23t1d

Termin porodu: 118dni

Ciąża donoszona: 97dni

Noo to kulamy się dalej :-D A raczej odbijamy o ściany. Ostatnie gorrące dni dały Nam nieźle popalić. Myślałam, że się rozpłynę ;-) A więc podsumowując Małżowskie postępy: pokoik Małej pomalowany w całości <3 Sufit odświeżony, a ściany dostały kolor szary i miętowy <3 Jestem meeega zadowolona. Mięta wyszła idealnie! Aż mi łezki popłynęły z radości :-P Dodatkowo złożona jest już komoda i szafa. Zdecydowaliśmy się na zupełnie inną alternatywe niż mebelki dziecięce. Proste meble z Ikei w kolorze białym. Łóżeczko również już wybraliśmy, więc jakieś fundamenty są :-D Kurierzy tylko wymieniają sie pod naszymi drzwiami ;-) Mamy już komplet ciuszków, trochę artykułów higienicznych zarówno dla mnie jak i dla Małej, pościel, kołderkę, rożek, pieluszki tetrowe kolorowe i białe, butelkę antykolkową 125ml, dwa smoczki (tak tak też płakałam jak je oglądałam ;-) ale są takie maciupeńkie że oh oh), dwa okrycia kąpielowe, maaase kocyków z minky (szaleństwo Mamine, ale nie mogłam zdecydować się na jeden wzór) oraz trochę kosmetyków. Jeszcze sporo zakupów przed Nami.. :-D

Od wczoraj pojawił się jakiś dziwny ból w okolicy żeber. A właściwie nad żebrami - ciężko mi to nawet wytłumaczyć w jakieś sensowny sposób :-P Leżę cały dzień, ale ból pojawia się za każdym razem gdy wstaję. Gdy już muszę wstać (siła wyższa:-P ) to pomaga mi podtrzymanie tego miejsca dłonią. Przeleże grzecznie do wtorkowej wizyty. Nie będę panikować, bo to jest raczej mój dyskomfort gdyż Tośka fika koziołki w najlepsze :-P

===========

Wizyta u gina

27.06
18.07

==========

MamaDHA Premium+ 2x1
Cyclo3fort 2x1
Duphaston 3x1
MagneB6 3x2
FemiSept Uro 2x1
Letrox 125mg 1x1

===========

Panie Boże czuwaj Nad Nami.
Janie Pawle II miej Nas w swojej opiece.

Dziennik pokładowy:
258 dc, kończymy produkcję!


Uf. Zrobiłam to. Udało się.

... nie, nie urodziłam! :D Ale zaliczyłam moją ostatnią samotną eskapadę bez większych problemów. Wczoraj rano - PKS. Śmiać mi się chciało, bo po tym, jak wysiadłam, czekał mnie mikroskopijny spacerek w rejony, gdzie niegdyś latałam do męża do akademika, pchana feromonami i dziewczęcą werwą. Tym razem nie dość, że szłam tempem ślimaczym, to musiałam po paru metrach zaliczyć odpoczynek na ławeczce, oczywiście, siadając, wydając z siebie milion stęków i jęków, niczym starsza pani w berecie. Tak czy siak - dotarłam na mój ostatni chóralny występ na bardzo długi czas. O Bożenko, jak to miło zobaczyć ludzi w podobnym do siebie wieku... Już nawet przymykałam oko na żarty i żarciki o tym, że pewnie urodzę na scenie i że ja w ogóle chora jestem, że się na to zdecydowałam. No i oczywiście ten sam komplet pytań też zaliczyłam parę razy pod rząd, a mowa o: "Na kiedy termin? No co ty, już?! Jak się w ogóle czujesz? Kopie cię? Który szpital wybrałaś?". I tak czułam się bosko. Na tyle, że jak już wyszliśmy na śpiewanie, to pomyślałam sobie: "Dajesz, Maryś, ostatni występ na długi czas, delektuj się!", a potem poniesiona emocjami wzięłam na tyle duży oddech, że świat wyglądał, jakbym była na "lekkiej" fazie po czteropaku. Spojrzałam hen daleko zamiast na dyrygentkę - przeszło. Potem było z górki, bo już sobie tylko pitoliłam pod nosem i jedynie "dowyglądowywałam". Ludzie z pierwszego rzędu ukradkiem posyłali mi uśmiechy. Pośmieszkowaliśmy, poheheszkowaliśmy, dostałam podziękowania, multum krzyży na drogę, odebrałam też uszytą przez koleżankę zabawkę dla Miśki i ruszyłam w dalszą podróż.

Potem mały przystanek galeria handlowa. Rój ludzi. Tak jak nie jestem fanką spędzania czasu w ten sposób, tak rozkoszowałam się tym uczuciem, że... Jestem. Sama. Nikt. Nie. Mówi. Jak. Mam. Żyć. Cudo. Zaliczyłam Rossmana, dokupując parę miniaturek do szpitalnej torby i lepsze składowo chusteczki nawilżane dla Miśki (mam jakieś zdobyczne od Pampersa, ale ni huhu nie podobają mi się na pierwsze dni...), a potem wpadłam na fenomenalny pomysł. Co może zrobić ciężarówka godzinę przed ciążowym fitnessem, a dokładnie tuż po napisaniu w pamiętniku, że żre niezbyt dobrze? Oczywiście, że pójść do KFC! Zeżarłam dwa b-smarty z longerem i frytkami i dowaliłam sobie wiśniowego szejka. Matko, ale poezja. Nie było obok męża, który by marudził, jak mogę jeść taki syf. I nie było obok dziecka, które wyżerałoby mi usmażone kawałki czegoś, co może kiedyś było ziemniakiem, z pudełka. Pieprzona wolność. Matko, jak mi to smakowało...

Potem dotuptałam na fitness. Moja ostatnia wizyta tam zbiegła się w czasie z jakąś rekordową liczbą mamusiek na sali, i guess what - miałam największy bębol z nich wszystkich. Co było dość śmieszną odmianą po tym, jak tego samego dnia nasłuchałam się od znajomych, że to niemożliwe, że jestem w dziewiątym miesiącu, a w tej konkretnej chwili czułam się jak słoń w składzie porcelany. Trochę stepu, trochę piłki, trochę hantelków. Upociłam się przy tym niemożliwie a twarz przybrała taki odcień bordo, że nie ma takiego chyba w żadnej palecie barw. Pożegnałam się z dziewczynami, od trenerki dostałam życzenia wszelkiej pomyślności i że po porodzie koniecznie mam jeszcze gdzieś chodzić... Sugestia, że mam za grubą dupę? Ech, kogo ja oszukuję, no trochę mam. :D

Po wszystkim weszłam przed klub, znalazłam cień i poczułam nostalgię. Dokonało się. Właśnie pożegnałam życie, za którym być może będę niedługo tęsknić. Za kontaktem z ludźmi, gdy do cycków nie dobiera Ci się małe stworzenie. Za swobodą pójścia, gdzie się chce, bez zamartwiania, z kim zostawię córkę. Za takim byciem "tu i teraz" i niemyśleniem, czy ktoś tu czasem może za mną nie płacze. W tym wszystkim kojące jest jednak to, że człowiek tęskni za czymś chyba niezależnie od okoliczności. Więc gdybym dalej miała możliwość żyć w ten sposób, to tęskniłabym do czego innego - do maciupkich rączek, dwóch zębów na dole i pierwszego wypowiedzianego "mama". I tak sobie siedziałam, wyciągając kopyta na schodkach, mając totalnie w nosie, że wyglądam najmniej seksownie w życiu, głaskałam Miśkę przez brzuch i mówiąc do niej i do siebie, jak jakiś pomyleniec, "Tatuś już po nas jedzie" i uśmiechałam się głupio. Potem naszym wpierdzielowozem vel betą zajechał mąż. Tym samym skończyła się moja samodzielność.


Co tam u mnie poza tym? W pokoju dalej syf i ubóstwo. Chcę to wszystko ogarnąć i nie mam siły. Mąż łaskawie skręcił łóżeczko. Trzyma się. Uf. Codzień coś nowego dopieram, przekładam, snuję wizję przemeblowania. Z dłoni zrobiły mi się "misiołapki" i definitywnie zrezygnowałam na najbliższe dni z pierścionka zaręczynowego i obrączki. Tak długo wmawiałam sobie, że dam radę je nosić, że nabawiłam się odparzeń od upału i nieudolnej próby siłowego zdjęcia - teraz mam piękne czerwone "pierścionki". Dalej sapię i dyszę, z trudem zmieniam pozycję horyzontalną na wertykalną. Mam deczko problem z ginekolog, bo po naszej ostatniej "świetnej" wizycie rzuciła mi szybko, mam przyjść jeszcze raz, jakoś na dniach. Dzwonię do recepcji, a tam informacja, że terminów brak... chyba, że 10 lipca. Haha, hell no. Jutro zadzwonię jeszcze raz i spróbuję się wpieprzyć na siłę, korzystając w ten sposób chyba pierwszy raz z faktu, że, HALO, LUDZISKA, JESTEM W ZAAWANSOWANEJ CIĄŻY I MOGĘ URODZIĆ LADA MOMENT!


... mogę urodzić lada moment.
Ja pierdziele.


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 czerwca 2017, 18:34

8tydz/1dz
Wczoraj dostałam plamien nie chciałam panikować, bo były naprawdę niewielkie. Poszłam do pracy a po pracy krwawienia dostalam. Zaraz jedziemy do szpitala. Chcę wierzyć, że wszystko bedzie dobrze, ale jestem realistka i wiem, że krwawienie nie oznacza nic dobrego...

Zrobiona cytologia plus pobrana próbka na jakieś jeszcze jedno badanie ("żeby wszystko sprawdzić przed ciążą"). W zasadzie to cytologie miałam dopiero co u niego robioną w listopadzie, ale robi za darmo to niech robi. :P Aktualny cykl u mnie bezowulacyjny (tak myślałam, temperatury wciąż na jednym poziomie), oba jajniki puste. I wiecie co... Trochę się już obserwuje, a to pierwszy taki cykl i idę o zakład, że to emocje i te nerwy, których ostatnio po prostu mamy za dużo. Teraz idę 13 lipca jeśli dostanę okres w terminie (a różnie może być przy braku owu), w każdym razie lekarz chcę się upewnić, że mam owulację. Pokazałam przy okazji wyniki męża, choć wiadomo że to tylko ginekolog. Od razu spytał czy mąż jest pod opieką lekarza, jak powiedziałam, że jutro idziemy do androloga, to stwierdził, że androlog się nim w takim razie zajmie, a on (ginekolog) zajmie się mną. Poza morfologią (0% ), spojrzał na szybkość, którą na szczęście mamy dobrą. Ilość jest dużo za mała, ale od początku mi się wydawało, że tym się na ma co przejmować, bo akurat w ilości suplementy i zmiana diety potrafią zdziałać cuda. Lekarz się ze mną zgodził, że mała ilość jest do poprawy raz, dwa. No i w zasadzie tyle... Jutro androlog choć też nie spodziewam się cudów na podstawie raptem jednego wyniku badań i jednej wizyty. Podejrzewam, że podejmiemy 3 miesięczną walkę o poprawę nasienia i we wrześniu powtórzymy badanie. Jeżeli 0% się powtórzy, to pewnie zajmiemy się sprawdzaniem genetyki i działaniem w innym kierunku. Ogółem to zawsze mam w sobie całe morze optymizmu, ale ostatnio trochę mnie to wszystko przygniata. Staram się jak mogę być silna i wierzyć za nas dwóch, ale czasami są momenty, gdy łzy pojawiają się w oczach - jak teraz. Po lekarzu byłam u moich ukochanych dziadków na cmentarzu, też się spłakałam. Ehh... Czemu miłość, całe morze miłości, to czasem za mało. :(

Jakoś mi chwilowo humor padł Do jutra się podniosę na pewno.

anemic Wielkie chcenie ... 22 czerwca 2017, 20:25

Jesteśmy już w Trzypaku :)
Intralipid leciał 3 h... Podpinała go wstrętna pielęgniarka, do zyły w prawej rece, choc chciałam w lewej ( tam ma grubsza, ładniejsza, a prawa jest mi potrzebna przez te 3 h zeby np krzyzowki rozwiazywac). Pozniej prosiłam ja zeby zagladała do mnie, bo dziwie sie czuje (chyba stres)- przez 2 h... nie pokazała sie ani razu.

Transfer bez problemu. Rzeczywiście dr Mercik wart swojej opinii. Miło i profesjonalnie. Wzieliśmy 2-óch Napastników- 8 komórkowych. Dwóch poszło na mrożonki, 2 pozostawiliśmy w hodowli do blastocytów.
Brzuch jakby wzdęty. Ale to chyba po zabiegu. Zdecydowaliśmy się w końcu na embrioglue. Jak może pomóc- to czemu nie.
Przed nami najtrudniejsze 10 dni :) Na razie cieszę się "byciem w ciąży" :)

Jastin76 Moj ANIOŁEK [*] 22 czerwca 2017, 23:27

Dziś mija 6 mc od śmierci i dzień śmierci. Św Rity , byłam w kościele pomodliłam się i podziękowałam za co mogłam doświadczyć ... ...pocwiczylam intensywie wieczorem a potem poszlam na cmentarz , posiedzialam porozmawialam i jest mi lepiej ... oczywiście łzy były :-(

W poniedziałek jedziemy nad morze ❤ na parę dni w ubiegłym roku przywiozłam Wiktorie może tym razem już zabieram ?! To byłby cud nad cudami ale trzeba zejść na ziemię :-)

16 dc.

Wolny dzień spędziłam na lataniu z teściem po lekarzach.

Swojego tatę, z którym byłam bardzo zżyta straciłam w wieku lat 16 - trzymałam go za rękę, kiedy umierał. Możliwe, że dzisiaj by jeszcze żył, gdyby chodził częściej na badania. Do doktora trafił jak już było bardzo źle, w ostatnim stadium nowotworu.

Dlatego właśnie bardzo ważne jest dla mnie to, żeby ganiać chłopaków po lekarzach i laboratoriach. Czasami krzyczą na mnie, że szukam na siłę...

Niedługo Dzień Ojca - dla mnie będzie to bardzo nostalgiczny dzień.

Mój teść jest wspaniałym człowiekiem, stoi za mną murem, czasami ustawia mojego męża, gdy ten coś nabroi. Długo żartował, że jeszcze nie chce być dziadkiem, bo jest za młody (rocznik 1960 :D), ale wzruszył się jak mu powiedzieliśmy o pierwszej ciąży (mam nadzieję, że ze szczęścia). O drugiej ciąży nie chcieliśmy mu mówić, dopóki nie będzie pewności, że wszystko jest ok. Nie było... zadzwoniliśmy do niego jak już leżałam podczas urlopu w Polsce na oddziale ginekologii. Przez telefon było słychać, że płacze. O trzeciej ciąży dowiedział się przypadkiem - zobaczył nasz samochód o 7 rano pod szpitalem (jest kierowcą autobusu, akurat w tym dniu miał tę trasę) i od razu zadzwonił zapytać co się dzieje.

Kiedyś będzie wspaniałym dziadkiem ♡


Dziś temperatura poszła w górę. Z wczorajszych 36,29 zrobiło się 36,69.
Poranny test negatywny, wieczorny - niemal pozytywny.


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 czerwca 2017, 20:41

gozik "Miłość na szkle" po stracie 22 czerwca 2017, 21:18

13dc, 17cs, 4cpp
Dziś odwiedziła nas w pracy ciężarna koleżanka... przecierpiałam jakoś,ale jak zaczęła mówić,że czuję ruchy Synka...znów zaczęły wracać wszystkie wspomnienia.Pytania rodzące się w głowie-w którym byłabym już miesiącu?Jaka byłaby płeć Naszego Skarbka?pewnie teraz czułabym juz dawno ruchy...ale jakoś dzielnie to zniosłam-zajęlam się pracą,życzyłam jej i Maluszkowi wszystkiego najlepszego.Po powrocie dostałam mmsa od koleżanki,która wysłała mi zdjęcie siebie i swojego nowo narodzonego Synka...wtedy już się rozkleilam...to przeważyło szale goryczy.Zadzwonialm do Mamy,która od razu postawiła mnie do pionu...a Mąż w ogóle mnie nie wspierał, wkurzył się niby na te kobiety,a potem pojechał na piłkę :(powiedziałam mu,że czuję się zdołowana i że przykro mi,że zostawia mnie w takim humorze...
W dodatku to co było krzyżem do trumny w dniu dzisiejszym,to to,że zrobiłam dziś test owulacyjny i nawet cienia na nim drugiej kreski nie było.Zalamalam się.jutro idę na monitoring.cos czuję,że nie za bardzo on urósł ;\ a temperatura szoruje już podłogę.ja pierdzielę......zastrzyk pewnie nawet się nie przyda w tym cyklu . Całe życie pod górkę.
Z jednej strony widzę choć jeden pozytyw dzisiejszego dnia-zapisalam się na wizytę kwalifikacyjna na bezpłatne IUI ;)zobaczymy czy nas zakwalifikują...
Dziś mam już dość.Jutro zakończenie roku.Rano monitoring.Znow padnę wieczorem na twarz.

bertha Drzewo nadzei... 22 czerwca 2017, 22:06

Ryzyk fizyk, zrobiłam ponownie wymaz. A nuż wyjdzie ujemny :) mam nadzieje ze wyniki będą w poniedziałek.

elinkagd Starania o drugie dziecko 22 czerwca 2017, 22:38

Tak podsumowując ostatni miesiąc. M zrobił badania nasienia i są w porządku. Procent plemników o prawidłowej budowie 7%. Objętość, liczba plemników i tych o odpowiedniej prędkości tez powyżej normy.
Ja zrobiłam badania hormonalne i tez wyniki wyszły w porządku. Tylko stosunek Lh to fsh 0.55 ale według lekarza jest ok.
W czerwcu byłam u dwóch lekarzy. NA pierw na Nfz. Miałam wtedy 4 dc to nawet mnie nie zbadał. A że zaczynał urlop to kazał zadzwonić jak zacznę kolejny okres (jeżeli zaczne) to wtedy będziemy umawiać się na monitoring. Tylko nie wiem jak to wyjdzie bo on na nfz przyjmuje w takich godzinaczej ze nie dań rady to z pracą połączyć. I tak się zastanawiam czy dzwonić czy nie do niego.
A wczoraj byłam z M.w Gamecie u dr. Śliwińskiego. Zrobił wywiad przejrzał nasze wyniki, zrobił monitoring. Byłam już po owulacji z widocznym peknietym pęcherzyki i endometrium 17mm. Stwierdził że wszystko jest w porządku z wyników i monitoringu.
Kazał zrobić Amh i dał skierowanie na Hsg.
No i dziś zaczęłam się dopytywac i dzwonić do szpitali by móc się zarejestrować. Ale niestety trzeba osobiście. A to mam zamiar załatwić w przyszłych tyg. jak nie będzie Maćka bo zapisy oczywiście w godzinach pracy.
Trochę dziś przybyło mi energii bo kolejne sprawy które mogą wyjaśnić czemu się nie udaje.

chcebardzobycmama Nie poddam się. 4 lipca 2017, 17:40

26t5d
wczoraj bylismy z Oskarkiem u Pani doktor, brzuch nadal twardnieje ,nadal magnez,nospe i zelazo mama musi brac , a nereczki sprawdzimy na usg juz w 30tyg. takze czekamy. Mam nadzieje ze wszystko bedzie dobrze.

NSM88 Nowy Cykl Nowa Nadzieja 23 czerwca 2017, 08:00

Już naprawdę nie wiem co myśleć, nie dość, że człowiek nie może zajść w ciążę to jeszcze @ jest taka dziwna. Wczoraj bolał mnie mega brzuch, kłucie jajników, uczucie rozpychania. Wzięłam nospę. Dziś wszystko jak ręką odjął obudziłam się rano bez bólu w nocy też nic nie dokuczało. Ponieważ idę wieczorem spotkać się z przyjaciółkami musiałam zrobić test ciążowy, żeby wiedzieć czy mogę się czegoś napić. Niestety negatywny. Dlaczego organizm jest taki dziwny ;/ No nic trzeba się otrząsnąć i czekać na następny cykl. W końcu starania też są przyjemne. Nie ma co załamywać rąk, wszystko musi być dobrze ;)

anemic Wielkie chcenie ... 23 czerwca 2017, 09:44

Info z kliniki: W hodowli mamy maluch a8 i a6, Jeden rozwija się prawidłowo, drugi zwolnił torche, ale nadal go obserwujemy- do jutra.

Agu90 Wielkie małe Szczęście :) 23 czerwca 2017, 12:09

33 dc

Za oknem pochmurno i deszczowo. Jedyne na co mam teraz ochotę to przytulić się do mojego Męża pod kocykiem i tak przeleżeć cały dzień <3 Jednak to dopiero wieczorem - za 7 długich godzin.

Brzuch mnie momentami trochę ćmi, nie wiem w związku z czym. Nawet nie będę zgadywać co mi tym razem wywinie mój własny organizm. W każdym razie pełna nadziei (jeśli @ się nie zjawi do 30 czerwca) będę testować. W końcu porządnie się obkupiłam w testy ciążowe, także mogę testować do upadłego...może na złość jednak będą II kreski i nie przyda mi się mój zapas? Nie obrażę się. Jeśli jednak to nie ten cykl - trudno. Będziemy się starać dalej :)

19+3
20 tydzień

Dzisiejsza wizyta na plus, szybkie, ale połówkowe usg, wiedzieliśmy małe pikające serduszko, mały żołądek i pęcherz :) no i małe jajeczka! Czyli możemy już przygotowywać się na nowego mężczyznę w domu. Razem z koteczką to bedzie 2-2 :D

Za miesiąc mamy mały urlop, dość dużo jazdy. Najpierw 1000 km do Zakopanego, po 5 dniach 700 km do naszej rodzinnej miejscowości, tydzień tam i wesele w Warszawie (350 km), a w niedziele po weselu znów do Niemiec :) będzie się działo!
Gin powiedział, że nie ma przeciwskazań, obym tylko co 2 godziny robiła postoje.
Ciekawe jaka będzie pogoda w górach, bo teraz w De mamy upały i umieram po prostu. Puchną mi stopy, zalewają poty i mam czerwone placki na twarzy. Mam nadzieję, że na urlopie będzie lżej i będę mogła trochę pochodzić po szlakach.
A po powrocie wracamy do przygotowań :)

26 DC

Oczekuję ze spokojem na małpiszona. Chciałabym ją dostać w niedzielę. Przynajmniej nie popsułaby mi planów. Powiem wprost na jutrzejszy wyjazd nie jest mile widziana.

Jakoś nie spodziewałam się, że się uda. Ten cykl był dziwny tempki wyjątkowo niskie.
Prolaktyna wzrosła TSH też. Ale zwiększyłam dawkę bromka na polecenie gina i za miesiąc powtórka. I co fajne czuje się spokojniejsza. Bo ostatnio nerówka w pracy mnie wykańczała.
Jakoś pozytywna nadzieja że się uda mnie opuściła. Zaczynam stopować, odechciewa mi się z każdym dniem.

Wczoraj byłam u diabetyka czeka mnie powtórka badań cukrowo insulinowych.
zrobię ją albo 1 lipca przed ovu albo 15 po powrocie z urlopu. Bo na 20 mam wizytę u lekarza.


Jutro mamy w planach wyjazd do Częstochowy. Zabieramy mamę. od dawien dawna chciała jechać, a my odkładaliśmy ten wyjazd z miesiąca na miesiąc.
Mój też chciał odłożyć, a ja mówię jak nie teraz to kiedy zawsze nie będzie czasu.
Więc wyjeżdżamy rano i wieczorkiem przyjazd a niedziela na odpoczynek.

Jeszcze 1 tydzień i urlop.!!!!!!!!
jak się cieszę.

wannsees przyjdzie czas... 23 czerwca 2017, 17:31

Nadal są różowe upławy, jutro powinnam testować...ale już spadłam na ziemię, beta poniżej 2.

Na co ja liczyłam?
7 cs kończy się wielkim rozczarowaniem, tak jak poprzednie.
Czekam teraz na @ i zaczynamy od początku.

Nowy cykl, nowe postanowienia...
1. wizyta u innego ginekologa
2. komplet badań
3. zmiana inofemu na ovarin


A tak ogólnie, chce mi się po prostu płakać...

Lilly_Ana Czekając na cud 27 listopada 2017, 14:49

Nie wiem czy była owulacja. Ovufriend niby ją wyznaczył kreską przerywaną więc nie wiem.
Wiem że od domniemanej owulacji minęło 9dni (dziś mam 9dpo) a brzuch pobolewa jak na okres. No nic jeszcze parę dni i się wszystko okaże.
Wciąż mam nadzieję <3

13 dzień cyklu / monitoring owulacji

Jestem świeżo po podglądzie owulacji. Pęcherzyk rośnie - dobre chociaż to! W środę miał 16 mm, a dziś ma 19 mm. Zdaniem lekarza wszystko jest tak jak ma być. Ogólnie wizyta była dziś ekspresowa, no ale w końcu to monitoring, a nie zwykła wizyta. Ciągle siedzą mi w głowie wyniki męża i ta moja nieszczęsna zmiana niewiadomego pochodzenia przy jajniku. No, ale skupmy się na owulacji i dowiedzmy się czy chociaż u mnie wszystko gra. Kolejny podgląd - środa, 18 dzień cyklu.

Dziś w nocy husband wraca do domu. Będzie do poniedziałku. Jeśli moje ciało chciałoby ze mną współpracować to będzie okazja idealnie wpasować się w owulację (Boże, mam nadzieję, że ją mam!) Byłoby cudnie gdyby plemniki też zechciały się trochę wysilić i poruszać się tak jak potrzeba <3

"Nie daj mi Boże, broń Boże, skosztować tak zwanej życiowej mądrości, dopóki życie trwa, póki życie trwa." - Wielka woda / Maryla Rodowicz <3

Zrobiłam kolejne dwa pomiary bety:

15dpt 135,70
17dpt 296,20

Nadal nie są to optymistyczne wysokości, ale przyrost jest prawidłowy.
Okres już się skończył, nie mam ogromnego krwawienia i skurczy. Przedwczoraj dostałam prolutex zastrzyki i w zasadzie po tych zastrzykach krwawienie ustało.

Biorę teraz tonę tego progesteronu: 1 zastrzyk, 2 lutinusy i 5-8 tabletek luteiny pod język.
Temperatura na wykresie dzisiaj trochę wzrosła -widać, że progesteron się wchłania dobrze.

Zastrzyki z prolutexu okropne... Robię je w udo, bo brzuch mam podziabany przez fraxiparine.
Ból po zastrzyku niesamowity, po dwóch dniach nawet nie przechodzi... Ten prolutex rozlewa się pod skórą i mam uczucie jak bym miała ogromne siniaki, tylko zasinienia nie widać.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)