anemic Wielkie chcenie ... 2 stycznia 2018, 19:54

Mamy pęcherzyk ciążowy :) Większy niż wg okresu,ale to może wynikać z zażywania lutinusa i takietam.
Powiedziała, że "jakby się jej wydaje, że pojawia się zarodek", ale nie opisała go bo na tym momencie nie musi być zarodka jeszcze więc nie ma go co szukać na siłę. Na ten moment ciąży wszystko jest ok :)
Kolejna wizyta 12.01
Mam zrobić magnez, potas,sód, glukozę i morfologię, progesteron, tsh
Zaczynam odczuwać mdłości, ale może to być spowodowane encortonem. Mam podwyższone ciśnienie jak na mnie. Będę kontrolować.
Encorton chce utrzymać do co najmniej 8 tyg na dawce 20mg o ile będę miała dobre wyniki.
Plamienia mogły rzeczywiście wynikać z podrażnienia szyjki, która jest porowata.

I myślę sobie, że skoro wszystko jest takie piękne to przecież serduszko też musi sie pojawić.

Moja Mama oszalała z radości. My się ucieszyliśmy.

Kolorowapani Czekamy na Ciebie 2 stycznia 2018, 23:43

Czemu choroba wybiera najgorszy moment? Wiem. Nigdy nie ma dobrego momentu na chorowanie. Ale w momencie czekania na testowanie? Shit.

Ruszyłam w nowy rok pełną parą. Wczoraj 1 dc, jutro zaczynam stymulację clo, 12-go pierwszy monit, a kolo 15-16 AID. Do końca stycznia wszystko się wyjaśni. Dawca oczywiście zarezerwowany, z cech fenotypowych podobny do mojego M. Tym razem będę bardziej na siebie uważać, bo tym razem się uda:)
Święta minęły szybko i spokojnie, bez zbędnych gości, głupich komentarzy itp. a obawiałam się, że będzie gorzej.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 3 stycznia 2018, 10:01

13tyg+5dni=jestem w II trymestrze!

34% ciąży za mną!

Nowy rok, nowy trymestr – pora na małe podsumowanie!

29.09.2017 – ostatnia miesiaczka,
11.10.2017 – te szczęśliwe serduszkowanie (uwaga: jedne jedyne w tym miesiącu),
31.10.2017 – mój pierwszy w życiu test ciążowy z wyraźną druga kreska

Od tego czasu: dużo nerwów, strachu, wylanych łez, złości, a trochę za mało pozytywnego myślenia i najzwyklejszego cieszenia się! Pierwsze dni bardzo trudne: plamienia, krew, wizyta na IP, widoczny tylko pęcherzyk. Potem Duphaston i czekanie. Kolejne usg wykazują żywą ciążę (z echem) ale z odklejającą się kosmówką. Kładę się do łóżka na 3 tygodnie. Czuję, że gniję i więdnę. Zero wiary w dziecia i w siebie. 10tc przynosi kolejne usg i Dobre Wieści! Jest serduszko, bije, nie widać już odklejki, tylko krwiak w organizacji. Powoli wracam do życia (w trybie oszczędzającym). Później jeszcze 2 usg genetyczne (jedno przed a drugie po swietach; dodam, ze 2 badania na własne życzenie). Mąż wchodzi ze mną do gabinetu, widzę, że się cieszy. To miłe. Teraz czekamy jeszcze na wyniki pappa po pobraniu krwi. Ale wszystko zapowiada się dobrze! 29.12.2017 nasza krewetka mierzyła ponad 6cm i spała sobie. Dzięki temu lekarz miał szansę dobrze wszystko pomierzyć. NT w normie! Ja cały czas jestem na zwolnieniu i nie zamierzam już wracać.

Objawy:

Nie licząc tych pierwszych tygodni, gdzie czułam się jak… no… niedobrze po prostu to z dolegliwości nie dotknęło mnie aż tak wiele. Pierwsze dni (okolice @): ból piersi ale taki „inny”, bardziej piekący i obejmujący sutki oraz sporo śluzu. Jak teraz sięgam pamięcią, to lekkie mdłości miałam tylko w pierwszych tygodniach, ale nie wiem, czy to było spowodowane ciążą, czy całym tym leżeniem i kiepskim odżywianiem się (bo nie mogłam gotować, a M. był w pracy więc żyliśmy żarciem na wynos). Później (aż do teraz) ból piersi (czasem mocny a czasem zanikający) i wzdymanie brzuszka. Rano brzuszek jest ok, ale im bliżej wieczora tym jest większy i nie da rady go wciągnąć hehe, przestałam się tym przejmować. Nie mam w domu wagi, a na wagach lekarskich zawsze jest się w ciuchach więc nie jest to jakoś super dokładne, ale wydaje mi się, że przytyłam około 1 kg. Dodam, że mam normalny apetyt i nie odmawiam sobie niczego.

Nastroje:

Teraz już lepiej. Udane usg uświadomiło mi, że TO naprawdę się dzieje. Mam też gorsze momenty (np. wkręcam sobie, że Mąż nie będzie mi pomagał i zostanę ze wszystkim sama – bez sensu) ale coraz bardziej oswajam się z myślą, że już za pół roku będziemy nie duetem a trio. W moim przypadku nie sprawdziło się powiedzonko, że „kobieta zostaje matką kiedy widzi 2 kreski na teście”. Ja potrzebowałam (i nadal potrzebuję) czasu, aby oswoić się z nową sytuacją, mimo, że świadomie staraliśmy się o dziecko.

Plany:

Nadal dużo odpoczywać (duuużo leżę, czytam i słucham muzyki) – dobrze mi to robi na bolący, wzdęty brzuszek. Z natury jestem pracowita i aktywna, ciąża wymusiła na mnie inny tryb życia i temu akurat poddałam się bez większej walki (może było mi to potrzebne?). Postanowiłam, że do połowy ciąży nie będę nic kupować ani urządzać w domu, ale gdzieś tam z tyłu głowy pojawiają się myśli o tym, gdzie postawimy łóżeczko itp. Na luźno przeglądam też
blogi parentingowe i dowiaduję się różnych ciekawostek, zbieram pomysły ale bez spiny.
Thanks for reading! XOXO


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 stycznia 2018, 13:25

marianna Brakujący kawałek 3 stycznia 2018, 10:03

36 tydzień leci...26 grudnia wypadł mi czop śluzowy - chyba - duża gruda lepkiego żółtawego śluzu. I panika że to już?? Odpukać mija 8 dzień od tamtej chwili. Ovu pokazuje na 14 stycznia ciążę donoszoną więc odliczam dni do tego terminu. Wczoraj byłam u ginki z PZu do której już miała nie iśc ale candida się odnowiła i masakrycznie męczy - kłuje w podbrzuszu szczypie i leci żółtawy śluz non stop. Ginka powiedziała że faktycznie nie wygląda to dobrze. Przepisała globulki Clotrimazolum na 6 dni. Oby coś dały. Z pomiarów młodego wychodzi jej 3300g, ale ja z przymrożeniem oka podchodzę do tej wagi bo ma słaby sprzęt usg. Ostatnio jak porównywałam wagę u jednej i u drugiej co przyjmuje mnie prywatnie określiła wagę na 2300g, a ta na 2800g. Trochę duża różnica. 31 grudnia miałam mocne skurcze przepowiadające. Brzuch mocno bolał jak na okres. Wzięłam magnez i poszłam spać. Pomogło. Młody się wierci na całego, wypina. Czuć już jego wagę i ciałko wyraźnie:). Mój kochany szkrab. Jeszcze troszkę;). Z marudzenia to jeszcze boli lewa noga - nacisk na żyły..buuu. Ledwo da się czasem chodzić. Mój to mnie strasznie wkurza bo musi trochę więcej w domu zrobić i wojny toczy dlaczego on...a niby kto..A moje hormony wariują i zamiast olać głupotę to mi się ryczeć chce. Owszem dużo lezę i odpoczywam ale mam powód, nie mam zamiaru już na porodówkę się wybierać. Mamy też kłopot z wożeniem młodego do przedszkola. Bo ja ledwo się kulam, a mój z jakichś powodów nie chce iść prosić o zmianę czasu pracy z 6 na 8. To by załatwiło sprawę. Chyba nie chce mówić w pracy o ciąży a nie umie nic wymyślić sensownego..ehh...

Końcówka 7 tygodnia
6 tyg i 6 dni

Jednak mam mdłości. Najgorzej jest wieczorem, ale wtedy kładę się spać.
Mam mdłości nawet wtedy, kiedy czytam książki, więc nie czytam a czytałam je namiętnie. Co się ze mną porobiło.
Do pracy chodzę, ale tylko na kilka godzin. Uprzedzam klientów w smsach, że z chorymi się nie spotykam. Trudno, muszę być asertywna a ciężko mi wysiedzieć w domu. Zaczyna mnie nosić.

Co do sterydu... szkoda, że nikt mnie wcześniej nie uprzedził, że wypłukuje potas ;/ Co prawda biorę dawkę 5 mg a wiem, że niektórzy biorą 20 mg, ale dało mi to w kość, bo mam kołatania serca a w piątek zaliczyłam mega spadek energii, nogi miałam jak z waty.

Konsultowałam się z endo i zalecił łykanie potasu. Do tego jem ziemniaki i piję sok pomidorowy, chociaż już mnie od niego cofa. Mam więcej energii ale kołatania sera mam dalej.
Mówią, że ciąża to nie choroba... ale dalej utrzymuję, że baby zniosą wszystko.

Wyleciała mi plomba z zęba i miałam konfrontację stomatologiczną bez znieczulenia. A należę do osobników o bardzo wrażliwych zębach. Za bardzo. Sam podmuch czy dotknięcie zęba było dla mnie dotkliwe, ale zniosłam borowanie zaciskając pięści.
Tak wiem, że są niby jakieś znieczulenia dla kobiet w ciąży ale bałam się ryzykować. Moja ś.p. prababacia mawiała, że wolała rodzić dzieci niż chodzić do dentysty. A urodziła 4. Chyba mam zęby po niej.

Druga sprawa. Nie tyję, nawet chudnę (-1kg) ale brzuch mi rośnie albo mam takie wzdęcia ;/ Wczoraj jedna ze współpracownic wytknęła mi, że przytyłam bo rozwaliło mnie wokół brzucha. Zgoniłam na święta i obżarstwo.

anemic Wielkie chcenie ... 4 stycznia 2018, 08:53

Noc była niespokojna. Ciągle wydawało mi się, że mnie brzuch bardzo boli, ganiałam do toalety sprawdzać czy nie ma krwi. Dzisiaj brzuch nie boli, ale jest jakiś wzdęty, mam wrażenie, że dokucza mi...pęcherz. Dół podbrzusza ciężki.
Po przeglądnięciu czeluści internetów dowiedziałam się, że macica może się rozciągać dlatego brzuch doskwiera. No i oby to była prawda bo minął mój spokój i zastąpił go niepokój połączony ze zlym nastrojem.

Jutro jedziemy do Łodzi na powtórne badania immunologiczne, które wyszły mi źle. Cieszę się jak wariatka, że spędzę minimum 3h tylko z mężem, potem zaproszę go na jakiś obiad i przedłużę ten czas :P Jakoś z przyjściem nowego roku tak bardzo się w nim zakochałam... <3 jak z tej miłości nie będzie bobasa to ja nie wiem :D Ostatnio zachowujemy się jak nastolatkowie... Cóż poradzić, że uwielbiam tego mojego męża. Jest kochany.

Z hukiem fajerwerków pożegnałam ten beznadziejny 2017 rok. Powtarzam losowi, że odpowiednie wnioski już wyciągnęłam i mi wystarczy. 2018stym może mnie pocieszyć trochę :D

3 tygodnie jeszcze menopauzy a potem wezmę się w obroty, monitoringi-sringi, badania jakie tylko można, nie ma że boli, nastawiłam się bojowo i no kto jak kto, ale ja się łatwo nie poddaje! Wracam do diety, witaminek i zaczynam nowy rok od porządków w szafkach - to będzie piękny rok i kropka. ;)

Dooti Czekając na cud... 3 stycznia 2018, 10:53

8t 5 dc

Długo się zbierałam do tego aby coś tu napisać. Nie chciałam zapeszać.
Dziś miałam wizytę, dzidziol ma 21 mm i zdrowo rośnie, idealnie co do dnia. Jestem taka szczęśliwa, tak bardzo się bałam.
To moja czwarta ciąza, ale pierwsza w której bez żadnych przygód dotrwaliśmy do tego etapu. Oczywiście jestem obłożona lekami, biorę Fraxiparine 06, Metypred 4mg, Duphaston 3x1, do tego Acard, Euthyrox 50, Prenatal Uno i metylowany kwas foliowy.
Kolejna wizyta za tydzień, jutro idę tylko po skierowanie na usg prenatalne wykonywane między 11-14 tc.

sudari Kiedy będziesz z nami Fasolko? 3 stycznia 2018, 11:42

38tc (37t3d)
18 dni do porodu

Już 94% ciąży za mną :) Jutro mam mieć zdjęty pessar - nareszcie! Może coś się ruszy w końcu bo póki co mam napięcia brzucha, pojedyncze skurcze i czuję jak Ala się wierci czasami i naciska mocno na ten pessar i podejrzewam, że on sporo jednak blokuje. Chyba chciałabym urodzić już po jego zdjęciu, bez dalszego czekania ;)

Od zeszłego tygodnia piję herbatę z liści malin - raczej nie na przyspieszenie porodu, bo to podobno nie działa, ale na wzmocnienie macicy, żeby poród przeszedł sprawnie. A od jutra mogę już szaleć na odkurzaczu i wchodzić po schodach hehe ;)

Zrobiłam jeszcze ostatnie zakupy dla dziecka - karuzelka do łóżka, brakujące pieluszki flanelowe, jakieś woreczki na pieluszki czy podkłady do przewijania. Kupiłam też termos, bo zdałam sobie sprawę, że do przewijania dziecka będę musiała ciągle podgrzewać wodę a tak będzie przez kilka godzin ciepła ;) Dokupiliśmy też wczoraj bazę EasyFix do fotelika, bo mój Mąż stwierdził, że tak będzie zdecydowanie bezpieczniej i wygodniej. A właśnie dzwoniła moja teściowa, że kupiła jakieś zabawki do wózka do przypięcia więc szał się zaczął hehe ;)

W nocy wstaję co 2-3h bo bolą mnie biodra. Mój Mąż mechanicznie zaczyna mnie masować po pleckach przez sen, chyba się przejmuje ;) Ala gmera rączkami na dole i naciska na pęcherz. Brzuch już spory, ale chyba jeszcze się nie obniżył - cały czas jest jędrny i mocno napięty a mi się ciężko oddycha. Nawet czytanie na głos sprawia mi trudność po chwili więc jeszcze nie mam żadnych symptomów porodowych. Tak jak wspominałam już kiedyś, pewnie i tak będę rodzić po terminie a cała ta sytuacja z pessarem to tylko fałszywy alarm ;)

Mąż już też czeka niecierpliwie, codziennie pyta jak się czuję. W Sylwestra stwierdził, że mogłabym już urodzić, przynajmniej coś by się działo, można by się dzieckiem zająć i w ogóle ;) Chyba oboje nie lubimy tego czekania.

Mam też wyniki GBS - oba ujemne, więc jutro robię tylko ostatnie badania krwi i to by było na tyle badań. W ostateczności pozostanie mi tylko pójść do gina 15 stycznia po przedłużenie zwolnienia.

Pozdrawiamy słonecznie :)

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 3 stycznia 2018, 13:19

BBF szaleje - dodaje wpis i wszystko wyglada OK a jak za chwile zagladam to jest on uciety. Co jest? Moze wpis za dlugi? Podziele go na kilka mniejszych.... grrrr

Dzieki Dziewczyny, ze tu zagladacie, pytacie i martwicie sie, to najmilsze na swiecie :*


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 stycznia 2018, 13:19

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 3 stycznia 2018, 13:20

OK, juz wiem czemu belly oszalalo: tekst napisalam w Wordzie zeby potem przekleic (kilka razy jak pisalam bezposrednio w pamietniku to mi znikal, bo cos przypadkowo kliknelam), porobilam emotki, ktore Word zamienil na obrazki i bbf tego nie tolerowal :-) kryzys zażegnany!


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 stycznia 2018, 13:27

anemic Wielkie chcenie ... 3 stycznia 2018, 13:34

Wyniki ogólnie dobre, tylko leukocyty i limfocyty podwyższone, Eozynofile poniżej.
Potas, sód i magnez w dolnej granicy.

Edit. I rzeczywiście lekarka kazała łykać aspargin 3 x1. Dodatkowo na wizytę 12 zrobić mocz.
Pobolewa mnie brzuch dzisiaj. Dr P. mówi, że może to być wina zaparć, wzdęć i takich tam. I oby miała rację.


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 stycznia 2018, 16:23

sudari Kiedy będziesz z nami Fasolko? 4 stycznia 2018, 11:59

38tc (37t4d)
17 dni do porodu

Dziś rano lekarz zdjął mi pessar - chwilowy ból i ulga :) Przy okazji zrobił mi usg co mnie zaskoczyło, bo w Lux Med przewidziane są tylko 3 główne badania na całą ciążę ;)
No ale dzięki temu dowiedziałam się, że moja Ala już jest kluseczką! :) Waży 3600g i zaczynam się martwić jak ja ją urodzę ;)

Czekamy zatem na dalszy rozwój wydarzeń :)

Nowy rok... Cóż postanowienia zapisane.
Przywitalam go w gronie najbliższych. Dzieci dotrwały do północy obejrzały fajerwerki i wypily z mamusia bezalkoholowego szampana :)
Remont nabiera tempa zaczynam pomalu wierzyc ze do porodu uda sie zakończyć prace.
Wczoraj z urlopu wróciła moja Pani doktor i bylam na kontrolnym badaniu. Samolot i tętno. Kanal drozny na palec ale dlugosc szyjki ok. Nie martwie się tym. Jutro kontrol nerek Stasia staram sie nie martwic na zapas ale to bardzo trudne. Boje się. Chce byc dobrej mysli... Nie jest to takie łatwe


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 stycznia 2018, 14:27

zocha88 Przeczekać 3 stycznia 2018, 14:36

Pamiętam jak 12.11.2017 piłam herbatę w szpitalnym bufecie, bolał mnie brzuch (teraz wiem, że czułam skurcze), a siostra mówiła, że niech się ten popieprzony rok już skończy i że gorzej być już przecież nie może. Po dwóch godzinach było gorzej, poroniłam.
Dziwny to był rok. Dwa razy zaliczyłam szpital z córką, raz ze sobą i raz przez 8 dni czuwałam przy łóżku bardzo bliskiej mi osoby. Nie mogę jednak powiedzieć, że był to najgorszy rok w moim życiu. Najgorszym był rok 2015. Nie ratuje go nawet to, że wzięliśmy wtedy ślub i że zaszłam w szczęśliwą ciążę. 2015 pamiętam jako 11 miesięcy popłakiwania po kątach i ogromnego pragnienia, żeby w naszym życiu pojawiło się dziecko. Teraz mam córkę, której obecność wynagradza mi wszystko. Za Aniołkiem tęsknię codziennie i tak już pewnie będzie. Mam nadzieję, że jak najszybciej wróci i że już z nami zostanie.
Stało się coś, czego nie chciałam i nad czym muszę zacząć pracować - popsuło się coś między mną a mężem. Coraz częściej mnie denerwuje. Wypomina mi, że już go bez okazji nie przytulam, że zachowuję się jak bym go nie widziała. I wiecie co? On ma rację. Nie wiem kiedy to się stało, ani jak, ale tak jest. Chyba odsunęłam się od niego, bo z pozoru lepiej sobie poradził ze stratą. Poczułam się, jak by przestał mnie rozumieć. On wymagał, żebym cieszyła się Świętami, dogryzał mi nawet, że jestem jak Grinch. A mnie Święta nie cieszyły. Już dwa tyg wcześniej myślałam, ze czekają nas odwiedziny u ciężarnych kuzynek. Bałam się tego. Nadal się boję przypadkowych spotkań z nimi. Ciężko mi i nie umiem nic z tym zrobić. Znalazłam jednak sposób na chwilowy reset. Ćwiczę :) Może nie jakoś szaleńczo, ale zaczęłam wierzyć w istnienie endorfin.
Postanowień na 2018 jako takich nie mam. Pewnie, że chciałabym o siebie bardziej zadbać i więcej się ruszać, ale chyba większość z nas ma takie myśli z początkiem roku. Mam za to jedno wielkie marzenie - chciałabym przeżyć w tym roku ciążę. Jedną, długą i szczęśliwą. Mam ogromną nadzieję, że tak będzie. Ostatnio zamówiłam sobie sukienkę. Okazało się, że jest za duża, ale nie oddałam jej, bo 'ale pięknie bym w niej w ciąży wyglądała'. Nawet bilety na czerwcowego Kravitza mam na trybunach, bo może się nam uda. Nazwijmy to pozytywnym dopingiem, a nie początkami bzika :)
Wam Kobietki życzę tego samego - na początku dwóch kresek. I żeby każda ciąża kończyła się łzami szczęścia, o czasie, przy akompaniamencie płaczu małego, zdrowego człowieka...

Ineczka Zieloną staraczką być 3 stycznia 2018, 14:48

Trochę mnie tutaj nie było, ale sporo czasu siedziałam na spotkaniu z porcelana a jak już było lepiej to nadrabiałam różne zaległości związane z ogarnięciem mieszkania, spraw papierowych, lekarzy itp. Zaczyna mnie brac skleroza ciążowa, dlatego muszę szybko napisać to co jeszcze pamietam odnośnie swoich badań.Tylko na czym to ja skończyłam hmm... Skończyłam na tym, ze zaczęłam monitorować swój cykl, prowadzić wykres na owu udzielać się na forum, mierzyć temp, szyjkę sobie w dalszym ciągu darowała, bo nijak wiedziałam kiedy jest zamknięta otwarta itp, no i obserwacja śluzu. Po opisanym monitoringu czekałam jak na szpilach, ale zawsze wiedziałam co do dnia kiedy przyjdzie @ analizując wcześniej moja fazę lut zawsze dodawałam sobie nawet kilka dni i dopiero później chciałam testować. No i tym razem jak zawsze wredna małpa przyszła punktualnie. Płaczu nie było, ale jakiś taki wewnętrzny smutek mąż mnie pocieszał,ze to dopiero początek mamy czas nie mieliśmy się spinać. Ha no pewnie tez chciałam bez spiny ,ale jak później po badaniach okazało się, ze mam krótko mówiąc burdel w hormonach już moja głowa zadbała o to, żeby spokoju w niej nie było.Wyciagnelam wnioski z poprzedniego monitoringu endo nie za duże śluz niby jest, ale ja go nigdy na zewnątrz nie widziałam trzeba sobie pomoc a co. Poczytałam co jest dobre na śluz i endo zakupiłam olej z wiesiołka na początku ten operolu z rosmanna 1 opakowanie coś około 25zl jakie było moje zdziwienie kiedy okazało się, ze trzeba brac 6 dziennie jedno opakowanie to za mało eh kolejny koszt.Potem trafiłam na wiesiołka firmy gal wychodził taniej i w opakowaniu było więcej tabletek polecam :) Brałam 3 razy po 2 tabletki pijąc przy tym sporo wody minimum ,2 -3 litry wody czytałam, ze wtedy naturalnie wspomaga działanie tabletek. Jak z każdymi tabletkami wiedziałam, ze musi minąć miniumum 3 miesiące, żeby coś ruszyło wiec czekałam i regularnie brałam pijąc przy tym wodę a rano zawsze na czczo wodę z ocetem jabłkowym obniżał naturalnie prolaktyne :) Dodatkowo chcialam kupić orzechy brazylijskie i jeść 1 dziennie na endomentrium, ale po pierwsze były drogie a po drugie nigdzie nie mogłam znaleźć bio a te są ponoć najlepsze. Przerzuciłam się wiec na migdały i jadłam 6 dziennie . Oczywiście cały czas na wyrównanie gospodarki hormonalnej i skrócenie cyklu od stycznia biorę Ovarin :) Umówiłam się na kolejny monitoring a w między czasie kupiłam testy owulacyjne na Allegro te niebieskie mimo, ze moja gin uważa, ze średnio wychodzą i te tanie i te z górnej polki ale co tam wyszły taniej niż w rosie a może czegoś nowego się nauczę. Poszłam na monitoring tym razem później czyli po 15 dc wybrałam 17 dc siedze na tzw.samolociku i myśle sobie ile pęcherzykow kiedy owu a gin do mnie no pięknie endo 8mm śluz resztki śluzu płodnego mamy ciałko żółte jesteśmy po owulacji WTF sobie myśle jak to po owu myślami cofam się kiedy były serduszka bo przecież dopiero mieliśmy wejść w fazę gorącego i namiętnego seksu z większa częstotliwością a tu kuku.Maz będzie zadowolony seks z pusta głowa, ze już po owu smakuje lepiej ;) Wrocilam do domu pogadałam z mężem i czekaliśmy jak to sie zakończy. Teraz już wiem, ze Ovarin działa cykl się skraca, śluz płodny tez lepszy endo również wiec w dalszym ciągu biorę mój zestaw. Oczywiście przychodzi wredna małpa coraz gorzej to znoszę mąż dalej wierzy, ze niedługo się uda. Postanowiłam, ze nie pójdę na kolejny monitoring zrobię kolejne badania może coś więcej będę wiedziała.

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 3 stycznia 2018, 15:02

16+4

Nadal walczę z zatokami. Dopiero dziś udało mi się dostać do laryngologa. Byłam u dwóch internistów i każdy mówił żeby leczyć się malinkami, czosnkiem itp, bo to może trwać nawet miesiąc. Dziś okazało się, że mam rasowe zapalenie zatok. Dostałam lekkie maści i krople i czekamy do wtorku, jak nie przejdzie to wtedy antybiotyk. Oby przeszło. Dodatkowo mam okropne bóle brzucha/żołądka, mdłości i strasznie wymiotuję, co we wcześniejszych tygodniach ciąży mi się nie zdarzało. Jakby tego było mało zrobiły mi się siniaki pod oczami i wyglądam jak ofiara przemocy domowej. Żaden z lekarzy nie umie mi powiedzieć skąd to się wzięło, a moja gin też wydaję się być niezainteresowana moimi dolegliwościami. Nie wiem za co ja jej tyle płacę? :/
Z lepszych wiadomości - udało nam się umówić na echo do innego, podobno równie zacnego profesora.

Parsleyek Waiting4 - Pamiętnik Staraczki 7 stycznia 2018, 13:22

Aż trudno uwierzyć mi w to, że nasze starania o dziecko trwają już tyle miesięcy. W tym czasie przeżyliśmy sporo, ale nie poddaliśmy się. Nasza walka ciągle trwa. --> Dwa lata

21 dc - temperatura spada, już nawet nie marze, entuzjazm spada wprost proporcjonalnie do temperatury. Na co ja głupia liczyłam? Że się uda?
Trzeba zrobić plan na nowy rok - powtórka badań hormonalnych i TSH. Naczytałam się że moje TSH - 2,2 jest za wysokie 'na zachodzenie' w ciąże. Dziwne bo moja gin to zlekceważyła i powiedziała że wyniki fajne. Może faktycznie pomyśle o zmianie lekarza. Moja mama znalazła jakieś super suplementy Fertinea. Poczytam opinie i może kupie. W końcu na zdrowiu się nie oszczędza ;)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)