-1 dc-
Małpka się wreszcie zlitowała i przyszła. A oko skacze jak szalone, praktycznie co kilka sekund. Okulistka powiedziała, że zamiast 1 tabsa brać 6! (Nie, nie latam ze wszystkim do lekarza, ale mąż miał akurat badania okresowe) ;)
Idę dziś kupić Inofem i zamówię Conceive+. Zastanawiam się tylko nad witaminą B12. Macie jakieś sprawdzone preparaty? Pamiętam, że kiedyś ginka poleciała brać razem z B6 i witaminą D, ale nie wiem czy w lato też trzeba ją brać.
Na tym chyba skończę poszukiwania złotych środków. Laparo, Conceive, Inofem i po operacji wrócę do Castagnusa. Tyle. Próbowałam wszystkiego. Zobaczymy czy ginka coś wymyśli, jak nie to odpuszczam <3

anemic Wielkie chcenie ... 30 maja 2018, 12:19

Wczoraj miałyśmy ostatnią wizytę w klinice.
Hanka ma 950 g i wszystko u niej dobrze. W trakcie USG miała czkawkę :)

U mnie:
- zator na nerce dalej jest, ale nic z nim nie robimy,
- łożysko nadal się nie cofa, nawet nie drgnęło od ostatniej wizyty. Mam zakaz wysiłku fizycznego. Czasami brzuch mi twardnieje, jakby macica ciągnęła i wprowadziła mi dupka 2 x 1, żeby rozluźniać tą macicę
- cukier, ten na czczo zły, pozostałe ok, ważne, że urosło i spadło, ale mimo wszystko mam iść do diabetologa bo pewnie dietę wprowadzi (yhm), a w ostateczności minimalną dawkę insuliny na noc (yhm). Wizytę mam na 7.06. Jednak dobrze mieć wykupione ubezpieczenie prywatne :D
- poza tym ok, próby wątrobowe, kreatynina, mocz. Ciśnienie standardowo 145/65 :D
- szyjka 4,8 :D

Wczoraj miałam szkołę rodzenia. Połóżna z uporem maniaka mówi jakie mamy prawa i co możemy i w ogółe jak fajnie będzie. Wczoraj już nie wytrzymałam i mówie jej, że fajnie, że tyle praw mamy, ale prawa prawami, a klub położnych klubem położnych. Przecież czytamy, wiemy jakie są realia i żeby mieć jednak godną opiekę to najlepiej "wykupić" położną za niemałe pieniądze. A ona mi na to, że trzeba się "postawić" i czy długo mam zamiar udawać, że jak plują to pada deszcz o.O Więc mowie jej, że ja nie mam większego problemu z asertywnością, ale leżąc roznegliżowana, obolała na porodówce nie wiem czy będzie mi się chciało "walczy".

Nie mogę znaleźć odpowiednich ręczniczków. Wszystkie wydają mi się szorstkie. A przez neta nie chce zamówić, chyba, że macie jakieś sprawdzone (już wydotykane :D ) i możecie polecić stronkę.

Kokon chcemy zamówić bo kosz będzie "na dole", a kokon chcemy mieć w sypialni, w łóżeczku czy ewentualnie w niedzielny poranek jak będziemy leżakować z naszą cudowną Córką w łóżku.
Babcia zaoferowała się, że kupi nianię elektryczną z kamerką.

Powoli zaczynam szykować się do pakowania. Ogólnie musze przejrzeć jeszcze część rzeczy, które dostałam od przyjaciółki i odłożyć rzeczy typu 48-52 cm :D żeby zminimalizować garderobę Hanki.

Ogólnie czuję się dobrze, męczą mnie tylko upały i kręgosłup.

Ef, Wy już wróciliście z Chorwacji? Jak było? Jak Dzieciaki zniosły podróż?
Lentilka czekam i czekam na Twój wpis i doczekać się nie mogę :) Jak mijają Wam pierwsze cudne wspólne dni?
Czara to Ty już na finiszu :) Wszystko gotowe? Jak się czujesz?

ma_pi Demotywator 30 maja 2018, 15:27

Dziś wyników bety nie będzie. Zrobię ją w piątek. Transfer przesunął mi się o jeden dzień w stosunku do planów, no i dziś jeszcze wynik nie byłby wiarygodny.
Musiałam przez to wszystko zmienić plany na weekend. Mąż mi kazał. Więc zamiast na kajakach będę w pracy lub w domu. Na rowerze też zabronił mi jeździć. Bosko :(

Dziękuję za gratki.
Ja nadal jestem w ciężkim szoku, a nawet napić się nie moge.

Na czeźwo tego nie zniese ;-)

Beta dzisiaj 1856
Progesteron 22.60 ng/ml

dopiszę jeszcze historię tsh, bo zapomnę, a to myślę było ważne w staraniach

IX 2017 - Tsh 6,339
Euthyrox 50

XI 2017 - Tsh 3,709
Ft4 1,34
ATG ­ 186,6 (< 60,0)
ATPO ­ > 1300,0 (< 60,0)
Euthyrox 75

XII 2017 - Tsh 2,392
Euthyrox
Pon.-pt. 75
Sob.-nd. 150

V 2018 - Tsh 1,587
Euthyrox
Pon.-śr. 75
Czw.-pt. 150

VII 2018 - Tsh 1,035
Euthyrox
Pon.-śr. 75
Czw.-pt. 150

VIII 2018 - Tsh 1,347
Euthyrox
Pon.-sob. 150
Nd. 75


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 września 2018, 20:38

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 30 maja 2018, 19:34

34tyg+5dni

Lato... wypoczywam z mezem (i Zwierzem). Grill. Piwko (bezalko). Truskawki i arbuz. Poce sie jak cholera ale takie uroki skwaru :o) Humor lepszy. Cudownie wyrwac sie z ciasnych 4 scian.

Marti... Goniąc czas 4 czerwca 2018, 15:35

mialam nieco inne plany. chcialam opisac w szczegole co i jak sie dzialo. ale czas goi rany i gorycz. wiec chyba Wam zaoszczedze :)

z calej sytuacji ciesze sie z tych 11 godzin naturalnego porodu. wbrew temu jak to sobie wyobrazalam, jak da sobie rade moj maz... bardzo nas polaczyly te chwile. nigdy nie zapomne z jaka miloscia i troska na mnie patrzyl podajac mi gas rozweselajacy, gdy lekko skrepowany ale pelen podziwu patrzyl na mnie pod prysznicem gdy kolysalam biodrami pod prysznicem by ukoic bol... i kilka innych. to byly przepiekne chwile. a potem przyszly chwile grozy, ktorych nie chce pamietac.
w ciagu 15 minut decyzja o cieciu. po operacji dziecko zabrano nam na obserwacje. o kangurowaniu nie bylo mowy. przez 7 godzin nie wiedzialam co sie dzieje z malutka. potem wydluzony pobyt w szpitalu, antybiotykoterapia dla Oli i dla mnie... szpitalne rutyny, zmienne czasowo, ciagle wybudzanie ze snu gdy uda sie zasnac itd itp spowodowaly, ze wlasciwie zlamano mnie psychicznie. w smaochodzie do domu nie moglam uwierzyc, ze to juz koniec.... pierwsze dwa ndi byly trudne. nie moglam sie odnalezc. potrzebowalam odespac. teraz wszystko sie stabilizuje. wypracowujemy rutyny. ja jestem bardziej wypoczeta.

Ola od powrotu ze szpitala nie plakala ani razu. owszem jest kaprysna, pokazuje swoje potrzeby, czasem pol dnia trzeba sie tulic, ale o ile spelniam te zachcianki, to nawet nie widze grymasu u niej. jest podobna do mnie wizualnie (o dziwo!! bo bylam przekonana, ze pierworodne to jednak bardziej do ojcow sa zblizone)... cieszymy sie kazda chwila. szkoda tylko, ze jest tak cieplo, bo ledwo zyjemy. widze, ze malutka tez meczy sie w taka pogode... no i tak wlasnie.

to prwada, ze zmienia sie zycie, perspektywa... wszystko. w ulamku jednej sekundy. nie wierzylam, ze az tak bardzo :) zaczynamy nowe zycie. pelne przygod i niewiadomych. musze na pewno pracowac nad soba, by z tego mojego poukladania, planowania, logistyki pojsc w zywiol, jaki przynosi Olenka. i nie zapomniec o celebrowaniu zycia. ten porod bardzo umocnil moj zwiazek z mezem... w chwilach grozy widzialam ile dla niego znacze. to jest bezcenne. mamy wspaniala rodzine. czekam tylko az uda mu sie wziac kilka dni wolnych,aysmy mogli pospedzac troche czasu razem. poki co jestesmy zdane na siebie :)

Marti... Goniąc czas 4 czerwca 2018, 15:35

mialam nieco inne plany. chcialam opisac w szczegole co i jak sie dzialo. ale czas goi rany i gorycz. wiec chyba Wam zaoszczedze :)

z calej sytuacji ciesze sie z tych 11 godzin naturalnego porodu. wbrew temu jak to sobie wyobrazalam, jak da sobie rade moj maz... bardzo nas polaczyly te chwile. nigdy nie zapomne z jaka miloscia i troska na mnie patrzyl podajac mi gas rozweselajacy, gdy lekko skrepowany ale pelen podziwu patrzyl na mnie pod prysznicem gdy kolysalam biodrami pod prysznicem by ukoic bol... i kilka innych. to byly przepiekne chwile. a potem przyszly chwile grozy, ktorych nie chce pamietac.
w ciagu 15 minut decyzja o cieciu. po operacji dziecko zabrano nam na obserwacje. o kangurowaniu nie bylo mowy. przez 7 godzin nie wiedzialam co sie dzieje z malutka. potem wydluzony pobyt w szpitalu, antybiotykoterapia dla Oli i dla mnie... szpitalne rutyny, zmienne czasowo, ciagle wybudzanie ze snu gdy uda sie zasnac itd itp spowodowaly, ze wlasciwie zlamano mnie psychicznie. w smaochodzie do domu nie moglam uwierzyc, ze to juz koniec.... pierwsze dwa ndi byly trudne. nie moglam sie odnalezc. potrzebowalam odespac. teraz wszystko sie stabilizuje. wypracowujemy rutyny. ja jestem bardziej wypoczeta.

Ola od powrotu ze szpitala nie plakala ani razu. owszem jest kaprysna, pokazuje swoje potrzeby, czasem pol dnia trzeba sie tulic, ale o ile spelniam te zachcianki, to nawet nie widze grymasu u niej. jest podobna do mnie wizualnie (o dziwo!! bo bylam przekonana, ze pierworodne to jednak bardziej do ojcow sa zblizone)... cieszymy sie kazda chwila. szkoda tylko, ze jest tak cieplo, bo ledwo zyjemy. widze, ze malutka tez meczy sie w taka pogode... no i tak wlasnie.

to prwada, ze zmienia sie zycie, perspektywa... wszystko. w ulamku jednej sekundy. nie wierzylam, ze az tak bardzo :) zaczynamy nowe zycie. pelne przygod i niewiadomych. musze na pewno pracowac nad soba, by z tego mojego poukladania, planowania, logistyki pojsc w zywiol, jaki przynosi Olenka. i nie zapomniec o celebrowaniu zycia. ten porod bardzo umocnil moj zwiazek z mezem... w chwilach grozy widzialam ile dla niego znacze. to jest bezcenne. mamy wspaniala rodzine. czekam tylko az uda mu sie wziac kilka dni wolnych,aysmy mogli pospedzac troche czasu razem. poki co jestesmy zdane na siebie :)

kamila123 Nadzieja umiera ostatnia 30 maja 2018, 21:52

Dzisiaj mam szczególnie zły dzień , chandrę . Wiem ze nie ma co się starać bo i tak nic z tego nie będzie. Jakaś masakraaaaaa. Tyle lat nikt mi nie pomógł i nadal nikogo takiego nie znalazłam . Tylko kase straciłam na to żeby każdy lekarz stwierdził ze wszystko jest Ok. W niczym mi nie pomogli dosłownie w niczym. Nawet głupiej rady nie dali. Nie wiem kurde co jest . Czasami mysle ze nie jest mo dane zostać mama . Niestety, mogę tylko oglądać innych szczęście bo swojego na pewno nie będę miała. Takie życie . :-( zlyyyyyy dzieki na maksa chcialabym się schować gdzieś żeby mnie nie byloooo. Szkoda gadać :-( a mój wcale się niczym nie przejmuje ciagle tylko mówi przecież jeszcze mamy czas ha on tak ja już nie bardzo bo co roku mniejsza szansa. Tragedia jakassss


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 maja 2018, 21:54

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 7 czerwca 2018, 09:59

35tyg+6dni (do porodu zostało 30 dni)

Jest spoko. Kupiłam wczoraj kilka rzeczy dla malucha: wanienkę (taką najzwyklejszą, i tak będziemy ją stawiać na kuchennym stole, nie możemy wygospodarować żadnego profesjonalnego miejsca do kąpieli), materacyk (z IKEA), prześcieradełka. Czekam na kuriera z przewijakiem. Moja mama kupiła kilka ciuszków (nie mogła się powstrzymać, chociaż mówiłam, że mam sporo używek i że mi wystarczy – ale fakt, że miło, że maluszek dostanie coś naprawdę ślicznego). Z grubszych rzeczy muszę kupić jeszcze termometr i aspirator. I jakiś śliczny kocyk chcę koniecznie :o) Nie kupowałam żadnych zabawek (kilka sztuk dostałam od koleżanki, ale dosłownie 3), nie kupowałam bujaczka-leżaczka, naprawdę mam tylko minimum.

Upały chwilowo zelżały i to mi pasuje. Ogólnie czuję się dobrze. Serio myślałam, że ten ostatni okres ciąży będzie gorszy. Nie czuję się aż TAK grubo, chociaż waga wskazuje (w zależności od dnia) od +13,5 do +15kg! To przecież sporo. Mąż twierdzi, że nie zamieniłam się w typowego ‘grubaska’, bo np. ramiona mam nadal szczupłe. Czuję, że nogi mam troszkę słoniowate, ale też nie tak tragicznie. Czasem łapią mnie skurcze np. w udach/podudziach (wczoraj miałam lekki wkręt, że mi się zakrzepica robi) ale do przeżycia.

Wiem, że teraz poród może się zacząć w każdej chwili i nie byłoby to dziwne, ale nie nastawiam się na nic wcześniejszego niż za te 30 dni. Mam wrażenie, że większość dziewczyn i tak ma ciąże lekko przenoszone, mimo że od 38tyg siedziały jak na szpilkach. No ale muszę PORZĄDNIE dopakować moją szpitalną torbę.

Jeśli chodzi o lęk przed porodem to… jest różnie. W lepszych momentach myślę sobie ‘ok, będzie bolało w huk, ale przeżyję te kilka(naście) godzin’. A w gorszych myślę, że wolę umrzeć niż rodzić i tyle :o)

LadyRuuU Wiedźmi notesik ;) 30 maja 2018, 21:59

Kurcze, wiecie co dziewczyny - od jakiegoś czasu łapią mnie straszliwe wątpliwości...
Włączył mi się tryb: "Nie wierzę że zajdę w ciążę"...
Mam takie poczucie że nie ważne co byśmy nie zrobili to i tak się nie uda.
Jestem pod tym względem w poczuciu totalnej beznadziei.
Nie mówię nic na ten temat mężowi bo on bardzo się tym dołuje.

Naszym ogromnym problemem jest praktycznie zerowe libido. I moje i jego.
On bierze tabletki które dramatycznie je obniżają, ja praktycznie nie mam hormonu testosteronu który mimo niskich norm jednak powinien być. Moje życie łóżkowe to jedna wielka frustracja. Ja chę, on nie. i tak parę razy z rzędu. Później on chce a ja jestem tak zła za tamte razy że nie mam mowy. I tak w koło macieju. Późnie jesteśmy wykończeni fizycznie lub psychicznie. W efekcie 2-3 x w miesiącu jest wyczynem.

Znacie tą anegdotkę że facet prosił latami Boga o wygraną w totolotka na co Bóg w końcu odpowiedział - to może wreszcie póść tego totka?!
Tiaaaa.....właśnie. That`s me... :(


Do tego dochodzi wieczne życie na obczyźnie, zmiana miejsc pracy, zamieszkania, otoczenia, ludzi.
Stres,stres,stres. Pożyczki, kredyty, długi, spłacanie. Kolejne stresy, znowu następny wyjazd.

Czuję po sobie że jestem w kiepskiej kondycji psychicznej,my wiecznie zmęczeni fizycznie bo zanim zdążymy dobrze przywyknąć do miejsca skaczemy do kolejnego. W najbliższym czasie powinniśmy utrzymać się tu gdzie jesteśmy chociaż ze 3 miesiące ale jak będzie, zobaczymy...

Od dłużego czasu mam ogromne poczucie beznadziei, bezsensu. Naprawdę nie wierzę... Wiem że ta nadzieja mi wróci ale to nie jest ten czas.

To jest ten moment w którym jestem totalnie zdołowana że nie zachodzę w ciążę i jednocześnie nawet nie uprawiam seksu żeby próbować. Klęska. Moja osobista klęska.

Hania8 Miłość ma dziecka twarz 31 maja 2018, 09:33

11dc
W ciągu najbliższych 4 dni powinnam mieć owulację. Cykle mam różnie od 24 do 28 dni więc owulacja też się przesunie.
Jak czytam pamiętniki dziewczyn, które od dawna się starają, o tych badaniach i zabiegach, łzach, oczekiwaniach i rozczarowaniach to tak bardzo im współczuję. A jak któraś pisze, że ciąża to ryczę z radości. A taka nastolatka po pijaku na dyskotece raz się bzyknie i już dziecko. Ech...ja to jednak jestem szczęściarą że do tej pory tej dziedzinie jakoś się udawało. Zobaczymy jak teraz pójdzie. Zaczęliśmy już seksiki bez gumki. Ja to jestem nastawiona na dzidzie a mój M. korzysta z okazji, że mam większą chęć na kochanie się niż zwykle. Czyli o oboje korzystamy. I może wyjdzie z tego coś co ma ręce i nogi :-)

No i dupa dziecka chyba nie będzie dziś mamy 10 rocznicę ślubu a mój obrażony
A poszło o to że chciał się seksic a lekarz zabronił bez gumek w trakcie brania antybiotyku no i jak to mu powiedziałam to zaczął świrować stwierdził że żałuje że mnie wziął ze sobą do lekarza i że to był największy błąd jego ja mu mówię że nie jest ze stali wszyscy na coś chorujemy i że musimy sobie mówić jeżeli coś nam Dołęga bo ja się martwię i też chce wiedzieć to on mi mówi że w dupie to ma i że o moich dolegliwościach też nie chce wiedzieć
To ja się pytam czy tak jest w małżeństwie że jak mi się coś dzieje to wolę koleżanką z pracy powiedzieć niż mężowi bo on zaraz będzie zły że miałam czelność zachorować?
Chyba tu nie o to chodzi..
No i przeżywamy rocznicę w milczeniu

Wczoraj czyli 30.05.2018 miałam wizytę u swojego gin. Założył mi kartę ciąży, czyli oficjalnie zostałam ciężarówką :)
serduszko pika 159/na minute, wielkość naszego dziedzica to 11,3 mm..ruszał główką i nóżkami :) ciężko było mi to zobaczyć ale dr wszystko dokładnie pokazał. hihrałam się do tego monitora jak głupia :D TP 13.01.2019. Ciąża rozwija się prawidłowo, wiek ciąży zgodny z kalendarzem. Dr kazal brac witaminy, porobic badania i tyle...kolejna wizyta 20.06


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 maja 2018, 10:13

Jestem opuchnięta, moje stopy są jak baniaczki. Ledwo widać kostki. Założyłam pełne buty zamias letnich i się nabawiłam okropnego otarcia...
Cała jestem jak balon.
Reakcja po CLO? Czy coś znów nie tak...

Kajula Przyjdzie ten czas 31 maja 2018, 15:40

Ciąża zakończona 31 maja 2018

-2 dc-
Zamówiłam wczoraj Conceive+ i Inovem. A do tego coś jeszcze, nad czym się od dawna zastanawiałam. Nie chciałam zapeszać chyba. Ale mama mi powiedziała, żebym sobie coś kupiła, że poprawi mi to nastrój i jak kiedyś robiłam trening płodności to w ostatnim tygodniu też za zadanie było kupić coś dla swojego dziecka. No i w końcu się odważyłam. Kupiłam turkusowy smoczek. Kiedyś, kiedy się w końcu uda będę miała swoją pierwszą rzecz dla maleństwa. Turkusowy nupelek. Tak bardzo bym chciała móc go już użyć..

Kolejny miesiąc i nic. To wszystko jak zamknięty krąg co miesiąc to samo, ciągła próba przerwania kręgu okazuje się być nie skuteczna:/ Niby wszystko ok, wszystkie wyjścia z kręgu otwarte, a i tak każda kolejna próba jest nieudana. Chyba waruje skoro piszę takimi metaforami. 16 dzień cyklu. owulacji jeszcze nie było. Chyba mam późne owulacje, ale dzisiaj strasznie bolał mnie prawy jajnik i zaczynam się obawiać, że starania w tym miesiącu nie powinny mieć miejsca. Mimo tego, że minął już ponad rok nadal się boję powtórek, że znowu będzie coś nie tak, że znowu stracę kawałek duszy i co ze mnie wtedy zostanie? Gdyby to nie był portal dla staraczek pewnie znalazłby się komentarz typu :"to po co się starasz skoro się boisz, albo "jeśli jest takie ryzyko to lepiej odpuścić". i wiele podobnych, A my po prostu walczymy o szczęście...

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 1 czerwca 2018, 02:13

35tyg+0dni czyli zaczynam 36ty tydzien...

Nie moge spac. Jest goraco i musialam wziac rennie na zgage. Siedze z komorka i czytam o porodach. Maluch kreci sie w brzuszku. Jestem mega ciekawa kiedy sie zobaczymy... jaki on bedzie? Jaka ja bede jako jego mama? Jaki bedzie moj maz jako tata? Tyle niewiadomych :o) no coz, zobaczymy za kilka tygodni...

Edit: Dzien Dziecka!!! Za rok do swietowania ze Zwierzem!!! A Wam dziewczyny, i Waszym dzieciom obecnym i przyszlym i wymarzonym zycze jak zwykle optymizmu i milosci i wiary i sily i radosci z dnia codziennego. I pysznych lodów z tej zacnej okazji; -)


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 czerwca 2018, 02:32

28dc
Mąż był w poniedziałek u lekarza i badał hormony. Lekarz zadowolony. Mówi, że bardzo dobrze zareagował na leczenie. Testosteron ładnie wzrósł. Za 3-4tyg ma iść znowu zbadać nasienie (jakoś tak szybko według mnie).
Ja za to czuje, że lada moment zaleje mnie @. Brzuch boli już od kilku dni, ale dzisiaj konkretnie :/
Jeżeli chodzi o mnie to dalej przyjmuje euthyrox, glucophage, dostinex i inofem. Siebie jednak odstawiłam na dalszy tor, bo z takimi wynikami nasienia nie ma co świrować. Jednak na początku lipca przejdę się do ginekologa żeby mi powiedział co z tymi moimi lekami, czy mam je brać dalej, jaka dawka itp. Póki co koszt leczenia męża i tak jest kolosalny, gdybym ja chodziła do gina co miesiąc jak zawsze to byśmy chyba jedli chleb z pasztetem ;)
Miałam u siebie badać drożność jajowodów zanim nie wiedziałam, że mój mąż nie ma plemników. Póki co nie zamierzam. Jak już będzie miał wyniki w normie (nie przewiduje innej opcji ;)) i mimo to dalej nie będzie szło to dopiero wtedy pójdę.

Edit.
No i witam 1dc. Ała.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 czerwca 2018, 12:08

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)