11dc, 4cs
Ja już po urlopie. @ przyszła punktualnie. Może i dobrze, bo na wczasach wiadomo alkoholu trudno uniknąć. Byliśmy pod domkiem nad jeziorem ze znajomymi. Pogoda średnio dopisała, ale odpoczęłam i zresetowałam się. Mój synek 30 lipca kończy 4 latka. Jak to zleciało. Jak czytam pierwsze wpisy w pamiętniku to łezka się kręci. Jest już taki mądry i kochany. Jest całym naszym światem. Cały czas pyta kiedy będzie miał w domku dzidziusia i opowiada co będzie z nim robił i że będzie pomagał. Żal mi trochę wtedy że jeszcze się nie udało. Dla niego to oczywistość już że dzidziuś się pojawi w niedalekiej przyszłości. Moim wielkim marzeniem jest urodzić w kwietniu, więc stawiam że teraz nam się uda. Trzeba wierzyć w marzenia. Trzymajcie kciuki!!!
6 cspp, 6 dpo
Aktualnie czytana książka: "Śmiertelne napięcie" Alex Kava (już kończę serię
)
Muszę się pochwalić, bo jestem z siebie bardzo dumna. Dzisiaj waga pokazała -8 kg!!! Najbardziej cieszę się z tego, że regularne ćwiczenia weszły mi w nawyk i szczerze powiedziawszy cieszę się na każdą godzinkę ruchu dziennie
Wcześniej było to nie do pomyślenia dla mnie, bo byłam małym (a raczej wielkim) leniuszkiem hehe 
Ze spraw cyklowych, to wczoraj na wizycie u mojej Pani doktor dowiedziałam się, że cykl przebiega póki co idealnie, my zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, aby zakończył się on powodzeniem. Teraz po prostu czekamy na cud
Co raz bardziej niecierpliwie, ale czekamy... Za tydzień wszystko powinno być już jasne
Dzisiaj już oficjalnie mogę napisać, że tak jestem w ciąży! Wczoraj widziałam bijące serduszko u mojego bąbelka. Niesamowite... on ma dopiero 3mm a już żyje, jego serce już pracuje, to prawdziwy cud! Jestem przeszczęśliwa, ale szczerze mówiąc inaczej sobie to wyobrażałam...
W głowie miałam cały czas obraz, że jak zajdę w ciążę, to będę radosna, wesoła, rozpromieniona, przepełniona jakimś wewnętrznym światłem... Taaaa światłem. Radosna... phi. Dobre żarty. Drugi tydzień leże na L4, bo mam bóle brzucha, a wczoraj doszły lekkie plamienia. Lekarz przepisał mi Duphaston i witaminy. Jest mi niedobrze, wiecznie jestem zmęczona. Do tego jestem tak wredna dla otoczenia, że wszyscy omijają mnie szerokim łukiem. Codziennie kłócę się z mężem, bo jestem tak nieznośna. On twierdzi, że nie wytrzyma ze mną tych 9 miesięcy jak tak dalej będę na niego prychała. Sama nie wiem co się ze mną dzieje. Zamiast radości odczuwam jakąś dziwną obojętność. Nie, to nie tak, że nie kocham, że nie chcę. Codziennie dziękuję za tego bąbelka i codziennie nie mogę się nacieszyć, że już jest. Po prostu jestem jakaś taka nie do życia. Myślę ,że to stan przejściowy. Wczoraj pogadaliśmy sobie szczerze z mężem i jakoś mi lepiej.
Jestem taka śpiąca, wstaję, jem śniadanie i już czuję, że oczy mi ciążą. Ojej... Ale skoro tak musi być, to niech będzie najważniejsze, że bąbelek zdrowo się rozwija. Ja muszę teraz dbać siebie, bo to bardzo ważny okres. Więc siedzę i wysiaduję swojego bąbelka

Tak było wczoraj ale dni do końca niestety niestety jest dużo mniej...
W poniedziałek padła decyzja o ściągnięciu szwu. Teraz albo sama urodze albo po skończonym 34tc cesarka 
Chciałabym SN ale dla młodego może być bezpieczniej CC...
Leżymy i czekamy, już sama nie wiem na co.
Co 2dni krew do badań i nic poza tym 
Oby tylko z Juniorkiem było wszystko dobrze
Jejku dawno nie czułam czegoś takiego jak dziś. Mam tak silne załamanie, że chce tylko płakać . Jak to wytrzymać ?! Jak przeżyć kolejne rozczarowanie ? Mam aż ochote wymiotować z nerwów, bo wszystko w brzuchu się gotuje z tej złości. Jak odpowiadać na te idiotyczne pytania kiedy ciąża ? Jest mi strasznie niedobrze..... nawet nie wiem na kogo przenieść tą złość.....
Dziś byłam u endokrynologa. TSH 1,8 - lekarka nieco mi zwiększyła Euthyrox do 75. Mam za pół roku sprawdzić TSH i jeśli będzie w granicach 0,2 - 2, to nic nie robić. Jeśli zajdę w ciążę, mam robić TSH i około 6 tygodnia przyjść, jeśli terminów nie będzie i tak mnie przyjmie. Przeczytała opis laparoskopii i uśmiechnęła się, że czasem po przepychaniu nagle jajowody się udrażniają i życzy mi, żebyśmy zobaczyły się niebawem, a nie za rok.
Byłoby fajnie.
Z drugiej strony niech już mi nikt nie robi nadziei.
Z trzeciej strony gadam do brzucha "moja córeczko", każę jej walczyć, przedzierać się dzielnie przez jajowody, błagam, zaklinam, modlę się. Durna baba, prawie 4 dychy na karku,a w głowie sieczka

Moja przyjaciółka rozpoczyna przygotowania do in vitro. Dają sobie lato na odpoczynek i relaks, a we wrześniu machina rusza. Jest mega podjarana tym wszystkim, a ja jej z całego serca życzę, żeby się udało. Oboje mają 40 lat, nie udało się długi czas, dziecka jeszcze nie mają, zatem będę się modlić o powodzenie dla nich.
Myślimy o psiaku, żeby dać dom jakiemuś biedakowi ze schroniska. Musimy dobrze sprawę przemyśleć, bo jesteśmy typami podróżników, a na dodatek często nie ma nas w domu i wracamy wieczorem. Codziennie oglądamy zdjęcia psiaków w necie i patrzymy, która mordka pasowałaby do naszej pokręconej rodzinki, na wizytę w schronisku nie jesteśmy jeszcze gotowi, bo ja to wzięłabym je wszystkie 
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lipca 2017, 13:53
Roja
pytałaś jakie witaminy... mam:
Kwasy tłuszczowe omega-3 w tym DHA 315mg+250mg dziennie
Luteina 10mg dziennie
Zeaksantyna 500ug
wit A(ekwiwalent retinolu) 400ug(50% zalecanej dziennej dawki)
Wit C 75% zalecanej dziennej dawki ( 60mg)
Wit E - ekwiwalent alfa-tokoferolu 10mg(83% ZDD)
Wit B1- 0.88mg(80%ZDD)
Wit B2 - 1,6mg(114%ZDD)
Niacyna-18mg(113&ZDD)
Wit B62mg(143%ZDD)
B12- 1ug(40%ZDD)
Kwas foliowy 200ug(100%ZDD)
Cynk 15mg(150%ZDD)
Mangan 2mg(100%ZDD)
Miedź 1mg(100%ZDD)
Selen 40ug(73%ZDD)
Oj jak dawno mnie tu nie było 
Czas pędzi nieubłaganie, tydzień za tygodniem jak struś pędziwiatr
ani się obejrzę i będzie grudzień! I będę trzymać nasze CUDO CUDEŃKO w ramionach!
13 czerwca byliśmy na badaniach prenatalnych i podglądaliśmy naszą... na 90% dziewczynkę
naszą małą śliczną królewnę
Kochanie - Ty wiesz, że dla mamy i taty jesteś najpiękniejszym cudem jaki tylko mogliśmy sobie wymarzyć
czekamy tu na Ciebie, bardzo cierpliwie, więc mieszkaj sobie spokojnie u mamy ile tylko potrzebujesz i rośnij Perełko :-*
a to Ty 13 czerwca (12w6d):

A my maszerujemy śmiało dalej
Wczoraj zaczęliśmy 18 tydzień! Kiedy to zleciało - nie wiem. Ale wiem, że to już drugi tydzień kiedy wrócił apetyt, opuściły nas nudności i wstąpiły nowe siły. Od czasu do czasu towarzyszy nam zgaga - tak mi się wydaje, bo do tej pory nie była moją znajomą
Ale radzimy sobie i naprawdę nie narzekam.
Od tego tygodnia postanowiłam uwspółcześnić się trochę w kwestii bajek. Znam wiele baśni z moich 'małych czasów', ale obecnie oferta jest dużo bogatsza i spędziłam sporo czasu w księgarni podziwiając te wszystkie piękne wydania i nie mogąc wyjść z podziwu, ilu jest obecnie na rynku autorów tworzących dla dzieci. A że książki uwielbiam... nie obeszło się bez zakupów. Tym sposobem ja - mama, kupiłam mojej Królewnie bajki - a dokładnie '365 bajek na dzień dobry'
i raczę z moim M. naszą Perełkę codzienną porcją bajek
sprawia mi to nieskrywaną radość móc Ci poczytać Kochanie :-*
Dodatkowo jakiś czas temu sprawiliśmy sobie z M. prezent i nabyliśmy drogą internetową detektor tętna płodu AngelSounds
Wiem, że opinie dziewczyn/lekarzy/położnych są różne, ale my nabyliśmy to głównie celem podsłuchania naszej Kruszynki ku radości uszu
Uwielbiam ten moment kiedy jesteśmy wszyscy razem: ja, mój kochany M., nasz syn na czterech łapach i nasze Szczęście. M. podłącza urządzenie do głośnika i wszyscy w trójkę słuchamy kojącego bicia serduszka. A nasz futrzak siedzi i przekrzywia główkę na ten dźwięk! Przezabawny widok
Nie mamy wątpliwości, że będziecie najlepszymi przyjaciółmi 
a to nasz kochany wariat:

9 lipca obchodziliśmy naszą pierwszą rocznicę ślubu! Mój M. wie kim jest w moim życiu - WSZYSTKIM! Kiedyś nie wierzyłam w historyjki o dwóch połówkach jabłka itp., ale ON jest naprawdę moim brakującym puzzlem
Jest wyjątkowym facetem, o którym marzyłam w swoich snach. Moim najlepszym przyjacielem, moim bezpiecznym portem i zawsze obecnym wsparciem, moją radością i tęsknotą gdy nie ma GO obok. To dla niego chcę być coraz lepszym człowiekiem i to przy nim chcę się zestarzeć. Z NIM nie ma rzeczy niemożliwych. Kocham GO nad życie! :-*
Ot taka refleksja wylana na klawiaturę. Papier i klawiatura przyjmą wszystko 
Kolejne podglądanie Królewny 24 lipca. Przebieram nóżkami! Taka jestem ciekawa jaka jesteś już duża Perełko
i tak nie mogę się doczekać naszego kolejnego spotkania! Tatuś zresztą też
a właśnie! Musisz wiedzieć, że tata jest z nami od samego początku. Nie opuścił żadnej wizyty u lekarza, widział Cię od momentu kiedy byłaś małą kropeczką na ekranie z pulsującym serduszkiem
I nawet przez myśl mu nie przeszło rezygnować z kolejnych spotkań z Tobą 
Chciałam się zapisać na gimnastykę dla kobiet w ciąży, ale obecnie nie ma grupy chętnych. Jak będzie więcej osób zainteresowanych to się do mnie odezwą. A że wiadomo jak to może się skończyć (tel. w listopadzie)... wzięłam sprawy we własne ręce i nogi
I ćwiczymy sobie z Anną Lewandowską w domu. Na spokojnie, bez presji, ale miło się trochę poruszać, choćby w tym wolnym, dopuszczalnym dla tego stanu rytmie. Także - będziemy Królewno fit! 
Za niecałe dwa tygodnie przyjeżdżają do mnie rodzice z moją starszą chrześnicą, a później siostra z młodszą chrześnicą
tym sposobem przez prawie miesiąc będę miała towarzystwo! Cieszę się ogromnie! Choć nie umniejszam znaczenia towarzystwa mojego 4-nożnego syna
Który ZAWSZE potrafi rozczulić i rozweselić. Kocham!
Powoli rozglądam się za wózkiem... ale o tym innym razem. Bo co do ubranek to jeszcze się nie odważyłam. Ciekawa jestem kiedy zaczyna się ten zakupowy szał
Nie powiem, że nie mam ochoty, ale nie chcę zapeszać i dałam sobie póki co na wstrzymanie... póki co 
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lipca 2017, 14:49
no i przyszla 
pierwszy raz wyczekiwana 
1dc
Czas gna niesłychanie, tyle razy chciałam siąść napisać i zapominałam.
Ola ma 15 tyg. Śpi dobrze, w nocy jedno karmienie ok 4. W ciągu dnia, 3 drzemki, jedna ok 3h, pozostałe ok 45 min. Rozwija się dobrze, zaczeła łapać zabawki, łączy rączki, głuży, śmieje się, rownież głośno, śledzi wzrokiem, obraca się na boczki. Waży 5950 i 59 cm.
Problemem jest ssanie kciuka. Próby podmienienia na smoczek bezskuteczne, muszę kupić inny smoczek. Jest słodka i śliczna.
Hania, po fazie histerii, uspokoiła się. Za to zaczeła bić Olę. Czasami palec do oka wsadzi, czasami lalką. Próbuję nie podnosić głosu, tłumaczę, że boli Olę, że cierpi, że się nie zgadzam na bicie, na razie bez większego skutku. Nie mogę ich zostawić samych nawet na chwilkę. Ogólnie Hania lubi Olę, tuli ją, przykrywa, opowiada po swojemu rózne rzeczy, zabawki pokazuje.
Nadal mówi niewiele, dużo po swojemu.
Już bez pieluch, tylko na noc. Ale wieczorami robi cyrk, typu "mamusiu siusiu", i idziemy a ona nic, i czasami tak kilka razy. Pierdolca można dostać.Tłumaczę, że to nie zabawa.
Standardowo dalej spi jak zając, wybudza się, steka, jeczy, nie da sie dotknąć, ciągnie mnie za włosy, mam ochote ją trzasnąć za te włosy. Ciągnie, drapie do tego stopnia, że mam zdrapaną skórę głowy.
Hania waży 12 kg.
Generalnie radzę sobie nieźle, one tez 
Chciałam napisać więcej, ale nie mam jednak weny.
32 tydzień (31+4)
Stanęłam dziś na wadze. Jakby nie patrzeć kilo więcej. łącznie już 6. Nie jest źle.
Za 3 tygodnie ślub siostry mojego męża. Tak czekałam na to wesele a teraz co raz bardziej zdaje sobie sprawę, że długo na nim nie wytrzymam. Brzuch ciągnie, plecy bolą jak ja wysiedze na krześle tyle godzin. O harcach na parkiecie nawet nie marze. Jak się mąż zlituje pokulam się trochę w prawo trochę w lewo na jakimś wolnym tańcu i tyle
Wiele też nie pojem, bo miejsca w żołądku mam mało Iga widocznie uciska mnie na żołądek, bo co zjem to mam zgagę.
Oczywiście mam problem z ubiorem o butach nie wspomnę...
Sukienkę ustrzeliłam świetną. Zajrzałam do ulubionego "lumpa" w dzień dostawy
i dorwałam cudną czarną koronkową sukienkę ciazową znanej dobrej firmy. jak nową. Przymierzyłam ją wczoraj. Jeszcze się mieszczę ale tak raczej na styk, bo to obcisła kreacja. Czy wejde w nią za 3 tygodnie i bedzie mi wygodnie nie wiem, raczej wątpie... w związku z tym umówiłam się na dziś do koleżanki, która ma bardzo dużo sukienek odcinanych pod biustem, które dla cięzarówek mojej postury powinny się nadawać.
No nic jade może coś znajdę.
Butów chyba nie bede kupowac. pojde w rozklapanych balerinkach... pytanie czy moje spuchnięte płetwy w nie wejdą... muszę sprawdzić żebym się nie zdziwiła i nie musiała w dniu slubu wystąpić w plażowych szerokich japonkach
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lipca 2017, 17:18
Kolejny miesiąc to już szósty cykl starań...z testami i z termometrem...niby wszystko ze mną ok. Na usg wszystko wyglada w porządku, ciągle występuje owulacja a póki co nadal nic. Zbiłam TSH z 4,6 do 1,9 ale nadal nie widzę zielonej kropki. Co miesiąc wypatruje objawy i wmawiam sobie ze to ten miesiąc . Niestety...prawie rok brania kwasu foliowego i innych witamin...zniechęcam się. Najgorsze są miesiące kiedy widzę spadek temp jednodniowy i juz mam nadzieje ze to implantacją zarodka albo kiedy temp utrzymuje się na wysokim poziomie trzynaście dni żeby spaść jeden dzień przed miesiączką. Boje się robić testy ciążowe, boje się rozczarowania a wręcz nie chce ich robić bo wiem że nic tam nie zobaczę. Rodzina się dopytuje a ja mam ochotę wykrzyczeć wszystkim "staram się ale nie wychodzi". Mąż też średnio to znosi cynk, selen, magnez...i tak ciagle. Mam wrażenia że zamiast zbliżyć oddalamy się.
56dc.
Oszaleć można! Ostatnia miesiączka w maju! Jak w takich warunkach począć dziecko? A czy chce je właściwie począć? No właśnie tutaj rodzi się moj dylemat.
Dziś mija 7 miesięcy od czasu kiedy miałam zabieg. Pamiętam to jakby stało się wczorah. Zaczęłam plamić, mąż zabrał mnie do szpitala. W trakcie drogi moje plamienie przeszło w krwawienie, brzuch bolał mocno, ale ja tak bardzo nie chciałam w to wierzyć. Choć rozum podpowiadał mi najgorsze, serce matki wierzyło. Położna na miejscu przeprowadziła wywiad i oceniła, "że takie krwawienie to nie krwawienie", ale na wszelki wypadek zawołała lekarkę, która z uwagi na godzinę, wydawała się dość mocno zaspana. Zrobiono mi USG, lekarka po chwili milczenia, tonem jakby serwowała mi pomidorówke w podrzędnym barze, oznajmiła, że serce dziecka nie bije, a jego wymiary odpowiadają 8 tygodniowi, co innymi słowy oznaczało, że od trzech tygodni chodziłam z martwym dzieckiem w łonie, nie czując nic... Chcieli zostawić mnie na oddziale, podać leki poronne, ale mąż postanowił zabrać mnie do domu, a rano skonsultować diagnoze z naszym lekarzem. Może uznacie, ze to było nieodpowiedzialne i głupie, ale na tamten czas potrzebowałam tego aby przeżyć choć chwilę sam na sam z nim i naszą tragedią.
Rano krwawiłam już konkretnie, lekarz potwierdził diagnoze i wysłał do szpitala, w którym sam pracował, bo jak sam stwierdził, to już nie bylo krwawienie, lecz krwotok. Wyłyżeczkował mnie i obiecał wypisać dzień później. O ile lekarz okazał sie wspaniałym człowiekiem o tyle szpital chętnie podałabym do sądu! Nikt nie powiedział nam o tym jakie mamy prawa, wszystko powiedzieli nam nasi przyjaciele. Na porannej wizycie dzień po zabiegu zarzadałam wydania materiału do badań, okazało się, że bez naszej zgody szpital wrzucił wszystko do formaliny, co uniemożliwiło nam wykonanie badań genetycznych, a jedynie cudem udało się zrobić badania płci. Oczywiście szpital nas od tego dowodził, zdarzylo nam się nawet usłyszeć, że nie umieją określić co z materiału to dziecko a co łożysko! Wyobrażacie sobie?! Odesłali nas do prosektorium, w którym materiał miał nam wydać facet będący wtedy na L4! Szpital chciał spakować naszego dzidzisia i wręczyć nam jakby to była paczka chipsów, bo nie zorientował się, ze do badania potrzebna była tylko kosmówka! Do tego dochodzi chamstwo i bezduszność personelu, który traktował kobiety z poronieniem jak towar wybrakowany.. pare jeszcze innych brzydkich incydentów, o których pisać już nie mam siły.
Nie mniej jednak, badania płci wykazały, że to był synek. Ba! Od początku to czułam! Zarejwstrowaliśmy Mikołaja w urzędzie i dwa dni przed wigilią odbył się jego pogrzeb. Sami najbliżsi, mała trumienka, 0 łez. Może wszystkie wypłakałm wcześniej. Może Bóg dał nam siłę do zniesienia tego z pokojem. Nie wiem.
Dziś czuję pustkę, bo Mikołaj byłby już na świecie. Nie cofne czasu. Wierze tylko, że czeka na mnie w niebie, razen ze swoim rodzeństwem.
Urlop zbliża się ku końcowi, ale nowe nadzieje. 6 dpo mamy plamienie... może to zagnieżdżenie?
czekamy...
Kochane, źle mnie zrozumiałyście, to nie tak, że mój mąż nie chce zrobić badań, chodzi o to, że boi się wyniku. Doskonale to rozumiem, pamiętam moje myśli, gdy wykonywałam badanie HSG (drożności jajowodów). Wiedziałam, jak wiele zależy od tego badania i z czym wiąże się każda nieprawidłowość...
Ale...
Dziś właśnie byliśmy wykonać badanie, jutro odbieramy wyniki 
Wiadomość wyedytowana przez autora 14 lipca 2017, 10:41
15t6d (do tp pozostało 169dni)
Cześć Dziewczyny
Dziś zaliczyłam wizytę u endo, wszystko pięknie- ładnie (jeśli można tak powiedzieć mając basedowa). Ogólnie wyniki niezłe, leki kontynuujemy bez zmian, wizyty co 4 tygodnie, usg tarczycy też w porządku. Także przynajmniej jeden "kłopot" z głowy.
Strasznie lubię tego lekarza, mega pozytywny człowiek. Zawsze się uśmiechnie, rzuci żartem... Na pierwszej wizycie opowiadał nam np o swoim przodku z rodu Habsburgów
Franciszek Józef- poliglota.
No uśmialiśmy się wtedy mega. I od tej chwili jakoś tak chyba się polubiliśmy. Naprawdę w porządku człowiek. Po wizycie standardowo oddałam "czy tysiące pińcet" hektolitrów krwi i wyniki na następnej wizycie 
Z rzeczy innych. Nie mogę doczekać się wizyty choć to jeszcze 11 dni.
Już zaczynam tupać nogami- z wizyty na wizytę mam wrażenie, że zamiast nabierać spokoju i opanowania mnie czas się dłuży i bardziej nie mogę się doczekać
Ale słucham detektora i to z reguły mnie uspokaja- choć są momenty, że słyszę jakby w tym samym miejscu siebie i Misia, detektor wariuje i liczy mnie albo wcale. No i to wieczne zastanawianie się czy serduszko dobrze bije. Zazwyczaj to około 144 uderzeń na minutę ale np wczoraj było 138. Nie wiem czy to nie za mało. W internecie znalazłam conajmniej tuzin różnych opini. Ale nic mi nie zostało jak poczekać do wizyty na której mają wykonać echo serca- tutaj każda pacjentka ma to "w pakiecie"
Mam nadzieję, że wczoraj Misiu po prostu spał. Nie wiem sama, martwię się.
Mam też inne newsy nie związane z ciążą
Jutro będziemy oglądać nowe mieszkanie- 4 pokoje, z balkonem. Nie duży metraż, właściwie dość malutki, ale jednak 4 pokoje i balkon absolutnie mnie przekonują
Zobaczymy co zdecydujemy, ale jestem dobrej myśli. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że te mieszkanie jest oddalone od obecnego o dokładnie jedno piętro w górę i po przeciwnej stronie
Więc mimo ciąży nie powinno być bardzo ciężko się przenieść. Liczę na to. 
Zdarzają się momenty, że coś czuję. Wydaje mi się, że to Miś, choć pewnie tylko mi się tak zdaje. Czekam cierpliwie póki co na jakąś większą regularność lub intensywność- być może wtedy nabiorę pewności
Nie mogę uwierzyć, że za troszkę ponad 5 miesięcy znów będę mamą. 
Ach i jeszcze- wybraliśmy wózek. A tak dokładnie to wózek wybrał nas
Moja siostra a przyszła chrzestna sprezentuje nam własny- prawie nie używany ze względu, że młody jeszcze nie przesiadł się z gondoli do spacerówki a w grudniu już będziemy go mieli. To nie jest model który wybiera większość mam aktualnie, choć jest nowoczesny i ma te wszystkie bajery.
Ogólnie nie była to u mnie miłość od pierwszego wejrzenia- ale coraz bardziej się do niego przekonuje. Ma np mega zajebistą torbę i kosz na zakupy
Także jestem bardzo zadowolona- bo taka oszczędność pozwoli mi kupić dużo minky. Jeszcze więcej minky.
Myślę, że zabiorę się powoli za wyprawkę- a raczej to czego będzie nam brakować od sierpnia- gdy znajdziemy się już na nowym mieszkaniu, bo wolałabym uniknąć przeprowadzania się z tymi wszystkimi dodatkowymi klamotami 
To zdecydowanie jeszcze nie wszystko choć piszę ten post od jakiś dwóch godzin, bo odebrałam w międzyczasie milion telefonów od różnych członków rodzinki i najnormalniej w świecie zgubiłam wątek. Także póki co kończę, a jak mi się przypomni to dopiszę 
Następna wizyta: 24.07 
Następny endo: 21.08 
Panie Boże miej nas w Swojej opiece 
Misiu rośnij kochanie dzielnie

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 lipca 2017, 23:06
Dziennik pokładowy:
279dc, 39+6 (40 tc)
2 dni do terminu z om
Noc z 12 na 13 lipca
... dalej czytam. Jestem durna, ale nie mogę skoncentrować myśli na niczym innym, niż na porodzie. Ekscytacja zmieszana ze strachem, czyli trochę powtórka z rozrywki z testem ciążowym - historia zatacza koło. Nie mogę spać. Moje dziecko jest zaprzeczeniem wszystkiego, co się mówi o berbeciu na końcówce. Teoretycznie powinno być jej ciasno, a ona... pełza mi w brzuchu, odbijając się jak żabka! Nieźle daje mi do wiwatu. Czuję ją bardzo nisko, aż boli mnie prawa pachwina.
Koło pierwszej i po ostatnim nocnym siku siadam w fotelu, bo mam taki sajgon w głowie i brzuchu, że nie wyleżę. Jest ciemno. I nagle hit - mój mąż. Słyszę, jak zgrzyta zębami i przez ciszę przedziera się: "Mam stres". Mija pięć sekund i wiem, że mówił przez sen.
13 lipca, 14:00
Dobra strategia - przespać "magmę czasową" do samego porodu. Niezłą drzemkę zaliczyłam, dwie godziny po pobudce rano. Przynajmniej nie myślę o bólu ani komplikacjach. Doszedł za to ciekawy objaw, a mianowicie... napieprzają mnie stawy w palcach u dłoni, nie mogę ich zgiąć! Nie wiem, dlaczego, skoro nie mam żadnych obrzęków...
Brzuch mam twardy jak kamień od rana. Zważyłam się też dziś, kto wie, czy nie ostatni raz przed godziną zero. 15 kg na plusie od testu ciążowego.
Za chwilę spadamy z grajdołka do Leroy Merlin oglądać kontakty, pstryczki i płytki. Mój mąż po dwóch tygodniach w domu u teściów mówi: "Błagam,jedźmy stąd choćby i na godzinę, obojętnie, po co!" - czuję się więc rozgrzeszona, po tych wszystkich prośbach o zawiezienie mi tyłka gdziekolwiek dla samej rozrywki, już powinien rozumieć.
13 lipca, 20:00
Coś się dzieje. Nie wiem, czy to zwiastun jakiejkolwiek akcji czy to po prostu moje dziecko - jedną z jej kończyn czuję niemalże pod samym cyckiem i ciągnie mnie okrutnie.
Już chodząc po sklepie czułam, że się turlam jak dinozaur. Potem zajechaliśmy na mieszkanie. Oglądając cudne postępy prac siedziałam sobie na kawałeczku styropianu i nagle zaczęły się miesiączkowe bóle, przeplatane ciągnięciem w pachwinach. Po jakimś czasie zakupy w biedrze, ale chodziłam po niej jak na haju. W drodze powrotnej myślałam, że się obsmarkam - ból i mała, tak cholernie wysoko, niemalże pod samymi płucami. Idąc po schodach do pokoju z kolei myślałam, ze pęknie mi podbrzusze. Teraz leżę na łóżku. Pod ręką trzymam skurczomierz telefonowy - zobaczymy co z tego będzie.
Północ
Dupa-cycki-tyryryry, Ciotunie. Jak tylko odpaliłam apkę, to rozdzierające mi wnętrzności bolechy przeszły. Uch.
Kolejne marzenie ściętej głowy - jutro na wizycie u ginki usłyszeć, że jest postępująca akcja porodowa. Byle do 17:00!
Będę się odzywać.
7dc, 18cs, 5cpp
Wczoraj Mąż odebrał moje wyniki i mówi tak:
"Kochanie wszystkie wyniki masz w normie- co mnie bardzo cieszy, ale jest jedno ALE...Nie podoba mi się komentarz na samym dole badania.", odpowiadam - ok, to czytaj go.
"Rozkład badanych subpopulacji limfocytów w granicach wartości referencyjnych dla wieku. Ze względu na przekroczony czas transportu (powyżej 24h) wynik może być NIEDOKŁADNY"...
Noż kur@# ...napisałam reklamacje do diagnostyki z pytaniem "za co te praktycznie 200zł wydałam"?!? Ręce mi opadły.
A z ciekawostek. Rozmawiałam z Siostrą. Powiedziała mi,że ona by zajść w ciąże brała jakiś specjalny lek ułatwiający pracę macicy i lepsze zagnieżdżenie (?)...........wiecie może coś o takim leku ?Podobno można go brać jedynie przez 6 miesięcy. Szkoda, że nazwy nie pamiętała.
32 tydzień (31+5)
Dziś tez stanęłam na wadze. No i ponad pół kilo mniej. Nie spodziewałam się takiego wahania. (ostatnio ciągle pół kilo w jedna pół kilo w drugą)
Wczoraj z obawy przed nocną zgagą (bo najszybciej mnie dopada gdy leże) nie zjadłam kolacji, tzn zjadłam ale o 17:00 a spać szłam wyjątkowo późno bo po 24:00. Do tego seksik (na leniwca wiec wiele kalorii nie spaliłam
) i do tego w nocy z 4 razy siku i proszę jaki efekt na wadze 
Z pozyczania sukienki nic nie wyszło. Koleżanka owszem ma dużo sukienek odcinanych pod biustem ale wszytkie rozszerzane na dole i dość krótkie. Niestety to nie mój fason. We wszytkich bez wyjątku wyglądałam jak beza.
Stwierdziłam, że nie bede juz szukać. mam śliczną sukienkę i w niej pojdę. A jak bedzie mi w niej ciasno to po kościele i obiedzie przebiore się w zwykłą letnia sukienkę w której czuje się bardzo dobrze i całkiem przyzwoicie wyglądam
6tc+0
Wczoraj byliśmy u lekarza. Jest widoczny pęcherzyk ciążowy 6,7mm, ale pusty w środku. Kolejne odliczanie i kolejne nerwy do następnej wizyty. Oby pojawił się zarodek. 
24 lipca mam wizytę, lekarz mówił, że musi mieć już wtedy zarodek z serduszkiem.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.