39 tydzień
Wczoraj nieźle nas postraszyło... Rano miałam lekkie, nieregularne skurcze. Przeszły, aby wrócić o 14.00. Po 20.00 zdecydowaliśmy na wyjazd do szpitala. KTG nic nie wykazywało, choć brzuch bolał. Przyjęli mnie do szpitala - bez oznak porodowych. Trafiłam na blok do sali z czterema ciężarówkami. Skurcze trafy do 3 w nocy. Oka nie zmrużyła, w tym czasie jedna z pań urodziła. Szybko jej poszło. Słychać było jej przeraźliwy krzyk, a później płacz dziecka
Pozostałe to były dwie do cesarki, jedna po terminie do wywoływania, kolejna ze skurczami... I z tych pań tylko ja i jedna do cesarki nie urodziły
. Rano zdecydowali o wypisie. Mam czas, szyjka jest długa, nic się nie dzieje. Do 14.00 czekałam na wypis. Nie powiem - śpiąca okrutnie (panie okropnie chrapały, a krzyczące rodzące nie ułatwiały błogiego snu, nie mówiąc o skurczach i kopniakach maleństwa). W domu padłam jak zabita na dwie czy trzy godziny... I dowiedziałam się czegoś o sobie - boję się okrutnie porodu! Mam dobre wspomnienia z pierwszego - nie wiem skąd ten lęk. Paraliżuje mnie... Jak słyszałam krzyki rodzącej, żołądek podchodził mi do serca. Okrutnie boję się, że coś pójdzie nie tak- wiem nie mam powodów do niepokoju, ale ... no właśnie. Panie rodzące pocieszałam, uśmiechałam się, mówiłam jak będą tulić swoje maleństwa, a sama umieram ze strachu. I to mimo że atmosfera zresztą na porodówce była cudowna - położne do rany przyłóż, troskliwe, z uśmiechem na twarzach, lekarze spokojni, wszystko wyjaśniali.... Skąd więc ten lęk? Nie mam pojęcia. Jednak przez to wszystko z niepokojem wsłuchuje się w swoje ciało, non stop mam wrażenie, że mi wody odejdą, zaczną się kolejne skurcze i jestem autentycznie przerażona... Co robić? Tak bardzo chciałam mieć dziecko, a teraz się tak panicznie boję....
Ojej... następna ciążunia- dziś potwierdzona betą ( 103 ). Dzień pełen wyzwań.
Rano labo, potem gin i endo. W sumie dzwoniłam jak opętana i opowiadałam panią rejestratorką o poprzednich poronieniach. Udało się z litości pewnie mnie wcisnęły.
Tsh 2.5 ale dostałam 37,5 euthyroxu - następna wizyta 6.04
Poprosiłam o clexane, ale lekarka nie była chętna bo nie mam zrobionych badań pod kątem trombofilii - biorę chyba póki co acard hm... która tak miała ze wstrzykiwała clexane profilaktycznie po poronieniach?
Momenty najpiekniejsze:
*kiedy synek spi gleboko i oddycha tak spokojnie...
*kiedy sie budzi i slodko przeciąga
*kiedy widze, ze (chyba!) mnie rozpoznaje, bo patrzy uwaznie i polgebkiem sie jakby usmiecha...
*kiedy ssie spokojnie slodko przy tym stekajac i posapujac
*kiedy zasypia przy piersi lub na rekach, takie ufne stworzenie
36 DC 25 dzień po IUI
Ja dalej czekam na @, ale chyba już bliżej niż dalej. Temperatura spadła wczoraj na 36,6, a i dzisiaj piersi mniej bolą. Mam nadzieję, że przyjdzie jak najszybciej, żebym mogła znowu wrócić do IUI.
-21 dc-
Nie potrafię przestać być smutna. Co zapomnę i się czymś zajmę, natrętnie powraca "0,54! Kończy Ci się czas!!!".
Wreszcie się nauczyłam chcieć tej ciąży w taki normalny sposób. To był pierwszy miesiąc, kiedy byłam tak mocno pozytywnie nastawiona, kiedy poczułam, że przecież w końcu się uda. I znów życie mi dało po łapach. Nie lubię użalania się nad sobą, ale mi nic nie przychodzi "tak o". Ile razy mama mi powtarzała: trudne pięknego początki. Ile można?! Zawsze mam komplikacje, zawsze muszę uczyć się cierpliwości, do wszystkiego zawsze muszę dojść sama. W sumie 10 lat spędziłam w związkach, które nie dały przyszłości, a teraz, kiedy wreszcie trafiłam na partnera przez duże P, może być za późno.. Dziewczyny zachodzą w ciążę - są WSZĘDZIE dookoła mnie, a dla mnie to jest tak zajebiście nierealne, nie czuję tego.. Chyba tracę nadzieję..
Może przemawia przeze mnie PMS, może jeszcze nie strawiłam tego wyniku, ale wiem, że dotarłam już na 3-cią stronę pamiętnika, zatem 40 wpisów za mną i jedno jest już pewne - ten pamiętnik nie jest krótki!
***
P.S. Boję się najbliższej małpy. Teraz będzie mi ciężej niż zawsze ją udźwignąć..
Coś spać nie mogę, więc czytam. Czytam list znaleziony na forum:
Kochana Mamo" Wiem że mnie nie widzisz,nie słyszysz i nie możesz dotknąć...ale ja jestem..istnieje..w Twoim życiu,snach Twoich,Twoim sercu...Istnieje. Kiedy byłem tam na dole,w twoim cieplym brzuchu godzinami zastanawialem sie jak to będzie kiedy będę już przy Tobie,w tym miejscu o ktorym opowiadałaś mi gładząć sie po brzuchu wieczorami kiedy chyba nie mogłaś spać.Ja wsłuchany w twoje opowiesci i kojacy twoj głos chłonąłem każde słowo,każdą informacje a potem cichutko zeby cie nie obudzić kiedy wreszczie usypiałaś marzyłem. Wyobrażałem sobie to cudowne miejsce i ciebie jak wyglądasz.Patrzyłem na swoje dziwne nożki i rączki u których nie wiem czemu było dziesięć palcówi i zastanawiałem sie czy jestem do ciebie podobny...Chyba nie-myslalem-bo ty pewnie jestes piekna a ja taki dziwny,pomarszczony...no i po co mi dziesiec palcow -myślałem? A potem nagle wszystko sie jednego dnia zmieniło.Płakałaś głośno głaszcząc brzuch i juz nie było opowieści.To nie może być prawda-mówiłaś-godzinami . Słuchałem teraz jak płaczesz,krzyczysz,prosisz i błagasz.A ja nie wiedziałem o co i dlaczego? Chciałem Cie barzdo pocieszyc więc wywracałem fikolki żebyś poczuła że ja tu jestem i cię kocham, ale wtedy ty plakałaś jescze bardziej.
A potem nadszedl ten straszny dzień.Zobaczyłem ze ktoś świeci mi po oczach,straszne światlo wpadalo w głąb ciebie, nie wiem skąd a ty powtarzałaś ze będzie dobrze,musi być.Ale płakałaś -słyszałem.Kiedy nagle wszystko zrobiło się czarne a mnie wciągnęło coś i pchało mocno zrobiło się cicho.Ktoś już trymał mnie na rękach ale to nie byłaś ty.A potem usnąłem i kiedy otworzylem oczy,wszystko wkoło mnie zalewał błekit w każdych odcieniach.Byłem ten sam-mały,pomarszczony i z dziesięcioma palcami u rąk.Ale ciebie nigdzie nie było.Obok mnie siedział rudy chłopczyk i uśmiechnął sie do mnie.Witaj-powiedział. Gdzie moja mama-zapytałem? I wtedy on opwiedział mi wszystko.Ze nie kazde dziecko trafia do swoich rodzicow,i ze nie niema zwiazku jak bardzo oni kochali i chcieli,ze teraz tu jest moje miejsce,posrod innych malych Aniolkow.Ze bedzie mi ciebie mamo brakowalo ale musimy oboje nauczyc sie zyc bez siebie.I musialem nauczyc sie tak zyc,Nie, nie bylo mi łatwo,plakałem tak jak ty wtedy i cierpialem tak jak ty wtedy.Ale jest mi tu naprawde dobrze.Mma wielu przyjaciol,wiele zabawy,wiele radosci.Ale nie szalejemy calymi dniami na łace,mamo.Pomagamy starszym ludziom przeprowadzic ich na spotkanie tu w niebie.Znajdujemy ich rodziny,mężow,żony,dzieci żeby mogli się z nimi spotkać.Możesz być ze mnie dumna,mamo.Jestem grzecznym Aniołkiem,naprawdę.No..czasem tylko robimy sobie psikusy i troszkę narozrabiamy kiedy skrzydełkami zachaczamy o klomby kwiatów,ale wiesz... jak się bawimy w berka to czasem nas ponosi...Kiedy tu się znalazłem mój przyjaciel wytłumaczył mi też że nie moge kontaktować sie z toba osobiście..czasem tylko pojawic sie w twoich snach ale nic więcej.Ostatno jednak zaczęłem robić sie powoli przezroczysty i skrzydełka mi nie działają jak kiedyś.Przyjaciel poptarzył,pokiwał smutno głową i zabrał mnie na ziemię.Usiedliśmu na białym krzyżu i naglę CIĘ zobaczyłem,Wiedziałem że to ty,poznałem twoj głos.Stałaś tam w deszczu i płakałaś powtarzając że tak bardzo cierpisz,że tak bardzo tęsknisz,ze nie chcesz już żyć....Przyjaciel popatrzył na moje skrzydełka i powiedział że musimy coś zrobić,żeby Ci pomoc.Bo nie możesz tak dalej cierpieć,musisz żyć bo wobec ciebie jest jeszcze wiele planów które musisz zrobić.że są gdzieś dzieci którym musisz pomoc przejść przez zycie i otoczyć je miłością tak wielką jak tą która teraz powoduje twoj wielki ból.Więc piszę do ciebie mamo ten list,pierwszy i ostatni.Musisz wziąść się w garść,musisz się uśmiechać,zyć,dzielić się radościa z innymi.Ja cie bardzo mocno kocham i wiem ze to zmojego powodu płaczesz ale tak nie można..Każda twoja kolejna łza powoduje że moje skrzydełka znikają.Kiedy ty sie poddasz ja tez zniknę,Tu na górze istnieje dzieki tobie i twoim myslom o mnie.Ale tylko tym dobrym mysłą.Bo kiedy bedziesz cały czas tak strasznie rozpaczać to żał zaleje twoje srece,smutek przesłoni ci świat i bedziesz tylko myslała o tym co straciłas.Zapomnisz o mnie.Nie ,nie zaperzeczaj ze nigdy nie zapomnisz.Pamięć to zachowanie w sobie tych radosnych chwil a ciebie pogrąża smutek-on nie jest dobry.Każdy twoj usmiech to dla mnie radosna chwila.Dzięki tobie mogę zrobić jeszcze tyle dobrego.Zebys widziala tą radosć kiedy znajduję najbliższych ludziom którzy tu trafili...Z twojego szczescia czerpie swoja sile.Prosze mamo żyj dalej i zachowaj mnie w sercu i myslach.Bo nie długo poza smutkiem nie będzie już tam miejsca dla mnie... Kocham cie mamo..I nie jesteś sama-pamiętaj.I nie mów że mnie już nie ma! JESTEM..Zobaczysz mnie w oczach swoich dzieci,usłyszysz w radosnym ich śmiechu,poczujesz kiedy przytulać je bedziesz i kołysać do snu.Ja tam zawsze będę,zawsze przy tobie.Zawsze.Tylko proszę żyj mamo bo smutek powoduje że znikam...a wtedy nic już nie będzie..mnie już nie będzie,,,Kocham cie mamo.
-22 dc-
Z okazji 9 dpo detektor wyliczył ewentualną datę porodu: dzień przed urodzinami dziadka, po którym chcielibyśmy imię dla małego (dla małej byłaby to kombinacja z praktycznie tych samych liter). Kiedy stałam się taka sentymentalna?! Ciepłe kluchy, blehhh!
..To i tak bez znaczenia bo temperatura już spada..
Przepraszam, że tak smęcę, wszystkie wolimy chodzić po pozytywnych pamiętnikach, ale na razie nie potrafię z siebie nic wykrzesać. Może dla Waszego dobrego humoru a razie tu nie wchodźcie..
Nie, chwila, mam jeden pozytyw: praktycznie straciłam nadzieję, a wtedy się często udaje
Ale skoro o tym myślę, to chyba wszystko psuje..?! KTO MI DA PRZEPIS NA CIĄŻĘ?! Oprócz MASY KASY, WIARY I CZASU? BO NIE MAM ANI JEDNEGO Z TYCH TRZECH!!!
5 tydzień i 5 dzień
Niedlugo miną 2 tygodnie jak wiem o maleństwie. Od czwartku wie tez mama. Mieszkajac z nią musialam ja poinformować. Zwlaszcza przed świętami: sprzatanie gotowanie. Wielkie przygotowania. Ucieszyla sie bardzo. Bo mysle ze ona tez stracila nadzieje na naturalna ciążę. Jako przyszla babcia strasznie sie przejmuje. Pomimo ze jestem 25letnia kobietą przychodzi i dopytuje i upomina ze mam sie cieplo ubierac. Troche to urocze troche irytujace. Ale Mama to Mama. Umówiłam sie na pierwsza wizyte w czwartek, bedzie 6tydz + 3dzień. Mam nadzieje ze zobacze serduszko. Chyba wezme chusteczki na wizyte. I mam nadzieje ze zalozą mi kartę ciąży. Wszystko jest takie nowe i ekscytujace. Maluszku, chce cie juz zobaczyć.
Mam 27 lat a moją jedyną ostatnią rozrywką jest bieganie po lekarzach. Ginekolog, immunolog , genetyk, pracownia usg, laboratorium, urolog.To moi nowi przyjaciele.Ciąża mimo iż tak upragniona zrobiła z mojego organizmu sieczkę.I widzę te zmiany, biust, brzuch, cera są inne i boję się pomyśleć jak będę wyglądać po 9 miesiącach ciązy. To było całkiem zabawne jak koleżanki mówiły, że w ciąży wygląda się pięknie, że cera śliczna a ja nigdy nie wyglądałam tak źle. I boję się co będzie przy następnej, że będę wyglądała jeszcze gorzej a potem sobie myślę co mi tam 
9dc
Byłam u ginekologa i powoli zaczyna się coś klarować.
Moje endometrium wynosi 3mm!!! 3 ku*** mm!. Czy ginekolog państwowy serio tego nie widział na usg w zeszłym miesiącu, serio?! Toż to jakaś patola. A ten uparcie twierdził, że wszystko super, ekstra, nic tylko dzieci robić. Do tego mam torbiel. Tego też nie widział?
Dobra trudno... 7 miesięcy zmarnowane.
U lekarza mam zjawić się ponownie w 14-15 dnia cyklu, ale nie dam rady i pójdę dopiero w 16dc, eeeeh. No trudno, może i tak mu się uda wtedy zobaczyć czy owulacja była.
Jeżeli chodzi o leczenie póki co będzie się prezentować ono tak:
-już na fotelu ginekologicznym dostałam jakiś lek na podleczenie stanu zapalnego, plus dziś mam sobie zapodać gynalgin i współżycie zacząć od wystąpienia śluzu płodnego
-glucophage 750mg raz dziennie- na zbicie glukozy
-dostinex- 1/4 tabletki raz w tygodniu- tu na zbicie prolaktyny, która kurna niby jest w normie? ale jak widać niewystarczająco
-acard i olej z wiesiołka do 16dc
-luteina od razu od dnia, gdy dowiem się, że jestem w ciąży
-letrox póki co zostaje 50, po około 4tyg powtórzę TSH i wtedy zobaczymy czy trzeba zwiększyć
O ovarinie nic nie mówił, wręcz nawet nie zna tego suplementu, ale wykupiłam kolejne opakowanie więc będę go brała, aż się skończy. Zaszkodzić nie powinien 
Generalnie mam mega pozytywne wrażenie po wizycie, lekarz bardzo uprzejmy, zainteresowany moimi staraniami, a nie jak ten państwowy co mnie ciągle spławiał na drzewo, bo przecież nie minęły 2 lata...
Szkoda gadać.
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 marca 2018, 12:32
24 tydzień
23+0
na liczniku 58%.
Jestem po swoich...30stych urodzinach. Maskara
trójka z przodu i trójka w domu
taki żarcik mi się wymsknął. Nie bardzo mi na rękę były te urodziny,bo Oliś postanowił mi zrobić prezent i wstać o 4.58
kochany synuś. Była najbliższa rodzinka. Ale pogoda dopisała. W przerwach między jedzeniem obiadu a tortu wyszliśmy na dwór
dzieciaki sie wyszalały
teraz znowu sa w domu od poniedziałku,ale całe szczęście bez antybiotyku. Doraźnie leki i inhalacje :)od poniedziałku idą do żłobka a my. ..jedziemy obejrzeć dwa bliźniaki. Chciałabym juz mieć coś swojego....ale póki K.nie wróci do pełni sprawności...wolę nie brać więcej niż już mam na głowie. Od jakiegoś czasu mnie brzuszek pobolewa,ale domyslam się,że to wina zalatania. 30 marca mamy wizytę. W przyszłym tygodniu ide na badania i glukozę....aż się boję ale cóż. Wczoraj robiłan próby watrobowe,choć juz doszłam do tego co powoduje u mnie to swędzenie-brak nawilzenia po myciu. Ale spuchłam i dziś się zmierzyłam... mamy 104cm w pępku a gdzie to do końca! 
Ja teraz odpoczywam.Lilka jest z tatą a ja czuwam nad Olisiem,który ma drzemke 
Buziaki!
Zaje... właśnie czekam na opis usg tarczycy, ale już wiem, ze mam jakis guzek 5 mm po prawej stronie i dwie torbiele po lewej. Co do guzka wskazanie biopsji... cholera, cholera
jeszcze nie wiem jak sie to ma do naszych starań, ale cholera, noo!
No to se zatestowałam...więc wiem,że 11dpiui Ovitrelle już się u mnie w ogóle nie utrzymuje.
Noooo nie wiem po jaką cholerę było mi robić ten test,także tego...humor mi się spsół jak zobaczyłam tylko tę jedną pieprzoną kreskę,ale łudzę się jeszcze,że jakby do zagnieżdżenia doszło całkiem niedawno,to może za wcześnie na test sikany,więc i tak czekam na wynik poniedziałkowej bety,a w razie co,to może będę przygotowana na porażkę po dzisiejszym pieprzonym teście.
- 13 DC - 6 miesiąc starań
Rozkręciło się niezłe plamienie. Trochę się martwię. Myślałam, że przejdę przez to badanie suchą nogą. Niby mnie nic nie boli ale jak tylko zjem to łapią mnie jakieś wzdęcia.
Właśnie rozkręca się @. Przed terminem. Nawet nie jestem smutna, nawet nie bardzo chce mi się płakać. Jestem wkurwion@. Jedyne co mam w głowie to ' ja pierdoke, znowu ?!'
-22 dc-
Piszę tu jak najęta, bo próbuję znaleźć ukojenie.
Byłam dziś na zawodach w jeździe figurowej mojej chrześnicy. Nie jesteśmy ze sobą blisko, ale jak jechała, to płakałam i wstydziłam się tego przeokrutnie. Tęsknię za twardą babką, którą kiedyś byłam, chcę ją znów odnaleźć. Jak odszedł od nas ojciec, to ogarniałam i mamę (bo była załamana i wszystko było ponad jej siły) i brata (bał się mniej bardziej, niż mamy). Miałam jaja. Muszę je odnaleźć. Mama zawsze mi powtarzała, że jestem facetem w kobiecym ciele (może dlatego nie mogę zajść w ciążę?!
). Super, chyba mi humor wraca..
Wracając do meritum - wiem, że wszystko zależy od głowy. Zasada 90/10:
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 marca 2018, 19:12
W czwartek byłam na pierwszym USG ciążowym. Emocji mi towarzyszących nie da się wyrazić słowami. Cały dzień byłam zdenerwowana, a przed samym gabinetem serce omal nie wyskoczyło mi z piersi. Tak bardzo się bałam, że to wszystko jest zbyt piękne by mogło dziać się naprawdę. Po tak długiej historii starań, gdzie na każdym kroku czaiła się kolejna przeszkoda do pokonania, teraz trudno uwierzyć, że wszystko będzie proste i łatwe. Na razie jednak szczęście trwa, i niech tak będzie całe szczęśliwe kolejne 7,5 miesiąca.
Na ekranie, w gabinecie, zobaczyłam pierwszy raz nasze dziecko. Serduszko biło mu wyraźnie, a ja poczułam wielką ulgę. Pod moim sercem bije drugie serce, małe życie, mały, wymodlony cud...
Moi rodzice już wiedzą - ale o tym w kolejnym wpisie, bo teraz mam czas na męża 
Jutro immunolog.Wizyta na którą czekam od wyjścia ze szpitala.Ordynator w szpitalu zapewniał mnie,że ta Pani jest jedyną która może mi pomóc.Nie wiem czy zdawał sobie sprawę z tego co mówi, bo ja teraz bardzo na nią liczę .I tak naprawdę nie wiem czego oczekuje ,przecież ten lekarz nie jest jasnowidzem, nie spojrzy w moje wyniki i powie to stało się przez ...A ja chyba tego od niej oczekuje. 27 mam zabieg w szpitalu i od tego czasu zaczyna się odliczanie .Dwa miesiące tyle kazał czekać lekarz.Nie wiem czy dwie owualcje czy dwie pełne menstruacje czy dwa miesiące kalendarzowe.Bo nie dopytałam ale już patrzyłam kiedy będą.Właśnie owualcje mnie zaskakuje bo znowu jest.Moj cykl trwał teraz 26 dni minęło 3 dni po zakończeniu miesiaczki i jest owualcje.I boje się, że przez to wszystko cykle będą inne, że nie zajde w ciążę tak szybko jak planuje.A rozczarowanie boli mnie najbardziej . ale mam dobre przeczucia , naprawdę wierzę ,że będzie dobrze.
Szpital dzien 5
Wyjde we wtorek jak bedzie wszystko ok. Odliczam dni. Nocki nieprzespane, niektore dziewczyny chrapia i nie moge zasnac. Potrzebuje swojego lozka. Odwiedzin wciaz nie ma, ale ja wychodze na korytarz i se siedzimy razem z moim skarbem. Jestem ciekawa jak tam szyjka, mam nadzieje, ze mi ja jeszcze zbadaja przed wyjsciem.
39 tydzień
Staram się oswoić swój lęk... chyba nawet wiem już skąd się wziął. Pierwszy poród był niesamowicie szybki, ekespresowy - niemal nie czułam skurczy. Do szpitala trafiłam, gdyż odszedł czop śluzowy podbarwiony krwią. Przyjęli mnie ok. 6 rano. Byłam już po terminie 6 dni, więc aby przyspieszyć przebili wody płodowe. Ok 9.00 akcja się zaczęła. Niezauważalnie. Tuż po tym jak dostałam od położnych leki przeciwbólowe do żyły. Nie chciałam ich, ale nastraszyły mnie, że wszystko potrwa długo i będzie bolesne. Po zastrzyku, nic nie czułam. A okazało się, że widać już główkę! Lekarz musiał mi pomóc, bo tętno malucha zaczynało słabnąć. Stanął na wysokości zadania - wypchnął syna na świat odpowiednio naciskając brzuch. Ja byłam jakby w półśnie, półprzytomna, nieświadoma tego co dzieje się wokół mnie. Nie czułam jak mój syn pojawia się na świecie. To zapewne przez środki przeciwbólowe - które krążyły w mojej krwi, choć tak blisko finiszu nie powinny być podane ... I to chyba jest źródłem mojego strachu - nie wiem czy tym razem uda mi się dziecko bezpiecznie wypchnąć na świat. Czy sobie poradzę z tym zadaniem? Czy nie będzie się on dusił? CZy znów nie będę potrzebowała pomocy? Te pytania co rusz krążą mi po głowie. Lęk powodują też próżnociągi, kleszcze... te urządzenia mnie przerażają... chciałabym móc po prostu normalnie urodzić dziecko. Nie boję się bólu - tylko tego, że zawiodę moje dziecko. Że przeze mnie będzie mu tętno słabnąć, że nie będzie mógł oddychać.... Że pójdzie coś nie tak - konieczna będzie reanimacja, albo usłyszę okropną diagnozę - dziecięce porażenie mózgowe... Głupie, że nie mam wiary we własne ciało i możliwości? Może tak.... Sporo rozmawiam teraz o tym z M. On widział mój poród inaczej. Jest teraz moją opoką i pocieszycielem. Buduje mojego ego - wierzy we mnie. Więc psychicznie przygotowuje się do porodu... zaczynam myśleć bardziej optymistycznie i staram się wzbudzić w sobie zaufanie do swojego ciała. Nie jest to łatwe (zwłaszcza, że zawiodłam się na nim także w sferze karmienia - mój synuś nie potrafił jeść z piersi, więc odciągałam mu przez 10 m-cy pokarm laktatorem podając mu jedzenie w butelce), ale chyba jestem na dobrej drodze. Wierzę, że kiedy będę gotowa nadejdzie ten wyczekiwany dzień
P.s. Z pozytywów - poszłam wczoraj za radą położnej i serduszkowałam z M. Było rewelacyjnie, dawno nie miałam takiego o... Nie wiem czy to skróci czas oczekiwania na syna, ale chyba tego mi było trzeba
.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.