Dziś wizyta u pani dr. trochę późno bo o 20.30 ... ciekawe czy będzie biło już serduszko...
Wczoraj po drugiej kawie miałam potworne problemy z ciśnieniem. Poszliśmy na obiad, a ja marzyłam tylko o łóżku. W łóżku mdłości, ból głowy. Coś strasznego! Oczywiście w nocy nie mogłam spać. To już 4 dzień. A dziś z rozdrażnieniem dochodzę do zenitu. Jak już mam przyjść ten okres, to niech przychodzi, bo mam tego dość! Na zły moment wybrałam sobie urlop. Siedzę z furią na twarzy i chcę żeby ten dzień minął. Podejrzewam, że PMS mam tylko przy spóźniającej się @, bo normalnie, to nie mam żadnych jego objawów.
Krążek na swoim miejscu,założony...wymazy bakteriologiczne ujemne, antybiotyk osłonowo, fenoterol nadal i łóżeczko...
78 dni...
http://www.galerieallegro.pl/zdjecia/z223/2231155/big/1.jpg?screen
Przewidywany termin porodu to: 27 marca 2014 roku.
Cieszę się ale też strasznie się boje że coś pójdzie nie tak. TZn ze poronie.
Nie wiem też czy mam brać ten duphaston, który dostałam na wyregulowanie miesiączek.
Nie ma mojego lekarza ginekologa, wizyta 6 wrzesień.(Będe w 13 tyg ciąży)
Idę co prawda do innego(murzyna) 26 lipca, niech mi zleci badania.
Będę na razie pod jego opieką do tego września.
Ciekawe kiedy usg i w ogóle jestem tak skołowana że chce mi się jednocześnie płakać i śmiać.
Na razie nikomu nie mówie. wiecie tylko wy na forum.
Nie wiem czy mężowi mówić, bo on wszystkim zaraz wypapla. A ja mam zamiar informować dopiero w okolicach września.Jak już bedę spokojniejsza, po badaniach, jak minie ten felerny 9 tyg ciąży. Dziś już niby 5 tyg.
http://www.galerieallegro.pl/zdjecia/z223/2231155/big/1.jpg?screen
Przewidywany termin porodu to: 27 marca 2014 roku.
Cieszę się ale też strasznie się boje że coś pójdzie nie tak. TZn ze poronie.
Nie wiem też czy mam brać ten duphaston, który dostałam na wyregulowanie miesiączek.
Nie ma mojego lekarza ginekologa, wizyta 6 wrzesień.(Będe w 13 tyg ciąży)
Idę co prawda do innego(murzyna) 26 lipca, niech mi zleci badania.
Będę na razie pod jego opieką do tego września.
Ciekawe kiedy usg i w ogóle jestem tak skołowana że chce mi się jednocześnie płakać i śmiać.
Na razie nikomu nie mówie. wiecie tylko wy na forum.
Nie wiem czy mężowi mówić, bo on wszystkim zaraz wypapla. A ja mam zamiar informować dopiero w okolicach września.Jak już bedę spokojniejsza, po badaniach, jak minie ten felerny 9 tyg ciąży. Dziś już niby 5 tyg.
Stwierdzilam, ze chyba przestaje sie starać co ma byc to bedzie tyle ludzi zalicza "wpadki" moze kiedys sie przydazy, leczyc bakterie bede wiadomo chce sie pozbyc tego zeby zbadac droznosc chce poprostu wiedziec dlaczego sie nie udawalo ta sprawe doprowadze do konca. Mozliwe ze zmienie zdanie i zaczne mierzyc temp itd, ale na dzien dzisiejszy jak mamy zakaz staran wrzucam na luz i nie zamartwiam sie "zmarnowanym czasem" na leczenie...
Wow!
Dziękuję bardzo dziewczyny za głosowanie w tym śmieszniutkim konkursie! Jestem zaszczycona faktem, ze znalazłam się w grupie przez Was lubianych pamiętników i w nagrodę mam roczny abonament. hihi Nie pamietam kiedy coś ostatnio wygrałam!
Mam nadzieję, ze przez rok abonamentu na wykres tez będę nanosić postęp rozwijającej się ciąży.
Hmm..o ile wogóle takie rzeczy się na nim też nanosi.
No to w tym cyklu będzie wykresik.
Ajajaj..kolejna rzecz, która mnie będzie odciągała od pracy.
A wracajac na ziemię. Małpiszon jest i za dwa dni będzie kolejna dawka Clo. Mam nadzieję, że w tym cyklu Pani gin obdarzy mnie uprzejmością i zajrzy w dziurkę w kwestii podglądu ilości, jakości i rozmiaru pęcherzyków.
Sympatycznie ze strony ciotki, że przyjechała jak w zegarku ponieważ moje kochanie znika na 2 ostatnie tyg sierpnia i nie można by się było starać. A w takim układzie to te 2 tygodnie będą akurat czasem na NIEPRZYJŚCIE kolejnej @ i nie czekanie na kolejną owulację na początku września...bo oczywiście przecież, <jak co miesiąc> tym razem się super wszystko uda
tak, tak - sarkazm.
Ale spokojnie, nie ma problemu. Ja teraz szlifuję figurę a w między czasie po cichu trzymam kciuki że się uda. A dopóki się nie uda będę kontynuowała działania wyszczuplające. Sprawia mi to coraz większą frajdę. Przynajmniej lepszy taki wkręt, niż inny. No i zdjęć z wrześniowych wakacji może nie trzeba będzie obrabiać w Photoshopie...tych do wglądu publicznego, dla rodziny, znajomych, "fejsa" itp A..wstyd przyznać uzależniłam się od tego jak jakaś Celebrity.
Niedawno rozmawiałam z moim J. o adopcji, no bo co jak nie będziemy mogli mieć dzieci? On bardzo chce adoptować nawet jak będziemy mieli swoje bobaski. Przecież tyle dzieci jest bez domu. Mnie to jednak trochę przeraża. Czy będę umiała kochać dziecko, którego nie urodziłam? Czy będę potrafiła je tak samo traktować? Czy będę potrafiła zająć się dzieckiem skoro nie będę od początku z nim? To tak jakby mi kazano prowadzić tira, gdy ja nigdy nie jeździłam żadnym samochodem. Z drugiej strony chęć posiadania małego stworzenia, które biega, gaworzy, uczy się świata, patrzy na Ciebie z miłością i za którego ty oddałabyś życie jest tak wielka, że mówię sobie "Moni dasz rade, zdolna jesteś, miliony osób potrafią to i ty będziesz potrafiła." Zatem mówię swojemu Lubemu (J.), że chyba jestem gotowa, że jak nie będziemy mogli mieć dzieci to zaadoptujemy. Jednak musimy sobie stawiać jakieś granice do kiedy próbujemy bez niczyjej pomocy, do kiedy staramy się z leczeniem, do kiedy ewentualnie próbujemy in vitro (o tym jeszcze chyba nie jesteśmy gotowi rozmawiać) no i kiedy adoptujemy. J. stwierdził, że do 30 próbujemy wszystkiego, po 30 stce możemy adoptować! Czyli w najgorszym wypadku jeszcze tylko 7 lat... A ja jestem tak strasznie niecierpliwa! Właśnie, może to nauka. Lekcja cierpliwości? Jeszcze się buntuje, ale może przyjdzie taki dzień, że zaliczę tą lekcję perfekcyjnie i zostanę obficie wynagrodzona (bliźniakami na przykład:)
Dziewczyny. Dziekuje za kazdy oddany glos na moj pamietnik. Nie bylam zwolenniczka tego konkursu, bo to dziwne triche oceniac uczucia innych, ale jestem w gronie nagrodzonych i za to Wam dziekuje! Nagroda nie jest wazna, wazne ze ktos moze cos zaczerpnal z tych moich " wypocin " i ze moze chocby tylko jednej osobie to pomoglo.To jest dla mnie najwazniejsze! Trzymam jciuki za Was wszystkie a zwlaszcza za inne Endokobietki bo sa mi najblizsze, bo wiem co czuja, jak cierpia....
DZIEKUJE z calego serca!
Wierzcie w cuda bo sie zarzaja ale nie zapomnijcie im troche pomoc 
W meza posiewie wyszlo ecoli, gronkowiec i candida teraz juz wiem skad mialam gronkowca miesiac temu bralismy te same leki mi zniknal jemu nie czyli on mnie zarazil, mam nadzieje ze androlo mu cos zapisze a nie machnie reka i powie "ze to nic" ;/ juz teraz wiem skad obnizone parametry nasienia oczywiscie przez bakterie dlaczego to tyle czasu musi trwac, czemu lekarze nie kaza wykonac tak banalnego badania tylko czlowiek sam musi do wszystkieo dochodzc eh...
Za 54 dni czeka mnie kolejna laparoskopia. Teraz leczę się w Krakowie. Okazało się że drugi jajowód się zatkał więc laparoskopia jest niezbędna żeby odetkać. Z jednej strony boję się , chyba tego że po laparo może dalej się nie udać i co wtedy? Z drugiej zaś już nie mogę się doczekać bo w głębi duszy żyję nadzieją że wszystko się uda i niedługo i ja będę mogła cieszyć się macierzyństwem. Wszyscy wokół cieszą się kolejnymi dziećmi które przychodzą na świat w ich rodzinach. My jesteśmy sami ze sobą . Wydaje mi się jednak że ten czas czekania dał nam trochę wytchnienia. Wiemy że czasu czekania nie przeskoczymy więc daliśmy na luz i teraz myślimy o sobie , o wspólnym czasie , o miłym spędzaniu dni , staramy się nie myśleć , cieszyć się ze wszystkimi ich szczęściem. Niedługo jednak przyjdzie czas gdy operacja będzie zbliżać się wielkimi krokami a wraz z tym będzie strach , nerwy , obawy. Na razie unikamy rozmów na temat in vitro , chyba nie chcemy do siebie dopuścić że będzie być może nam potrzebne. Ale to chyba dobrze. In vitro to przecież ostateczność. Póki co musimy walczyć , zmierzyć się z kolejnymi lekarzami , lekami , bólami i ciężkimi chwilami. Ale warto , jesteśmy tego pewni że warto przeżyć wszystko by zostać szczęśliwymi Rodzicami.Czekamy na Nasz Mały Wielki Cud .
No i to by było tyle. Ten miesiąc jednak nie był szczęśliwy. Będziemy próbować dalej. Zazdroszczę tego luza mężowi. Nie spina się, zawsze mówi "za miesiąc się uda".
Cudzie trwaj...
Moje myśli, uczucia, wątpliwości, radości i smutki, wszystko ma jedno imię:DZIECKO
Żyję w nadziei, że wszystko u Niego dobrze, że rośnie i rozwija się prawidłowo...Jeśli na tą chwilę ma się dobrze, to jak na razie moja "najdłuższa" ciąża, mój mały sukces;) Głęboko wierzę, że tak będzie dalej, choć od czasu do czasu jakieś plamienia podcinają mi skrzydła i zabierają oddech...Tydzień temu zgłosiłam się na dyżur do znajomego lekarza,żeby sprawdził czy wszystko dobrze, bo miałam spore plamienie.Na szczęście nie zwiastowało nic złego, choć gdy to zobaczyłam zrobiło mi się ciemno przed oczami i pomyślałam o najgorszym.Drżę na myśl o tym co było i co może się wydarzyć, ale staram się odpędzać złe myśli.
Strach będzie mi towarzyszył chyba do końca ciąży...Za kila dni planuję pójść na usg żeby zobaczyć co u malucha i mam nadzieję się uspokoić.Za dwa tygodnie jak dobrze pójdzie badania prenatalne.Jestem o nie dziwnie spokojna.Mam przeczucie,że pod względem genetycznym dzieciątko jest zdrowe.
Ciąża powinna być czasem radości i spokoju.W moim przypadku to niewykonalne.Dodatkowo mój mąż nie bardzo mnie wspiera, mogłabym nawet powiedzieć, że się zmienił...a może zawsze taki był..? Nie rozumie mnie, nie jest troskliwy, opiekuńczy.Wręcz przeciwnie.Prosząc go o jakieś małe rzeczy po prostu odmawia, nie przejmuje się niczym, ma tysiąc ważniejszych rzeczy. Czasami odnoszę wrażenie, że to, czy donoszę ciążę nie jest dla niego najważniejsze. Nie wiem teraz jak będzie się zachowywał gdy może dziecko przyjdzie na świat?Mimo swoich 37 lat zachowuje się jak niedojrzały nastolatek.Czy będzie mi pomagał?Kiedyś bez wahania odpowiedziałabym TAK! Dziś-NIE JESTEM PEWNA.To przykre, a najgorsze jest to że kłócimy się przez to, a to nie jest najlepsze dla dziecka.Dlatego staram się wyluzować i nie zwracać na to uwagi, to wszystko co mogę zrobić. Inaczej wyobrażałam sobie naszą wspólną drogę do rodzicielstwa.Mam jedynie nadzieję, że wkrótce się otrząśnie i wróci MÓJ MĄŻ.
Wizyta przełożona na piątek.Chwilę rozmawiałam z lekarzem.Przez @ nie może mi zrobić USG,więc nic mi nie powie,ale to było wiadome.Wspominał czy miałam już kiedyś robioną inseminację,mówiłam że nie,więc będzie mi robił.Ale wszystkiego dowiem się później.W piątek będzie 10 dzień cyklu,powiedział że zrobi USG i zobaczy czy wgl jest owulacja (moim zdaniem nie). Powiedziałam,że moje cykle trwają od 16 do 19 dni,więc powiedział mi że i tym trzeba się zająć.Teraz muszę poczytać na temat tej inseminacji,ale jakby któraś z Was drogie Dziewczyny by mogła mi to opisać byłabym bardzo wdzięczna...
dzis rowniez na tescie owu dwie czerwone krechy !!!!!
W końcu mam okres. Wizytę musiałam przełożyć, bo za późno przyszedł. Ale najważniejsze, że jest. Do lekarza jadę w czwartek. I zaczynam działania. Boże pomóż by nam się udało.
Jednak mój lekarz jest bardzo doświadczony. Jak powiedział, ze wytrzymam do kolejnej wizyty to wytrzymałam;) i mam dzisiaj nowiny z pierwszej ręki. Mały jest ułożony główkowo i za niedługo będzie z nami. Mam już dwa centymetry rozwarcia i jeśli będę dużo chodzić to urodzę lada dzień. Do terminu 12 dni. Nasz skarb według usg waży 3250 gram więc w sam raz. Nadal czekamy ale czas płynie nieubłaganie:D nie możemy się doczekać. Trzymajcie kciuki.
7 tydzien i 2 dni
Dzisiaj zbudzilam sie o 5 rano z powodu potwornych mdlosci, polozylam sobie wyzej poduszke i przeszlo. Od 2 dni boli tez mnie brzuch, ale mysle, ze to sie macica rozciaga, czytalam gdzies ze rozciagaja sie wiezadla...hmmm mi wycieli 2/3 tych wiezadel, musze zapytac lekarki przy nastepnej wizycie, czy nie bede miala problemow z tego powodu. Po operacji mowili mi ze jest tych wiezadel jest bardzo duzo i ze nie powinno to byc problemem, ale lepiej spytac.
Nie mieszcze sie juz w zadne spodnie, ale te 3 cykle wspomagane hormonami tez zrobily swoje, plus 6 kg
, teraz znowu +1,5, ale to pewnie przez to ze zaczelam wiecej jesc, wiecej warzyw i owoow, codziennie jogurt, niby niewiele, ale zawsze wiecej niz przedtem, no i ruszam sie tylko do pracy i spowrotem, bo reszte dnia przesypiam. W weekend musze nadrobic zaleglosci "ruchowe".
Milego weekendu dziewczyny i pamietajcie podczas staran nie pijcie alkoholu, nie lazcie do sauny, nie przemeczajcie sie, nie uprawiajcie ekstremalnych sportow - sorry ale jak czytam niektore wykresy, to rece opadaja.
Wczoraj późno wróciłam od lekarza i byłam już zbyt zajęta aby coś napisać, jak na wizytę przed 21 pani dr powiedziała że widać po mnie zmęczenie że kobiety w ciąży tak mają że po pewnej godzinie przestają kontaktować
Serduszko bardzo ładnie biło, było widać na USG, aż mi się łezka zakręciła w oku. Maluszek ma 8,9mm a termin porodu wyznaczony na 10 marca 2014r. Pani dr dała mi listę badać do zrobienia-siostra mi w tym pomoże (pracuje w szpitalu
) oprócz tego mam L4 do następnej wizyty która jest 16 sierpnia (17 sierpnia idę na wesele)i znowu jestem na liście rezerwowych czyli będzie późno wizyta ale moja pani doktor jest oblegana. Cena za wizytę też mnie zdziwiła 80zł. Dostałam skierowanie na badania prenatalne ze skierowaniem czyli nie będę płaciła termin 29 sierpnia na godzinę 11.40;) Więc mi pozostaje cieszyć się ciążą 
Chiang Mai zgodnie z obietnicą wklejam zdjęcia 




Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lipca 2013, 12:34
Wraca nadzieja, że może tym razem się uda. Wyczekuję dnia owulacji jak najwspanialszego święta w roku.
I ciągle oczyma wyobraźni widzę siebie w ciąży i wyobrażam sobie moment, w którym się o tym dowiem...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.