anemic Wielkie chcenie ... 20 sierpnia 2016, 22:40

D. został na noc u znajomych. Ja siedzę z winem i ciastkami. Trzeba nadrobić straconą masę :) Miłe czasami takie samotne wieczory.
Moje cykle ostatnio były 26 dniowe. Zgodnie z tym powinnam dostać @ wczoraj. Ale może wróciły 28 dniowe cykle więc przyjdzie jutro.

Test oksytocynowy obył się bez oksytocyny, na własnych skurczach. Mały tydzień temu ważył ok. 2700g. Darowano nam tydzień.
Z powodu cholestazy, jutro planowe CC. Stres mam większy niż przy córce, ale nie mogę się doczekać spotkania z synkiem🤩

Furiatka Third time is a charme 21 sierpnia 2016, 08:11

Miałam się nie schizować. No niestety nie jest to takie proste. Mój wykres zaczyna przypominać jakieś pasmo górskie. 3 dni po owulce mega skok na 37, potem kolejnego dnia 36,87, następnego 36,93, potem znowu 36,87... Na zagnieżdżenie to raczej trochę za wcześnie, więc chyba coś źle robię. Ogólnie te pomiary zaczynają doprowadzać mnie do szału. Spać przez to nie mogę, budzę się przed budzikiem i myślę, co się dzisiaj na termometrze pojawi. Już mi się nawet śniło, że mierzę temperaturę, oczywiście we śnie drastycznie spada, okazuje się, że termometr jest chyba zepsuty, potem ktoś mi wysyła moją temperaturę sms-em! Paranoja... Z drugiej strony trochę szkoda mi nie mierzyć, bo jakby nie było, jest to jednak jakieś źródło wiedzy. Tylko chyba nie na moje nerwy. Śluzu nie obserwuje, bo nie umiem. Płodny rozpoznam, ale te wszystkie inne konsystencje to dla mnie jakaś czarna magia. A tak poza tym pobolewają mnie sutki, prawy bardziej niż lewy. Może to dlatego że w prawym jajniku była owulka. Na ciążowy ból piersi i tak jest jeszcze za wcześnie. Zresztą wtedy bolą inaczej. Chcę już wiedzieć, bez względu na wynik!

Po wizycie u immunologa.

Po pierwsze muszę powiedzieć - SĄ lekarze mili, sympatyczni, empatyczni, którzy przeglądają z zainteresowaniem wszystkie badania (gruuuba teczka), oglądają zdjęcia zarodków, pytają o choroby w rodzinie i inne rzecy i nie mówią tylko "trzeba próbować dalej" :)

wyniki badań które sami robiliśmy przed wizytą (panel tarczycowy z aTPO i aTG, p/c plemnikowe, p/c antygenom łożyska, kardiolipiny) są ok więc jak to dr powiedział, nie ma co drążyć dalej w tym kierunku (robić całej serii ANA) bo albo nie mam p/c ciał albo steryd brany od kwietnia je uśpił. Ważne, że mamy efekt jak chcemy czyli wyniki dobre.
Skupiliśmy się tylko na ocenie cytokin th1/th2 bo jak tu nie ma równowagi to znaczy, że mój organizm odrzuca to co obce ale również to co w części moje. No i wtedy musimy z tym walczyć albo mocnymi lekami immunosupresyjnymi albo ostatecznie szczepionkami limfocytami męża, żeby oszukać organizm i żeby przestał traktować zarodek jak ciało obce, które zabija.

Jeśli to badanie wyjdzie ok, to dr przyznał, że po prostu będziemy musieli walczyć dalej, bo to oznacza, że immuno jest już (dzięki sterydowi) ok i w końcu powinno się udać :)

wynik do 10 dni roboczych. czekamy z nadzieją. tylko nie wiem czy nadzieją, ż badanie wyjdzie ok czy nie ok. nie mogę się zdecydować co lepsze - zła diagnoza i leczenie czy dobra diagnoza i walka dalej z ostatnim mrozaczkiem i ewentualnie kolejną procedurą.. chyba jednak to drugie, prawda..?

Campari Niekończąca się walka trwa... 21 sierpnia 2016, 10:39

Aaaaa!! Jak nie urok to sr..przemarsz wojsk. Co mi się jeszcze przypląta?
1) szyjka
2) Streptococcus agalactiae
3) antybiotyk i luteina dopochwowo.
No to są konsekwencje- paciorkowiec poszedł, za to przylazła e.coli i enterococcus. W życiu nie miałam tyle...tam.
Aż nie mogę się doczekać co ciekawego wyjdzie w moczu!
Czekam na cukrzycę, nadciśnienie i cholestazę, cholera, no bo z jakiej racji miałyby mnie ominąć te przyjemności? Wiem, wiem, głupio gadam, infekcje się zdarzają, ech tylko dlaczego?
Dobra, jadę do kliniki po receptę, wdech wydech wdech wydech, będzie dobrze. Co zrobię jak nic nie zrobię- leczyć się muszę. Dla dobra Bobra*

*Bober. Takie oto imię otrzymał mój syn od taty.

mała90 W oczekiwaniu na 2 kreski 21 sierpnia 2016, 11:51

Niedziela, deszcz, chmury - cały dzień się taki zapowiada. W mojej głowie chyba też.
Zrobiłam rano test. Głupia ja. Negatywny...
3 dzień spóźniania się @.
Jutro miałam robić badania. Miałam, bo trzeba je robić między 3-5 dniem cyklu, czyli jeszcze w trakcie trwania @ a na wtorek miałam umówioną wizytę u mojej gin., ale plany planami a natura robi swoje. Muszę wszystko poprzekładać i czekać na @. Dopiero wtedy zaplanować. Znowu.

27dc.

W zasadzie pierwszy cykl normalny po poronieniu. Kosztowało mnie to w sumie 5 miesięcy oczekiwania na powrót do normalności... Tylko czy można nazwać to normalnością - ciągłe starania o to co inny w zasadzie przychodzi od niechcenia...
Nie mam wiary w ten cykl, niby owu była, nawet, jak nigdy w naturalnym cyklu, czułam kłucie jajników. To pewnie przez tą torbiel, która się nie wchłonęła, urósł dodatkowy nowy pęcherzyk i mi się ''rozpychały''.
Staraliśmy się naturalnie, ale w naszym przypadku nie wierzę za bardzo, że naturalnie się uda.
Wg mnie jestem 7 dpo., wg ovufirned owu była później. Ale OF w moim przypadku bardzo często się myli (mylił się nawet jako owu była potwierdzona monitoringiem co do 3h dokładności.)Ufam swoim obserwacjom...

Objawów nie mam żadnych, nawet piersi nie bolą. Temperatura wzrosła tylko.

No i nie wytrzymałam. Zrobiłam test. Negatywny...czego ja się spodziewałam? Jest mi smutno. Czekałam żeby ujrzeć chciaz cień cienia. I nic ....ehh ja głupia nie potrzebnie się nastawilam. Na się załamie jeśli od tego cyklu clo mi nie pomoże.

Ciąża zakończona 21 sierpnia 2016

Chyba zaczynam czuć, że jestem w ciąży. Mam większy apetyt, gdzie przed ciążą wystarczył mi jeden posiłek dziennie i to jeszcze jeśli ktoś go zrobił. Zaczynają się zachcianki. I zauważyłam że nie dobrze mi od zapachu papierosów. Od razu robię się zmulona. Pozdrawiamy wszystkie mamusie w niedziele :) u nas pogoda brzydka, ale najważniejsze, że możemy się sobą cieszyć :)

Dlaczego nie mogę po prostu się uspokoić. Jak na razie wszystko przebiega w sumie okej a ja się tylko doszukuje złego.
Po zrobieniu testów powiedziałam sobie że się nie uspokoje aż do pierwszej wizyty. Bałam się, że może ciąża pozamaciczna albo coś. A dziś kiedy w sumie lekarz nie powiedział nic co by mogło mnie zaniepokoić to ja się boje dlaczego w 6 tygodniu (5tc 4 dzień) nie widać zarodka.... I weź tu człowieku umieraj z niecierpliwości i strachu do kolejnej wizyty 9 września...

aknis każdy doczeka swojego szczęścia 21 sierpnia 2016, 18:19

24 dzień cyklu a ja już czuję się jak tylna część między nogami a pasem.
Wysypalo mnie, jestem senna, zmęczona robieniem niczego, utyta, ciągle głodna ale bez konkretnego smaku, a dziś to już jest apogeum. Zimne poty, ból głowy, mdłości, kolatanie serca jak tak dalej pójdzie to będę jednak musiała iść do tego kardiologa. Nie pamiętam czy pisałam ale jak byłam w szpitalu to wyszło mi że prawie codziennie mam za wysokie ciśnienia a na ekg jakieś zmiany repolaryzacji komór, czy cokolwiek podobnego ale nikt mi na ten temat nawet nic nie powiedział, nawet bym nie wiedziała gdybym na wypisie nie przeczytała, a często mam takie odczucie jakby serce mi się zapadalo i falowalo po czym nagle zaczyna walić jak szalone. Obiecuję sobie od dawna że pójdę do lekarza ale nie chce wiecznie być tą gorszą, której spis chorób jest dłuższy niż spis książek dla gimnazjalistów...

Sunny Staraczka 21 sierpnia 2016, 18:55

Dziś odczuwam piersi bardzie (chyba) niż wcześniej. Bardzo nie chciałabym się niepotrzebnie nakręcać ale strasznie ciężko zignorować mi wczorajsze żyłki na piersiach. Dziś już w sumie nie są tak bardzo widoczne jak wczoraj ale piersi pobolewają i swędzą.
Miałam już takie objawy w kilku poprzednich cyklach i nic z tego nie było więc pewnie w tym też tak będzie. A bardzo bym chciała aby w tym miesiącu się udało.
Miało się zdarzyć rok temu - w naszą noc poślubną a się nie udało.
Boże dopomóż ..
})!({

Od dziś nienawidzę rodzinnych spotkań :/ Nie ma to jak wyciągnąć przy wszystkich (nawet tych którzy nie wiedzą o naszych staraniach) nasze intymne problemy i je prać. Alkohol i ogólnie luźna atmosfera nie jest wytłumaczeniem! Zostałam zdiagnozowana i zmieszana z błotem jak nigdy. Wszystko jest oczywiście winą naszego stylu życia. Jestem grubą alkoholiczką, palącą fajkę za fajką, nie odmawiającą sobie narkotyków...o ile w ogóle uda mi się zajść w ciążę to na pewno zdrowego bobasa się nie doczekam...i to wszystko od tak bliskich nam ludzi. Najgorsze jest to, że rodzice, o ile nie brali czynnego udziału w tej farsie, przyznali racje. Bo faktycznie nie żyjemy zdrowo. Poczułam się urażona do żywego :(
Btw. Znajomi spodziewają się dziecka...planowana wpadka. W ich przypadku zagranie na maxa nieodpowiedzialne. Niesprawiedliwe w chuj :/

Roza86 NIEZAPISANA KARTA 21 sierpnia 2016, 22:45

W dzisiejszym wpisie trochę pofantazjuję... Już prawie 10 dpo, a plamienia nie ma! Jestem w siódmym niebie, bo dawno nie miałam tak dobrego wyniku. Marzyłam o tym, żeby choć raz zatestować bez plamienia, które na dobrą sprawę zasadniczo przesądzały o wyniku testu! I w końcu zrobię tak jutro. Objawów nie będę szukała na siłę, bo już ten etap starań mam za sobą, ale faktem jest, że praktycznie od owulacji nabrzmiały mi piersi, mam delikatne kłucie w podbrzuszu i małe jelitowe dolegliwości. Mogą to być oznaki ciąży, a mogą nie być... Nie jest to ważne. Ważne jest że dobrze się czuję i mam w sobie dużo pogody ducha i spokoju. Bąbelku, jesteś u mamy w brzuchu? KOCHAM CIĘ!!! :D

pati87 kolejne starania, czy warto? 24 sierpnia 2016, 10:21

Wczoraj zapisalam sie na prenatalne i pappa do dr Roszkowskiego na 10.10 takze fajnie bo 10.10 mamy tez w Warszawie echo serca plodu u dr Dangel.

Potem tylko za kilka dni bede musiała jechać po wynik pappy.

W końcu po wizycie u lekarza. Pani doktor ogromnie przejęta tym co się stało.

Jeżeli chodzi o przyczyny to według niej najbardziej prawdopodobna INFEKCJA + silny stres. Jakiś paskudny bakcyl sprawił, że szyjka nie wytrzymała i poszło... Co nieco mi tam podczas pobytu w szpitalu wyhodowali, więc bardzo możliwe, że to to.

Za tydzień robimy posiew i usg (dzisiaj ze względu na @ było to niemożliwe). Jeżeli wszystko będzie ok to mamy zielone światło na starania. Jeżeli będzie jakaś infekcja to ją leczymy i dopiero wtedy możemy startować (do mnie to przemawia).

Teraz zadręczanie się pytaniami DLACZEGO nie ma większego sensu, bo to tylko zabija mnie od środka. Tym bardziej, że nie jesteśmy w stanie precyzyjnie określić przyczyny. Możemy podejrzewać, domyślać się, ale na 100 % się nie dowiemy. Zosia była zdrowym, dobrze rozwiniętym jak na ten etap ciąży dzieckiem. Nie miała żadnej wady genetycznej, ani rozwojowej, która mogłaby doprowadzić do poronienia. Wyniki moich badań w ciąży były idealne, więc też nie ma powodu, aby podejrzewać, że coś jest nie tak. Posiewu nie zdążyliśmy zrobić, więc tutaj można upatrywać przyczyny. Tym bardziej, że w dniu przyjęcia do szpitala miałam CRP 38, czyli jakaś infekcja była...

W przyszłej ciąży widzimy się co 1-2 tygodnie i bacznie obserwujemy szyjkę. Najmniejszy objaw świadczący, że coś się dzieje - natychmiast reagujemy (pessar, szew). Teraz jesteśmy już bogatsi o te straszne doświadczenia i wiemy, że musimy zrobić wszystko, aby do tego nie dopuścić i to zrobimy!!! To słowa mojej pani doktor i ja jej wierzę.

Póki co mam brać kwas foliowy 5mg, znowu startujemy z Glucophage i Dostinexem. Jeżeli chodzi o CLO to zobaczymy co z tymi moimi owulacjami. Paradoksalnie w ciążę zaszłam kiedy CLO akurat nie brałam, więc może nie będzie takiej konieczności. I co najważniejsze- dobre nastawienie. Zośka nad nami czuwa i czeka na rodzeństwo.

A. Zapomniałabym. Wyniku histopatologicznego w dalszym ciągu nie ma. Miało być do 3 tyg, minęło już 6... Spoko.

5 dni po punkcji TRANSFER

Z rana zanim wyjechalismy z domu mielismy telefon od pani embriolog. Mamy piec zarodkow. Ten jeden najmocniejszy jest juz z nami:-) Dwa sa idealne do mrozenia, dwa pozostale do jutra pod obserwacja. Jutro z rana maja dzwonic i decydowac czy nadaja sie do mrozenia.

Mielismy byc na 10.15 w klinice. Bylam pierwsza w kolejce. Moj transfer planowany byl na 10.30. Ale nastapilo lekkie (godzinne) przesuniecie, czekalismy na spozniona pania doktor. Ledwo wyrabialam juz na lozku z pelnym pecherzem. Maz wszedl ze mna, dzieki mu za to. Bo trzymal mnie za reke. Dzis bylam zestesowana, nie moglam sie rozluznic. Myslalam tylko o tym, zeby nie popuscic. Bolalo mnie, pieklo w srodku, syczalam z bolu. W koncu poproszono mnie, zebym lekko oproznila pecherz. No i wtedy dopiero poszlo gladko. Chociaz transferu do bezbolesnych nie zaliczam. Bylam dzis nieco spanikowana. Pot mnie oblal, trzeslam sie. Matko jak ja porod przezyje, maz moj sie zastanawia jak to bedzie ;-)

Po mojej akcji w gabinecie, slyszalam jak pielegniarka chodzila do wszystkich pacjentek i mowila o czesciowym oproznieniu pecherza;-) Bo jakby nie bylo, nieco to przedluza procedure takie chodzenie w trakcie;-)

Widzielismy nasza blastocyste, chwalono ja, podobno piekna:-) Mam nadzieje, ze juz z nami pozostanie.

Test mam robic 3go wrzesnia.

zapachmalin Malinowy pamiętnik. 21 sierpnia 2016, 21:22

Ciąża zakończona 21 sierpnia 2016

nie wiem o co chodzi, nie mogę usunąć tych postów, denerwują mnie te niebieskie ramki.


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 października 2017, 11:09

zapachmalin Malinowy pamiętnik. 21 sierpnia 2016, 21:28

Nic z tego. Wychodzi na to że test był wadliwy. Dzisiaj wynik negatywny. Nie ma ciąży, nie ma radości, jest pustka. I dziwne uczucie, że od początku czułam, że tak będzie. Zrobie bete jutro ale to dla świętego spokoju. I tyle.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)