Czy ja jestem podła? Chyba tak.
Nie mogę już czytać niektórych wpisów w stylu : "staramy się już 2 miesiąc i nic". Jezu! Co to jest dwa miesiące?! Ja walczę już ponad dwa lata!
I w ogóle mam dzisiaj taki nastrój że wpisy "udało się w pierwszej próbie" czy "udało się po 2 miesiącach" doprowadzają mnie do szału. Chciał by się napisać : "to jest forum dla kobiet po przejściach więc spadaj". Oczywiście tego nie napiszę bo jednak odrobina rozsądku mi została.
Ale i tak jest mi przykro 
Biust boli dalej... test negatywny a okresu nie ma... Muszę chyba zapisać się do ginekologa....


Mam dziś jakiś ciężki PMS - nie wiem, trochę za wcześnie na objawy @ w 19 dc. Czuje się koszmarnie: jajniki nie dają o sobie zapomnieć i nie mogę nawet usiąść, bo je odczuwam. Do tego ten potworny ból w krzyżach. Nic dziwnego, że moja psychika jest dziś odbiciem samopoczucia fizycznego. A myślałam, że chociaż jeden miesiąc od marca przetrwam bez szpitala
W tamtym cyklu ciągły monitoring, więc na oddziale pojawiałam się co 2 dni, a niestety nie mam z nim dobrych wspomnień. Ciągle przypomina mi się tamten dzień. Pamiętam dobrze - to była niedziela. Obudziłam się i było wszystko w porządku. Nagle złapał mnie tak ogromny skurcz, że choć często miewałam nieswoiste bóle brzucha, z którymi średnio raz na 2 miesiące lądowałam na pogotowiu (bądź karetka przyjeżdżała do domu), to w okolicach dolnej partii jeszcze czegoś takiego nie doświadczyłam. Wtedy wiedziałam, że mam torbielkę na 28 mm, gdyż u lekarza byłam jakieś 1,5 tyg wcześniej kiedy pękła poprzednia. Już wtedy staraliśmy się o dzidziusia. Przeraziłam się, że może się udało, ale coś jest nie tak. Z przymusu wzięłam nospę i ketonal. Nic. Poszłam do łazienki, gdyż bardzo mnie mdliło. Tam prawie zemdlałam. Mąż wynosił mnie na rękach. Nie chciałam jechać na oddział, ale rodzice i mąż mnie zmusili. Nie zabrałam nawet rzeczy. Tam, na łóżku szpitalnym leżała 32-letnia dziewczyna z podobnymi bólami. Okazało się, że pękła jej torbiel i muszą zrobić operację, by usunąć jajnik. Do dziś w uszach dźwięczy mi jej płacz... Leżałyśmy później na tej samej sali. Młoda mężatka, która jeszcze nie zdążyła zostać mamą, a okazało się, że ma endometriozę. U mnie na USG lekarz stwierdził wówczas torbiel na 46 mm. Nie wierzyłam jak to możliwe, że w ciągu 1,5 tyg. tyle urosła. Odpowiedź była następująca: To jest specyfika jajników. Pewnie będziemy musieli usunąć prawy, bo niewiele zostanie jego struktury. Wyszłam z takim płaczem, a to wszystko działo się tak szybko. Oznaczenie grupy krwi, sprawdzanie szczepień, test ciążowy. I czekanie, czy już trzeba iść na stół. Później stwierdził, że jeszcze nie pękła i możemy poczekać do rana na ordynatora, który podejmie decyzję. On zaś z całym tabunem lekarzy mnie pooglądał, zrobił USG i powiedział: PCO, ale trzeba zrobić laparoskopię. Na decyzję miałam 15 min. Wiedziałam, że nikt nie zagwarantuje mi, że w kolejnym cyklu to się nie powtórzy, więc postanowiłam z nim porozmawiać. Nie był zbyt zadowolony, ale powiedział, ze mnie wypuści, bo do @ miałam 4 dni i sprawdzimy czy się wchłonie. Po okresie obowiązkowo na oddział sprawdzić czy jest ok. Zadzwonił do mojego lekarza i go o tym poinformował. Wyszłam z bólem, o którym lekarzowi nie powiedziałam. Wiedziałam, że jak się o tym dowiedzą - nie wypuszczą mnie. Nie powiem, przez kolejny tydzień strasznie żałowałam, że nie poddałam się laparoskopii. Ten ból mnie przerażał, ale dostałam okres i pojawiłam się u mojego lekarza na USG. On twierdził, że wszystko ok, to tylko pozostałość i daje nam 3 mies. na starania. I pewnie byłoby świetnie, gdyby objawy nie powróciły. Nie wierzył mi wtedy, chyba myślał, że przesadzam, ale jak w połowie cyklu zrobił mi USG i pokazała się torbiel na 51 mm zaniemówił. Mówił, żebym wytrzymała do okresu, później zrobimy laparoskopię, teraz to nie ma sensu. Po kilku dniach silniejsze boleści, telefon do lekarza, że coś się dzieje. Mówił, żeby się obserwować, bo mam tendencję do skręcania jajnika. Nic dziwnego, że bolało skoro normalnie mój jajnik miał 3 cm, zaś przy torbieli trochę ponad 8 cm. Kazał przyjść do siebie na USG, wyznaczając mi termin laparoskopii na kolejny dzień. I poszłam spakowana do szpitala, a siedząc w poczekalni modliłam się do Boga, by sprawił jakiś cud. Pamiętam jak weszłam do gabinetu i powiedziałam: Proszę, niech mi tylko pan doktor powie, że nie ma już tej torbieli. Zaśmiał się, a na USG powiedział, że ma 17 mm. Boże, jak ja się wtedy cieszyłam!!! W trakcie okresu torbiel się wchłonęła, miałam wskazanie do monitoringu, który pokazał, że owulacja była. A teraz... Teraz, pozostaje mi się modlić o kolejny cud, by nie było kolejnej torbieli... 
przeglądając wykresy na tablicy od czasu do czasu, a takze czytając pamiętniki, dochodzę od jakiegoś czasu do wniosku, że albo zachodzi sie w ciąże szybko - tzn. max do pół roku, albo ciągnie się nie zachodzenie długimi ponad rok miesiącami albo latami...mnóstwo tu dziewczyn, które zaszły bardzo szybko - w pierwszych cyklach (moja zazdrość nie zna granic
i chciałabym powiedzieć: co tu robicie? hehehehe ale przecież to miejsece dla wszystkich starających sie, bez wzgledu na staż, więc przywołuje sie do porządku
, no i jest troche takich nas, które są juz długo... i te szczególnie mocno przytulam :* bez sensu to wszystko, niesprawiedliwe, ale jednocześnie dobrze, ze nie wszyscy muszą czekać tak długo...po co komu cierpieć..
Brzuch mnie boli..juz kurcze czas skonczyc sie oszukiwac ..to po prostu bol miesiaczkowy typowy taki..do tego tradzik i moje zachcianki przed okresem.Co prawda kupilam sobie test i jutro go zrobie ale nia nastawiam sie.Znowu stane na starcie..Jakos nie przejmuje sie strasznie..to pierwszy cykl dopiero.Pierwsze koty za ploty 
![]()
Ovufriend zaznaczył owulację... Może tym razem wreszcie się uda... bo nie wiem jak zniosę rozczarowanie nr 14
Najgorsze jest teraz czekanie...
Staram się od pewnego czasu nie wsłuchiwać w swoje ciało po owulacji zbyt mocno bo psychika robi mi psikusa. To niesamowite jaki może mieć wpływ na fizyczne odczucia. Starając się o ciążę, realnie czuję wiele jej symptomów: wrażliwe piersi, mdłości, ciągnięcie w podbrzuszu itp. Wiele razy już miałam nadzieję graniczącą z pewnością, że na pewno się udało. Niestety za każdym razem kończyło się inaczej
Ciężko jest się nie nastawiać, a już nie myśleć- to niemożliwe! "Wyluzuj, zapomnij, zajmij się czymś" typowe niewykonalne rady dla starających się. Ciekawa jestem czy faktycznie istnieje (tak bardzo rozsławiona) blokada psychiczna przed ciążą. Że niby podświadomie się nie chce lub nie jest gotowym na dziecko - ilu z przyszłych rodziców na świecie może stwierdzić jednoznacznie, że są w 100% gotowi?! Odpowiedzialne osoby, mające świadomość powagi sprawy jaką jest nowe życie, nigdy nie będą do końca pewne czy podołają. Paradoks...
Mówi się też, że taka blokada może wynikać ze złych doświadczeń i wzorców z okresu dzieciństwa. Jeśli tak rzeczywiście jest, to moje szanse na macierzyństwo, są bliskie 0
Tak sobie myślę, że musi jednak w tym coś być skoro wciąż pojawiają się historie o tym, jak to po wakacjach i relaksie ludzie zachodzą... Nic już nie wiem - za głupia jestem na to wszystko... Buziaki
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia 2013, 16:59
Wyjeżdżając z porodowki powiedziałam Alessi na pożegnani,że jest aniołem 
Dzisiejsza opowiesc zaczne od przypomnienia, ze cala rzecz dzieje sie w obcym kraju, jakim sa Niemcy.
Po porannym numerku wsiadlam w autobus i pojechalam na miejsce szkolenia z pierwszej pomocy. Obliczylam, ze spoznie sie 5 minut, czyli nic zlego sie nie stanie. Ale okazalo sie na miejscu, ze takie szkolenie prowadza dwa osrodki i ja musze wlasnie do tego drugiego. Wrocilam wiec na przystanek, by dostac sie na przeciwlegly koniec miasta. Jedzie tam tylko jedna linia, nastepny autobus mial byc za 20 minut. Moje spoznienie roslo i w momencie, gdy podjechal autobus, przekroczylo granice tolerancji.
Musialam wysiasc przystanek dalej, bo kierowcy moj widok przy drzwiach nie wystarczyl do zatrzymania, musialam nacisnac guzik.
Zaczelo sie szukanie , a spoznienie ciagle roslo, zblizalo sie do calej godziny.
Dotarlam na miejsce z jezykiem na wierzchu. Wynudzilam sie przez kolejne 6 godzin, zdrapalam lakier z paznokcia reanimujac fantoma, kazalam lubemu czekac 15 minut, poniewaz obiecal mnie odebrac, co tez uczynil nie wiedzac, ze prowadzacy tak sie rozgada. Na koniec dowiedzialam sie, ze zaswiadczenia dostaniemy do domu poczta!
A to wszystko dzialo sie w obcym kraju, jakim sa Niemcy. Jakie to szczescie, ze niemiecki umiem, inaczej dzien bylby kompletnie pechowy!

Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia 2013, 18:17
Mój grzech.. jeśli Bóg istnieje a wierzę że tak, to wiem za co mnie każe. To zresztą nawet nie kara, tylko spełnienie mojego pragnienia. Dziecka pragnełam od zawsze , ale zawsze modląc się o nie , prosiłam Boga żeby było zdrowe, normalne. Nie miało żadnej z tych ciężkich chorób,strasznych chorób o których się słyszy i człowiek truchleje, i błaga w myślach "tylko nie ja" .. Modliłam się i zaklinałam ..Boże jeśli mam mieć takie dziecko , to ja nie chce w ogóle.. Nie jestem dość silna, nie mam w sobie aż takiej miłości , nie dam rady.. I jak widać Bóg wysłuchał moich próśb , powinnam mu być wdzięczna, kocha mnie na tyle że mi tego oszczędził ...
Czytam Was dziewczyny , kobietki i widzę że wkradł się nam tutaj dół , w który z różnych powodów wpadamy. Choć właściwie powód jest jeden
Broniłam się przed tym, przekonując te z Was , ktore już się podłamały , że nie warto się poddawać ,chyba sama siebie chciałam przekonać. To jednak zbyt silne, kobiecy instynkt mówi mi że to nie mój czas. Przez sytuację osobistą , zawodową czuje że nawet nie powinnam o tym myśleć. Odpuszczam sobie, poobserwuje ostatni cykl i daje spokój. Nie warto , bo zbyt wiele mnie to kosztuje.. Z ovu nie zrezygnuję , bo zżyłam się z Wami , kibicuje Wam tak mocno i szczerze życzę powodzenia..ale to już nie dla mnie , mam dość parcia pod wiatr, pod prąd , na siłę gonić za szczęściem , które uparcie nie chce przyjść. Kiedyś, będąc X lat młodsza myślałam, aa tam dziecko się pojawi i jakoś to będzie , bo będzie trzeba sobie poradzić. Dzisiaj jak widzę, że mój związek nie jest gotowy na dziecko , pracy nie mam więc w przypadku rozstania nie dałabym rady utrzymać samej siebie o dziecku nie wspomnieć to widzę że nic nie dzieje się bez przyczyny...zresztą i tak byłabym kiepską mamą 
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia 2013, 18:06
Jesli musisz jezdzic tam, gdzie potrzebujesz dwoch autobusow na dotarcie do celu, zrob prawo jazdy!
Chyba sie zmotywuje...
Ehhh ja już chce mieć pod sercem tego małegą bombelka ;( Być szczęśliwą mamusią, zbierać zabawki za malutkim urwisem, wstawać w nocy gdy płacze, bawić się z nim chodzić na spacery i dać tyle miłości ile tylko można....
Nie prosze o wiele...
Czemu nie mogę doczekać się tego maleńkiego cudu?
Dzisiejszy wynik to 2,21. Czyli coś się od wtorku ruszyło ale stanowczo za mało. Wydaje mi się, że to wtorkowe plamienie mogło być plamieniem implantacyjnym. Ale za późno ono wystąpiło. Choćbym na głowie stanęła wyniku już nie zmienię.
W piątek mam wizytę w klinice. Mam nadzieję, że uda nam się załapać jak najszybciej do programu rządowego. W tym tygodniu jeśli dostanę okres pójdę na FSH. Dobrze by było, gdybym miała już ten wynik w piątek.
A w następnym tygodniu zaczynie się rok szkolny. Ja znowu będę miała mnóstwo lekcji, więc będę miała mniej czasu na rozmyślenia. Obiecałam już sobie i żebym nie zapomniała zrobię sobie plakat i powieszę w sypialni, że z każdej lekcji 30% odkładam na in vitro. Niech się wali i pali, nawet jeśli nie będziemy mieli na jedzenie - 30% będzie szło do skarbonki, tak aby za jakiś czas spróbować od nowa, jeśli nie wyjdzie z programem rządowym.
To siemię lniane jest okropne bleee
Posłodziłam cukrem i też nie dało się pić,mam nadzieję,że z sokiem da się wypić,że będzie lepsze.
Świat jest posrany
http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=hQw1JeoyydA
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia 2013, 19:37
Weekend. Zjazd rodzinny.
Wszyscy wiedzą o moich problemach z tarczycą i z grubsza orientują się z jakimi konsekwencjami wiążą się te problemy. W końcu mamy w rodzinie dwie kuzynki, które z powodu hashimoto starają się bezskutecznie o dzieci.
Kiepsko znoszę przyjmowanie bromka i mdli mnie czasami.
Ciocia (mama jednej z hashimotowych kuzynek) - Co ty taka niewyraźna?
ja - Jakoś tak mi niedobrze.
Ciocia - To co? Może ciąża?
Czemu każde mdłości, każdy ból brzucha, zmęczenie, przybranie na wadze muszą być brane za ciążę? Nawet przez takie osoby, które wydawać by się mogło, wiedzą co nieco o problemach z tarczycą?!
Jestem mega zmeczona... jakos tak dzisiaj wszystkie siły mi odeszły. Odkąd wróciłam z pracy nie mogłam się za nic zabrać i koniec końców już leże w łóżku. W nocy wraca mój mężczyzna, niestety nie poserduszkujemy bo jestem u mamy... a szkoda
Już chyba wiem dlaczego chodziłam od kilku dni zirytowana. To był pewnie zwiastun. Mąż był dziś u teściów (czytaj: "ulubiona" część mojego weekendu). Wyszedł na ogród rodziców i poprosił, by pokazali mu te fundamenty, które rzekomo my (gówniarze) zostawiliśmy, by budować się w mojej miejscowości. Teść oczywiście wszystkiemu zaprzeczył - co do tego nie miałam najmniejszych złudzeń. Jakże inaczej... Kazał powiedzieć, kto to przekazał. No tak, ciężko przypomnieć sobie słowa wypowiedziane w czasie nietrzeźwości. Hmmm... Pewnie myśli: zagadka: komu to powiedziałem? Temu, a może tamtemu? Zaraz coś mnie trafi! A mój mąż (matka Teresa tylko dla swoich cudownych rodziców) stwierdził, że może ktoś coś przekręcił. Jasne, cała miejscowość, która teraz o niczym innym nie mówi!!! I pracuj człowieku na swoją opinię, którą ci zepsują później sfrustrowani ludzie w średnim wieku! Mam pomysł: mamusia niech się zajmie swoją hipochondrią, tatuś swoją przepukliną, a ode mnie niech się oczepią!!! A mężowi to bym do tyłka nakopała dziś najchętniej. Chyba mu wierzy... Pewnie tez wtedy, kiedy jest pijany jak bania, a mówił, że nic przecież nie pił... Mi wystarczy jak mąż raz szukał ojca po miejscowości, po czym ten wywrócił się na ogrodzie, pochlapał się w błotku (było po deszczu)i przechodząc nawet nie zauważył, że siedzę w pokoju, po czym zasnął jak małe dziecko w kurtce. Jezu, Jezu, daj mi siły, bo eksploduję!!!! Patologia, w co ja się wkopałam?
Uff jesteśmy na miejscu. Podróż była męcząca bo zabrakło miejsc sypialnych i w sumie 2 razy po 12h jechaliśmy na zwykłych siedzeniach. Do tego chodziliśmy cały dzień po Bangkoku - moim zdaniem okropnie brzydkie miasto.
Ale w sumie podroż przeżyłam bardzo dobrze - nawet w lepszej kondycji niż mój J. 
Już kupiliśmy sypialne miejsca z powrotem do Bangkoku wiec w drugą stronę będzie lepiej.
Znalazłam sposób na mdłości - jak tylko zaczynam je czuć należy zjeść coś malutkiego. Więc jem prawie co 1h i z tego dużo się zbiera tego jedzenia na dobę ale trudno
.
Hotel bardzo ładny - na górce wiec z ładnym widokiem tylko trochę trzeba się wspinać. Pokój duży i wygodny, basen hotelowy śliczny i plaża pobliska też.
Tylko drogo cholera
dużo drożej nawet niż w BKK - jedzenie 15-25zł porcja minimum
a u nas w Chiang Mai ok 5-10zł wiec jest duża różnica
Jeszcze podobno ceny były kilka lat temu normalne tajskie, dopiero niedawno ta wyspa stała się znanym światowym kurortem i strasznie podbili ceny.
Jestem z 3 dniu 9 tygodnia i od kilku dni czuję się świetnie co mnie oczywiście niepokoi. Nie powinnam teraz zdychać jak na ciężarną w pierwszym trymestrze przystało? Czy wszystko dobrze z moim maleństwem? Aaaa.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia 2013, 20:57
%%%% : ))
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 sierpnia 2013, 21:00
Zrobiłam test i był pozytywny. Chociaż ta druga kreska jest bardzo jasna. Zrobię jeszcze raz za kilka dni... Żeby się udało tym razem...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.