Rośnie nam chyba jakiś siłacz/siłaczka ^^ Wyniki mam dobre, ale za dużo ketonów co świadczy o tym, że mój organizm GŁODUJE! Jem dużo. Na pewno więcej i zdrowiej niż wcześniej. Da się więcej? Trzeba!
Muszę wcinać na maxa. Jest to cięższe ze wg a moją dietę TOTALNIE BEZMLECZNĄ. No to zaczyna się kombinowanie jak upchnąć jedzonko "na siłę". Za dużo energii i wszystkiego dobrego co wcinam wssysa mój maluszek. Dla mnie nie zostawia nic
Przez całe życie nikt nigdy nie zmuszał mnie do jedzenia
Nie musieli. Teraz kolejna nowa rzecz, ale ważne żeby dzidzia rosła zdrowo. No to muszę jeść. Częściej, mniejsze porcje, ale częściej 
Dzisiaj rano zmartwiła mnie tylko biegunka. Pojawiła się i zniknęła. Mam odpowiednie środki już. Póki co jest dobrze. Uspokoiło się, ale od rana odwołałam kilka zajęć. Wszystko jest już pod kontrolą 
Mąż się troszkę rozchorował. Mam nadzieję, że szybko mu przejdzie i że nas nie pozaraża
On skubany silny jest. Grypson go chwyci i na następny dzień odpuszcza niemalże całkowicie. A choruje "raz na ruski rok". Oby bobo miało zdrowie po nim 
W czwartek USG. Nie mogę się doczekać. Z jednej strony się cieszę, bo być może to będzie wizyta serduszkowa. Z drugiej czuję lekki stres. Dobrze mi w tym stanie 
Jesteśmy na półmetku "okresu zagrożonego". Jeszcze 6 tygodni i minie ten pierwszy trymestr. Te pierwsze 12 tygodni. Te pierwsze 3 miesiące... I będzie można pochwalić się szczęściem z najbliższymi i trochę odetchnąć 
Piękna ta jesień póki co. Słoneczko świeci i jest dość ciepło. Poza wieczorami i rankami, ale tak już musi być. Lubię ten zapach delikatnego chłodku a potem przymrozku zmieszanego z palonymi w ogniskach liśćmi.
Nie wierzę w horoskopy, ale leżąc dzisiaj rano i czytając "Angorę", przeczytałam też i go.
Ostatnie zdanie horoskopu dla zodiakalnego byka to: "W miłości Słońce obiecuje niektórym jeszcze jedną osobę (osóbkę) do kochania...". Nie wierzyć? ^^
Rośnie nam chyba jakiś siłacz/siłaczka ^^ Wyniki mam dobre, ale za dużo ketonów co świadczy o tym, że mój organizm GŁODUJE! Jem dużo. Na pewno więcej i zdrowiej niż wcześniej. Da się więcej? Trzeba!
Muszę wcinać na maxa. Jest to cięższe ze wg a moją dietę TOTALNIE BEZMLECZNĄ. No to zaczyna się kombinowanie jak upchnąć jedzonko "na siłę". Za dużo energii i wszystkiego dobrego co wcinam wssysa mój maluszek. Dla mnie nie zostawia nic
Przez całe życie nikt nigdy nie zmuszał mnie do jedzenia
Nie musieli. Teraz kolejna nowa rzecz, ale ważne żeby dzidzia rosła zdrowo. No to muszę jeść. Częściej, mniejsze porcje, ale częściej 
Dzisiaj rano zmartwiła mnie tylko biegunka. Pojawiła się i zniknęła. Mam odpowiednie środki już. Póki co jest dobrze. Uspokoiło się, ale od rana odwołałam kilka zajęć. Wszystko jest już pod kontrolą 
Mąż się troszkę rozchorował. Mam nadzieję, że szybko mu przejdzie i że nas nie pozaraża
On skubany silny jest. Grypson go chwyci i na następny dzień odpuszcza niemalże całkowicie. A choruje "raz na ruski rok". Oby bobo miało zdrowie po nim 
W czwartek USG. Nie mogę się doczekać. Z jednej strony się cieszę, bo być może to będzie wizyta serduszkowa. Z drugiej czuję lekki stres. Dobrze mi w tym stanie 
Jesteśmy na półmetku "okresu zagrożonego". Jeszcze 6 tygodni i minie ten pierwszy trymestr. Te pierwsze 12 tygodni. Te pierwsze 3 miesiące... I będzie można pochwalić się szczęściem z najbliższymi i trochę odetchnąć 
Piękna ta jesień póki co. Słoneczko świeci i jest dość ciepło. Poza wieczorami i rankami, ale tak już musi być. Lubię ten zapach delikatnego chłodku a potem przymrozku zmieszanego z palonymi w ogniskach liśćmi.
Nie wierzę w horoskopy, ale leżąc dzisiaj rano i czytając "Angorę", przeczytałam też i go.
Ostatnie zdanie horoskopu dla zodiakalnego byka to: "W miłości Słońce obiecuje niektórym jeszcze jedną osobę (osóbkę) do kochania...". Nie wierzyć? ^^
W końcu dorwałam w bibliotece książkę "Cisza pod sercem". Siedzę pod kocem, czytam i płaczę.Takie to prawdziwe - jakby ktoś czytał w moich myślach w tamtym czasie, prawie 2 lata temu...
Tyle się dzieje, że jak wpadam do domu to zasypiam w drodze na poduszkę.. Po pierwsze praca, dzisiaj mnie wkurzyli na maksa, ale nawet nie ma sensu pisać, już się przyzwyczaiłam, że tak tam jest od czasu do czasu i staram się nie rozpamiętywać, w skrócie opieprz za nic..
Na polu cyklu.. Krwawiłam 15 dni.. Teraz zaczyna wyglądać na normalny cykl.. Pojawił się dzisiaj rozciągliwy śluz w ilości śladowej.. Ale cieszę się, że jest.. Cieszę się z każdego następnego cyklu.. Boję się, że pewnego dnia @ po prostu zniknie.. Moja psychika bardzo rożnie.. Od dni zupełnie normalnych, gdzie biegam, załatwiam i nawet żartuję do takich gdzie jedno słowo wybija mnie z równowagi. W niedzielę się popłakałam po jednym tekście przyjaciółki o ślubie.. Coś w stylu: a co in vitro nie wyszło? mam wrażenie, że nie mam już przyjaciół, nie mam nikogo kto mnie rozumie, kto był chociaż w podobnej sytuacji, syty głodnego nie zrozumie... G. twierdzi, że wszystko odbieram na przekór, za wiele biorę do siebie.. Być może tak jest, ale chwilowo nie potrafię inaczej.. Na domiar złego moja pani psycholog idzie na jakieś długotrwałe zwolnienie lekarskie.. Obstawiam ciąże.. I mam się zgłosić do jakiejś nowej.. I tak jakoś mam obawy.. Nie lubię się otwierać przed obcymi.. O naszym problemie wie niewiele osób.. Przez ślub dowiedziało się więcej z rodziny i bardzo mnie to krępuje.. Wiem głupia jestem.. To nie jest powód do wstydu, ale tak mam..
Poza tym muszę zmienić nastawienie do ślubu.. Parę razy zrobiłam G. przykrość bo powiedziałam coś w stylu, że nie chce tego ślubu.. Następnym razem muszę ugryźć się w język..
Z wiadomości dobrych.. Moja znajoma, która starała się wiele lat w końcu po in vitro zobaczyła dwie kreseczki:)
No i mamy ostatni dzień 2022...co to był za rok... po tym wszystkim mogę powiedzieć że szczęśliwy... tak, mimo ze nadal zdarzają się łzy gdy myślę o mojej coreczce, mimo że inaczej rozumiem "szczęście" mogę powiedzieć, że to był dobry, szczęśliwy rok... rok w którym na świecie pojawiło się moje 3220g szczęścia... po tym wszystkim to cudowne uczucie poczuć ciepło żywego dziecka, wyjść ze szpitala z dzieckiem w foteliku...
Rok temu to był początek tego rozdziału mojego życia, czekałam na drugą bete, zadalam sobie pytanie czy to ma szansę się udać, czy w 2022 urodze żywe dziecko...
Kocham go nad życie i nie wyobrażam juz sobie życia bez niego...
W 2023 życzę każdej z Was, aby spełniło się to największe marzenie, tak jak w sierpniu spełniło się moje ... 😍
Wyniki odebrane. Jeśli chodzi o morfologię i mocz cały czas super, tsh spadło po tabletkach i jest w normie wynosi 0,61.
Powiem wam szczerze że jedynie nie umiem zupełnie zrbozumieć wyników papp-a i beta HCG wolna podjednostka.
Wartość papp-a wynosi 3,63 a beta hcg 116,8.
11cs 3cpcp 24dc
Dzisiaj był dziwny dzień, wyszłam na spacer i nagle okrutnie mnie zemdliło jak bym stała 2h w kościele w otoczeniu starszych pań
Mam jakieś napady głodu a potem znowu mdłości... dziwne może zmiana klimatu tak na mnie wypływa, bo nie podejrzewam ciąży ostatnim razem miałam zupełnie na odwrót czyli raczej brak apetytu. Kusi żeby zrobić test, ale po pierwsze jest zdecydowanie za wcześnie, a po drugie jeśli zobaczyłabym znowu cień cienia wpadłabym w panikę, żę to może znowu cp:(
I po wizycie malenstwo ma 3.2cm.
Kolejna wizyta u mojego gina za 4tygodnie 25.10. Ale 10.10 jeszcze czekają mnie prenatalne w Warszawie.
Oby przez te 13dni dzieciatko ładnie uroslo i miescilo sie w wymiarach.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 września 2016, 18:04
No i jestem po wizycie u "nowego" gina, poleconego przez ciężarną koleżankę i bardzo wychwalanego przez inetrnety:)
stwierdziłam, że skoro ten lekarz, jest tak wychwalany, niemalże nazywają go aniołem, to moja pani ginekolog, ma już aureolę:)Byłam u niego pierwszy i ostatni raz, pozostaję przy swojej ginekolog i nie szukam innych.
Pokazałam mu wszystkie dotychczasowe wyniki i opowiedziałam co i jak (moje gadulstwo znowu chyba wyszło na moją niekorzyść) i miałam wrażenie, że on już więcej dodać nie może.Stwierdził,że mam już tyle badań, ze trzeba się trzymać tego, co już wiemy i będzie ok, tzn sama mu powiedziałam o zespole antyfosfolipidowym, o Acardzie, Clexane nooo więc on to potwierdził.Natomiast zapytany o to, kiedy mogę się od nowa starać, powiedział,że jak zrobię pod koniec listopada wyniki krzywej cukrowej i skonsultuję się z endo i on powie,że leczenie jest już zakończone to wtedy, yhmmmmm ja będę się może zabezpieczała do listopada???może męża wyślę po gumy???akurat:) czuję, że już mogę tzn, mała zmiana, teraz nie będę się starała, tylko będę korzystała z seksu,a że teraz mam uważać to pouważam,ale nie koniecznie tak na serio bo jak nas poniesie to przecież nie będę udawała cnotki i nie karzę mężowi przestać
Ten gin, wiedząc już o zespole, powiedział, że teraz to nie koniecznie on był przyczyną straty ciąży, tylko mogło być tak jak bardzo często się zdarza na samym początku ciąży, czyli gdybym nie robiła testu i bety, po prostu myślałabym że @ się opóźniła,a przyczyną mogły być defekty zarodka.No to, to wiem ,że tak się może zdarzać, nooo ok, ale seksuję się dalej i mam nadzieję, że tak całkiem przypadkowo trafi się porządna komóra jajowa i super silny plemnior:)
Co mnie zaskoczyło w tym cyklu? myślałąm,że zanim się mój organizm zregeneruje i odzyska owulację, to minie z jeden cykl...a tu suprajs, tzn nie do końca wiem czy suprajs, ale czuję dziś coś w rodzaju owulacji, tylko że tym razem z lewego jajnika.
Acha i jeszcze jedno...jak weszłam do tego gina.....to stwierdziłam, że ja tu na fotel nie siadam, gaci nie zdejmuję, więc od razu powiedziałam mu, że przyszłam na konsultację i poradę:)Taki pan w wieku mojego taty, ale z takim wąsiskiem, że ust mu nie mogłam dojrzeć,a jak zobaczyłam to wyro ginekologiczne, to poczułam się jak w PRLu, aczkolwiek taka stara nie jestem i wtedy jeszcze po ginach nie latałam:)
35 lat skończone... tylko prezentu brak...
19/20dc
Na usg 2 dni temu gin niby widziała ciałko żółte, ale temp jakoś nadal nie idzie do góry a wręcz w dół!... Moim zdaniem mam swój pierwszy zaobserwowany cykl bezowulacyjny. Czym to jest spowodowane? Nie wiem moze tym nieszczęsnym euthyroxem, który brałam 2 miesiące, a moze HSG dało sie we znaki... Nie wiem.
Mam nadzieje ze w czwartek w klinice zrobią mi usg i inny lekarz sprawdzi czy rzeczywiście doszło do owu bo ja jakoś tego nie widzę, porównujac ten wykres z moim pięknym wzorcowym z poprzedniego cyklu to nawet nie ma co dyskutować. Wtedy tez miałam monitoring i wszystko sie zgadzało - była owu był skok temp, teraz dupa.
Muszę iść na ponowne badanie TSH i zobaczyć czy nadal wszystko jest w porządku bo mam co do tego wątpliwości
ale jestem zła, że brałam ten badziewny lek , tak na prawdę bez powodu a za namowa poprzedniej gin, do której juz nie wrócę...
Dziwne Owulacja wyznaczona od 2 dni na 16 dzień cyklu a dzisiaj wpisałam temperaturę i raptem przeskoczyło na wykresie na 18 dzień cyklu. Zirytowało mnie to mnie z samego rana. Denerwujące jest też to ze wciąż mam kremowy śluz a gdzie ten płodny ?? Cały miesiąc jestem sucha jak wioór, i jak tu się kochać ... jak nie ma dojścia, a wspomagacze zabronione.
33 tydzień 3 dzień
U nas powoli robi się wiosna. Słońce świeci coraz śmielej a i ludzie jacyś tacy uśmiechnięci bardziej. Dziś wtorek, a my wszyscy w domu. Jedziemy na pogrzeb
mój dziadziuś 94letni w sobotę w nocy odszedł
świeć Panie nad jego duszą.
Moje samopoczucie takie sobie, mam katar, zawalone całe zatoki, pobolewało mnie gardło, ale już teraz mniej boli. Takie uroki wiosny. W zeszłym roku grypa rozłożyła mnie na początku kwietnia. Na szczęście teraz nie jest aż tak źle.
Ciążowe samopoczucie różnie. Często boli mnie kość łonowa. Staram się odpoczywać często, a nawet leniuchować, ale wtedy bolą plecy więc muszę się trochę poruszać. Korzystam w pełni ze zwolnienia, ale trochę mi samej nudno w domu
W nocy mam problemy ze spaniem. Zdarza się że wstanę do toalety ok. 2 i już zasnąć nie mogę. Przeważnie mam dziwne sny.
W zeszłym tygodniu w piątek mieliśmy wizytę. Bardzo przyjemną. T. wziął sobie wolne i był ze mną. Cieszę się że angażuje się w tą ciążę. Z Antkiem tak nie było, nie chciał dotykać brzucha, a teraz jest inaczej. No, więc, nasz Janek waży równo 2 kg
rośnie i rozwija się prawidłowo
może przyjść na świat za miesiąc może trochę później. Niech na razie siedzi w brzuszku, tam ma ciepło i ja mam wszystko pod kontrolą 
Z nowości wokół nas. T. przygotowuje się na szafarza nadzwyczajnego komunii św. Jestem z niego dumna
może to trochę zmieni jego bardzo ciężki charakter 
Jest Wielki Post, więc przygotowujemy śpiewy na Triduum Paschalne. Zaczynamy tworzyć grupę muzyczną, mamy organistę, T. gra na gitarze, a ja wraz z dwójką dziewczyn śpiewamy, Antek też do nas dołączył. Mieliśmy do tej pory jedno spotkanie robocze. Chciałbym zaśpiewać na Wielkanoc, ale jak Janek zdecyduje się pokazać światu raczej nie będę mogła.
A to ja, wczoraj, czyli 33 tydzień i 2 dzień 

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca 2017, 07:07
Ciąża rozpoczęta 18 stycznia 2017
Wczoraj byłam na wizycie u ginekologa. To moja pierwsza wizyta, która zaczęła się od stwierdzenia - Panie doktorze, od ponad roku nie mogę zajść w ciążę. Ratunku!
Mam delikatnie podwyższoną prolaktynę, zlecił dalsze badania, w tym także testosteron oraz w kierunku insulinooporności. Póki co zapisał mi inofem. Nie miał żadnych zastrzeżeń co do spermiogramu mojego męża, mówi, że wyniki świetne.
Zrobił usg, 11 dc, endometrium 7,3 mm, w prawym jajniku dwa powiększone pęcherzyki, nierokujące, w prawym pęcherzyk 15 mm. Jutro czyli 13 dc jadę do niego ponownie ale do gabinetu w Opolu żeby sprawdzić czy mój mały kulek rośnie, następnie będziemy go podglądać we wtorek w gabinecie w Koźlu czyli 18 dc.
Jeżeli pęcherzyk pęknie a nie uda nam się zajść w ciążę to kolejnym krokiem będzie badanie drożności jajowodów.
Generalnie lekarz dał mi sporo nowej nadziei, oczywiście mówił, że muszę schudnąć (od leków endokrynologicznych bardzo dużo przytyłam, ale zaczęłam już walkę z kilogramami, sprawa wygląda obiecująco).
Może tym razem się uda... Oby...
Nie wiem czy to przez niewyspanie, czy tez ogolny biorytm, ale dzisiaj czuje sie jak .. cytryna... wycisnieta cytryna.
nic mi sie nie chce 
do tego robie sie niecierpliwa.. gdzie moja owulacja ja sie pytam. temperatura jak u zombie. centralnie jak u umarlaka. poza tym nie wiem czy sie naziebilam. czuje cos tam w jajcorach, ale boje sie, ze to wlasnie przez jakies chorobsko. choc moze jakas nadzieja jest. zobaczymy dalej w ciagu dnia, ale sluz zaczyna chyba zmieniac forme, wiec moze zblizaja sie te dni mega plodne
oby.
wczoraj wrocilam po 22 z tej calej kolacji slubowej. szybko pod prysznic, zeby sie rozgrzac i szczerze mowiac, myslalam ze nici z prob poczecia, bo mi sie najnormalniej w swiecie nie chcialo. Jakiez ogromne bylo moje zaskoczenie, gdy moj Pan Poslubiony zaciagnal mnie do sypialni
opieralam sie i proponowalam "reschedule" na dzis, a on na to: "Kochanie, chyba zaplanowalismy projekt, wiec teraz trzeba go zrealizowac". Po czym czule mnie przytulil. no nie dalo sie odmowic. Bardzo ujelo mnie to, ze sie zaangazowal. faceci naogol to takie male dzieci. a tu prosze. jednak gdy ja z sil opadam, Pan Poslubiony potrafi podjac meskie decyzje 
staran ciag dalszy nastapi!
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 września 2016, 09:22
Ok, czas na narzekanie na dolegliwości 9 miesiąca. Ostrzegam, piszę to głównie po to, żeby sobie ulżyć na duszy.
Od paru dni jest mi coraz ciężej. Ze wszystkim! Nie mogę się za bardzo schylać, bo boli mnie brzuch (no i przeszkadza, ale ból zniechęca do prób szybciej). Jestem ciągle zmęczona i śpiąca, włóczę się po mieszkaniu jak zombie. Poniedziałkowa wyprawa po bułki do sklepu zaowocowała 3h drzemką. Wczorajszy dzień był jak dotąd najgorszy - za nic nie mogłam znaleźć wygodnej pozycji, budziłam się w nocy co chwila, bo coś wyjątkowo nieprzyjemnie uciskało mnie w brzuchu (w końcu spałam na wpół-siedząco, co załatwiło sprawę). Mój cały brzuch jest wielki, napięty, przeszkadzający i pobolewający w najmniej oczekiwanych momentach. Od kilku dni po raz pierwszy odczuwam niektóre ruchy małego jako bolesne i nieprzyjemne (ale wciąż wolę jak jest ruchliwy, przynajmniej wtedy do ciążowych dolegliwości nie dochodzi mi panika, że coś z nim nie tak). Generalnie, na ten moment mam chwilowo dosyć wszystkiego i ochotę gryźć.
No, ulżyło mi trochę.
Wiem, że obiektywnie znoszę ciążę świetnie i że wiele dziewczyn czuje się przez całe miesiące gorzej niż ja teraz, ale trudno, rozpuściłam się, i te drobne niedogodności doprowadzają mnie do szału. W dodatku zaczynam po raz pierwszy stresować się porodem. Mam całe rozkminki, czy wybrałam dobry szpital, czy sobie poradzę, czy mój mąż sobie poradzi, czy to będzie strasznie boleć???? czy i ja i Adaś wyjdziemy z tego cali i zdrowi i bez jakiś paskudnych komplikacji... generalnie chciałabym już to mieć za sobą. Przypomina mi się, jak na studiach wolałam iść na pierwszy termin nieprzyjemnego egzaminu, choć byłam średnio do niego przygotowana, byle tylko mieć go z głowy i by nie wisiał więcej nade mną... Oczywiście nie chciałabym tak naprawdę jeszcze zacząć rodzić, bo to jednak za wcześnie i dla Adasia lepiej, jakby posiedział grzecznie w brzuszku jeszcze te 3 tygodnie. Ale mam wrażenie, że do tego czasu to ja zwariuję sama z własnymi myślami!
Z dobrych rzeczy (bo takie też dostrzegam), mój mąż strasznie się wkręcił w planowanie rzeczy dla naszego synka. Wszystkie praktyczne rzeczy niezbędne do obsługi niemowlaka mamy kupione lub zamówione, ale on teraz siedzi i szuka w internecie gier i zabawek na co najmniej 4 lata naprzód
Nie kupuje ich na szczęście, ale gada jak nakręcony, że musimy obmyślić strategię, jakie zabawki będziemy chcieli mieć dla Adasia i jak się z nim bawić
Jest po prostu rozczulający w tym entuzjazmie 
Starasz się o dziecko już od jakiegoś czasu bez powodzenia? Nie poddawaj się, niezależnie jak długo starasz się zajść w ciążę Twoje szanse nie maleją. Czasami wystarczy zmiana jednego czynnika (np. w Twoim otoczeniu lub w organizmie Twoim lub partnera), a cykl może okazać się tym szczęśliwym!
Nieco ponad miesiąc nie pisałam nic. A tyle się wydarzyło... 
Stymulacja 1x1 letrozolem zdziałała cuda- wyhodowałam piękny pęcherzyk
Miał ponad 19 mm, endometrium też ok, więc dostałam pregnyl i czekałam tydzień z kolejnym usg. Niestety okazało się że po zastrzyku jednak nie pękł, a za to bolało mnie coraz bardziej. Pęcherzyk urósł do prawie 27 mm i lekarz straszył torbielą, tabletkami anty, laparo itd. Po kolejnym usg w 28 dc okazało się, że torbiel zmniejszyła się i czekałam do @.
Ku mojemu zdumieniu, dostałam wczoraj @- czyli jak na mnie to ekspresowo, bo w 32dc. Od jutra zaczynam stymulację 2x1 letrozol, prze 5 dni. W 13 dc usg.
Zaczęłam nową-starą pracę od września. Mam więcej pracy, ale na szczęście też więcej kasy, którą mogę wydawać na lekarza i usg
Ciekawe czy to coś da. Nie chciałabym męczyć swojego organizmu bez sensu. Pod koniec tego miesiąca mąż miał zrobić badanie nasienia ale chyba zrobi na początku października, ten tydzień mamy już zapełniony i jak zwykle nie ma na nic czasu...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.