na diecie Chodakowskiej,ćwiczę i chodzę na endremologię(takie masaże pod ciśnieniem).Schudłam 7 kilo:).Chciałabym zrzucić jeszcze parę ale nie wiem czy uda mi się dojść do aż tak niskiej wagi.Mam 174 cm wzrostu,ważyłam kiedyś 62 kilo i wydawało mi się,że było bardzo ok.Teraz dotarłam do ponad 70 i to 62 wydaje mi się takie nieosiągalne i mam wrażenie,że będę wyglądała jak wychudzona baba:).Za niecałe 3 tygodnie wraca T.To powinien być początek mojego cyklu.Oczywiście nie zaniechamy starań chociaż przeszło mi to już przez myśl.Miewam coraz częściej przemyslenia,że powinniśmy zaprzestać na jednym dziecku tak jak jest.Narazie są to przelotne myśli ale nie mam już takiego "ciśnienia" na zachodzenie w ciążę jak wcześniej.Może przez to,że pochłonięta jestem sportem i dietą,a może już się wypaliłam w tych staraniach,mierzeniach,diagnozowaniach……Nie wiem.Na pewno za dwa tygodnie czeka mnie @,a później będzie co ma być
.Miłego dnia Wszystkim!!!!!!!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca 2016, 09:07
Dawno mnie tu nie było, ale co tu dużo pisać jak u nas wszystko super?
Największa duma z tego, że mój dzieć je jak człowiek, pisałam już? Wszystko je! Chlebek, placuszki, potrawki z kurczaka - co do łapci to do pysia
, jasne ma też gorsze dni, ale generalnie bez porównania z tym co było kiedyś gdy każda łyżka była zła...
Chodzić całkiem sam to Maks dalej nie chodzi, myślałam że już dawno ogarnie skoro 1,5 miesiąca już mija odkąd pierwszy raz się puścił... ale nie, puszcza się coraz częściej ale góra 5 kroków i bach - widać ma problem z równowagą. No ale nie ma spiny - nie zmuszam, nie prowadzam za ręce itd - będzie gotowy to ruszy
Myślę że on ma większe cele - dla niego ważniejsze są wspinaczki - schody, drabiny, szafki, łóżka itd - no wszystko! Na schodach łapie się szczebelków i wchodzi i schodzi na dwóch... pięknie schodzi z łóżka na wstecznym
co jeszcze? Robi papa jak ma ochotę, mówi dziadzia, mama, tata, baba, czasem adas i pare jeszcze innych których nie pamiętam
uwielbia butelki z piwa i kubki od mamy - czesto udaje ze pije z mojego kubka kawę, oj duma wtedy jest fest! Dużo gada po swojemu...
Śpi zwykle całe noce, dziś drugi raz od dawna zasnął całkiem sam - jasne mamy naszą rutynę: kąpiel, książeczka i spanie
ale trzeba było mu zwykle pomagać z tym spaniem - nie noszę, ale przytulam 
Co jeszcze? Uwielbia dzielić się smoczkiem, chrupkami czy czymkolwiek co ma w łapci
Robi papa
nawet na cześć
i galopuje z tym rozwojem fest! Widzę że wszystko rozumie co się do niego mówi, doskonale wie czego nie może ruszać i nie raz mnie testuje... a jak widzi zamkniętą blokadę w szafce to jest ryyyyyyyyyyyyk.... straszny terrorysta z niego!
No i jeszcze robi milion innych rzeczy o których zapomniałam napisać 
AAAA roczek za chwile! Znaczy za miesiąc, ale robimy szybciej
Matko, ile on dostanie prezentów! I to jakie! Głowa mała....
Kocham go nad życie! I z niecierpliwością czekam na czas gdy będzie już czas na drugie

Dziś 26 dc. Staram się nie myśleć o tym, czy dostanę @, ale po prostu się nie da. Od około dwóch tygodni chodzę wściekła jak chmura gradowa. Obrywa zwłaszcza mój mąż, którego o wszystko się czepiam.Typowe objawy PMS, choć gdzieś tam po cichu mam nadzieję, że może hormony zaczynają buzować. Z jednej strony jestem prawie pewna, że @ nadejdzie, z drugiej, gdzieś tam w środku, wbrew wszystkiemu, pojawia się myśl, że może wreszcie się udało.
Za tydzien zaczynam urlop, za dwa tygodnie jedziemy nad morze. Mam nadzieję, że uda nam się odstresować i po prostu cieszyć wspólnymi chwilami.
dalej cisza...test nie doszedł jeszcze a mnie niepewność z każdym dniem zżera jeszcze bardziej...oby już wstrętna @ nie przyszła...
dalej podwyższona temperatura i czekamy:)
miłego dnia!
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.