Ciąża zakończona 18 lutego 2017
Gosia urodziła się zdrowa ❤
Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lutego 2017, 22:37
Skończył się okres. Mówiłam sobie ze jak się to stanie to rozpoczniemy starania. A ja się najnormalniej boje, że nic z tego nie wyjdzie, że znowu nam się nie uda. Znowu zaczynam myśleć o staraniach a dobrze mi było bez tych myśli.


Moje duże dziecko !!
Będzie co na rękach nosić 
Hej.
Ponieważ mam tu kilka kibicek
postanowiłam trochę naskrobać na szybko żeby opowiedzieć krótko co tam u mnie 
Wciąż żyję, wciąż walczymy choć ostatnio ograniczyło się to do biernego czekania. Poprzednie dwie procedury wypstrykały mnie z urlopu więc czekałam na 2017 aż znowu będę mogła wyjeżdżać.
Zmieniliśmy klinikę na Novum, nie dlatego że mam coś do Bociana ale Bocian nie dał rady 3 razy więc czas dać szanse komuś innemu. Być może popełniliśmy gruntowny błąd na wstępie bo lekarkę wybrałam z przypadku, na zasadzie kto tam pierwszy ma wolny termin. Padło na Łukasiewicz Monikę. No nie wiem, zobaczymy.
W międzyczasie zrobiliśmy kariotypy - zdrowi jak ryba (powiedzmy)
Mam też zrobić (głównie z ciekawości bo nie zawadzi) histeroskopię. Jeśli problem jest w moich komórkach to żadne cuda wianki, badania, czy genialni lekarze nam i tak nic nie powiedzą, nic nie poradzą dlatego ciekawa jestem jak będzie teraz.
Mamy miesiąc opóźnienia i zamiast jednego miesiąca wyciszenia na antykach, będą dwa bo po drodze załapałam grypę, zapalenie krtani i grzybicę pochwy.
Na razie się leczę. Za ok. dwa tygodnie zrobię histero. A w połowie marca wizyta startowa - jedziemy po leki stymulujące.
Ostatnie bezczynne pół roku było okropne. To straszne jak bardzo przyzwyczaiłam się do tego, że moje życie obraca się w okół starań i procedur ivf. Do tego stopnia, że gdy trzeba było się zatrzymać nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. To pewnie dlatego, że nie robię nic innego od ponad 3 lat...
Depresja dość głęboko zajrzała mi w głowę. Nie lubię takich okresów bo wiem, że wtedy jestem groźna dla siebie samej...
Byłam raz w ciąży. Poroniłam, ale na chwilę byłam. Na krótką chwilę.
Uwielbiam czepiać się tej historii i często ją sobie opowiadam, wspominam. Rozczulam się i przypominam sobie jakie to były piękne dni nieuświadomionej ciąży, jak bardzo byliśmy zszokowani i szczęśliwi później. Rozczulam się nad tym, że po 3 ivf pojechaliśmy do Lichenia modlić się o ciążę. Pojechałam tam będąc już w ciąży...nie wiedziałam.. Dziecko było ze mną cały czas, w aucie gdy jechaliśmy, podczas zwiedzania, klęczenia, gdy jadłam flaczki na obiad i szukałam odpowiedniego magnesu na lodówkę. Żyło w mojej macicy podczas swojej pierwsze i ostatniej zarazem wycieczki.
To mnie nie zasmuca, to mnie cieszy, mam co wspominać. Czasem powiem do mojego A : "a pamiętasz jak kiedyś byłam w ciąży?". Nie wiem jak takie historie przeżywają inne kobiety. Ja to rozłożyłam na czynniki pierwsze, tak mało mieliśmy wspólnego czasu.
Teraz już wiem jak się powinnam modlić, nie o ciążę tylko o dziecko.
Oczywiście wymyślam w swojej głowie różne wersje zdarzeń, myślę o tym co będzie jeśli znowu się nie uda, próbuję ustalać z A plany B i C. Ale on nie chce za bardzo słuchać i gani mnie za to, że zamiast myśleć pozytywnie to zakładam najgorsze. Ma racje w sumie.
W tym roku zaplanowaliśmy sobie fajne wakacje ze znajomymi. Szukałam hoteli jak głupia. A jak już wszystko zostało ustalone i zaklepane to nagle mi padła pewna myśl "Zaraz, zaraz, przecież w tym roku będę w ciąży więc po cholerę się tak ścierałam z tym szukaniem."
Mam nadzieję, że na te wakacje jednak nie pojedziemy.
:*
Już miałam nadzieję , że zaczynam nad sobą panować . Oswoilam się z myślą , że moja bliska przyjaciółka jest w 9 tygodniu . Cieszę się . Starali się prawie 9 miesięcy więc jakby nie patrzeć też kupa czasu . Piątek spędziłam bardzo miło bo małżonek wyciągnął mnie na imprezę że znajomymi więc nie miałam czasu za bardzo myśleć . Ale sam wieczór bez fajerwerków . Wypiłam jedno piwo bo stwierdziłam , że nie ma co dzielić skóry na niedźwiedziu jak tak naprawdę tego niedźwiedzia nie ma
Ale nawet nie dopilam do końca rozbolala mnie głowa i nie poszłam już na parkiecik. Chyba się już nie nadaje na takie imprezy . Zestarzalam się
Czyli można się zestarzeć w wieku 21 lat ? Można ? można !
Wydarzyło się też coś bardzo ważnego w życiu moim i mojego męża . Odezwali się z upragnionej pracy . Jednak jak dla nas to prawie pół Polski od naszego miejsca zzamieszkania . Bo jesteśmy z okolic Rzeszowa , a praca jest w Katowicach . No cóż ... W środę ma rozmowe i wszystko się wyjaśni czy czeka nas przeprowadzka czy narazie bez zmian . Zdenerwowalam się dziś na szanownego męża . Bo teściowa się wysypala że nasza kuzynka jest już w 5 miesiącu ciąży . Luby wiedział od tygodnia . Mówi że nie chciał mnie martwić bo i tak chodzę smutna . Przykro się zrobiło . Bo wszyscy brali slub później od nas a już noszą pod serduszkiem malizny . Boziu pomóż . Mam nadzieję że Twój plan jest taki jak mój , ale jak to mówią :,,Jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga powiedz mu o swoich planach.'' Objawów nie wymieniam . Jak coś zakluje czy zakręci czymś w brzucholu to odrazu mi serce staje , ale oobiecałam sobie , że jeśli @ nie przyjdzie to dopiero testujemy . Ściskam mocno każdego kto tu do mnie zagląda bądź przypadkiem się zakradnie
Leżę w łóżku z gorączką. Na razie najwyższa, którą odnotowałam to 37,6, ale i tak męczę się okropnie
po poprzednim transferze było to samo
może mój organizm nie chce tych zarodków i tak mi robi
gorączkę zbijam jak tylko się pojawia i modlę się żeby tylko nasz Zarod się od tej temperatury nie ugotował
jestem załamana ;(
Na razie jestem w szoku!
Od miesiąca czekam na dzisiejszą wizytę u Gina - miałam zapytać o monitoring owulacji itp. No to idę z info, że mam dwie kreski na teście
Przeznaczenie?
jakos nie mam weny na pisanie.
za mna 6cio dniowy wyjazd bez Oli.
tat spisal sie na medal. Ola tylko czasem darła sie : "maaaamaaaaaa". ale to sporadycznie. byla lekko osowiala, bo tesknota byla. ale bardzo duzo pomogla tu rutyna do zlobka. za dnia sie nie nudzila, zna otoczenie i byla radosna. troche marudna wieczorami, ale spodziewalam sie tego.
gdy wrocilam nie wiedzialam jaka bedzie reakcja. zakladalam rozne scenariusze, ale tego nie przewidzialam. jak tylko weszlam do drzwi, Ola sie usmiechnela. wyciagnela do mnie raczki, ale zanim sie przytulila przygladala sie mojej twarzy, upewniajac sie, ze to ja. po chwili znowu sprawdza i patrzy na mnie i sie przytula. robila tak jeszcze kilka razy w ciagu dnia. przeurocze to bylo. nie nosi natomiast zadnych sladow traumy. uspokoila sie i spi dluzej w trakcie drzemek. wszystko wrocilo do normy.
w ciagu tygodnia zaczela wiecej gadac po swojemu. jakies nowe dziwne chinskie slowa
urocza jest. i zaczyna byc bardzo samodzielna. mozna dac jej talerzyk i niesie do lawy, gdzie ma postawiony taborecik. niestety nie chce siedziec w foteliku przy stole. w koncu juz jest dorosla
ona ma swoj taborecik i swoj stolik
przepieknie je lyzeczka zupy roznej gestosci. jednak jedzenie widelcem jest problematyczne. stara sie nim jesc jak lyzczka, czasem tylko skuma, ze trzeba nadziac. poza tym mozna jej juz wydawac drobne polecenia. typu zniaes bluzeczke do swojego pokoju. chodz umyc zabki. itd. przesmieszna jest, kiedy zje swoje danie i bierze talerzyk i wrecz biegnie do kuchni wyciagajac raczki do blatu - to znaczy, ze ma byc dokladka 
w wozku zaczyna nie chciec siedziec. w trakcie spaceru sie buntuje i ona bedzie chodzic. sama. oczywiscie w kierunku totalnie przeciwnym. strasznie mnie to irytuje, szczegolnie, ze z 40 min zrobily sie 2h na jedno wyjscie jak postanowi wedrowac .... ehhhhh. tylko cierpliwosc nas uratuje 
w zlobku jest super. ponoc jedyne dziecko ktore nie placze w ciagu dnia (nie liczac rozstan, bo jak ja ja odprowadzam, to niezmiennie dramat). bardzo sie ciesze z podjecia tej decyzji, aczkolwiek boje sie kolejnej fali chorob. teraz leci trzeci tydzien jak chodzi ciagiem... caly okres wczesniej od adaptacji do 3 tyg temu byly przeplatane choroby. podobno dzieci w jej grupie teraz kaszlace i zasmarane. tylko czekam, az sie zacznie u nas. choc od 3 tyg podaje syrop na uodpornienie. podobno kladzie na lopatki wszystkie nowoczesne wynalazki. 5ml syropu zawiera: Imunoglukanu (beta-(1,3/1,6)-D-glukan) 50mg, witaminy C 50mg (62,5%). polecony przez farmaceutke, ktora ma dwoje odchowanych dzieci, gdy konsultowalam jaki tran kupic. ponoc wymiata na dluzsza mete i ma bardzo naturalny sklad. takze licze na to, ze nam pomoze jakos przetrwac.
ciesze sie, ze wrocilam, ale odpoczelam tez i na nowo ucze sie cierpliwosci w niektorych sytuacjach.
Wczoraj wizyta kwalifikujaca do IVF w klinice Parens Krakow
Bardzo fajny dr. Janeczko. Spokojny, konkretny, cierpliwy na moje tysiące pytań. Musimy powtórzyć badanie nasienia bo po gorączce 4 tyg poprzednie wyniki robione wiec sa do śmieci. wiec na początku marca mamy powtórzyć wraz z bardziej szczegółowymi badaniami - chromatyna i wiazanie z hialuronem. A ja mam jeszcze miec histeroskopie, co oznacza jeden miesiąc w plecy bo histero robi sie zaraz po okresie. Cos wypatrzył w macicy, jakies zmiany wiec to histero to zbada i ewentualnie usunie.. dupa.. zmin żadnych wczesniej nie było
znowu jakas przeszkoda.
Bede miała krotki protokół
, pecherzyki w jajniku mu sie bardzo podobały. Badanie nasienia robimy żeby dobrać najlepsza metodę.
Czyli tak, w 2017 roku mama nie zostanę, bo w marcu dopiero histeroskopia wiec w kwietniu chyba ivf. Z plusów bejbik nie bedzie miał urodzin w grudniu 
A teraz tak na podrasowanie emocji...
11dc. Te "zmiany" w macicy to moze byc ciąża.. bo wyglada to jak pecherzyk....... Hehehe
śmieje sie bo takie cudy mi sie nie zdarzają, no ale wyslal mnie od razu na betahcg. Ale z wyliczeń to musiałby byc 5 tydz (pecherzyk czy to cos ma 0,41cm), a nie mieliśmy wtedy przytulnek. Po przytulankach mógłby to byc koniec 4 tygodnia (ale to chyba za wczesnie na pecherzyk), albo 6 - a to za mały by był wtedy pecherzyk. Chyba ze plemniki przetrwały tydzień. Ale endometrium miałam przeciez badane wczoraj i w niedziele i było 7mm wiec na ciąże to zdecydowanie za mało.
Wynik za 3h. Poprosiłam na cito, bo biore antybiotyk na tego dziada paciorkowca.
Ale nie ma co sie ekscytować bo to znając moje szczęście jakas endomenda a nie ciąża
Edit:
Beta <0.1. Cudu brak. Ale jest plan i będziemy działać!
Aha, ważna sprawa. W wymazie wyszedł mi paciorkowiec z grupy B. Dziada trzeba sie pozbyć do rozpoczęcia procedury..
Dostałam antybiotyk, globulki, M żel i heja. W tydzień powinnismy go zwalczyć. Tylko ze w międzyczasie bedzie owu wiec trzeba bedzie dobrze rozplanować kiedy przytulanki a kiedy globulki 
18.02.2017
Jestem oficjalnie zaręczona, jest pierścionek

7tydzien
Wg.Belly 8
Mdlosci,mdlosci I jeszcze raz mdlosci.
Wczoraj jak mnie zlapalo nad ranem.to znowu puscilo jak usnelam. Wszystko jest dobrze do momentu kiedy czegos nie zjem.
Schudlam dwa kilogramy. Jutro wizyta pierwsza. Boje sie.
Odrzuca mnie na widok miesa,nie ma opcji nawet bym przelknela kanapkie z szynka. Za to ogromna chec na ser topiony w plasterkacj I cytrusy. Dzis na sniadanie wszystko mnie odrzucalo.. wygralo pol kilograma mandarynek. Sok pomaranczowy moge pic litrami no i posmakowala mi znienawidzona przed ciaza cola,ktorej staram sie unikac. Narazie o ciazy wiem tylko ja I moj partner I przyjaciolka.
Dzis mamy zamiar poinformowac rodzicow. W sumie..moj luby ma zamiar . Ja jestem przeciwna temu az do momentu kiedy zobacze serduszko. No I stresa mam przed oznajmieniem tej cudownej nowiny,mimo ze kiedys juz mialam okazje oznajmiac ,ale tamta ciaze poronilam... moze I teraz lepiej nie zapeszac ?
Kolo godziny 21 jestem strasznie padnieta. Pocieszam sie za nadal plamien nie mam ,a bol brzucha I pachwin przeszedl.
Skarbie musi byc dobrze, wierze w to co raz bardziej.
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lutego 2017, 11:52
Nie ma nic. Ani okresu ani ciąży. Wczorajszy test był o czułości 20 mIU/ml. Dziś o 6 zrobiłam test 25 mIU/ml i negatyw. Poszłam spać dalej i o 10:30 zrobiłam kolejny tym razem najbardziej czuły jaki miałam...10 mIU/ml. No i jak ten też jest negatyw to obstawiam jakiś błąd testu wczorajszego. Czekam na @. Nie uczę się na poprzednich błędach i znów dałam się ponieść emocjom. Głupia ja. Rozczarowanie.
Nie ma nic. Ani okresu ani ciąży. Wczorajszy test był o czułości 20 mIU/ml. Dziś o 6 zrobiłam test 25 mIU/ml i negatyw. Poszłam spać dalej i o 10:30 zrobiłam kolejny tym razem najbardziej czuły jaki miałam...10 mIU/ml. No i jak ten też jest negatyw to obstawiam jakiś błąd testu wczorajszego. Czekam na @. Nie uczę się na poprzednich błędach i znów dałam się ponieść emocjom. Głupia ja. Rozczarowanie.
Dziennik pokładowy:
135 dc, 20 tydzień - whoop whoop!
Czuję wyrzuty sumienia w związku z tym, że przychodzę do Was, daję się tak bardzo ponieść emocjom i pod wpływem każdorazowego życiowego zakrętu wybucham literkami i opisuję rzeczy, które pewnie mało kogo obchodzą. Już nie płaczę i nie histeryzuję, ale myśl o tej decyzji nie daje mi spokoju. Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych wystarczyłoby dostać pozytywną decyzję z banku i wzięłaby kredyt nawet nie czytając do końca umowy, ale mnie ciągle swędzi pod czachą, że pomimo godzin spędzonych na czytaniu poradników finansowych dla leszczy popełniłam tyle błędów pod rząd. Obecnie zachodzę w głowę, jak tu mimo wszystko wynegocjować trochę bardziej korzystne warunki, choć nie jest to łatwe i w sumie już skończyłam robić rozeznanie, bo od tych wszystkich fachowych pojęć pęka mi łeb i stanęłam na etapie "kurna, ja już nie wiem - walę to!". Wiem, że na nikim nie robi wrażenia, kiedy powiem "Rata mniejsza raptem o stówę", albo "Marża obniżona o 0,1%", ale w praktyce to są tysiące, lub nawet dziesiątki tysięcy oszczędności, i jeżeli mogłabym je zatrzymać w portfelu dzięki dobrej negocjacji, to zrobię wszystko. Wspominałam Wam kiedyś, że zawartość mojej szafy wygląda jak dary dla powodzian i chciałabym już skończyć ścibolić przez całe życie? No. Boli mnie tylko, że bardziej chyba zależy na tym mi niż mężowi, który już deleguje na mnie latanie do pośrednika, bo on taki biedny i zarobiony. No wkurza mnie to. Bo wychodzi na to, że obietnica odciążenia mnie, jeśli chodzi o kwestie finansów, była totalnie bez pokrycia.
Ok, obiecuję, że dopóki sprawa naprawdę nie ruszy do przodu - to była moja ostatnia wzmianka o naszych kredytowych perypetiach w pamiętniku. Kropka, Dewa - nie odpisałam Wam w komentarzach, ale Wasze odpowiedzi pomogły mi się na moment uspokoić i bardzo Wam dziękuję za wsparcie. :*
Tak na marginesie - myślałam też nad tym, czy to aby na pewno warunki kredytu tak bardzo mnie stresują, ale problem jest chyba głębszy. Zaczynam panikować, bo rzeczy, które dzieją się w moim życiu ostatnio są totalnie pozbawione rytmu, świadomości i konsekwencji. W zasadzie większość z nich wydarzyła się totalnie z przypadku i bez mojego udziału. Nie mam niczego, na co mogłabym mieć wpływ. Pod tym względem brakuje mi może nawet pracy, bo chociaż była małpia i beznadziejna, to chociaż miałam w swoich rękach rezultat działań i to, jak go komuś podam. A tak... szalejące zdrowie, beznadziejna płaczliwość, leki, których nie chce mi się brać, brak rytmu dnia, zadania, które nikogo nie obchodzą (np. "skataloguję porządnie wszystkie zdjęcia") i teraz jeszcze ta umowa, którą zwiążemy się na 15 lat, a ja w sumie niewiele mogę zrobić, by mieć wpływ na jej brzmienie. Możliwe, że to, że nie wiem, kim jest osoba pod moim sercem, też napawa mnie niepokojem i drżeniem o przyszłość, która będzie taka, jaka będzie. Uh. Wczoraj stwierdziłam, że muszę jakoś przejąć nad sobą kontrolę i zaczęłam jak typowa baba - od porządków w pokoju. Wylizałam, co się dało. I faktycznie poczułam ulgę przez chwilę. Muszę sobie więcej wyznaczać takich małych rzeczy, żeby w ogóle jeszcze zachować godność.
Uh, ok. Jutro wizyta u lekarza. Nie powiem - denerwuję się bardzo o moje Maleństwo. Jutro dam znać. Bardzo proszę, trzymajcie kciuki, bo nie widzieliśmy się już tak długo, że spodziewam się wszystkiego!
wczoraj chyba nastąpiło apogeum mojej bezsilności, złości i wszystkich negatywnych myśli ... cały dzień nie mogłam znaleźć sobie miejsca, normalnie nosiło mnie. Wszystko drażniło, irytowało i doprowadzało do panicznego płaczu. Mój luby, aż był w szoku jak widział mój stan ( widział go po raz pierwszy w ciągu całego naszego 3-letniego związku). Mnie sam mój stan zszokował i denerwował zarazem, bo nigdy nie czułam się tak bezsilna jak wczoraj.
Ale dzisiaj jest nowy dzień. Nowa kartka do zapisania. Złe emocje odeszły ( mam nadzieję, że na długo) i czas zacząć wszystko od nowa. Od nowa zacząć walczyć o swoje marzenie. Marzenie o dziecku. Trzymajcie kciuki 
Buziaki.
Odkąd łykam codziennie 200 jednostek selenu i witaminę d3 4000 jednostek brak przeziębienia, grypy. A zawsze mój organizm "lubił" sobie pochorować przez okres zimowy. Najlepiej odpukać aby nic się nie doczepiło, ale różnicę zauważyłam. 
U mnie póki co spokój od badań, starań. W lipcu mamy ślub, na razie tylko cywilny ale już czuję "motylki w brzuchu" hihi.
Pozdrawiam i życzę każdej z Was upragnionego cudu.
Kochany pamiętniczku, tak dawno mnie u Ciebie nie było, choć nie raz kusiło, by coś do Ciebie skrobnąć. Myślałam jednak, że dla odmiany napiszę coś dobrego, a tym dobrem będzie nowina o mojej ciąży. Niestety ... moja droga jest bardzo skalista i ciężko wdrapać się na jej szczyt. Czas mija nieubłaganie, a ja tak sobie skaczę od cyklu do cyklu, a każdy cykl zaczyna i kończy się tylko na @. I kto by pomyślał, że tyle czasu będę walczyć o moje maleństwo?? Mój Boże, już nawet zdążyła wybić mi 30.
Pewnie wiesz, jak bardzo walczę o swoje marzenia, ale nie wiesz, jak bardzo czuję się smutna tym, że te marzenia nie chcą się urzeczywistnić. Podjęłam się już kilku konsultacji, miałam monitoringi owulacji, byłam stymulowana clo, miałam podany pregnyl, miałam cykle z luzem, był też czas na odpoczynek.
Gdy na początku moich starań gin opowiadał mi o etapach leczenia i wśród nich wymieniał laparoskopię, a potem inseminację, pomyślałam sobie: mój Boże, po co on mi to mówi?, przecież mi to nie grozi, przecież mi uda się szybciej, przecież dobre mam wyniki, więc kilka miesięcy stymulacji i będę szczęśliwą mamą... Tak, można by rzec, jak bardzo byłam naiwną. Niestety, to, co tak odległe miało być, stało się rzeczywistością. Dotarłam do punktu, gdzie zmuszona jestem podjąć kroki w kierunku laparoskopii. O ironio losu ...
Wrogi śluz? Przecież tak też może być... na tym etapie już wszystko może się wydarzyć.
Kochany pamiętniczku ... staram się być silna, gdy upadam staram się podnosić, ale, czy można żyć złudzeniami??
Byłam w sobotę u gina. Pęcherzyk w 15dc 17mm, endometrium 7mm. Dostałam stos leków na infekcję i clo na kolejny cykl. Mam przyjść na usg w 17 dniu kolejnego cyklu i zaczynamy monitoring, w razie czego poda mi pregnyl. Mówię do niego, że już jestem tak zrezygnowana że czuję że to moja ostatnia deska ratunku przed in vitro. Polecił tak nie myśleć, no ale co mam myśleć. Już mnie to wkurza, mam ochotę kupić trzeciego kota
15dc 6dpo
Typowa leniwa Niedziela przed telewizorem.Zbieram siły na pracowity tydzień.
Dzisiaj troszkę pobolewa mnie prawy jajnik, piersi jakby lekko wrażliwe. Rano bolała mnie głowa ale już przeszło.
Zrobiłam sobie test owulacyjny, jedna kreska słabsza od drugiej, więc negatywny.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.