+/- 65 dni do najpiękniejszego dnia w naszym życiu !!
16,2 kg na + jak tak dalej będzie dobijemy do 25 kg na koniec ciąży 
Pozostało 9 dni do naszego 4.spotkania kochanie ❤ cholernie nie mogę się doczekać. Niby mało A jednak to odległy czas:) i chyba zejdę na zawał przed tym usg prenatalnym.
8t2dni
Mdłości już ustąpiły, cycki też prawie już nie bolą, sygnały ze strony brzucha żadne do mnie nie dochodzą
Mam nadzieję, że to nie jest zły znak. Wiem, że dolegliwości ustępują, ale czy to nie za wcześnie? Spodziewałam się że ustąpią około 12 tygodnia...ech nie dogodzisz;p
21t5d
Ten tydzień to zdecydowanie mieszanka różnych uczuć. Od wielkich radości, aż po odczucie zmęczenia i brak sił na cokolwiek.
Ogólne samopoczucie jak do tej pory od momentu ustania wymiotów bardzo dobre. Ciągnięcia brzucha nie odczuwam, twardnienia również nie, w nocy w miarę możliwości się wysypiamy. Powoli widać po moim brzuchu, że rośniemy
I ruchy dzieciaczków coraz bardziej są odczuwalne. Domyślałam się, że to uczucie jest najcudowniejsze na świecie, ale tego nie da się opisać słowami.
Jedynie co, musimy narazie uważać z cukrem... Robiliśmy już krzywą cukrową i wyniki wyszły:
Na czczo 96 mh/dl
po 1h 143 mg/dl
po 2h 133 mg/dl.
Dla sprawdzenia glukoza na czczo powtórzona dokładnie po tygodniu i wynik o niebo lepszy bo 80 mg/dl. Po cichu liczymy na to, że ten pierwszy wyniki, to jednorazowy wybryk.
10.02 USG Połówkowe.
Maluchy wyglądają na zdrowe. Wszystkie pomiary w jak najlepszym porządku, komory serduszek prawidłowo wykształcone, przepływy prawidłowe. No i czekamy na informację dotyczącą płci dzieciaczków 
Oto nasze maluszki 

Kajetan (448g) i Kornelia (427g).
W dniu 13.02 wizyta u naszego prof. - na wieść o chłopcu i dziewczynce ucieszył się niemalże tak bardzo jak my i stwierdził, że teraz to już w 100% jesteśmy szczęściarzami. I chyba tak naprawdę po jego słowach chyba dopiero to do nas dotarło 
Co do cukru, narazie kazał ograniczyć jedzenie owoców, mam jeść 5 razy dziennie i zrezygnować z białego pieczywa i "ciasteczek" (których akurat i tak nie jadam od początku ciąży, bo na słodkie nie mogę patrzeć, a pieczywo i tak pełnoziarniste).
Kurcze i jakoś od tego badania krzywej cukrowej, nie mam w ogóle ochoty na jedzenie... więc jak tu jeść 5 razy dziennie?
Zapewne niebawem będziemy powtarzać to okropne badanie, ale chyba wolę to niż następne wizyty u następnych lekarzy typu diabetolog. No ale cóż, jak będzie trzeba to będzie trzeba. Narazie cieszymy się z tego co jest 
PS. Poszczęściło nam się, jutro mamy drugie USG połówkowe, tym razem w szpitalu. A co tam, z chęcią popodglądam te piękne maluszki
Wieczorem Walentynki spędzimy przy romantycznym filmiku popijając winko 
64 dc
3 cs
Byliśmy dziś z mężem u mojego ginekologa i w końcu już coś wiemy. Oto zalecenia dla nas:):
JA
1. Choroba Hashimoto- dostałam na to Euthoryx N50 (1 tabletka dziennie na czczo).
2. Insulinooporność- dostałam na to Glucophage XR 500 mg (1 tabletka na noc).
3. Konsultacja u endokrynologa- jutro będę dzwonić do tej lekarki, którą mi polecił doktor. Przed wizytą u niej mam zrobić badania TSH i FT4.
4. Wprowadzenie diety.
5. Mogę przestawić się na Ovarin jeśli wyjdzie to finansowo korzystnie. Na razie nadal będę brać Inofem bo mam go jeszcze trochę
.
MĄŻ
1. Stwierdzenie obniżonej płodności nasienia i dalsza diagnostyka w tym kierunku czyli posiew z nasienia- też będę jutro go umawiać na to.
2. Badania hormonalne- FSH, LH, Testosteron, Estradiol, PRL, AFP, Beta-HCG.
3. Konsultacja urologiczna- z wynikami z powyższych badań.
4. Wprowadzenie suplementu diety ProFertil 2 tabletki dziennie przez 3 miesiące.
5. Rzucenie palenia, spożywanie więcej ryb, unikanie czerwonego mięsa, unikanie przegrzewania jąder.
Także czekają mojego męża jeszcze badania no a ja zaczynam brać leki. Jak zrobimy wszystkie te badania i skonsultujemy się z lekarzami to wtedy wracamy do niego
. Kasy na to pójdzie ale jakoś damy radę
.
35t4d
No i po lekarzu. Takich historii się nie spodziewałam! Nie mam szyjki, doktor dotknął palcem główki małej. Skurcze jakieś dziwne wychodziły na KTG. Ja miałam ciśnienie 152/88. A mała tętno między 150 a 200. Doktor powiedział, że on obstawia, że urodzę jutro albo pojutrze. Kazał się umówić na następny tydzień. Umówiłam się na 23, ale on powiedział, że raczej się nie spotkamy....
Przepakowałam torby. Przygotowałam łóżeczko. Czekamy.
Ale się nabawiłam głupoty chyba, mam jakieś problemy sama ze sobą. Jest 3 w nocy a ja nie mogę spać bo ciągle myślę że jestem chora na raka...chyba problemy urosły i pora coś z tym zrobić
meczy mnie to, nie pozwala cieszyć się życiem, ciążą, bo ciągle o tym myślę...pora chyba wybrać się do psychologa
18 dc - dzień, w którym najczęściej mam owulację... I dzisiaj najbardziej pozytywny test owulacyjny, jestem niemal pewna owulacji dziś: w Walentynki.
Nie próżnujemy, sercujemy, więc jeśli dzisiaj również
, to jestem na 80% pewna, że się uda... magia Walentynek musi zadziałać. A jeśli nie? No, cóż, wstępnie starania odłożę do czerwca.

Czas pędził jak szalony, w natłoku obowiązków związanych z pracą nie zdążyłam, czasami nie pamiętałam kupić witamin. Tepmeratury nie chciało mi się mierzyć. Oby kolejne 2 tygodnie też tak zleciały, żebym nie miała czasu rozmyślać... bo nie znoszę 2. fazy cyklu, nie lubię czekać na testowanie
ten tydzień w pracy będzie luźniejszy, zasłużony odpoczynek, ale tylko jednego chcę... by czas leciał, a się nie dłużył 
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lutego 2017, 19:26
18 dc - dzień, w którym najczęściej mam owulację... I dzisiaj najbardziej pozytywny test owulacyjny, jestem niemal pewna owulacji dziś: w Walentynki.
Nie próżnujemy, sercujemy, więc jeśli dzisiaj również
, to jestem na 80% pewna, że się uda... magia Walentynek musi zadziałać. A jeśli nie? No, cóż, wstępnie starania odłożę do czerwca.
[img]http://img.liczniki.org/20170214/cykl_luty-1487096343.jpg[i/img]
Czas pędził jak szalony, w natłoku obowiązków związanych z pracą nie zdążyłam, czasami nie pamiętałam kupić witamin. Tepmeratury nie chciało mi się mierzyć. Oby kolejne 2 tygodnie też tak zleciały, żebym nie miała czasu rozmyślać... bo nie znoszę 2. fazy cyklu, nie lubię czekać na testowanie ten tydzień w pracy będzie luźniejszy, zasłużony odpoczynek, ale tylko jednego chcę... by czas leciał, a się nie dłużył[/img]
Totalny dołek. Już mam dość samej siebie . Cały czas staram się czymś zająć, ale mimo wszystko, co chwilkę oglądam wykresy kobitek którym sie udało , pamietniki zakończone zieloną tabelką i przeniesione na fioletową stronę . Mam wrażenie ,że jeszcze długi czas nie doczekam się dwóch kreseczek . Ehhh . Najgorsze są dni kiedy całkowicie tracimy nadzieję . Mam nadzieję , że moja kochana siostrzyczka czuwa tam z góry i pomoże spełnić największe pragnienie . Czuję się okropnie zmęczona
Walentynki - termin porodu Stasia... Teraz czuwa nad młodszą siostrą ?
ale na razie bez nastawiania się na płeć, dla pewności poczekam do połówkowych.
Dziś USG z poczatku stresujące później cudowne 
Przez brzuch za wcześnie i trochę stracha już miałam bo nie widziałam mojego szkraba. Ale już USG waginalne ukazało pięknie bijące serduszko i naszą małą tancereczkę
znów wyginała się i machała, rączkami i nóżkami - no po prostu cudo 
Po krwiaku została mała szczelina niczemu nie zagrażająca 
Ta ciąża jest cudem, naszym wymarzonym szczęściem 
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lutego 2017, 20:52
Jedna z klinik zorganizowała ostatnio akcję wspierającą swoich pacjentów. Bardzo fajna akcja, naprawdę. Nawet bym uwierzyła i pewnie po obejrzeniu spotu zakręciłaby mi się łezka w oku ze wzruszenia, gdyby nie fakt, że znam tę klinikę i uciekłam z niej w podskokach. Pozostaje mieć nadzieję, że to tylko warszawski oddział jest tak nędzny, a reszta naprawdę się przejmuje i "jest dumna ze swoich pacjentów." Do akcji zaproszono rzeszę blogerów, aby się w temacie wypowiedzieli, a którzy to blogerzy nie zawsze są personalnie z tematem związani. Czyta się więc te wpisy i krew człowieka zalewa. Ogólne przesłanie jest - nie wstydź się i rozmawiaj o niepłodności. Dobre sobie! Ja też kiedyś myślałam, że należy o tym mówić, bo czemu by nie? Choroba jak każda inna. Skoro o nowotworach się mówi otwarcie, to czemu by nie mówić otwarcie o problemach z zajściem w ciążę? Otóż, na własnym przykładzie już wyjaśniam. My na początku powiedzieliśmy o naszych problemach najbliższej rodzinie. Bez szczegółów, tylko że jest problem i będzie leczenie. Wszyscy trzymali kciuki, dopytywali. Jak powiedzieliśmy o in vitro zrobiło się trochę gorzej. Rodzina Męża jakby zapomniała o temacie, a moja mama na słowo "in vitro" odwraca głowę, zmienia temat, a ostatnio nawet stwierdziła, że "po co to chodzenie po tych lekarzach, lepiej się pomodlić do Bozi". Wydawałoby się, że to taka nowoczesna kobieta! Jeśli chodzi o znajomych, to jedni, o których już pisałam, kazali się modlić, adoptować i przestali się odzywać, a my w sumie do nich też. Kolejni sami mieli problem z zajściem w ciążę i wtedy też rozważali ivf, jak się okazało, że dziewczyna zaszła w ciążę po lekkiej stymulacji, temat przestał istnieć, bo jej mąż wspomniał, że ivf to złooo. Skoro zło, a nas ivf dotyczy, to nie rozmawiajmy. No, ale punkt widzenia, jak wiadomo... Mam również koleżankę, która odzywa się do mnie mniej więcej co 3-4 miesiące żeby sprawdzić, czy już jestem w ciąży i czy po ivf. Czuję się jakby sobie na mnie badania naukowe prowadziła. Są też inne osoby, ale one w sumie to mają wywalone na nasze leczenie i problemy płodnościowe i to mi chyba najbardziej odpowiada - wiedzą, ale są neutralni, wysłuchają, ale nachalnie nie dopytują. Nie odczuwam z ich strony żadnych negatywnych ani pozytywnych emocji, nie czuję jakby mi zaglądali pod kołdrę. Podsumowując, ja na mówieniu o niepłodności mocno się sparzyłam i zawiodłam, więc ta cała akcja pod szumnym hasłem "porozmawiajmy o niepłodności" sprawiła mi tylko wiele nieprzyjemności. Ja wiem, że to społecznie dobre, bo przyszłe pokolenia będą miały łatwiej, bo wtedy społeczeństwo będzie już bardziej świadome i otwarte, ale mam to w dupsku i mówić nie będę! O! Tak sobie musiałam pokrzyczeć.
***
Update potransferowy - wczoraj zaczął boleć brzuch, ciągnął niemiłosiernie, więc spędziłam prawie cały dzień w pozycji horyzontalnej. Doświadczyłam też mikrego plamienia. Dziś nadal trochę pobolewa, ale już jest lepiej. Pożeram więc no-spę i wmawiam sobie, że to Zarod tam szaleje.
Byłam na usg w kierunku PCO/PCOS i sprawdzeniu przepływów w tętnicach macicznych. Mam 5 dc. Prawy jajnik 10 małych plus 1 już rosnący, dziś o wymiarach 14 mm; lewy jajnik 9 małych i 1 rosnący, dziś o wymiarach 13 mm. Paśnik mówił, że po szczepieniach cykle mogą się rozjechać. No, ale żeby aż tak!!! Śluz płodny 5 dc, jajka 13 i 14 mm?!?!?!?!
Pytanie lekarza wykonującego usg - czy były u Pani w rodzinie bliźniaki? No tak się składa, że mam młodsze rodzeństwo i są bliźniakami. Endometrium 7,18 mm. Przepływy prawidłowe. Hm. No, po pierwsze od 12 pęcherzyków w jajniku przyjmuje się PCOS. Ja mam na granicy. Po drugie: już rosnące jajeczka? Ostatni cykl trwał 24 dni. Super krótko, nawet jak na mnie. Ten zaczął się dziwnie - nic mnie nie bolało, żywa krew dwa dni, trzeciego dnia plamienie, czwartego dnia kropka brązowego śluzu, dziś nic.
Kobieta stwierdziła, że być może u mnie lepiej byłoby wykonać to badanie 3 dc, przy tak krótkich cyklach to może mieć znaczenie, niemniej to jest po prostu życie i pewnych rzeczy nie dostosujemy do czasu pracy gabinetów lekarskich.
Jak jej troszkę naszej historii opowiedziałam, to zasugerowała, żeby może spróbować transferu zarodków w 3.dobie, że może w macicy miałyby lepiej. No i zasiała ziarno niepewności... Mężuś jest zdecydowany na 5 dób. Ostatnio wspominałam o 3. dobie, to stwierdził, że za duże ryzyko, bo przy naszej procedurze to 2 z 3 po 3.dobie nie przetrwały. I że wtedy zarodek trafia do macicy za wcześnie i macica może być nie gotowa (hasło pinopodia: czyli takie jakby wypustki, które w szczytowej formie są 12 godzin na endometrium i wtedy właśnie mamy "okienko implantacyjne").
O pęcherzykach opowiedziałam koleżance z grupy wsparcia, od której mam namiar na Jerzak. I ona mi powiedziała, że zgodnie z "wytycznymi" Jerzak będę mieć stwierdzone PCOS, bo ona miała stwierdzone przy 8 pęcherzykach w jednym jajniku i 4 w drugim.
Przy okazji będąc w stolicy zrobiliśmy sobie badania wirusologiczne przed ivf z programu dofinansowania. Słuchajcie, to cudowne uczucie móc zapłacić za całą wirusologię (z krwi, posiewów nie robiliśmy) nas obojga 126 zł
cudowne! Jednocześnie dowiedzieliśmy się, że zakwalifikowanie do programu nie gwarantuje kasy na udział w programie. Dopiero sam udział w programie, czy też poszczególnej części (np. stymulacja) gwarantuje udział w programie na tą właśnie część. My dalej nie zdecydowaliśmy, czy zostajemy w "naszej" klinice, czy korzystamy z dofinansowania.
Rano u nas zrobiłam sobie TSH (dla lekarza z programu dofinansowania), glukozę (dla własnej wiedzy), hemoglobinę glikowaną (dla lekarza prowadzącego z "naszej" kliniki). TSH 1,27
no pięknie, glukoza 90. I co ja mam zrobić? Cały weekend dbałam o prawidłowe jedzenie, o indeks glikemiczny i indeks insulinowy. I znowu wyszło 90. A to wartość graniczna. I lepiej byłoby mieć mniej. Za to hemoglobina glikowana 5,8% przy normie od 4 - 6,8%, to chyba trzeba się cieszyć?
W innych kwestiach życiowych: brakuje mi dziecka i czasem sobie popłaczę z tego powodu. Jednocześnie pojawia się tyle życiowych okazji, że zastanawiam się, czy to czasem nie są znaki od Opatrzności - "Heja, to ja, Opatrzność, a Twoje życie to trochę tak w tą stronę skręcimy, a o dzieciach pomyślimy za jakiś czas (o ile w ogóle), więc się nie martw (tak bardzo), tylko chodź, bo mam pewien pomysł". No i te pomysły wyglądają następująco:
- zawody wspinaczkowe - są organizowane - "Krąs, może weźmiesz udział?" - "Ale mi się nie chce" - "Zapomniałem, że z Tobą trzeba inaczej: przychodzisz na ścianę - zawody są obowiązkowe" - "Ah, no dzięki... a jak mi data nie pasuje? - "Zmień plany" (zawody wypadałyby około 4-5 dnia stymulacji);
- wyjazd w lutym do Hiszpanii - wspinaczkowy, z kilkoma osobami na 10 dni - "Kurde, fajnie, ale może bym Mężusia zabrała?" - "A on się wspina?" - "Wiesz dobrze, że nie, ale jednocześnie żaden wyjazd bez niego by się nie udał. Jest naszą siłą sprawczą, naszym szerpą, kierowcą, kucharzem, umilaczem czasu, rozśmieszaczem i kibicem" - "To przemyślcie to, macie tydzień czasu"
- warsztaty z jogi, co by poszerzać swoje horyzonty, rozwijać się i być może być kiedyś nauczycielem jogi - "Krąs, są warsztaty w listopadzie, może masz ochotę, weekendowe" - "Weekendowe??? Nooo, ale wiesz, że ja Mężusia widzę tylko w weekendy!" - "To go zabierz ze sobą!" - "No nie żartuj, on naprawdę ma cierpliwość do mnie i moich pomysłów, ale dwa dni pod rząd po 8-10 godzin jogi, nieeeeee, znam go, nie wytrzyma, obrazi się, będzie marudził, nie będę miała z nim życia i potem będzie, że on >>wszędzie jeździ, gdzie tylko coś dziwnego jest i robi wszystko<<".
W przyszły wtorek wizyta numer dwa u Jerzakowej. Póki co doszkalam się z PCOS i insulinooporności oraz z tego, jakim cudem metformina poprawia jakość owulacji u pacjentów z PCOS. Bo nie ogarniam. W międzyczasie akupunktura, chlamydia PCR oraz czystość pochwy.
Dziewczyny, jeśli chodzi o moją mamę to narazie jest dobrze. Doszła do siebie. Teraz czeka ją jeszcze terapia jodem. Paskudna sprawa, tydzień w szpitalu na oddziale zamkniętym, kontakt z ludźmi ograniczony do niezbędnego minimum. W związku z tym, że jod, który przyjmie jest radioaktywny, po wyjściu ze szpitala niewskazany jest kontakt z dziećmi i kobietami w ciąży. Będzie bardzo trudno odizolować ją od Kornesi. One za sobą tak przepadają, że nie wyobrażam sobie jak to przetrwamy. Ta relacja jest dla mnie jakaś magiczna, niewiarygodna. Uśmiech od ucha do ucha, błyszczące oczy, a czasem aż pisk na widok babci. Do nikogo się tak nie tuli, nawet do mnie. Nikt tak szybko nie uspokoi w płaczu, ani nie uśpi kiedy nie może zasnąć. No coś niesamowitego. I jak tu je rozdzielic?
Cóż za piękna pogoda za oknem. Czuć już powoli zbliżającą się wiosnę, aż chce się żyć
i od razu myśli są lepsze, wędrują w dobrą stronę...
Będzie dobrze, prawda? Przecież w końcu musi być dobrze...
11dc
Nadal chodzę półprzytomna i ziewam ale to pewnie dlatego,że wczoraj poszłam bardzo późno spać plus winko do tego no i mam za swoje.Dzisiaj postaram się pójść spać troche wczesniej niż zwykle.Temperatura mi podskoczyła ale to pewnie od wczorajszego picia 
Im bliżej do badania tym więcej strachu i obaw we mnie...wiem wiem pieprzona pesymistka ze mnie ale tak cholernie się boję ze ten cudowny czas się skończy...ehh czy to już tak będzie cały czas? mam nadzieję ze nie, może z każdą wizytą będę spokojniejsza a jak poczuje ruchy dziecka to już w ogóle...marzę o tym;)
...
Właśnie zapisałam mężulka na rozszerzone badanie nasienia. Małymi kroczkami zbliżamy się coraz bardziej do naszego maleństwa... Oby to była prawda.
Witajcie .
Kochane babeczki . Mam nadzieję,że poznam tu kilka kobitek , które dobrze wiedzą co to znaczy brak cierpliwośći, (nie) czekanie na @ i szukanie każdego dnia tych najważniejszych objawów, a wiem ,że jest nas tu ogrom . Potrzebuję jakiejś dobrej duszyczki , która szepnie parę słów
Mężowie niestety nie zawsze rozumieją co przechodzimy w takim okresie wielkiej niewiadomej .
Aktualnie 22 dc . OVU pokazuje ,że owulacja była w 19 dc , jednak ciężko mi uwierzyć bo test owu robiony 16dc i pozytywny. Dodatkowo w tym dniu ból prawego jajnika i ogólnie się dziwnie czułam . No ale cóż zobaczymy kto ma rację
Równe 10 dni do @ . Obiecałam sobie , że nie tykam żadnego testu póki nie nadejdzie dzień kiedy ma wystąpić@ . Mimo to już zaczynam się nakręcać . Strasznie pobolewa kręgosłup , każda herbata czy woda automatycznie zostaje wyrzucona dolną cześcią ciała . Temperatura na razie dość wysoka
Totalnie zaburzony rytm snu . Idę spać o 2 wstaję o 10 . Ból głowy tragiczny. Ale po każdych objawach mój rozsądek póka mnie w czuło i mówi ; ,,kobito jak tak dalej pójdzie to za parę dni zaczniesz czuć ruchy dzidka w brzuchu , więc się ogarnij i nie wkręcaj sobie" I ma rację
Nastawiona już jestem ,że w następnym cyklu będę bardziej systematyczna jeśli chodzi o godzinę mierzenia temperaturki i pomału zamawiam już testy owu
@ jak masz przyjść to przychodz szybko ale tak szczerze to wolałabym się narazie nie spotykać

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego 2017, 00:59
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.