Dzisiaj nasza studniowka ! Już tylko 100 dni i będziesz na świecie słoneczko.

ankaa81 nic dwa razy się nie zdarza...? 10 stycznia 2017, 12:28

Wczoraj byłam na badaniach prenatalnych i z usg wygląda wszystko prawidłowo natomiast wyniki testu Pappa w przyszłym tygodniu:) Nawet nie myślę, że mogłoby być coś nie tak. Po prostu odganiam od siebie wszystkie złe mysli:)
Zaczęłam 2 trymestr i czuję się nadal wyjątkowo dobrze. Zero jakichkolwiek dolegliwości. Brzuszek nieco widać, rośnie i cieszy moje oczy. Nie chodzę już do pracy. Staram się dużo odpoczywać bo wiem, że potem lekko nie będzie he he. Poza tym mam więcej czasu dla syna!

18dc.
Jestem już po IUI.
Nasienie po przygotowaniu: 21mln plemników na ml, więc w normie:)
Inseminacja odbyła się na już pękniętym pęcherzyku, zgodnie z planem o g.10tej. Moja gin uważa, że świetnie wstrzeliliśmy się z czasem, bo była masa śluzu płodnego i dużo płynu, więc pęcherzyk musiał pęknąć stosunkowo niedawno. Oczywiście nie ma 100% gwarancji, że nie było za późno, ale jak to stwierdził mój mąż - lepiej spróbować, niż potem pluć sobie w twarz, że zmarnowaliśmy jakąś szansę. Wczoraj o 18tej pęcherzyk jeszcze był, więc prawdopodobieństwo, że pękł przed 22 jest mniejsze, niż to, że stało się to w późniejszych godzinach. Dostałam dupka, tylko jakoś zapomniałam zapytać, czy mam go brać już dziś, czy od jutra? Hmm... Przejrzę forum i się douczę.
Teraz dwa tygodnie niecierpliwego czekania na cud. Napaliłam się jak szczerbaty na suchary, choć doskonale wiem, że inseminacja nie daje zbyt wielu szans na powodzenie. Statystycznie rzecz biorąc, to szanse wzrastają jedynie o ok 10-14%, ale to i tak moim zdaniem dość dużo. Ciężko będzie znieść porażkę, jeśli tym razem też się nie uda, ale muszę nastawić się również na taką możliwość. W końcu statystycznie IUI częściej kończy się porażką niż powodzeniem. Na razie jednak rozbudziła się we mnie na nowo nadzieja. Odżyły marzenia, że może tym razem, że może jednak zdarzy się i nam ten Cud...


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 stycznia 2017, 16:12

kropka_ myśloodsiewnia 10 stycznia 2017, 13:55

w gości i generalnie do ludzi lepiej mnie już nie zapraszać, szczególnie jeśli ma być jedzone, bo albo mi coś upadnie, albo się ubrudzę, a najczęściej to wszystko jednocześnie po dwa-trzy razy przy tym samym posiłku. raczej nie jest to typowy objaw ciążowy, ale jakoś się chyba łączy z ciążą, bo normalnie (przysięgam!) to ja potrafię jeść jak człowiek.

wczoraj urodziła moja przyjaciółka/nie przyjaciółka. pisałam kiedyś o niej. to jest ta sama która starała się o dziecko niemal cztery lata i ta sama która zerwała (a przynajmniej ostudziła) swojego czasu kontakt (co bynajmniej się jak dotąd nie zmieniło). teraz "widujemy się" i "rozmawiamy" wyłącznie na fb i to rzadko, bardzo rzadko. no ale jak jej Mąż wstawił zdjęcia bobaska, to tak głupio mi było nie zareagować i nie napisać do niej. była to jednak dość krótka wymiana grzeczności, po której nie zrobiło mi się jakoś specjalnie cieplej na sercu, ale widać nie można mieć wszystkiego.

natomiast sam fakt, że ona już urodziła trochę mną - nie powiem - tąpnął i z tego wszystkiego wzięłam się wczoraj za generalne sprzątanie. no nie był to najlepszy pomysł, jeśli zapytać o zdanie mój kręgosłup, ale to nie zmienia faktu, że jestem bardzo zadowolona z efektów.

a tak w ogóle jak siedzę i złączę ze sobą nogi, to brzuszek trzymam już dosłownie na kolanach. także ciąża nisko, oj nisko, bardzo nisko.


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 stycznia 2017, 13:51

Agar88 Czekając na największy skarb 10 stycznia 2017, 13:55

Co u Nas w Nowym Roku???
Hm... bez zmian chyba :/ właśnie @ trwa

20 dc.

Wczoraj wyszłam tylko na 8 godzin do pracy. Wracam, a w domu zamiast szanownego męża zastałam małego potworka - 7 letnie kuźwa dziecko!!! Nie ma nic gorszego, niż facet z przeziębieniem. Chyba wizja powrotu do pracy tak na niego zadziałała, bo jeszcze rano było całkiem spoko.

1573dfee14c0190bmed.jpg

Na szczęście dzisiaj jest już lepiej, małż przyniósł mi herbatkę do łóżka i obiecał, że mi to później wynagrodzi ♡

Clearblue z migającą buźką, owulacyjne znowu zaczynają coś pokazywać, czas się zabrać do roboty :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 stycznia 2017, 18:50

Karo-Linka My też chcemy być rodzicami 10 stycznia 2017, 14:54

Pęcherzyk 25 mm, nie wytrzymałam i poszłam na wizytę dziś. Kolejna jutro. Pewnie dziś w nocy pęknie

Ezia90 Akcja bobas! 10 stycznia 2017, 14:54

No i pojechał... meżulek <3
Smutno mi troche ale jestem dzielna, bo wiem ze bedzie czesto przyjezdzal. Jest mozliwosc ze nawet co tydzien, chyba ze wypadnie służba na sobote i niedziele no to inna sprawa, ale poki co wiecej jak 3 tygodnie tam bedzie bez zjazdu to nie jest tak zle mi sie wydaje. Mam nadzieje jednak ze mniej wiecej co 2 tygodnie bedzie.

Czujemy sie dobrze, dzidzius coraz mocniej szaleje w brzuszku, kopie, rozpycha sie <3 cudowne uczucie! słodkie <3 przeeekochane <3 pod dlonią juz od dawna czuc, a teraz widac tez golym okiem jak brzuszek sie wybula :D

Moja kruszyna!!! <3

20dc
Wczoraj mimo bladych testów owulacyjnych podejrzewam wystąpienie owulacji, ból głowy, wypieki... rano podwyższona temperatura. Pomiarowi niestety nie bardzo mogę ufać, nockę zarwała praca. W ciągu nocy telefon o awarii... u Pana X też stresujący okres, więc mimo owulacji minęliśmy się... i znów wszystko zaplanowane, a życie zrobiło swoje.

Coś mnie podkusiło spojrzałam na ostatnie dwa testy i się okazało, że po czasie jeden z nich okazał się pozytywny... najprawdopodobniej wczorajszy, a może przedwczorajszy... sama nie wiem... to wszystko to istne szaleństwo


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 czerwca 2018, 19:59

23t5d
Pokoik coraz bardziej gotowy. Test glukozy zaliczony. Oczywiście moja krzywa cukrowa wyszła całkiem prosta i nie wiem co mam o tym myśleć :P Teoretycznie wszystko ok, bo wyniki w normach, ale czy to nie będzie wymagało jakiejś dalszej diagnozy? Iza kopie mocno, wali po pęcherzu, wypina tyłeczek i chyba już siedzi konkretnie główką na dole, bo pojawiać zaczęła się czkawka, więc czuję ją dokładnie jak Zosię - prawy dolny róg :)

Zosia - mamy komplet. Wszystkie ząbki do 4 włącznie. Znaczy jeszcze sobie rosną, ale się poprzebijały. Wymyśla jak szalona. Ostatnio dorwała moje pędzelki i malowała nas nimi. Paznokcie (tak mamusiu połóś!), brwi (bjewki, zamknij oćka). Potrafi podśpiewywać sobie drobne fragmenty rymowanek albo piosenek, żądać konkretnej piosenki, bajki, książki i buntuje się okropnie przed zmianą pieluchy!! A na kibelek nie zawoła, goblin jeden. Sanki ją totalnie zachwyciły, budowała z tatusiem bałwana, a z babcią go zdobiła (bałwaniek ma miotełkę i oćka i nosiek i guzićki!), jaki był ryk jak trzeba było do domu wracać.

Ja ostatnio zrobiłam sobie parę zdjęć z przyjaciółką. Przy jej brzuchu to wygląda jakbym w ogóle w ciąży nie była :D No ale dzieli nas 7 tygodni aż. Więc ona rodzi za jakieś 2 miesiące już! Termin ma na 21 marca, ja się śmieje, że przenosi, ona twierdzi, że rodzi wcześniej. No ale, twierdziła też że będzie miała córkę ;) Ja mam nadzieję urodzić jakiś miesiąc później. No i co ostatnio wymyśliłam, to że chcę rodzić naturalnie nawet jeśli Iza będzie obrócona pupą w dół. Tzn o ile lekarze się zgodzą i wymiarowo damy radę.

Jastin76 Moj ANIOŁEK [*] 10 stycznia 2017, 16:15

U mnie wielkich zmian nie ma, miałam iść od wczoraj na dwie godz do pracy ...ten powrót w takich a nie innych okolicznościach spowodował u mnie z rana szloch i załamanie. Przecież miałam tam wrócić po roku ... ale wzięłam się w garść , nałożyłam tapetę na twarz i poszłam. Nikt o nic nie pytał a ja udawałam ze nic wielkiego się nie stało...żyje się dalej ... przeżyłam jakoś.

Dziś ból w sercu i tęsknota za malutką...
Tak bardzo ja chcę spowrotem , czuć w brzuszku i być choć trochę szczęśliwa. Boszeeeee jaki człowiek był głupi i czekał tyle lat na szczęście a to nie teraz bo kariera a to nie ten facet a to jeszcze dom itp... wszystko jest i dom pusty bez życia i nadziei...


Wiadomość wyedytowana przez autora 10 stycznia 2017, 16:14

Według wykresu Ovu - 18 dzień po owulacji z wysoką temperaturą LOL, gdzieś kiedyś czytałam, że jak wysoka temperatura utrzymuje się przez 18 dni, to świadczy to o ciąży - baju baju baj....

Zrobiłam rano test tak pro-forma i oczywiście wyszedł negatywny, bo cudów nie ma przecież :(

Ovu początkowo ustalił mi owulację na 20 dc, więc się tego trzymał i zgodnie z takim założeniem @ powinna przyjść jutro. Od wczoraj bolą mnie piersi, szyjka nisko, twarda, wiec powinno być ok.

Tak się zastanawiam, czy jednak ta moja dwumiesięczna kuracja estrofemem, luteiną i bromkiem z clo, jakoś nie wpłynęła na długość mojego cyklu, bo to byłby już drugi cykl 34 dniowy, a nie 29 dniowy, ale za to z fazą lutealną dłuższą niż 8-9 dn. Niestety to tylko moje amatorskie wynurzenia niepoparte żadną lekarską poradą, więc tak na prawdę nadal czuję się strasznie zagubiona i nie wiem co robić :(

Ale mamy zarys planu na najbliższe miesiące:

- M. robi ponowne badanie nasienia po 3 miesiącach kuracji Profertilem (zastanawiamy się tylko czy na NFZ czy pójdzie po raz drugi do kliniki niepłodności, ale to kosztuje :|)
-M. z wynikami idzie do lekarza, który mu zalecił Profertil i zobaczymy co dalej
- jak wyniki M. będą mizerne i lekarz powie, że to może być w dużej mierze przyczyna naszego problemu,to zapiszemy się do kliniki niepłodności - myślę o inseminacji

Ta myśl o inseminacji to takie moje - Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek.
Jesteśmy praktykującymi katolikami, trzymamy się zasad wiary, jak to mówią prawnicy - co do zasady... i właśnie moje drugie ja mówi mi złam zasadę, pomyśl o inseminacji... a ja marzę o naturalnym zgodnym z boskim planem poczęciu!!!!

Mój M. też kręci nosem na majsterkowanie przy poczęciu, ale po wielu rozmowach, im dłużej nam się nie udaje, tym bardziej doszliśmy do stanowiska - a co jeśli Kościół się myli? Przecież często było tak, że coś było przez wieki zakazane, a później nagle HOP - zmiana stanowiska Kościoła... miałabym wtedy do siebie pretensje, że nie poszłam za swoim głosem rozsądku.
Pan Bóg dał człowiekowi rozum, więc dlaczego nie mamy korzystać z tego daru myśli współczesnej medycyny?

Inseminacja to taki ogarek dla diabła, a pierwsza świeczka dla Pana Boga - nie biorę na razie pod uwagę In Vitro, to dla mnie już za duża jednak ingerencja... ot taka moja logika :P

Druga świeczka dla Pana Boga - kiedyś koleżanka poleciła mi pewną panią doktor zajmującą się Napro Technologią.
W czerwcu poszłam do tej pani doktor. Zasypała mnie listą badań dla mnie i dla M., kazała iść do Instytutu Rodziny do instruktorki NPR. Spore koszty. Stwierdziliśmy, że idą wakacje, że i tak przez liczne wyjazdy cykl mi się zaburzy, że jeszcze dajmy sobie luz.
Później trafiłam do tego doktora od masowej kuracji lekami i tak dobiliśmy do stycznia 2017.

Pomyślała, że wybierani przeze mnie dotąd lekarze byli ogólnie BEZNADZIEJNI!!!
Nikt mi nie pomógł, każdy mnie olewał. W samym zeszłym roku było ich ok 6-7 (!!!) Jedynie moja główna gin. jest ok, zależy jej, ale nie potrafi chyba udźwignąć mojego problemu. Ona raczej prowadzi ciąże i noworodki, niż zagłębia się w niepłodność. Teraz kazała mi 2-3 cykle po HSG nic nie robić, a ja mam 30 lat i nie mogę nic nie robić!

A więc ad rem - ta lekarka od Napro też mnie jakoś specjalnie nie zauroczyła, ale postanowiliśmy, że (o ile wyniki m. nie będą wskazaniem same w sobie do inseminacji) to zrobimy wszystkie badania jak tamta od Napro kazała i pójdę znowu do niej. Skoro od kogoś o niej usłyszałam, skoro Pan Bóg postawił ją na naszej drodze - może warto spróbować?

Może faktycznie mnie przebadają z góry, na dół, wszerz i wzdłuż, może to pomoże, a jak po pół roku nie zobaczę żadnych efektów (nie koniecznie chodzi o ciążę - chociaż głównie, ale wystarczy mi, że będą konkretne działania, wyniki, skutki w postaci poprawionych parametrów itd.) to pójdziemy do którejś z klinik niepłodności.
Jeszcze nie wiek która w Warszawie jest dobra, ale powoli o nich czytam, może trafię na Ovu na jakiś wątek, który pomoże w tej decyzji, ale to ewentualnie, bo na razie nastawiam się na tą Napro Technologię

Trzecia świeczka dla Pana Boga - zaczęła odmawiać nowennę pompejańską. Raczej odklepywać kiedy popadnie. Codzienna regularna modlitwa to nie jest coś co mi kiedykolwiek w życiu wychodziło dłużej niż dwa dni :P ale sobie pomyślała, że nie zaszkodzi, że spróbuję, bo już wyższej instancji, do której się mogę zwrócić nie ma :|





Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia 2017, 12:32

Dziennik pokładowy:
kurna, nie chce mi się patrzeć, który dc, ale tej...
BAKŁAŻAN NADROBIŁ TYDZIEŃ! I nie zauważyłam, że jestem w połowie pierwszego tygodnia drugiego trymestru (że 14). EJ NO! To nie fair, ja chciałam w niego rytualnie wejść...


Miałam Wam pisać o tym, jak to przeniosłam się dziś w przeszłość, kiedy jechałam PKSem, jak niegdyś do szkoły, kiedy przechadzałam się ulicami Bydgoszczy jak za czasów, gdy nie miałam auta, kiedy weszłam na żarcie do jednej galerii handlowej, którą zawsze miałam na linii powrotu "uczelnia - dworzec", i w której na każdym rogu widziałam jakieś wspomnienia z różnymi znajomymi (tak - znak naszych czasów), by na końcu zaliczyć spacer tuż obok mojego liceum/technikum. Ale cała ta nostalgia mi przeszła, bo Bakłażan oczywiście ukradł show, gdy po całym dniu pełnym wrażeń dotarłam na USG!


No więc zaliczyliśmy dziś badania prenatalne.

To było, cóż... najbardziej poryte i perwersyjne badanie EVER. Zacznijmy od tego, że to moje pierwsze USG przez brzuch. Babeczka jeździ głowicą... Dzieciok fika. No fika i nie chce się obrócić do zmierzenia przezierności. Po kilku minutach zabawy wygoniono mnie na poczekalnię na kawę z cukrem. Pomogło? Oczywiście, że nie. Pani doktor dalej gmera, klnie na moje Dziecię, że jest wredne - a ono w pewnym momencie obróciło się dupą... no i dupa. Doktor trzęsie moim sadłem, a tu dalej foch. W końcu pada magiczne "Proszę Pani, bardzo przepraszam, chciałam to Pani oszczędzić, ale nie mogę - ściągamy majtki i badamy przez pochwę!". No ok, wielkie mi halo... Nooo... Wielkie... Poczułam, jakie wielkie... Dokładnie w momencie, kiedy doktor zaczęła tak mnie stymulować tym białym czymś, co by zmusić Dziecię do zmiany pozycji, że nadrobiłam spokojnie te wszystkie razy, kiedy mieliśmy z mężem bana na seks. Średnio mnie to "podniecało", raczej frustrowało, że zmuszam Bakłażana energią myśli do obrotu a tu nic, moje dziecko ma mnie w pompie, ale w końcu, po dziesięciu minutach, miałyśmy komplet pomiarów.


Nasza tygodniowa różnica w końcu zniknęła i wiek ciąży z USG zgadza się z terminem miesiączki.
Moje dziecię jest już długie na 7 cm, czyli 13 tydzień z haczykiem (ukończone), co znaczy, że muszę przekręcić licznik na belly, gdyż już nie trwa tydzień 13 a 14... Cholera, zaczęłam drugi trymestr i przeoczyłam to! Damn! Gdzie mój szampan?!
Przezierność karkowa (NT) - 1,2 mm, więc świetnie.
Serce - 160 uderzeń na minutę.
Głowa, mózg, żołądek, nerki, kręgosłup, etc - pozwolę sobie zacytować doktor - "Piękne".

Ryzyko trisomii (skorygowane):
21 - 1: 4491
18 - 1: 8064
13 - < 1: 20 000

Płeć... no nalegałam na jakiś komentarz, no bo ile można nazywać dziecko Bakłażanem. Prawdopodobnie - dziewczynka, ale doktor nie dała sobie ręki ani głowy uciąć. Poczekamy na komentarz za trzy tygodnie - kto wie, czy może jakiś siusiak nie wyrośnie...

Nad sprawami płci nigdy tu nie dywagowałam, bo uważam, że to głupota - zwłaszcza, gdy usłyszy się chociaż raz w czasie ciąży "poronienie zagrażające". Wtedy każda wieść o tym, że jest po prostu dobrze naprawdę wystarczy. Ale mimo to... poczułam uszczypnięcie. No bo właściwie wyobrażałam sobie faceta. Lubię facetów. Całe życie w męskich szkołach, studiach i branży. No i troszkę są mniej skomplikowani ci nasi panowie. A baby... oj, babom to takie rzeczy siedzą w głowach, że my już dobrze wiemy, jakie. Jaka szkoła potrafi być ciężka, kiedy naokoło ploty, kompleksy i wredne koleżaneczki. Tego chyba najbardziej boję się w wychowaniu córki. Ale cóż... damy radę. Głupio i trochę, bo jak nikt nie słyszał, to mówiłam do Bakłażana: "Miłoszku, Miłciu, Miłeńku...". A tu kobita? Ale klops. A raczej... brak klopsa. Generalnie poza mną, mężem i Wami do czasu potwierdzenia płci nikt ma o tym nie wiedzieć, więc cicho!

No i foteczka na finał, czyli moja Bakłażanica (?) wystawia Wam na "papa" jęzor:

m9ujxy.jpg


Pod koniec tygodnia ciepnę Wam podsumowanie pierwszego trymestru, który, skubany, skończył się niespodziewanie.

PS - Zaniosłam zwolnienie do pracy i czuję się OSOM!


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca 2017, 16:57

29 dzień ostatniego cyklu przed IMSI

Głupie ovu. Czy ono zawsze musi mieć rację? Ostatnio choćbym się nafaszerowała niewiadomo czym, stresowała, a lekarz przewidywał jeszcze co innego - ovu zawsze trafia z dniem zakończenia cyklu. Właśnie zaliczam jeden z najdłuższych cykli w ostatnich miesiącach. Aż sama jestem zaskoczona. Zastanawiam się czy mój organizm aby nie pomyślał, że te dziabnięcia scratchingowe to było zagnieżdżenie zarodków i w związku z tym na razie nie musi się brać za akcję sprzątania... Bo cóż by innego mu dolegało?

Dzisiejsza temperatura odrobinę spadła, ale mierzyłam też nieco wcześniej niż w poprzednich dniach. Stresując się, że jednak @ dzisiaj przyjdzie, gdy ja już nie będę miała czynnego laboratorium pod ręką - pobiegłam się ukłuć przed pracą celem zmierzenia czy ten przeklęty progesteron zjechał już do okolic jedynki. Wynik miał być wieczorem, ale najwyraźniej komuś w laboratorium się nie spieszyło i postanowił wystawić moją cierpliwość na próbę. Chyba z tysiąc razy odświeżałam przeglądarkę od godziny 17-21. W końcu o 21:24 przyszedł! 3.61 ng/ml! Dlaczego nadal tak dużo? Czy uda się go zbić do poranka? Cudem przełożyłam dzisiaj 2 wizyty w klinice na przyszły tydzień, ale nie mam już pola manewru. Jeśli jutro nie nadejdzie @ to nie mają terminów by mnie przyjąć w dniu kiedy zaleciła lekarka:( Ona sama za to nie odbiera w ogóle gdy dzwonię, nie odpisuje na smsy, a klinika jest tak genialnie skonstruowana, że nie da się dodzwonić bezpośrednio do recepcji oddziału, który nas obsługuje. Mam jedynie mailowy kontakt z koordynatorkami, które niekiedy gubią moje maile, a często odpisują dopiero po przeszło dobie:( Nie wiem więc co zrobię! Jestem strasznie zestresowana, że się nie uda tego wszystkiego ogarnąć jak trzeba:( Chyba zaraz odtańczę jakiś błagalny taniec!

Dziewczyny bardzo dziękuję za słowa wsparcia i pomoc. Postanowiłam porozmawiać z P, nie chcę na niego naciskać, ani do niczego zmuszać, ale sam zaczął tą rozmowę, najpierw przeprosił mnie za to, że nie może mieć dzieci i serce mi znowu pękło, powiedziałam mu żeby przestał tak mówić, bo to nie jest jego wina. Postanowiliśmy odczekać parę miesięcy i zrobić ponowne badania (zwłaszcza, że te były robione po bardzo intensywnym tygodniu, praca fizyczna po kilkanaście godzin dziennie) potem razem z badaniami udamy się do androloga i on nam powie co dalej i albo odbierze nam nadzieję, albo da nam cień szansy na znalezienie chociaż jednego sprawnego żołnierzyka. Nadal jest mi bardzo ciężko i chciałabym schować się gdzieś gdzie mnie nikt nie znajdzie i tam krzyczeć i płakać... Jestem zła, bo prawdopodobnie przyczyną jest zaniedbanie rodziców P i jego nieleczone wnętrostwo. Czasu nie cofniemy... Nie pozostaje nam nic innego jak walczyć, bo każda z nas zasługuje na szczęście.

Jastin76 Moj ANIOŁEK [*] 11 stycznia 2017, 09:32

Ciężko mi dziś wstać ...nie mam ochoty ani celu,
łzy kapia.
Jedynie gdzie chodzę to cmentarz a mam go obok siebie 50 m... przed spaniem zawsze patrze przez okno i kładę się z moją córeczka w myslach...wstaje zagladam przez okno i wyobrażam tak jakby zyla :-(!!
Moje życie straciło sens jest w nim pustka nie do zapełnienia , nigdy się z tym nie pogodze. NIGDY !!!!
Boszeeeeeee DLACZEGO NAM TO ZROBIŁEŚ !!!!!????
Jak ja mam dalej żyć !???!!!


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia 2017, 09:35

dzwoneczek03 Czekam na nią lub na niego 12 stycznia 2017, 10:51

Hej moje drogie, w tym miesiącu raczej nici z dzidziusia, pracujemy z mężem na dwie rożne zmiany no i niestety nie mamy czasu na serduszkowanie.
Dowiedziałam się że trzeba wykupić Premium w Ovu żeby pokazało mi dni płodne detektor ciąży itp. Czy wszystko w tym kraju musi być płatne? Nie dość że dużo wydaje by zajść w upragnioną ciąże to jeszcze tutaj muszę płacić.

Zaczynam ćwiczyć, i to mój 4 dzień ciężkich ćwiczeń
https://www.youtube.com/watch?v=PC9CBIXz92U
polecam

Nie wytrzymałam i poszłam na usg 🤦‍♀️ Nie mogłam już żyć w tym stresie …kto to wymyślił by miedzy pierwsza wizytą a prenatalnymi było 5 tyg odstępu🤯 i że ja mam tyle niby wytrzymać 🙄 nieeeee😅

Odetchnęłam 😀😀😀 wszystko ok. Nawet klusek przyspieszył o dwa dni w stosunku do OM 👌 widziałam już raczki i nóżki ❤️

02791c916bb6.jpg

Chyba zaczynam również wracać do świata żywych 👌 w każdym razie już dziś się lepiej czuje. Tak od 6 tc do tego 9tc to było srednio 🙄 mulenie,zmęczenie, mulenie, zmęczenie, mulenie 😏 żeby wyjść z dzieckiem do parku to się zbierałam i zbierałam i wyjść nie mogłam 🤦‍♀️
Tak zerknęłam teraz na poprzednie wpisy z ciąży z Nina i tez już się czułam lepiej od 9tc-10tc, oby tak zostało ✊ i dobrze że byłam dziś na podglądzie, bo te lepsze samopoczucie jeszcze by mnie stresowało 😂


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 maja 2022, 15:19

efta historia jak ich wiele... 11 stycznia 2017, 10:45

wtorek
6 tydzien

Wczoraj miałam wyczekaną pierwszą wizytę.
Na usg widać ładny pęcherzyk ciążowy z pęcherzykiem żółtkowym (czy jakoś tak) w odpowiednim miejscu, Pęcherzyk 1 cm w środku 0,23mm szczęscia. Zarodka jeszcze nie widać.
według usg ciąza 5tydzień1dzień, według IUI 5 tydzień 3 dzień
termin porodu 9.09.2017
Okazuje się, że mam jednak 3 ciałka żółte i ten pęcherzyk z lewego jajnika, który niby był niepęknięty (na kontrolnym usg u miejscowego gina 2 dni po iui) dał początek nowego życia. To on jest największy, poskręcany, krwotoczny, dominujący. Odnalazł się też "zagubiony" pęcherzyk z prawego jajnika - po prostu pękł.
A wiec były 3 pęcherzyki podczas IUI i wszystkie 3 pękły. A nie tak jak twierdził mój gin, że z 3 pękł tylko 1.
Moj miejscowy ginekolog zna się na usg jak ja na balecie....
I to jest kolejna rzecz, która mnie co raz bardziej uświadoamia, że facet może i ma dobre serce ale nie chcę, żeby prowadził moją kolejną ciąże. Z resztą niedawno mówił mi otwarcie, że nie zna się na mutacjach i nie zna leków które przyjmuje. Zarówno letrozolu, który brałam na stymulację ani sterydu, który nadal przyjmuje. Już zarejestrowałam się do polecanego przez położne z mojej poradni lekarza. Znam go, nie przepadam za nim ale to bedzie zło konieczne. w poniedziałek wizyta u niego - zobaczymy czy jest zarodek.
Niestety progesteron nie jest zadowalający jest po porostu bardzo kiepski
101 nmol/l = 31ng/ml
Gin zwiększyła mi dawkę luteiny 100mg do 3x2.
zmniejszyła natomiast acard z 2 na 1 tab. dziennie.
reszta leków clexane, pabi dexamethason, estrofem bez zmian.
Usg serduszkowe u gin w klinice za tydzień.

kropka_ myśloodsiewnia 11 stycznia 2017, 11:32

po dzisiejszym porannym KTG w szpitalu na które dostałam skierowanie po sobotniej akcji jestem co najmniej skołowana. KTG wykazało dość duże skurcze (których dodam nie czułam ani trochę), po których pani doktor zdecydowała się zbadać mnie dowcipnie. jej zdaniem szyjka nie jest jeszcze krótka, mimo że ma 2 cm (wcześniej przy 2,5 cm słyszałam, że to już na granicy normy) i ostatecznie stanęło na tym, że na najbliżej wizycie u lekarza (tego na NFZ) (umówionej już wcześniej na najbliższy piątek) mam opowiedzieć o dzisiejszym KTG i on powinien zdecydować co dalej. pani doktor generalnie zaleca KTG za te dwa dni, ale ponoć nie można uruchomić dwóch wizyt tego samego dnia w jednej placówce, więc zostawia to do decyzji lekarzowi prowadzącemu, skoro i tak mam już umówioną wizytę, bo ten ewentualnie będzie mógł to jakoś obejść (nie pytajcie jak bo nie wiem), ewentualnie wyśle mnie na KTG do Izby Przyjęć. aha pani doktor dopytywała czy aby na pewno nie odeszły mi wody, ale wydaje mi się, że nie bo inaczej bym (chyba?) zauważyła.

przepraszam za ten galimatias jak wyżej, ale mniej więcej taki sam mam w głowie. od dłuższego czasu chodzę i mówię, że urodzę przed terminem i chyba? sobie przepowiedziałam. śmiałabym się jakby to był jeszcze ten piątek 13-tego, bo ja też się urodziłam w piątek 13-tego (tylko, że w innym miesiącu, że o roku nie wspomnę). czyżby Synek kombinował własnie w tym kierunku?

no w każdym razie od teraz to się czuję jakbym dosłownie siedziała na tykającej bombie (witaj w klubie Tolinko), bo zaprawdę nie znam dnia, ani godziny. obawiam się, że z tego wszystkiego do ostatnich badań i później wizyty (na 18-tego) tej prywatnej (na Medicover) nie dojdzie, ale może chociaż zdążymy zrobić USG pomiarowe (umówione na jutro).

strasznie to wszystko pokręcone i zwariowane. mam tylko nadzieję, że jeśli nie zatrzymali mnie dzisiaj w szpitalu, to dlatego że wiedzą co robią. tymczasem idę coś zjeść, bo czuję i słyszę (po burczeniu w brzuchu), że mi się kończy paliwo.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)