8 DC
No, to już jutro... M na pełnym luzie, a mnie od środka żżera stres.
A co jeśli nic się nie zmieniło ? A jeśli będzie jeszcze gorzej?
Oboje jesteśmy dobrej myśli , ale gdzieś w głębi duszy strach daje o sobie znać.
Oby nasionka mojego M były dla nas życzliwe jutrzejszego dnia 
Jutro też czeka mnie kontrol mojej torbieli , oby była jeszcze mniejsza niż była ostatnio. Mam nadzieję,że nic mi się tam nie pomieszało przez te niespodziewane krwawienie ...
W 12 dc gin wypatrzyła pęcherzyk na lewym jajniku o wym 21mm i na prawym 12mm,ale powiedziała,że z tego małego nic nie będzie,a owulacja będzie między piątkiem a niedzielą.
Niczego nie czułam ze strony lewego jajnika,więc w niedzielę wieczorem myślałam,że owulacji nie będzie,ale stało się coś nieoczekiwanego,a raczej niespodziewanego.Podczas "przytulanek"czułam dyskomfort od strony prawego jajnika.Ok pół godz po przytulankach,myślałam że od prawej strony i z dołu brzucha,wyjdzie mi wszystko na wierzch,ból taki, jakiego jeszcze podczas owulacji,ani nawet dawnych bolesnych @ nie miałam.Mogłam leżeć tylko na wznak,ruszenie nogą potęgowało jeszcze większy ból.Zastanawiałam się już czy to nie wyrostek robaczkowy.Po dwóch godzinach takie leżenia w bólu,pomyślałam,że pójdę jednak do toalety,może jak się wysikam/bo czułam też takie parcie w dole brzucha,to ból złagodnieje.Jenak myślałam,że z bólu nie wstanę z toalety,czułam jak ręce i nogi robią się jak z waty,a w buzi strasznie sucho.Ledwo doszłam do sypialni i ostatkiem sił padłam na łóżko,to była masakra!Mąż przyniósł mi nospę, przeleżałam jeszcze tak z bólem do ok 5.00 i dopiero przysnęłam.
Przez cały poniedziałek miałam bolesny cały brzuch,odczuwałam też dyskomfort z prawej strony z dołem brzucha.
Dziś na monitoringu,potwierdzona owulacja właśnie z prawego jajnika!Jest ciałko żółte.
Tylko ciekawa jestem,dlaczego endometrium w 12dc miało 9,95mm a dziś w 17dc 9,45??? Może jakieś błędy pomiarowe?
Pęcherzyk 21mm na lewym jajniku okazał się nie być pęcherzykiem,tylko torbielką,którą mam od czasu łyżeczkowania w 2015.
W 22dc,15.05 w swoje urodziny,czyli kiedy będę o "rok starsza" sprawdzam progesteron i estriadiol.
33 tydzień ciąży (32+4)
52 dni do porodu
31 dni do ciąży donoszonej
Na obchodzie moja gin wzięła mnie na badanie i miałam nadzieję, że wyjdę. Niestety nie. Wszystko pozamykane, ale szyjka skróciła się o 2 mm. Prosiłam o wyjście i niby już miałam wyjść, ale moja gin stwierdziła, że boi się mnie wypuścić, bo jak dostanę skurczy to urodzę i mam zostać jeszcze ten tydzień w szpitalu żebym chociaż 34 tydzień miała. Mówiłam jak źle psychicznie czuję się w szpitalu, że w domu i tak tylko leżę, ale chyba z 3 lekarzy zaczęło mnie przekonywać, że tu jest bezpieczniej i mają nad wszystkim kontrolę. Zostałam, ale jeśli w poniedziałek mnie nie wypuszczą to wyjdę sama. Tak wiem, dziecko jest najważniejsze, ale mój stan psychiczny dłużej tego nie zniesie. Po prostu nie dam rady. Od rana ciągle płaczę, mam dość. Pewnie jestem wyrodną matką itd, ale ja naprawdę nie mam sił. Wczoraj jakoś miałam inne podejście, a dzisiaj.. Do kogo mogę mieć żal? Do Boga? Do siebie? Dlaczego akurat ja? To jakaś kara? Nie pamiętam już jak to jest normalnie żyć. I narazie nie wierzę w to, że kiedykolwiek moje życie się zmieni. Nie pomaga wsparcie ani męża ani rodziców. Mama mi tłumaczy, że już tak daleko zaszłam, że trzeba myśleć pozytywnie, mąż, że wytrzymamy, damy radę, ale to nic nie daje. Jest jeszcze gorzej. Nie mam już siły nawet na delikatny uśmiech. Jestem w totalnej rozsypce. Chciałam mieć tylko dziecko, tak o tym marzyłam. Kocham moją córeczkę, ale przez to jak jest czasem żałuję, że zdecydowałam się na dziecko. Wiem, że to straszne. Można by powiedzieć, że te kilka tygodni to wielkie nic w porównaniu z resztą życia razem z malutką. Niestety na dzień dzisiejszy to do mnie nie przemawia. Skupiam się tylko na złych rzeczach, nie potrafię inaczej. Mam tylko nadzieję, że przetrwam jeszcze ten tydzień w tym cholernym szpitalu. I wiecie co? Niech się dzieje co chce, ale nie chcę być już nigdy w kolejnej ciąży. Nie po tym wszystkim.
Chcialam pisac na biezaco ale jakos nie wyszlo 




















Wiadomość wyedytowana przez autora 29 maja 2017, 17:31
3 miesiące 





Nie wiem kiedy to minelo. Nelusia rosnie jak na drozdzach, im dluzej ja trzymam w poziomie to coraz bardziej boli mnie reka. Ale jest taka slodka
tak pieknie sie usmiecha ze az nie do wiary
ciagle podnosi glowke jak na mnie lezy, chcialaby juz najlepiej siedziec. No ale jeszcze troszke 
Tomcio paluszek rowniez jest bardzo slodki
ale nie obylo by sie bez brojenia oczywiscie 
Na dniach teraz znowu nauczyl sie nowych slowek
bardzo duzo teraz powtarza po nas 
Dzis 10 maja spadl tez u nas SNIEG!! Istny szok. To chyba sen.. mam nadzieje ze szybko zniknie.
Ktoś podciął mi skrzydła i nie wiem jak mam teraz wzbić się w górę.
Jedziemy do szpitala.
Po tabletkach dobrze się śpi, jednak ich działanie się kończy i gdy sen mija, jak obuchem uderza rzeczywistość. Wczorajszy wieczór był okropny, ogrom łez wylanych moich i mojego męża, ulżyło? nie wiem, boli nadal. pewnie długo będzie bolało...
wiem życie toczy się dalej, ale nasze jakby zwolniło. nic mnie nie obchodzi.
Pierwsze dziecko też nie przyszło tak szybko po roku zbliżeń i nie udanych próbach, zgłosiłam się do lekarza. Po zrobieniu poziomu leków dostałam bromergon na obniżenie prolaktyny, brałam 9 miesięcy bo coś nie chciała się obniżyć, w końcu była już ok i zaczęliśmy ponowne intensywne starania udało się w czwartym cyklu.
Był to kolejny moim zdaniem nie udany cykl, 45 dzień cyklu zrobiony test negatywny, umówiłam się do gina na wizytę by dał mi coś na wywołanie okresu, miałam wizytę na za tydzień. 26 maj wizyta u gina przyszłam smutna, z miną na kwinte, pani doktor mnie pocieszała, że spokojnie... Zbadała mnie i z uśmiechem zaprosiła na usg, a tam szok... Patrzy i mówi ja tu widzę tykające serduszko. Mysłałam, że zemdleje ze szczęścia , poryczałam się, ale byłam w takim szoku..że brakowało mi słów. Cała ciąża na podtrzymaniu bo podobno za szybko się skraca szyjka i rozwarcie od początku, no i tak pięknie się trzymało, że urodziłam 10 dni po terminie. Poród nie należał do fajnych, skórcze rozpoczęły się w sobotę o 24, a urodziłam w poniedziałek o 11,15 (urodziłam młodego przy 8cm rozwarcia , w końcu położna położyła się mi na brzuch i na wypchnęła młodego) . Synek nie oddychał zabrali go i nie widziałam go.... masakra, po 5 min gdzie dla mnie to wieczność powiedziała mi kobieta, że już oddycha ale muszą go oczyścić zbadać i do inkubatora na trochę położyć. Dostał 2stopnie w skali Apgar, do roku żyłam w strachu czy wszystko z nim będzie dobrze. Całe szczęście rozwijał się nad wyraz szybko i wzorowo.
Minęły 3 lata i bach znów moja myśl chcę jeszcze jedno dziecko zaczęłiśmy w grudniu starania po tabletkach anty i w czerwcu dowiedziałam się, że jestem w ciąży taka podobna sytuacja , brak okresu test negatywny a na usg okazywało się, że maluszek się rozwija. Radość przeogromna, cała ciąża wzorowa, poród też więc wszystko bosko. No i myślałam, że tak zakończymy
))
Do czasu jak grając w piłkę nożną z moimi dziećmi nabawiłam się kontuzji kolana , zerwanie więzadła przedniego krzyżowego, pęknięta łękota, zerwane więzadła boczne. Dla mnie to był cios, nic innego jak tylko zabieg. Na NFZ termin półtorej roku, jeździliśmy szukaliśmy nic. W końcu po 3 m-cach decyzja że robimy prywatnie, kasy poszło w diabła ale było warto, bo już biegam skacze, a normalnie dopiero byłabym po zabiegu.
No ale tak leżąc unieruchomiona po zabiegu miałam mnóstwo czasu na rozmyślenia i stwierdziłam , że dla mnie rodzina jest najważniejsza i do pełni szczęścia jeszcze córka mi potrzebna 
Tak więc od kwietnia 2016 rozpoczęliśmy starania.
Teraz po takim czasie już nawet nie myślę by była to córka , chcę zdrowe dziecko, bez znaczenia jakiej płci.
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 maja 2017, 07:37
27dc
Temperatura dziś spadła do 36,85, więc czekam na okres.
Postanowienie poranne: NIE ROBIĆ TESTÓW PRZED TERMINEM OKRESU!
31dc/11-13dpo (?)
Mój przyjaciel Hashimoto.
Właściwie potwierdziły się moje przypuszczenia zrodzone poprzez namiętne GOOGLOWANIE. Tak, jestem w tym mistrzem. Wycwaniłam się i wszelkie zapytania typu: "brak objawów w ciąży", "progesteron w ciąży", "ślinotok w ciązy" wpisuję w wyszukiwarce w oknie incognito. Muszę zachowywać pozory, że jestem zupełnie normalna. Wracając do meritum, bardzo miła Pani endokrynolog wyjaśniła mi wszystko, omówiła wyniki moich badań, przypisała leki. Była tak sympatyczna, że zupełnie po drodze zapomniałam, że może to jeszcze bardziej wydłużyć nasze starania. Ale nic, pocieszam się tym, zajęłam się sprawą, zrobiłam wszelkie możliwe badania, wiem na czym stoję i nie marnuję czasu.
Do tego wszystkiego mam zagwozdkę dnia - czy zrobić kolejny test ciążowy? Wczoraj ujrzałam NIC. wielkie NIC. Ale dzisiejsza wizyta u lekarza obudziła we mnie jakąś iskierkę nadziei. Pani doktor powiedziała, że mam "wysoki, ładny" progesteron i powinnam zrobić test. Wracałam do domu powtarzając sobie w kółko: "TYLKO SIĘ NIE NAKRĘCAJ, test zrobisz jutro, jesli dalej okres nie przyjdzie". No, ale jak to u mnie bywa... NAKRĘCIŁAM SIĘ. No i siedzę i myślę, czy warto go marnować? Że pewnie nic nie wyjdzie, ale może? Dodam, że mierzyłam rano temperaturę - dalej wysoko. Brzuch od wczoraj momentami ćmi.
Obiecałam sobie, że jeśli ten cykl nie zaowocuje w dziecię, to w następnym daje na luz. Pewnie jestem jedną z 108002316639104 staraczek, które to piszą. Ale plan jest następujący: temp mierzę od 12-14 dc, do 4dpo. Nie zapisuje żadnych cholernych "objawów", nie badam 10 razy dziennie szyjki macicy i nie sprawdzam śluzu za każdym razem, kiedy jestem w toalecie.
Chciałabym być znów normalna, a czuję, że wariuję. Serio.
27 dc
15 dpo
Ovu już nawet nie nalicza punktów ciążowych za objawy. Napisane tylko: możesz już testować. Serio?
Temp. 36,61. Ni to okresowa jeszcze, a ciążowa na pewno nie. Czekam na @. Tabletki przeciwbólowe naszykowane. Pewnie przyjdzie dziś w nocy albo jutro z rana.
Kupię sobie wiesiołka i dalej będę piła zioła ojca Sroki. Lepiej się po nich czuję, zwłaszcza w II fazie cyklu.
114 dzień cyklu.
zaliczyliśmy przez ten czas szpital, 2,5 tygodnia leżenia plackiem, badania prenatalne, test Pappa.
żyjemy póki co.
I jesteśmy Lilianną. 
10 DC
Jutro wychodzi za mąż moja przyjaciółka!
A ja będę jej świadkową 
Dziś już u niej nocuje, ostatnia panieńska noc. 
Po weselu też tam nocujemy więc czekają mnie 3 dni poza domem 
Jutro są też 27 urodziny mojego męża, a w przyszłym tygodniu nasza pierwsza rocznica ślubu! Jest tyle okazji do świętowania
Czy maj przyniesie Nam jeszcze jedną?
30+4 do TP: 71 dni
Wg suwaczka zostały mi 2 miesiące, 1 tydzień i 3 dni!
Ej no... Heeellloooołłł!?
Kiedy to zleciało ja się pytam!? o_O
Mamy już prawie połowę maja, potem czerwiec tak samo szybko zleci i ukaże się upragniony lipiec i chęć aby Niki jak najszybciej była z Nami 
W sumie czuję, że szybciej rozrabiaka wyjdzie. Coraz bardziej odczuwam ją w podbrzuszu, tak nisko. Tak jakby rączkami robiła sobie wyjście 
Na razie niech sobie siedzi w brzuszku. Może wyjść nie prędzej jak pod koniec czerwca. O!
wtedy wypadnie mi termin donoszonej ciąży więc będę spokojniejsza.
Nawet pisząc ten wpis dokazuje
uwielbiam to
zawsze zastanawiałam się jakie to uczucie mieć maleńkie życie w sobie i... teraz już wiem!
oj będzie mi brakować tego 
Tak wogole zastanawiam się nad fryzurą. Dwa lata temu miałam sombre fioletowe i tak się zastanawiam czy w czerwcu nie wybrać się na powtórkę 
Oooo takie 

Trzeba ładnie wyglądać na lipiec 
10 cs game over
11 cyklu bądź dla mnie szczęśliwy.
2 dc. Cykl rozpoczęty
http://www.mamalekarz.pl/nie-sadzaj-nie-stawiaj-niemowlaka/
Jednak okazalo sie ze bylam w ciazy niestety 29 kwietnia moj 3tygodniowy cud opsucil mieszkanko..
Kolejny cykl 13dc.
Wszystko sie samo ladnie oczyscilo..w poniedzialek wiYta kontrolna u gina.
Probojemy dalej moze groszek wroci z powrotem
Dziwne, szyjka podniosła się i jest miękka. W środku dużo kremowego śluzu, zupełnie nie tak, jak być powinno przed okresem. Wyobraźnia pracuje. Pewnie znów płata figle. Mimo, że test oczywiście negatywny. Ale może 11dpo to za szybko na test? No nic, czekam. Czuje się zupełnie nie-okresowo.
zbadalam hormony, 13dc, czyli u mnie faza owulacyjna.
Niestety wyniki nie sa dobre.
Estradiol=180 OK (norma 85,8-498)
LH=4,54 SLABO (norma 17-77)
Progesteron=0.295 BARDZO SLABO (norma 0.385-38.1)
wychodzi na to ze nie mam jeszcze owulacji i zdecydowanie za niski progesteron, choc Gin mi napisala esa, ze jest OK.
Jutro ide na konsultacje.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.