Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 12 czerwca 2018, 15:40

36tyg+4dni

Pisałam dziś do szpitala (bo nikt nie podnosi telefonu), czy muszę mieć dla męża fartuch jałowy i ochraniacze na obuwie i czy mąż musi mieć ciuchy na zmianę (czy musi założyć coś innego, niż to w czym przyjechał). Wolę być gotowa, niż jakby mieli go cofnąć przez takie pierdoły.

Zgaga… zgaga mi dokucza po czekoladzie… a nie potrafię sobie jej odmówić. Dzięki niebiosom za Rennie!

Byłam dziś u endokrynologa. Po porodzie kazał zmniejszyć dawkę euthyroxu i „będziemy się przyglądać wynikom i temu jak się czuję i może uda się odstawić lek”. A ja na to, że „może będę chciała jeszcze jedno dziecko…” (tak trochę nieśmiało to powiedziałam). Lekarz się uśmiechnął i powiedział, że dopiero co miał pacjentkę, która nawet okresu nie dostała po pierwszym porodzie i hop! Od razu kolejna ciąża… Ale na spokojnie, nie chcę kozaczyć. Zobaczymy co i jak.

Dużo śpię (w ciągu dnia). Szkoda, że nie można się wyspać na zapas…

Wczoraj przyszedł przewijak na łóżeczko, taki najzwyklejszy. I szczotka do włosków :o)

Zwierzak pozdrawia Was z brzucha :o)

Pinka. Piąty transfer 12 czerwca 2018, 16:10

Jutro zaczynam proby z clo. Jakie ja pokladam nadzieje w tym leku.. mam przeczucie ze sie uda.


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 czerwca 2018, 21:32

agatka1571 I tylko jedna mysl "Kiedy?"... 12 czerwca 2018, 18:38

Cały czas o tym myślę. Zostało 8 dni do kolejnej @, a ja już doszukuje się ciążowych objawów. Jakaś paranoja. Od dzisiaj zaczęłam mierzyć temperaturę, być może to nam pomoże.

Smuzka Czekam na ciążę 🥰 8 sierpnia 2022, 12:01

Dzięki wam dziewczyny za komentarze.
DC 15 jajniki bolą jak szalone znajomy ból. Owulacja będzie dziś/jutro. Śluz mnie zalewa. Libido w kosmos. Ale ten cykl na spokojnie nie nakręcam się. Bo i tak seksu nie ma. Mąż się dalej nie leczy. Mamy ciche dni. Jedyny plus taki że nie będę wypatrywać objawów i się nakręcać.

teverde Starania pomimo... Uda się? Uda! 12 czerwca 2018, 19:42

-14 dc-
Oszaleję na tym L4. Z jednej strony bardzo się z niego cieszę, na prawdę przyda mi się odpoczynek od tej głupiej roboty, ale z drugiej strony mam za dużo czasu na myślenie. Do tego mój ma 2-gie zmiany więc całymi dniami jestem sama. Moja mama jest na wakacjach więc nie mam z kim pogadać, tak szczerze o wszystkim. Poza tym pierwszego dnia mojego L4 rozpoczęli ocieplanie mojego bloku dokładnie na moich oknach. Mieszkam na 9 piętrze więc dniówkę zaczynają zawsze od mojego piętra. Codziennie o 8:00 rano wiertary walą w ścianę, zrywamy się na równe nogi, praktycznie nie jesteśmy w stanie rozmawiać. Pechowiec kur*a Brajan.
Pierwsze 3 dni przepłakałam, wreszcie już nie chce mi się płakać, ale dalej mam mętlik w głowie. Czy pchać się w inseminację, in vitro i takie bajery, czy odpuścić: nie mierzyć, nie liczyć, wrócić do ostrych treningów i imprez, olać suple.. Nie wiem.. Czekam jak na zbawienie na 18-ego. Niech ginka powie jakie są szanse. Szkoda, że widzę się z nią dopiero po weekendzie. Mam tak dość czekania! Poza tym wkurza mnie nowy kształt mojego pępka. Stary był ładniejszy. Boli mnie świadomość, że to wszystko być może w imię niczego. 10 lat straciłam na związki, które się skończyły po to, żeby teraz, kiedy jestem z moim ukochanym moje maleńkie jajniki kończyły pracę. Oczywiście i jeden i drugi zaliczyli wpadki na samym początku związków i mają dzieci. Czy ja nigdy nie będę mamą? A mój ukochany mąż, który wydaje się do tego stworzony nie będzie tatą? Serce mi się kraja. POTRZEBUJĘ PLANU. Gdyby chodziło o samo wygasanie tych cholernych jajników nie byłoby aż tak źle. Ale ponoć idą z tym w parze komórki jajowe gorszej jakości.. Za dużo czasu, za dużo internetów, za dużo myśli, za dużo kombinacji.. Kto mi odda mój optymizm?

16tc+3
41% ciąży, 165 dni do porodu!

Dawno mnie tu nie było :)

Minęły już trzy tygodnie od ostatniej wizyty, więc nie mam pojęcia co słychać u naszej Malutkiej, poza tym, że co kilka dni słucham jej serduszka detektorem <3

Wizytę mamy za tydzień we wtorek i już bardzo na nią czekam. Wciąż nie dowierzam, a przecież jeszcze trochę i minie nam połowa ciąży. Nie do wiary! Czy ten cud się dzieje naprawdę?

Napiszę więcej po wizycie we wtorek :) W tym tygodniu muszę jeszcze tylko zrobić morfologie i badanie moczu.
A co do mojego cukru, to nie jest tak źle, dajemy radę :)

PS. Na wadze od początku ciąży mamy +1,5kg, powoli ktoś tam w środku rośnie <3

anemic Wielkie chcenie ... 12 czerwca 2018, 20:49

Po spotkaniu w szkole rodzenia:
- temperarura kąpieli dziecka- woda 37 st i lejemy jej "po pierś", nie mało.
Temperatura pomieszczenia 24 st
- Buzie przemywamy na początku przegotowaną wodą, oczy też ( od zewnątrz do wewnątrz, każde oko oddzielnym wacikiem)
- wargi sromowe dziewczynek też przemywamy- w stronę odbytu. Z warg sromowych może się pojawić krew, brunatny śluz ( efekt hormonów matki)- do 2 tyg
- pępek psikamy omniseptem

- dziecko lubi być krepowane, kupić kocyk do krepowania
- wanienka najlepsza bez profilowania


Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 12 czerwca 2018, 21:15

Poryczałam się:

http://www.migawkim.com/2018/03/matki-bezdzietne-wypowiedz-ich-imie.html

Hania8 Miłość ma dziecka twarz 12 czerwca 2018, 21:45

23 dc
Przestały mnie boleć piersi. Czekam na okres :-(

7cs, 2 cykl starań po poronieniu

Dni płodne za pasem, powoli by zaczynać maraton.. jak co miesiąc ehhh.. A potem czekanie 😶 łatwo powiedzieć wyluzuj, kochajcie się po prostu w dni płodne.. bo nawet jak nie chcesz robić tego na siłę, automatycznie to masz to w głowie, że pasuje dziś i za dwa dni też, a pojutrze by poprawic... Nawet jeśli jest fajnie to nic już nie jest takie samo jak przed staraniami.
Pamiętam nasz 1cs jak mąż się cieszył, że to już, że w końcu "robimy" to wyczekane dziecko... I tak się trochę przeciągnęło...


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 października 2020, 12:44

Dobrze znów złapać wiatr w żagle ;) Za nami wyczerpująca wiosna, dużo problemów, ale tfu, tfu, chyba wreszcie coś się odwróciło i przyszło lepsze.

Dzidzia w brzuszku ma się dobrze, to już prawie, prawie półmetek. Brzuszek widać, ruchy czuję, ale bardzo, bardzo delikatnie. Tak się zabawnie złożyło, że ja płci nie znam, a mąż ma pewne info w tej sprawie ;) Nie mam żadnego przeczucia. Wczoraj do głowy przyszło mi imię Władek, Władysław. Bo dla dziewczynki mąż już dawno temu wybrał imię (Iza).

W ramach przygotowań do porodu zrobiłam pierwszy krok w stronę powrotu do regularnych ćwiczeń. Dziś może da radę zrobić krok 2, a w piątek krok 3. Czekam na piątek - wtedy wybieram się na ćwiczenia, na które chodziłam w ciąży z Witkiem.

Witek... rany, nie mogę uwierzyć jakie 'dorosłe' mam dziecko! Prawie odpieluchowany, wczoraj w żłobku podjął próbę samodzielnego założenia skarpet... Od czasu do czasu pojawiają się fazy na nowe ciekawe słówka. Faza czyli próba użycia nowego słówka gdzie się da. Mieliśmy już:
- akurat /słoń akurat będzie)
- niestety /niestety kibel nie działa/
- przecież (aktualnie) /no przecież nie lej wody po chodniku/
Jeszcze coś było, ale pamięć ulotna.

Obym nie napisała w złą godzinę, ale nie odczuwam buntu dwulatka. Owszem - Wit zwykle wie czego chce, ma swoje zdanie i nie zawsze jest to zdanie zbieżne z naszym... ale jakoś udaje się to ogarniać bez nerwów i krzyków (no... w większości przypadków). Teraz dużym ułatwieniem jest skłonność Witka do ścigania się. (Nie chcesz? Ciekawe kto pierwszy...) Moje ulubione to 'ciekawe kto pierwszy zaśnie'. No cóż - w tej kategorii czasem wygrywam ;)

Ostatni weekend panowie spędzili we 2 (a nawet we 4-5 bo jeszcze wujek M., wujek Z. i Tymek). Urzędowali na działce. A ja tymczasem do Poznania i myk, myk maszerowałam 'gdzieś w Wielkopolsce' w ramach Rajdu w Nieznane. Świetny weekend! Świetny rajd, już sobie ostrzę zęby na przyszły rok. Da się, da ;)

4.15... I co tu robić? Obudziłam się 3.40. Umyłam zęby, zrobiłam siku, przykryłam Witka (krzyknął przez sen), napisałam na bbf... Chyba jednak zdrzemnę się trochę jeszcze. A przynajmniej się postaram ;)

A! Zapomniałam, a to ważne ;) W ten weekend Wit opanował skakanie na dwóch nogach. I bardzo jest z tego powodu ukontentowany. 'Zrobiłem hop!' Oświadcza z dumą raz po raz ;)

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 13 czerwca 2018, 06:26

Wywołujemy już od wczorajszego popołudnia, ale mamy twarde tyłki i oksytocyna na nas nie zadziałała. Dziś kolejna runda.

6dc.
Oczywiście jak pobiadoliłam tu ostatnio to na drugi dzień przyszedł okres. Jednak coś było w powietrzu, zawsze przed @ jestem tak niesamowicie marudna. Okres był niebolesny, jednak byłam super słaba, jak już zaczęłam dochodzić do siebie, to w nd wieczorem w sam środek czoła ugryzła mnie pszczoła. W poniedziałek w pracy tak zaczęłam puchnąć, że wysłali mnie do szpitala, tam oczywiście dostałam opieprz, że mam czelność przychodzić skoro nie ma u mnie zagrożenia życia... Ahhaaaa. Dostałam jednak zastrzyk ze sterydem i łudzę się, że może choć ciut obniży mi to odporność. Próbowałam się doszukać kiedy ostatni raz brałam antybiotyk... I nie pamiętam. Próbowałam tej zimy też się zarazić - bezskutecznie. Wszyscy w domu byli u mnie chorzy oprócz mnie... Zbyt mocną mam odporność i jak dzidzia ma się zagnieździć?
Dziś jest środa, a ja nadal zapuchnięta, najgorzej jest pod oczami... Spojrzeć w dół się nie da, a zaczęło tak niesamowicie swędzieć...
Wczoraj pękłam i mężowi się wypłakałam. On albo udaje albo naprawdę jest tak silny. Do tego wręcz wymusił na mnie, żebym go zapisała na powtórne badania nasienia. Nie uważałam takiej potrzeby, bo skoro u mnie była po laparo aż jedna owulacja, to co on chciał zdziałać? Zwłaszcza, że uważam, że była próba zagnieżdżenia. Ale jak się upiera. Okazało się, ze w laboratorium musi oddać nasienie w toalecie... Mówi, że w sumie mu to wielkiej różnicy nie robi. Czy on serio zgrywa czy jest dzielny? Także w piątek robimy sobie wycieczkę do Łodzi.

Dziś zaczęłam nowy lek na tarczycę.

Po za tym jestem dopiero na dawce 2mg LDN, wydaje mi się, że mam problemy z tego powodu z jelitami. Męczą mnie zaparcia, a nigdy nie miałam. Wizytę mam za ponad mc i miałam dojść do 4mg, ale jak? Mi już ciężko na tych 2mg. Poczekam z tydzień, spróbuje wtedy 3mg. Muszę spróbować jakoś podkręcić swój metabolizm w tym czasie.
No tak mam co robić, więc trzeba brać się do roboty. Ldn, aromek, acard, inofem, estrofem, agolutin, progesteron dopochwowy, lek na tarczycę. Ile mój żołądek to jeszcze wytrzyma?

Aa i za tydzień monitoring... 'uwielbiam'.

Te moje wpisy będą teraz szły powoli bo mimo że "nic" nie robię i "tylko" siedzę w domu z Mayą to jednak dzień znika za dniem i na nic nie ma czasu - nawet na drzemkę.

Ale ok cofnijmy się w czasie do szpitala po porodzie.

Po tym jak Maya się urodziła i zbadał ją pediatra wróciła do mnie na pierś na kangurowanie, z sali powoli znikały wszystkie osoby obecne przy porodzie aż zostaliśmy na chwilę sami z Oskarem i Mayą. Po chwili pojawiła się polozna... Debby 😑 Sara skończyła już swoją zamianę, nastał wieczór i pojawiła się znowu Debby która poznaliśmy wieczor wcześniej.
Debby trochę poogarniała salę, przywiozła lozko na które się przesiadłam i razem z Oskarem wywieźli mnie z powrotem do naszej sali dwa piętra niżej. Co ciekawe wszystko od tego momentu pamiętam teoche jak przez mgłę. Nie pamiętam nawet czy Maya była wtedy na mnie czy ktoś ją osobno zabrał? Nie mam pojęcia.

Po powrocie do naszego pokoju pamiętam tylko, że zabierali Maye na jakieś badania i w pewnym momencie na karmienie. Z jakiegoś powodu nie dali nam mleka żebyśmy ja nakramili tylko robiła to położna gdzieś indziej. Nie ukrywam że byłam wtedy tak okrutnie wykończona ze było mi to wszystko trochę obojętne i cieszyłam się nawet że w tamtej chwili ktoś inny może się Małą porządnie zająć bo my z Oskim trochę nie byliśmy już w stanie po tym całym długim dniu.

Kiedy nam ją po karmieniu oddali dostaliśmy pierwsza informacje ze ma lekka hipoglikemie i że dali jej leki na podniesienie cukru. Skracając historię, jakiś czas później, koło 3 w nocy znowu wzięli ja na karmienie i wtedy już niestety do nas nie wróciła. Polozna nam powiedziała że poziom cukru znowu spadł i że Maya musi trafić na intensywna terapię gdzie podadzą jej kroplówkę. Kazałam wtedy Oskarowi wstać i iść z polozną zobaczyć gdzie Maya jest i co dokaldnie się dzieje.

Maya ostatecznie spędziła 27h w inkubatorze gdzie miała przed każdym karmieniem badany poziom cukru i przez długi czas była podłączona do kroplówki. Dopiero po odłączeniu jej i otrzymaniu 3 prawidłowych wyników została nam zwrócona. O 5 rano następnego dnia polozna przywiozła nam ją z powrotem do pokoju 💛

W ciągu tych 27h chodziliśmy do Mai co 3h na karmienie, ja w międzyczasie odciagalam dla niej tych kilka kropelek mleka, piersi niestety nie potrafiła łapać. Spędzaliśmy z nią za każdym razem około godzinę - półtorej. Był to dzień pełen emocji, strachu i niepewności o to kiedy sytuacja się poprawi. Najabrdziej przerażała nas wizja tego że my będziemy musieli wyjść ze szpitala, a ona będzie musiała zostać sama. Na samą myśl powrotu do domu bez niej pękało nam serce, ale na szczęście do tego nie doszło i dwa dni po powodzie wyszliśmy razem do domku 🥰

Wracając szybko do wątku Debby... Przelało mi się kiedy przychodziła do mnie po porodzie chyba co godzinę w nocy męcząc mnie ze musze oddać mocz i robiła mi wykłady jakbym była małym dzieckiem które robi jej na złość, a ja najzwyczajniej w świecie kompletnie nie chciałam sikac. Co więcej dopeiro nastonego dnia uświadomiłam sobie ze chwilę przed przyjściem Mai na świat byłam cewnikowana 😑 ja o tym zapomniałam ale ona powinna była o tym wiedzieć i dać mi święty spokój a nie zmuszsc mnie do oddania moczu gdzie pęcherz miałam pusty.
Ostatecznie gdzieś koło 4 rano udało mi się oddać mocz, poinformowałam ją o tym żeby dała mi spokój a ta idiotka wróciła jeszczcze raz tuż przed końcem swojej zmiany o 6-7 rano zapytać czy jeszcze raz sikałam 🤦‍♀️ moją miną wyraziłam swój wkur* na nią i sobie poszła.

Ogólnie podsumowując pobyt w szpitalu to warunki 10/10, obsługa miła (Debby była miła ale mi po prostu nie przypadła do gustu), jedzenie dobre, wielki plus za to że moja gin była obecną przy porodzie, Polozna Sara też super.

Za co daje ogromny minus? Za brak wsparcia w temacie karmienia piersią. Całą ciążę był wielki nacisk na to że mam karmić piersią, wszędzie w szpitalu plakaty, ulotki itd a jak przyszło co do czego to nikt sam nie zapoponowal pomocy kiedy ja ewidentnie karmić nie mogłam.
Kto wie może wynikło to trochę z tego że Maya była w NICU, niemniej jednak mam o to na prawdę duży żal do szpitala.
Może gdybym dostała lepsza pomoc w tej kwestii w szpitalu, nie miałabym teraz 3 tygodnie po porodzie nadal takich problemów z KP jakie mam, ale o tym napisze osobny wpis...

Cdn.

natalia.29 początek 13 czerwca 2018, 08:16

Ciężki dzień dzisiaj będzie. Pogoda się zmieniła, ciężko było wstać rano. Zrobiłam test i dopatrywałam się kreski, wydaje mi się że widziałam cień cienia cieni, ale mąż mówi, że nic nie ma więc pewnie widziała to moja wyobraźnia. Zawsze chciało mi się śmiać z takich babeczek, które pisały "ooo jest cień cienia", myślałam sobie: "maaasakra, jaki cień cienia, albo jest druga kreska albo jej nie ma i tyle w temacie". A teraz sama robię to samo :).
Myślę, że mogę planować już urlop na lipiec i uspokoić emocje o ciąży bo w niej nie jestem. Kobietki co polecacie na pełen relaks? Jaki kierunek? :):):) musimy się zregenerować przed największym wyzwaniem - IN VITRO !

wiosa Pragnienie drugiego dziecka 13 czerwca 2018, 08:27

7dc

Nawet nie wiem co pisać, znowu oczekiwanie na owulację , mam nadzieję że przyjdzie wcześniej niż ostatnio.
Ten 9 cykl będzie trochę taki z "napięciem" gdyż w 9 zaszlam w pierwszą ciążę. Jeśli się nie uda..pewnie znów to bardzo przeżyję..
Tymczasem znów nowa nadzieja że może wreszcie się uda i tak do zrobienia kolejnego testu.

Boże, spraw bym wreszcie ujrzała 2 kreseczki, błagam Cię, nie każ nam dłużej czekać na ten cud bo każdy kolejny cykl to udręka! :( Ty wszystko możesz, zlituj się i obdarz nas wreszcie uoragnionym potomstwem! Amen.

X sesja kursu - panel dyskusyjny

Przygotowaliśmy wszystko ładnie, ciasto, owoce, napoje, kwiaty dla gości i dla naszych pań prowadzących kurs. Obecne były nasze panie prowadzące, 3 panie pedagog, pani dyrektor OA, pani która prowadzi rodzinę zastępczą oraz małżeństwo które jest rodziną adopcyjną. Trwało wszystko 3 godziny. Trochę nam poopowiadali. Pani dyrektor o formalnościach jakie musimy spełnić. "Matka" zastępcza dużo o dzieciach, w jakim stanie do niej trafiają, jak są przygotowywane do adopcji, jak reagują na rodziców adopcyjnych. Natomiast rodzice adopcyjni o tym żebyśmy się nie bali bo to najlepsza decyzja w naszym życiu. Opowiedzieli o urokach ale też trochę o trudach adopcji. Podpowiedzieli bardzo istotne kwestie formalne. Bardzo ciekawe spotkanie. Na koniec dostaliśmy zaświadczenia o ukończeniu kursu. Jednak pani dyrektor zaznaczyła, że nie jest to kwalifikacja a jedynie poświadczenie że skończyliśmy kurs :-) Rozmowę decyzyjną mamy w przyszły wtorek. Kilka par z grupy będzie miało przed nami, mają się podzielić wrażeniami. Po wszystkim poszliśmy wszyscy na piwo i jedzenie. Było mega fajnie :-D Teraz najtrudniejszy okres przed nami oczekiwanie. Aaaaa pani dyrektor na koniec powiedziała, że większość grupy będzie rodzicami do końca roku :-D :-D :-D Bardzo to budujące. Aczkolwiek nie przywiązuję się do tej myśli bo my nadal chcemy małe dziecko więc pewnie będziemy długo czekać....

Parsleyek Waiting4 - Pamiętnik Staraczki 14 czerwca 2018, 19:18

Dziś na blogu kilka słów o... OvuFriend :) ostatnio jestem tu sporadycznie, ale zamierzam wrócić! --> Kalendarz owulacji

30 tc
29+6

Upały ustąpiły i w taką deszczową pogodę funkcjonuję o wiele lepiej. Odkąd więcej odpoczywam ogólnie czuję się trochę lepiej, ale jednocześnie znowu mnie roznosi. Nie wiem czemu, ale boję się że nie zdążę z wyprawką, spakowaniem torby do szpitala etc. Pewnie szczegóły poznam na szkole rodzenia, ale skończą ją około 34 tc. Poza tym czas strasznie szybko leci.

Mrożę obiady na zaś. Mam trochę pulpetów z indyka, sos do spaghetti, nawet porcje rosołu (jakby mnie naszło na szybką zupę, dodać jakieś warzywa i będzie). No i jedną półkę w zamrażarce zajmują truskawki :)

Rozmawiałam z gin prowadzącym i biorąc do kupy wszystkie konsultacje specjalistyczne mogę rodzić siłami natury. Jak będzie to nie wiadomo, pewnie okaże się na porodówce. W sobotę jest też dzień otwarty w szpitalu, gdzie planuję rodzić więc postaram się wybrać z małżem.

W ogóle to sprawdziłam w praktyce jak działa ustawa "za życiem". Otóż wizytę u okulisty na nfz udało mi się umówić szybciej (na drugi dzień od momentu rejestracji) niż prywatnie (około miesiąc czekania + trzeba płacić). Wizyta w ośrodku zdrowia łącznie z czasem oczekiwania zajęła mi 10 minut.

No i waga rośnie systematycznie - mam 9 kg na plusie i coraz większą piłkę na przodzie. Mąż codziennie mówi do brzuszka (najczęściej przed snem), opowiada młodej że ją kocha i ją wycałuje jak tylko ją zobaczy. A ona przybija mu "piątki" nogami i kopie po policzku :)

Dzisiaj taki pochmurny dzień, żadnego słoneczka, nic.. Odbieram dzisiaj kolejne wyniki progesteronu, ale nie łudzę się. Wiem w głębi duszy, że pewnie będzie niski ale i tak mam tą cholerną nadzieję.. Codziennie modlę się do Boga, żeby był ze mną i pomógł mi w tym, z czym sobie nie radzę. Myślę nad pracą, i tak wstaję o 7 więc może to chociaż byłoby oderwanie myśli na trochę. Wiem, że jeszcze mam sporo czasu, 20 lat mam więc czas jest. Ale gdy widzę moje koleżanki z małymi dzidziusiami które zaczynają stawiać pierwsze kroki, to mi serce pęka. Też bym chciała patrzeć jak dorasta moje dziecko i być dumna, na prawdę bym chciała... Dzisiaj przyjeżdża do mnie przyjaciółka, ma 8 miesięcznego szkraba, który już stara się raczkować i wymawia gu gaga, to mega słodkie. Widzę jak rozpiera ją duma, jak w środku jest mega szczęśliwa.. A ja póki co jestem ciocią, a chciałabym być już mamą :) Miłego dnia Kochane ! ♥

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)