emi2016 Nasze marzenie 22 maja 2017, 15:29

4t 0d
BetaHCG 38,09
Progesteron 25,48
Wizyta za tydzień w czwartek - mam odstawić metforminę, zwiększyć luteinę do 3x2 tabletki i jeść często max 1600 kcal/doba.

Tak strasznie się cieszę !!!


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 maja 2017, 19:38

Alicja 28 Niepłodna wtórnie 22 maja 2017, 15:36

Wkraczamy w 3 trymestr :)
Jeszcze trochę i zobaczę Cię Maleństwo Moje!!!!!!!

Ogólnie jest dobrze nie mogę sobie poradzić tylko z wypryskami na twarzy, ramionach i plecach.
Waga 10 kg więcej a brzuszek mały..... wszystko poszło w uda i tyłek
tak bardzo irytują mnie teksty w stylu "dziewczynka odbiera urodę" "ale spuchłaś"
Nieważne, że wyglądam jak słoń, ważne że ty jesteś zdrowa kruszynko moja!!!

Marti... Goniąc czas 22 maja 2017, 15:40

@ juz sobie poszla.

czekam na termomentr, aby zaczac pomiary tempki od tego cyklu. nie moge doczekac sie polowy czerwca. wyjezdzamy nad nasze morze na kilka dni. szkoda , ze ovu wypada mniej wiecej na tydzien przed wyjazdem :D bo by sie dzialo ! :D
jak to mowia "kawa nie wyklucza herbaty", wiec i tak sie pewnie bedzie dzialo, no ale o swiadomosc sama w sobie chodzi.
po weekendzie postanowilam wziac sie za siebie. i za swoje samopoczucie kiepskie i za powod tego zlego samopoczucia.
takze dzisiaj bedzie beiganie. dystans poczatkujacy: 3,5 km. mam nadzieje, ze nie zemdleje w tym upale, do ktorego cialo jeszcze sie nie przyzwyczailo po zimie :)

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 25 sierpnia 2017, 09:34

W planie zakup magnezu z wit B i moze suplementu dla M. (Androwit albo co) - o ile zechce brac. I kupie Folik albo jakie Prenatal porzadny z apteki a nie najtanszy kwas foliowy z Rossmanna:) aaaa i herbatke z niepokalanka zamawiam z neta. Na plus: nie popalam od 2tyg. Niemal nie pije alko :)

10 dzień cyklu!

No to mamy uwielbiany przez większość poniedziałek :) Weekend minął zdecydowanie za szybko... Mąż był w domku, spędzaliśmy miło czas <3 Byliśmy na imprezce, udało się trochę odstresować i zapomnieć na chwilę o dniach płodnych, owulacjach, termometrach i wszystkich innych "przyjemnościach". Miałam w planach zaszaleć z alkoholem (ahoooj przygodo!), ale skończyło się na jednym drinku - niestety byłam kierowcą :( Zlitowałam się nad Moim i go wyręczyłam, wiem jak ciężko pracuje w tygodniu... - coś mu też się od życia należy :P (bredzę jak facet)

No właśnie! Muszę Wam powiedzieć, że jest milion rzeczy, o które mogę mieć pretensje do mojego męża... ale do problemu naszych wydłużonych starań podchodzi bardzo mądrze. Zaskoczył mnie w niedzielę i oznajmił sam z siebie, że jeśli będzie taka potrzeba to on też się przepada i podporządkuje wszelkim zaleceniom. Widzę, że mu zależy i szczerze go to obchodzi <3

"Tutaj, aby utrzymać się w tym samym miejscu, trzeba biec ile sił". - Alicja po drugiej stronie lustra <3

Dziewczyny, 11 maja o 14:10 urodził się nasz synek, Tadeusz, a raczej póki co zwany Tadziem, Tadkiem, Tadziulkiem.
Ważył 4270 g, mierzył 57 cm, dostał 10 punktów.
Ze szpitala wypuścili nas po 5 dniach, ale nadal nie wiem, na jakiej planecie żyję. Wszystko kręci się wokół tej małego okruszka. Nie będę udawać, że jest lekko. Jestem niewyspana, przeszłam, a w zasadzie nadal przechodzę baby bluesa, było wiele wylanych łez, powodem czego było (jest) karmienie piersią. Tadek mocno spadł z wagi w szpitalu, dostał silnej żółtaczki, nie chciał budzić się na jedzenie, przystawiony do piersi słabo ssał, męczył się, odpływał i zaczęli go dokarmiać z butli. Maluszek polubił się z butlą, przez co nie ma cierpliwości do pracy z piersią. Dlatego ściągam pokarm i daję mu z butelki, bo nie mogę pozwolić na spadki wagi. Boli mnie ten "foch" na cyca, ale przystawiam i czasem udaje mu się złapać i possać, ale szczerze, to ja już mało wierzę, że zapała miłością do piersi i musiałam mocno zmienić swoje myślenie, z depresyjnej rozpaczy na rozsądek. Rozsądek podpowiada, że powinnam się cieszyć, że mam zdrowego synka, robić co mogę, by jadł (najlepiej moje) i rósł i cieszyć się ponownym macierzyństwem. Zamiast lać łzy, co się odbija na mojej córce.
A propos, Misia wspaniale zajmuje się braciszkiem, kocha go, chce we wszystkim pomagać. Kochana z niej siostra. Mąż mi też bardzo pomaga, ma na mnie zwolnienie 2 tygodnie, więc jest w domu. Bez tego bym chyba padła na nos. I tak już padam. Ściąganie pokarmu zajmuje kilka godzin dziennie.
Postaram się wrzucić jakieś zdjęcie, ale po prostu nie mam teraz kiedy.

5tc (4t4d)

Mam wyniki bety w odstępie 48h :)
20.05 - 2255 mlU/ml;
22.05 - 4646 mlU/ml.

Czyli pięknie przyrosło :D Chyba jest dobrze. Ginekolog dziś powiedział, że z takim wynikiem mogę się martwić mniej. Zlecił usg za ok 2 tygodnie, więc grzecznie poczekam.

Już nie mogę się doczekać kiedy powiem moim rodzicom, że zostaną DZIADKAMI :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 maja 2017, 08:48

W przyszłym tygodniu histeroskopia. Przed ostatnim znieczuleniem ogólnym trzęsłam portkami, a teraz już mi wszystko jedno. Straszne, do czego człowiek może się przyzwyczaić, jak go sytuacja zmusi.

Nie mogłam dwa dni temu zasnąć. Wmówiłam sobie, że jak zasnę, to na pewno umrę... Taka schiza. Jedyna rzecz, o jaką się martwiłam, to mój Mąż, jak on sobie beze mnie poradzi i o nasze zarodki. Jak tylko się obudził przedstawiłam mu swoją ostatnią wolę - nakazałam przenieść zarodki za granicę i wynająć surogatkę, żeby cokolwiek mu po mnie zostało. Popatrzył na mnie jak na wariatkę :D

14dc,
16 dzień gonapeptylu.

Wyniki hormonów:

LH 2,0 mlU/ml
Estradiol 18 pmol/l
Progesteron 0,2 nmol/l

O jutra start stymulacji!
Zaczynam: 150jm Gonalu F i 150jm Menopuru
Gonapeptylu 2/3 ampułki.

Pierwszy podgląd za siedem dni, 29 maja.

Dziś byłam z mężem na wizycie w klinice leczenia niepłodności
Wizyta bardzo mi się podobala lekarz konkretny androlog ginekolog czyli 2w1 popatrzył na nasze wyniki przeprowadził wywiad no i stwierdził że z wynikami męża możemy próbować inseminacji a szans mamy 50 na 50 w przeciągu pół roku ale najpierw mąż ma zrobić chyba to się nazywa fragmentacja dna plemnika( o zgrozo 350zl)
Stąd moje pytanie czy którejś mąż miał robiona te badanie i czy koszt jest ok czy chcą z nas zedrzeć kasę?
Jak fragmentacja będzie ok to możemy przystępować do inseminacji jak będzie źle to mąż ma się pokazać u urologa z tamtej kliniki i on ma stwierdzić czy opłaca się operacja żylaków i czy one są duże a bo na opisie USG i nic nie pisze bo androlog był jak na razie przeciwny operacji
Ja mam zrobić sobie hormony w 2-3 dniu cyklu i USG piersi(nie wiem po co w sumie ale nie będę negowac) no i zrobił mi USG a tam wyszło podejrzenie pcos na prawym jajniku znalazł ok 15 pęcherzyków gdzie powinny być max 3 i najprawdopodobniej ten jajnik jest uśpiony teraz już wiem dlaczego co miesiąc mnie boli tylko lewy a prawy jest cichy kazał przyjmować mi ovarin
Jak będziemy mieć wyniki zaleconych badań mamy się zgłosić więc najprawdopodobniej wizyta będzie w czerwcu po moim 3 dniu cyklu
Mąż przyjął wszystko spokojnie nawet nie zjeżył się na cenę badania tylko stwierdził że jak najszybciej trzeba go zrobić strach go obleciał tylko że będzie musiał oddać nasienie w klinice a z tym ma już przykre doświadczenia
Najbardziej mi tylko przykro z tego powodu że przez te dwa lata miałam robione nie raz USG i żaden z lekarzy na NFZ mi nie wykrył ze prawy jajnik może mieć pcos eh race lekarze na NFZ
Lekarz w klinice powiedział że może po prostu z mojej i m strony się wszystko skumulowało i to mogło też utrudniać a jak on nas trochę podrasuje to będzie możliwe nawet zaskoczenie bez inseminacji i tym stwierdzeniem przywrócił mi wiarę na sukces;)
Ogólnie z wizyty jestem bardzo zadowolona w końcu zostałam potraktowana jako pacjentka którą można wyleczyć a nie jako problem nie ciążowy od którego umywają ręce wszyscy ginekolodzy panstwowi

Kurka wodna, owu w natarciu, śluz jak marzenie, brzuch kłuje, a mi jakoś smutno i nie po drodze do serduszek i nie wierzę, że się uda...

Badania z 2 dnia cykli zrobione. Wszystkie wyniki wzorcowe :) Czekam teraz na progesteron .

Już po spotkanie trwało pół godziny..popłakałam się bardzo...kwalifikacja ponowna za tydzień w piątek....Chodzi o mojego męża..nie wiem co teraz..

Generalnie Pani i Pan psycholog stwierdzili że bardzo szybko po śmierci teściowej zdecydowaliśmy się na adopcję i nie wiedzą czy przeszliśmy żałobę po stracie...poza tym stwierdzili, że mój mąż nie umie się uzewnętrznić..Tzn ze nie potrafi pokazać uczuć na zewnatrz..powiedzieli że wierzą że ja sobie poradzę z dzieckiem,ale nie są przekonani czy mąż da radę...


Bardzo czepiali się męża,aż mi go żal było..mój mąż taki jest..nie mówi o swoich uczuciach..nie potrzebuje płakać tydzień po smierci matki..wie że życie jest ciężkie i trzeba się pozbierać i żyć dalej..dostal mocno po glowie w mlodosci wiec zbiera sie szybko po takich rzeczach..nawet za bardzo nie potrafiliśmy zrozumieć o co im chodzi...także coś tam pogadaliśmy..zapytałam co ewentualnie możemy zrobić..pobeczalam się jak głupia jak zapytali co czuje...aż musieli mi chusteczki dawać..także wątpię czy będzie dobrze..

także za niedługo nasza historia walki o dziecko moze sie skończyć :(

dziękuje za kciuki.


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 maja 2017, 13:17

Dziennik pokładowy:
227 dc, 33 tydzień!


Trochę minęło od ostatniego wpisu. Ale wiecie co… w ostatnich dniach nie wydarzyło się nic, co byłoby odchyłem od jakiejś normy. Aż się boję tego pisać, bo zwykle po takich deklaracjach właśnie najbardziej się pieprzy. No ale zaryzykuję. Ja też jestem jakaś dziwnie… spokojna. Obstawiam, że to kwestia tego, iż wreszcie powaliło nas na kolana wiosenne słońce, chwilami przypominające letnie. Zdarza mi się, że o szóstej rano leżę w łóżku i nagle, totalnie bez budzika, mam oczy jak pięciozłotówki, bo mój mózg krzyczy: "Maryś, wstawaj, już dzień!". Normalnie mimowolnie… chce się żyć! No i ta zieleń, która wylewa się zewsząd… Coś w tym jest, bo i mi i całemu otoczeniu nagle jakby ciśnienie zeszło. Śmieję się pod nosem, bo teoretycznie, w opinii społecznej, jestem w "najgorszym momencie ciąży", no bo kilogramy, bóle pleców, coś puchnie, terefere, hemoroidy… a ja się dopiero co z ciążą oswoiłam i nawet ją lubię, i jak mnie pytają "jak się czujesz?" mówię "dobrze"! Dlaczego tak nie mogło być od początku? Kurczę, nie mam pojęcia!

Zacznijmy od spraw około-lekarzowych. Morfologia i siku - ok, chociaż pech chciał, że w piątek trafiłam na uczącą się panią pigułę i od piątku mam śliwę po wkłuciu, jakby mnie stary lał kablem. Jedyny problem to niska hemoglobina - dowalamy żelazo. Nie wykryto przeciwciał z racji mojego RH-. TSH trochę skoczyło, ale wciąż jesteśmy poniżej 2. Według obietnic mojej endokrynolog - jutro ostatnia wizyta. Zaliczyłam też wizytę u dentysty, pierwszy raz od półtora roku (wstyd!), ale usłyszałam, że mam zdrowiutkie zęby i tylko jedna plombka wymagała poprawy. U ginekolog miodnie. Czytałam wczoraj w "W oczekiwaniu na dziecko", że maluch w 33 tygodniu waży około/lekko ponad 2 kg. I co? 2100 gram! Kawał baby! Niestety (a właściwie ze względu na poród fizjologiczny to stety) Miśka dalej udaje śrubkę, wwierca mi się w miednicę i ma twarz skierowaną w stronę moich pleców, toteż nie daje sobie zrobić żadnych zdjęć portretowych. Co miesiąc za to wracam ze zdjęciami genitaliów… Boże drogi, dziecko… Oby Ci to nie zostało!

W sobotę zaliczyłam kolejne spotkanie w ramach "Gdy się rodzi Małyssak", tym razem z Panią neonatolog i było arcyciekawie! Głównie dlatego, że Pani mówiła nam o tym, o czym zazwyczaj niewiele mówi się na szkołach rodzenia, czyli np.. o tym, jak trzymać dziecko, by nie doprowadzać u niego do różnych patologii kręgosłupa, skąd się głównie biorą kolki (trochę obaliła mit łykania powietrza z butelki), jak radzić sobie z katarem u niemowlaka, jakie są konsekwencje cesarki (przy czym nie demonizowała, tylko sugerowała, że nie zawsze opcja "na życzenie" to najlepsza opcja), mówiła, jak radzić sobie właśnie z różnymi problemami po tego typu zabiegu (ciekawostką było dla mnie, że dzieci z cesarek właśnie bardzo lubią być "konkretnie" otulane ze względu na pominięcie etapu przeciskania się przez kanał rodny) i tak daaaalej. Za tydzień idę z mężem, ma być spotkanie z położną. Mam nadzieję, że odczaruję jego zdanie na temat darmowych warsztatów po naszej ostatniej klapie.

Ech… w ogóle to chciałabym odczarować wiele w jego głowie, ale zdaję sobie sprawę z tego, że nie mogę nikogo zmienić na siłę. Także jestem kolejną żoną, która myśli, że ma na starego jakiś wpływ… No trudno. Ostatnio mieliśmy niezbyt ciekawą sytuację. Jadąc autem znowu poruszyłam temat tego, że nie czuję się do końca gotowa i boję się pierwszych tygodni z małą. I nagle… mąż wpadł w jakiś szał. Michał jest raczej średnio emocjonalny, w zasadzie w ogóle, ale jak już wykiełkuje mu jakaś emocja w głowie, to od razu widać ją na twarzy, bo zmienia mu się cała, jakby był inną osobą. Tak było i tym razem. Strasznie się zezłościł. Że on ma dosyć słuchania, że dziecko to potwór (to akurat nie wiem, skąd mu się wzięło), że tylko ryczy, że go obedrze z dotychczasowego życia, że będzie ciężko… Tak się zakręcił, że pomylił trasy i pojechaliśmy tam, gdzie nie mieliśmy, bo włączył mu się w głowie autopilot. Byłam dość zaskoczona postawą, ale mówię - wiosna, słońce i zieleń. Totalnie mnie to opłynęło. Obróciłam wszystko w żart (jak nie ja!) i stwierdziłam, że życie pokaże kto ma w naszym "sporze" rację. Trudno. Oby za jakiś czas miał odwagę się przyznać przede mną, że ja…

Jak się czuję ciążowo? W sumie powinnam była napisać parę tygodni temu, ale nie było jakoś okazji - mój nerwoból pod łopatką zniknął, co raczej potwierdza teorię mojej ginekolog, że mała była na takim etapie rozwoju, że najpewniej "dosięgała" w tamto miejsce nogą i wytrwale ćwiczyła na tym jednym miejscu swoją piętę. Teraz tego bólu w ogóle nie odczuwam. Mam za to inne - kość ogonowa, chwilami lewe żeberka. Po ostatnim śpiewaniu z chórem myślałam, że wyskoczy mi dysk. Ale dałam radę i nie padłam. Dostałam nawet różę od Pani dyrygent za udział w koncercie. Ale to chyba koniec mojej śpiewającej kariery na najbliższy czas.

Z obserwacji społecznych… cóż, jestem w ósmym miesiącu - nie da się ukryć! Zresztą, nawet nie chcę nic ukrywać, dumna jestem z mojej piłeczki. Ale im bardziej widać, tym więcej jest komentarzy na temat wyglądu. A bywają one… śmieszne. I wzajemnie się wykluczają. Od jednej dziewczyny usłyszałam, że wyglądam, jakbym miała zaraz rodzić no i w ogóle "nieźle mnie wywaliło". Inni, i tego jest zdecydowanie więcej, twierdzą, że brzuszek mam mały, wyglądam kwitnąco i w ogóle "wow - jak to możliwe, że jesteś w stanie założyć nogę na nogę?!". Jakie jest moje zdanie na ten temat? Brzuch mam, jaki mam. I mam go takiego, jakiego mam, bo tuż pod nim rozwija się najwspanialsza osoba, jaką będzie mi dane w życiu poznać. A czy komuś to się wpisuje w estetykę… no cóż, nie mój problem. :)

Ze szczepieniami ochłonęłam trochę, chociaż chyba przed każdym zabiegiem będzie towarzyszył mi ostry niepokój. No tak, bo nie napisałam - szczepić będziemy. Taka zapadła decyzja, po kilku dniach słuchania każdej ze stron, konsultacji z lekarzami i zrobieniu wywiadu wśród znajomych. Muszę się ostro pilnować, bo czasem zdarza mi się zabłądzić w internecie, a wtedy klękajcie narody… No nic, koniec umartwiania się. Zostało 5 tygodni do ciąży donoszonej i 7 do terminu, a na dworze mamy piękną pogodę. Nie mogę się zadręczać, nie i już! Muszę jeść arbuzy, łapać witaminę D z powietrza i czytać kryminały, zanim zastąpią je książeczki wypełnione słowami typu "dom", "kot", "pies", "krowa", "traktor"… Uch.

Ach, i jeszcze coś! Dzisiaj wstawiono nam witrynę na miejscu bramy garażowej. Garaż niedługo stanie się kuchnią. COŚ SIĘ ZADZIAŁO W NASZYM MIESZKANIU!


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 maja 2017, 22:22

29 dc

Dawno nie pisałam a tu tyle się działo u nas. Tak więc w wielkim skrócie:
1. Oboje mieliśmy ureplasmę, którą udało się wyleczyć za pierwszym podejściem- mąż brał Unidox i Sterko (bierze nadal), ja Unidox, Orungal, Provag i Invag. Badanie i moje i mojego męża wyszły super- bakteria wyleczona.
2. Poprzedni cykl był wręcz książkowy- owulacja w 16 dc, piękny rozciągliwy śluz, @ zawitała po 30 dniach. Niestety cykl stracony bo oboje leczyliśmy bakterię a wtedy zakaz serduszkowania. No ale trudno.
3. Mąż robił badania fragmentacji plemników. DFI wyszło 22,44 (norma do 30), kondensacja chromatyny 13,57 (norma do 15). Lekarz powiedział, że nie jest źle, wyniki mieszczą się w normach. Indeks ROS wynosi 1,04 czyli wynik prawidłowy.
4. Ze względu na to, że fragmentacja DNA nie wyszła tragiczna jak na razie wstrzymujemy się z operacją żylaków u mojego męża.
5. Początkiem czerwca mamy zrobić badanie CASA żeby zobaczyć jak prezentuje się teraz nasienie męża.
6. Mam umówione badanie sonoHSG na 6.06.2017 r. Badanie będzie przeprowadzał mój ginekolog. Żeby @ przyszła wtedy kiedy powinna dostałam Duphaston i czekam na to badanie.

U nas jak widać coś w końcu ruszyło :).

1dc, start 2 stymulacji do IMSI

No to @ nadeszła. Działamy! Gonapeptyl już za mną. Przyjemnie nie było - jak na przeklętej loterii musiałam wygrać już za pierwszym razem strzał prosto w zrost. Na szczęście jeszcze tylko jeden raz. Ciekawe kiedy włączą mi równie znienawidzone Cetrotide. Na wszelki wypadek zgromadziłam pokaźny zapas wapna. Może uda się zniwelować pokrzywkę do minimum.
Jutro rano biegnę zbadać Progesteron, by mieć pewność, że spadł poniżej 1.

zapachmalin Malinowy pamiętnik. 22 maja 2017, 22:45

8t3d :D

Mateczko jak ja się stresuję przed środą. Całe dwa tygodnie oczekiwania jakoś minęło, próbowałam nie myśleć o tym co będzie tylko cieszyć się, że wszystko jest ok, jestem w ciąży, kocham moich mężczyzn nad życie itp, i nawet się udawało, ale im bliżej do wizyty tym bardziej (OFICJALNIE) mi odwala :D
Przed pierwszą wizytą stresowałam się czy testy nie kłamały i naprawdę jestem w ciąży. Przed drugą myślałam, Boże żeby tylko był dzidziuś w pęcherzyku... (Było samo ciałko żółte, ale to i tak znaczyło że jest progres) Przed trzecią błagałam o małego groszka z bijącym serduszkiem <3 A teraz modlę się by wszystko dobrze się rozwijało, dzieć rosnął i fikał koziołki, wyniki krwi były w porządku i ogólnie by było wszystko tak jak powinno. Matko ja oszaleję. Jakiś czas temu na grudniówkach czytałam wpis dziewczyny która była na kontroli w 12 tygodniu. W 7 równo była na wizycie i widziała pięknie biące serduszko. W międzyczasie zdążyli powiedzieć wszystkim o ciąży, wszystko było ok, nie zauważyła żadnych niepokojących objawów/ bądź ich zupełnego braku... A tu proszę, okazało się, że dzidziuś nie żyje, przestał się rozwijać w 7t4d. I ona chodziła z taką martwą ciążą aż 5 tygodni. Kiedy mówili rodzinie o swoim cudzie jego już "nie było". To cholernie przykre, smutne i niesprawiedliwe. I przerażające bo pokazuje, że niczego człowiek nie może być pewien. Tak bardzo chciałabym żeby u mnie wszystko było tak jak powinno. Żeby maleństwo rosło w siłę i czekało spokojnie te jeszcze 30 tygodni na poznanie rodziców i swojego starszego braciszka... <3 Eh. Paraliżująca jest ta myśl. Że może być różnie. :(

Ale z rzeczy pozytywnych:
Odliczam dni do 5 czerwca, Nasze Największe Szczęście kończy wtedy 3!!! latka! :D <3 Już kombinuję co przygotować, będzie raczej skromnie dlatego że to poniedziałek a w następny weekend i tak wybieramy się do pl i wtedy będziemy troszkę bardziej świętować, tak myślę. Ale oczywiście będzie tort i balony i prezent- obiecany rowerek :)

A jeszcze mi się przypomniało: W naszej klatce prawdziwy wysyp ciężarówek- na 6 mieszkań aż w 4 będą dzidziusie jeszcze w tym roku :D Sąsiadka na przeciwko rozpakuje się na dniach- sądząc po wielkości brzucha, to już 3 bobo, wszystkie rok po roku. Na dole jedna sąsiadka też już widać dość dość, więc sądzę że w okoliach września, może października. To też jej trzecie, póki co ma dwie córki. Druga z dołu dopiero co się pochwaliła- właściwie jej mąż, póki co nic nie widać więc sądzę że termin też okolice listopada. W domku ma 4 letnią córkę. No i my, termin na grudzień. <3 Uroczo :D Mój mąż już fantazjuje jak to będzie jak wszystkie maluchy na raz w nocy zaczną płakać :D No cóż, pożyjemy zobaczymy ^_^ :D Ale o nas nikt jeszcze nie wie, bo raczej póki co się nie chwalimy. Zobaczą jak już będzie widać. A to pewnie w okolicach 20 tygodnia, bo ze mnie kawał baby :D


Kończę, bo zaczyna mi burczeć w brzuchu. Chyba zjem ostatniego czekoladowego magnum który puszcza do mnie oko z zamrażarki. :D Tak wiem, moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. NIE POWINNAM :D


Panie Boże opiekuj się nami <3

Dooti Czekając na cud... 22 maja 2017, 22:53

1 dc

Zaczynam nowy cykl...24 dni, tylko tyle trwał ten miniony już cykl. @ kompletnie mnie zaskoczyła. Ale może to i dobrze, w sobotę idziemy na wesele, mam nadzieję że do tego czasu @ już się skończy i będę mogła poszaleć ;)

Jastin76 Moj ANIOŁEK [*] 22 maja 2017, 23:25

Moja kochana coreczko 5 mc temu tulilam Cię w ramionach to były najszczesliwsze i najcudowniejsze 3 godz w moim życiu ❤❤❤


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 maja 2017, 23:16

Asia2441 bezsilność 22 maja 2017, 23:31

Wkoncu test pozytywny. Jutro ide na krew.


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 maja 2017, 23:23

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)