Postivio Lekkie zaburzenia myslenia 5 października 2016, 17:58

Dzien 0 proba 3 czyli to dzis miala sie pojawic ciotka swoim kadilakiem ale albo utknela w korkach albo wrescie zalatwia bociana.Z taka mysla rano sie obudzilam tescik w reke i sru do toalety, 5 dlugich minut i wzrok malego dziecka na opuszczony llizak, czemu? Moze za wczesnie ale przecierz Nie bez powodu uzylam express moze nie dziala albo to pic na wode kolejny test juz w piatek. Prosze o druga kreseczke

Josephine Uda się ! 5 października 2016, 18:12

Rok akademicki się zaczął.. jak na razie nie zapowiada się tak źle :) zobaczymy co przyniesie "jutro"
7.10 wizyta w szpitalu na USG tarczycy.. zobaczymy czy wszystko ok..
Przynajmniej psychicznie jest już ze mną lepiej.. chociaż gdy spojrzę dziś za okno to na sam widok mam "doła" ;p

Co raz bliżej @, co raz bliżej @! Chyba dawno się tak nie cieszyłam na tę cholerę. Już za kilka dni zacznę stymulację i w końcu przejdziemy do działania! Będzie się coś działo! Mąż umówiony na badanie nasienia w poniedziałek. Wczoraj był sobie załatwić receptę na kolejną porcję leków. Kurde normalnie się stresuje... mam taką malutką nadzieję na cud, że udało się poprawić wyniki ale z drugiej strony w zakamarkach mózgu czai się jakiś potwór i krzyczy, że nic z tego. Pisząc kolokwialnie sram po nogach ze strachu - strachu przed wynikiem, tym co dalej jeśli nie udało się poprawić wyników i czy tym razem uda się uzyskać owulację.

Dziś na terapii o zniekształceniach poznawczych i jak sobie z nimi radzić. Teraz mam za zadanie stworzyć sobie taką specjalną tabelkę i uzupełniać ją codziennie o jedno wydarzenie, które będę analizowała pod kątem zniekształceń i sposobu rozwiązania sytuacji. To ma mnie nauczyć innego myślenia - bardziej adekwatnego do sytuacji aby poczuć się lepiej i podnieść swoją samoocenę. Nawet mądre to wszystko co mi tam mówią:) choć podobno ten proces będzie trochę czasu trwał. No i nadal pozostaje do rozważenia udział w grupie terapeutycznej.


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2016, 19:20

kropka_ myśloodsiewnia 5 października 2016, 19:40

no więc stało się. od dzisiejszego popołudnia jestem na zwolnienie nie tylko formalnie, ale i faktycznie (takie czasy). dzisiejszy (pod)wieczór bez Męża, bo ten (znowu) na działce a do mnie już zaczyna docierać, że człowiek robi się bardzo marudny, kiedy ma za towarzystwo tylko siebie. a przecież o zgrozo dopiero jestem na starcie.

na szczęście mam już długą listę "chceń" łamane przez czaso-zajmowaczy, nie zapominając o wysypianiu się i wstawaniu bez (hurrra) budzika. mam nadzieję, że dobrze wykorzystam ten czas, bo po porodzie życie samoistnie obróci się o 180 stopni i... i tak już zostanie.

Mamax Walka o Bobo. 5 października 2016, 20:17

36+4

Mojego Maximiliana jakies dwa miesiace temu bolaly nogi. Budzil sie w nocy z placzem i trzeba mu bylo je masowac. Teraz spokoj ale tak mi podrosl ze musialam wymienic cala jego garderobe bo powyrastal z wszystkich ciuchow i z butow. Nawet kombinezon na zime niestety jest za maly a niedawno mierzylam i byl w porzadku. Jutro maja byc w lidlu jakies wiec polece z rana i jak beda fajne to mu kupie.

Julianek przestal plakac w przedszkolu co mnie bardzo cieszy :-)

Bylam dzisiaj u lekarza. Christianek ma juz 3800 i 48 cm :-) Na ktg sa widoczne skurcze. Ja ich chyba nie czuje chociaz czasem brzuch boli wiec moze to one, jest juz lekkie rozwacie a mlody glowka jest juz w kanale teraz musi sie jeszcze przekrecic. Pytalam ginki ile mi daje a ta ze 10 dni. No ciekawe czy ma racje ;-)

Lubię takie dni jak oboje z mężem jesteśmy po nocce w pracy i dziś był taki dzień . Ja wróciłam pierwsza potem mąż . Z oknem pada wieje zimno a my pod ciepła pierzynką. Potem był obiad w łóżku :). Mężu odgrzał gołąbki i potem przyniósł do łózka talerze i tak sie zajadaliśmy a potem w dalsza drzemkę :) napisałam ku pamięci bo w codzienności przez zmęczenie ciężko docenciac takie wspólne chwile.

ostatnio przez moje PSM i zmęczenie nieźle mojemu ślubnemu się dostaje.


Moje postanowienie więcej chwalić za drobnostki , za starania męża i przymykać oko i nie robić dzikiej awantury jemu jeśli żle coś zrobi nie tak jak bym to ja zrobiła albo czegoś zapomni zrobić o co go poprosiłam.

Zadanie dla mnie doceniać męża i mówić mu za co go cenie i więcej okazywać miłosierdzia mu !!!!! :)


5 dpo objawów brak i śluzu też jakoś dzisiaj nie zanikł??? ....


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2016, 20:38

7+1d
Ostatnie 2 tygodnie minely mi na mdlosciach i rzyganiu. Trzyma mnie non stop, caly dzien i w nocy, bylam na tygodniowym urlopie ale niestety jutro wracam do pracy. Jestem przerazona jak wysiedze. Mam w domu rodzicow do niedzieli, i jestem przeszczesliwa bo nie bylabym w stanie wejsc do kuchni.
Dzisiaj na USG kropek mial 1.18 cm no i serce bilo. Mam juz 4 kg na minusie i cisnienie 80/60 wiec ledwo sie slaniam. Nie myslalam, ze bedzie tak ciezko no ale trzeba to jakos przeczekac.

Ezia90 Akcja bobas! 5 października 2016, 20:55

Wynik bety z poniedziałku: 1037
Nie wiem nie znam sie ale chyba w porzadku, w normach sie mieszcze, tylko kwestia tego jaki przyrost. Zobaczymy co w piatek powie lekarz i czy da skierowanie na drugie badanie

Agusia:):) Największe szczescie. 5 października 2016, 21:12

I po wizycie ... To były najdłuzsze minuty w oczekiwaniu na lekarza.
Jestem w 6 tygodniu ciąży :) Lekarz sam nie wie z kąd to krwawienie na chwile obecną jest ok dostałam Duphaston i czekamy na kolejną wizytę.

gozik "Miłość na szkle" po stracie 6 października 2016, 07:02

Genialny tekst zaczytany z Pamiętnika "Wronie gniazdo". Zgadzam się w 100% ;D

Szczypta psychoanalizy.
Nie jest łatwo radzić sobie z kolejnymi nieudanymi próbami bez upragnionych dwóch kresek na teście ciążowym. Aby to przetrwać potrzeba dużej dojrzałości, umiejętności radzenia sobie w trudnych sytuacjach, ale przede wszystkim zdolności do wspierania się nawzajem.
Zdarza się, że to zaczyna parę przerastać i zamiast pomagania sobie nawzajem stopniowo się od siebie oddalają czując coraz większe wzajemne rozczarowanie.
Dlaczego tak czasami bywa? Ponieważ sposób radzenia sobie w trudnych sytuacjach często jest odmienny u mężczyzny i u kobiety. Kiedy para nie zdaje sobie z tego sprawy może stopniowo się od siebie oddalać czując wzajemne rozczarowanie.
Czym zatem się różnią?

Mężczyzna zwykle przekonuje swoją partnerkę, że wszystko będzie dobrze, że przecież kiedyś im się uda, bo dlaczego miałoby być inaczej? I faktycznie ma rację, bo tylko niewielki procent osób nigdy nie doczeka się własnego dziecka.
Celem mężczyzny jest rozwiązanie problemu i tak było od początku naszego istnienia. To mężczyzna miał zapewnić rodzinie środki do przetrwania i jego działanie skierowane jest na to jak ten cel osiągnąć. Do braku dziecka zatem także podchodzi w sposób zadaniowy. Jeśli coś się nie udaje trzeba znaleźć inne rozwiązanie i liczyć, że to kolejne powinno się udać. Często jednak nie potrafi tego kobiecie jasno wytłumaczyć,że według niego to najskuteczniejszy sposób zmagania się z problemem.
Co zwykle słyszy kobieta?
„ Mój mąż mówi, że wszystko będzie dobrze, po to, żeby mnie na chwilę uspokoić, chociaż wcale tak nie uważa. To puste słowa pocieszania, za którymi nic nie stoi. Bagatelizuje problem. Nie rozumie co ja przeżywam. A może tak naprawdę wcale mu nie zależy na dziecku? Czasami czuję się w staraniu o dziecko zupełnie osamotniona.

To niebezpieczny moment dla związku, ponieważ ich odmienne sposoby radzenia sobie mogą doprowadzić do niezrozumienia i zamiast wzajemnego wspierania do konfliktów w parze, które nie będą sprzyjały trudnemu leczeniu.
Często dopiero w trakcie rozmowy z terapeutą uświadamiają sobie jak myśli i co tak naprawdę czuje druga strona i, że nic nie jest wymierzone przeciwko drugiej stronie.

Mężczyzna faktycznie czasami nie rozumie napięcia jakie pojawia się u jego żony, która wpada w pułapkę comiesięcznej paniki. Kobieta potrzebuje w tym trudnym momencie zupełnie innego wsparcia, niż jej mąż stara się jej zapewnić. On chce wymyślić jakieś rozwiązanie, kiedy tak naprawdę ona potrzeba przytulenia i wysłuchania bez dawania rad. Jej zamartwianie się wydaje mu się stratą czasu. Na pytania „Co będzie jeśli znowu nam nie wyjdzie? najczęściej odpowiada: „Wtedy się zastanowimy.” Kobieta zazwyczaj nie traktuje tego jako konstruktywne rozwiązanie bo jej psychika potrzebuje zupełnie czego innego. Przede wszystkim chce zwentylować emocje, wypłakać strach, a potem przeanalizować setki scenariuszy, zwykle tych najgorszych, które mogłyby się zdarzyć. Konsekwentnie wraca do analizowania spotkań z lekarzem, zamartwia się badaniami, zastanawianiem się „co by było gdyby”. Kobieta zwykle czuje się bezpieczniej kiedy ma w głowie ułożony jakiś plan działania na każdą okoliczność. Wtedy łatwiej jej funkcjonować.
Kiedy oboje uświadomią sobie, że tak naprawdę każde na swój sposób przeżywa ten sam problem nie robiąc niczego przeciwko sobie przede wszystkim mogą łatwiej wzajemnie się zrozumieć, ale także dać to, co potrzebne drugiej stronie. Do tego jednak potrzebna jest przede wszystkim szczera rozmowa.
Słowa, które mogą zabrzmieć znajomo
Myśl o niepłodności przenika do każdej sekundy Twojego życia. Testy ciążowe z uporczywą tylko jedną kreską zdają się piętrzyć i tworzyć mur odgradzający Cię od całej radości tego świata. Masz poczucie, że utknęłaś. Twoje ciało staje się Twoją obsesją. Stale skupiasz się na jego reakcjach, wyczekujesz sygnałów okresów płodności i – oczywiście! – ciąży. Odwiedzasz ginekologa, endokrynologa, poddajesz się medycznym zabiegom i farmakoterapii. Twoja dusza cierpi, ale wydaje Ci się, że podczas leczenia niepłodności wsparcie psychoterapeutyczne byłoby zbędną fanaberią.


Trudniej o jednak jaskrawszy przykład sprzężenia zwrotnego między ciałem a umysłem niż w przypadku terapii niepłodności. Skorzystanie z profesjonalnej psychologicznej pomocy – doradztwa, warsztatów, psychoterapii – może okazać się kluczowe dla odzyskania życiowej harmonii, naprawienia relacji z partnerem, odzyskania radości życia. Badania Alice Domar, badaczki zagadnień niepłodności pokazują ponadto, że wsparcie takie zwiększa znacząco prawdopodobieństwo zajścia w ciążę i szczęśliwego jej donoszenia.

Dlaczego nie powinnyśmy skakać na bungee próbujac zajść w ciążę?
Stresujące wydarzenia pociągają za sobą wydzielenie się w naszym organizmie „hormonu stresu“, czyli kortyzolu i enzymu alfa-amylazy. Zbyt wysokie stężenie tego ostatniego zmniejsza prawdopodobieństwo zajścia w ciążę. Naukowcy z Uniwersytetu w Oksfordzie przebadali 247 zdrowych kobiet starających się zajść w ciążę. Kobiety, w których ślinie stwierdzono najwyższe stężenia alfa-amylazy miały o 12% mniejsze prawdopodobieństwo zajścia w ciążę niż kobiety z najniższymi stężeniami tego enzymu.
Analogicznego związku nie wykazały badania nad kortyzolem. To bardzo ciekawe, bo to kortyzol jest reakcją organizmu na stres chroniczny, długotrwały, alfa-amylaza pojawia się zaś w naszej krwi w odpowiedzi na presję krótkotrwałą i towarzyszący jej wyrzut adrenaliny1. Według opisanych badań długotrwały stres w miejscu pracy nie powinien obniżać zatem znacząco płodności. Na drodze ku szczęśliwemu poczęciu stać zaś mogą m.in. sporty ekstremalne i jednorazowe traumatyczne przeżycia (np. śmierć bliskiej osoby).

Pamiętajmy jednak, że wysokie stężenie kortyzolu wpłynąć może na obniżenie popędu płciowego, co w oczywisty sposób pośrednio może zaważyć na efektach starań o poczęcie dziecka. Naukowcy odkryli też związek między stresem, zaburzeniami lękowymi i depresją a gorszymi wynikami zapłodnienia pozaustrojowego.

Depresyjne koło zamachowe niepłodności
Gdy umysł zalewają negatywne myśli i uczucia, od razu reaguje na to ciało. Wystarczy samo wspomnienie porannej kłótni z partnerem, by serce zaczęło nam szybciej bić, mięśnie karku napięły się bezwiednie, zęby zacisnęły. Podobnie jest w przypadku niepłodności, już sama myśl o niej (zwłaszcza jeśli uporczywie powraca) powodować może bardzo silne emocjonalne reakcje na poziomie naszego ciała (łzy, płytki oddech, ból głowy itp.). Czujemy się coraz gorzej, a dla naszego umysłu to sygnał, że jest nam źle. Nie możemy zajść w ciążę > zadręczamy się myślami > nasze ciało cierpi > im bardziej cierpi, tym bardziej nam źle... i tu koło się zamyka, koło najczęściej prowadzące do depresji lub innych zaburzeń nastroju.

W badaniu obejmującym 200 par zamierzających poddać się zabiegowi in vitro, 48% kobiet wskazało zmagania z niepłodnością jako najbardziej przygnębiające doświadczenie w ich życiu2. Spójne jest to z wynikami otrzymanymi przez Alice Domar, które wykazały, że kobiety doświadczające niepłodności odczuwają depresję porównywalną do stopnia, w jakim doświadczają jej osoby chore na nieuleczalne choroby. Powyższe wyniki pokazują, że zagadnienia płodności stoją często w centrum kobiecego funkcjonowania psychicznego.

Ponad 20% kobiet poddających się zabiegowi in vitro cierpi na depresję. Powszechnie (i potocznie) uważa się, że odpowiada za to terapia hormonalna towarzysząca temu zabiegowi. Według doktor Miki Blocha z Uniwersytetu w Tel Avivie, bardziej prawdopodobny wpływ na depresję mają wcześniejsze lęki kobiet związane z leczeniem niepłodności niż sama ekspozycja na hormony. Tak jakby nasz umysł, zmęczony długotrwałym cierpieniem emocjonalnym i paraliżująca niepewnością, wraz z dokonaniem zabiegu in vitro nie miał już zasobów, by walczyć dalej3.

Długość bezskutecznych starań o dziecko przyczynia się do intensyfikacji uczuć depresyjnych. W badaniach przeprowadzonych Domar najintensywniej doświadczały depresji kobiety, które próbowały zajść w ciążę co najmniej 2-3 lata. Domar wyjaśnia to następująco: To ma sens z punktu widzenia klinicznego. Pierwszy rok kobiety te próbowały zajść w ciążę bez pomocy lekarzy. Drugiego roku odwiedziły lekarza, mając nadzieję, że jego wsparcie pomoże im w ich staraniach. Ale po kolejnym takim roku zaczynały myśleć, że już nic nie pomoże. A to może być bardzo przygnębiające.

Czy chroniczny smutek zmniejsza szansę na zajście w ciążę?
Niepłodność może przyczynić się do depresji, to nie ulega wątpliwości. Czy możliwy jest związek odwrotny? Poniżej dwa ważne wyniki badań:

Kobiety, które doświadczyły w przeszłości objawów depresji, 2 razy częściej - niż kobiety, które nigdy depresji nie doświadczyły - zmagały się z niepłodnością;
U kobiet, które przed zabiegiem in vitro, doświadczyły przynajmniej jednego wcześniejszego niepowodzenia związanego z tą metodą i które zmagały się z depresją przed zabiegiem, procent ciąż wynosił jedynie 13 (u kobiet bez symptomów depresyjnych było to 29%).

Domar nie wskazuje jednak na występowanie zero-jedynkowego związku pomiędzy depresją a niepłodnością. Mówi ona jedynie o tym, że może ona obniżać jakość komórek jajowych, obniżać i/lub destabilizować poziom potrzebnych hormonów czy sabotować kobiecy układ odpornościowy. A każdy z tych czynników może w potężny sposób stanąć na drodze do upragnionej ciąży.

Samara Oprócz błękitnego nieba... 6 października 2016, 08:20

Ufff, kamień spadł z serca. Na wizycie banan nie schodził mi z ust. Serduszko bije. Lekarz zadowolony, ciąża duża i silna. Serce jak dzwon. Niesamowite uczucie... Jestem lżejsza o sto kilo. Następna wizyta 26-10.

9t1d

O matko trzeci miesiac ciazy, nie wierze.
Wczoraj byl pierwszy w miare spokojny dzien bez mdlosci. Co prawda nie mam ogromnych mdlosci i nie mam ich non stop, ale od wczoraj czuje ulge. Natomiast dzis wieczorem pierwszy raz wymiotowalam, zaszkodzil mi sok pomaranczowy. Nie narzekam na doleglowosci, dziewczyny naprawde sie mecza, ledwo co funkcjonuja. Wiec nie narzekam. Wiadomo, miewam gorsze dni, ale do przezycia. W pracy siedze glownie przy kompie, wiec luz. I nie kaza mi robic nadgodzin.

Tydzien temu w czwartek bylismy na pierwszej wizycie z polozna w naszej przychodni. Wizyta trwala ponad 40 minut. Gdybym nie dostala przy rejestracji teczki, ktora wypelnialam w domu, to zapewne ze 2 godziny bysmy tam siedzieli. W sumie to maz byl niepotrzebny, rozmawialam glownie ja z polozna. Mnostwo ulotek dostalam, ksiazeczke z bonami, linki. Mialam pobrana krew, cisnienie zmierzone, zwazono mnie i wzieto probke moczu.
Nastepna wizyta 24go listopada. Teraz czekam na list z data scanu. Ma byc zrobiony do 14go tygodnia.

Jezeli chodzi o wizyte u nowego gina to hmm nie przebiegla ona tak jak bym chciala na starcie lekarz stwierdzil ze skoro to moj 12cykl staran to jeszcze nie jest rok na bo sie nie skonczyl cykl wiec jeszcze jest szansa no w koncu to prawie robi roznice co juz mnie zdenerwowalo nastepnie mnie zbadam i stwierdzil wizualnie ze wszystko jest ok popatrzyl na moje wykresy i stwierdzil ze sa ksiazkowe i owulacja wystepuje(to mi nawet ovufriend wykazalo) ale zauwazyl ze na wykresach brakuje sexu i sie mnie pyta czy wogole sex byl(nie nie bylo czekam na niepokalane poczecie) upewnil sie jeszcze czy staralismy sie caly czas i czy maz nigdzie nie wyjezdzal po tym jak powiedzialam ze nie bo ma prace na miejscu wypalil czy mi sie maz nie znudzil bo tak caly czas razem no to tu juz wymieklam gdy zerknal na wyniki meza to stwierdzil ze jest nie najgozej 30ml w calosci to nie jest zle a jak mu powoedzialam ze martwi mnie to 6mln na ml to stwierdzil ze jak z ta 6 syna splodzil to teraz tez sie uda jak mu pokdazalam usg jader i zapytalam sie czy oplaca sie operowac bo roznie czytalam to sie mnie pyta czy przy staraniach o syna tez mial zylaki(nie mam pojecia bo wtedy sie nie badalismy) bo jak tak to nie ma sensu bo przeciez syn jest i z zylakami sie udalo no i na koniec stwierdzil ze musi najpierw zobaczyc usg narzadow rodnych najlepiej w 13dc a ze w gabinecie nie ma usg to umowic sie w pracowni a po usg do niego podejsc
I tu zaczynaja sie schody na ta wizyte czekalam od lipca od razu chcialam sie umowic na usg najblizszy termin koniec listopada wtedy gdy powinnam miec okres albo poczatek grudnia no i licze w glowie zeby bylo jak najblizej 12dc no i zapisalam sie na 5 grudnia trzeba sie modlic bym sie nie pomylila w dniach cyklu no i pani na odchodnym mi mowi ze jeszcze lekarza moze nie byc zebym zadzwonila tydzien wczesniej i sie upewnila ze bedzie fajnie no nie...
Nastepnie po 5 grudnia pasowaloby sie umowic na wizyte na konsultacje po usg stwierdzilam ze sie umowie od razu wiec termin uwaga 11 styczen no parodia a lekarz stwierdzil ze bez usg nie ruszymy dalej potem byloby hsg a dopiero potem badania hormonow czyli z szybkoscia tych wizyt na badanie hirmonow musialabym czekac gdzies ze dwa lata
Juz myslalam ze moj stary gin jest beznadziejny jakze sie pomylilam on przynajmniej ma w gabinecie usg wiec co zrobilam od razu umowilam sie do mojego starego gina na poniedzialek!!!co prawda chcialam piatek gdzie bylabym w 13dc no ale poniedzialek i 15dc przynajmniej bedzie na usg widac czy byla owulacja zobaczymy co on mi powie na wyniki meza

Jeszcze nadmienie ze dzisiejsza wizyta byla na nfz gdybysmy mieli kase zrobilabym wszystkie badanie prywatnie no ale coz poczac.


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2016, 21:15

12dc
Póki co testy owu z jedną krechą, więc do płodnych raczej jeszcze daleko. Owulki miewam nawet w 20dc, więc muszę się uzbroić w cierpliwość.
Mam nadzieję, że mój organizm nie poleci ze mną w konia i po wielu miesiącach z regularnymi owulacjami nie zrobi sobie psikusa i cykl nie pójdzie na straty. Wtedy się wkurzę i to na maksa.
Zapisałam się na kontrolną histeroskopię, by sprawdzić czy przegroda została w 100% usunięta. Termin mam na 6.12. Jeśli nie zaciążę do tego czasu to czekają mnie mikołajki w szpitalu.
Z ubezpieczenia grupowego w pracy zrezygnowałam, opłacam składkę u męża i wystarczy. W pracy dokupiłam tylko pakiet zdrowotny na leczenie. Fajne to bo składka mniejsza niż 20zł, a zwracają za prywatne leczenie. Endokrynolog i ginekolog jest w pakiecie. Prowadzenie ciąży również. Jest też zwrot za podstawowe badania krwi, co prawda hormony zwracają tylko w 15-20% ale zawsze coś. Gdybym zaszła w ciążę to choć większość wydatków za lekarzy mi się zwróci. Teraz mogę spokojnie zaciążać :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października 2016, 17:25

Dzisiejszy wpis pod tytułem "Jakaś taka beznadzieja"

Okropna, deszczowa, zimna pogoda jesienna nie dodaje mi otuchy, wręcz pogrąża w smętach:(
W pracy przeokropnie, nie wiem jak długo wytrzymam w takich warunkach, ale z pewnością nie za długo, mam pewne plany, ale o nich nie teraz.
Rano ciemno i zimno, wracam z pracy - ciemno i zimno, siedzę do północy nad durnymi papierami albo nad nadobowiązkami:(

A co u mnie staraniowo?

Nie wiem, czy straciłam nadzieję na długo?, czy za chwilę przyjdzie taki moment, że poderwę się jak ptak do lotu, z nową nadzieją, czy spełni się moje pragnienie? Nie wiem i nie rozmyślam, nie potrafię marzyć i zastanawiać się kiedy i czy w ogóle...jedno jest tylko pewne, że pragnę z całego serca i boję się, że może się już nie udać, bo za długo zwlekałam, bo jestem za stara ( co z tego, że rodzą kobiety starsze ode mnie, w wieku 42 -43 lata, nie każdy ma takie szczęście).
Każdego dnia, kiedy idę do pracy tą samą aleją, którą szłam, kiedy już wiedziałam, ze rozpoczyna się we mnie nowe życie, czuję taki ścisk w sercu. Wtedy była piękna pogoda, dookoła leżały już liście w jesiennych kolorach, a ja pomyślałam "jest tak pięknie, niedługo pójdziemy Okruszku, na spacer do lasu, będę szła po skrzypiących liściach i wdychała takie ciepłe, jesienne powietrze, a Ty będziesz sobie we mnie rósł"...czy tak będzie?

Koniec smętów, trzeba brać dupę w troki i do roboty, więc wczoraj przyjechała do mnie paczuszka z zamówieniem z apteki: dla mnie witaminki, oczywiście wyczytane u koleżanek z fioletu, że brały i jest ok, noooo i dla męża kupiłam oprócz żeń szenia, magnezu z potasem, syropek. Coby uprzedzić męża, co będzie brał w tym cyklu, powiedziałam, że zamówiłam mu syrop, bo teraz taka brzydka pogoda to może go często boleć gardło:) no i ma Flegaminę miętową:) Łapię się już wszystkiego, może ma za gęste nasienie, nie wiem bo jak to sprawdzić, raczej wydaje mi się, że nie, ale szlag wie, może te dobre, silne plemniki utkneły w tym za gęstym, więc niech wypije buteleczkę syropku to może akurat:)Profilaktycznie będzie miał chłopina zdrowe gardło i mam nadzieję, płyny ustrojowe jak się patrzy, tzn ja bym chciała zobaczyć już efekt poprawy tych płynów, na usg mojego brzucha.
Tak, więc od dziś się suplementujemy, tzn ja to już 11 miesiąc,a męża zaczynam suplementować od nowa.
Zachodzę w ciąże w październiku, bo dlaczego by nie?Liczę na październik, tak więc choć jestem jeszcze przed@, to już oczekuję mega silnej owulki:)

8dpo

Zrobiłam badania krwi! Uff :) długi sie z tym zbierałam, ale wreszcie dotarłam :P
No wiec kilka rzeczy mnie niepokoi, ale zaczniemy od tej chyba dobrej :) :
PROGESTERON - 17,23 - wg norm jest dobrze, mam nadzieje ze w praktyce taki wynik tez jest spoko ;)
Niestety TSH wzrosło :/ kurrr wiedziałam ze nie dobrze sie stało ze brałam te cholerne leki, tragedii nie ma bo w czerwcu TSH wynosiło 2,02 a teraz 2,42. Staram sie mie panikować , niby poziom dobry to miedzy 1 a 1,5 ale przeczytałam tez ze ogólnie poniżej 2,5 to norma dla staraczek wiec tego na razie będę sie trzymać!
I na koniec morfologia z OB - OB w normie, większość morfologii tez, ale jednak sa dwie nieprawidłowości - LYM% czyli limfocyty powyżej normy i GRA% czyli granulocyty ponizej normy. W mojej ostatniej CYTOLOGII tez pojawiły sie dodatnie limfocyty wiec cos jest na rzeczy :/ przeczytałam, że podwyższony poziom limfocytów w morfologii i obniżony granulocytow świadczy o wirusach lub bakteriach, to samo wskazuje obecność limfocytów w cytologii. Biorę od tygodnia tabletki przeciwwirusowe i przeciwbakteryjne dopochwowo, a jednak nadal w krwi cos wyszło. Zdecydowanie jak wrócę do Poznania muszę to w poniedziałek skonsultować z moją gin, może stad ten ciągły ból jajników i macicy? - OBY!


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2016, 22:53

Najgorsze w tej wizycie nie bylo nastawienie lekarza tylko to ze na poczekalni czekaly procz mnie same ciezarne glaszczace sie po brzuszkach i ja czujaca w srodku ta pustke straszne troche bylo to uczucie

gosssiagabrysiowa odzyskać marzenie 5 października 2016, 23:10

stwierdzam ze szkodzi mi czytanie tego forum m wiecej czytam tym bardziej doszukuje sie u siebie objawow itd...mam przeczucie ze tym razem znów sie nie udało...nawet ie kupuje testow a nie mam zadnego w domu...nigdy nie bede miala kolejnego dziecka.

dlaczego te 10cykli temu nie wiedzialam o tej piepszonej niedoczynnosci...gdybym wiedziala i brala leki moze bym nie poronila i teraz tulila do siebie tą istotke.


mam dola do dupy to wszystko.

Sylvuszka Drugie pierwsze próby 6 października 2016, 10:00

Od trzech tygodni ciągle coś mne boli, musze spytać lekarza czy to normalne,, zwłąszcza, że ostatnio wyszło, że mam krótką szyjkę. Mam nadzieję, że znów sie nie skróciła.
Testy na toxo wychodzą co najmniej dziwne, awidność i IgM zaprzeczają sobie. Morfologia też wyszła taka sobie, ale może to przez tą rovamycynę.
Powoli już nie mam na nic siły. Jestem ospała i ciężko mi chodzic. Dobrze, że zainwestowałam w pas ciążowy, to przynajmniej podczas spacerów mnie odciąża. Jeszcze 14.5 tyg do porodu. Już bliżej niż dalej, mam nadzieję, że obędzie się bez żadnych komplikacji.

Postivio Lekkie zaburzenia myslenia 6 października 2016, 11:00

w środku nocy obudziło mnie uczucie mokra tak pojawiła sie czyli proba nr 4. obiecałam że do końca roku nie bede sie martwić a potem lekarze żeby sprawdzili co sie dzieje. A czy bedzie łatwo zaciągnąc pana do lekarza? wszystko sie okaze

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)