Powoli i do przodu. I takim cudem mamy 13+5.
Mdłości powoli przechodzą, co prawda dalej mnie muli i zdarza mi się przytulić z toaletą, ale jest zdecydowanie lepiej niż kilka tygodni temu. A już się bałam, że drugi trymestr i lepsze samopoczucie to jakieś bajki dla naiwnych
prenatalne mieliśmy jednak 31.10 ku mojemu wkurzeniu. R specjalnie wziął wolne na piątek, a tu w pon dzwonię bo zapomniałam na którą godzinę, a kobieta mi mowi, ze jestem wykreślona i nikt nie wie dlaczego
wcisnęli mnie na wtorek na 20.10, weszłam moze po 21
ale całe szczęście z naszym Kociopełkiem wszystko dobrze
i na 80% bedzie córa
niby od początku tak czuje, ale wiem ze to nic pewnego
teść szczęśliwy bo zawsze chciał córkę, to moze chociaż teraz bedzie mieć wnuczkę 
Ze smutnych wieści... niestety moja siostra nie cieszyła sie swoją ciąża długo 
33 dc 8 cykl
11 dpo
Witajcie kochane :*
Od 2 dni temperatura sukcesywnie spada, byłam na to przygotowana
szczerze nie wierze żeby bez pomocy lekarza miało sie udac
jedyny plus jest taki, że Inofem na prawdę się spisuje i jestem z niego bardzo zadowolona 
Sytuacja w rodzinie lekko opanowana zobaczymy co będzie dalej 
Wczoraj byliśmy w odwiedzinach u tescia
uwielbiam do niego jeździć jest całkowicie inny niż teściowa...
Kochane !! Wiadomość z ostatniej chwili
jutro jadę na rozmowę do sklepu z odzieżą
ale się ogromnie ciesze 
Trzymajcie za mnie mocno kciuki !
Miłego dnia kochane :*
5 tydz+3 dni
Endo uspokoil. Zmienil dawke leku. Oby wytrwac do srody (gin).
Wydawało mi się, że moje serce już więcej nie zniesie, że kolejny raz nie przetrwa porażki. Przetrwało. Jak za każdym razem jest ból, jest smutek, raz większy raz mniejszy... Nie chcę tracić nadziei. Wiem, ze kolejne święta spędzimy już we troje... HSG przesunięte na 18 grudnia. Strasznie się boję. No ale co... ie mam wyjścia.
samopoczucie bez zmian.
wymiotow na szczescie nadal nie doswiadczylam.
mdlosci przeszly.
zapachy - niektore nadal draznia.
senosc czasem sie pojawia, ale mam sposob. spie w nocy po ok 12 godzin i wtedy mam spokoj caly dzien.
w ten weekend spore decyzje.
zamowilismy z mezem brakujace meble do mieszkania (nie czulismy takiej potrzeby wzesniej, dobrze nam bylo zyjac minimalistycznie), bo mamy swiadomosc, ze jesli teraz tego nie zorbimy to po jowym roku na bank sie to nie stanie. zaczniemy bowiem myslec o pokoju naszego maluszka.
takze splukalismy sie solidnie na szybko, ale nie zaluje. zamowilismy tez nowa sofe do salonu, bo ta ktora mamy wywedruje wlasnie do dzidzisusia na posiadowke przy bezsennych nocach 
jutro pierwsza dostawa. komody przyjda dopiero pod koniec miesiaca.
dzis planuje sprzatanie w pokoju dziecka. wyniesienie wszystkich rzeczy, ktore nie naleza do tego miejsca (nasz 3ci pokoj stal caly czas pusty, zamkniety i sluzyl jako skladzik od momentu kupna mieszkania, bo od wprowdzenia byl przeznaczony dla nowego czlonka naszej rodzinki).
od srody zaczynam chodzic na zajecia dla ciezarnych (tak cykl warsztatow na rozne tematy zwiazane z ciaza), nie moge sie doczekac.
jest milo, jest super, jest pozytywnie.
zwolnienie przedluzone do 5 grudnia, takz emoge skupic sie na sobie i moim maluszku 
Dziś rozpoczął się Tydzień Świadomości Niepłodności. Według statystyk jedna na pięć par w Europie ma trudności z poczęciem dziecka. Jednak tabu niepłodności nadal istnieje... -> Tydzień Świadomości Niepłodności
-20 dc-
Ale ja dawno nie pisałam! Na nic nie mam czasu, tyle się dzieje
Autko sprzedaliśmy 3 dni po wystawieniu ogłoszenia, a kolejne 6 dni później kupiliśmy naszą piękną Kijaneczkę
Nie sądziłam, że uda się tak szybko. I to za mniej niż planowaliśmy, więc jeszcze na wakacje będzie kasa
Fajnie było mieć czym odciągnąć myśli.
***
Co do mojego nastawienia - jest cudownie
Wreszcie nie walczę sama ze sobą, co jest szczególnie uspokajające teraz, w drugiej fazie cyklu. Trening bardzo mi się podoba, zwłaszcza że jednym z zadań na ten tydzień było dbać o siebie, o ubiór, o makijaż, po prostu miałam się czuć ze sobą dobrze. Oj czułam
Szczególnie bez tego pieprzyka i w nowej furce
Generalnie jest na prawdę dobrze, czuję że dojrzałam, potrafię sobie siebie wyobrazić jako mamę. Jeszcze niedawno czułabym się nieswojo to pisząc, a teraz już nie mam z tym problemu. Jedynie dwie rzeczy sprawiają, że czuję, że nie wypracowałam w sobie wszystkiego. Po pierwsze: pomimo, że nie reaguję zazdrością na pękate brzuszki dziewczyn, których teraz jest wszędzie na potęgę, to jednak jak siadłam w malutkim pokoiku z dziewczyną od ubezpieczeń, która okazała się być naszą kumpelą i zobaczyłam jej brzuszek, to poczułam się przez sekundę nieswojo. Jakoś tak głupio mi było przed mężem, tak jakby widział, że ktoś jest ode mnie lepszy, a ja wadliwa. Durne myślenie. Ale po chwili szoku gratulowałam jej na prawdę szczerze, na odchodnym z resztą gratulowałam jeszcze z dwa kolejne razy
Po drugie: moja kuzynka zaczyna się starać. Zawsze byłyśmy trzy. Ja najstarsza, kolejna 4 lata młodsza i ta najmłodsza, 6 lat ode mnie młodsza. Ta średnia wpadła dobre 7 lat temu, zostałyśmy we dwie, ale przez kiepską umowę zlecenie najmłodsza nawet nie próbowała. I choć cieszę się, że chcą sobie ułożyć życie z mężem (którego bardzo lubię i życzę im wszystkiego co najlepsze), to wiecie czego się boję.. Tym bardziej, że moja ciotka ma zero taktu i mogę sobie tylko wyobrazić jej komentarze na rodzinnych spędach (serio tak się to pisze? Słownik mówi, że tak). Jest jeszcze jedno. Każdy kolejny cykl przybliża mnie do histero- i laparoskopii. Trochę mnie to martwi. Blizny.. A przed nami lato.. Gmeranie we wnętrznościach.. Wolę naturę zostawiać w spokoju, a nie w niej gmerać, ale co zrobić.. Z jednej strony czuję ekscytację, lubię nowe rzeczy, nigdy nie miałam operacji (wiem, brzmi to idiotycznie, ale jakoś zawsze mnie ciągnęło do nowych wrażeń. Kiedyś pozwoliłam straży pożarnej wyciągnąć mnie przez okno na 2 piętrze na noszach, bo pokaz robili. Oczywiście byłam jedynym ochotnikiem). Nikt oprócz męża i kumpeli (i kumpla) z pracy nie wie o operacji. Rodzinie nie powiem. Mama by się stresowała. Powiem jej jak będę po. Mówię jej zawsze wszystko, więc to też mnie trochę kręci. Czuję się dobrze z tym, że będziemy w tym tylko we dwóję. Choć czasem chcę się jej pożalić.. Może jak zostanie mi mniej cykli, to nie wytrzymam.. Póki co łącznie z obecnym mam ich 3. Dwie małpy, dwie owulacje, kolejna małpa i wreszcie się czegoś dowiem.. Masakra. Dawno się w to nie wgłębiałam. Koniec. Pogadam sobie o tym za miesiąc czy dwa. Teraz chcę poruszyć jeszcze jedno, żeby pamiętać, jak moje myśli ewoluują.
***
Największa zmiana jaka się dokonała w mojej głowie jest taka, że wierzę, że mogę zajść w ciążę. Bez zagłębiania się w AMH (przeczytałam niejeden artykuł, choć z polskimi mam problem, więcej anglojęzycznych. Ważniejsza jest ilość pęcherzyków antralnych, a ich mam ponoć typową ilość: "nie ma jakiegoś szału, ale liczba jest adekwatna do Pani wieku".) Wcześniej wydawało mi się to takie nieosiągalne, jakbym z góry zakładała problemy. Jakbym nie była do tego stworzona. Ale wiecie co? Potrafię trawić, moje rany się goją, nawet siku zrobię. Nikt mnie tego nie uczył. Moje ciało wie jak to zrobić. Tak samo jak moje ciało wie jak zajść w ciążę. A ja muszę po prostu mu pomóc, a co nawet ważniejsze, muszę mu przestać przeszkadzać złym nastawieniem. Tyle
Powodzenia dziewczyny, róbmy to, do czego zostałyśmy stworzone! 
Ja i moje przeboje z lekarzami...jestem załamana. Spieprzyłam już na początku i teraz mam skutki...
Pierwsza lekarka była...średnia. Dużo kasy, a mało treści w wizytach. Dodatkowo ewidentne naciąganie na wydatki z kosmosu. No to znalazłam lekarza z polecenia na NFZ. Też średni. Mrukliwy, małomówny, ogólnie mało przyjemny. L4 nie da i jeszcze zrobił kazanie takie, że po wyjściu babeczki się na mnie patrzyły jak na wariatkę...Bo się chłopina darł na pół przychodni. O tym jak to naciągają pracodawcy ZUS i powinnam się kłócić o swoje prawa(zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy skoro nie jest w stanie mi zapewnić odpowiedniego stanowiska pracy)...bo co mi pracodawca zrobi. "Najwyżej Pani umowy potem nie przedłuży". Tak faktycznie to jest tylko "najwyżej"
Ale chciał mi zrobić prenatalne to jeszcze na nie poszłam. I teraz koleżanka, która świeżo urodziła poleciła taką lekarkę do której kiedyś chodziłam. Również prywatnie. Zadzwoniłam, spoko ona mi da L4, zaprasza na wizytę bla bla bla. I co? Właśnie wróciłam. Chcesz dać człowieku pieniądze, wciskasz, a lekarz nie chce. Bo skoro Pani już chodzi na NFZ to niech Pani kontynuuje. Po co wydawać pieniądze. Bo tak późno przychodzę. Ale jak co to ona mi L4 pisać będzie. No i babeczka nie chce mi prowadzić ciąży, karze wracać do mruka...I teraz takie robienie z siebie i innych wariata. Ciąże prowadzi lekarz A, L4 pisze lekarz B. Co jeśli A nagle olśni i w połowie L4 od B jednak będzie chciał dać? Masakra. Dodatkowo ten na lekarz na NFZ jest nie ogarnięty. "Zapomina" dać skierowania na mocz i krew, a potem się denerwuje i krzyczy na mnie bo nie mam wyników. I ostatnio znowu mi nie dał skierowania, nawet nie powiedział na kiedy mam umówić kolejną wizytę. Af...Nie wiem co robić, siedzę i beczę.
35t0d
W piątek byłam u lekarza, malutka waży już 2,5kg
Wszystko ponoć w najlepszym porządku, lekarz mówi że szyjka pięknie trzyma, a ja mam nadzieję że jednak rozpakuję się za te trzy tygodnie a nie dopiero po terminie... Termin mam na 11.12.
Czuję się dobrze ale ciężko mi
Przy okazji towarzyszy mi fantastyczne uczucie, że już niedługo zobaczę swoją córeczkę
Wyprawka dla maluszka skompletowana teraz czas na wyposażenie siebie i spisanie listy dla Męża gdyby tak poród mnie jednak zaskoczył.
Z objawów to czuję co raz częściej takie kłucie w okolicach szyjki dość bolesne, żadnych innych skurczów nie mam.
Zaczynam sobie pozwalać na więcej jeśli chodzi o dietę cukrzycową i czasem cukry mi skaczą. Trochę uciążliwe to łażenie z glukometrem i wieczne kontrolowanie co można zjeść i w jakiej ilości. Jeszcze bardziej demotywująco działają na mnie komentarze starszych członków mojej rodziny, że kiedyś się tego nie badało i nic się nie działo, najwyżej dziecko urodziło się duże. Co prawda mój diabetolog, gdy zgłosiłam się z wynikami nieprawidłowej krzywej cukrowej powiedział, że na tym etapie ciąży raczej wady dziecku nie grożą, może mieć jedynie wielkość nieadekwatną do tygodnia ciąży. A nasza malutka perfekcyjnie wstrzela się w odpowiedni tydzień ciąży, tylko nózki ma większe
Zobaczymy co to z niej wyrośnie 
10dc
Wiem, że dawno mnie nie było ostatnio, ale tyyle się dzieje w moim życiu, że po prostu nie mam czasu, ale dzisiaj mam wolne więc usiadłam żeby coś tutaj wyskrobać.
Już nowy cykl u mnie, okres dał mi się we znaki. Dostałam w sobotę 28 o 5(!!) rano
trwał słuchajcie dwa dni nie całe. Jak wiecie z postu wyżej mój wieloletni chłopak oświadczył mi się w niedzielę na drugi dzień tak też mój okres znikł .. po prostu go nie było, nagle się skończył. Sprawką tego wszystkiego pewnie były emocje, stres, łzy oczywiście szczęscia, które towarzyszyły mi przez ten cały dzień
moja wredna @ postanowiła wrócić w poniedziałek po weekendzie i to w pracy i w dodatku tylko trwał godzinę! i znikł na dobre, masakra..
Zaczyna się nasz 3 miesiąc starań, wspomagany Ovarinem i luteiną. Staram się trochę zadbać o swoje odżywianie ale różnie mi to wychodzi. Jak już trzymam się diety to za chwilę nadchodzi weekend, albo jedziemy do znajomych i moja dieta ooo ginie. Mój B stał się teraz bardzo czuły, baardzo się angażuje w nasze starania
z chęcią się zabiera do nich, a ostatnio mamy trochę więcej czasu na to, bo mój B miał urlop i wykorzystaliśmy to myślę, ze na maxa 
Poza tym. Szukam nowej pracy. Moją obecną lubię nawet w miarę, ale atmosfera w niej jest nie do wytrzymania. Pracuje w piekarni, z samymi dziewuchami, wiadomo bywa róznie, ale myslałam, że to będzie wymarzona praca. 6 Kobiet w różnym wieku, z różnymi doświadczeniami życiowymi - myślę sobie - petarda bedziemy jak friends haha a tu co? jedno wielkie nic. Pracuje tam już ponad rok i z dnia na dzień coraz bardziej nie chce mi się chodzić do pracy. Z wykształcenia (licencjat) jestem pedagogiem ale o nie standardowej specjalizacji bo prewencja. Zawsze chciałam iśc do Policji, ale mając kolegów policjantów na roku uświadomili mi, że to nie najlepszy wybór. Więc skończyłam w piekarni. Los może się do mnie uśmiechnie w końcu bo mam zamiar iść złożyć papiery na staż do sądu. Bardzo bym chciała, żeby mi się udało. Poszłabym w końcu w swoim kierunku, pracowała tylko od pon do pt. trzymajcie kciuku.
Z mniej przyjemnych dla mnie bynajmniej spraw to taka,że moja przyrodnia siostra jest w ciąży. Dowiedziałam się wczoraj i to w pracy. Popłakałam się. Nie dlatego, że jej tego nie życzę, bo życzę, niech się dzidzia zdrowo chowa i rośnie, ale chodzi tu o inną kwestię, to jest trochę temat na dłuższy dzień i dłuższą rozmowę, w sumie nie wiem czy bym chciała tutaj coś o tym pisać, ale powiem wam tylko, że ona zawsze ma co chce, całe życie. Coś mówi i to ma. We wrześniu dowiedziałam się, że ona będzie zachodzić w ciąże w listopadzie i co ? i ma.. znowu jej się udało.. a ja biedna muszę się lekami wspomagać, z miłości chcemy mieć dziecko i co... powiedzcie mi że życie jest sprawiedliwe.. Tu też nie chodzi o kwestię tego, że ona jest w czepku urodzona no może trochę jest, ale dużo dają jej rodzice, jej ojciec, a szkoda gadać...
idę robić ciasto. 3majcie się moje kochane staraczki.
9cs, 8dc
Drugi załatwiony termometr w przeciągu...hmmm... jakiś 2-3 tyg? Ten z dziką radością roztrzaskał się o podłogę. Cenna uwaga - ponoć te nowe maja jakąś galo-cynkową ciecz i można je pieprznąć do śmieci. A ja już zaczęłam uskuteczniać jakieś słoiko-rękawiczko-nie-wiadomo-jakie środki ostrożności.
Tak więc... Mam zakaz na kupno nowego od mojego M, no i może to jakiś znak. Na zasadzie "durna babo, od mierzenia temp się w ciążę nie zachodzi", albo może "mamo i tak się pojawię, a bez termometru będzie większa niespodzianka". Tak więc będziemy czekać 
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 listopada 2017, 13:39
19 tc
Jestem po polowkowych, będę miała synka, cieszę się bardzo, dziecko rozwija się dobrze wszystko jest ok poza jednym, ma w głowie torbiel 42 mm na 47 mm, powinno się to wchlonac do 30 tc, ale ze względu na moją poprzednią ciaze z ZD mam możliwośc wyboru i zrobię amniopunkcje, jutro mam wizytę u genetyka i dopłacę fischa i do końca tygodnia będą wyniki.
Martwię się strasznie, ciągle na coś czekam ciągle, mam już tego dość, dlaczego nie jest mi dane przechodzić ciąży bardziej na spokojnie.
Tak bym chciała wierzyć że będę miała mojego synka na świecie całego i zdrowego, na razie to ciągle jest takie niepewne i odległe
Jestem zła, rozczarowana i brak mi sił.
Nie wiem co mnie czeka i to jest najgorsze.
Czuję ciągle ruchy, ale jeszcze nie do końca cieszę się tą ciążą bo ciągle na coś czekam, na potwierdzenie że będzie dobrze. Ale to cofa się ciągle w czasie i mi ucieka.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 listopada 2017, 16:14
27 tydzien!
Mieszkanie kupione!!
teraz jeszcze remont;? no ale co trzeba tyłek zebrać w kupe i jazda:)
Wczoraj w biedronce zostałam zdyskryminowana! zrobiłam zakupy, wyłożyłam na taśmę i grzecznie czekam sobie w kolejce. Gdy już nadeszła moja kolej raptem Pai kasjerka krzyczy żeby podeszła Pani w ciąży,... serio?? oczywiście za mną też stała kobitka i mówi do kasjerki że też jestem w ciąży.. i co?? bo cóż Pani ż ciąża starszą o 2 ty została obsłużona jeszcze przede mną.. no bo przecież musiała sie zaopatrzyć w lecha free...??!!
Jakie wyciągnęłam wnioski?
Zaczne rozpinac kurtkę w sklepie i wywalać mój i tak mizerny brzuch..
Z jednej strony fajnie że wyciągają tak spoza kolejki ale z drugiej strony to kur*a też jestem w ciąży i co mam komus brzuchem przed paszczą machać? a kasjerka też mogła najpierw mnie obsłużyć bo " frajerskie" odstałam. Tak więc od dziś zamierzam korzystać z pełni praw i wywalac brzuch gdzie tylko sie dA
06.11.2017
Wynik biopsji przyszedł jak byłam na wizycie ! Ciepły dostałam do ręki WYNIK BARDZO DOBRY brak zapalenia, cytologia ujemna.
Dziś już nie biorę pregynovy czekam na @ i w 2 dc mam przyjechać na hormony i ruszam z krótkim protokołem!!
Torbiel jest ale nie szkodliwa.
Jupi tak się cieszę!!!! Skaczę z radości!!
...
Jejciu, ale się cieszkam
Dzwoniłam dziś do klinki niepłodności (tak wiem nie mam już się z czego cieszyć
). Umówiłam nas na 8.12. Jestem zadowolona. Coś idzie do przodu.
Właśnie odebrałam telefon z kliniki,że Urząd Miasta pozytywnie rozpatrzył nasz wniosek o dofinansowanie in vitro. Odetchnęliśmy z ulgą
. Teraz ze spokojem możemy działać. Jak na razie nie czuję jakiś upierdliwych skutków ubocznych Zoladexu, oprócz bólu głowy, ale jakoś funkcjonuję, tylko dzisiaj musiałam zażyć tabletkę przeciwbólową. Ach kamień z serca spadł chociaż jeden 
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 listopada 2017, 07:33
Ciąża zakończona 5 listopada 2017
16.11.2017
Dziś jest 12 dzień życia naszego synka 
W niedzielę o 1:35 będą 2 tygodnie.
Pamiętam, gdy tak przeleżałam z nim cały dzień, nie wiedząc co i jak przy nim robić, wydawało mi się, że czas płynie tak wolno. A dziś brak czasu na porządne umycie się czy zrobienie obiadu, dzień zlewa się z nocą i mija tak szybko 
3.11.2017 38+3
Standardowa wizyta u gina. Na początek jak zwykle ktg. Od początku tętno jakieś wysokie, 180-190. Przy ruchu lekko spada, do 150-160. Lekarz kazał mi wtedy wyjść, napić się okolo litra wody i znów wrócić. Tak zrobiłam, położyli mnie nawet przy innym sprzęcie, na drugim boku i tu już było trochę lepiej, jednak wykres nadal wyglądał inaczej niż poprzednie. Gin zbadał małego przez usg, wyliczył wagę -3 kg, ogólnie niby nic, a jednak dał skierowanie do szpitala na ktg. W domu mam detektor więc sprawdzałam sobie serduszko i tu o dziwo biło dobrze, 120-140. Martwiłam się już troszkę, ale ruchy mnie uspokajały.
4.11.2017 38+4
O godzinie 8:00 zawitałam na porodówkę, bo tam robią ktg. Podłączyli mnie i moim zdaniem wtedy tętno było w porządku. Przyszedł lekarz, obejrzał skierowanie, wykres i pod pretekstem jakiegoś spadku i utraty połączenia (bo mały wtedy się ruszał) zaczął badanie usg. Już wtedy zaczęło mi się to wszystko wydawać dziwne, nie wiem dlaczego. Robiąc przepływy, słuchając tętna potwierdził tachykardię. Położna badając mnie ręcznie stwierdziła, że mały jest już nisko.
Kazali mi czekać na korytarzu i nagle ni z gruszki ni z pietruszki położna przychodzi z kartką do podpisania, że zapoznalam się z dzialaniami niepożądanymi po wzięciu tabletki na wywołanie. Pytam o co chodzi, a ona, że jeśli badania krwi wyjdą spoko, to wywołujemy, ale mam się nie martwić, to nie będzie dzis, to może potrwać nawet 2-3 dni. Byłam w szoku, z tego wszystkiego nawet nie zapytałam dlaczego? Dlaczego od razu, teraz? Czytałam o częstych kontrolach itd, nie spodziewałam się porodu.
Telefon do męża, ma przywieźć torbę, idziemy na oddział.
Okolo 11:00 następna kontrola ktg i pierwsza tabletka Cytoteku. Oczywiście sprawdziłam w necie co to i ogarnął mnie strach. Postaralam się jednak zaufać niemieckim lekarzom. Jakby ktoś nie wiedział polecam poczytać co to za tabletka, nieciekawe opisy...
Od razu po 15 minutach poczułam ćmienie jak na okres i tyle. Do godziny 16:00 kilka kontroli, ale nie działo się nic. Potem druga tabletka, skurcze zaczęły być mocniejsze, jednak nadal to nie to. Mały zaczynał się już widocznie denerwowac, sama poznawałam po wykresie i słabych ruchach, że jest coś nie tak. A może to ten twardy brzuch nie pozwalał mi go dobrze poczuć?
O godzinie 22:00 dostałam trzecią tabletkę i polecenie, że jeśli nadal nic się nie bedzie działo, wracam na oddział spać i zaczynamy znów jutro. Skurcze znów mocniejsze jednak na stałym poziomie. Zaciskałam zęby i mówiłam, że są, lecz spodziewałam się większego bólu, tak że nie narzekałam, a położne oceniły, że to nie to i mam iść spać. Ok 23:30 w trakcie mycia zębów pękł mi pęcherz plodowy. Dosłownie pękł, co usłyszałam i poczułam, ale że one kazały iść spać to nie pomyślałam, że to TO.
Tylko po przekreceniu się na łóżku zalały mnie wody i dostałam już o wiele mocniejszych skurczy
wzięłam tylko kluczyk od szafki i telefon, poleciałam taka mokra na porodówkę.
Znów ktg, skurcze są, tętno małego 180 a przy skurczu spada
skurcze zaczęły mnie już naprawdę boleć. Pamiętam jak zapierałam się, że będę silna, nie będę krzyczeć itd. A wtedy już organizm po prostu sam z siebie wydobywał nieartykułowane dźwięki. Około 00:30 pierwsze sprawdzenie szyjki i szok. 4 cm. Zaczęłam już prosić o coś na ból (a tu też w planie było bez znieczulenia
). Po jakichś 20 minutach, gdy ja już dość mocno jęczałam położna przytargała kroplówę z Buskopanem
w myślach klnęłam na nią ostro i z zaciśniętymi zębami zapytałam czy mi to coś w ogóle pomoże. Stwierdziła, że lekko stłumi ból, ale mam jeszcze wytrzymać żeby na trzeźwo rozwarcie postępowalo, a jeśli nie dam rady no to robimy zzo. Oj żeby wzrok mógł zabijać
z bólu już jęczałam, trzęsłam się i wierciłam, pasy mi spadały z brzucha,
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 listopada 2017, 12:22
Hej dziewczyny. Po 9 miesiącach starań przechodzę na fioletową stronę. Oby do końca. Dzisiejszy test pozytywny... Szok jeszcze nie minął. Termin 8 wrzesień. Witam Was serdecznie i trzymajcie kciuki bo jestem przerażona choć już z całego serca kocham to maleństwo.
Czas na kolejne przemyślenia.
Kolejny dzień bliżej do wizyty u androloga.
Tak strasznie się niecierpliwię. Oboje nie możemy się już doczekać.
Dziś już może przyjść @, albo jutro. Wszystko mnie boli, jestem jak przetrącona.
Tęsknię do tego małego brzdąca, tęsknię za kimś, kogo nigdy nie miałam.... Za czymś czego właściwie nie znam. Tak bardzo pragnę kołysać je w swoich ramionach
. Nie wiem, czy też tak macie, ale czasem lubiłam sobie otworzyć stronę z rzeczami dla dzieci, dla mam i wybierać co bym ja chciała. Jaki wózek bym kupiła itd. Mam już swój wymarzony. Tak bardzo bym chciała... Tak bardzo nie mogę się doczekać...
poszłąm więc dziś na bete, całe 40zł mnie to kosztowało i już wiem, że ten spóżniajacy się okres to jednak nie ciąża, a do końca miałam nadzieje, jeszcze przed samym wejsciem do lab, sprawdziłam czy okresu nie ma. Jest wczesny wieczór, pojechałam wiec do apteki po bromergon, jakoś się przed nim wzbraniałam, ale teraz wiem że ciązy nie ma to i castagnus moge znów brac. Wczoraj wieczorem przestałam czuć ból w piersiach i sutki przy kąpieli nie były już tak wrażliwe. Zioła kupie w nastepnym cyklu, bo juz sama nie bede wiedziec co działa, ale zastanawiam się nad sikanymi LH z allegro... bo na monitoring też jakoś nie chce mi się iść, najchętniej sama bym się dostymulowała
w sumie to od ostatniego ♥ minęło 10 dni wiec zawsze jest nadzieja
do póki nie ma okresu, wzięłam ten bromergon ale jak mi ciota nie przyjdzie to pepino kolejne kupie za dwa dni
, nadal trzymam się mojej nadziei 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.