Wczoraj mialam wizyte. Z dzidziusiem wszystko ok, ale ja cos szwankuje. To znaczy nadal trzyma mnie to oslabienie i wspomnialam lekarzowi o twardym napietym brzuchu z rana to mi luteine przepisal ;/ nie wiem czy podjal dobra decyzje bo ten brzuch mam taki jak leze na plecach. No co prawda w ciagu dnia czuje obecnosc mojego brzusia i znajdujacego sie w nim dzidziusia i to takie uczucie ze ten brzuch jest ciezszy i lekko napiety ale bylam pewna ze to normalne ze skoro sie powieksza to tak ma byc. Sama nie wiem. W dodatku zlapalo mnie przeziebienie;/ a zalatwilam sie gdzie???.... w domu! ale jaja nie? jak berety! Ten nasz pokoik wypierdolik jest jak buda dla psa;/ poki sie pali w piecu to jest cieplo a jak wygasnie to momentalnie zimno jak w psiarni. no i mnie wyziebiło;/ I juz drugi dzien zle sie czuje i mam beznadziejny humor przez to.
Jedyne pocieszenie ze mąż dziś wraca na weekend
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 stycznia 2017, 19:17
12dc
sprawozdanie z dzisiejszej wizyty:
pęcherzyk wystrzelił z rozmiarami jak jasna cholera - ma już dziś 28mm no i cholera wie po co tak wystartował, jak endometrium kiepskie - niecałe 7mm (6,59mm)
Pani doktor określiła to jako coś takiego - pęcherzyk rośnie, do owulacji dochodzi,ale endometrium nie nadąża za takim tempem pęcherzyka, jest za cienkie i to utrudnia zagnieżdżenie.
Problem najprawdopodobniej siedzi w hormonach.
W tym cyklu mam już nie sprawdzać progesteronu i estrogenu, bo pewnie wyszłyby nie takie, jakie mają być.
Od następnego cyklu, zaczynam wspomaganie Lamettą w 3 i 4 dc.
Następna wizyta w czasie okołoowulacyjnym i podgląd co się będzie działo po wstępnej dawce Lametty.
Jeśli będzie ok, to dochodzi Luteina.
Znowu się wyciszam,przestawiam swoje myśli z "czarnowidztwa" na pozytywne.Musi być dobrze.
Odmawiam Nowennę Rozwiązującą Węzły.
Muszę być spokojna.Muszę wierzyć,że będzie dobrze.
Teraz dopiero powalczę.
Wcześniej stałam w miejscu.Lekarze twierdzili, że jest ok.
Dopiero ta lekarka, już na pierwszej wizycie zobaczyła w czym jest problem.Dziś go potwierdziła i wie, czym go zwalczać.Od razu wprowadziła leki.Więc działamy, nie stoimy w miejscu.
Do wiosny będzie co ma być.Jestem spokojna i wierzę,że tak będzie.
23t3d
Zaniedbuje pamietnik, wiem. Ale czasem wchodze poczytac, wpisu nie chce mi sie juz robic.
Jednak w Polsce nie wybralam sie na usg.
Od 18go tygodnia czuje ruchy. A od ok. 21go da sie juz to zobaczyc.
Podobno dobrze wygladam, podobno nic sie nie zmienilam poza wystajacym brzszkiem. Nie wiem czy z grzecznosci tak mowia czy faktycznie to prawda.
Od okolo 2 tygodni po dluzszej aktywnosci, glownie po chodzeniu odczuwam lekki bol kosci lonowej. Zmienil mi sie tez chod. Chodze robiac male kroczki, powoli. I od polowy 22go tygodnia czesto musze odwiedzac tolete. Do tej pory nie zauwazylam jakiejs zwiekszonej potrzeby uczeszczania tam.
Szybciej sie mecze, nawet mowic. Tak wiec ciaza pelna para;-) Ogolne samopoczucie dobre.
Zostaly mi jeszcze dwa miesiace pracy. I wedlug ostatnich wyliczen wybierajac urlop tegoroczny i nalezny za przyszly rok, w polowie marca pojde juz na wolne. Macierzynski zaczne od 10 maja.
Powoli rozgladamy sie za wyprawka. Mamy poki co pierdolki. Glowa mnie boli przy ogladaniu wozkow. Tyle ich jest. Ale mamy jeszcze czas.
bardzo ciesze sie, ze trafilam na gin, ktora bedzie odpowiadac mi na ten czas.
tlumaczyla wszystko, wypytywala.
jestem spokojniejsza. ciesze sie, ze szyjka wyglada bardzo ladnie, a balam sie. endo troche za cienkie, ale wg gin to bylam raczej w okolicach owu, wiec inaczej niz ovufriend pokazuje, ale bylam chora i 2 razy nie mierzylam temp, wiec.
ale za to obecna temp mi tak bije z myslami. gdyby nie beta <1, myslalabym ze ciaza... bo tak ladnie i na takim poziomie utrzymywala sie, gdy zobaczylam dwie kreski na tescie.
ale ciesze sie, ze jest dobrze i ze bedziemy mogli zaczac sie starac 
ostatnio w przychodni rozmawiałam z dziewczyną będącą na podobnym etapie ciąży jak ja, która była - co istotne - "nieco" większa ode mnie, a jej Osobnika USG oszacowało raptem na +/- 2,5 kg i zresztą było widać, że brzuszek ma wyraźnie mniejszy od mojego. zastanawiam się więc jakimi prawami rządzi się przyrost wagi Potomka i dlaczego nie jest tak, że Potomek nie może urosnąć jakoś adekwatnie do wymiarów/wagi matki, co by jej potem nie dokładać emocji przy porodzie? biorąc pod uwagę opowieści tamtej dziewczyny, która bynajmniej jedzenia (również słodyczy) sobie nie żałuje jej dziecko powinno być jednak z deka większe. ja dla odmiany mam wrażenie, że wszystko to co jem idzie najpierw w moje dziecko (przy czym też sobie nie żałuję, również słodyczy), a dopiero na końcu we mnie i to tak, że jakoś specjalnie nie widać (chociaż też muszę uczciwie przyznać, że wczoraj lekarska waga pokazała 67 kg, ale w butach!).
obawiam się więc, że - w moim przypadku - jedynym obiektywny sposobem na zatrzymanie wzrostu Potomka w brzuszku jest/byłoby jego wcześniejsze urodzenie, tym bardziej, że ciąża i tak już donoszona. niestety nie bardzo mam na to wpływ, chociaż gościu od USG jest zdania, że poprzez "pewne przyjemności", można to i owo przyspieszyć. dodatkowo internety mówią o zwiększonej aktywności w ogóle (np. długie spacery), ale to to jak akurat poddaję w wątpliwość, bo ledwo zrobię parę kroków i muszę... siku.
i pomyśleć, że jeszcze kilka miesięcy temu tak przeżywałam, że nie widać brzuszka. no to teraz mam czego chciałam. Młody się nasłuchał, wziął się i urósł.
p.s. jestem pewna, że gdyby nie prognozowana waga Potomka to jakoś łatwiej byłoby mi grzecznie siedzieć i czekać na akcję, a tak coraz częściej i nachalniej zaczynam sobie wizualizować poród i serio nie chcecie wiedzieć jakie dokładnie obrazy błąkają się po mojej głowie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 stycznia 2017, 19:57
13dc
nie czuję żadnej pracy jajników,nic mi tam nie pika,a nawet jakby zapikało,to wiem,że nic dobrego z tego nie będzie..,ale czuję spokój,aż się dziwię,że tak może być!!!
Pierwszy taki spokój od tulu miesięcy,nie szarpię się z myślami, nie targają mną emocje,że znowu nic,że dlaczego...nawet nie nastawiam się,że zaraz po Lamecie będzie super dobrze,bo wcale nie musi,może być lepiej,ale do super dobrze może jeszcze trochę czasu minąć.
To będzie pierwszy z tych cykli,w którym serca będą z innego powodu.
Będzie dobrze,będzie co ma być,oczywiście to co dobre:)
10 dc.
W czwartek byliśmy na wizycie w klinice leczenia bezpłodności, także jest to mój pierwszy cykl z CLO, dziś 3 dzień brania. W sobotę za tydzień jadę na podglądanie owu i ewentualnie dostanę zastrzyk na pęknięcie lub zastosujemy inne leczenie jeśli nic nie wyhoduję
mężu zbadał swoje żołnierze. Szczerze, to się spodziewaliśmy lepszych wyników, myślę że szczególnie mąż był w szoku. To znaczy nie są złe, doktor nam powiedział, że trzeba powtarzać takie badanie bo parametry nasienia zmieniają się jak sinusoida. Powiedział że to raczej cięższy okres w naszym życiu, szczególnie męża - zmiana stanowiska na dużo bardziej stresujące, bo przecież już 2 razy w ciąży byłam. Jestem w stanie w to uwierzyć, bardzo się stresował jak go przenieśli. Teraz jest już lepiej, przywykł i się w drożył, ale wiadomo że plemniki powstają 72 dni, to może jeszcze te zestresowane
. W każdym razie póki co się tym nie przejmuję. Jak powtórzymy i wyjdzie to samo to będzie gorzej... Mamy się posuplementować i powtórzymy badania przed ewentualną inseminacją, jak nam nie wyjdzie naturalnie w 3-4 cyklach stymulowanych. Wieści takie słodko - gorzkie, ale ja się cieszę i jestem pozytywnie nastawiona, cieszę się że coś ruszyło 
Kolejna sobota..za oknami pada śnieg
Zabieram się za sprzątanie i gotowanie. Siedzę, czytam Wasze pamiętniki i zastanawiam się nad ziołami ojca Sroki, kto mi dokładnie wytłumaczy na co te ziółka się piję, gdzie można je nabyć?
Chętnie bym się na nie skusiła - Wasze wypowiedzi są bardzo pozytywne w tej kwestii, więc dlaczego nie ?
spróbować można 
Od wczoraj nachodzi mnie gorszy nastrój. Staram się z tym walczyć, ale chyba tylko "wypisanie" tego z siebie mi pomoże. Oby! Chciałam udzielać się an forum, ale na żadnym nie poczułam się przyjęta do grona staraczek. Pewnie za mało próbowałam lub okres moich (naszych) starań jest zbyt krótki. Czuję dziś zbliżający się okres, więc znowu nachodzi mnie stan gotowości do walki od nowa. Objawia się to u mnie tym, że przeczesuję internet w poszukiwaniu wszelkich wspomagaczy. I tak zaopatrzyłam się już w wiesiołek, witaminę D, macę, cynk dla mężusia. Teraz zastanawiam się nad natychmiastowym zakupem ziół o. Sroki. Tylko, trochę się waham. W tym miesiącu miałam cykl monitorowany, widziałam dominujący pęcherzyk, po tygodniu pusto, więc pani doktor potwierdziła, że owulacja była. I co? I czuję, że nic z tego. Ale skoro owulację mam, cykle z widocznymi dwoma fazami temperatur, to może mój problem leży tylko w głowie, za bardzo chcę? I faszerowanie się kolejnymi suplementami nie ma sensu, może tylko bardziej zaszkodzić niż pomóc? Już sama nie wiem, nie lubię tego stanu, kiedy coś się chce a nie można tego mieć. Nie wiem co robić...
23 dc 11-12 dpo
Przedwczoraj temperatura 36.69, wczoraj 36.54 i myślałam, że pozamiatane. Ale dzisiaj poszybowała na 36.94. Przedwczoraj miałam niewielkie jednorazowe brązowe plamienie 🙂 wczoraj nic tylko jakieś dziwne kłucia, ciągnięcia, owulacyjny ból jajnika, pikanie drugiego jajnika, uczucie pęcherzyków i jakby ktoś mi kamień na podbrzuszu położył 🙂 dzisiaj beta... Trzymajcie kciuki .. niech to chociaż raz nie będzie złudzenie 🥹
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 sierpnia 2022, 07:41
24 dc.
Dzień pełen napięć, aż szkoda gadać. Poszło o to, że od początku roku małż zaczął grać w CSa. Głównie po nocach. Chyba wypier*ole komputer przez okno!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 stycznia 2017, 13:34
22t 6d
Czas na mały update. Tygodnie lecą, jak szalone. W tę środę miałam drugie usg połówkowe i na szczęście udało się zbadać maluszka. Nie stwierdzono żadnych nieprawidłowości, malec rośnie zgodnie z wiekiem ciąży. Pokazał nam, co ma między nóżkami. Zdaniem lekarza, chłopiec.

Rodzina się cieszy, oni ze wszystkiego się cieszą, najbardziej, że zdrowe, ale mąż i dziadkowie wiadomo, chłopak... Nasza córka też szczęśliwa, że wreszcie wiadomo.
Ja jeszcze wyprawki nie szykuję, najpierw wielkie odkopywanie rzeczy po córce, bo właściwie wszystko, co najważniejsze jest: wózek, łóżeczko, pościel, foteliki samochodowe, ciuszki, wanienki, wiklinowy kosz na kółkach (do spania na początku przy naszym łóżku). Wszystko uniseks, bo do samego porodu nie znaliśmy płci córki.
Ale po środowym usg kupiłam body i półśpiochy typowo chłopięce. To dla mnie taki symboliczny gest. Oswajanie lęku związanego z ciążą, z obawami o komplikacje. Muszę przyznać, że odkąd czuć ruchy dziecka, obawy zmalały. Codziennie daje mi o sobie znać. Następną wizytę u swojego gina nam 25 stycznia. Chyba zagadam go o poród.
I jeszcze dodam, że od początku stycznia biorę insulinę na noc. 4 jednostki, bo dieta co prawda działała i cukry po posiłkach trzymały się norm, ale nie miałam wpływu na cukry na czczo, a te były za wysokie. Ta insulina, malutka dawka, działa do 20 godzin, spadły mi cukry nawet po posiłkach, mogę jeść trochę więcej. Przestałam chudnąć, a waga się trzyma.
Ciąża rozpoczęta 6 grudnia 2016
wydawało mi się, że zaliczyłam już wszystkie możliwe ciążowe dolegliwości, ale okazuje się, że "najlepsze" dopiero jest, a właściwie było przede mną.
od dobrych kilku dni w ogóle się nie wysypiam, bo bolą mnie nogi - że się tak w prost wyrażę - od kostek aż po samą dupę. w efekcie po każdym siku, które nocami uskuteczniam nierzadko zmieniam pozycję, tj. kładę się to raz na lewym, to raz na prawym boczku. w efekcie (co prawda) nogi dalej bolą, ale trochę jakby mniej, bo jednak sobie na przemian odpoczywają.
powyższe to jednak nic, jeśli wspomnieć o bólach krzyżowych, które również towarzyszą mi od dobrych kilku dni, przy czym najpierw to sobie tak przychodziły i odchodziły, aż w końcu (mniej więcej od soboty) postanowiły, że zostają ze mną na dłużej (obawiam się, że już do samego końca ciąży). no więc te bóle, to już nie jest żadne tam pitu pitu, tylko boli jak cholera, a że w domu mamy mało komfortowych siedzisk, to dosłownie nie mam się gdzie podziać. wczoraj pomogła mi dopiero gorąca kąpiel i to tylko na czas kąpieli, a muszę dodać, że na tym etapie usadzić ciężarną w wannie (a potem oczywiście z niej wysadzić) to potrzeba trochę gimnastyki i oczywiście dodatkowej pary rąk. mój (Mąż) się na szczęście nie wzbraniał, a wręcz sam zaordynował taką, a nie inną kurację. dla bardzo dociekliwych wyjaśniam (ja bym była ciekawa), że na co dzień w wannie uprawiam prysznic, bo tak jest mi w ciąży łatwiej, już nie wspominając, że przed ciążą po prostu tak wolałam.
żeby mi jednak odebrać nieco wiarygodności wspomnę, że na moment sporządzania tego wpisu bóle krzyżowe jakby ustąpiły, aczkolwiek nie wydaje mi się, aby to miało być jakieś constans, bo nie śpię od 5:30 (rano byłam na pobraniu krwi) i (z bólu) stękałam całą drogę do przychodni. niemniej przez tą nagłą i niespodziewaną poprawę sytuacji mam dylemat natury egzystencjalnej, bo z jednej strony chętnie bym się jeszcze trochę zdrzemnęła, a z drugiej strach się ruszać, skoro akurat w tej pozycji nie cierpię.
mój Mąż przez cały weekend dokuczał mi, że/dlaczego nie chcę urodzić, ale zawsze go odsyłam z pretensjami do Potomka. dla odmiany na najbliższe dwa dni (dzisiaj i jutro) Potomek ma z kolei zakaz rodzenia się, bo Mąż ma ważnego klienta i nie chce mu tu wyskakiwać, że "omatkokochanażonarodzitojalecępa". ja się akurat klientem nie przejmuję i jednak wolałabym urodzić wcześniej niż później, ale prawdopodobnie w tej sprawie mam tyle do powiedzenia co i mój Mąż, a o wszystkim zadecyduje ostatecznie moja jaśnie macica z Potomkiem w środku.
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 stycznia 2017, 18:16
Nadal chodzę do psychologa.. Mimo, że mam zdanie, że wizyty są mi już niepotrzebne.. Taka trochę asekuracja w razie jakiegoś podłamania nieudaną operacją.. Nie chciałabym przeżywać takiego dołka jak we wrześniu/październiku.. Czysto teoretycznie jestem przygotowana na nieudaną operację.. Ale na nieudane in vitro też niby byłam..
Na ostatniej wizycie uświadomiłam sobie jak ważni podczas starań są dla mnie moi rodzice/ ich wsparcie/ entuzjazm.. Uświadomiłam sobie naszą miłość i to jak bardzo jestem im wdzięczna za to, że zawsze są..
Ostatnio miałam takie może głupie przemyślenia, ale czułam, że nie idę do przodu ze swoim rozwojem, że stanęłam w miejscu albo nawet się cofam.. Trochę może przez to, że w pracy spotykam ludzi, którym mam pomagać, którzy z założenia powinni być pode mną, słabsi, "głupsi".. Miałam trochę wrażenie, że dostosowałam się do nich.. Ostatnio byłam na szkoleniu - wyzwaniu i okazało się, że jestem najlepsza:) Trochę mnie to podniosło.. Aż żałuję, że przełożeni nie usłyszeli pochwał w moją stronę.. Może by bardziej mnie docenili bo ostatnio rożnie z tym bywało, dostałam opierdziel za coś co im zgłosiłam, zrobili po swojemu i nie potrafili przyznać się do błędu.. Obrócili kota ogonem i powiedzieli, że ja tak chciałam..
Z frontu rodzinnego.. Mam wrażenie, że ostatnio mamy problem z bliskością, ale nie umiem tego sprecyzować..

Już tylko niecałe 3 dni !! 
Zarodek częściowo się nie rozmrozil ale to podobno nie ma znaczenia bo reszta podjęła funkcje życiowe i się odbudowala. Przy podaniu miał 9 komórek. Od wejścia do kliniki cały czas płakałam wszystkie nerwy że mnie zeszły. Kiepski moment sobie wybrały. A teraz leżę
Ufff… miałam intensywny dzień i wreszcie zasiadłam z laptopem na kolanach i kieliszkiem wina w ręku. Mieszkanko posprzątane, zostanie powieszenie prania.
Ogólnie mam ciężki czas w pracy, naprawdę dużo roboty. Do tego ma u mnie w pracy miejsce taki jakby „wyścig”. A mianowicie chodzi o to, że my wszystkie 3 pracujące w jednym miejscu staramy się o dziecko. Wygląda to tak, że „kto pierwszy ten lepszy”, a osoba która zostania ostatnia…ba nawet ta która nie zajdzie pierwsza… będzie miała po prostu nawał roboty. W tym tygodniu przeżyłam chwilę grozy dowiedziawszy się, że obie dziewczyny MOŻE są w ciąży. Prawdopodobnie to fałszywy alarm, ale czuję po prostu straszną presję…
We wtorek lecimy z mężulkiem do ginekologa. Zobaczymy co nam doradzi. Mam już też badania na Chamydię, na szczęście są negatywne. Myślę sobie o HSG…ale zobaczymy co powie lekarz.
Dodatkowo oboje z mężem jesteśmy przeziębieni, więc nie mam wiary w starania w tym miesiącu. A jajniki już „się odzywają”, dodatkowo miałam już dziś uczucie mokrości… Szybko jak na mnie.
Biorę się teraz za spisanie statystyki z ostatnich cykli, gdyby doktorek był tym zainteresowany.
No i znowu coś, jak już się trochę uspokoiłam, to dziś dopadła mnie jakaś infekcja. Ogólnie złe samopoczucie, ból gardła i gorączka. Leżę w łóżku, dużo piję wody z sokiem malinowym, wody z cytryną i miodem, mleko z czosnkiem, robiłam płukanie gardła woda z solą. I zastanawiam się czy coś brać, czy nie brać. Podobno paracetamol można, mam w domu Panadol. Na opakowaniu napisane, że skład to właśnie paracetamol. Nie wiem, co robić. Boję się, bo ta infekcja na tym etapie na pewno nie jest dobra, boję się o moje Maleństwo.
Będę wdzięczna za wszelkie porady co robić.
Hej,
Czy druga wyraźna kreska w tym nietypowym miejscu na testach z allegro to norma? (zauważyłam ją po tym,jak odkleił się element paska...kreska jest na łączeniu)
Któraś z Was się z tym spotkała?
ttps://zapodaj.net/687f7aeefd47e.jpg.html
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 stycznia 2017, 15:41
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.