Marta1982 Zwatpienie i nadzieja 14 listopada 2016, 10:33

12 dc

Dzis rano dostalam wiadomosc, ze przyjacielowi mojego M urodzil sie syn. Chlopaki wczoraj wieczorem wyszli na piwo, a w nocy Barbara urodzila. Spodziewalam sie tego, miala termin 2 miesiace przede mna, od 6 tygodni lezala, bo krociutka szyjka z funnelingiem w 31 tygodniu, ale... Jakby mi ktos w leb dal. jestem w pracy, ale skupic sie nie moge. Mam gule w gardle i lzy same naplywaja mi do oczu. Za 2 tygodnie zaczynalabym urlop macierzynski (tutaj generalnie pracuje sie do 2 miesiecy przed spodziewana data produ, wiec 25/11 bylby moim ostatnim dniem pracy). Dlaczego, dlaczgo, dlaczego...... Kur-- jego mac.
Ja im dobrze zycze, ale ch-- mnie strzela, ze zycie jest takie niesprawiedliwe. Jestem wk......a na caly swiat, mam ochote zamknac sie w pokoju, przykryc kocem i wyc. Od dluzszego czasu robie dobra mine do zlej gry, troche zeby sama siebie przekonac, ze jest dobrze, ze musze myslec pozytywnie, ze nadzieja umiera ostatnia, ale chyba do konca sama w to nie wierze. Ba... jestem przekonana, ze juz nie bedzie dobrze, ze nigdy nie bede szczesliwa.

A zeby bylo weselej, to dzis rano Clearblue znow wyznaczyl podwyzszona plodnosc. Nie wiem, po kiego w..a kontynuowalam te testy owulacyjne. teraz mam jeszcze wiekszy metlik we lbie. W srode pecherzyk 14mm, w czwartek rano test owu poztywny, w piatek chwilowy potworny bol lewego jajnika. Ovu wyznaczyl owulacje w piatek.. To by sie zgadalo. W sobote i niedziele testy owu negatywne, a dzis sjurpriz. Estrogeny rosna? Popier.....o mi sie wszystko w systemie hormonalnym, czy co??


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2016, 10:34

10dc

Dzisiaj odebraliśmy wyniki ponownego badania nasienia.

Nie jest dobrze. Nawet nie wiem co napisać.

Zacznę od tego ze nie jestem załamana, nie poddaje sie itd nigdy sie nie poddam.
Jestem zła, jestem wkurwiona. Nie na męża. Nie wiem na co, na los? Nie wiem. Od czerwca trwa walka z wolnymi plemnikami, we wrześniu było lepiej, nie idealnie, ale lepiej. Wynik wrześniowy sprawił ze mąż nabrał wiatru w żagle i zaczął sie bardziej starać. Tak jak przez lipiec i sierpień duzo sie kłóciliśmy bo uważałam ze mogl sie bardziej starac, tak od września należał mu sie medal. A jednak cos poszło nie tak. I teraz ku naszemu największemu zdziwieniu, to nie ruchliwość jest problemem, ale nagle cos co na początku było na dobrym poziomie poszybowało w dół jak samolot z urwanym skrzydłem...
Do rzeczy :

Czerwiec : 40mln/ejakulat. 15%postępowych
Wrzesień : 140mln/ejakulat. 23%postępowych
Listopad : 350mln/ejakulat 40% postępowych

No i niby wszystko super prawda? No prawie... bo tu sie pojawia problem:

Czerwiec - morfologia 14%
Wrzesień - morfologia 9%
Listopad - morfologia 2%.................. O.o

Nie wiem, nie rozumiem, nie ogarniam. Jakim cudem przy zmianie trybu życia na lepszy, przy lepszej diecie, duzo mniejszej ilości alko, zero papierosów i solidnej suplementacji , jakim cudem morfologia tak poszybowała w dół?!
98% plemników ma nieprawidłowa budowę! Kuźwa 98% przecież to brzmi nierealnie!
Mąż sie zdołował, nie ma mnie na miejscu przy nim zeby go pocieszyć i wiem tez, ze on nawet jak ma dołka to sie nie załamał, ale i tak jest mi go cholernie szkoda,

Jutro o 11 mam wizytę w klinice na pierwszy monitoring w tym cyklu przed IUI. Biorę męża ze sobą, ciekawe co powie lekarz na tak pogarszająca sie morfologię.
Na pewno w trybie natychmiastowym zapisuję jutro męża do androloga, oczekuję kompletu badań hormonalnych i innych potrzebnych do postawienia jakiejs diagnozy. Ja chce znać przyczynę takiego stanu rzeczy, bo to nie jest normalne.

Niech to sie wreszcie skończy :( juz na prawdę wystarczająco długo to trwa... chce juz dziecko...

kropka_ myśloodsiewnia 14 listopada 2016, 11:38

w ostatnich dniach najbardziej brakowało mi... Męża. widzę to po weekendzie, który od soboty (wieczorem) spędziliśmy razem, co od razu zaowocowało poprawą humoru. oczywiście nie byliśmy na sobie uwieszeni non stop (tak to jest chyba tylko na etapie tzw. "chodzenia ze sobą"), aczkolwiek czuję się wycałowana, wyprzytulana itp. już nie wspomnę, że wczoraj świętowaliśmy moje 18 (no dobra 29) urodziny i to był naprawdę fajny dzień, mimo że bez fajerwerków.

a o co mi chodzi z tymi fajerwerkami? otóż kiedyś wydawało mi się, że jak mam urodziny (czy jakiekolwiek inne święto), to wszystko w tym dniu od świtu do zmierzchu musi być mi podporządkowane/skupione tylko na mnie. w związku z powyższym każde odwrócenie uwagi ode mnie powodowało, że od razu byłam sfrustrowana i nierzadko to okazywałam. natomiast okazuje się, że w dniu swoich urodzin można zrobić śniadanie i pozmywać po nim, wstawić dwa prania, zrobić zakupy w markecie, a mimo to świętować i bawić się świetnie. Mąż zabrał mnie na indyjską ucztę i wróciliśmy zadowoleni, aczkolwiek ziejący jak smoki. no może tylko minusem była awaria toalety, co dla ciężarnej nie jest ani trochę komfortową informacją, ale obsługa rozumiejąc powagę sytuacji, użyczyła prywatnej toalety/schowka, więc ostatecznie nie było tragedii (aczkolwiek toaleta/schowek do luksusowych nie należały). z ciekawostek stolik obok siedziała para, która przy okazji płacenia rachunku wyraziła swoje wielkie niezadowolenie z posiłku, ale talerze były uwaga... czyste! to już nie pierwszy raz kiedy widzę/słyszę jak klientowi "nie smakuje", ale mimo to "bidulek" się "zmusza" i zjada do końca.

późnym wieczorem, a właściwie to już po 23:00 do życzeń urodzinowych przyłączył się Synuś, który tak wariował w brzuszku, że nie dało się usnąć, a tak naprawdę to nawet uleżeć. nie wiem czy On tam ma coraz mniej miejsca, ale wczoraj to normalnie cały brzuch mi co chwila falował, a oczywiście na koniec bolał, szczególnie w okolicach pępka. i powiem Wam, że to był mój najpiękniejszy prezent urodzinowy. pomyśleć, że rok temu o tej porze mieliśmy już za sobą pierwsze staraniowe rozczarowania i pierwsze czarne myśli, że może nie być łatwo, a może nawet w ogóle.

tymczasem uciekam się ubrać, bo ja jeszcze w piżamie i naprawdę nie chcecie wiedzieć o której wstałam, a już na bank mogłoby to dobić osoby, które już od kilku godzin pracują.


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2016, 13:32

Anulka 27 Czekając na cud.... 14 listopada 2016, 11:38

I cały czs czekamy na @... już 7 dzień spóznienia czy tym razem wkoncu sie udało jeszcze troszke poczekamy... Piersi bolą bardzo.....

Ciąża zakończona 12 listopada 2016

Wojtuś urodził sie 12 listopada o 18.55 przez cc. Ważył 3240g, mierzył 50 cm i dostal 10 pkt w skali Apgar.


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2016, 12:17

Jakiś spokój mnie ogarnął to już(lub dopiero) 13cykl starań nic się nie dzieje w tamtym cyklu było książkowo nawet wykres oznaczał ciążę a i tak @ przyszła więc coraz mniej wierzę wykresom a gdy @ przyszła byłam wrakiem człowieka byłam pewna że jednak się udało bo tak długo temperatura się utrzymuje a tu nic.Popłakałam sobie.

Teraz na nic już się nie nastawiam dla urozmaicenia w tym cyklu wykres wariuje od dnia przypuszczalnej owulacji brzuch boli mnie małpowo tylko trochę mniej i nie zawsze nie doszukują się objawów ciąży i nie wariuję co ma być to będzie.Już nie obliczam kiedy dziecko mogłoby się urodzić czy w lecie czy w zimie ani kiedy poinformujemy rodzinę minęly już jedne święta potem drugie a teraz miną i trzecie, minęły moje urodziny męża dni dziadków dziecka dzień matki ojca i nadal nic więc teraz nie ważne kiedy nie ważne o jakiej porze roku nie ważne czy chłopiec czy dziewczynka ważne żeby było.

Coraz bardziej dochodzę do wniosku że to wszystko może być moja wina że za bardzo chcę, syna udało nam się spłodzić w miesiącu gdzie pisałam pracę magisterską więc głowę miałam zajętą czymś innym.

Mój nowy gin którego nie polubiłam coś pobąkiwał o hsg jeżeli wszystkie wyniki inne będą dobre ja nie wiem czy na to badanie się zdecyduję strasznie boję się bólu męża też nie będę wysyłać na usunięcie żylaków chyba że sam będzie chciał.

Walczyć walczę cały czas chociaż coraz mniej dręczę męża tematem dziecko i że się nie interesuję praktycznie ten temat nie wypływa u nas tylko czasami.Wczoraj powiedziałam mojemu m że pasowałoby pod koniec listopada przebadać żołnieże bo już kuracja od urologa mija to powiedział że się musi nastawić dlatego mu o tym powiedziałam wcześniej nie złościłam się nie denerwowałam on i tak zrobi co będzie chciał ja za niego żołnierzy nie oddam. Więc nie dręczę go o dziecko.

Dzięki temu wszystkiemu jestem trochę spokojniejsza.Oczywiście jak widzę jakąś znajomą w ciąży to mi się smutno robi ale sobie wtedy myślę że i ona mogła się długo starać jak ja i ogarnia mnie spokój:)

rosax3 Nadal wierze.... 14 listopada 2016, 13:05

Dzis byl 3 pobor krwi ma bete..
Beta 13dpo 74,5
Beta 16dpo 223,3
Martwi mnie przyrost.. 72 godziny i tylko 106,8%
Dzis o 17 dzwonie po dzisiejszy wynik czyli 19 dpo..
Zaczynam sie martwic i denerwowac. Czy bedzie dobrze?? No przeciez musi! Musi musi musi!!!!
Zmieniono mi usg z czwartku na piatek. Piatek na 11:15. Tak bardzo chcialabym przywiatc sie z kropkiem tego dnia.. Alw bardzo sie boje! Czekam na bete, sprawdze przyrost. Mam nadzieje ze po 17 bede juz spokojna.

Zadzwonilam. Beta ponad 500
W piatek mam przyjsc na wizyte.
Powiedziala beta jest ponad 500 czyli urosla. A dokladnie nie powiedziala ile. I teraz nie wiem czy ponad 500 ze np 520 czy ponad 500 ze 500.10 np..
Powiedziala tylko ze tak jak lekarz mowil w razie boli jechac nawet noca do szpitala tam gdzie maja moje wszystkie wyniki i badania poprzednich ciaz.
Ale nadal wieze ze w piatek bedzie dobrze. Przecuez nie zawsze trzeba startowac z beta tysieczna. Jestem 5 dni po @ wiec chyba dobra na ten dzien.. Ahhh... :(
Strasznie wooolno rosnie.. :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2016, 17:36

Ania85 Walka o rodzeństwo 14 listopada 2016, 13:13

Nie wiem już co myśleć :( kiedy zakończy się ten czas niepewności i oczekiwania.Po wpisaniu z kalendarzyka objawów i temp ov wyznaczył owulację w 42 dc -koszmar bo jeszcze mi wydłuży sie dodatkowo mój pokręcony cykl :(
Mam dość tego że mam problemy z miesiączkami -leczenie w klinice niepłodności nie przyniosło żadnych pozytywnych korzyści-jedyną korzyść jaką przyniesło to tylko dla kliniki -kupę kasy bo każda wizyta płatna + badania
Już się chyba poddaję pomimo że chcę walczyć-ale niby jak skoro zabrano mi poczucie kobiecości-kobiety płodnej i zdrowej :(
Ja nie jestem zdrowa bo jakbym była to pewnie miałabym już gromadkę dzieciaków i pewnie zabezpieczała przed następną ciążą
Dlaczego akurat ja -wiem że jest wiele kobiet z podobnymi problemami ale jak się dobrze dobierze leki i lekarz potrafi pomóc -to pomoże i zachodzą w upragnioną ciążę -i urodzą zdrowe dzieci
A ja? Nawet leczenie nie przyniosło skutków -clo na mnie nie działa aromek ani tyle -Boże za co to tak wszystko :(
Mam jedną córkę-wiem o tym i dziękuję za nią Bogu ale nie chcę by była sama kiedyś -kiedy nas zabraknie
Już nawet nie pyta o rodzeństwo -chyba się przyzwyczaiła że jest sama że już tak dla niej jest lepiej -bo nie musi się kłócić o pokój o rzeczy osobiste :(
Serce boli na samą myśl że nie jestem w pełni kobietą matką żoną -która powinna łączyć dom i dawać serce jego domownikom.Ale co zrobić kiedy to serce pragnie jeszcze dać życie człowiekowi ale los na przekór pozbawia tego pragnienia -przychodzą złe myśli nienawiść do samej siebie-cierpienie w samotności kiedy córka jest w szkole a mąż w pracy.Kiedy wracają do domu nie mają nawet pojęcia przez co ja przechodzę-jak bardzo moje życie jest podwójne-jak bardzo chciałabym im powiedzieć co czuję ale nie chcę ich mieszać do tego nie chcę by cierpieli ze mną.
Ehh życie jakie Ty jesteś okrutne a jednocześnie piękne-jak róża która potrafi pięknie rozkwitać i pachniec a z drugiej strony ma kolce które jak się wbiją w rękę to okropnie boli-tak samo mnie boli ta moja samotność kiedy przebywam sama i pomimo obowiązków w głowie siedzi myśl-dlaczego nie mam więcej CUDÓW -tak cudów bo dla mnie poczęcie dziecka i narodziny to jest cud
Nie popieram antykoncepcji ale widzę że nie mam innej opcji-zacznę ją stosować by nie domyślać się co i jak czy się udało czy nie czy robić test czy nie i najważniejsze-mieć okresy w miarę regularne

Justya85 Z nadzieją.... nr 2... 14 listopada 2016, 22:45

i siedze przy czerwonym winie, podobno dobrym na endo. @ przyszła do mnie 13.11. niby wiedziałam, no ale smutno pewnie jak wielu z nas. W tym cyklu biorę się za suplementy, wiesiołek, acard, orzechy brazylijskie, migdały, wino:)i sex co drugi dzień. Niech się dzieje. To dopiero 2cs, mamy jedną córkę=pocieszam się:)będzie dobrze:)

Dziś ciężki dzień . Nie śpię od godziny 4 ,odprawiłam narzeczonego do wojska i tak o zostałam sama na dwa tygodnie.
Wczoraj rozmawialiśmy i zdecydowaliśmy się zacząć intensywne starania już teraz,może jak dobrze pójdzie to do ślubu będę szła z brzuszkiem ?:)Coraz większę starania to mam coraz większe obawy,strach ,że pójdzie znowu coś nie tak. Jestem chyba już przewrażliwiona.
Dziś mamy księżyc bliżej nas. W radiu mówili,że właśnie w tym czasie najwięcej kobiet zachodzi w ciążę, a więc dziewczynki do roboty i do zobaczenia za 9 miesięcy na porodówce ;P

Nadiii Kiedy życie staje się tęsknotą.. 14 listopada 2016, 13:41

Dziś drugie już badania prenatalne 21t1d. Strasznie bałam się przed tą wizytą, nie mogłam spać w nocy. Ale Ty dodawałaś mi otuchy, wierzgałaś wczoraj i dziś rano żwawo w moim brzuszku, dając mi znać, że przecież wszystko ok. Teraz jestem najszczęśliwsza na świecie, lekarz potwierdził, że wszystko dobrze, rozwijasz się prawidłowo. Wszystkie obrazy serca, mózgu, nerek, kręgosłupa- prawidłowe. Liczyliśmy nawet z lekarzem Twoje paluszki u rączek. Nie ma chyba lepszej wiadomości dla matki od tej, że jej dziecko rozwija się prawidłowo. lekarz dał nam mnóstwo zdjęć Twojego profilu, nóżki, rączki z paluszkami, serduszka... teraz wpatruję się w nie i uśmiecham sama do siebie. Cudowny widok. Dziś tatuś nie mógł być z nami na badaniach bo pracuje, ale za to będzie mógł zobaczyć Cie na zdjęciach. Jestem tak bardzo szczęśliwa! Tak bardzo wierzę, że już w marcu Cię przytulę!

inaa Mama,Tata i ...? 15 listopada 2016, 13:40

Witam się ponownie,
Jak widać, jeszcze nic z tego wszystkiego nie wyszło. Za to dom prawie skończony. No i ja w roli nauczycielki <3 - kocham tą pracę !

Mam wrażenie, że to cykl bezowulacyjny bo jakoś ta temperaturka słabiutka, oj słabiutka. Powiedzcie mi .. czy w takim cyklu bolą piersi?

Jedyne co póki co odczuwam to nieprzyjemny ból w dole brzucha , przypominający bóle miesiączkowe... ale to chyba tak mam co cykl. Nadziei nie robie sobie, bo w koncu mijaja 3 lata starań powoli ... ileż można heh

Koszka Konwulsje umysłowe. 14 listopada 2016, 13:52

Pierwsze USG za nami!

Pan Przyszły Ojciec nazwał dziś swoje dziecię ziemniakiem. Bardzo mi się podoba to określenie, gdyż ze wszystkich pokarmów na świecie najbardziej kocham własnie ziemniaczki. Pod każdą postacią. Ale fryteczki szczególnie. I kopytki, takie odsmażane. Ojezusiejakbymtozjadła.

Wracając do tematu głównego - ciąża jest nieco młodsza niż wyliczyło belly - 6t1d nie zaś 6t6d, ale spoko, zgadza się to mniej więcej z moimi obliczeniami. Ziemniakowi bije już serducho! Nieźle :) Zastanawiałam się, czy mnie ten widok wzruszy do łez. No nie wzruszył, ale to chyba dlatego, że spodziewałam się zobaczyć tą małą pikawkę, poza tym nie jestem szczególnie wrażliwa. Chociaż muszę przyznać, że i moje serducho mocnej zabiło a na japę wjechał konkretny zaciesz :)



bertha Drzewo nadzei... 14 listopada 2016, 13:58

Dlaczego ten czas tak wolno leci?................

Almanah Wznawiamy starania 14 listopada 2016, 14:16

30 dc, poniedziałek

Trochę się pozmieniało. Poszłam do szkoły, znalazłam pracę (znowu klimatyzowane pomieszczenia...). Zaraz zresztą jadę na zajęcia. :) Mam każdy dzień zawalony do granic, więc nie ma też czasu na zamartwianie się staraniami. Czy w ogóle czymkolwiek. Tak na dobrą sprawę to według prawa Murphy'ego to byłby idealny moment na zajście w ciążę. :P Bardziej wyluzować i odpuścić już nie możemy. Chyba, że byśmy się zaczęli znowu zabezpieczać. :D

W Warszawie chyba jeszcze długo nie poczuję się jak w domu. Przemieszczanie się przychodzi mi już z dużo większą łatwością niż na początku, ale tęsknota za Gdańskiem wzmaga się. Mieszkam tu już półtora miesiąca, a jeszcze drugie tyle mnie czeka do wizyty w domu. Dopiero na święta... W dodatku to drugie święta jak jesteśmy z M razem, ale też drugie osobno. Nie wyobrażam sobie nie pojechać do domu, a też wiem, że M będzie chciał jechać do siebie. On też rzadko widuje rodzinę, a do tego ma jakiś konflikt z ojcem. Może atmosfera wigilijna jakoś im pomoże się pogodzić. :) Do tego mamy trzy koty, które trzeba będzie zostawić na te 2-3 dni całkowicie same, bo nawet nie znam tu nikogo, komu mogłabym zaufać na tyle, by dać mu klucze. Nie mamy jakichś bogactw w mieszkaniu, ale chyba za bardzo bym się martwiła o to, czy koty nie uciekną. Jedna mi już tutaj zwiała i przesiedziała cały dzień na klatce schodowej... Tak więc... siebie sprawdzam dwa razy, a co dopiero obcą osobę. Zresztą, kogo? Sąsiadów nie widujemy. Ludzi z pracy prawie nie znam, ze szkoły dziewczyny mieszkają daleko, też ich prawie nie znam.

No i kolejny problem. Nie mam pojęcia kiedy testować. Poprzedni cykl trwał 20 dni, wcześniejsze to w ogóle była jakaś czarna magia (a, plamienie już zupełnie przeszło). Generalnie średnia wychodzi tak 35-40 dni. Mogłabym też czekać aż może @ przyjdzie i w ogóle o tym nie myśleć, ale jak widać nawet przy ekstremalnym wypełnieniu kalendarza nie sposób nie myśleć o tym w ogóle. Zwłaszcza jak objawów @ nie ma prawie w ogóle...

Jak na złość zauważyłam,że mam owulkę akurat kiedy faceta obok nie ma :) Ale może wczorajsze przytulanie uczyni cuda?

Nie wiem co mam ze sobą zrobić,chciałam odespać troszkę,ale odechciało mi się spać,wręcz oprzeciwnie-czuję się jak po potężnej bombie kofeinowej. Na poprawienie humoru zrobię sobie dziś dzień piękności:) Maseczki,odżywki już czekają. Przyszła mama musi być piękna :)

Coś tam widzę ale już nie raz widziałam i nic z tego nie wynikło...
fhghhjpg_axsepxa.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2016, 15:04

bertha Drzewo nadzei... 14 listopada 2016, 15:04

Pojawił się wynik Progesteronu.... nadzieja powoli umiera :(
9.85 ng/ml
Normy:
faza lutealna: 1,83 - 23,9 ng/ml
I trymestr: 11,0 - 44,3 ng/ml

Nie łapię się nawet na pierwszy trymestr..
Dlaczego tą betę tak długo robią?... Myślałam, że progesteron więcej zajmie czasu..


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2016, 15:02

Drogie Panie, podobno dziś księżyc będzie największy od 68 lat, dlatego te, co mają księżycowe płodne niech się z większym niż zazwyczaj entuzjazmem biorą do roboty (u mnie owulacja była raczej wczoraj, więc odpada niezależnie od przerwy w staraniach).

hmmm dziś się ovu rozmyśliło i przesunęło mi owulkę na dwa dni później. To w sumie bardziej pokrywa się z moimi odczuciami i obserwacjami

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)