asiastokrota Wszystko było zaplanowane.... 29 września 2017, 11:45

Wizyta przebiegła zupełnie nie tak jak się spodziewałam. Okazało się że ze mną wszystko jest ok. Dr powiedział, że to wina zarodków, są słabe. Można by się skupić nie na ilości a na ich jakości. Emek wyskoczył z pytaniem co by się zmieniło podczas stymulacji i co moglibyśmy zrobić przed jej rozpoczęciem jak byśmy zdecydowali się na 4 próbę??? Byłam w szoku, nic nie mówił,że rozważa kolejne podejście. Nie wiedziałam co mam o tym sądzić. Co on mówi? Dlaczego dopytuje? Dr zaproponował krótki protokół ( do tej pory zawsze był długi), wykonanie histeroskopii z strechingiem przed, podanie zarodka w 3 dobie a nie w 5 (im szybciej u mamusi w brzuchy tym może w naszym przypadku lepiej). Wyjaśnił co to jest histeroskopia, na czym polega, w czym może pomóc ile się na nią czeka. Wizja gmerania we mnie była przerażająca. Wizyta dała nam nadzieję, że możemy zrobić coś jeszcze by się udało. Czy warto? Czy chcemy? Czy damy radę? Co z pieniędzmi? Po raz kolejny dużo mieliśmy do przemyślenia.

jagodowa91 Nadszedł czas. 29 września 2017, 13:07

Witam się z Wami. Co słychać? :) chyba oficjalnie mogę zacząć się cieszyć ;) ostatni raz sprawdzana dziś beta 173.17 <3 <3 jestem cholernie szczęśliwa! !!! Miłego dnia wszystkim.

ma_pi Demotywator 29 września 2017, 13:16

Dzwonił kriobiolog. No więc, ta baba nie miała racji. Zarodek z dawcy jest osobno, sam sobie zamrożony. Nasze 3 są tak, że 1 zarodek 10-komórkowy jest osobno, a 2 zarodki 8-komórkowe razem. Czyli wszystko gra :)

Janek dziś kończy 5 miesięcy :-) jeszcze niedawno był w brzuszku a to już duży chłopak.
A my postanowiliśmy nie uważać i jeśli znajdę w ciążę to będzie super :-)

9 tydzień, 8t+0d
Miałam nadzieję, że czas zwolni w ciąży. A tu dupa. Zapieprza tak samo. Dopiero co robiłam test ciążowy, a minął już miesiąc. Wydłużyłam sobie urlop do 9 października. Teoretycznie powinnam przed wizytą na której chce już brać L4(12/10) iść jeszcze 3 razy do pracy. Ale nie widzę tego. Mam całe dnie wyjęte z życiorysu. Większość dni wygląda tak samo, niby jest ok, aż tu nagle nie wiadomo dlaczego łapią mnie mdłości, ogólne osłabienie i nie mogę nic ponad leżenie. Czasami wystarczy, że nie dopilnuję co do minuty zjedzenia czegoś. Jest taki etap głodu, kiedy aż się rzygać chce. Mój organizm robi przeskok od razu do tego etapu :D Jak tylko czuje głód to mam jakieś 5 minut na zjedzenie czegoś. Jeśli nie to bełt :P Ale nie ma źle :) Najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu zadzwonię do ginki, że jednak chce L4. Nie będę się męczyć niepotrzebnie.

Zjadłam pół opakowania mercy :( A resztę ukryłam w szufladzie :( Już nigdy nie schudnę...

asiastokrota Wszystko było zaplanowane.... 29 września 2017, 14:00

Zdecydowaliśmy się. Chciałam podejść do ivf na wiosnę. Na początku tego roku, zadzwoniłam do swojego lekarza umówić termin histero. Chciałam to zrobić w jego szpitalu, jest tam ordynatorem. Termin za prawie 4 miesiące. Bałam się pójścia do szpitala, znowu znieczulenie, niby krótkie ale jednak pełne. Mieliśmy chwilę by zebrać pieniądze, tym razem więcej bo już bez refundacji leków. Wynik histero dobry. Dostałam tylko uczulenia, najpewniej po paracetamolu. W szpitalu to olali, lekarz nawet mnie wyśmiał. Byłam wściekła, spuchłam na twarzy, oczu nie było mi widać. Musiałam brać zastrzyki odczulające. Źle zniosłam fizycznie i psychicznie pobyt w szpitalu i całą histeroskopię. Sama doszłam do wniosku, że nie dam rady znieść więcej. Zrobię wszystko co będzie w mojej mocy by tym razem sie udało. A potem KONIEC. Między czasie miałam spięcie z teściami. Mam wrażenie że byli przeciwni kolejnej próbie, ale tego się pewnie nigdy nie dowiem. Musiałam wysłuchiwać różnych głupich tekstów z ich strony. Przytoczę najlepszy. Teść: "rozumiem twoją chęć bycia w ciąży". Co kuźwa??!!! Spokojnie, nie będę pisać brzydkich rzeczy. Odpowiedziałam mu, że ja nie CHCEM BYĆ w ciąży tylko mieć dziecko z ich synem i stworzyć pełnowartościową rodzinę. Ledwo wytrzymałam żeby się nie rozpłakać. Byłam taka wściekła za to co powiedział, nadal jestem. Zapamiętam to do końca życia pewnie. Bardzo mnie to zabolało. Walczę od 7 lat, chodzę po lekarzach, rozkładam nogi, biorę leki i zastrzyki, które na pewno mi nie pomagają. Pozwalam się usypiać, znieczulenie też szkodzi dla organizmu choćby krótkie. Pozwalam sobie "tam" grzebać. Narażam się a on mi mówi że rozumie moją (nie naszą) tylko moją chęć bycia w ciąży. Bo ja to kuźwa robię dla zgrywu, z nudów bo nie mam co robić z pieniędzmi. No nic, może jeszcze kiedyś znajdę w sobie tyle siły by im wszystko wygarnąć. Wróćmy do tematu, po histero zgłosiliśmy się na wizytę rozpoczynającą stymulację. Między czasie koleżanka z pracy która walczyła o dzidzię urodziła i dała mi namiar na lek. Atosiban jest lekiem nie zarejestrowanym w Polsce ale stosowanym. Ma zapobiegać nadskurczliwości macicy. Koleżanka wierzy że właśnie ten lek im pomógł. Powiedział bym porozmawiała z lekarzem o tym leku i bym sie sparła na jego podanie. Dr powiedzieliśmy o wszystkim, naszych obawach, zastrzeżeniach, tym że maja tym razem zrobić tak jak my chcemy, również o atosibanie. Opinia dr na temat leku jest taka, że nie ma sprawdzonych wyników, że podanie go pomaga. Równocześnie stwierdził, że poda mi wszystko co będę chciała, oczywiście nic co miałoby mi zaszkodzić. Poszliśmy krótkim protokołem, szybko poszło, punkcja 10 dojrzałych komórek (liczyliśmy na jakość nie ilość). Zostaliśmy w Białymstoku, transfer w 3 dobie. Dr zadzwonił, że mamy 4 zarodki z czego dwa ładne i rokujące. Zapytał czy zgadzamy się na podanie dwóch. Oczywiście, że się zgadzamy :-) Na transferze okazało się że z 4 zostały 3. Dwa kropki zabraliśmy ze sobą. Podano mi atosiban, są to wlewy z aparaturą jak do dializ. Dodatkowo kosztowało nas to 500zł. Chcieliśmy mieć poczucie że zrobiliśmy absolutnie wszystko. Wróciliśmy pełni nadziei, rozmawialiśmy z brzuchem dokładnie z Jasiem i Gałganiarą. Prosiliśmy by z nami zostali już na zawsze. Rozmawialiśmy i planowaliśmy gdzie postawimy dwa łóżeczka. Dwa tygodnie jakoś zleciało, dwa dni po transferze zaczełam mieć sny o seksie. Podobno tak jest jak jest sie w ciąży. Sny skończyły się w czwartek a test mieliśmy zrobić we wtorek, nie wytrzymaliśmy i pojechaliśmy w niedzielę. Wynik 0,1

Parsleyek Waiting4 - Pamiętnik Staraczki 29 września 2017, 15:00

PMS. Nie lubię go tak samo, jak przychodzącego okresu. Kto też go doświadcza? A może macie jakieś sprawdzone sposoby na złagodzenie tego napięcia? --> Zespół napięcia przedmiesiączkowego

Magic Niemożliwe 24 października 2017, 01:20

Na to wygląda,że zaczynamy ponownie odliczać... wczorajszy test pokazał bez wątpienia drugą kreskę. Czekam do wizyty. Dziś robiłam betę.


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 listopada 2017, 09:00

Ciąża rozpoczęta 4 sierpnia 2017

Zniechecona 2022 mial być nasz 19 czerwca 2022, 07:19

Jak pewnie sie domyslacie jednak mi nie przeszlo, wczoraj zazylam antybiotyk.

Jakby tego bylo malo to jeszcze moja twarz wyglada jak pizza(duzo zmian w roznych kolorach i formach). Oby to byla ciaza, a nie nowe jazdy hormonalne...


Wiadomość wyedytowana przez autora 19 czerwca 2022, 07:31

Ciąża zakończona 29 września 2017

9dc.
Dzisiaj zaczynam mój 9 dzien cyklu. Mam nadzieję, że będzie on dla mnie łaskawy. Biorę folik i na tym zaprzestanę. Na razię nie beďe panikować ani się faszerować. Wedlug flo (mam aplikację na tel polecam) owulacja przypada mi na mój 16 dc czyli za tydzień... nie nastawiam się ze to będzie ten dzień po moim ostatnim zawirowaniu. Myslę, że ❤ zaczniemy od dziś bo moja choroba poszła w .... dal :p i czuję się duzo lepiej więc pora wznowić pracę. Na początku miesiąca pójdę do pani gin zeby zbadała mnie jeszcze raz i zebysmy podjęly decyzję co z moim PCOS.
Tymczasem wcinam winogron i popijam piwko - dopóki mi wolno ;) całusy w ten słoneczny dzień... ❤

Lekcja nr 2345

"Prawdziwą siłę pokazujesz wtedy, kiedy uśmiechasz się mimo niepowodzeń"

Wiemy już, że życie to nie bajka. Je-bajka - tak mówi Mąż.
Patrzę i się nadziwić nie mogę. Mam w bliskim otoczeniu osoby, które mają wszystko - dom, pracę, dzieci i pomoc przy tych dzieciach. W sumie to pomoc przy wszystkim. I wiecie, nieszczęśliwe są. Szklanka zawsze jest do połowy pusta, głowa ciągle boli, a to nogi bolą, a to do dziecka trzeba wstać w nocy a śpi potem tylko do 9:30.
Kurcze, a ja bym tak chciała. Ale mam inną drogę i postanowiłam czerpać pozytywy z tego co jest.

Idziemy z mężem do kina. Sami. Bo reszta nie ma jak logistycznie ogarnąć dzieci. A my tylko wybieramy godzinę. Jak rozmawiam z młodymi matkami, wnioskuję nawet że samotne zrobienie kupy to luksus, a solowa wyprawa do Biedry jest jak weekend nad Soliną.

Chyba w tym znajduję pocieszenie, że moje życie przecież ostatecznie nie jest takie złe, a ja już jestem zmęczona tą nadzieją, wyczekiwaniem, obliczaniem.

I jeszcze odnośnie pozytywów. Oświeciło mnie ostatnio. Jaka ja głupia byłam. Przecież najważniejsze, co w życiu to już mam. Mam Męża. Przecież człowiek szukał tej miłości przez cały życie, zaliczając przeróżne wertepy i anomalie związkowe. ile to my się siebie naszukaliśmy. Ile trzeba było przejść, żeby się spotkać (byłam już po studiach i pracowałam, kiedy się poznaliśmy - większość koleżanek już była chajtnięta/co najmniej zaręczona). Kogoś, z kim się dogadujesz mimo różnic charakteru. Z kim budujesz przyszłość. Dom.
A cała reszta to jest dopełnienie.

Wiem, że niepłodność bywa okrutna. W końcu wg WHO to choroba. Potrafi przyćmić radość z życia.
Ale teraz widzę, że świat młodych matek to nie jest różowa landrynka - jeśli przed dzieckiem coś się nie układało - to z dzieckiem lepiej nie będzie.

Niemniej, mimo zwolnienia obrotów spraw nie odpuszczam. Pojechałam dziś do kliniki i grzecznie oddałam krew płacąc za to jedyne 390 zł. Na rachunku napisali: cytotoksyczność. Za 7 dni roboczych wyniki. Zobaczymy. Potem czeka mnie jeszcze endokrynolog i ginekolog. I (oby nie) immunolog. Może coś się wyjaśni w końcu? Czemu plemniki nie dopadają wystawionej na tacy komórki jajowej?

Dokładnie rok temu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Pamiętam to zaskoczenie, bo przecież nadzieję już straciłam. lekarze z kliniki nie dawali nam szans na naturalne poczęcie... a jednak. Teraz, po miesiącach stresu mam w domu wesołego bobasa :D

Bobasa, który daje popalić. Są momenty glorii i chwały, kiedy to spijasz śmietankę z postępów. Radujesz się każdym uśmiechem. Od rana. U nas dokładnie od 4/5 rano bo tak sobie wstaje radośnie i nie raczy już iść spać. Do tego dziś w nocy Młoda zabawiła się w noworodka i jadła co 2 h. Każde karmienie to 20-30 minut, bo je z namaszczeniem. I jak tak je, to sika... przesikała 2 śpiworki. A normalnie to 1 pampers na całą noc. A tak to pocieszna jest. Tylko, że w dzień marudna, potem ciężko ma zasnąć jak wtsaje tak około 4-5 to zasypia około 10.
Wczoraj odwiedziłyśmy moją koleżankę, było trochę jazdy w aucie (40 minut w 1 stronę), ale była grzeczna - patrzyła przez okno, potem zasnęła. Już nie boję się tak z nią jeździć sama. Daje mi to namiastkę wolności. Bo czułam się jak w jaskini.

Jutro jedziemy na sesję zdjęciową do portfolio. Stary bardzo chciał, a ja mam sceptyczne podejście. No ale jedziemy.

Jeśli o mnie chodzi, to podjęłam kolejne próby redukcji wagi. Z radością odkryłam, że wchodzę w niektóre spodnie przedciążowe, dzięki nie czuję się jak kupa chodząc ciągle w legginsach lub sfatygowanych spodniach ciążowych. Nogi i dupa są już w miarę, ale ten brzuch... No nic, samarę trzeba spalić.
I dlatego staram się teraz codziennie ćwiczyć. Testuję różne ćwiczenia z youtuba, bo niektóre mnie przerosły. I wybrałam coś, co mnie nie zniechęca, ale daję sobie wycisk. Pulsometr pokazuje tętno 137-149. Jak nie ma czasu, to robię tabatę - od 4 do 8 minut. A z czasem różnie, bo drzemki mojego dziecięcia w ciągu dnia to rosyjska ruletka.
Druga sprawa - piekę sobie dietetyczne desery. Bo ciągle ktoś nas odwiedza. Moja Mała będzie mocno zsocjlizowana bo co dzień widzi inne twarze - a to moja mama, a to teściowa, siostra,szwagierka, babcia, kuzyni, znajomi, kurierzy. Lubi patrzeć na dzieci. Ale nie lubi być dotykana znienacka - synek koleżanki ją posmyrał to wpadła w ryk. No wiec z tych deserów to dziś rano (jak się wstaje o 4 to dużo czasu jest) upiekłam ciastka z ciecierzycy i masła orzechowego - na ksylitolu. Polecam, bo wszystko się blenduje i lepi kulki, mało roboty. Ciecierzycę biorę ze słoika co by nie gotować. Ostatnio robiłam czekoladowe muffinki z czerwonej fasoli. Dobre. Było też ciasto z bananów i odrobiny mąki, ale nieduzo forma i pożarliśmy z mężem w 1 dzień.

Dostałam też propozycję zawodową. Muszę ją przemyśleć i spotkać się z potencjalnym "pracodawcą". Ewidentnie widać, że jest rynek pracownika, skoro ludzie z poleceń szukają a niekoniecznie z rekrutacji... Z tym, że pracowałabym na innych warunkach niż do tej pory. W zespole, z lekarzami, psychologiem etc. Na początku 1-2 dni w tygodniu. Mąż podchodzi sceptycznie do tego. No ale trudno. Na typową gospodynię domową się nie nadaję - brak predyspozyji.

Czekamy Czekamy na Ciebie.. :( 29 września 2017, 21:31

Hej ;) Wlasnie siedze i czekam na mojego meza. Wraca po 2 tygodniach. ;) od 2 dni boli mnie brzuch jak na okres ale do niego jeszcze ok 10 dni. Czy to owu? Nie mam pojecia. Dzis zjadlam na kolacje brzoskwinie i zagryzalam ogorkiem malosolnym ;) ale ja tak mam od zawsze.

NaszŚwiatWśródWas To dopiero początki. 30 września 2017, 15:01

Dziś mamy piękny dzień ! Cudowna pogoda ! :D
Doszły do mnie w końcu testy i owulacyjne i ciążowe :)
Z ciekawości zrobiłam sobie test owulacyjny ( nigdy go nie robiłam) i wyszła delikatna druga kreska ...
Ciekawe co to oznacza ? No ale był zrobiony tak po prostu, a z tego co wyczytałam powinnam przez 2 h ograniczyć spożycie płynów .. no ale owulacja na 5 dni przed @ ?
No i nic zaś nie wiem :D

alegzi w pogoni za .../ zawieszamy 29 września 2017, 21:44

...

Weekend. Tydzień pracy po urlopie już za mną. Nie było, aż tak źle. Spodziewałam się większego "bum".
Od kilku dni mam lenia na wychodzenie i czytanie książki. Do sklepu dziś też wyszłam z musu. Jutro wstanę jakbym wstawała do pracy, bo później mam problemy z zaśnięciem. Tak, wyjdę na pewno na dwór. Może nawet wezmę koc, wodę, książkę i pójdę do ulubionego parku.

Czekam na niedzielę i to moje wymarzone zoo :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 września 2017, 21:44

Kajula Przyjdzie ten czas 4 kwietnia 2014, 08:26

Ciąża rozpoczęta 13 czerwca 2015

asiastokrota Wszystko było zaplanowane.... 29 września 2017, 23:39

Podczas tej ostatniej stymulacji teściowa kazała do siebie dzwonić po każdej wizycie. Niby taka ciekawa. Ostatni raz rozmawiałam z nią w dniu transferu. Nie zadzwoniła do mnie ani razu, nie napisała smsa. Przez dwa tygodnie czekania ani po wyniku. A Emka przez telefon pytała czy wypada jej zadzwonić do córki znajomej która podchodziła do ivf. Masakra jakaś, nie ogarniam tego. Mam duży żal do nich. Emek też jest winien moim relacjom z nimi. W zależności z kim rozmawia temu przytakuje.Nie pozwala by doszło do naszej konfrontacji. W trakcie stymulacji zaczęliśmy planować, że jak zostanie nam kasa to zadbamy o nasze relacje, pojedziemy na urlop. Emek wymyślił, że kupimy sobie auto. Wiedział, że o tym marzę. Przygotowywaliśmy się do procedury i szukaliśmy samochodu. Miał mieć dużo miejsca z tyłu co by foteliki się pomieściły ;-) Oczywiście Emek wygadał sie mamusi o naszych planach. Dwa dni później zadzwonił do mnie teść. Znalazł jakieś auto w dobrym stanie, pytał o moje oczekiwania względem auta. Jak w matrixie nie wiedziałam o co mu chodzi. Tekst oni nam dołożą do auta. My nie potrzebowaliśmy kasy na auto tylko na ivf. Auto było dla nas tematem zastępczym, żeby tym razem nie wczuwać sie tak w ivf. A on swoje, co mamy kupić,jaki rocznik itp. Pokłóciłam się z nim. Nie mogę po prostu z nimi. Kasę nam dali, może jestem głupia, sama nie wiem. Po prostu uważam że coś jest nie tak. Od maja widziałam się z nimi 2 razy chyba. Teściowa zadzwoniła do mnie w zeszłym tygodniu co słychać. Dobrze wie bo syn gada z nią codziennie, a ja od 6 tygodni siedzę w domu ze złamaną nogą. Hmm ciekawe co u mnie słychać. Jest mi ciężko a jeszcze jutro chyba jedziemy do nich i to na noc :-( Nie chcem

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)