Eh od czego tu zaczać ...
byłam na kwaliwikacji zrobili USG + rezonans , mam czekac do 3 tyg będzie decyzja czy się zakwalifikowałam
tylko czy ja chce i czy zrobie dobrze tego nie wie nikt ...
wczoraj byłam u dwóch ginow jeden z nich młody prowadzący pobrał tylko wymaz i trzeba czekac do 10 dni na wynik będą dzwonic. Zapytałam go co mam robić z mięśniakami a on no tak jak ostatnio rozmawialiśmy u pani to głównym powodem była bakteria ...
ok ide do drugiego czasu miałam 3 godz poszłam na shopping typu OBI kwiaty 
jade do niego i cirpliwie czekam , wchodzę godz 21.3 
ciepło się wita i cierpliwie z wielka uwaga oglada dokumenty z sekcji i posiewu na bakterie,opowiadam mu o Rzeszowie ... zbadał siadamy i zaczyna się chwila prawdy ...
Pani ma cztrdzieche na karku i ostatni strzał .... jakiej byśmy wspólnej decyzji nie podjęli bedzie zła ...
mięśniaki sa 3 ale wątpliwy jest jeden który załamuje endometrium ale tez zagniedzenie było dobre i pęcherz pękł nie przez mięśniaka a przez bakterię wg jego opinii.
Dał do zrozumienia ze on nie usuwał by ich. Wysyła kobiety na usunięcie mięsniakow ale te które nie planują mieć już dzieci. Ale gdybym chciała gwarancję na papierze aby nie usuwać to mi nie da bo ryzyko jest i jeśli nie usunę a dojdzie do poronienia to powiem mogłam usunąć i odwrotnie
a szansy wtedy jua nie będzie
przepisał atybiotyk kolejne badanie z moczu zrobić i wtedy przyjść do niego. Z ciaza czekac od 3 mc do 6 mc zalecane książkowo.
Zatem dalej jestem w sytuacji w której nie widać wyjścia. Jeśli zadzwonią z Rzeszowa i powiedzą przykro nam ale się Pani nie zakwalifikowała to podwójnie im podziękuję bo zdecydują za mnie
natomiast jeśli będzie kwalifikacja to aż przechodzą mnie ciarki strachu i grozy na samą myśl ... 
Zaczely sie typowe dla mnie lekkie skurcze jakie miewam 2-3 dni przed miesiaczka. Dzis ostatni dzien biore dupka, w zeszlym miesiacu okres przyszedl 3 dni po odstawieniu, wiec wyglada ze timing sie zgadza. Piersi nadal bolesne ale nie tak mocno jak jeszcze kilka dni temu i zdecydowanie mniej nabrzmiale.
31 DC, 14 DPO.
Wczoraj zrobiłam test po południu i jedna kreska... dziś plamienie i spadek temperatury więc na 99% nie będzie zielono w tym miesiącu... szkoda, bo było idealnie w ovu akurat a jednak nie udało się
7t3d
Wczorajszy dzień zaczął się kiepsko. Zmęczona ciągnącymi się plamieniami po krwawieniu zadzwoniłam do gina. Kazał przyjechać. I uffff.. Mam trochę spokoju na ten weekend. Mój Kłębuszek ma już 1,18 cm i jego serduszko bije w odpowiednim rytmie
Rety! Cały centymetr Małego Człowieczka
Tak się cieszę. A skąd te ciągnące się plamienia? Nie wiadomo. Jest jakiś mini krwiaczem. Ale gin uważa, że aktualnie jest zupełnie nie groźny. Nadal nakaz leżenia. Mam się zjawić w poniedziałek mimo wszystko także mam nadzieję, że powoli wychodzi dla Nas słońce.
Rośnij Kłębuszku 
___________________
1. Czynnik V-Leiden - ujemny
2. Mutacja 20210 G-A genu protrombiny - ujemny
3. Białko C 165 (70-140)
4. Białko S 68 (60-150)
Duphaston 3x2, Letrox 100mg, Pregna Plus, Clexane 0,4mg
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 marca 2017, 13:22
Ciąża zakończona 4 marca 2017
3 dc.
Drugi cykl mam dość skąpą miesiączkę. Dzisiaj nie mogłam zwlec się z wyra do pracy. Całą noc płakało u góry dziecko sąsiadów (wręcz wyło i wrzeszczało). Nie mam pojęcia, czy oni w ogóle nie wstają do tego dzidziusia? Prawdopodobnie mała właśnie ząbkuje... ma jakieś 7 miesięcy. Pojawiła się zaraz po tym jak poroniłam pierwszy raz, bardzo ciężko było mi się zebrać do kupy, gdy codziennie słyszałam nad głową kwilenie niemowlaka. Mimo tego, gdy pojawiła się na świecie, przemogłam się, kupiłam prześliczną malutką skarbonkę, kartkę, kwiaty i poszliśmy ją odwiedzić. Jej matka to bardzo młoda dziewczyna, chyba wpadła i raczej nie dzieje się u nich najlepiej. Często słychać krzyki, płacz, trzaskanie... przyjeżdża policja. Często widzę ją jak jara zioło pod klatką, niekiedy widujemy jej chłopaka - za każdym razem przeprasza nas za awantury, mówi, że ona od wielu miesięcy ma depresję.. po porodzie.
Boże, gdyby ona wiedziała, ile ja bym oddała, żeby teraz być na jej miejscu!
Dzisiejsza noc zmusiła mnie do refleksji, wiem, że jeśli nie uda nam się teraz zajść w ciążę (chociaż biorę pod uwagę kilka ładnych miesięcy starań) to początek kwietnia będzie dla mnie bardzo ciężki. Odżyją przykre wspomnienia sprzed kilku miesięcy. Później pojadę na urlop i jakoś się pozbieram.
Dzisiejszy plan na wieczór - winko ze znajomymi 
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 marca 2017, 18:20
7t2d
8 tydzień
57 dc
Poprzednio ten dzień był pechowy i dowiedziałam się,że ciąża obumarła.
A dziś wpadam tu na chwilę upamiętnić moją dzidzię 
Rośnie idealnie, serduszko pieknie bije 
Czy na świecie istnieje coś piękniejszego?
Mój malutki człowiek :

Tętno 149 i wielkość 1,35 cm 
Jestem szczęśliwa 
P.S.
Fasol jest 2 dni na plusie!
Wg usg 7+4 
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 kwietnia 2017, 01:06
9dpo
poki co biel na tescie. ale nadziei wiele. piersi mnie bola od kilku dni, jak dawno mnie nie bolaly przed @.. jajniki/podbrzusze czasem ciagna, kluja. a dzisiaj zauwazylam, ze opryszczka mi sie klaruje na wardze..... daje mi to nadzieje 
Dzisiaj siknelam, bo szlismy na badania nasienia - ogolne, fragmentacje i wiazanie z hialuronem. 1000zł poszłooo.
badanie 8 tygodni po goraczce.
Ilosc w ejakulacie 22mln (norma >39) bylo rok temu 90mln, miesiac temu 9mln
Ruchliwosc 18% (norma >32) bylo rok temu 6%, miesiac temu 25%
Żywych 82%!!! (norma >58) super poprawa, bylo 25% 
Wiązanie z hialuronem (HBA) 71% (norma >80%).. ponoc jak sie ma <80% to nie ma szans na naturalne zaplodnienie ani na powodzenie IUI...
Jutro kolejny test. W sumie wolalabym zeby dzien po wydaniu 1000zł na badania nasienia nie wyszedl mi pozytyw, bo mi M bedzie gledzil, ze moglismy poczekac z badaniami tydzien
Ale juz sobie oczywiscie ukladam piekne scenariusze w glowie, ze jesli by sie teraz udalo, to dam mu w prezencie 10.03 na dzien mezczyzny. Mam kupiona juz kiedys ksiazke dla niego jak byc super tatą, i wlozylabym test do srodka
ech... jakie piekne marzenia... 
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 marca 2017, 19:34
13 dc temperatura podskoczyła
29dc
14dpo
Nocą miałam zabarwiony śluz rano przed snem też taki zaobserwowałam. Po śnie jest czysto nie ma zabarwienia. Nie wiem skąd taka zmiana. @ ma problem z wystartowaniem:(Dziś mam wolną nocke:)Ciesze się z tej jedynej wolnej nocy w tym tyg. Dziś mam mega potrzebę tulki:) Więc idealnie, przytule się ładnie do mojego Ł i zasnę na całą noc. Mimo snu w dzień już jestem zmęczona i senna
@ przyjdz już w końcu, ciałko unormuj się!!!!!
Myślałam, że już jestem daleka od zazdrości innym ciąży, dziecka itd.. Ale wiadomość o kolejnej imprezowiczce, która 365 dni w roku miała bombę, ewentualnie kaca doprowadziła mnie do łez.. Moje poczucie niesprawiedliwości wygrało.. Rozpłakałam się niemiłosiernie.. Najgorsze, że przy G. który ma ostatnio gorszy czas, a ja staram się go wspierać.. Oczywiście zachował się jak trzeba przytulił, pocieszył.. I w sumie zaczęliśmy rozmawiać o Nas.. Zgodził się na adopcję komórki.. Nie powiedział tego, ale mam wrażenie, że zgadza się na to ze względu na mnie, żebym mogła przeżyć ten cudowny czas jakim jest ciąża.. Wykazał się również o wiele większą cierpliwością niż ja.. Jest zdolny czekać na komórkę trzy lata.. Następny krok adopcja.. Skąd on bierze tę cierpliwość, bo ja to bym chciała już! teraz!
A kolejna sprawa jest taka, że po raz kolejny mam zwątpienie w modlitwę.. Odmawiam nowennę pompejańską i czuję się oszukana modlitwą nie do odparcia.. Czuję tak bo moja została odparta, odrzucona.. Biologicznie nie będę mamą.. A tyle się modlę.. Modliłam..
Rozpoczętą nowennę kończę tylko dlatego, że intencja obejmuje kilka osób.. Może chociaż im pomoże..
12 dc
Skoku temperatury przybywaj!!!!!
Dziś piękne słońce. Rano zrobiłam test ciążowy, bo jak zalega w szufladzie t trzeba go użyć. Nieważne, że za wcześnie, ale szkoda żeby się marnował. Oj ta psychika kobieca. Masakra. Oczywiście 1 kreska testowa. Odłożyłam go więc na bok i poszłam zrobić śniadanko. Później chciałam wyrzucić i tu niespodzianka bo zobaczyłam niesmiało przebijający się cień 2 kreseczki! Chyba że to zwidy i psychika robi mi żarty. Co tu teraz zrobić?
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 marca 2017, 17:38
Wczoraj trzy dni po owulacji mialam wieczorem taki jakis brazowawy sluz wielkosci pol malego paznokcia od reki,zauwazylam to na papierze,pozniej nic sie nie dzialo juz. Gdyby to bylo plaminie implantacyjne to chyba wystapilo by pozniej a nie 3 dni po owulacji,to za malo...wiec co to bylo? Czytatalam tutaj na forum ze jedna kobieta tez tak miala ale te plamienia trwaly jej 4 dni ale tez zaczely sie 3 dni po owulce,i spojrzalam na jej suwaczek i wychodzi ze dziecko urodzilo sie w odpowiednim czasie po tym jak napisala ten post a wiec u niej takie plamienie faktycznie oznaczalo implantacje...troche sie denerwuje,bo mi sie nigdy wczesniej to nie zdazylo a dziewczyny pisza o torbielach itp. Czas wybrac sie do gina chyba 
Martwie sie...
Brzuch mnie troche pobolewa po lewej stronie caly czas,piersi tez lekko zaczynaja bolec...
Jeszcze troche do testowania.
A i chyba sie zapalenia pecherza nabawilam eh
No i pierwszy cykl obserwacyjny za nami. @ przyszła punktualnie i dobrze. Owulacja wyznaczona na 19 dzień cyklu. To jest dobry znak. Na 13 kwietnia wizyta u mojego lekarza. Rok się nie widzieliśmy. Czas na cytologię i podstawowe badania kontrolne. Wszystko idzie w dobrym kierunku jak narazie. Niestety z pracą nie jest tak kolorowo. Po tym jak kilka dziewcząt zaszło w ciążę umowę dostałam na niecały rok. Gdybym w ciążę zaszła zgodnie z planem to umowa skończy mi się jeszcze przed porodem. Oznacza to, że po urodzeniu dziecka nie miałabym dokąd wracać. Poza tym już widzę wściekłość i pogardę w oczach szefa. No i te wyrzuty jak ja mogłam... Niestety to smutna rzeczywistość. Dla niego to tylko kolejna zapłodniona czyli kłopot.
21+0
W piątek miałam wizytę - połówkowe 
Na 100% będę mieć córeczkę 
I stwierdzam, że charakterek to ma po mamusi
ciężko było cokolwiek zmierzyć, wogole nie współpracowała. Nawet przerwe zrobilysmy z lekarka i skakalam po gabinecie aby tego uparciucha rozbrykac no ale nic to nie dalo
na szczescie lekarka nie stwierdziła nieprawidlowosci i wszystko jest ok. Malutka wazy 304g
mam płytę z wizyty ale w 2D bo w 3D nic nie bylo widac. Lekarka powiedziala ze bedziemy probowac jak mala podrosnie. Ale mam dwa smieszne momenty nagrane
w jednym jak mala macha do nas, tak jakby chciala powiedziec: " a kuku, tu jestem" a na koniec badania byla chyba wsciekla bo zamiast serduszka to... wypiela dupke do gory
hehe
W poniedzialek mam na gwalt zrobic posiew i sie z nia skonsultowac i pewnie antybiotyk i zelazo dostane. Kolejna wizyta 31 marca (rowne 4 tygodnie) i przed ta wizyta mam zrobic krzywa cukrowa i inne badania.
A tu mój mały uparciuch 

a tu się zasłania rączką 

21+0
W piątek miałam wizytę - połówkowe 
Na 100% będę mieć córeczkę 
I stwierdzam, że charakterek to ma po mamusi
ciężko było cokolwiek zmierzyć, wogole nie współpracowała. Nawet przerwe zrobilysmy z lekarka i skakalam po gabinecie aby tego uparciucha rozbrykac no ale nic to nie dalo
na szczescie lekarka nie stwierdziła nieprawidlowosci i wszystko jest ok. Malutka wazy 304g
mam płytę z wizyty ale w 2D bo w 3D nic nie bylo widac. Lekarka powiedziala ze bedziemy probowac jak mala podrosnie. Ale mam dwa smieszne momenty nagrane
w jednym jak mala macha do nas, tak jakby chciala powiedziec: " a kuku, tu jestem" a na koniec badania byla chyba wsciekla bo zamiast serduszka to... wypiela dupke do gory
hehe
W poniedzialek mam na gwalt zrobic posiew i sie z nia skonsultowac i pewnie antybiotyk i zelazo dostane. Kolejna wizyta 31 marca (rowne 4 tygodnie) i przed ta wizyta mam zrobic krzywa cukrowa i inne badania.
A tu mój mały uparciuch 

a tu się zasłania rączką 

Dziennik pokładowy:
149 dc, 22 tyyyyydzień, bejbe!
Mijający tydzień to była jakaś farsa na kółkach… O naszych przygodach z notariuszem i bankiem już pisałam. Ale to i tak nie był koniec. W międzyczasie podpisanie aneksu w banku znowu się nie opóźniło, bo notariusz… wpisał złą datę wystawienia aktu (według niego nie mamy marca, tylko lipiec - swoją drogą też bym wolała, bo Malutka byłaby lada moment na świecie). Musieliśmy znowu się zorganizować, dojechać, odebrać sprostowanie, zawieźć je do banku i znowu czekamy na aneks. W międzyczasie wyjeżdżając spod banku zaliczyliśmy kolejną stłuczkę w tym tygodniu, tym razem mój mąż nie spojrzał w lusterko. Wyszedł i obczaił ewentualne straty, całe szczęście nic się nie stało, ale ludzie na ulicach zatrzymywali się i gapili się na nas czekając na reakcję, a mamy tego "pecha", że nasze auto to BMW i z miejsca wszyscy traktują nas jak rycerzy ortalionu, czyli Sebixa i Karynę. Odjechaliśmy i w sumie miałam świadomość, że nie uszkodziliśmy nikomu auta, ale spojrzenia gapiów sprawiały, że chciałam zapaść się pod ziemię. Ach tak, no i przeziębienie… Sytuacja całe szczęście się stabilizuje, chociaż jedną noc miałam totalnie wyjętą z życia, bo nie mogłam oddychać, a strach przed połknięciem gili i zejściem bakterii niżej totalnie mnie paraliżował. Całe szczęście obyło się bez gorączki i kaszlu, choć chwilami czuję się, jakbym dostała obuchem w łeb. Rodzina próbowała mnie wysyłać do lekarza, ale jakbym miała siedzieć w sezonie przeziębień na pełnej poczekalni, żeby usłyszeć od jakiegoś specjalisty, że tylko mleko, miód i czosnek, to dziękuję bardzo. Oczywiście nikomu nie polecam lekceważenia jakichkolwiek poważniejszych objawów - z pewnością, gdyby rozłożyłoby mnie bardziej, pędziłabym od razu na IP. Seria Prenalen uratowała mi w sumie życie - polecam wszystko, zarówno tabletki, syropek jak i psikacz do nosa (dostępne w Rossmanie). Do tego herbatka lipowa i dużo cytryny. No i polegiwanie. Dodatkowo książka "W oczekiwaniu na dziecko", czyli totalna biblia, którą kupiłam jeszcze w zeszłym roku, pociesza mnie, że choruję ja, a nie dziecko. Małej jest dobrze. Byle nie łykać byle jakich leków. No i uf. Sama teraz nie wiem, czy przyspieszać ginekologa, czy nie...
Powiem Wam zupełnie szczerze, że mój zapał w związku z kompletowaniem wyprawki totalnie ulatuje. Czytam dosłownie o wszystkim. Cechy idealnego wózka. Jaki materac do łóżeczka. Jaka chusta. Jakie cechy ma najlepsza butelka. Plan porodu. Foteliki. Kaftaniki. Śpiworki. Pierdółki. Jasny gwint, ile tego! Młodzi rodzice mają tyle rzeczy do przyswojenia, że głowa mała. I nawet nie mam do siebie żalu, że tak późno zaczęłam czytać - mam wrażenie, że i w dziewięć miesięcy bym nie ogarnęła. Nie zmienia to faktu, że i tak znowu kasą sypnęłam, bo do zakupionego w tym miesiącu laktatora dołączyła chusta z Little Frog, o taka: link. Mam jakieś szczęście do tego OLX, bo zawsze, gdy wchodzę , trafiam na ogłoszenie wystawione dokładnie tego samego dnia, i tym razem trafiło mi się to totalnie nieśmigane cudeńko za 140 zł, które po prostu było nietrafionym prezentem dla poprzedniej właścicielki. Tym samym zarządzam koniec wydatków w tym miesiącu. Plan najbliższe tygodnie - wyciągnąć tatę na poszukiwania wózka, jechać na warsztaty z Mamo To Ja, na którym wpadnie trochę "darmochy", odwiedzić szpital, w którym planuję rodzić, w celu obczajki gwarantowanych (bądź nie) fantów, a potem ruszyć z pierwszym zamówieniem, które skrzętnie notuję w excelu. Uf. Chociaż tutaj kontroluję sytuację.
Wczoraj przed wejściem pod prysznic spojrzałam na siebie krytycznie w lustrze. Brzuch wystaje, no i ok - ma wystawać., w końcu mieszka tam drugi człowiek i gdzie on się ma biedny zmieścić, he? Brak przeciwskazań. I tak uważam, że trzymam się całkiem nieźle - jestem w stanie założyć bez problemu nogę na nogę, nawet obie zwinąć w precelek. Za to moje cycki to jakiś żart. Całe w żyłach. Suty zmieniły kolor na brązowy i mam wrażenie, że zajmują 50% powierzchni piersi. Lekko mi flaczeją i nie sterczą już tak fajnie. Biodra mam również pokryte siatką żył. Boże… czy to rozstęp? Czy może odciśnięte gacie? Rany boskie, jestem kioskiem - nie wiem! Totalnie bagatelizowałam ten temat i wmawiałam sobie od początku ciąży, że mnie nie obchodzi, jednak sama myśl o tym, że coś tam się dzieje, skutecznie odebrała mi humor. Niby od wielkiego dzwonu przysmaruję cielsko balsamem z Evre, ale w sumie czy to wystarcza? Nie wiem, czy nie za późno, ale zaczęłam googlować temat i generalnie bardzo polecam Wam blog Sroki. Podlinkowałam Wam właśnie artykuł z pełną analizą składów różnych preparatów i okazuje się, że najlepszym wyborem będzie seria Babydream z Rossmana, którą omijałam szerokim łukiem, bo "za tanie", haha (w sensie, że pewnie jakiś szmelc za grosze i nie działa)! Swoją drogą stają mi włosy dęba na myśl, że na rynku są tego typu kosmetyki z toksycznymi składnikami… kto to wpuszcza do obiegu? Tak czy siak - po wieczornej toalecie wróciłam do męża z wywiniętą dolną wargą i tekstem "jestem brzydka i po porodzie na pewno mnie zostawisz!", na co od odparł mi, że jest nagrzany jak ruska farelka i jak tylko będzie okazja, to mnie weźmie tak, i tak, i tak, i tak, i tak… Cóż miałam rzec - obiecałam mu zatem, że ma się uzbroić w cierpliwość, a na pewno dostanie swój prezent na Gwiazdkę tego roku. Humor i tak mi się nie poprawił (typowa baba!).
No i ok, ostatnie przemyślenie "luzem". Pytacie mnie w komentarzach, kiedy przeprowadzka. O rany, żebym ja to wiedziała…
Mieszkanie/domek (kij wie, jak to nazwać) jest w stanie developerskim. Dla minimum komfortu musimy zrobić schody (jest parter i piętro, niestety do "połączenia" we własnym zakresie), jedną łazienkę, przynajmniej polową kuchnię, walnąć podłogi i ogarnąć ściany, aby nie pyliły. Zanim ściany - to też warto by było pomyśleć, jak poprzesuwać elektrykę, aby lampy i kontakty znalazły się w odpowiednim położeniu. Mocno myślimy też o ogrzewaniu podłogowym na parterze. Ale generalnie stan naszych oszczędności na dzień dzisiejszy nie jest jakiś porywający, po tym, jak wpompowaliśmy większość we wkład własny. Obstawiam, że z końcem roku MOŻE się wprowadzimy, zanim nakulamy jakąś górkę na koncie. A na siłę też nie chcę iść tam mieszkać - nie będę niemowlaka trzymała w pyle remontowym. Oznacza to kolejne "cudowne" miesiące z moją rodziną. Ech… Szkoda gadać.
Pozdrawiam kichająco!
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 marca 2017, 22:54
Dziś źle i boli bardzo 
Moj A powiedział ze jestem o to bogatsza o doświadczenie ze byłam w ciąży i urodziłam i zawsze będę mama 
Bardzo dziękuję za takie bogate doświadczenie... nastała w domu cisza ale ona tez potrzebna.
8cs 4 dzien nowego cyklu. Ostatnie cykle byly jakies inne mialam problem ze sluzem bylo go baaaardzo malo mimo ze bralam wiesiolek. Czytalam ze organizm przyzwyczaja sie do lekow i nie działa az fak wiec teraz nie będę brala miesiac. Muszę zaczac pic siemie lniane chociaz. Skonczylam przygode z Inofem. Bralam go 3 msc i nie pomógł. Te 3 cykle z nim byly z mala ilością sluzu i 1 bezowulacyjny a ostatni z dosc pozna owulacja przez co myslalam ze owulacji nie będzie i odpuscilam starania. Spoznilam sie jakis dzien z ❤. Ale wiedziałam ze nic z tego bie bedzie. Mierzylam temperaturę ktora potwierdziła owulacje w tym miesiacu tez bede mierzyla i mam jeszcze testy owu ale teraz podzialamy przed owu nie bedziemy czekali konkretnie na ten dzien. Czekam az skonczy mi sie @ i zaczynam brac dong quai licze najbardziej na to ze przyspieszy mi owu. Musi sie w koncu udac.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 marca 2017, 15:05
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.