Ciąża zakończona 2 lutego 2017
Zajebiscie no!
Mąż nie przyjedzie ani w ten weekend ani nastepny, dopiero za 2 tygodnie!
a ja juz tesknie tak za nim ze nie wiem co ze soba począc, humor mam do dupy
smutno mi bez niego
Jezuuuu no
przeciez to bedzie w sumie miesiac 
EDIT: meżuś był, zrobił niespodzianke:D ale ja Go kochaaaam!!! wraca za 2 tygodnie 17 lutego
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lutego 2017, 18:24
Wybił luty... do rozpoczęcia starań 3 miesiące. Umówiona jestem już u gina na wizytę
Zaplanowane już są ostatnie nasze wielkie wakacje w 3
a potem ma być już tylko dobrze i w 4
Bilety kupione wyjeżdżamy 20.04, wracamy 23.05 w sam raz na owu która powinna być zaraz po powrocie 
No dobra dobra, wiem że ciekawość wam nie daje spokoju
powiem powiem
lecimy do usa!!!! Mamy 6 tygodni urlopu!!! Tak się zregenerujemy, ze hej! Od 20.04 do 5.05 chicago, potem do 19go colorado a na sam koniec spędzimy 3 dni pełne wrażeń w NYC! Nie wiem jak Maks zniesie tyle godzin w samolocie, tyle różnych przelotów, ale najbardziej boje się tej ogromnej zmiany czasu... no ale kto nie ryzykuje ten nie ma
Wyjazd będzie kosztować fortunę, mimo że śpimy i żywimy się u rodziny. Gdybym wiedziała na starcie ile to wyjdzie to chyba bym porzuciła ten pomysł
no ale już wizy są, bilety też
jak wrócimy będziemy lizać finansowe rany 
Także tego, trzymajcie kciuki żeby u gin było ok, bo z tą regularnością cykli to jeszcze nie raz nie jest jak powinno... i trzymajcie kciuki za największe wakacje naszego życia
Buziaki!
Aaaa no dobra, to jeszcze 2 słowa co u Maksińsiego. Jak chyba każda matka mam wrażenie że wychowuję geniusza
dziec jest tak cwany że nie raz szczęka mi opada. Największy przejaw jego kreatywności i inteligencji to próba pokonania barierki która oddziela część salonową od schodów i toalety.
1. No więc maksiński jak zczaił że na spanie mówimy 'aaa-aa' to próbował. Najpierw było 'aaa-aa' i palec na schody - tam. No to wszyscy mu tłumaczyli, jeszcze nie teraz przecież nawet nie jesteś śpiący. Próbował też się kłaść i pokazywać jaki jest śpiący...
2. Zaczeliśmy nawet nasze próby toaletowe i odnosiliśmy pierwsze sukcesy. Maks mówił si, brałam go do góry do łazienki i robił siku (oczywiście raz na ileś tam mu się przypomniało że ma powiedzieć). No ale główka pracuje, zauważył że przy każdym jego si mama biegnie z nim na górę więc jak chcial na góre to mówił si. To było ciężej wyłapać niż z aaa, kiedy skubany kłamie.
3. Mój absolutny hit! Kiedyś składam pranie i 2 ręczniki wyniosłam prosto do łazienki. Przewiesiłam przez ramie i hop przez barierkę. Wróciłam a Maksiński ręcznik na głowie stoi pod barierką i pokazuje tam!
Eh wyszlo duzo wiecej niz 2 zdania, co poza tym? Je pieknie sam, nawet kaszke plynna lyzeczka
Wspina sie na co tylko moze, ostatnio wzial z salonu krzeslo przyciagnal do kuchni z krzesla wlazl na blat kuchenny pod oknem - nie ma z nim nudy trza ratowac zycie caly czas.... duzo bawi sie sam a od miesiaca spi we wlasnym pokoju
a my odsyskalismy juz sypialnie
trza pocwiczyc przed staraniami, a co
"Natomiast w odniesieniu do poronień w pierwszym trymestrze, zaleca się diagnostykę podejmować dopiero po wystąpieniu dwóch poronień.
Przyczyny poronień samoistnych, tzn. wywołanych naturalnymi przyczynami, mogą być różne. W ponad 60% przypadków są one spowodowane patologią jaja płodowego, niekiedy decydującą rolę odgrywają czynniki ze strony matki, a w pozostałych przyczyny nie są znane. U 10-15% przypadków ciężarnych występują poronienia przypadkowe, bez wyraźnych predyspozycji.
Wpływ na powikłania wczesnej ciąży mogą mieć np. zmiany temperatury. Nagłe ocieplenie lub oziębienie organizmu tzw. szok termiczny może spowodować poronienie. Bardzo ważny jest także styl życia prowadzony przez kobietę. Praca w ciężkich warunkach związanych z narażeniem jej na działanie czynników teratogennych, jak np. kontakt z chemikaliami, napromieniowaniem, polem magnetycznym mogą spowodować uszkodzenie jaja płodowego w efekcie prowadząc do jego przedwczesnego wydalenia. Negatywny wpływ na wczesną ciążę mają również nagłe zmiany ciśnień jak również długotrwałe wibracje i wstrząsy. Nie obojętne są także różnego rodzaju używki przyjmowane przez ciężarną jak np. alkohol, papierosy czy narkotyki. Istnieje także wiele przyczyn poronienia tzw. wewnętrznych. Należą do nich zarówno przyczyny leżące po stronie matki, jak również samego jaja płodowego. Różnego rodzaju niedorozwoje i wady narządu rodnego kobiety, a w szczególności macicy, w znacznym stopniu ograniczają, lub niemalże uniemożliwiają, prawidłowe zagnieżdżenie się komórki jajowej oraz jej dalszy rozwój. Wśród najczęstszych nieprawidłowości macicy, które mogą przyczynić się do wystąpienia poronienia należy wymienić nieprawidłowe jej położenie np. silne tyłozgięcie, niedorozwój stanowiący również częstą przyczynę trudności w zajściu w ciążę, wady rozwojowe takie jak przegroda w macicy, macica dwurożna oraz różnego rodzaju guzy tego narządu. Wszystkie te zmiany mogą stanowić przeszkodę w prawidłowym rozwoju zarodka, doprowadzając do jego obumarcia a następnie poronienia. Aby zapłodniona komórka jajowa mogła się prawidłowo zagnieździć w macicy bardzo istotna jest odpowiednio przygotowana jej błona śluzowa tzw. endometrium. W przypadku, gdy kobieta w przyszłości miała wykonywane zabiegi na macicy jak np. wyłuszczenie mięśniaków, diagnostyczne czyszczenie macicy, liczne aborcje lub też przechodziła stany zapalne narządu rodnego, mogło dojść do powstania w błonie śluzowej licznych blizn uniemożliwiających prawidłowe zagnieżdżenia się zarodka. Również zabiegi wykonywane na szyjce macicy mogą stać się przyczyną niewydolności szyjkowej i trudności w utrzymaniu ciąży. Niezmiernie ważną rolę w całym procesie rozrodczym odgrywa układ hormonalny kobiety. Zaburzenia wydzielania hormonów płciowych stanowią zagrożenie dla rozwijającej się ciąży. Największe znaczenie we wczesnej ciąży ma progesteron, który uznaje się za hormon podtrzymujący ciążę. Do trzeciego miesiąca jej trwania niezmiernie istotna jest czynność ciałka żółtego. Poprzez swoją aktywność hormonalną podtrzymuje ono ciąże do momentu przejęcia tej funkcji przez łożysko. Niewydolność ciałka żółtego może stać się przyczyną wczesnego uszkodzenia jaja płodowego jak również nieprawidłowego przygotowania błony śluzowej macicy uniemożliwiając prawidłowe zagnieżdżenie i rozwój zarodka.
Trzy pierwsze miesiące trwania ciąży stanowią okres, w którym zarodek jest najbardziej narażony na działanie różnych teratogennych czynników. Jest to tzw. okres organogenezy, czyli proces powstawania wszystkich narządów. Zadziałanie jakiegokolwiek z niekorzystnych czynników w tym okresie może spowodować zaburzenia tego procesu. W przypadku, gdy dojdzie do uszkodzenia jaja płodowego organizm najczęściej stara się go sam pozbyć doprowadzając do poronienia.
Wiele chorób matki, przebiegających szczególnie w pierwszym trymestrze ciąży, może bardzo niekorzystnie rokować dla dalszego prawidłowego przebiegu ciąży. Choroby przebiegające z wysoką temperaturą mogą spowodować przedwczesne odklejenie się jaja płodowego. Ogromne znaczenie mają również zakażenia wirusowe tj. różyczka, świnka, odra, grypa czy też zakażenia bakteryjne tj. toksoplazmoza, listerioza i inne. Wirusy i bakterie mogą doprowadzić do zakażenia płodu, zaburzenia jego rozwoju, obumarcia i w rezultacie do poronienia. Choroby te szczególnie niebezpieczne stają się wtedy, gdy przebiegają z wysoką temperaturą. Wiele leków stosowanych podczas kuracji w tych zakażeniach ma teratogenny wpływ na płód. Dlatego też przed podjęciem leczenia tych chorób, niezmiernie istotną rzeczą jest, aby stwierdzić lub wykluczyć ciążę. Często bowiem kobiety we wczesnej ciąży mają styczność lub chorują na powyższe choroby nie wiedząc jeszcze, że są w ciąży. Również takie choroby jak cukrzyca, choroby nerek czy też tarczycy mogą niekorzystnie wpływać na rozwój płodu doprowadzając do poronienia.
Wszelkiego rodzaju nieprawidłowości zarodka powstałe na skutek takich czynników jak np. wady chromosomalne płodu, wady rozwojowe, konflikt serologiczny czy też wady pępowiny lub nieprawidłowości kształtującego się łożyska mogą spowodować obumarcie płodu i jego poronienie.
Bardzo istotne dla prawidłowego przebiegu ciąży ma także wiek kobiety. Badania wykazują, że u kobiet po 38 roku życia poronienia zdarzają się znacznie częściej. Ryzyko wystąpienia poronienia wzrasta również w przypadku powstania ciąży w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego oraz w ciążach wielopłodowych.
Nie można zapomnieć o bardzo ważnym czynniku oddziaływującym na ciążę, jakim jest czynnik psychiczny. Pozytywne nastawienie w czasie ciąży, chęć posiadania dziecka oraz unikanie sytuacji stresowych ma niewątpliwie ogromny wpływ na jej prawidłowy przebieg. Wsparcie partnera oraz najbliższych pozwala kobiecie ciężarnej na osiągnięcie tak niezbędnego w czasie ciąży spokoju.
Przyczyny zależne od jaja płodowego
Do najczęstrzych przyczyn poronień należą wady rozwojowe jaja płodowego (jaja poronne, jaja zaśniadowe), które stanowią około 50-70% wszystkich przypadków poronień. Poronne jaja nie są w stanie rozwijać sie prawidłowo a najczęstsze przyczyny ich występowania to:
anomaile chromosomalne - zaburzenia dotyczące ilości chromosomów oraz ich budowy:
czynniki zewnętrzne - zatrucia, uszkodzenia promieniami jonizującymi powodującymi rozwój:
zaśnad zarodkowy - zawiązki zarodka ulegają zanikowi lub rozwijają się nieprawidłowo
zaśniad pusty (puste jajo płodowe) - zupełny brak zarodka
zaśniad krwisty - w wyniku obumierania zarodka dochodzi do jego nadmiernego przekrwienia
zaśniad groniasty
Przyczyny zależne od matki
wady macicy uniemożliwiające jej wzrost lub zmniejszające przestrzeń dla rozwoju jaja płodowego - niedorozwój macicy, wady rozwojowe macicy (macica częśćiowo przegrodzona, macica dwurożna), zrosty wewnątrzmaciczne (zespół Ashermanna), mięśniaki macicy
brak miechanicznej ochrony dolnego bieguna jaja płodowego w przypadku pęknięć szyjki macicy lub gdy stwierdza się niewydolność szyjkowo-cieśniową
niewydolność ciałka żółtego w pierwszych 4-6 tygodniach ciąży
choroby zakaźne matki ( chlamydioza, toxoplazmoza, zakażenie HSV, różyczka, listerioza)
czynniki psychiczne - urazy i wstrząsy psychiczne
czynniki immunologiczne
cukrzyca - wady płodu czyli embriopatie cukrzycowe
zaburzenia czynności tarczycy
używki ( narkotyki, papierosy, alkohol)
czynniki środowiskowe: chemia, RTG
choroby układowe
Zespół przeciwciał antyfosfolipidowych
W ostatnich czasach potwierdzono znaczenie przeciwciał antyfosfolipidowych (APS)
Badania przeprowadzone w populacji kobiet z poronieniami nawykowymi wykazały występowanie przeciwciał antyfosfolipidowych u 15-20% pacjentek3, 7. Zespół przeciwciał antyfosfolipidowych lub toczeń rumieniowaty zawierają w sobie dużą liczbę interesujących składowych. Z obserwacji wynika, że u pacjentów z SLE stwierdzono w badaniach in vitro wydłużony czas krzepnięcia. Głównymi parametrami poddawanymi ocenie są: obecność przeciwciał antykardiolipinowych w klasach IgG i IgM i/lub występowanie wydłużonego, czasu reptiiazowego (DRWT). reptiiazowego (DRWT).
Od 1990 r. kiedy to po raz pierwszy u 20 pacjentek z przeciwciałami antyfosfolipidowymi zaczęto stosować heparynę, nie stwierdzono wzrostu częstości występowania ciężkiego nadciśnienia ani zakażeń. Sukces terapeutyczny osiągnięto w 75% przypadków ustalono, że niskocząsteczkowa heparyna powinna być podawana w sposób ciągły, począwszy od pierwszego trymestru ciąży, aż do 6 tygodni po porodzie. Terapia heparyną wspomagana jest małymi ( 75mg /24h) dawkami aspiryny.
W celu wykrycia ewentualnej serokonwersji, u kobiet z poronieniami nawykowymi powinno się w okresie ciąży oceniać obecność przeciwciał antykardiolipinowych Ostatnie badania wskazują, że poziom przeciwciał antykardiolipinowych i toczniowa aktywność antykoagulacyjna (lupus anticoagulant activity, LAC) zmieniają się w okresie ciąży. Obecność samego LAC (dodatni DRWT) niesie ze sobą mniejsze ryzyko zgonu płodu, podczas gdy skojarzone występowanie dodatniego LAC i przeciwciał aniykardiolipinowych jest obarczone najgorszym rokowaniem, z około 40-procentowym ryzykiem śmierci dziecka. W związku z tym bardzo istotne jest określenie grupy ryzyka, w której znajdują się pacjentki z APS.
Funkcja szyjki macicy
Fakt, że niewydolność szyjki macicy może być przyczyną wielokrotnych strat ciąż w drugim trymestrze, jest znany od dawna. Wielokrotnie modyfikowano leczenie niewydolności przez zakładanie szwów na szyjkę macicy.
Publikacje ośrodków zajmujące się leczeniem poronień nawykowych donoszą o kilkunastu kobietach, które straciły ciąże z powodu niepowodzeń związanych z zakładaniem szwu szyjkowego.
U kobiet z wadami rozwojowymi macicy i wywiadem obciążonym stratami ciąż chirurgicznac korekcja wady poprawia rokowanie i zwiększa szansę na sukces w następnych ciążach.
Czynniki hormonalne
Od wielu lat kojarzono występowanie wysokich stężeń hormonu luteinizującego oraz zespołu wielopęcherzykowego zwyrodnienia jajników z poronieniami nawykowymi.19, 20 W zasadzie nie ma wątpliwości, czy niepłodność i nawykowe poronienia pozostają ze sobą w związku, wątpliwości natomiast budzi ostatnio zagadnienie czy zespół policystycznych jajników (PCO - polycystic ovary syndrome) ma jakikolwiek szkodliwy wpływ na ciążę. Niskie stężenie estradiolu sugeruje, że być może przyczyną poronienia jest niewystarczające przygotowanie endometnum (tab. 3).3
Jednak należy pamiętać, że oligomenorrhoea w powiązaniu z wywiadem obciążonym nawracającymi poronieniami jest uznanym czynnikiem ryzyka. Zaburzenia miesiączkowania występują u około 28% kobiet dotkniętych nawracającymi poronieniami.
Immunomodulacja
Uważa się, że wiele przypadków poronień nawykowych jest wywołanych nadwrażliwością matki na antygeny partnera, z którymi styka się ona w czasie trwania ciąży. Immumzacja, której dokonywano różnymi sposobami, jak na przykład poprzez podawanie leukocytów ojca lub fragmentów komórek trofoblastu, miała zapobiec występowaniu odpowiedzi immunologicznej i - w konsekwencji - późniejszym poronieniom. Ta metoda jest jednak bardzo kontrowersyjna ze względu na małą skuteczność, niejasny sposób działania i możliwe działania niepożądane.
Z chwilą, gdy immunoterapia weszła w stadium zastosowań klinicznych okazało się, że początkowo obiecujące wyniki prób klinicznych okazały się mało skuteczne w praktyce klinicznej. Czynnikami predysponującymi do niepowodzenia, co zostało potwierdzone statystycznie, były: zaawansowany wiek matki, więcej niż 5 poronień w wywiadzie oraz obecność przeciwciał antyfosfolipidowych.3 Dokładna analiza przeprowadzona przez grupę immunoterapeutów skłoniła ich do stwierdzenia, że ?brak właściwych testów, które mogłyby określić, czy dana pacjentka odniesie korzyści z immunoterapii, wyklucza możliwość identyfikacji populacji pacjentek, które mogłyby odnieść korzyści z takiego postępowania". Niewątpliwie należy prowadzić badania, które określą miejsce immunoterapii w leczeniu pacjentek z poronieniami nawykowymi. Jednak im więcej się prowadzi nowych badań, tym mniejszy staje się zakres stosowania immunoterapii w leczeniu
Ze względu na przebieg kliniczny poronienia, wyróżnia się:
poronienie bezgorączkowe, niepowikłane,
poronienie gorączkowe, niepowikłane : temp. 38-39 C, miejscowy stan zapalny ograniczony do błony śluzowej macicy,
poronienie gorączkowe, powikłane : temp. 38-39 C, stan zapalny obejmuje przydatki, mogą występować objawy ograniczonego zapalenia otrzewnej,
poronienie septyczne : temp. >39 C, zagrażający wstrząs septyczny. Leczenie uzależnione jest przebiegu poronienia, jeżeli przebiega z gorączką, jest powikłane, zabieg wyłyżeczkowania przeprowadza się po wcześniejszej terapii antybiotykowej i ustąpieniu gorączki.
Poronienie zagrażające: stan przebiegający ze skurczami i skąpym krwawieniem przy, stwierdzanej w badaniu ginekologicznym, zamkniętym ujściu szyjki macicy.
Objawy kliniczne:
skąpe krwawienie,
skurcze macicy,
we wczesnej ciąży odpowiednikiem skurczów są bóle w podbrzuszu i okolicy krzyżowej.
Każdy przypadek poronienia zagrażającego wymaga hospitalizacji, ze względu na konieczność dokładnej obserwacji objawów klinicznych i monitorowania ultrasonograficznego stanu płodu. Leczenie polega na :
oszczędzającym trybie życia,
zalecany reżim łóżkowy,
zakaz współżycia płciowego,
leczenie farmakologiczne ( preparaty o działaniu gestagennym, rozkurczowym),
regulacja wypróżnień. Rokowanie i dalsze postępowanie zależą od nasilenia obserwowanych objawów klinicznych i stanu płodu."
33t5d
Nie wiem już jak liczyć tę ciążę. Zgodnie z jakimiśtam wymiarami małej jeszcze w Belgii wychodziło, że urodzi się 18 marca. Zgodnie z moimi obliczeniami daty jej powstania wychodzi 17 marca. A ostatnio lekarz, na tej prywatnej wizycie powiedział, że jest duża i on przesuwa termin na 8 marca. Oszaleć można. Trzymam się tego, że urodzimy się 17 marca, ale coś czuję, że tyle nie wytrzymamy, ale to może być tylko mojego pobożne życzenie, bo chcę już ją mieć.
Maciek też już nie może się doczekać. Każe mi ją już mu oddać, bo on chce z nią tańczyć i ją przytulać. Codziennie wieczorem robi tańce jej śpioszkami. No nie możemy się doczekać naszego małego cuda.
Byliśmy na wizycie przedwczoraj u lekarza na NFZ. On twierdzi, że dziecko waży 1600-1800g, a może i dwa kilo. No bardzo dokładnie wymiary. Odkładamy finanse zeby iść prywatnie, bo ten na NFZ jest żałosny. Według niego dziecko w niecałe dwa tygodnie przytyło 1kg, a ja przytyłam tylko 0,5kg. Powiedział, że to może być błąd pomiaru albo coś tam. Ogólnie do tej pory mam +10kg na plusie. Nie jest bardzo źle
Ogólnie mała jest już główką w dół, zostało tylko czekać i nie nakręcać się strachem przed porodem.
Nie mogę w to uwierzyć czy to się dzieje naprawde??
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lipca 2017, 14:16
MODLITWA O UMIEJĘTNOŚĆ CZEKANIA
Ta odpowiedź nie nadchodzi. Powinienem już mieć ten list. Tym razem już nie mogę wysiedzieć na miejscu.
Panie, jestem zmęczony czekaniem.
Ciągle czekać. Czekać na list, czekać na rezultat jakichś starań, czekać, żeby wyzdrowieć z najdrobniejszej dolegliwości, czekać, żeby przyjechał autobus.
Czekać... na wszystko.
Po raz setny przychodzę prosić Cię, Panie, o łaskę cierpliwości.
Ale na to również muszę poczekać... Wyobrażałem sobie, że cierpliwość można zdobyć, jak inne rzeczy, z dnia na dzień...
Przynajmniej w tym idealnym świecie, który tak pięknie potrafię budować z różnych kawałków. Świecie, w którym czas nigdy nie staje w miejscu.
O Panie, chciałbym pojąć choć trochę sens przyrody, sens jej rytmu.
Pogodzić się z tym, że żniwa potrzebują słońca.
Pogodzić się, że ludzie potrzebują snu.
I że odpowiedzi wymagają namysłu i odczekania.
Pogodzić się, że trzeba dziewięciu miesięcy, aby dziecko przyszło na świat.
I niekiedy dziesięciu lub dwudziestu lat, żeby napisać książkę.
Jak bardzo chciałbym — już! — skończyć pisać.
Pogodzić się bez narzekania, które niczego nie zmienia, z trybem, jaki narzuca natura rzeczy.
Na koniec zgodzić się na to, by żyć w tym, co Ty stworzyłeś, a nie w tym, co ja. Nic nie stracę na tej zamianie.
O Panie, spraw, żebym pokochał to monotonne, ale pełne sensu mijanie dni i pór roku, to nie kończące się dojrzewanie owoców i słów...
Spraw, żebym umiał czekać na cierpliwość.
*****************************************
MODLITWA CZŁOWIEKA, KTÓRY WIELE WYCIERPIAŁ
O Panie, minęło już wiele czasu, od kiedy ugodził mnie ostatni cios. Przyszedł po tylu innych.
Nie mam już nic do stracenia. Albo niewiele. Może zyskam pokój?
Chciałbym, żeby przyszedł powoli jak sen.
O Panie, spraw, żebym nigdy nie zamęczał innych moimi troskami.
Co ich w końcu obchodzą moje nieszczęścia? Spraw, by nie oburzało mnie, że są obojętni na to, co mnie złamało. To normalne: jak mogliby to zrozumieć?
Spraw, aby nie wydawało mi się dziwne, że na świecie dalej świeci słońce i kwitną kwiaty po tym, czego ja doświadczyłem. I że są zgodne rodziny, wierne sobie małżeństwa, szczęśliwa miłość. I dzieci, które żyją.
Spraw, żebym nie narzucał się innym z moim nieszczęściem.
O Panie, daj, żebym nie rozpamiętywał przeszłości i nie chciał przeżywać bolesnych godzin minionego życia...
Żebym nie przywoływał bezustannie tych ukochanych twarzy, utraconych uśmiechów i tego całego szczęścia, które trwało tylko przez pewien czas.
Spraw, żebym nie analizował moich nieszczęść.
O Panie, ocal mnie też przed mroczną radością rozpaczy.
Obym nigdy nie był jak ten stary złamany Szekspirowski król, który przyzywał burzę i wiatr, i wszystkie nieszczęścia, jakich można doświadczyć w życiu.
Moje cierpienie nie jest żadnym powodem do chwały.
Spraw, żebym nie szczycił się moimi nieszczęściami.
Panie, uczyń mnie spokojnym i oderwanym od wszystkiego, ale nie obojętnym.
Żebym był hojny i dobry, mądry doświadczeniem cierpienia, gotowy dawać innym to, czego sam nie miałem.
Nie mam nic. Na czym mogłoby mi jeszcze zależeć? A jednak chciałbym, żeby radość każdego człowieka odbijała się jakby echem w moim uspokojonym sercu.
Zamiast cierpieć bez żadnej korzyści dla kogokolwiek i pogłębiać jeszcze w ten sposób smutek świata, chciałbym, by w zamian za ból, jakiego doświadczyłem, dana mi była moc rozumienia innych w samej głębi ich istoty, tam, gdzie są sobą i czekają na miłość.
Chciałbym, by moje nieszczęścia mogły się komuś przydać.
Zrodlo: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/M/MO/trudne_dni.html
No niestety, @ przyszła z wielkim hukiem, bez skrupułów
Zaczynamy 6 miesiąc starań.. Dobrego przeczucia co do tego cyklu nie mam, zero motywacji czy nawet chęci... Co poszło nie tak? Nie wiem. Ale jestem załamana
Info z wczorajszego monitoringu. Dopiero znalazłam czas aby coś napisać...
11dc, 10ds
JP: 17, 16, 16, 14, 13mm
JL: 15, 12 mm
Endo: 13,8mm
Estradiol 3 325 pmol/l (wg przelicznika 906 pg/ml)
Progesteron: 1,4 nmol/l
W czwartek (dzisiaj) ostatnie leki do stymulacji i wieczorem o 20.30 zastrzyk wyzwalający (Ovitrelle)
Punkcja w sobotę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego 2017, 17:31
Cud ! Mój mąż jutro umówił się na wizytę u androloga! Normalnie wolny termin był u niego pod koniec lutego, ale ktoś wyraźnie odwołał wizytę . Myślicie, że powinnam iść z mężem na tą wizytę ?
27cs z OF - start 1 IVF (IMSI)
22dc
Zaczynam coraz mocniej czuć jajniki. Od godziny prawy jakoś dziwnie mi "mruczy" i tak jakby coś w nim pulsowało/drżało. Strasznie denerwujący objaw. Nie umiem się na niczym skupić. Ciekawe czy w ogóle dzisiaj zasnę... Dziwi mnie również fakt, że to prawy jajnik daje bardziej o sobie znać, podczas gdy to w lewym jest 8 pęcherzyków, a w prawym tylko 6 (w tym 2 najmniejsze 13mm). Lewy czuję tylko podczas chodzenia.
Dzisiaj odpuściłam badanie estradiolu. Jutro i tak zrobią mi w klinice. Ciekawe jak tam się miewają pęcherzyki... Nie mogę się doczekać monitoringu!
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lutego 2017, 21:46
Endokrynolog twierdzi, że Mąż jest zdrowy. Owszem, TSH trochę mogłoby być niższe, ale tragedii nie ma i on uważa, że nie ma po co dawać na to leków. Zrobił usg tarczycy i nie zobaczył zupełnie niczego niepokojącego. Popatrzył też na resztę wyników z hormonów i powiedział, że są super.
Prolaktynę ma zbadać za miesiąc, ale nie na czczo, tylko po śniadaniu, koło 11.00, a jak dotrze do labu, to ma chwilę posiedzieć i poczytać książkę
30 dc
11 dpo
Wczoraj minus na wykresie. Wiem, wiem, może za wcześnie
co cykl tak jest niestety. Nie nakręcam się, naprawdę. Staram się mysleć o tym jak najmniej. Ale to takie trudne, gdy czuję się spuchnięta, cycki bolą tak jak "wtedy"... codziennie zmęczona... zapewne zakończy się to obfitą @. Już sama nie wiem o co chodzi. W przyszłym cyklu na pewno pójdę na monitoring. Ale ile to jeszcze czasu do następnej owu! 
Zaczyna mnie to męczyć...
Edit
Właśnie prawie się poryczałam w pracy. Poczytałam pamiętnik ciężarnej po 5 poronieniach. Ile emocji w tych wpisach. Szczęście bo jest serduszko, bo bije, bo rusza się.
Jakie to musi być piękne uczucie!
No i się poryczałam.
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego 2017, 23:38
Maluch w porządku. Mierzy tyle, ile powinien, a ja mam wrażenie, że zaokrąglił mi się brzuch (niezależnie od mojego przytycia, które nastąpiło jeszcze w listopadzie, kiedy miałam, jak to elegancko określa młodzież, "wyjebane na wszystko"
Wszystkie badania zalecone przez naprotechnoloa wyszły w porządku, poza białkiem S, które jest w dolnej granicy (62,12 przy normie od 59). Pan doktor zasugerował Acard, więc od dzisiaj go biorę. Wizytę u niego mamy zaplanowaną w Walentynki, czeka nas zatem romantyczna podróż do Skoczowa;) Sama z siebie porobiłam pakiet badań na mutacje (wymaz z wewnętrznej strony policzka) i czekam na wyniki.
Mam lekko podwyższone ciśnienie (przy rozkurczowym w normie), muszę zbadać magnez i potas, bo możliwe, że to z odwodnienia. Męczą mnie mdłości, od czasu do czasu rzygam i mam nawet problem z umyciem zębów. Jedyna chwila w ciągu dnia kiedy czuję się względnie dobrze, to godzina-dwie po obudzeniu (pod warunkiem, że sprawnie zjem śniadanie), a złe samopoczucie, inaczej niż u większości kobiet, nasila się wieczorem. No cóż - to dobrze:) Podobno objawy wcale nie muszą być wyznacznikiem prawidłowo przebiegającej ciąży, ale mnie uspokajają.
Problem ze snem mnie nie opuszcza. Wieczorem padam, a potem się wybudzam i walczę mniej więcej do 4 (jak w tej chwili). Mam przed położeniem się do łóżka brać magnez i pić ziółka. Nie pomaga fakt, ze mój Mąż tragicznie chrapie i jeżeli nie zasnę przed nim, albo się obudzę w nocy, to kaplica.
Nakarmiłam malucha lodami i za chwilę puszczę sobie jakiś serial (w te bezsenne noce sprawdza się "Z pamiętnika położnej" (ang. "Call the midwife") - bardzo, bardzo polecam! i stary hit "Pan wzywał milordzie?"). Zazwyczaj odpływam w trakcie na kanapie i liczę, że i dzisiaj tak będzie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lutego 2017, 02:32
31 tyg. 5 dni
Termin porodu: 2.4, wg usg: 21.3
Syna urodziłam w 37 tyg. Mam nadzieję, że z córką będzie podobnie. Od wczoraj leżę w szpitalu, bo podczas wizyty u ordynatora szpitala, w którym planuję rodzić okazało sięl, że szyjka ma 17 mm i jest rozwarcie. Na oddziale ktg - ok, badanie gin. - rzeczywiście krótka, usg - dziecko rzeczywiście trochę większe niż 31 tyg., waży 2250. Dostałam kroplowke z mg i jakiś zastrzyk w pupę. Leżę. Poza nieywgodnym łóżkiem (wiadomo nie majak swoje
) czuję się ok. Myślę, że pora walki o każdy dzień nadchodzi. I nadchodzi pora całkowitego skupienia się na dzieciach, bo starszy bardzo przeżył, że do szpitala muszę iść - płakał tak, że przed szpitalem wróciłam jeszcze się pokazać mu, że jest ok i wytłumaczyć, że badania będą mi robić, bo czasem tak trzeba w ciąży.
Pora też przestać angażować się w pracę - koniec maili, sms, tel., jeżdżenia i prowadzenia za rękę. Teraz ja. Boże, żeby było dobrze.
30 TYDZIEŃ CIĄŻY !!!
+/- 10 tygodni
+/- 76 dni
Na wadze + 14,6kg
Córeczko już tak niewiele nam trzeba żebym mogła Cię przytulic ! 
7dc
Temperatura wzrosła do 36.51, ale to pewnie przez to, że źle spałam. Poprzednie dni było 36.34, 36.28, 36.66 (po kieliszku wina) także za mały skok na owulację. Test paskowy negatywny, na mikroskopie jak zwykle nic nie widzę. W ogóle nie mogę się polubić z tym urządzeniem, dzisiaj męczyłam się 5 minut z nałożeniem na szkiełko śliny, albo wychodzą bąbelki, albo jest tej śliny za mało i w ogóle jak dla mnie poranna ślina jest zdecydowanie za gęsta i wynik nie jest wiarygodny. Jest o tym nawet ustęp w instrukcji, ale z kolei po południu trzeba odczekać minimum 3h po jedzeniu i piciu. Z jedzeniem nie ma problemu, ale kurde, 3h bez łyka wody? No nie da się 
Wczoraj sprawdzałam mikroskopem 2 razy, z porannej śliny wyszła gęsta struktura i mam wrażenie, że widziałam w niej paprotki, drugi raz sprawdzałam po powrocie z pracy po 2h nie picia, paprotek brak. Dzisiaj nałożyłam ślinę, ale nie miałam czasu odczytać wyniku, sprawdzę w domu przed drugim testowaniem. Daję 2-3 cykle szansy dla mikroskopu.
Śluzu praktycznie brak, chociaż piję siemię lniane i biorę kapsułki z wiesiołkiem. Przy moich nieregularnych cyklach, owulacja może równie dobrze wystąpić 8 dnia, więc staram się zwracać już teraz uwagę na objawy, ale na razie nic się nie dzieje.
Wczoraj planowałam zaciągnąć męża do łóżka, ale w ciągu dnia uszkodziłam sobie dziąsło przy jedzeniu orzecha i tak mnie bolało, że nici z planów.Ech kogo ja oszukuję...no po prostu nie miałam ochoty, jakbym miała, to bym się dziąsłem nie przejmowała i nie zasłaniała.
Ostatnio często mam napady wyrzutów sumienia, że sama zrujnowałam swoją płodność biorąc 10 lat tabletki antykoncepcyjne. No cóż, to może podzielę się moją niezbyt chlubną historią.
W wieku 16 lat poznałam mojego byłego chłopaka. Po kilku miesiącach poszliśmy na całość i zaczęliśmy współżyć. Przy drugim razie pękła nam prezerwatywa, cudem okupionym stratą 300zł na prywatną wizytę udało mi się dostać tabletkę "po". P już wcześniej namawiał mnie na pigułki antykoncepcyjne, ale nie chciałam faszerować organizmu chemią. Po przygodzie z prezerwatywą zdecydowałam, że pójdę do ginekologa i przynajmniej dowiem się, o co właściwie chodzi z tymi pigułkami. Ginekolog uspokoił mnie, że pigułki są teraz inne niż kiedyś, nie mają żadnego wpływu na późniejszą płodność i można zacząć je brać po 4 latach od pierwszej miesiączki (u mnie było to wtedy prawie 5 lat). Dodatkowo opowiedziałam mu o swoich problemach z cyklem, już wtedy miałam bardzo nieregularne miesiączki, cykl wahał się od 17 do 40 dni, okres był też bardzo obfity i bolesny, często miewałam po 5-6 dni krwawienia i dodatkowo kilka dni plamienia przed i po okresie. Ginekolog zapewnił mnie, że pigułki uregulują mi cykl, że można je brać wiele lat bez przerwy i po odstawieniu organizm wraca do normy w 3 miesiące. Dostałam receptę bez żadnych badań, tylko na podstawie krótkiej rozmowy, ale cóż...miałam trochę ponad 16 lat, nie było wtedy tak powszechnego dostępu do internetu, uwierzyłam lekarzowi na słowo. Potrzebna była tylko zgoda osoby dorosłej, ale mój tata od początku wiedział, że zastanawiam się nad pigułkami. Był przeciwny, ale zgodził się, bo nie chciał, żebym zaszła w ciążę w wieku 16 lat, a wiedział, że nie powstrzyma nastolatki przez uprawianiem seksu, kiedy mleko już się wylało.
Tabletki brałam tyle czasu ile trwał mój związek z P, czyli 8 lat bez przerwy, w końcu miałam regularne 28 dniowe cykle, krwawienie trwało 3 dni, koniec stresu z pękającymi gumkami. W tamtym czasie nie chciałam mieć dzieci. Fakt, byłam jeszcze dość młoda, ale też prawie od początku nie za bardzo układało nam się z P. Nie był złą osobą, ale był totalnym lekkoduchem i wiedziałam, że dziecko byłoby całkowicie na mojej głowie. Już po 2 latach byliśmy ze sobą bardziej z przyzwyczajenia, trochę z lęku przed zakończeniem pierwszego poważnego związku. Zamieszkaliśmy razem, kiedy skończyłam liceum, licząc, że takie przejście do związku na pełen etat coś naprawi. Nie naprawiło, kolejne lata spędziliśmy bardziej obok siebie niż ze sobą i w końcu rozstaliśmy się zgodnie ze wspólną decyzją. W tamtym czasie nie czułam żadnej potrzeby posiadania dzieci, byłam zajęta nauką, liceum, studia, potem szukanie pierwszej pracy, mieliśmy mało pieniędzy, nie byłoby nawet nas stać na dziecko, ale też zupełnie go nie pragnęłam. Pochodzę z rozbitej rodziny, wychowywał mnie tylko tata, nie miałam żadnego wzorca macierzyństwa i panicznie bałam się, że ja też, tak jak moja matka, nie będę w stanie pokochać własnego dziecka.
Po rozstaniu odstawiłam pigułki, cykle pozostały w miarę regularne, 26-28 dni. Pół roku później poznałam Bartka, mojego obecnego męża. Po kilku miesiącach wróciłam do brania pigułek, ponieważ nie chciałam zaliczyć wpadki na początku związku. Tym razem zrobiłam wcześniej badania, ale tylko podstawowe badania krwi i cytologię. 6 lat temu wciąż badania hormonów nie były w standardzie, albo po prostu ja trafiałam na takich lekarzy. Po roku związku z B, zaczęliśmy planować zakup mieszkania i wtedy po raz pierwszy poczułam, że jednak chciałabym w przyszłości mieć dzieci, i to nawet więcej niż jedno. Bartek był zupełnie inny, niż P. i czułam, że byłby wspaniałym ojcem. Tabletki brałam 2 lata, w tamtym czasie zamieszkaliśmy w nowym mieszkaniu, a ja zmieniłam pracę. Był rok 2016, kiedy odstawiłam tabletki i zaczęłam na dobre myśleć o dziecku. Postanowiliśmy, że odczekamy jeszcze rok, żeby organizm zdążył się oczyścić z tych wszystkich lat brania pigułek, chciałam też być fair w nowej pracy i nie chciałam na dzień dobry zajść w ciążę (głupia ja). W czasie tego roku poprawiłam dietę, zaczęłam ćwiczyć, zaszczepiłam się na żółtaczkę, odnowiłam szczepienie na błonicę, tężca i krztuśca. Coraz mocniej pragnęłam dziecka, to śmieszne, że tak długo byłam nastawiona na bycie bezdzietną i całkowicie z tym pogodzona, a potem to pragnienie przyszło tak nagle i z taką mocą. Reszta historii jest opisana na początku mojego profilu.
Czasami nachodzą mnie takie głupie myśli, że może niepłodność jest karą za to, że tak długo czekałam, że nie chciałam mieć wcześniej w ogóle dzieci, że zaczęłam brać pigułki w wieku 16 lat i bezmyślnie faszerowałam się nimi przez 10 lat z ledwie roczną przerwą. To prawda, że w tamtych czasach był dużo gorszy dostęp do informacji, ginekolodzy zapewniali mnie, że pigułki są bardzo nowoczesne, mają minimalne stężenia hormonów i nie wpływają w żaden sposób na dalszą płodność, a ja im uwierzyłam, bo tak mi było wtedy wygodnie... Ale w końcu każda z nas popełnia w życiu błędy i nie poddam się bez walki, bez względu na to, czy moje obecne problemy są, czy nie są moją winą.
11dpo
Biel na tescie.. trace nadzieje..
Moja mama odchodzi przez chorobę nowotworową myślałam że będzie miała okazję przytulić wnuka lub wnuczkę do serca. Chyba już nie zdążę. 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.