Wiedziałam.
Po 6 tygodniach od zabiegu przyszła @. Szkoda, że 2 dni przed wizytą u ginka, ale co tam. Czuję ogromną ulgę i z niecierpliwością czekam aż @ minie, a my zaczniemy starania.
Mimo to, do lekarza zamierzam oczywiście pójść, chociażby po to, aby poprosić o recepty na leki, które wcześniej pomogły mi zajść w ciążę, czyli Glucophage, Dostinex i ewentualnie CLO. Bardzo zależało mi na zrobieniu posiewu, aby sprawdzić co z tą moją infekcją, ale po prostu pójdę już po @. Trudno. Poproszę też o komplet badań.
Dzisiaj miałam dziwny sen. Byłam na cmentarzu. Cmentarz był pełen dzieci i ich rodziców. Wszyscy byli bardzo szczęśliwi, przytulali się i śmiali. Tylko ja nie mogłam znaleźć mojej Zosi... Chodziłam tak i wołałam ją, ale nigdzie jej nie było. Kiedy ze łzami w oczach wychodziłam z cmentarza jakaś starsza kobieta powiedziała mi "wszystko będzie dobrze". I wtedy się obudziłam.
Generalnie nie specjalnie wierzę w jakieś przepowiednie itp. ale tym razem zamierzam się tego trzymać. Wszystko jakoś się w końcu ułoży.
17 dc.
Chyba nie doczekam się tej uśmiechniętej buźki na Clearblue... coś mi się wydaje, że szykuje się cykl bezowulacyjny..
Do tego katar.. kaszel i łamanie w kościach. Małż ma tak samo. I jak tu robić dzieci??
Zimo wynocha!
6dc
Nowy rok, nowe nadzieję.. Zbieramy siły i pieniądze..
Mam jelitowkę, jestem wrakiem człowieka, więc przerwa w staraniach. Musi wystarczyć wczorajsze serduchowanie
zmykam odpoczywać
Dziennik pokładowy:
92dc, no to finiszujemy pierwszy trymestr - trwa tydzień 13
Szybki update, bo ostatnio produkuję same tasiemce.
Świat się kończy - aby odpocząć w długi weekend uciekliśmy z mężem od jednych rodziców do drugich...
Spadł śnieg!
Ostatnio przesypiam jakieś chore ilości czasu... W nocy od 10 do 12 godzin, plus jakieś 2 drzemki w ciągu dnia.
Mój mąż jest cudowny i czuję palące wyrzuty sumienia, że przedstawiam go w pamiętniku głównie jako tego, który smrodzi żarciem, a to bardzo źle. Jest moją opoką, ostoją i wsparciem, kocham go bardzo za to, jaki jest dla mnie opiekuńczy i wyrozumiały. A do tego jeszcze mi powie, że fajna ze mnie lasia, chociaż na sobie mam różową koszulę nocną ze słoniem, brak majtek, na glowie kukuryku a w oczach śpiochy.
Ban na seks to już przeszłość i nie omieszkaliśmy skorzystać, choć po tak długim poście... Co tu dużo mówić... Fajnie. Ale szybko.
Mam to! Tak. Papierek. Z uśmiechem zaniosę go do pracy i zacznę wakacje życia!
A moje dziecko mnie nienawidzi. Już myślałam, że pochwalę się Wam bezbełtowym pierwszym trymestrem. A kij! 7 stycznia - dzień mojego pierwszego ciążowego śpiewu do muszli. Skubany czekał do ostatniego tygodnia! Wredny za starą...
Całusy!
Ostatnio nie mam czasu na pisanie a tu juz sylwester za nami i nowy roczek mamy. Sylwestra spedzilismy w domu z dziecmi ale przysli do nas sasiedzi z synkiem wiec bylo wesolo. Co prawda posli przed 24 ze wzgledu na malego a i moje dzieciaki w moment posneli ze zmeczenia ale szapmana wypilismy, race puscilismy z tym ze troche wczesniej. No ale kto tam patrzy na zegarek
Z Arkiem juz dobrze, znowu sie dogadujemy i tak nie klocimy. Widac zmeczenie dalo nam w kosc a i przez to i nerwy i klotnie. A i dzieciaki jak poszly do przedszkola to grzeczniejsze sa bo tam sie wybawia, wybiegaja wiec jak wracaja do domu to chca sie wyciszyc. Zrobilismy ostanie zakupy do pokoju chlopcow. Kupilismy w ikei nowe regaly na ksiazki, dywan i deko...Mysle jeszcze nad jednym regalem na zabawki ale To juzmoze a nie musi byc tak ze zobaczymy... Ich pokoj jest juz idealny 
Wczoraj bylismy na pierwszym szczepieniu Christianka ( Julian juz wszystkie ma). Przy okazji wizyty maly zostal zwarzony i ma juz 6 kg. No bez 5 gram;-) okazalo sie tez ze maly przez to ze polubil lezec na jednej stronie ma lekka asymetrie glowki. Musimy wiec go teraz pilnowac bo to juz ostatni moment na wyrownanie jej. Potem to juz rehabilitacja i specjalny kask moze pomoc ale mam nadzieje ze tego unikniemy...Od jakiegos czasu ydawala mi sie ona jakby nierowna ale nic nie mowilam Arkowi zeby go nie denerwowac. On mi czesto zarzuca ze panikuje i szukam chorob u dzieci. Troche ma racji bo rzeczywiscie kilka razy nie potrzebnie sie martwilam ze maly ma anemie itp ale czasami mam tez racje. Teraz nic o tej glowce nie mowilam a prosze jednak sie nie mylilam i jest krzywa. Potwierdzily sie tez moje przepuszczenia ze Christian ma AZS przez co ciagle walczymy z ta brzydka czerwona sucha buzka . Najgorsze ze nic z tym zrobic nie moge po za smarowaniem tlustym kremem co wiele nie pomaga 
Julianek- Od kilku dni spi juz na lozku pietrowym. Jego przejscie obylo sie bez problemow i tylko raz spadl ale ladowanie mial miekkie bo wysunelismy trzecie lozko wiec sie nawet nie obudzil
Co mnie cieszy to to ze nie trzeba przy nim siedziec a tego sie obawialam. Tak jak sam ladnie zasypial w lozeczku tak teraz zasypia w lozku. Nie wstaje, nie lazi tylko lezy i zasypia. Zlote dziecko 
Jutro jade z Maximilianem na urodziny jego kolezanki. A za dziesiec dni on sam konczy juz 5 lat wiec tez zrobimy przyjecie. W tym roku ze wzgledu na maluszka urodziny zrobimy w domu a nie na sali ale za to mlody dostanie dwa prezenty teraz gierke do nintendo ( dostal pod choinke) a na wiosne nowy rower 
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 stycznia 2017, 21:44
16dc, a ja już 4dpo
Jak dla mnie szok. Cykl już mi się ładnie reguluje.
Mimo to jestem jakaś zła. Jestem zła o to, że biorę te wszystkie tabletki, a i tak wiem, że nic z tego nie będzie. Nie potrafię uwierzyć, ale może tak dla mnie jest lepiej. Nie robię sobie złudnych nadziei.
Najgorsze jest to,że będę musiała za kilka dni zrobić test ciążowy. Będę musiała, bo trzeba będzie podjąć decyzję o odstawieniu leków. Znów będzie biało. W końcu mamy zimę, nie może być inaczej, a jakże.
Wreszcie spadło trochę śniegu, nie na tyle, żeby wziąć Juniora na sanki, a sama chętnie pobiegałabym ciągnąc sanki i sprawić dziecku radość.
no więc Dzieć wziął sobie do serca ostatnią przygodę i wczoraj (grubo) w nocy, tak się w matce przewracał, że aż miło. w ciągu dnia co prawda jakby bardziej leniuchuje, niż dokazuje, ale jednak od czasu do czasu zapuka, więc też jestem spokojna. oczywiście nie tracę czujności, i gdyby/jakby to od razu w samochód i na izbę, choćby to miał być znowu fałszywy alarm, ale już lepiej tak, niż siedzieć w domu i się zadręczać, albo sobie później wyrzucać.
jak na ostatni miesiąc ciąży czuję się względnie dobrze, wczoraj zdobyłam się nawet na więcej niż zmywanie, więc naprawdę duże "wow", choć jestem więcej niż pewna, że to taki tylko zryw, bo ostatnio najlepiej się czuję siedząc, albo leżąc (chociaż bardziej siedząc, bo od leżenia znowu bolą mnie biodra, więc sobie te męki zostawiam na noce).
p.s. mój Mąż jeśli już jedzie sam na zakupy, to zawsze z listą zrobioną przeze mnie. nie zawsze kupi dokładnie to czego chciałam, ale plan realizuje co najmniej w 80% więc staram się nie narzekać (przynajmniej na głos). wczoraj jak wrócił (z tych zakupów) i odstawiał ziemniaki (tam gdzie zawsze odstawiamy ziemniaki) to mówi do mnie coś w stylu: "no patrz, przecież my mieliśmy jeszcze ziemniaki". no fakt mieliśmy. całe (kurde) dwa...
18 dc.
Bez zmian. Puste kółko. Paskowe tylko z kreską kontrolną, nawet nie widać cienia drugiej kreski. Dziwne to wszystko, śluz jest typowo owulacyjny wodnisto-rozciągliwy, gdybym nie prowadziła wykresu i nie robiła testów to byłabym pewna, że zbliża się jajeczkowanie. Po tym poronieniu i ciąży pozamacicznej wszystko się poprzestawiało... kiedyś miałam cykle jak w zegarku.
Ogólnie to doszliśmy do wniosku, że trochę żałujemy, że nie wpadliśmy 7 lat temu, kiedy to zapomniałam wziąć przez kilka dni tabletek (właśnie dlatego miałam implant, moje zapominalstwo sięga czasem granic, wmawiam sobie, że to przez niedoczynność tarczycy, a nie przez moją głupotę
). Wtedy to z trzęsącymi się rękoma robiłam test i modliłam się, żeby wyszedł negatywny. I była jedna kreska. Odetchnęłam z ulgą, a mąż powiedział "a szkoda".
Później jakoś tak człowiek gonił za wszystkim... za pieniędzmi niestety.
Dziś już mamy wszystko, tylko dziecka brak. Jakbym wiedziała, że będzie tak ciężko nie czekałabym tyle czasu... choć mam dopiero 26 yyy 27? lat.
Wiem, że moje doświadczenia są niczym w porównaniu do kobiet, które starają się od 50 cykli, które są już w okolicach 40stego roku życia.. jednak jeśli by porównać do mnie kobiety, które rodzą zdrowe dzieci, bez żadnych problemów to mój bagaż doświadczeń jest całkiem spory.
Dzisiejszy dzień zamierzamy spędzić w łóżku. Nie, raczej chyba nie będziemy serduszkować.. z takim przeziebieniem, jakie oboje mamy, będzie to ciężkie do wykonania... chociaż może, żeby się rozgrzać. Zobaczymy na ile starczy sił i chęci.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 stycznia 2017, 11:48
Wczoraj wieczorem mocno bolały mnie piersi. Były "gorące". Fajne uczucie. Daje nadzieję. Choć pewnie skończy się jak zawsze.
Wczoraj wieczorem mocno bolały mnie piersi. Były "gorące". Fajne uczucie. Daje nadzieję. Choć pewnie skończy się jak zawsze.
Witam sie w nowym roku 
Co slychac?hmmm...w ciazy nie jestem do tej pory. Znaczy jeszcze nie skonczyl mi sie ten cykl,bo okres mam dostac 16 stycznia,owszem staralismy sie ale jakos nie czuje sie ciazowo
chyba juz troche odpuscilam,bo strasznie meczy mnie to ciagle czekanie na testy. Nie mam w domu testow ciazowych i nie kupie ich az do czasu kiedy bede miala dostac okres,no chyba ze dostane zanim kupie
chcielibysmy juz oboje z mezem abym byla w ciazy ale to nie takie proste jak widac.
Mikolaj 13 stycznia konczy poltora roku
kiedy ten czas uplynal? Ja to w szoku jestem jak te lata uplywaja. Wydaje sie ze czlowiek mlody i silny a za chwile juz 30,40,50 lat...Miki jest strasznievruchliwym chlopcem,wszedzie go pelno,wchodzi na szafy,meble,pralke no wszedzie. Ale jednoczesnie jest bardzo ostrozny i tego czego nie zna,to gdzievsie mowi ze jest si po prostu unika i nikt nie zmusi go do dotkniecia tego. Ogolnie jest smialym chlopcem,ale wieksze zaufanie ma do kobiet niz do mezczyzn. Prawde mowiac akceptuje tylko oboje dziadkow,ktorych ciagnie za reke jesli chce zeby z nim poszli,wujkowie sa w otoczeniu ale nie ma smialosci ich dotykac
malo mowi,bo tylko z wyraznych slow to: mama i dziuja. Nie umie mowic tata,baba i inne takie typowe slowa...nie wiem czy nie powinnam zaczac sie martwic...za to bardzo duzo rozumie,wykonuje praktycznie wszystkie polecenia. Potrafi wskazac babcie,dziadka i innych czlonkow rodziny.no taki juz jest
kocham go najbardziej na swiecie :*
Ciąża zakończona 8 stycznia 2017
14 dc
Jak to zleciało??
Lada moment skończą się dni płodne, ale może jeszcze namówię dziś P. na poprawkę... potrzeba mi tego po niełatwym weekendzie. Wczoraj leżałam chora plackiem, dzisiaj doszłam do siebie, chcę iść jutro do pracy... i myślałam, że w pracy już wszystko ok, ale tym, co DZISIAJ... tak, dzisiaj W NIEDZIELĘ sprezentowała pracownikom szefowa, to normalnie rozbiła system :o nie będę wchodzić w szczegóły, ale przydałby jej się kurs menagerski z zarządzania ludźmi, bo jej to nie wychodzi
czy na tym świecie istnieje jakaś normalna praca, gdzie szef traktuje ludzi z szacunkiem, po ludzku, gdzie nie widzi siebie jako nadczłowieka?? Czy po prostu wszędzie władza i pieniądze uderzają ludziom do głowy? A może prawdą jest, że najgorzej to mieć kobietę szefową, bo mężczyzna jako szef jest ok? Ja zawsze miałam kobiety szefowe, więc nie mam porównania. Chociaż zdarzało mi się mieć spoko szefowe, ale w pracach bardziej dorywczych.
22 dpo niedziela
6 tydzień
22 dnia od zapłodnienia zaczyna bić serduszko już za niecały tydzień bedzie widoczne na usg 
Jutro ide na kolejną bete, a pojutrze pierwsza wizyta
już nie mogę się doczekać.
od 2 dni pobolewa mnie prawy jajnik, pewnie niepęknięty pęcherzyk się odzywa...
Oceniając moje ciążowe samopoczucie to jest na prawdę nie źle. mdli mnie rzadko , a jak już to po paru godzinach przechodzi, piersi co raz mniej bolą czasem przed @ miałam dużo bardziej bolące.
wzdęcia mam często ale i bez ciązy często mnie dopadała ta przypadłość.
Gdyby nie to, że nie mam okresu, to możliwe, że bym mogła niezauważyć , że jestem w ciązy.
Oby tak dalej
Uuuu czas na małą akutualizację. Udało się !!! udało się dotrwać do 50 jubileuszowego cyklu starań i:
- wciąż jesteśmy małżeństwem, nawet nieźle się dogadujemy,
- stan psychiki zadowalający,
- nadzieja o naturalnym poczęciu zanikła,
- w marcu jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli i Ridż wpadnie o czasie próbujemy inseminacji...
no krótko zwięźle i na temat !!! pozdrowienia z końca świata - taaak dalej jesteśmy na Islandii - mało tego dzisiaj mija dwa lata odkąd moja stopa pierwszy raz stanęła na tej ziemi - HURA .
Dc8
Jakoś ten mój optymizm i determinacja mi opadły nie chce mi się mierzyć temperatury i tak w ogóle nic mi się nie chce. A tu od dziesiątego nowa praca. Na szczęście znając mnie to chwilowy spadek energii,góra dwa dni i znowu będę zasówać jak króliczek z Diuracell.
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 stycznia 2017, 00:17
Prawie miesiąc minął od ostatniego wpisu, dość pesymistycznego zresztą. Nie zalewam się jednak łzami po kątach, o dziwo rozpacz po nieudanej IUI szybko mi przeszła. Ciekawa jestem, jak długo będę się tak jeszcze trzymać, czy kiedyś przyjdzie w końcu ten moment, że się złamię i odechce mi się walczyć. Póki mamy jeszcze jakieś opcje przed sobą, trzymam gardę.
Jestem kilka dni przed @. Oczywiście mała część mnie liczy w duchu, że może jednak się nie pojawi i że uda się naturalnie. Dlaczego nam nie może przydarzyć się cud? Bo cudów nie ma? Nie wierzę w to, czasami się zdarzają. Zakładam jednak, że @ przyjdzie, a to oznacza drugą IUI w kolejnym cyklu. Tym razem mamy spróbować z silniejszą stymulacją. Oprócz clo, dostałam jeszcze jakieś zastrzyki. Zobaczymy, czy coś, a raczej ktoś, z tego będzie.
Cały czas się pocieszam, że jeszcze po prostu nie przyszedł nasz czas. Jesteśmy w trakcie remontu nowego domu, co pochłania mnóstwo czasu i energii, przysparza sporo stresu, w pracy też jeszcze nie wszystko poukładane, więc może to nawet lepiej, że jeszcze nie teraz. Nasz moment jeszcze przed nami - mocno w to wierzę.
W Święta przeszłam małe załamanie i przestałam pić inofem. To były bardzo trudne święta. Wyartykułowałam wszystkie swoje lęki związane z inseminacją z dawcą i stwierdziłam, że jednak nie chcę tego robić. I ulżyło mi. Małżowi też. Nic na siłę. Teraz żadne z nas nie było w pełni przekonane. Może jeszcze nie teraz, może ta metoda po prostu nie jest dla nas. Terapia jednak dużo mi daje, daje mi dostęp do wielu uczuć, które wypierałam. Z zewnątrz taka decyzja może wydawać się krokiem wstecz, ale dla mnie jest krokiem naprzód - bo sama przed sobą mam siłę powiedzieć, że nie będę robić czegoś, czego nie jestem w 100% pewna. Nie potępiam absolutnie metody, po prostu nie jest dla nas na obecną chwilę. Zaczynamy powoli rozmawiać o adopcji. Ale bez żadnych postanowień, decyzji. Chcemy się przyjrzeć tematowi bliżej, spotkać z parą znajomych znajomych którzy adoptowali, później, pewnie dużo później, odwiedzić jakiś ośrodek. Dajemy sobie czas, żadnych ram. Nie mam naprawdę żadnego ciśnienia na to jak i kiedy będę mieć dziecko. W końcu, po ponad dwóch latach starań, nie mam ciśnienia. Wiemy, że adopcja to też trudny i długi proces, dlatego nic szybko i nic na siłę. Musimy do tego też dojrzeć.
Wzięłam się za siebie, przeszłam na dietę, chodzę regularnie 2,3 razy w tygodniu na siłownię. Już powoli planuję wakacyjne wyjazdy. Żyję. Nawet nie jakoś. Nie jest tak bardzo źle, jak myślałam, że będzie. Najgorsze chyba już za mną, za nami. Bo ile jeszcze złego może się stać? Została mi tylko do akceptacji myśl, że pewnie nigdy nie będę w ciąży, nie zobaczę dwóch kresek, nie poczuję ruchów, nie będę karmić piersią. Ale przecież pomimo to mogę kochać. Ale to jest coś, z czym się nie spieszę. Wszystko musi dojrzeć.
Rzadziej wchodzę na ovu ale cieszę się bardzo z każdej zielonej ramki, z każdego przejścia na fiolet
Powodzenia dziewczyny!
25 tydzień 1 dzień (edit: 24 tydzień i 1 dzień)
Niedziela... Jesteśmy na etapie mocnego kopania i czkawki
nasz synek kopie czasem tak mocno że jak odsłonię brzuch to widać jak się rusza. A czkawke miewa kilka razy dziennie i wtedy tak śmiesznie rusza mi się brzuch 
Wczoraj odebralismy klucze od domu i zaczęliśmy akcję "przeprowadzka". Dziś też byliśmy. Sprzątam kuchnię bo wszystko czeka na ułożenie wszędzie gdzie tylko się da. Z racji przeprowadzki szukamy sprzętów do kuchni, bo okazało się że niektóre trzeba wymienić.
Trzech króli przywitało nas mrozem i śniegiem i dziś jeszcze dopadało w nocy. Zrobiło się bardzo zimowo i nastrojowo. Problem jest w tym że nie mieszczę się powoli w płaszcz.
Sylwestra spędziliśmy u Irenki. Krótko bo T. źle się czuł. Byliśmy w domu o 1.30.
Nogi już całkiem w porządku. Na szczęście skończyło się tylko na obiciu. Teraz T. nie pozwala mi samej nigdzie chodzić.
W pracy sajgon, jak zwykle początek roku.
To tyle co u mnie 
Wszystkim czytającym szczęścia w Nowym Roku
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 stycznia 2017, 17:17
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.