Jestem w szpitala. W poludnie zobaczylam male brazowe plamienia. Tak sie wystraszył am ze zwolnilam sie odrazu z pracy i dp domu. Wzielam prysznic. I ciagle sikalam. Przy ppdcieraniu nadal byly plamienia. Zadzwonilam do gina i ze juz nie przyjmowal to kazal do szpitala. W szpitalu mnie badal niemily dr na starym sprzecie. Ale tetna nie widzial
i zarodek ma 15 mm. Co znaczy ze od ostatniej wizyty nie urosl. Teraz bylam w wc to tez plamienia. Jutroanoe nadac kolekny lekarz. Jest mi tu ciezko. On wraca jutro wieczorem. A ja tu sama. Znowu to samo
mam cicha nadzieje ze zarodek zyje ale te plamienia i wielkosc zarodka pozbywaja mnie zludzen. Ciezko strasznie.
Byłam u gina. No i głupia poryczałam się, kiedy zaczął wypytywać o historię leczenia, in vitro, poronienie itd. Myślałam, że panuję już nad tymi emocjami ale widać nie. Głupio mi było strasznie, widać było że facet się przejął..pewnie niecodziennie w luxmedzie mu ktoś zaczyna wyć w połowie wizyty.
Potem zaprosił mnie na fotel cytologię i usg. Piękna owulacja. I sobie pomyślałam, że gdybym miała te jajowody drożne to wróciłabym do domu, zaciągnęła męża do łóżka i może w końcu coś by z tego było. żeby nie było to zaciągnęłam a owszem.
Ale my nie mamy szans, nasza sypialnia nigdy nie będzie miejscem gdzie rozpocznie się nowe życie będące owocem naszej miłości..
wiem przecież że pytania -dlaczego ja-są nie na miejscu, ale same mnie dzisiaj atakowały. no dlaczego ja?
żebym chociaż wiedziała, że kiedyś się uda, byłabym spokojna.
myślałam parę razy żeby iść do wróżki, ale po pierwsze wierzę w Boga a nie we wróżki a po drugie co jeśliby usłyszała to czego nie zniosę?
otóż mój lekarz totalnie zbagatelizował temat torbieli. jest więcej niż przekonany, że to się samo wchłonie, a dawniej to byśmy nawet nie wiedzieli że dzidziuś ma jakieś zmiany, bo urządzenia nie były aż tak czułe. ale zgodnie z zaleceniami dał skierowanie na powtórzenie USG połówkowego, natomiast z echem serca zdecydował się wstrzymać dopiero do wyników tego powtórzonego USG. z wizyty więc jak zawsze wyszłam z mieszanymi uczuciami, do czego przyznam zaczynam się przyzwyczajać, ale wyjątkowo wyszłam z czymś jeszcze... dokładnie z L4. w sumie to była nasza wspólna decyzja, tj. moja i lekarza bo za każdym razem się pyta czy chcę, czy daję radę i w końcu dzisiaj się ugięłam. prawda jest taka, że od dłuższego czasu praca mnie męczy. męczy mnie wstawanie, wytrzymywanie tych 8 godzin przy komputerze, droga "do" i "z", klienci, stresujące sytuacje/napięcia itp. oczywiście spodziewam się, że mój szef nie będzie wniebowzięty, ale przecież nie przepadnę jak kamień w wodę i wiem, że przez najbliższe trzy-cztery tygodnie dalej będę czynna, tylko tak na pół gwizdka, częściej zdalnie, telefonicznie i wg własnego uznania łamane przez samopoczucia. równolegle mam duży problem z tym zwolnieniem, w takim sensie, że przez niemal dziesięć lat pracy przed ciążą zwolnienie zdarzyło mi się dokładnie raz i to jednodniowe (!), ale z drugiej strony moje ciało wzięło nade mną górę i po prostu należy się z tym pogodzić. każda kobieta która jest w ciąży musi w końcu zwolnić i każda ma swój rytym i musi się do tego rytmu dopasować.
z takich już bliższych samemu dzidziusiowi spraw, to jestem już przekonana że to co czuję to są ruchy, a nie jakieś tam kiszki. wczoraj wieczorem nasz łobuziak przez dobrych kilka minut się do nas dobijał jak sobie leżakowaliśmy i rozmawialiśmy z Mężem/tatusiem. ciekawe czy reagował tak na nasze głosy, czy po prostu taki zbiegi okoliczności? no w każdym razie co by to nie było czekam na więcej synu!
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 września 2016, 20:59
33+4
Uf padnieta jestem. Kolejny caly dzien na nogach. Najpierw poslismy z Julianem do przedszkola, ( Maximiliana Arek wczesniej zaprowadzil bo mial dzis wolne) potem pojechalam na kontrole do poloznej ( wszystko jest w porzadku) a przy okazji wstapilam do galerii na zakupy. Kupilam Maximiliankowi w H&M majtki z minos bo jest teraz nimi zafascynowany, Juliankowi spodnie i bodziak. Szukalam dla siebie jakies pizamy do szpitala ale nic fajnego nie ma wiec bede musiala szukac w necie bo czasu coraz mniej mam. Po powrocie odebralam Maximilianka z przedszkola ( Juliana Arek wczesniej odebral), zjedlismy obiad i zaraz na karate poslismy. Ale ze po drodze spotkalam kolezanke co z synkiem spacerowala to rozdzielilam sie z mezem i synem i z Julianem poszlam z nia na lody. Po lodach zachaczylismy o plac zabaw a potem ja odprowadzilam pod jej blok i poszlam po moich chlopakow. Maximilian akurat skonczyl zajecia wiec jeszcze poslismy na szybkie zakupy spozywcze i do domu. Nogi wchodza mi w cztery litery a jutro kolejny taki maraton bo musze jechac z Julianem do lekarza...
12 dc.
Ostatnio moje myśli wcale nie krążą wokół starań. Żyje sobie własnym życiem. Sporo u mnie wesołości i beztroski.
Dużo radości, dziecinnych problemów , psich kołtunów, kupa bzdetów czyli same rewelacje, które przykrości nie sprawiają. Dni w oczekiwaniu na owulację mijają.
Od kilku dni czas spędzałam na lokalnych ogłoszeniach internetowych poszukując ślizgawki ogrodowej.
Ceny powalają!!! ślizg plus mały domek - najtańsza cena 1400zł do 6500zł. No przecież jeszcze mnie nie po..ło żeby tyle wydać na kawał laminatu i kilka desek...Z resztą nawet gdyby... to po prostu nie miałabym takich pieniędzy na zbyciu.
I tu sie pochwalę, w końcu po kilkudniowych poszukiwaniach znalazłam przyzwoite ogłoszenie. Cena jak na rzecz używaną całkiem fajna. Mąż i tata pojechali z przyczepką 100km w jedną stronę przywieźli konstrukcję.
Mamy 3 metry ślizgu plus konstrucja wieżyczki z perspektywą dalszej rozbudowy (plany ambitny - dziadek ma wizję małego zamku.. )
I tak oto cała rodzina ślizgała się dziś jak małe dzieci.
ile radości...

jutro rano idę do miejscowego gina na usg. nawet dziś mamie mówiłam, że jak znów tylko jeden pecherzy urośnie to nie jade w sobote do gdyni. no ni hu hu sensu nie widze.
i bez stymulacji mam jeden pecherzyk to po co sie truć tą zasraną chemią.... no przecież tyle tego jem że już nie długo swiecić bedę. (choć dziwie się, że już toksycznych bąków nie puszczam
)
Temperatura spada, wczoraj 37,15, a dziś 37 stopni... Skok się niby nadal utrzymuje, ale jednak tempka spadła prawie o 0,2, a wraz z nią moja nadzieja. Może się okaże, że moje plany co do jutrzejszego testowania spalą na panewce, bo temperatura poleci w dół na łeb i szyję, w końcu w sobotę mam termin @. Skrzydła mi opadły.
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 września 2016, 06:16
A u mnie wiele się działo.
1 listopada pojechaliśmy pierw na grub jego ojca. Potem poszliśmy na obiad do teściowej. A ona żnow swoje zady chciała zaprowadzić. Jak mój powiedział zjemy obiad i jedziemy do nas na groby. Oba wkurzona powiedziała do niej to jutro, my musimy zjeść ciasto sałatkę i pogadać. Moje nerwy zaczęły się podnosić a że miałam PMS to tylko szukalam predyspozycji do kłótni. Babka od długiego czasu na nerwy mi działała. Tym bardziej że z 3 tygodnie temu. Przy mnie mojemu powiedziałam odpocznij sobie już tyle lat się napracowałes teraz niech ona pracuje. To hej wtedy powiedziałam to synka mamusi zostawię niech mamusią sobie z nim siedzi jak tak ma to wszystko wyglądać.
Biedulka spojrzała się wtedy na mnie jakby ducha widziała.
Wracając do 1 listopada Na grobach kiedy chodziliśmy powiedziałam jej jak umrę pierwsza będę ja nawiedzać będę walić naczyniami dzień w dzień
Hahaha babka się przeraziła.
Przegięcie z jej strony pałki było, kiedy 30 min po sytym obiedzie postawiła sałatkę i ciasto. A mój do słodyczy pierwszy jest. Kobieta tyle nakupowała ciasta jakby z 20 osób miało być.
Może awantury bym nie zrobiła ale id 2 tyg mój ma podwyższony cukier ponad 110.
Powiedział przy stole by nie jadł bo trzeba cukier zbić. To babka stwierdziła że to moje wymysły. Aby mnie nie słuchał i jadł. Potem coś jej dogryzlam już nie pamiętam co, tylko powiedziała że ja jestem chora wymyślam sobie choroby jeżdżę po lodziach na Aku itd. ja zarzucilam jej że urodziła chore dzieci przez co muszę 2 tys ładować na dodatkowe badania i do.procedury ivf. Już miałam zarzucić jej alkoholizm. Ale zastosowałam. Potem baba powiedziała do mojego nie słuchaj jej , owinęła cię wokół palca. A ja że wściekłością na koniec dodałam do mojego i jego brata byliście przez nią zastraszeni zobaczcie jak postępuje jak nagaduje aby wszystko było tak jak ona mówi. Mój tego nie wytrzymał i kazał się ubierać i pojechaliśmy do domciu.
Ja w domu mu tłumaczyłam jaka kochana jest jego mamusia jak wszystkim chce zadzic i wyzywa od chorowitych.
Jeszcze mi dosrała; ja jem wszystko i nic mi nie jest , jestem okazem zdrowia nie to co ty. To hej dogryzlam że hak ja rak złapie to w 2 tyg się zawinie.
Mój potem do.niej zadzwonił kazał mi się nie odzywać. I co przez telefon nagrywała na mnie że postradalam zmysły że się panosze itd. Mamunia myślałam że synuś będzie jej bronił a on najechał na nią, powiedział że jest gorsza niż moje zachowanie.
I tym samym wygrałam wojnę. Ktoś musiał pokazać jaka mamusią jest kochana. I co fajne mamusia się nie odzywa obrażona jest hahaha niech ma za swoje.
Taka dobra ona nie jest. Tym bardziej że poprzednia synowa wyzwala po pijanemu od dziwek, tyle że dziewczyna spokojna popłakała się i odeszła. I myślę że to ona doprowadziła do ich rozwodu.
A tu jej się trafiła synowa z piekła rodem.
Stwierdziłam że jak nie będzie chciała mnie widzieć na Wigilii. Postaram się aby moja sis zabrała rodziców do siebie. A ja zostanę sama w domu i wtedy mój mnie nie zostawi samej i biedulka będzie może z 2 swoim synkiem. Niech lepiej nie wojuje że mną.
Moja mama zadowolona ze tak postąpiłam, wiem że to nieładne zachowanie ale należało jej się. Myślała że synek będzie za nią a tu bum. Do tego wkoncu pracuje w moim mieście i już u niej na nocki nie śpi. Tego id dawna chciałam. Któregoś dnia odzwyczaić się od niej . Jak już będę w ciąży nie będzie mieć tyle czasu dla niej, wszystko się zmieni.
Maz wrocil z wyjazdu z praca i wreszcie mu powiedzialam ze wyglada to na ciaze. Reakcja przewidywalna bo on zawsze reaguje panika, i zaczelo sie ze juz tak dlugo sie nie udawalo, jak on sobie poradzi, a moze jestesmy za starzy, a co bedzie jak bedzie plakalo duzo....nie mozna mu przetlumaczyc ze to jeszcze dluga droga zeby je miec. Tak latwo mu sie bylo zdecydowac na in vitro a jak juz jest upragniona ciaza to on mysli o sobie. Ale ja mam niedojrzalego chlopa w domu. Pojechal do apteki po moje leki i nawiozl slodyczy, lodow i ogorkow kiszonych - skad on to wymyslil, Angol a nawet o ogorkach pamietal ze ja lubie.
Rodzicom tez powiedzialam bo moja mama jak detektyw, caly czas wypytuje czy przypadkiem w tym cyklu sie nie udalo bo ona podejrzewa. Ona tak juz ponad rok w kazdym miesiacu podejrzewa.
Jutro wynik drugiej, sadnej bety i zrobie tez trzecia.
Czulam sie dzisiaj troche kiepsko bo brzuch mnie tak cos kul i zmeczenie przeogromne i caly czas mnie muli. Leze w lozku i tylko slysze na dole jak maz wyjada lody, ktore mi kupil, chyba na ukojenie swoich nerwow.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 września 2016, 22:18
Kornela spróbowała dziś pierwszej marchewki! Niezbyt dużo co prawda, ale zawsze to coś, jakiś inny smak. Euforii nie było, ale będziemy próbować dalej. Jutro w menu ziemniaczek. Może będzie lepiej. Kupiłam też słoiczek Bobo Vity, ale jakoś się waham. Wolę najpierw sama przygotować, przynajmniej mam pewność co jej daję. Mam ochotę dać jabluszko, ale ponoć należy zacząć od warzyw, żeby nie przyzwyczaić dziecka do słodkiego. Zobaczymy co z tego wyjdzie:)
Co poza tym? Podejrzewam, że zaczynają iść ząbki. Ślini się Rybcia niesamowicie. I marudna jakaś się zrobiła. Kiepsko dziś też spała. Coś może być na rzeczy. Choć wolałabym, żeby jeszcze poczekała z tym tematem. Im później, tym lepiej i ponoć zdrowiej. Od dwóch dni zaznajamiamy się ze szczoteczką do ząbków. A właściwie czymś w podobie. Bardziej to gryzak niż szczoteczka, ale spełnia swoją funkcje w 100%. Mała przyzwyczaja się, że coś sie wkłada do buzi. A przy okazji drapie swędzące dziąsła. Lubi go niesamowicie. Sama sobie trzyma i wkłada do buziaka, chociaż nie zawsze trafi:) Śmieszna jest taka. I słodka. Do schrupania;) A teraz mruczy i wzdycha coś przez sen. Balsam dla mych uszu<3
Już jesteśmy w 5 mc
jak ten czas szybko leci. Wszystko co mnie stresowało odeszło już w zapomnienie:) tytuł mgr osiągnięty
teraz zajmujemy się kompletowaniem ubranek - coś o wiele przyjemniejszego. Obecnie nic sama nie kupuję, czekam aż lekarz potwierdzi, że będziemy mieć synka. Wczoraj odkopałam torby, które dostałam od siostry w spadku, tam jest wystarczająco ciuszków na sam początek. Tylko jedno mnie bardzo zastanawia... Jaki rozmiar pakować do torby szpitalnej? od razu 62 czy bardziej skupić się na mniejszych? Wiele czytałam w internetach ale zdania są bardzo podzielone:/ Również mam a raczej mamy ogromny problem z wyborem wózka
jak rzucałam na nie okiem w necie to po godzinie poszukiwań miałam jeszcze większy mętlik w głowie niż przed. Najchętniej wybieranie wszystkiego zostawiłabym na czas bliższy porodu (teraz chyba za szybko zmieniam zdanie
) ale wiem, że wtedy jeszcze bardziej bym się denerwowała i niepotrzebnie stresowała.
Jeśli chodzi o samopoczucie to jest ok
zapomniałam już jak to jest siedzieć całymi dniami w domu:)
Na ostatniej wizycie lekarz poinformował mnie, że mam nisko łożysko i wtedy zasłaniało kanał rodny. Jednak to było jeszcze wcześnie, wszystko się właśnie zaczynało rozrastać więc kazał się tym nie zamartwiać, ponieważ bardzo możliwe jest, że wszystko się zmieni. Cały czas mam nadzieję, że wszystko się tam poprzesuwało tak jak powinno. Zobaczymy, okaże się w pn:) Jestem dobrej myśli.
Nie wiadomo ktory dzien cyklu....
cycki bola jak cholera ,brzuch tez boli, jajniki cmia...a tej francy malpy dalej nie ma.
do tego przeziebienie mnie bierze 
Latwo mnie wyprowadzic z rownowagi, czepiam sie meza o pierdoly niby nic takiego a podnosi mi cisnienie.
jak ja chce zeby ta @ wrescie przyszla. Chyba pojde do lekarza po tabletki na wywolanie bo dluzej nie pocigne 
To tak na szybko z telefonu. Czuję się dziwnie. Ciągnie mnie podbrzusze, jajniki dają o sobie mocno znać- na zmianę choc bardziej czuję prawy i obstawiam że z niego była owulacja, o ile jaśnie pęcherzyk zechciał wybuchnąć :p często chodzę sikać, mam ciągle wzdęty brzuch. Cycki mnie swędzą a sutki mam wrażliwe na dotyk- aż pieką, zwłaszcza prawy. Na ryjku wyglądam jak nastolatka, czyli trądzik pełną gębą mówiąc krótko ... ciągle mam wrażenie, że @ właśnie przybyła bo mnie tak brzuch miesiączkowo boli. Jestem okrutnie śpiąca i chronicznie zmęczona, zawsze tak mam jak pełnia księżyca nadchodzi... i myślę też tak sobie, że chora na głowę jestem, bo cały ten PMS, ktory opisałam chcę porównać do ciąży :p
Także tego. Nie ufajcie mi w osądach w najbliższym czasie, a już na pewno dopóki nie dostanę @... 
Ps. Zrobiłam dziś test z porannego moczu, bo w końcu tyle objawów, mdłości mam itp. Robiłam Amil i w czasie przewidzianym na test nic nie wyszło, znaczy się negatyw, zostawiłam i poszłam do pracy. Wracam i gnoja wyrzucam a tam druga kreska ale taka dziwna jakaś - po środku blada, a kontury zaznaczone na różowo. Poczytałam i poszperałam w necie- dużo kobiet psioczy na tą firmę... i po co ja go kupowałam - tylko sobie nadziei narobiłam a to zwykły błąd odczytu po czasie. No nic. Jutro Pink test 
Obudzilam sie. To nie sen. Wciaz.jestem w szpitalu. Dzis kolejne badanie. Moze inny lekarz zobaczy tetno.? Tabletki uspokajacs.przestały dzialac. Rycze i rozmyslac. Zrobie badanie to za 1500 zl.aby sprawdzić wady genew plodu. On sie obwinia. Tak mi go szkoda. Nie zasluguje na to. Powinien miec dziecko a ma mnie
Czas nadrobić zaległości.
Dzisiaj 8dc. Tydzień temu przyszła @ i w końcu wyglądała jak ona. Stara, dobra kumpela... Na szczęście już jest historią, a ja nabrawszy nowych sił do walki zakupiłam 25 testów owu i 5 testów ciążowych.
Dzisiaj postanowiłam oszczać pierwszy z nich. W sumie z głupoty bo moja owu jest zawsze w okolicach 15-17dc. A tu proszę... coś już widać. A to może znaczyć, że owu będzie trochę szybciej niż za tydzień. Hahaha.
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/1906aaa487fa.jpg
Wiadomo, że to jeszcze nie pozytyw ale sądziłam, że raczej zupełnie nic nie będzie widać a tymczasem to już coś więcej niż zwykły cień. 
Wracając do wieści przez które ostatnio miałam "doła". Moja siostra będzie miała syna. Siostra męża córeczkę... No cóż, jakoś się z tym oswoiłam, zaakceptowałam i życzę im jak najlepiej. Może niedługo i my będziemy czekać na nasze szczęście...
Parę dni temu spięłam się też z jedną laską na forum. Zdaję sobie sprawę, że jest to miejsce pomocy, rady itd. ale niesamowicie wkurwia mnie jęczenie "Staramy się już drugi cykl i nadal nic z tego... Nie wiem co z nami jest nie tak, że nam się CIĄGLE nie udaje". No kurwa ja pierdolę weź i wyjdź.
Serio?!... Ale postanowiłam zakończyć nic nie znaczącą dyskusję bo b. źle na mnie wpływają wszelkiego rodzaju konflikty.
Tymczasem u mnie już 8 cykl starań. Ciekawe czy sikanie na testy owu potwierdzi owulację (choć w 75%) i da troszkę wytchnienia- mniej wątpliwości. Czas pokaże. Póki co zastanawiam się jedynie czy sikać na testy owu teraz codziennie czy jednak poczekać dwa/trzy dni bo tak blade kreski na bank nie pokażą owu przez najbliższe dwa dni. Dziwne to dla mnie, bo nie mam w tym wielkiego doświadczenia (do tej pory sikałam 3 razy i w sumie 14-15-16 dc i 15 były kreski takie same). Więc nie wiem jak interpretować taki wynik. Ile dni po takich kreskach macie pozytywny test?
Tak wiem. 
A jeszcze jedno. Z rzeczy mega pozytywnych- dla mnie. Pogadaliśmy z małżem ostatnio szczerze na temat wymarzonego ślubu kościelnego. Chyba doszliśmy do porozumienia. Ślub odbędzie się w czerwcu 2018r. i zaczynamy oficjalnie na niego zbierać.
"Niestety" nasza najbliższa rodzina to prawie 60!! osób.* Więc czeka nas dość spora inwestycja. No nic mam nadzieję, że uda nam się zrealizować to marzenie i że do tego czasu pojawi się już nasze drugie dzieciątko.
Czas pokaże. 
*z czego 40 jest moich 
Branoc. 
13dc.
Testy owu nadal negatywne.
Ciągle kłócę się z M. Pada wiele nieprzyjemnych słów. Nie chcę, żeby tak się zachowywał, mam wtedy wątpliwości co do niego, co do posiadania dziecka /w domyśle: z nim/ . Niby się potem godzimy, ja nie pokazuję mu jak głęboko to we mnie siedzi, prawie normalnie rozmawiamy, czasem nawet serduszkujemy. Z tym, że ja z tego nie mam nic. Jest to dla mnie tak mechaniczny odruch, jak /za przeproszeniem/ sikanie. Trzeba to zrobić, bo będzie bardzo niedobrze. Jako, że są tu same baby, nie będę owijała w bawełnę i nazwę rzeczy po imieniu, może ktoś ma podobny problem i sobie z tym radzi.
Otóż, ja nie potrafię dochodzić. Nigdy w życiu nie miałam orgazmu podczas stosunku. Potrafię być napalona, możemy się wyserduszkować, ale dla mnie jest przyjemnie i tyle. Nie ma żadnych fajerwerków, wycia do księżyca czy kneblowania poduszką. Równie przyjemne jest dla mnie smaczne jedzenie.
Koniec końców, czuję się niedopieszczona (mimo, że zwykle bardzo się stara, czasem jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w ciągu 5 sekund jest w stanie odechcieć mi się do tego stopnia, że mam ochotę zepchnąć M. z łóżka.), sfrustrowana, niewyżyta i z poczuciem, że coś ze mną nie tak.
Może macie sposoby na podkręcenie libido?
Ze względu na moje pierdolone nocki nie jestem z stanie uzupełnić też prawidłowo wykresu.
Znalazłam na którejś stronie naturalnego planowania rodziny teorię, że w zależności od godziny pomiaru powinno się odejmować lub dodawać 0,05*C za każde 30minut różnicy pomiaru.
Po zastosowaniu się do tych zasad mój wykres wyglądałby mniej więcej tak:
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/ddc51a47215e.png
A tak wygląda 'normalnie':
https://naforum.zapodaj.net/thumbs/d54514e7fe1a.png
Nie wiem jak to ugryźć pracując w 99,9% w godzinach 19:30-7:30, w ruchomym grafiku (np: noc, noc, wolne, noc, wolne, dzień, dzień, wolne, noc, noc, noc, wolne, wolne, noc itp itd).
21 dc
Triumfalny powrót do zwierzania się w okienku po 9 miesiącach nieobecności
Nie, nie urodziłam w tym czasie dziecka.
Nie, nadal nie jestem w ciąży.
W wielkim skrócie:
Luty- wykurowałam złamany nos i wróciłam do pracy. Nie udało się zajść w ciąże co było do przewidzenia.
Marzec- przeżyłam załamanie nerwowe i pojechałam na dni skupienia. Było super i uspokoiłam się wewnętrznie. Oczywiście nie zaszłam w ciąże.
Kwiecień - byłam u lekarza i okazało się że wszystko ok i teraz przez 3 następne miesiące mam robić monitoring cyklu (sic!). Wkurwiłam się i nie zaszłam w ciąże. U tego lekarza się już więcej nie pojawiłam jak to się po czasie okazało.
Maj - byłam na monitoringu i potwierdziłam kolejny raz w moim życiu piękną bezproblemową owulację. Współżycie oczywiście było kiedy trzeba. Ale jakoś nie zaszłam w ciąże.
Czerwiec - byłam po pierwszej wizycie w Artvimedzie w Krk. Doktor stwierdził że przyczyną jest pewnie endometrioza. Kazał nie wymyślać za bardzo, zalecił max 3 IUI a potem myśleć o IVF. Moja 10 lat młodsza kuzynka zaszła w ciąże i modliłam się bardzo żebym tez zaszła żeby nie przeżywać takiego upokorzenia w rodzinie. Okres pojawił się jak w zegarku.
Lipiec - robiłam badania pod IUI (oczywiście nie bez przygód) i podeszłam do pierwszego IUI. Warunki były idealne, nasienie fantastyczne. Nie zaszłam w ciąże.
Sierpień- klinika zamknięta więc odpoczywałam. Spotkałam moją kuzynkę w ciąży i się nie rozpłakałam publicznie. Nie zaszłam w ciąże.
Wrzesień - podeszłam do drugiego IUI. Było równie udane jak pierwsze.
Październik - umarł mój dziadek. Tak się mówi ze jak ktoś umiera to robi miejsce dla kogoś innego. Dostałam okres w dzień pogrzebu.
Teraz mamy listopad i jestem po pierwszej wizycie przed IVF na której dostałam rozpiskę jak stosować leki do stymulacji. Zaczęłam brać Estrofem i już od 2dc będę się kłuć. Jestem dziwnie spokojna i zdeterminowana, a myślałam ze będę kłębkiem nerwów. Liczę ze następny okres będzie ostatni a przed świetami już będę miała malucha w brzuchu.
Mój mąż oczywiście miał w moędzuczasie kryzys ze będziemy mieć „dziecko z probówki”, ale to był chyba tylko chwilowy rzut. Powiedziałam mu ze nie będę naciskać na IVF że to musi być nasza wspólna decyzja. Trudno się z tym pogodzić ze jednak mimo najlepszych chęci nie zaskoczy naturalnie. Potem się zreflektował i jak mówiłam ze pewnie spróbujemy tylko jednej procedury to żachnął się że będziemy próbować do skutku. Zobaczymy. U doktora na wizycie już był grzeczny i konkretny.
A no i ostatnie. Przez te miesiące dużo gadałam do Boga. Najpierw było ok, później trochę się gniewałam, potem trochę żałowałam. Przeprosiłam go za to że nie mam tyle siły żeby unieść tą niepłodność i nie decydować się na IVF. Nie mam takiej łaski żeby się pogodzić z tą sytuacją. Nie chcę swoją niemocą obciążać mojego męża. Nie chce wiedzieć ze być może miałam szanse na macierzyństwo której nie wykorzystałam. Mam nadzieję że się nie gniewa na mnie no i mimo wszystko będzie ze mną w tej całej procedurze.
Dobra rada jednej z koleżanek na forum:
Krotkie podsumowanie co moglo spowodowac ciaze w tym cyklu, moze sie komus przyda:
- 1 cykl po drugiej histeroskopii, usuniecie 1cm polipa
- od miesiaca bralam Thorne Prenatal (1mg methylowego kwasu foliowego, 200mcg B12 + dodatkowo 300mcg w kroplach)
- od miesiaca TMG na poprawe DNA komorek jajowych
- od 6 tygodni aspiryne 75
- maz od 3/4 miesiecy bierze Fertilsan M
- od miesiaca tez biore Probiotic
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 kwietnia 2017, 06:50
Wystawcie ciało na słońce! Jest to naturalna witamina D, która korzystnie wpływa na procesy biologiczne w spermie i komórkach jajowych oraz może mieć pozytywny wpływ na regulacje gospodarki hormonalnej organizmu. Dodatkowo bogatym źródłem witaminy D jest łosoś, węgorz, śledź, tuńczyk, makrela oraz ser i żółtko jaj.
Długo zastanawiałam się czy nie za szybko "chwalę" się ciążą Poprzednio źle się to dla nas skończyło:(
Teraz czuję, że jestem w dobrych rękach - rękach Matki Bożej
Ciii, pogratulujecie, gdy na świecie pojawi się dzieciątko:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2016, 10:35
Długo zastanawiałam się czy nie za szybko "chwalę" się ciążą Poprzednio źle się to dla nas skończyło:(
Teraz czuję, że jestem w dobrych rękach - rękach Matki Bożej
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.