Nic już nie wiem co się dzieje.... tempka 36,93 kilka pomiarów opuściłam przez wczasy... kolejny miesiąc szlak trafił... ech a ja myslałam ze miesiąc moich urodzin będzie szczęśliwym miesiącem ....nie wyłapałam momentu owulacji.....
Dzis temp znów niższa, więc już nie mam złudzeń, ze owu w tym cyklu nie było i nie ma co czekac na cud.... Moze i dobrze, koniec z mierzeniem, czekam do wizyty. Wczoraj na imprezie u znajomych po raz pierwszy pilam PIMSa mmmmmm pychotka.... Już wiem ze to będzie częsty gość w naszym barku mmmmm 
Mam dzisiaj doła i znowu setki pytań bez odpowiedzi cisną mi się na usta i setki myśli nieuporządkowanych w głowie, więc nie będę się rozpisywać i jęczeć, bo to nie ma sensu.
Udanej niedzieli Wam życzę i owocnych starań!
Wczoraj śniło mi się, że koło mojego domu leciał bocian. Wstałam i zastanawiałam się czy to było we śnie czy na jawie. Mieszkam w mieście i nigdy nie miałam okazji tuż przy swoim domu widzieć bociana.
Przywiozłam na weekend swojego brata. Jest między nami 21 lat różnicy. Niektórzy uważają, że jest to mój syn. Głupim ludziom nie ma sensu tego tłumaczyć. Niech uważają co chcą. Kacperek jest wspaniały. Zawsze uczynny, pomocny. Nieraz się zastanawiam, że taki mały a potrafi humor mi poprawić w maleńką chwilkę. Dla niego od samego początku byłam skłonna do różnych poświęceń i tak jest do dnia dzisiejszego. Mimo, że nie jest moim synem, ja traktuję go nie jak brata, a jak swoje dziecko. I rozpieszczam go jak żadne inne dziecko w rodzinie.
Urlop. W pracy źle i na wolnym niedobrze. Niby relaks, wypoczynek, człowiek się nie musi spieszyć, ale nie ma czym zająć myśli. Już 3. dzień na zmianę sprzątam, gotuję, śpię, "grzebię" w Internecie. I czuję, że już mam dość
Czytam fora i strony poświęcone trudnościom w zajściu w ciążę. Na tej podstawie stwierdziłam właśnie u siebie prawdopodobieństwo występowania co najmniej kilkunastu chorób powodujących bezpłodność (ach ten dr Google...). To znak, że pora porzucić te bzdury i zająć się czymś innym 
Najgorsza w tym wszystkim jest niepewność i bezsilność. Ze wszystkim trzeba czekać: na wizytę do lekarza, na działanie leków, na okres, na owulację. Błędne koło. I nikt nie da gwarancji, że w tym cyklu (czy może w kolejnym lub piątym z kolei) się uda. A życie potrafi jeszcze bardziej skomplikować sprawę, co zdarzyło mi się kilkakrotnie: dni płodne-grypa+antybiotyk, dni płodne-mąż w delegacji, dni płodne-plamienie=cykl bezowulacyjny, decyzja o badaniu nasienia-mąż na antybiotyku. Sama sobie też często robię niepotrzebne nadzieje. Szukam u siebie oznak potencjalnej ciąży: pól piersi, podbrzusza, mdłości, plamienie implantacyjne itp. Ależ później jest zawód, złość i rozpacz
Po traumatycznych przejściach z testowaniem staram się nie nakręcać, choć nie jest to takie proste. Mimo wszystko wciąż mam nadzieję, że uda się szybko i naturalnie
(zawsze byłam naiwna) 
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 lipca 2013, 15:03
Ja na wakacjach i hormony też. One urlopowanie zaczęły wcześniej niż ja 
Jutro albo pojutrze powinnam iść na wizytę do gina, będzie to odpowiednio 10-11dc. Ma sprawdzić czy u mnie w ogóle coś jeszcze działa. Potem w 20dc kolejne badania.
Dam radę 
Kot do żywe srebro jak poczuł się lepiej to wariuje..
dziś byliśmy nad jeziorem tyle ludzi to ja tam w życiu nie widziałam, przez tą ilość ludzi w wodzie aż bałam się tam wejść żeby z czymś nie wyjść
pomoczyłam nogi i pod parasolem tylko nie szło inaczej normalnie tropiki.. a jak sprawdzałam pogodę na przyszły tydzień kiedy będziemy nad morzem to ma być tak sobie
hhmm najwyżej pozwiedzamy..
Okres mam dużo słabszy niż zwykle.Dzis myslalam ze chyba już się konczy a to dopiero 2 dzień!!Oczywiście przeleciała mi przez myśl ze może.. jestem w ciąży?? I po co to sobie wkręcam!!!
W pracy było okropnie non stop się pocilam i pilam nawet ciepla wode.Byl zapierdziel ale za to szybko czas minal.. Wspolczuje wszystkim kucharzom!!!
ok znacie ten rytuał...
Budzisz się, jesteś podekscytowana i poddenerwowana...
Robisz test... czekasz... sekundy ciągną się w nieskończoność...
zaklinassz,,, "pojawiasz się druga druga kresko" już wiesz, że jej nie ma.. ale czekasz..
wściekła wrzucasz wszystko do śmieci... idziesz przemyć twarz i zmyć łzy... nie wytrzymujesz wracasz i sprawdzasz jeszcze raz - a może się pojawiła już? Patrzysz, wiesz, że nie...
Potem płaczesz bardziej lub mniej... Racjonalizujesz,pocieszasz się, wzbudzasz w sobie nadzieję ale i tak cały dzień jest do d...
No... to tyle w tym temacie. Nie ma nic ani dziecka ani @.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 lipca 2013, 22:05
Mam dzisiaj słowotok , ale dzięki temu poczułam się zupełnie dobrze. Po przygnębieniu ani śladu, ale po kolei. Najpierw po całym dniu pracy - a jakże nawet w niedzielę haruję, zebrałam się na szczerą rozmowę z moim D.. powiedziałam mu wszystko co mnie przytłacza i gnębi, że kocham go mimo jego wad , bo jak mogłabym tego nie robić. Zresztą on daje mi to samo , kocha mimo że bywam nieznośna, powiedziałam o tym co mnie boli , przytłacza, sprawia że tracę z oczu cel i zbaczam z właściwej drogi. Na początku było trochę nerwowo, bo właściwie nie wiedział do czego zmierzam z moimi pytaniami ale wyjaśniliśmy wszystko co trzeba. Uspokoiłam się ,przynajmniej chwilowo , bo nie jestem tak naiwna żeby wierzyć że dół prędzej czy później znowu mnie nie dopadnie. Później na poczcie znalazłam wiadomość od mojej najlepszej z najlepszych przyjaciółek, mieszkamy daleko od siebie i telefon albo maile to najczęstszy sposób naszej komunikacji niestety. Napisała , bo było jej źle , bo miała podobne rozterki do moich i czytając o tym uświadomiłam sobie że trochę dramatyzuje, jej też to uświadomiłam, jednocześnie inaczej spojrzałam na własne problemy. Tak więc dzień mega pozytywny. Dziewczyny jesteście kochane , dziekuję za wsparcie , za to że cierpliwie znosicie moje marudzenie , czasem trzeba odkręcić kurek i wypuścić z siebie trochę nieświeżego powietrza -to pomaga. Z tą moją przyjaciółką to jest właśnie tak że połączyła nas nierozerwalnie życiowa porażka , obie z różnych zresztą powodów zawaliłyśmy szkołę, i przez jakiś czas odpoczywałyśmy od edukacji, po to by później nadrobić to i co najpiękniejsze odnaleźć się w tym małym-wielkim świecie. Gdyby każda z nas, jako że jesteśmy w różnym wieku i z różnych miast, skończyła szkołę jak trzeba , nigdy byśmy się nie poznały, a tak jesteśmy już tyle lat dla siebie oparciem w ciężkich chwilach i darzymy się prawdziwą miłością bo to więcej niż przyjaźń to jak odnaleźć bratnią duszę, swoją drogą to był najlepszy okres w moim życiu .. Zawsze tak się pocieszam , kiedy coś mi nie wychodzi , że właśnie tak ma być , że kiedyś z perspektywy czasu zobaczę że to co kiedyś mnie dobijało i uznawałam za nieszczęście było właśnie drogą ku szczęściu...
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 lipca 2013, 22:17
18dc
Tak bym chciała, żeby ten cykl okazał się szczęśliwy 
Dziewczyny może wie któraś jak długo mój ma brać Salfazin? po trzech miesiącach odstawić, czy kupić kolejne opakowanie? a może kupić coś innego? już sama niewiem a na forum nikt mi nie udziela odpowiedzi.
Naczytałam się, że stres może zatrzymać owulację, a tak się składa, że jestem przed nią, a i stresu mi nie brak. Serwują mi go regularnie w pracy. Martwię się, ale i staram się wyłączyć- skupić na celu, nie denerwować...Tyle, że to nie jest proste.
Co gorsza- gdyby ktokolwiek dowiedział się, że planuję dziecko, to posadę miałabym z głowy. Co za kraj!
Sobota to był straszny dzień. Zadzwoniła Pani z wynikami i niestety jest źle. Mam bardzo niskie AMH (0,17) a to oznacza bardzo małą rezerwę jajnikową.
I po cholerę robiłam laparoskopię, udrażnianie jajowodów i inne tego typu "atrakcję" jak i tak nic z tego. Na naturalną ciążę mam tak małe szanse że nie chce mi się o tym myśleć. Pozostaje in vitro, ale tu też schody. Do refundacji rządowej trzeba mieć wynik amh >0,5....
Do dupy to wszystko!
Do Dębiny między Rowami a Ustką
Już ponad 3 miesiące od straty mojego aniołka.
Niby wszystko ok, staramy się z mężem od nowa, jakoś to staranie mnie wykańcza mnie.Chyba w następnym cyklu sobie odpuszcze mierzenie tempki. chyba łapie jakiegoś doła, kuzynka mojego męża dowiedziała się tydzień po mnie ze jest w ciąży i teraz już ma ładny brzuso, będą mieli córeczkę, jak sobie zobaczę na nią to ja też bym teraz taki miała to mi się trochę płakać chce.wierze ze ja też się doczekam, ale sama myśl ze mogłoby to by być już teraz mnie dołuje.
16+6
Dzisiaj mialam badanie USG ze wzgledu na podwyzszone wyniki AFP. USG trwalo 30 minut!
Tym etapie ciąży lekarka nie widzi żadnych nieprawidłowości. Nie znaczy to że na 100% nic nie ma, ale na tym etapie ciąży jest wszystko ok. Przy podwyższonym AFP kasa chorych u mnie pokrywa te badania, więc dla pewności za 4 tygodnie zrobimy je znowu.
Lekarka wyjaśniła mi, że w 17/18 tygodniu ciąży widać tylko duże wady płodu i że u żadnej kobiety na tym etapie nie mogłaby wykluczyć wad u dziecka, bez względu na te badanie AFP, ale jedną chorobę może wykluczyć na 1000%, a mianowicie endometriozę, bo ona z prawie 100% pewnością widzi tutaj chłopca.
Maluch ma 16 cm i waży 180 g.
Kamien z serca....
Ale ten czas leci początek 9 tygodnia a tym samym początek 3 miesiąca. Już nie długo spędzę czas z mężem. 1 sierpnia jadę już do męża, odrazu na zakupy i od piątku pieczenie i szykowanie na imprezkę urodziwą męża. Mam nadzieję że do 4 sierpnia ze wszystkim się wyrobię, potem 5 jadę ale już z mężem i spędzimy razem czas do 18 sierpnia. A od 19 - 18 Żyrardów po raz ostatni i od 28 na stałe już przy boku męża 
koncza sie moje wakacje za granica. jutro rano wracamy do Polski. milo bylo chociaz na chwile wyrwac sie z tej codziennosci...
wczoraj mialam owulke, odpowiednie kroki zostaly podjete w tym kierunku

oby teraz sie udalo, musze czekac cierpliwie do 12 sierpnia. mam nadzieje, ze malpy juz nie zobacze...
znowu plamienie, tym razem jasnobrązowe wiec już się mogę szykować na przyjście @
DLA ZMĘCZONYCH - ODRADZAM CZYTAĆ - DRAŻLIWE WYPOWIEDZI, ZA DUŻO UŻALANIA SIĘ, MOŻNA PRZYSNĄĆ!
Ciężko mi dziś. Jakiś kamień mi na sercu wisi. I dynda tak od rana. Dziwno tak.
O 6.oo obudziły mnie mrauczące koty, a jak wychodziłam do pracy to 2 bezdomne psiórki zjadały jedzenie mojemu kociakowi. Oba jakieś chore bo na grzbiecie tylko skóra świtała. Obrzydlistwo ale nie umiałam pogonić. Kociak zniknął, a że lubi się chować w podwoziu mojego auta to spod domu ruszałam z duszą na ramieniu. Już raz przejechaliśmy kotka tak perfidnie, ale zupełnie przypadkowo, i znam ten chrupot łamanych kości. Cofając spod domu ucho mi rosło jak pinokio nos gdy kłamał. Cisza.
W drodze do pracy załapałam jakieś dołujące radio. Piosenki piękne, cypryjskie, zaczynam je lubieć coraz bardziej, ale takie wisielce. Mój gaszek mówi że cypryjskie piosenki są przepełnione żalem, bólem i tęsknotą za ziemią z której zostali wygnani przez Turków. Mój też jest emigrantem. Z północy na południe. Ciężko to znosił w dzieciństwie, choć jego rodzice jeszcze bardziej. Stracili wszystko. Ziemie, posesje, gospodarkę, dochód, wspomnienia. Nawet kota mojemu nie pozwolił Turek wziąć. Stał z karabinem i kazał się wynosić 'ze swojego' domu.
Brakuje mi dzisiaj czegoś. Chyba za czymś tęsknię. A może za kimś. Mam dużo na głowie po śmierci mamy. I ciężko to ogarnąć jak się nie jest na miejscu. Dziś mam ochotę pogadać z gaszkiem po polsku. Tak bezstresowo. Wyżalić się. Obejrzeć razem Misia. Albo wypić butelkę wódki. Idę zapalić.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.