16 dc
4 dpo
nie mam bóli podbrzusza na początku 2 fazie cyklu! w końcu
Za to Mąż ma libido i nieustannie mnie bałamuci.
Po raz 3 pod rząd owulacja w 12 dc
Cieszę się, że tak wcześnie, bo przynajmniej cykle szybko mi lecą.
Do 7 dpo mam zajęcie, potem coś muszę wymyślić by zająć głowę i nie ześwirować, zwłaszcza pod sam koniec cyklu.
Trochę się obraziłam na ciążę. Że nie przychodzi.
Z tym domem to też Bóg jeden wie, kiedy się wprowadzimy do własnego kąta. Biję się z myślami, czy się wstrzymać i zająć się pracą, a ciężę zostawić naturalnemu biegowi spraw/odłożyć. Mąż jest przeciwny.
W ogóle to założyłam się z mężem o stówę, że nie będę świrowała przez drugą fazę cyklu: doszukiwała się objawów, robiła bety 9-10dpo, sikała ciągle na testy ciążowe ani czytała na temat ciąż. A on ma za to wytrzymać i nie dopytywać o moje objawy i temperatury (to był nasz rytuał, co ranka pytał jak tam tempka i oglądał wykresy).
Zobaczymy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 30 kwietnia 2017, 16:15
18t 4d
Miałam prowadzić pamiętnik regularnie, po czym przez równe 3 miesiące ani jednego wpisu! ;(
Postaram się w skrócie opisać to, co mi się przypomni o tych wspaniałych 19 tygodniach aby nie poszło w zapomnienie.
A wiec tak:
1. Do tej pory nie wymiotowałam ani razu! Mdłości zaczęły się ok 6 tygodnia i trwały do 8 po czym przerwa i od 10 do 13 pojawiły się znacznie silniejsze, tak, że musiałam kilka razy wziąć kapsułki z imbirem, które skutkowały. Mdłości nasilały się od południa do nocy i najgorzej było, kiedy wracałam z pracy autobusem.
2. Wizyty do tej pory:
- 24.01 - w szpitalu po rp. na duphaston(3x1) i clexane
- 31.01 - w szpitalu podglądanie okruszka i jest serduszko! w 5t 6 d
- 15.02 - Galen, dzidzia ma 1,37 cm, serduszko bije 158 uderzeń na minutę
- 15.03 - Galen, dzidzia ma 6,2 cm, nie dało się zmierzyć tętna.. wiercipiętek jeden!
- 12.04 - Galen, będziemy mieli Synka! ma ponad 12 cm a tętno 133 uderzenia na minutę
- 10.05 - kolejna wizyta
- 12.05 - połówkowe u dr Góry
3. Od początku prawie ciąży wysypało mnie standardowo.. głównie na czole i do tej pory walczę z trądzikiem.
4. Ok. 14 tygodnia zauważyłam, że mam mocniejsze paznokcie... zapuściłam ich i się w miarę nie łamią (choć już widzę lekkie pogorszenie..). Nie tyczy się to włosów, które wypadają na potęgę!
5.Na samym początku ciąży odrzuciło mnie od galarety z rosołu która tak bardzo lubiłam. Jadłam ją w pracy i nagle zrobiło mi się niedobrze... od tamtej pory na samą myśl o niej mnie wzdryga. To samo tyczy się buraków ćwikłowych w każdej postaci, rzeczy na occie, zapach wody z ogórków też mi nie odpowiada, choć same ogórki zjem.
6.W pierwszym trymestrze przytyłam ok.1,5 kg i to nagle około 8 tygodnia waga poszła w górę a od tamtej pory do końca pierwszego trymestru stałam w miejscu.
Trzymałam się do 16 tyg z wagą po czym musiałam pójść na l4 ze względu na ból kręgosłupa i od tamtej pory tyję dużo za dużo. Fakt, jem troszkę więcej niż jak chodziłam do pracy i przede wszystkim mniej się ruszam ale się nie przejadam. W 2,5 tyg przytyłam prawie 2 kg.
7. Brzuszek zaczął pokazywać się od drugiego trymestru i aktualnie jest już duży... Widać teraz, że mam słabe mięśnie brzucha bo naprawdę brzuszek urósł sporo. Jest piłeczka i dużo włosków na brzuszku ;P
8. Sama nie wiem od kiedy czuję ruchy, bo na początku gdy coś poczułam to tłumaczyłam sobie, że pewnie mi się wydaje tylko i to jelita... ale moim zdaniem od świąt wielkanocnych (17 tydz) to już poznaję, że to to
Ruchy są nieregularne, zazwyczaj po południu się uaktywnia no i po śniadaniu też. W nocy raczej nie czuję.
9.Gdy dowiedziałam się, że będzie chłopczyk pojechaliśmy w drodze powrotnej z przychodni do Lidla i kupiłam 2 pary słodkich, maleńkich skarpeteczek - to były pierwsze zakupy.
10. W tym tygodniu poszalałam na zakupach i kupiłam ubranka w pepco, TXM i C&A za ok. 200 zł + second hand + kilka ubranek w prezencie od ciotki więc już co nieco mam 
11. Z zakupów dla mnie to nie licząc łupów w lumpku udało mi się kupić 2 pary legginsów w lidlu za 45 zł, rajstopy ciążowe w rossmanie i jak na razie tyle.
12. Od samego początku ciąży boli mnie w krzyżach po prawej stronie coraz mocniej, do tego stopnia, że nie dałam rady wstać z łózka w nocy ani pójść do toalety sama. W ciągu dnia ewidentnie było widać jak kuleję i dlatego dokładnie w 16t +0d poszłam na L4. W pracy o ciąży powiedziałam dzień po wizycie w 12 tyg.
13. Tuż po świętach poszłam do fizjoterapeuty (dr Bąk) i mam nadzieję, że ćwiczeniami i jego "uciskami" zwalczę ból na tyle, aby móc całkiem normalnie funkcjonować. Już jest troszkę lepiej, bo dam radę się przekręcić na łóżku ale nadal jest to okupione ogromnym bólem.
14. Już się nie mogę doczekać połówkowych 12 maja 
30.04.2017
13 dc.
Ale pogoda.To już jest długi weekend a naprawde zimno....brrr. Mielismy jechac dzisiaj na wycieczke.Tak zapakowac Mlodego i pojechac w sina dal.Wieczorem planujemy koncert.Grają koncert- majowka w rytmie disco polo.
Ale na termometrze 9 stopni.Nie wiadomo jak się ubrac.No wezmę sobie kurtkę zimową bo jestem zamrzluch.He he
nie nie no zartuje.
Wczoraj mąż mnie zabrał na pizzę. Bylismy na krotkich zakupach, to chociaz tyle sobie użyłam tego weekendu 
A jak starania?Staram się cały czas o tym nie myślec.Ale to jest silniejsze ode mnie gdyż owulka się zbliża...Tak a mąż szaleje.Pragnie tego dziecka bardziej ode mnie czasami mi sie tak wydaje...
Przeciez marzec sie skonczyl...czlowiek nie kot współzyc musi.Hehehhe

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 maja 2017, 15:51
Jak moje samopoczucie? Dowiecie się z nowego posta... --> Starania pełną parą
Mam nadzieję, że u Was lepiej.

22 dc 11 dpo
54% pozytywny test- śmieszne są te wyliczenia przez owufriend.
Temperatura w porównaniu do wczorajszej nie poszybowała wysoko w górę ale nadal jest ponad temperaturę podstawowa. Szyjka nadal wysoko. Czekam co przyniosą kolejne dni
9 dpo
Test negatywny 
Ależ jestem rozczarowana ...
Jeszcze kilka dni temu byłam pewna że się udało,a tu dupa ... Echhhhhhh ,ale co ja sobie myślałam ,że 1 raz i już ?! Nie ma tak dobrze ,jak się chce to tak nie ma ... A może ja już poprostu mam nie mieć więcej dzieci? Może ten na górze już dał mi i tak duży dar ,że wystarczy ...Ajjjj gdyby nie ta ciąża biochemiczna nie byłoby tego obecnego cyrku ... Nie planowałam już więcej dzieci naprawdę ,ale gdy straciłam ciążę zapragnęłam jeszcze jednego maluszka ... No i ??? Tkwię ,utkwilam w tej farsie ... Zaplatalam się bo ostatnio o niczym innym nie myślę ;( już nie długo sierpień i powrót do pracy .... Może mi przejdzie ...
31 tydzień (30+4)
66 dni do porodu
45 dni di ciąży donoszonej
9 dni do wizyty
U nas w zasadzie bez zmian i dlatego nie piszę.
W końcu maj. Na szczęście. Nigdy tak bardzo nie pragnęłam czerwca jak teraz. Nawet jak chodziłam do szkoły i w czerwcu zaczynały się wakacje, to tak bardzo na to nie czekałam. Bo w czerwcu będzie ostatnia prosta, będzie można wstać i iść, nie przejmować się każdym krokiem. W czerwcu moja córeczka będzie miała rozwinięte płuca. Nie wiem czemu akurat to mnie najbardziej przeraża gdybym miała urodzić wcześniej. Że nie będzie mogła sama oddychać. Ale wierzę, że damy radę wytrwać do magicznej daty - ciąży donoszonej. No, bo heloł! jesteśmy tak blisko! 
Narazie mam cel żeby wytrzymać do 2 czerwca. Wtedy tata przyjeżdża na urlop, będzie grill, impreza, a ja będę mogła w tym uczestniczyć. I chcę to zrobić w dwupaku. Więc odliczamy maleńka do przyjazdu dziadka - 32 dni. Damy radę 
Od kilku dni czuję te słynne kopniaki w żebra
Są momenty kiedy nie są takie przyjemne, ale mimo wszystko i tak są cudne
A i zgaga..o ludzie..jeśli to prawda, że rosną wtedy włosy dziecku (w co nie wierzę) to mała będzie kudłata 
Czekamy na komodę dla niuni, żebym mogła wszystkie jej rzeczy gdzieś poukładać. Na szczęście się jeszcze zmieści w sypialni 
Pierwszy raz wczoraj wyszedł mi test z Allegro pozytywny taki co dwie kreski są takie same no i po hsg zaczął boleć mnie nieaktywny prawy jajnik coś się dzieje najwyraźniej oby było owocnie
Przyszedł okres. Porządnie plamie już i test negatywny dziś rano. Zaczynamy drugi cykl starań. Składam oficjalną obietnicę, że w następnym cyklu nie testuje co najmniej do terminu @. Koniec. Za dużo kasy wydałam w tym miesiącu na testy ciążowe i za dużo moich nerwów. Dziś piwko i jesli się nie rozpada to na majówkę się wybiorę. A narazie do 19 praca...
31dc , 13dpo lub 8dpo, zależy czemu wierzyć.
Zrobiłam wczoraj test ciążowy, bo jeśli owu była wtedy kiedy ja jednak się upieram, że była to już by coś wyszło. Test bielusieńki jak suknia ślubna dziewicy, ale w sumie jakoś podejrzewałam, że tak będzie, jeszcze nie poczułam dużego zawodu. Jeszcze. Normalnie bym nie testowała, ale miałam pić wczoraj alkohol, więc wolałam wiedzieć.
Czekam cierpliwie na @, w przyszłym cyklu zaraz po @ mam histeroskopię diagnostyczną. Nie wiecie czy w cyklu z histeroskopią można się starać zaraz po zabiegu? Nie zagłębiałam jeszcze tematu, ale może Wy wiecie?
Odpoczywam dziś i cieszę się słonkiem, choć jest baaaaardzo zimno- leżę na kanapie, okno otwarte na oścież ( żeby móc słuchać wiatru i ptaszorów), a ja w bluzie z kapturem i pod kocem. I z ovufriend na kolanach. Ale komputer zaraz pójdzie w kąt, czeka na mnie soczysty kryminał do przeczytania.
Na obiad zamawiamy pizzę, a potem dłuuuugi spacer z psem 
Pozdrawiam Was kochane, odpocznijcie, zwolnijcie, rozejrzycie się po świecie, żeby dostrzec te wszystkie małe dobre rzeczy które nas otaczają.
23dc 12dpo temperatura dziś podobna do tej podstawowej. Nie załamuję się nie przeżywam tego mocno. Jest jak jest. Nie nastawiam się na ciąże w tym cyklu. Test zrobię tylko dla pewności że mam rację
13 Dc.
Tak, mówią że 13 to pechowa liczba. Powoli zaczynam wierzyć w przesądy. Wszystkie plany,wszystkie marzenia szlag jasny trafił... Nie potrafię opisać, jakie uczucia kierują mną w tej chwili,tego juz za wiele... Nadszedł w naszym związku okres kiedy jedna ze stron się poddała - oczywiście to nie ja. Czasem wolałabym żeby te słowa padły z moich ust...,, ale przecież i tak się nie uda, po co się starać " te słowa uderzyly we mnie mocniej niż solidna bomba atomowa. Cały mój trud, czas poszły na marne tylko po to żeby w tym wyjątkowym czasie, w tym okresie płodnym z nadzieją na piękny finał usłyszeć,, weź daj spokój i tak nic z tego"
zostałam totalnie odrzucona od bliskości, od uczuć. Ogarnął mnie wstręt - chyba każda z nas tak by zareagowała. Milion myśli w głowie, cała noc nie przespana. Przecież on tak bardzo pragnął tego dziecka, pomimo problemów mieliśmy starać się nadal, mieliśmy wierzyć, być dobrej myśli! Odebrano mi cel, odebrano mi marzenie - w ciągu 10 minut mój świat obrócił się o 360 stopni. Chłód w sercu...
Dziennik pokładowy:
206dc, 30 tydzień
Uh... ależ ciężki weekend za nami! Zdałam sobie sprawę, że jakiś etap w moim życiu ewidentnie się skończył. Kij, że przemyśleń tego typu mam chyba dwieście na dzień, ale tym razem... jakoś tak mocniej szarpnęło mi banią.
W sobotę byliśmy na weselu znajomych. Jeżeli miałabym podsumować moje bycie tam jednym zdaniem, to brzmiałoby ono "zamieniłam się we własną babcię". Już po zakończonej mszy zdałam sobie sprawę, że właśnie minął mój limit sześciu godzin bycia na nogach i "ogarniania" - to dla mnie taki bezpieczny czas, który mogę wykorzystać na wszelką aktywność a potem się położyć i naładować bateryjkę, żeby potem nie popadać w depresję, że zamieniam się w warzywko. No a tu jeszcze całe wesele...
Przy stole oczywiście powtórka ze świąt. Miałam ochotę wleźć na stół i nacierać się jedzeniem, niczym wyginająca się nastolatka przy pomocy gąbki, w teledysku z myjnią samochodową w tle. A dodam, że młodzi mają dość dzianych rodziców i menu było kozackie. Kaczka w żurawinie, steki o różnym rodzaju wysmażenia, ryby w migdałach, różne opcje wegetariańskie, jakieś cuda-na-kiju-zawijańce ze szparagami... Poezja. A parę stolików dalej wołał do mnie barek z babeczkami z serniczkowym nadzieniem i arbuz pokrojony w trójkąty. No i tak siedziałam i memlałam, aż w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że... funkcje życiowe zredukowały mi się do dwóch właśnie - memlania i potakiwania. Autentycznie czułam się jak starowinka, która jest już zbyt zmęczona, żeby bawić się z innymi, ale równocześnie bawi ją sam fakt przyglądania się. Musiałam wyglądać jak stereotypowa ciężarna w zaawansowanym stadium brzuchacenia. Wszyscy naokoło jedli, walili driny, rzucali nieprzyzwoite żarty, wołali "o k*rwa, ZORBA!" i lecieli na parkiet, a ja... żułam, żułam i żułam... i uśmiechałam się półgębkiem. A wewnątrz mojego ciała darła się "prawdziwa" Marysia (a może to była Miśka?!) - "Czemu śmiechem nie walnęłaś, skoro Twój stary walnął taki śmieszny tekst?!".
A propos starego... dałam mu się parę razy wyciągnąć się na parkiet i tutaj miałam przeogromny ból dupy, gdyż zespół był świetny - muzyka na żywo, dwóch wokalistów, skład dęty, gitara, perka i klawisze. Wszystkie laski zamiatały dupeczkami, włosami i falbanami przy sukienkach. Mnie stać było tylko na pingwinie kroczki. No szkoda. A jeszcze niedawno, kiedy chodziłam na zumbę i salsation, wszystkim opadały szczeny, że tak zamiatam na parkiecie... no nic. I tak było uroczo - ja, mój mąż i brzuch, który nie pozwala nam zatańczyć przytulańca.
W pewnym momencie jednak poczułam, że już nie daję rady. Za długo na nogach, gumka od rajstop zaczęła mnie cisnąć, jedzonko mi się nie uleżało, było za głośno... No i wtedy, pomimo całego tego wewnętrznego rozbuchania i "oesu, jak tu fajnie!", nagle usłyszałam, jak mówię do starego: "żądam pokoju hotelowego z łóżkiem w trybie NAŁ!". No i się udało. W ciągu całego wesela zaliczyłam tam dwie godzinne wizyty. Oooch, tylko ciężarne wiedzą, jak wiele po tak długim siedzeniu przy stole, daje poleżenie sobie z nogami do góry, po wcześniejszym zdjęciu rajtek... Załapałam się nawet na pół godziny sesji z "Twoja twarz brzmi znajomo", który jest moim najulubieńszym programem EVER. Mąż w międzyczasie napruł się jak świnia i obracał wszystkie ciotki młodych - miałam nawet moment, że miałam ochotę się na niego zdenerwować, obrazić i okazać zazdrość, że nie masuje mi stóp i nie upewnia się co pięć minut, czy nie rodzę, ale jak już wspomniałam zamieniłam się w amebę, toteż moim jedynym celem na ten wieczór było wytrwać do oczepin i położyć się spać. No i udało się! Mąż co prawda, w stanie głębokiego upojenia i zapewniając mnie, że jestem mega seksi w ciąży, próbował namówić mnie jeszcze na "jebnięcie w dęs", ale dostał tylko torebką po nerach. Co jak co, ale po całym dniu wrażeń musiałam jeszcze wsiąść za kółko i przejechać 30 km. No ale około drugiej w nocy już żeśmy byli.
Następnego dnia odkryłam, że można przesiedzieć i przeleżeć trzy czwarte wesela, nie wypić ani kropli alkoholu, a i tak mieć mega kaca. Kolejnego dnia słaniałam się na nogach. No ale to akurat było do przewidzenia - przerabiałam to już dwukrotnie po moich "maratonach spraw pilnych" na mieście. Problem był tylko taki, że mieliśmy jeszcze tego dnia zaproszenie na grilla do znajomej męża. Dojechaliśmy jakimś cudem, choć oboje byliśmy w stanie agonalnym - tym razem nie tylko ja byłam pantofelkiem memlającym żarełko i uśmiechającym się jednym kącikiem ust. Mój mąż też miał "romantyczne spojrzenie" całą nasiadówkę i marzyliśmy tylko o tym, żeby wejść pod ciepły prysznic i walnąć w kimonko. Miśka zdawała się totalnie mieć w dupce zmęczenie staruszków i hasała sobie w moim brzuchu żwawo po zaaplikowaniu witaminy M (jak mięso).
No i mam teraz takie trzy spostrzeżenia:
Po pierwsze i najbardziej banalne, ale miejmy to za sobą. Nie opłaca się kupować ciążowych rajtek. Kupcie rajtki piątki i załóżcie je tył na przód. Mega patent! I kosztuje połowę mniej. To akurat doradziły mi kumpele z grupy na fejsie, bo zakupione wcześniej ciążowe antygwałty z Gatty odznaczały mi się pod kiecką, jakbym miała jedną wielką bliznę po cesarce.
Po drugie - kobieta ciężarna w towarzystwie pozostaje w oczach ludu tylko i wyłącznie chodzącym inkubatorem. Nikt już nie zapyta Cię o to, gdzie pracujesz, co lubisz jeść, co myślisz na temat rządu i gdzie zrobiłaś sobie tak zajebiste paznokcie. Odkąd pojawisz się wśród obcych w zaawansowanej ciąży, możesz co najwyżej usłyszeć: "Nie chcesz się położyć?", "Kiedy termin?", "Znasz już płeć?", "Masz już imię?", "A gdzie rodzisz?", "Dziewczyno, ja nie wiem, czy wiesz, a pewnie nie, ale TY SIĘ WYŚPIJ ZAWCZASU, BO POTEM BĘDZIESZ MIAŁA PRZESRANE!". Co na to ja? Memlu-memlu ciastem i głupi uśmiech kogoś, komu dziecko odcięło dostęp do 50% aktywnego obszaru mózgu.
No i po trzecie… Tak, ten weekend uświadomił mi, że skończyły się już czasy beztroskiego hasania. Zostały jeszcze jakieś dwa miechy ciąży i skoro na początku trzeciego trymestru już potrzebuję babcinego balkonika, to wiem, że nie ma mowy o dzikich imprezach w najbliższym czasie. Potem będę karmić. A jak skończę, to będę się martwić, czy mi dziecko zostawione u rodziny nie płacze. Więc następna szalona impreza może za jakieś pięć lat… Damy radę? Cholera, nie wiem. Ale muszę zacząć się na to nastawiać psychicznie.
Paradoksalnie - jakiś miesiąc temu pisałabym to ze łzami w oczach. Dzisiaj naprawdę się z tego wszystkiego śmieję. Chyba przywykam do bycia ciamajdą. I dobrze mi z tym.
A na deser mój outfit z wesela. To kiedyś naprawdę była moja sukienka nieciążowa… Aż nie mogę uwierzyć.

Buzi!
W poniedziałek kolejna wizyta Mąż powiedzial że może iść ze mna tylko nie wiem czy chce... Dwa tyg minely bardzo szybko. Widzialam swojego Kropeczka wierze ze rozwija sie dobrze... Zawsze marzylam o bliźniakach bardzo jestem ciekawa co przyniesie wizyta w poniedziałek.
Szyjka wysoko i tak jakby rozpulchniona. Może zaczyna szykować się do okresu?
2.05.
15 d.c
Dzisiaj spalismy dlugo po koncercie...No a jak majowka jest raz w roku.
Dobrze mi to zrobilo, troche sie odstresowalam
Oczywiscie bylo 
Oby nam się w tym cylu udalo.
Jajnik prawy kluje na owulke.
A jak u was starania?
Witam wszystkie Panie,
Dziś oczekujemy na owulacje. Dziś lub wczoraj. Obiad fit, gdyż, iż, ponieważ, partner postanowił zrzucić kilka kilogramów. Ja - nieustannie jedząca anemiczka (bez stwierdzonej anemii, chodzi mi tu o wygląd) czekam na ten fit obiad, popijając wcześniej cole. Ot takie moje życie po pracy. Gdy Bóg rozdawał cycuszki, ja chyba poszłam po jakiegoś tasiemca. Jem to na co mam ochotę, ile chcę. Waga dziecięca.
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 maja 2017, 18:02
Myślałam, że tym razem będzie prościej. Że uda się prędzej. Że nie będzie bolało przy kolejnym nieudanym cyklu. Że jak jest jedno dziecko, to na drugie nie ma takiego parcia. I wiecie co? Gówno prawda. Wcale nie jest prościej, łatwiej, szybciej. Wcale mniej nie boli. Wcale rozczarowanie nie jest mniejsze.
I tak już przeszłam etap „fajnie by było, jakby było, ale niekoniecznie już”, etap „wielkiej nadziei i ekscytacji, że to się dzieje naprawdę, że się staramy!”, etap „złości i rozczarowania”, etap „obrażenia na ciążę – jak ona mnie nie chce to trudno, generalnie foch”, po etap na którym obecnie jestem „nie wierzę, że się uda”.
Nie wierzę, a tak bardzo chciałabym. Boję się, że sobie nie poradzę, zarówno w ciąży z małym dzieckiem, jak i z dwójką małych dzieci, ale chciałabym. Tak bardzo bym chciała...
Zaczęłam 38 tydzień ciąży. Chwilami jest już naprawdę ciężko. Najbardziej dokucza parcie na pęcherz i kłucie w szyjce, nasila się to podczas chodzenia, więc nie lubię chodzić. Zmuszam się do krótkich spacerów do lasu. Autem od tygodnia nie kieruję, mąż mnie prosił, a z resztą sama czuję, że źle mi za kółkiem, duszno, ciasno.
Jutro wizyta u gina, pewnie da mi już skierowanie do szpitala. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem 10 maja zgłaszam się do szpitala, 11 maja mnie tną.
Torbę mam w 90% spakowaną. Córka strasznie mnie goniła do pakowania, bo boi się, że zacznę nagle rodzić i pojadę bez ważnych rzeczy, a ona z tatą sobie nie poradzą z pakowaniem.
Póki co, nie bardzo porodowo się czuję, choć skurcze przepowiadające się nasilają, zwłaszcza wieczorami.
Trochę nierealne wydaje mi się, że mam urodzić dziecko, że ono będzie z nami żyło, że rodzina się powiększy. Jakoś nie umiem sobie tego wyobrazić.
Któryś tam dzień cyklu (na początku) w którymś tam cyklu starań - niestarań 
Przeczytałam dziś, że nadzieja to dziwka.... i to prawda 
Wielcy tego świata, kiedy spinali się, żeby uzyskać odpowiedzi na swoje wielkie pytania, stawiane tezy, poszukiwane rozwiązania - znajdywali je właśnie wtedy, kiedy odpuszczali. Dlatego nadzieja to dziwka. Prawda.
Zamiast karmić się złudną nadzieją i czekać, czy może kiedyś wreszcie nam się uda spłodzić drugiego potomka, żyję.
Cieszę się tym co jest, jakbym przebudziła się z długiego koszmaru, bo naszych długich starań nie wspominam dobrze, to było pasmo walki, zmagań, łez, chorób, wyczekiwania.... Nie tak powinno to wyglądać.Każda z dziewczyn goszczących nieco hmmm....przydługo na tym portalu wie o czym piszę.
Zatem nie staramy się i tyle w temacie.
Ostatnim słowem będzie laparoskopia, jeśli do niej dojdzie, bo celowanie w termin już przestaje być zabawne
Już muszę ją przesunąć o tydzień, bo już cykl się rozwalił. Pal licho - przynajmniej pójdę na wesele wyprostowana
a po weselu podleczę kaca i nastąpi ostateczna rozgrywka z dziwką nadzieją.
Nawet jeśli usłyszę "diagnoza - obustronna niedrożność jajowodów", to przełknę to, będzie game over i przynajmniej zakończy się ten etap w życiu, by rozpocząć nowy.
A majówka super
Mimo średniej pogody tempo życia maksymalnie zwolniło, jesteśmy ze sobą, nasza mała rodzinka. Dziś odbyliśmy pierwszą wspólną wycieczkę rowerową, ale każdy na własnym jednośladzie. Jakaż czułość mnie ogarniała na widok tych małych nóżek, które dzielnie pedałowały, a jaki Synek był dumny, że jedzie sam i to na dwóch kółkach. Dzielna Bestyjka 
Szkoda tylko, że magnolie pomarzły, mają kwiaty, ale nie tyle jak co roku, niektóre wcale, a tak zawsze pięknie było w weekendy majowe, zawsze kojarzyły mi się właśnie z kinącymi magnoliami.
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 maja 2017, 19:54
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.