laira już wiemy, że chcemy ;-) 22 kwietnia 2017, 15:27

No widzę, że wracaja stare cykle z przed tabletek. Nie ciekawie, ponieważ miały nawet 60-90 dni. Miałam iść na hormony, ale w czwartek mame do dentysty zawieźć... a tam drogo maja wiec może w poniedziałek.Tą prolaktynie szczególnie musze sprawdzić. Wykres jak fale dunaju, raz w górę raz w dół. Już macham na to ręką. Rejestruje wszystko żeby miec jakąś orientacje. Mikroskop owulacyjny nadaje sie na handel ponieważ od miesiąca pokazuje paprocie nawet rano po przebudzeniu, gdy przez cała noc przecież nie jadłam. Mój organizm średnio co tydzień chyba przygotowuje się do owulacji, która nie wychodzi... Wróciłam do castagnusa. Biorę dwie tabletki rano. I wczoraj woda w majtkach.A dziś bez skoku i szyjka twarda. Dobrze, że chociaż mój ślubny jeszcze daje rade. I czasem sam proponuje. Dziś bedzie kawka w towarzystwie, a za tydzień urodzinki znajomych. Prezenty już mam bo szaleństwo w rossmanie było. Sama wydałam chyba ze 300zł. Kac moralny jeszcze troche trzyma. Wypsztrykałam się z testów LH wiec nie robie. HCG jeszcze dziś robiony na starym papierku -. Inna znajoma w ciąży i to bliźniaczej. No pewnie, ze zazdroszcze. Pójde na te hormony bo właśnie wyczytałam, ze prolaktyna może być zbyt niska nie tylko zbyt wysoka.

byłam w toalecie, niestety znowu śluz zabarwił się na brązowo. tak sobie myślę że to może przez zaparcia? mocno napinam się w toalecie i wtedy pojawia się plamienie... ale to tylko taka moja teoria :(

30 tydzień ciąży (29+4)
73 dni do porodu
52 dni do ciąży donoszonej
1 dzień do wizyty
Już jutro jedziemy na wizytę! Boże jak się cieszę! Od 3 tygodni nie mam pojęcia co tam się dzieje na dole. Mimo wszystko zawsze kiedy siedzę w poczekalni u mojej gin nigdy się nie denerwuje, zawsze siedzę na luzie, bo jakoś zawsze mam pewność, że wszystko będzie dobrze. Oby i tym razem tak było! Gdyby nie to, że znowu mam jakąś infekcje, nic nie pomaga i swędzi czuła bym się świetnie. Oby moja lekarka pozwoliła mi prowadzić OSZCZĘDZAJĄCY tryb życia, a nie PLACKOWY.. Pomarzyć wolno nie? :P Z resztą nawet gdyby, to do czerwca mało zostało i nawet gdyby to wyleżę :)
Ostatnimi czasy mam kiepskie noce..
Po 1: jak przed spaniem za długo postoję w łazience, później położę się do spania to mała jest na samym dole i mam uczucie jakby mi grzebała rączkami w pochwie..więc podkładam sobie poduche pod dupsko i przepływa do góry :)
Po 2: jak leżę na tej poduszce z tyłkiem wyżej to wszystkie narządy mam w przełyku i bolą mnie żebra..
Po 3: jak się przewrócę na jakiś bok to moje dziecko urządza sobie kopaninę w moje biedne boczki..
Po 4: mój mąż chrapie jak traktor. Noł koment..
Po 5: moje sny..o ludzie. To nie są zwykle sny, takie wiecie 5 minutówki, zaraz nie pamiętasz i wszystko jest pokićkane..nie, nie.. To są kuźwa epopeje! Całe opowieści, z których można napisać książkę! Budzę się oczywiście zdrętwiała i przepocona. Z czego większość tych snów jest o mojej ciąży. Masakra..
Po 6: siku w nocy to standard..
Po 7: bezsenność! Ostatnio jak się przebudziłam na siku po 4 to nie spałam do 6..
No chyba tyle. Oczywiście jestem gotowa, że takie noce będą towarzyszyć mi do końca ciąży :)
Aaa! Nasza córka ma chyba w końcu imię! Tzn tak w 90%..ale zawsze to coś! No więc kluseczko moja najprawdopodobniej będziesz miała na imię SARA <3

149qc89.jpg

Dziś 8dc nadal biorę Orgalutran i dziś zaczynam Menopur :)

Początek drogi...
Pierwszy cykl, chociaż szczerze mówiąc spisałam go już na straty- wg statystyki przytulaliśmy się wtedy kiedy trzeba, a wg objawów i testu owulacyjnego ovu ma dopiero nadjejść dziś/jutro. Zgłupłam zupełnie.
Przydałoby się mierzenie temperatury ale przy moim trybie pracy to niestety niewykonalne. Nie raz nie dwa zdarza się że po prostu NIE MAM trzech godzin snu pod rząd... :)

No nic, staram się nie rozkminiać, tylko cieszyć się wolną sobotą. Imprezowałam wczoraj trochę, poszłam spać późno więc dziś tylko leżę na kanapie, jem grzanki i czytam ovu. Rzadko sobie pozwalam na takie dni.
Jutro o dziwo też mam wolne, mąż w pracy więc będę sama. Miło by było spędzić ten dzień aktywnie i produktywnie. Plany poczyniłam następujące:
1. Prasowanie (ja nie wiem skąd to się bierze, ja nic nie robię tylko piorę i prasuję, bez końca!!)
2. Uporządkowanie zadań do pracy na przyszły tydzień.
3. Trochę zawodowej literatury do poczytania (no błagam, chociaż 45minut jak dziecko w podstawówce, trzeba się rozwijać...)
4. Trening! - koniecznie trzeba wzmocnić mięśnie brzucha i mięsnie pleców przed ciążą. A jak mi się dupcia ujędrni to też się nie pogniewam.
5. Dłuuuuuugi spacer z psem- dla mnie i dla niego (no chyba że będzie pizgawca, to przepraszam piesku ale nie.)
6. Popołudnie pod kocykiem z herbatą z sokiem i cytryną i nową książką (jakiś nowy kryminał kupiłam w biedronce, zobaczymy czy fajny czy szmira)

Plany niezbyt ambitne, no ale jakie mają być na wolną niedzielę?
Teraz idę ruszyć dupkę i pozmywać (peeełny zlew :() a potem może wstawię zupę pomidorową. Przeczytałam na ovu że likopen w pomidorach dobrze robi na żołnierzyki ;P

Cóż za niezwykły dzień za mną...

Mieliśmy przed południem jechać do IKEI, bo chcemy zrobić mały remont w domu, ale P. brało przeziębienie, a ból zatok nie pozwoliłby mu usiąść za kierownicą. Ja nie mam prawka. Położył się spać. Po południu wyszłam z Arczim na spacer i zaczepiliśmy o pobliskie centrum handlowe, bo jest tam taki pociąg dla dzieci, co jak się wrzuci 2 zł, to jeździ w kółko 2 min - Artur go uwielbia. Obok jest Rossmann, to kupiłam Bobotest, bo oczywiście jestem testo-maniakiem. Wg moich obliczeń (chociaż słabiutko obesrwowałam ten cykl) wyszło, że 7 dni przez owu. No... i jak na testo-świrka przystało, przed godz.21-ą zrobiłam test - w prześwidczeniu, ze wyjdzie negatywny, ale przynajmniej odzyskam psychiczny spokój.
A tu... już w 1 minucie pokazała się druga bladoróżowa kreska :O kilka minut oglądałam test, stojąc dęba... "jak to, przecież dopiero 23 dc"?? Czekałam, aż test wyschnie, ale i po tym czasie kreska nie zniknęła, wręcz lepiej ją było widać. Gdy dotarł do mnie stan błogosławiony, z radości popłakałam się przez chwilę i z drżącym głosem zadzwoniłam do P., który jest na nocce dzisiaj. On ta sama reakcja, co ja - najpierw spore zaskoczenie, a potem duża radość. I tak, jesteśmy razem - ja i fasoleczka. :) :) :) :) :)

Ciąża rozpoczęta 1 kwietnia 2017


wykres_ci__owy-1492894082.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 kwietnia 2017, 22:49

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 2 sierpnia 2018, 12:21

Jeżyku, ile CO trwalo? Na porodowke trafiłam ok 1 w nocy z rozwarciem 2,5 palca. Parte zaczely sie po 10 rano. Emila "wydobyto" ze mnie o 11.20.

27dc

Plamienia - po odstawieniu heparyny,od trzech dni - nie ma.

Objawy ciąży - nie ma

Test ciążowy - drugiej kreski - nie ma

Emocje - są,jak co miesiąc
Smutek,żal,frustracja,pytanie - dlaczego? okropna myśl w głowie,że jest już za późno,takie ukłucie w sercu,że tego cudu nie będzie i taki żal za nim.Ten nasz cud,ma już swoje imię,najczęściej jest Emilką,ale oczywiście chłopczyk też ma swoje imię/imiona,bo tu decyzja jeśli chodzi o to konkretne imię, nie jest tak łatwa jak w przypadku Emilki.
I jak co miesiąc,kiedy jest mi chwilę ciężko,nagle czuję ten cholerny ..urw i przychodzi myśl" dopóki mogę o Ciebie walczyć,zawalczę.Choć szanse mogą z każdym miesiącem maleć,spróbuję.Są kobiet,które rodzą dziecko w wieku 42,43 lat,więc mogę jeszcze próbować.Za trzy tygodnie 40 -tka,dam sobie jeszcze rok prób i nadziei z pomocą lekarza.

A więc czekam na @ i zaczynam 3 cykl z letrozolem. Wizyta u ginekolog około owulacji.
Tym razem postanawiam,nie dać się ponieść emocjom,na jakiekolwiek objawy owulacji,nie robić sobie złudnych nadziei,bo jak widać,ani jedno ciałko żółte ani dwa,niczego nie muszą zwiastować.

Koniec złudzeń.. Temperatura w tym cyklu wywoływała u mnie dużo radości i nadziei na zielony finał.. jednak znowu zaczęła spadać.Od wczoraj w różnych odstępach czasu łapie mnie ból miesiączkowy. Testy ciążowe negatywne więc nie zostaje nic jak tylko czekanie na @. Od kolejnego cyklu zaczynam brać wiesiołek.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 kwietnia 2017, 10:45

lady_evelona Cel - test na dwa ! :) 23 kwietnia 2017, 12:45

5 DC
Pani @ poszła sobie wczoraj rano... Na prawdę dziwny ten cykl. Egzaminy zaliczone :-) Czekamy na owu ! <3

Wg Ovu 4 dpo...

Dzisiaj miałam koszmar senny. Znaczy cudowny sen...zrobiłam test (dziwne bo akurat testów o takim wyglądzie nigdy nie robiłam) i wyszły dwie kreski!!! Strasznie się zdenerwowałam, obudziłam się cała roztrzęsiona, dziwne uczucie... Czy będzie mi dane przeżyć je w realu??? Może ten sen to był taki znak i ostrzeżenie, bym się nie zdenerwowała za bardzo...

Teraz jestem na etapie czekania na II lub @
Oby to pierwsze!

Alkoholu po owulacji nie pijam, tak zapobiegawczo. Zastanawiam się czy kawę można pić, czy też lepiej nie?

Też tak macie, że pomniejszacie i deprecjonujecie swoje małe osiągnięcia i sukcesy? Kiedyś przeczytałam, że nasz mózg ewolucyjnie jest stworzony do tego żeby pamiętać i podkreślać złe wydarzenia- ponoć to funkcja obronna. I żeby myśleć pozytywnie, skupiać się na dobrych rzeczach trzeba trenować, trzeba nauczyć tego swój mózg.
Ja więc zaczynam trening, kto ze mną?
W każdym wpisie chciałabym zaznaczyć jedną rzecz z której jestem dumna i jedną za którą jestem wdzięczna. Niekoniecznie z danego dnia, może coś z przeszłości za co nigdy siebie samej nie pochwaliłam?
Zacznę więc od tego, że jestem dumna z tego jak poradziłam sobie w nowej pracy. Zawsze można lepiej, więcej, szybciej, ale nie, dziś nie- dziś jestem dumna z tego jak jest teraz. Good job! :)
Jestem też wdzięczna za moje mieszkanie- choć wiecznie narzekam że jest burdel i że nie nadaję się na projektanta wnętrz- to jest własne i jest moją bezpieczną jaskinią.

A w temacie starań- kolejny test owulacyjny z rana wyszedł dodatnio i to mocno dodatnio. 23 dzień cyklu! No bez jaj, cykle mam długie, koło 32 dni, ale to już przesada. Może mam za krótką fazę lutealną? No nic, to dopiero początek obserwacji (jak Bozię kocham powinno się wprowadzić taki przedmiot w liceum, bo potem przychodzi co do czego i taka niby wykształcona baba jak ja nic o sobie nie wie. Wstyd.). Zobaczym co z tego wyjdzie w tym cyklu.

W kwestii obiecanego spaceru z psem. U mnie grad. Pies patrzy na smycz z obrzydzeniem, a na mnie jak na kretynke. Szybkie siku (psa, nie moje), pieseł do legowiska a ja rozkładam matę do jogi.
Buzki! :*

ps. Żeby nie było- poprasowałam!

lilka1984 Kocie sprawy - emocje bez cenzury 23 kwietnia 2017, 13:59

Trzeci dzień z rzędu temperatura taka sama czyli 36,77. Jeszcze tak nie mialam. Dzis 3 dzien brania dupka, cycki jeszcze nie bola, za to jestem non stop glodna i jakas taka niezdecydowana, cos mi sie chce a sama niewiem co...powinnam jebnac sie w glowe moze by pomoglo :D

7 DC
Hej po @ już nie ma śladu, szybko się skończyła. Starania jednak przekładamy na koniec listopada bo lecę z małym do Anglii do szwagierki i nie chcę ryzykować latania w ciąży a już bilety kupione więc się wstrzymamy jeszcze te dwa mc. A może przez te dwa mc mi się uda jeszcze te 3-4 kg zgubić. Dziś ważenie, 77 kg. Cm trochę lecą. Także powoli powoli idzie w dół.
Synek nie gorączkował po szczepieniu. Nie ma żadnych dolegliwości. Jedynie kupa zielona. Dawałam mu dwa dni cukinię po kilka łyżeczek więc to może też od tego.
Mam porównanie kaszek i uważam że bobovita są lepsze od nestle. Bo są mniej słodkie i lepiej się rozpuszczają- nie robią się gródki. Jak mały zje te co ma to jednak kupię z bobovity. A kaszki szybko idą opakowanie na 5-7 dni a je jedną dziennie 130 mln wody i ok 35/40 gr kaszki.
Rwie się do siadania ale boję się go sadzać jeszcze bo ma ledwo skończone 5 mc.
W październiku kupujemy spacerówkę taką ala parasolkę na wyjazd będzie idealna.
Projektant wysłał nam koncepcję domu projekt + przekrój i elewację. I od kilku dni siedzi mi w głowie tylko to! Hehe projektuję w programie wnętrze, chcę wiedzieć czy te metry które on zaproponował są ok i czy będzie tak jak chcę. Ładnie ale przestronnie :) jeszcze 2 lata i na swoje wchodzimy! :) Już nie mogę się doczekać.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 września 2018, 10:20

Dziennik pokładowy:
198 dc, 29 tydzień - zaraz "3" z przodu...



Święta, święta i po świętach. Wiem, szybko się obudziłam - w sumie minął tydzień.

Muszę Wam przyznać, że mam milion powodów do marudzenia. No bo pogoda nie ta - chciałoby się wyjść, ale człowiek się boi wyściubić nosa zza drzwi, bo tu niby słoneczko, a w sumie to piździawa. Już dwa razy smarkałam w ciąży i więcej nie zamierzam. Z moim trzymaniem słodyczowego reżimu też bywa różnie. Dzień po ostatnim wpisie moi rodzice zarzucili na stół cukierasy, wafelki i inne krówki ciągutki. Musiałam wyglądać jak Bridget Jones, bo wsuwałam i płakałam do wewnątrz. Też się jakoś super dużo nie ruszam. No siedzę na dupie, trzeba to nazwać po imieniu. Moje podświadome "haha, nie utyję za dużo!" daje mi prztyczka w nos - Miśka robi masę, a więc ja też. Brzuch rośnie jak oszalały, chwilami mam wrażenie, że rośnie mi druga albo i trzecia broda. Oby na wrażeniu pozostało. Dni w ogóle ciągną się jak flaki z olejem - nie dzieje się nic nadzwyczajnego, a wiadomo, że jakby działo, to miałabym większe poczucie, że to wszystko ma jakiś sens. No i mój mąż... Możecie się ze mnie śmiać, ale wnerwia mnie swoim optymizmem. Kiedy mówię mu, że życie wywróci się nam o 180 stopni i jestem deczko osrana perspektywą niedosypiania, niedojedzenia i bycia na ciągłym haju w związku z martwieniem się o maleństwo, to on mi mówi, że... przesadzam! Bo nie jesteśmy pierwsi ani ostatni, wcale może nie być tak hardkorowo i w sumie dziecko to głównie radość. Kurna, ciężko nie przyznać mu racji, ale chyba lepiej by mi było, gdyby przyznał, że też jest przerażony i czuje się jak chłopiec we mgle. Możecie mi powiedzieć, że głupiam. No i pewnie tak jest.

Także tego... milion powodów do marudzenia. A mimo to jakoś tak mi... lepiej.

Pogodziłam się chyba z tym, z czym pogodzić się nie mogłam, czyli z tym, że jestem, cholera, w stanie błogosławionym, nie na wszystko mam siłę, przybyło mi parę limitów obciążenia psychicznego i fizycznego no i zwyczajnie nie daję rady. Już sobie nie organizuję samotnych eskapad na cały dzień poza domem. Raczej czepiam się małych rzeczy - zrobić niewielkie zakupy, podejść do biblioteki, ugotować obiad, zrobić pranie. Także stawiam sobie cele adekwatne do możliwości. A jak leżę i pachnę, to leżę i pachnę. I już nie czuję, żebym musiała kogoś za to przepraszać. Nieuniknione, że trochę pomaga mi fakt, iż wraz z trzecim trymestrem wracają mi ciągoty do spania. A jak się śpi, to się aż tak wiele nie myśli. Także... taki mój osobisty sukces, że ciąża powoli przestaje być dla mnie przykrym zestawem dolegliwości, a zaczyna być tym magicznym, mistycznym i pięknym stanem, w którym powoli zaczynam czuć się mamą. WOW, nieźle, co nie? Pół roku mi to zajęło... plus jakieś cztery bezowocne cykle przed.

Myślę, czy nie zacząć preparować dla nas fotoksiążki ze zdjęciami z USG i w ogóle pierwszym rokiem życia...

Trzeci trymestr wita mnie w ogóle nowymi dolegliwościami - wracamy do spanka (o czym już pisałam), częstomocz pełną parą no i klucha w nosie, której pozbywam się z krwią. Cudownie!


Jutro USG. Nie możemy się z mężem doczekać. Trzymajcie kciuki!

u.tsukino WIELKIE maleńkie marzenie 23 kwietnia 2017, 15:57

23d.c 4c.s.
Zrobiłam rano test oczywiście negatywny :/
Jak to u którejś dziewczyny przeczytałam - biel wizira

A więc opowiem krótko w 2012 roku zaszłam w ciąże, która utrzymała się niestety tylko do 8tc, było poronienie. I od tego czasu cały czas się staram i nic, w tym roku mija 5 lat od naszych starań o dziecko. Setki zrobionych badań i nic, wszystko jest ok z mojej strony i męża a dziecka brak :(
W zeszłym roku 2016 w sierpniu podeszliśmy do inseminacji (IUI) niestety nie udało się, odpuściliśmy na pewien czas, nie jeździłam do lekarza itd, myśleliśmy, że jak odpuścimy to może się uda:)


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 kwietnia 2017, 17:31

W tym roku zdecydowaliśmy się z mężem na in vitro, może to jest jedyna szansa żeby zajść w ciąże :) W lutym umówiłam się do lekarza na wizytę i powiedziałam, że decydujemy sie na in vitro, lekarz zlecił nam badania.
Oboje:
-Kariotyp z krwi
-WR(VDRL)
-HBs(antygen)
-HBc(przeciwciała)
-HCV(przeciwciała)
-HIV(przeciwciała)

Maż:
-Przeciwciała IgG i IgM przeciw cytomegalii (CMV) z krwi
Ja:
-Cytologia
-Badanie czystości pochwy
-AMH
-Prolaktyna
-TSH

Na badania genetyczne kariotypu trzeba było czekać miesiąc, koszmarny długi miesiąc ale na szczęście wyniki przyszły dobre u mnie i u męża, reszta wyników też dobre. Tak więc 7.04 pojechałąm do lekarza z tymi wynikami i lekarz zakwalifikował nas do in vitro :) Teraz miałam tylko czekać jak dostanę miesiączkę i zacząć brać zastrzyki :)

Ingwer Mam swoją historię. 23 kwietnia 2017, 17:59

6t6d

Do wizyty serduszkowej 4dni.
Mdłości dalej towarzyszą, ale delikatne - po migdałach przechodzą.
Dziś rano wstałam z wielkim głodem, ale o czym bym nie pomyślała to mdliło mnie jeszcze bardziej. Nie lubię takiego stanu, w ogóle najbardziej znienawidzone dla mnie "objawy" samopoczucia to mdłości i ból menstruacyjny. Także jak nie urok to sraczka :)
W końcu w gąszczu pomysłów na śniadanie wyłonił się jeden - kanapki z ogórkiem kiszonym i majonezem, jeszcze nie zdarzyło mi się w życiu jeść takich kanapek. Tzn. przed testem pozytywnym pożerałam namiętnie ogórka konserwowego z majonezem, teraz z kolei padło na kiszonego :D i nawet mi to posmakowało. Poza mdłościami obserwuję jeszcze spowolnienie trawienia i złe samopoczucie po większych posiłkach. Niech ten tydzień szybko mija, bo już męczy mnie trzymanie języka za zębami. Uznaliśmy z Mężem, że jak na wizycie serduszkowej okaże się być wszystko w porządku i będzie serduszko to w weekend majowy obwieścimy radosną nowinę naszym rodzicom :)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)