mój wykres mnie wpienia jest tak "żywy" że idzie usnąć, nic tam się nie dzieje dziś troche w górę ale moze to ze stresu bo szłam na badania wstępne do nowej pracy gdyz ta w salonie wybielania zębów już się kończy. Od połowy września przywitam sklep ZARA
ludzie są tam świetni , wspaniała atmosfera
Jeśli chodzi o dni płodne ovy świeci się non stop na zielono mimo że na wykresie ovu zaznaczyło dni podne od 29.sierpnia do AŻ 8 września...
wiec jakaś masakra ...
dzisiejsze wyniki badań
ekg - ok
cholesterol - ok
wzrok- lekki astygmatyzm lewego oka
ciśnienie wzorowe 120/70
tarczyca niepowiększona- padanie palpacyjne
jestem zdolna do pracy

10 dc. Byłam dzisiaj przed pracą u ginekologa. Zapytałam ją wprost, co się tak naprawdę dzieje z tymi moimi jajnikami. Zrobiła mi usg. I ponoć nie jest tak źle, jak mi powiedziała ostatnio. Endometrium 6 mm. Lewy jajnik czysty, na prawym prawdopodobnie mała torbiel lub pęcherzyk przed owulacją (tego nie potrafiła stwierdzić). Mam się tym wszystkim nie przejmować. Przepisała mi jeszcze Gynoflor, bo po ostatnim serduszkowaniu mam podrażnienia.
I tu mam do Was pytanie dziewczyny? Bo oczywiście nie zapytałam
Czy w czasie stosowania Gynofloru możemy się starać o maluszka? Bo po zakończonej kuracji będzie już najprawdopodobniej po owulacji. I jak ja mam mieć dobry humor..?
Zapytałam się oczywiście o badania hormonalne. Ale ginekolożka powiedziała, że najpierw mąż ma zrobić badania nasienia i jeśli wyniki będą ok, to po nowym roku połozy mnie na kilka dni na oddział i przebada. Bez wyników nasienia męża nie chce mnie w tym roku widzieć, no chyba, że będę w ciąży, czego mi bardzo życzy:) Mam się na razie nie stresować
W ogóle jakaś była dla mnie dużo przyjemniejsza niż ostatnio i całkiem miło się z nią gadało:)
Kiedy powiedziałam mężowi o badaniu nasienia, widziałam przerażenie w jego oczach
Ale oczywiście pójdzie:) Muszę się tylko dowiedzieć jak to wygląda w naszym laboratorium.
Wczoraj wieczorem długo rozmawialiśmy o nas, o czekaniu na dziecko i o przyszłości. M powiedział, że ostatnio często nad tym wszystkim myślał i nie mówi nie adopcji, jeśli okaże się, że nie będziemy mogli mieć własnego dziecka! Nie wierzyłam własnym uszom, bo jeszcze niedawno kategorycznie się na to nie zgadzał.
Tego mi trzeba było! Od razu wrócił mi dobry humor:) Bo wiem, że doczekamy się w końcu dziecka. Tylko nie wiem jeszcze kiedy i jaką droga do nas przyjdzie 
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 sierpnia 2013, 23:17
Dzisiejsza beta 220,6 w 15dpo, czyli chyba jest ok
przyrost prawidłowy 
za to cały czas się zastanawiam jak ja zniosę jeszcze 1,5 miesiąca pracy i to jeszcze tak, żeby się nie wygadać i żeby nikt się nie domyślił
i najlepsze jak się wykręcić z wycieczki pracowniczej czytaj dwudniowej popijawie z tańcami i hulankami wrr
tzn gdybym nie była w ciąży to super popić, potańczyć i pozwiedzać Berlin, ale w 1 trymestrze to chyba nie najlepszy pomysł jechać, nawet zakładając to że nie będę pić
Jeśli któraś z Was Kochane ma pomysł na dobry wykręt to podzielcie się, bo ze mnie lipna kombinatorka
Dziś 27 urodziny mojego J. Fajnie, że go mam 
Znamy się ok 7 lat, w tym razem jesteśmy jakieś 3 - w ok 4 ratach
Zawsze to ja doszukiwałam się dziury w całym i zwiewałam nagle i w fatalnym stylu
Ale zawsze to był mój problem i on szedł za mną... W końcu to rozumiałam.
Ostatecznie odzyskać J. nie było łatwo - chodziłam za nim 6 miesięcy, błagając o przebaczenie. Co kompletnie nie było w moim stylu i właściwie nawet nie do pomyślenia - ale było warto 
Nie spodziewałam się, że J. będzie taki miły dla mnie w tej ciąży. Nie wiem co będzie dalej, ale na razie jest bardzo kochany. Oczywiście z charakterystyczną dla siebie ignorancją, ironią i kpiną podchodzi do sprawy, ale jest dokładnie tam gdzie powinien być wtedy kiedy powinien...
Leżę na wygodnym łóżku, obok śpi On - z mordką czerwoną jak burak, maleństwo w brzuszku - mam nadzieję, że zdrowe, za oknem słońce i lazurowy ocean...
Jestem szczęściarą
Jestem taka wdzięczna za to co mam 
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 sierpnia 2013, 05:18
Boże dlaczego moje plany nie pokrywają się z Twoimi? 
Postanowiłam sobie, że w tym cyklu test zrobię dopiero wtedy, gdy okres spóźni się minimum 3 dni. Oczywiście nie wytrzymałam. Zrobiłam test wczoraj wieczorem. Pojawiła się jedna krecha, a po chwili tak jakby cień cienia drugiej. Dziś rano powtórzyłam test i nic. Znów jakby minimalny cień drugiej kreski. Chyba już sobie sama wkręcam, że coś się na teście pojawia. Mężowi nawet nie pokazałam, bo by mnie wyśmiał. Jestem zła. Jak @ nie przyjdzie powtórzę test za 3 dni. No, ale chyba nie ma się co łudzić, bo dzień po terminie spodziewanej @ to już chyba powinny pojawić się dwie piękne krechy.
12+5
Jutro wielki dzien: badanie przeziernosci karkowej, badanie na toksoplazmoze, cytomegalowirus i na rumien zakazny.
Wizyta o 8:10, ale od 8:00 (przyjde na 10-11) do 17:00 mam narade w pracy, wiec napisze dopiero po poludniu co i jak. Takze trzymajcie kciuki zeby wszystko bylo dobrze tzn. dziecko roslo silne i zdrowe.
I własnie dzisiaj napiłam sie kawy - mocnej, w ogromnej zielonej filiżance..doniczce jak mówi mój mąż..Siedzę wśród tych wszystkich pudeł remontowych, wszędzie jakieś narzędzia,porozpieprzane rzeczy..papiery,druty,wszędzie syf..ręce mi opadły,emocje i to wszystko mnie dołuje. Tak jak wczoraj fruwałam tak dzisiaj siedzę na ziemi..ba!..w ogromnym leju po bombie!
Temperaturki srurki,objawy pierdziawy..to nic nie działa i koniec..wstaję jak durna o 6.10 i pakuję termometr do gęby na dzień dobry a potem juz nie mogę spać i łażę jak Marek nocny po chałupie - góra dół..i żeby jeszcze było trochę spokoju - nie! od tego mojego łażenia i skrzypienia po schodach budzi się całe towarzystwo- ryby,kot, Ola i Robek..wszystko głodne,wszystkim daj i to już - natentychmiast!
I właśnie teraz mam czas na kawę - której i tak nie mogę pić za dużo i muszę ograniczać bo podobni zle wpływa na płodność.Cholera jasna - tą teorię wymyślił jakiś kretyn,który nie lubi kawy,zapachu i smaku.Wysunął durną teorię tylko po to,żeby uprzykrzyć życie tym co bez kawy żyć nie mogą..- gdzie nigdzie to nie zostało udowodnione..ale teoria wisi w powietrzu i krąży jak złe fatum.
I powiedziałam dość - i właśnie będę piła kawę! Kiedy będe chciała i ile będę chciała i koniec!
.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 sierpnia 2013, 10:11
Obserwuje swoje ciało już od kilku miesięcy i szczerze mówiąc dochodzę do wniosku że nadal jestem tak samo głupia jak na początku, niczego się właściwie nie dowiedziałam. Wcześniej wydawało mi się że już to opanowałam a tu klops , wyczuwałam objawy owulacji , której nie było
tak wiec uczę się swojego ciała od nowa. Wczoraj śluz zrobił się wodnisty, a wieczorem tak strasznie rozbolał mnie brzuch że musiałam się położyć, ciągnęło jak na @. Zastanawiam się czy to nie od tabletek , bo mam takie bóle zawsze w poniedziałek a to dzień w którym przed snem biorę dostinex. Strasznie mnie też sutki bolą , a przecież wiem że nie od ciąży bo starań nie było. Warto to zapisać i zapamiętać , żebym sobie w cyklu starań nie wkręcała że to baby. Rozmawiałam z moim Słońcem , o staraniach o tym co dzieje się między nami. I jestem spokojniejsza, powiedział że we wrześniu zostanie na tyle długo , żebyśmy mogli spróbować. Co do nas to przyznał że nie ma już parcia na walkę, że osiągnął spokój przez świadomość , że jestem już jego i nigdzie się nie wybieram , jego uczucia niby dojrzały i takie tam. Niech mu będzie , zazdroszczę mu tego spokoju. Mnie czasem dopada znienacka lęk , że nagle coś się złego wydarzy i cały mój świat legnie w gruzach, że cały porządek okaże się kłamstwem - nie wiem skąd takie myśli?
Co za dzień dziwny... wczoraj posprzeczałam się mocno z moim M.
Już jest ok, ale czasem mam wszystkiego dość
Kocham tego faceta, ale jeśli on się nie zmieni i nie zacznie panować nad językiem, to nie wiem co to będzię...
Ehh, dziś mam wolny dzień, pomyślałam żeby wybrać się na rower, pogoda jest piękna... ale do tej pory jeszcze siedzę w szlafroku i nic mi się nie chce. Kompletnie nic! Muszę się zmusić do wyjścia z domu, bo oszaleję!! Na domiar wszystkiego tempka mi leci w dół... codziennie o 0.10°C.. 
Co to znaczy???
W piatek czeka mnie bardzo trudna konfrontacja z rzeczywistoscia. Wlasnie dostalam smsa z potwierdzeniem spotkania w szpialu, gdzie prawie dwa miesiace temu stracilam moje dwie coreczki. To ma byc podsumowanie z lekarzem wszystkiego co sie stalo. Nie mowilam o tym ale nie widzialam dziwczynek po porodzie, nie mialam odwagi. Moj M tez nie. Mowiono nam, ze zostana wykonane zdjecia, ktore mozemy obejrzec pozniej jesli tylko zechcemy. Wiele razy zastanawialam sie nad tym i przepelniala mnie ogromna chec zeby je zobaczyc. Ale nadal sie boje. Nie wiem czy sie przelamie. To bardzo trudne dla mnie. Wiem, ze tutaj na ovu wszyscy sie staraja o dzieci i nie chca zawracac sobie glowy takimi tragediami. Wazne jest przeciez, zeby pozostac pozytywnym. Wybaczcie mi ale musialam sie z kims tym podzielic.
Jesli chodzi o nasze starania o nastepna ciaze to chyba jestem w pelni owulacji. Dzis wszystko mnie boli, no moze nie wszystko ale jak wstaje i chodze, czuje ciezar w dolnej czesci brzucha i bole od czasu do czasu wiec chodze troche jak lamaga. Bardzo bym chciala, zeby sie udalo, jak nie teraz to pozniej ( wolalabym teraz ale wszystkie wiemy jak to jest) Chyba porzuce narazie moje cwiczenia, boje sie ze cos mogloby sie wydarzyc, co zaburzy caly proces. Boze, mam nadzieje, ze wszystko sie ulozy.
Kochane chciałabym zacząć mierzyć temperaturkę. Czy mogę zacząć już teraz od 23 dnia cyklu? Czy poczekać na nowy?
Hej Dziewczynki :*
przepraszamz a znikniecie ale jak się potwierdziło, że jedziemy do Polski to powstał taki wir rzeczy do załatwienia przed wyjazdem, że nawet nie było czasu na spokojne odetchnięcie i napisanie kilku słów. Podczas podróży też nie bardzo, bo cały czas byłam padnięta jak mopsik - to ja jestem kierowcą rodzinnym, więc to ja gnałam przez całą Europę podczas gdy moje kochanie nawigowało gpsem, podawało do ust chłodne napoje oraz inne smakołyki. W Polsce trzeba bylo obskoczyć rodzinę, znajomych, sklepy, nase ukochane miejsca, pójść do naszych ukochanych kin (codziennie wieczorem inne), pozałatwiać sprawy...i w ten sposb nie wiem gdzie się podziały ostatnie 2 tyg. Jutro rano będzie ważenie, zobaczymy co narozrabiałam
- ale warto było. Od momentu przekroczenia polskiej granicy to był jednej wielki, nieustający orgazm kubków smakowych!!!! 
Co do tematu przewodniego czyli starań...Małpiszon przyjechał z początku nieśmiało, a potem 2 dni fontanny więc na bieżąco były robione zakupy, bo nie było kiedy prać zalanych elementów garderoby. Gdyby nie fakt, ze robiłam test jeszcze 3 dni po terminie, czyli tak w t3 dniu plamienia to bym pomyślała, że byże była dzidzia ale się nie przyjęła
to nawet stwierdził mąż widząc jak zielona wychodziłam z toalety, po przewinięciu, przepraniu i przebraniu ale .... cóż. To dobrze, niech się martwi. 
Po powrocie czekalo na nas pismo z kliniki płodności. Mamy na 25.09 wizytę. Zbytnio się nie ekscytuję tą wizytą, bo pierwsze co to pewnie przyczepią się nadwagi. Najłatwiej tym się zasłonić i odesłac człowieka z kwitkiem. Hih wczoraj nawet mąż był zdziwiony, ze nie skaczę z radości ale stwierdzilam, ze nie ma co się nastawiać na cuda jak zapewne stwierdzą, że trzeba schudnąć. I ja i on bo może tłuszczykiem podgotowuje plemniki. To stwierdzil, no i dobrzem niech tak powiedzą to powiem, żeby ustawili nam wizytę na "za miesiac" i przyjdziemy chudsi o ileś tam kilo. Wybiera się na spotkanie w klinice jak to sam powiedział "jako lekarz, a nie jako pacjent" - no cóż, fajnie. W końcu może coś się pchnie do przodu.
A mnie się aktualnie przestało super śpieszyć. Najlepiej by było jakby wszystko przesunęło się w czasie do stycznia. Jak się uda "do stycznia" to ok, ale nie powiem...wtedy zamiast pełni szczęścia też dowalało by mi cały czas nerwy jak my się stąd przeniesiemy, tona rzeczy, moja mama, kot, jazda na drugi koniec Hiszpanii..z brzuchoolem i dzidzią na wylocie. Nie lubię września, października ani listopada ale w tych okolicznościach to byłby najlepszy, najwcześniejszy czas na urodzinki. Bo ja mam na prawdę dość robienia ważnych rzeczy na wariata, w nerwach, w szaleństwie. No ale oczywiście liczyć to ja tak sobie mogę. A wszystko będzie tak jak ma być i wtedy kiedy ma być. Z góry mamy to wszystko zapisane.
Dziś o 17.00 wizyta.
Pokoik przygotowany, po wizycie jedziemy po łóżeczko...
Nie mogę się już doczekać naszej królewny!!!!!!!!!!
Pozdrówka!!!
Był to strasznie intensywny wypoczynek. W prawej stopie - tej która cisnęła gaz mam ponad 6 tys km
ale bylo fajowo. Nasza trasa to było:
Oviedo-Santatnder-San Sebastian-Bordeaux-Paryż-Reims-Frankfurt-Jena-WROOOOCŁAAAW-Praga-Kawałek Austrii-Liechtenstein-Kawałek Włoch-Monako-Nicea-Cannes-Lourdes-San Sebastian-Santander-Oviedo
Hitem nad hity był piątek, nasz rekord 7 krajów jednego dnia.
Najważniejsze, że wszystkie sprawy zostały pozałatwiane, teraz można będzie funkcjonować bardziej na luzie i bardziej bezstresowo. Można będzie skupić się na pracy nad zrelaksowanym, zadowolonym, mądrym maleństwem.
Kochane..przyznam, że zamiast ciurkiem nadrabiać zaległości w pracy, odpisywać na łzawe maile klientów najpierw przeglądam co tam u Was nowego. :* Stęskniłam się za Wami !
Po objawach ani śladu wszystko wróciło na miejsce. Tylko okres ogromny...
kurcze nie wiem sama, ale mam nadzieję że jutro tempka podskoczy do góry!!
Do 10:00 bylo mi cholernie niedobrze. Zjadlam jakas kalarepke w pracy i sie poprawilo, tzn. mdlosci ustaly, zaczelo sie sikanie. Z 10 razy to na pewno toalete odwiedzilam!!!
Ale spokojnie, nie napalam sie, bo temperatura jednak spadla.
16:30: O kurka, znowu usnelam!!!
Kolejna godzina z zyciorysu wycieta! A nic nie pilam...
No i tylko wstalam i zaczelo mdlic, ech... Jak po mega imprezie! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 sierpnia 2013, 16:32
Dziś samopoczucie nieco lepsze
Wreszcie, bo ostatnio sama siebie miałam już dość. Plecy bolą tylko trochę, jajniki się w miarę uspokoiły (prawy zaboli od czasu do czasu przy gwałtownych ruchach). Tylko piersi swędzą, a węchu nie powstydziłby się pewnie żaden pies gończy. Czytam pamiętniki, przeglądam wykresy i widzę, że wiele spośród forumowiczek zmieniło status ze starających się na oczekujące. To cieszy i daje nadzieję, że każdej z nas kiedyś będzie dane doświadczyć tego uczucia. Zapewne jednym wcześniej, innym nieco później, ale jeszcze nadejdzie ta radość
Każda z nas musi swoje przejść i może lepiej, że trochę już za nami, bo bliżej do celu
Tak sobie dziś myślę, że jeszcze tylko kilka @ i może wreszcie będę mamą... Lepiej więc, żeby okres przyszedł wcześniej i w miarę w terminie, bo odkąd odstawiłam tabletki (w czerwcu 2012) z każdą miesiączką niepotrzebnie łudzę się, że może to opóźnienie to jednak ciąża. Czasami lepiej mieć krótkie cykle, bo szybciej rozpoczyna się nową rundę. Póki co spokojnie czekam, a w zasadzie trochę zasypiam nad klawiaturą.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.