Alice24 Za bardzo chcę 16 sierpnia 2018, 08:46

21 tydzień + 4 dzień

Mój stary oszalał. Odkąd dowiedział się że będzie miał córkę chodzi po sklepach i kupuje przeróżne ciuszki… Śpioszki, body, sukienki, sweterki. Jestem w szoku bo nie dość że naprawdę ładne te rzeczy i sama bym takich nie znalazła to jeszcze nakupował z głową bo mam na każdą porę roku w przypuszczalnie dobrym rozmiarze. W pierwszym momencie byłam pewna że poszedł i nabrał wszystkiego na ura bura a tu jednak wszystko ma sens. Od poniedziałku chodzi z bananem na gębie i gada że już się nie może doczekać aż małą cipeczkę będzie mył :p

Dziewczyny, jak się cieszę, że po tak długim czasie jesteście tutaj ❤️ Niedługo napiszę co u nas, a póki co totalnie nie ogarniam zmian, które tutaj zaszły i mimo zaznaczonego pozytywnego testu ciążowego na ovu, nie otwiera mi się automatycznie kalendarz ciąży? Nie ogarniam 😂

Patt1002 Czekamy na Aniołka 19 października 2020, 16:46

Mamy To! Słuchajcie! Udało sie! Dostaliśmy kwalifikację 😍

Lady_E , 16 sierpnia 2018, 09:36

15tc (14t2d)
Wiekościowo 16tc

Byliśmy we wtorek na wizycie. Oczywiście wszystko ok. Maluszek miał 8,8cm. Czyli wyprzedza już wielkość o 5 dni zględem 1 USG. Serduszko 150/min. Wszystko super :)

No i niestety nie znamy jeszcze płci. Maluch usiadł po turecku i ani wta ani w drugą :p
Lekarz mówi że według teorii NUB stawia na dziewczynkę ale żebyśmy ubranek różowych jeszcze nie kupowali :p Trochemnie zaskoczy bo wszyscy stawiaja na chlopaka :p
Następna wizyta za miesiąc. 11.09 Nie wiem jak wysiedzę do tego czasu :p Może wtedy mała wredota się pokażę:)

Oprócz tego ok.Waga mi skacze.
Startowałam z 69 u lekarza było ponad 73 Dzisiaj rano 72,5. Mówi że mniej słodyczków jeść :p
Haha ma rację troszkę sobie pofolgowałam ale już sie ogarniam :)

Nie chce być wielorybem :)

Jeśli chodzi o ruchy czuje maluszka ale jeszcze słabo. Czasem coś tam się porusza ale to jeszcze słabiutko. Czekam na kopniaki :)

10t6d
Dotarłam do magicznego statystycznego dnia pt. "Mija okres największego zagrożenia utraty ciąży". Czekałam trochę na ten dzień. Jutro zaczynamy już 12 tc :D do badań prenatalnych został równo tydzień.
Tak bardzo chciałabym pojechać dziś na basen, ale mam misje kurierzy i muszę na nich czekać do nie wiem której. Jeden przywiezie agd do kuchni, drugi glazurę. Do remontu też już został tylko tydzień i 3 dni... jestem przerażona tym co nas czeka, a równocześnie nie mogę się doczekać efektu.
Jutro rano idę do dentysty. Ponoć można stosować znieczulenie w ciąży. Oczywiście uprzedzę dentystę, że to pierwszy trymestr. Po dentyście mam plan jechać zabrać moje rzeczy z pracy. Najchętniej zrobiłabym to po badaniach prenatalnych, ale zbiegnie się to z remontem i może być słabo. Także chyba jutro zwijam manatki żeby osoba, która przyjdzie od września za mnie na zastępstwo mogła spokojnie się rozłożyć. Żal mi moim dzieci tylko... mam nadzieje, że nowy nauczyciel nie zaprzepaści tego co już potrafią.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 sierpnia 2018, 09:45

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 16 sierpnia 2018, 10:11

Na szczescie w nie-az-tak odleglej przyszlosci bedziemy kupowac wieksze lokum. Ale zaskoczylam sama siebie tym, ze nagle zaczela mi doskwierac ciasnota. Ale tez lato dalo sie bardzo we znaki tymi upalami. Jesienia, kiedy turysci juz odjada, a plaze opustoszeja znow będzie cudownie. Zapraszam do Gdanska:o)

Dzień siódmy.
Urodziny Madonny.
Myślicie, że ona też adoptowała takie duże dzieci bo jest za stara na niemowlaki?
25/26 dc - to teraz dopiero będzie oglądanie majtasów.... Zwykle o tej porze zaczynały się mikroplamienia zwiastujące tąktórejnazwyniebędęwymieniać.
Jeszcze 7 dni bez pracy! 13 dni urlopu za mną. Wyrzutów sumienia, że nie chodzę do pracy - 0. Chęć powrotu do pracy - 0.
Wczoraj był relaksik w postaci koncertu - było naprawdę fajnie!
Przeczesałam internet i każdy objaw może być objawem zarówno na @ jak i na udany transfer.
Brak objawów też.
Zaczynam myśleć, że bóle brzucha to jednak te gojące się pokłute jajniki... Ależ odkrywcze...
Ale cycki to od czasu do czasu inne. Więc (tak, zacznę zdanie od więc i co mi zrobicie) jeżeli cykl jest nieudany to stwierdzę, że jednak wymęczyły mnie te hormony. A naiwnie myślałam, że będzie tak jak za pierwszym razem! Że jestem wyjątkowa (sic!) świetnie znoszę stymulację, znieczulenie ogólne, transfer itd. Pfffffffffffffffff.................... A i jeszcze, że za każdym razem będę miała minimum 3 zarodki! Taaaaaaaaaaaaaaaaak.

Marti... Goniąc czas 16 sierpnia 2018, 11:47

czas pewnych podsumowan mnie naszedl, ale zapewne chaotycznych :D


Ola: rozwija sie niezmennie. juz dwa tygodnie temu odwrocila sie z 7 razy po rzad z brzuszka na plecki. nawet nagralam kilka filmikow. w kolejnych dniach naliczylam takich przewrotek moze z 5 w sumie. wiec ewidentnie jest to dla niej spory wysilek. zdecydowanie lubi lezec na brzuszku, podparta na lokciach i rozgladac sie dookola. kiedy jest juz lekko zmeczona glwoka troche opada, a ona dalej probuje. i efekt jest taki, ze nazywamy ja pijanym zajczkiem :D no slodko to wyglada. lezac na brzuszku spiewam jej i czasem miziam po budzi, dzieki temu nawet sie usmiecha, tylko nie przelyka wtedy sliny i trzeba lapac wszystko co leci z buzi :D boska jest. do zjedzenia. zrobiona z curky chyba.
czasem z pleckow na boczek sie odwroci, kiedy ma ochote poogladac swoje raczki, albo to co akurat sciska w piastkach.
jest bardzo bystra. wodzi wzrokiem za przemieszczajacymi sie rodzicami po pokoju. usmiecha sie czasem do naszego psa. gdy ja karmie i akurat wraca tata, to bardzo czesto odchyla glowke do tylu i probuje juz znalezc go wzorkiem. gdy sie budzi i sie nad nia nachylam ZAWSZE wita mnie usmiechem. dni sa rozne, czasem ma dni przemyslen, czasem smiechowe, a czasem zbawowe mocno. czasem jest mega powazna i jakas rozdrazniona, ale usmiech z rana dla mamy jest codziennie. dzieki temu uwielbiam nasze poranki. ona jest przeslodka :)
wydaje mi sie, ze jest calkiem niezle kumata. plakala od urodzenia moze z 10 razy w sumie, ale w tym tygodniu mialam dwie takie sytuacje, kiedy zaczela zanosic sie placzem, poleciala juz lezka, i ja zaczelam mowic do niej glsoniej "Ola, Ola juz mama daje butle",, a ona nie widzac jeszcze buteli po prostu przestala. maz byl przy tym, az sie oboje spojrzelismy na siebie. niesamowite to bylo, jakby zrozumiala. i to nie raz a dwa, w dwa rozne dni....
smieje sie duzo i czesto, juz zdarzylo sie z dzwiekiem. takie podwojne i pojedyncze "HAHA" i "HA". urocze i przeslodkie!
jest bardzo cierpliwa. ostatnio spedzila 5 h w gondoli, bo musialam wyjsc z psem, potem zakupy, potem do lekarza, po drodze lunch w naszej ulubionej knajpie (maz mial tydzien tacierzynskiego i codziennie gdzies gdzies stolowalismy sie poza domem, zeby poczuc troche "wakacji"), u lekarza wygibasy stawow, bo bylismy u ortopedy. a moje dzicko ANI RAZU nie pokazalo, ze ma dosyc. widac bylo, ze sobie wzdycha czasem, tak jakby ze zmeczenia, ze wierci sie itd, ale dala rade. bylam z niej tak dumna wieczorem, ze az sie poplakalam ze wzruszenia... mam nadzieje, ze baby blues juz dawno odszedl :D
dzis mialysmy isc na szczepienie rota, ale nie ma pielegniarki, idziemy zatem jutro.
co jeszcze u Oli. chwyta ksiazeczki z materialu i obraca w raczkach. chwyta grzechotki i naparza nimi ile wlezie. zaczyna juz kumac ze raczki sa od lapania i trzymania, ale nie umie jeszcze jednoczesnie jednego przedmiotu obiema raczkami zlapac. no chyba, ze jest to moja reka. uwielbia lezec na brzuszku i moja reka w zwisie nad nia. lapie mnie za rozne palce, gladzi itp. jest to tak mile, ze inaczej moglabym sie z nia nie bawic :D
uwielbia patrzec jak jemy. najlepiej arbuza, bo czerwony. jest wtedy ja zahipnotyzowana. to samo z patrzeniem na mnie jak myje zeby (to odkrycie z dzisiaj). robi wtedy oczy jak 5 zl :D i ma zamyslona mine. smiac mi sie z niej chce.

co do wzmozonego napiecia, umowilam na NFZ zgodnie ze skierownaiem rehabilitacje... termin za 6 miesiecy. ale bylismy z nia u ortopedy w medicoverze (w koncu uruchomili moj pakiet na dziecko z pracy) i stwierdzil, ze mamy zdrowe rozwijajace sie dziecko i on zadnego napiecia wzmozonego tu nie widzi. jak mowilam mu o odpychaniu raczkami piersi, butelki i walki ogolnej, to powiedzial, ze kazde dzicko moze tak miec, ze on nie raz walczy z dzieckiem zeby USG bioder zrobic, bo tak sie spinaja i nie ma to nic wspolnego ze schorzeniem. wg MEdicover kolejna wizyta u ortopedy na bilansie dwulatka (dwa rozne badania w jednym sie zrobi). WG NFZ (tam gdzie bioderka badalismy) za 3 miesiace. a wiec nasza decyzja jest chodzic i tu i tu niezaleznie. wole miec czesciej przebadane dziecko i chuchac na zimne. ale daje to do myslenia. publiczna sluzba zdrowia za kazda wizyte dostaje kase, zatem umawiaja wiecej wizyt, co moze nie jest konieczne, a prowadzi pozniej do zatorow kolejkowych... nadal zboczenie zawodowe podpowiada mi, ze tam nalezaloby usprawnic proce w kazdej dziezinie. no ale nie wazne. nie o tym dzis. chodzi o to, ze Ola zdrowa. za 6 miesiecy w poradni rehab sprawdza i zobacza czy sie kwalifkuje na jakiekolwiek cwiczneia, jesli nie, to znaczy ze lekarz z medicover mial racje. oby. a jak nie, to ni bede miala sobie za zle ze korzystam ze wsyztskich mozliwych opcji dla corki.

maz skonczyl tydzien tacierzynskiego. dzis pierwszy dzien do pracy, a ja wchodze na obiecana sobie ditete (z opoznieniem przez jego urlop) oraz zaczynam cwiczyc. dzis Ola obchodzi ukonczenie 12 tygodnia, zatem ja koncze pocesarkowy okres pologowy. cwiczylam juz dzis i wniosek jest jeden. masakra. miesnie wymagaja ogolnej mobilizacji. sa slabe.uwazam na miesnie brzucha, staram sie pomijac cwiczenia w desce itp. zreszta sprowowalam i na chwile obecna nie jestem w stanie sie utrzymac. powoli powoli. chce miec system cwiczenia w pon/wt i czw/pt - czyli 4 razy w tygodniu. nie wiecej.
ciekawe kiedy beda efekty.

milego dnia. ja ide zaraz z psem i gotowac brokula na obiad ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 sierpnia 2018, 11:48

PatuŚ Czekając na dwie kreski :) 16 sierpnia 2018, 19:58

Witajcie kochane :*

33 dc i nadal cisza... Już nie wiem co myśleć... kupiłem test może jutro zrobię o ile @ mnie jednak nie uprzedzi...

3...2...1...
Walka o rodzeństwo START!

Defyzja podjęta. Padło na invimed Wrocław dr Gizler.

Aktualne koszty:
Badanie msome 300 zl
Wizyta 250 zl

Nie wiem co o tym wszystkim myśleć...
Dziś chyba podjadę na tą betę i sobie daruje na tydzień wszystko... Mam gina w czwartek popołudniu, do tego czasu, o ile się nic nie będzie działo, to nic więcej wcześniej nie robię.
Szczerze? Nie wierzę, że ta ciąża jest młodsza. Chciałabym bardzo, ale obawiam się, że to niemożliwe. Wiem, kiedy była owulacja, no chyba że mój organizm robi sobie ze mnie jaja.
W niedziele mieliśmy gdzieś jechać, jakieś 200 km i nie wiem, czy mogę...

Normalnie byłby to 6t 4d...

Moje bety
164,1
215,10 po 2 dniach
1550 po tygodniu
2545 po 3 dniach
3571,9 po 2 dniach

Pęcherzyk
0,17
0,32 po 2 dniach
0,50 po 2 dniach

"Znów oczekiwania na starania ale tym razem pełne działań!"

Luty 18`
Widzę, że nie wspomniałam w ostatnim wpisie ale o poronieniu dowiedziałam się w walentynki. Mąż miał dla mnie prezent ale bał się mi go dać bo byłam w kiepskim stanie. Nie chciałam wychodzić spod koca. Ale nie dał mi taryfy ulgowej. Byliśmy umówieni z różnymi znajomymi, chciałam to wszystko odwołać ale on kazał mi iść. I dziękuję mu za to bo pewnie w domu bym całkiem się załamała.
Lekarz zlecił zrobić badania genetyczne, pakiet badań po poronieniu. Zamówiłam zestaw już w ten sam dzień wieczorem. Jak zaczęłam czytać o tych wszystkich mutacjach to się przeraziłam tymi poronieniami nawykowymi, Zespołem Downa, autyzmem. Ale modliłam się, żeby mi coś wyszło. Bo wtedy będę wiedzieć dlaczego tak się stało i się wyleczę.
Wyniki:
Mutacja: V R2 - układ heterozygotyczny, MTHFR - układ heterozygotyczny, PAI 1 4G - układ homozygotyczny.
Najpierw mi ulżyło, że znalazłam odpowiedź na moje problemy a później znów się załamałam jak zaczęłam o tym wszystkim czytać. Zadzwoniłam do lekarza, że mam już wyniki. Wizyta miała być dopiero pod koniec marca. Cały miesiąc czekania. Najgorsze było krwawienie. Pierwsze krwawienie było bardzo obfite i trwało 8 dni. później kilka dni plamień i znów okres. Pierwsze 3 cykle trwały: 12,15,24 dni... W dodatku były jeszcze plamienia między okresami.

Marzec 18`
Dziecko urodziła kuzynka mojego męża. Załamałam się. Gdyby nie to, że ciąża pozamaciczna to ja bym rodziła teraz dziecko. Musieliśmy jechać w odwiedziny. Łzy się cisnęły do oczu. Ale udawałam, że wszystko jest w porządku. Czekałam na wizytę. I w końcu się doczekałam. lekarz mnie trochę pocieszył. Że i z takimi mutacjami rodzą się zdrowe dzieci, że musimy trochę mnie podreperować i będzie dobrze. Dostałam suplementy odpowiednie do moich mutacji. (acard, folian, B6 i B12). Dostałam skierowanie do poradni genetycznej oraz skierowanie na laparoskopie i histeroskopie. Natomiast mąż dostał skierowanie na badanie nasienia. I się z tego cieszyłam, byłam nastawiona na działanie! Chciałam jak najwięcej badań, chciałam się wyleczyć i znów zacząć działać. Mąż aż tak bardzo entuzjastycznie nie był nastawiony do swoich badań. Ale zrobił oczywiście. Strasznie bał się, że może to z nim jest problem.

Kwiecień 18`
Pojechaliśmy z mężem do poradni genetycznej, to 3,5 godziny drogi od nas ale to nie był problem. Wizytę mieliśmy z bardzo fajną Panią doktor. Wytłumaczyła, że te mutacje, szczególnie na V R2 odpowiada za nad krzepliwość, dlatego zarodek nie może się zagnieździć, albo też jest wcześniej usuwany z organizmu. Dowiedziałam się że mam brać heparynę w ciąży oraz prowadzić aktywny tryb życia. Dostaliśmy też od niej skierowanie na badanie kariotypu, oraz skierowanie do poradni hematologicznej.
Ja dalej miałam dziwne te cykle ale akurat udało się tak że termin zabiegu wypadł akurat w odpowiednie dni. W ogóle nie stresowałam się zabiegiem, bardziej jego wynikiem. Stres dopiero dopadł mnie w szpitalu, jak leżałam z dziewczynami po zabiegu. Co mogę powiedzieć o zabiegu? Samo przygotowanie mnie dużo kosztowało (środki przeczyszczające). Jestem taką osobą, która nigdy nie wymiotuje i nie ma biegunek. No dobra kiedy po alkoholu wymiotowałam ale nawet tego dobrze nie pamiętam- błędy młodości. Ogólnie ja nie choruję na takie rzeczy. Więc to było ciężkie. Lekarz przed wejściem na blok operacyjny się przeżegnał mi powiedział, że wszystko będzie dobrze i mu uwierzyłam. Zabieg był pod narkozą więc potem się obudziłam już na sali z mężem u boku. Szybko doszłam do siebie. Na drugi dzień byłam w domu. W sumie w szpitalu byłam 3 dni.
Wynik: Jajowody drożne, nie ma żadnych zmian. Super!
Jedynie to musiałam w końcu się niektórym przyznać, co się ze mną dzieje. Było ciężko to wszystko wytłumaczyć. Ale ja nagle dostałam nadzieje. Skoro jajowody drożne, leki mam to jesteśmy na dobrej drodze.

Maj 18` -> 5 cs.
Na początku maja zrobiliśmy badanie kariotypu oraz poszłam na wizytę do poradni hematologicznej. Znów trafiłam na super Panią doktor. Powiedziała, że czynnik V R2 jest najmniej wpływającym na nadkrzepliwość z tej grupy czynników, MTHFR udowodniono w badaniach, że nie wpływa, tylko, że za bardzo nie wie o tym PAI 1 4G. Ale dała mi skierowanie do poradni do szpitala, że tam zrobią mi dodatkowe badania ale nie mogę być w ciąży bo wtedy te badanie nie mają sensu.
Czekaliśmy na wizytę u ginekologa i niby mieliśmy się nie starać w tym cyklu ale skoro biorę leki, skoro jajowody drożne to może byśmy spróbowali. I tak trochę staraliśmy się ale tak na spokojnie. Co ma być to będzie. Jak się uda to super. A jak nie to będę mogła jeszcze zrobić inne badania.
Pod koniec maja miała być wizyta u ginekologa. A ja oczywiście dwa dni wcześniej dostałam okres! Nie byłam załamana bo i tak robiłam wcześniej testy ciążowe, wszystkie negatywne. Ale iść na wizytę w 3 dc... Na szczęście okres był łagodny.
Dałam lekarzowi zlecenia z poradni genetycznej, oraz wyniki męża. Powiedział, że jeszcze tak dobrych wyników nie widział. I że mam bardzo zdrowego chłopa. Więc wychodzi, że tylko ze mną jest coś nie tak. Zbadał mnie. Powiedział, że wszystko jest dobrze i że idziemy na całość! :D Czy której z Wam powiedział tak kiedyś ginekolog? :) Na USG wyszło, że w tym cyklu (6cs) może być ciąża mnoga czy rozumiem ryzyko i czy się zgadzam w tym cyklu starać? Oczywiście, że tak! Miałam brać Aromka od 5-9 dc później w 11 dc przyjść na monitoring i wtedy powie kiedy wziąć ovitrelle na pęknięcie pęcherzyka. Trzeba działać póki jajowody drożne!
Wróciłam bardzo zmotywowana do domu, zakupiłam wszystkie leki. A mężowi musiałam kilka razy dziennie opowiadać jak to lekarz chwalił jego wyniki :)
Pierwszy raz od dawna czułam się pełna nadziei!


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 sierpnia 2018, 13:30

Marti... Goniąc czas 16 sierpnia 2018, 16:49

Aaaa, zapomnialam. Ola uwielbia śpiewanie, reaguje itd. Zatem od września idziemy na gordonki. Juz zapisane jesteśmy;) jestem mega ciekawa. A.poniewaz Ola na bank będzie jedynaczka, to chce żeby miala kontakt z dziećmi od najmłodszych lat. Dlatego też wybieramy żłobek, nie nianię. Bo koszt byłby zbliżony. Nie moge się doczekac jak to będzie na zajęciach. Czy ja to zainteresuje. Mysle, że tak. Ale chcialabym juz to zobaczyć.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 sierpnia 2018, 17:16

Pierniczę nic nie robię.
Czekam teraz na połówkowe do 18.09.2018
te odległości między usg są przerażające

jak tu się cieszyć ciążą skoro cały czas lęk czy wszystko ok

i kto powiedział, że ciąża to piękny stan?? Nie to, że mi to przeszkadza. Bardzo się cieszę, że w końcu się udało, ale nic pięknego w tym stanie nie widzę.

Mdłości i pawie 7 tyg 24h/dobę
cukrzyca
bolący kręgosłup
zaćmienie umysłu
zadyszka

fail038.gif

a to dopiero 17 tc

no i te sny
wczoraj śniło mi się, że dostałam mega okres/poronienie. Krwawiłam na maksa, że nawet podpaska nocna nie dawała rady. Byłam akurat u lekarza na usg czegoś innego albo kogoś innego (to jest niejasne) i zgłosiłam mu to z prośbą, żebyśmy sprawdzili co się dzieje. Czy to może jakiś krwiak, skąd ta krew itd. Czy z dzieckiem wszystko w porządku.
Gin (chyba nim był, ale dlaczego robił komuś usg kolan??) powiedział, że muszę zapisać się na usg ginekologiczne, bo on teraz ma wpisane innej części ciała.
Potem przez resztę snu chodziłam po lekarzach i prosiłam o usg, ale odmawiali, bo mieli terminy dalekie.
I obudziłam się. Kurła co za sen zryty.

IDĘ W PONIEDZIAŁEK PRYWATNIE NA USG.
yes004.gif


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 sierpnia 2018, 17:52

16dc dzień owulacji

Dziś owu na bank. Wczoraj pozytywny test, dziś druga kreska odrobinkę jasniejsza. Do tego po 11:00 poczulam pulsujacy bol jajnika... lewego znow. Który tak trwał że 30 min. W tym samym czasie pojawiło się sporo wodnistego śluzu i ogólne poczucie wilgoci To na pewno ten dzień... :)
Zawsze się zastanawiam ile czasu komórka jajowa jest zdolna do zapłodnienia od uwolnienia jej:P Statystyki statystykami ale jak jest u mnie hmmm ...

Oby się udało.



Wiadomość wyedytowana przez autora 16 sierpnia 2018, 18:23

NaszŚwiatWśródWas To dopiero początki. 16 sierpnia 2018, 20:01

Plus 9 dni.

Ze mną coraz gorzej. Ledwo się ruszam ,wszystko boli , dwa masaże szyjki nic nie pomogły, seks to samo.
Czyści mnie od jakiś 2 tygodni ale jak widać nie jest to jeszcze oczyszczanie do porodu.
Kiedy w końcu nadejdzie poród? W najgorszym przypadku w niedzielę będę jechać do szpitala na wywołanie. Jutro przyjezdza położna na kolejny masaż ( nie wiem po co skoro nic dla mnie nie dają) i wystawi skierowanie do szpitala.
Pozostało mi chyba tylko czekać
A cierpliwości coraz mniej.
Dziś przyjeżdża moja mama - chciała poznać się już z wnuczką. Chyba zabiorę ją sobie na porodówkę żeby nas wsparła :)
Mamę zawsze dobrze mieć przy sobie <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 sierpnia 2018, 20:01

anemic Wielkie chcenie ... 16 sierpnia 2018, 20:36

38+0

Wysiedziałam się dzisiaj w poczekalni jak głupia. Przychodnia ma tak absurdalne podejście do rejestracji, że głowa mała. Ja rejestruję się przez pzu, bo tam mam ubezpieczenie grupowe i mam wizytę np. 11.15 i raz przychodnia leci wg telefonicznych rejestracji i lecimy numerkami, a raz wg kolejności... i jak ktoś miał wizytę o 13, ale przyszedł sobie o 10 to jest przed moją 11.15.
Dobrze, że już nie będę tam musiała zbyt często bywać.

21.08 mam stawić się w szpitalu, cc planują na 22, ale skonsultują mnie jeszcze z psychologiem... :D
Pytam czy jak się położę 21 to nie będą mnie zmuszać do porodu sn, ale mówi, że nie.
"Skierowanie" to wypisane na karcie ciąży "proszę przyjąć do szpitala 21.08" pieczatka. Mam nadzieję, że jako z-ca ordynatora ma większe możliwości i jest to skuteczny wpis.

Dzisiaj przyszedł kocyk bambusowy i resztówa z apteki.
Kupiłam prezent dla chrześniaka, mikroskop i lunetę- ja jakoś nie lubię kupować "bezmyślnych" prezentów. Mam trochę psychozę na tym punkcie. Krzysztof ma 6 lat, i powiem nieskromnie, że dzięki mnie i moim puzzlom zna już mapę polski, Europy i części ciała (dość szczegółowe typu nerka, wątroba itd.).
Zaopatrzyłam się też w prezent dla bratowej i brata, bo już czasu nie będę miała.
Sypialnie mam wysprzątaną, została zmiana pościeli.
W poniedziałek pojedziemy po zakupy żeby D.miał na te kilka dni gdy mnie nie będzie. A dodatkową listę zakupów zrobię i zrobi ją w piątek, bo zakładam, że wyjdziemy w sobotę.

Ostatnio D. wyskoczył, że będzie z nami "ze dwa trzy dni". Więc tak się wkurzyłam, aż się popłakałam ze złości. Następny dzień minął pod znakiem "ugłaskania" i dzisiaj doszliśmy do wniosku, że będzie tak długo jak będzie potrzeba.
Wiadomo, że nie 2 tyg bo niestety nie może sobie pozwolić na to, ale będzie też moja mama więc już jakoś damy radę.
Najbardziej doprowadzają mnie do szewskiej pasji znajomi "a kiedy pępowinówka". No kurwa wróce z porodówki w sobotę, to w sumie wpadnijcie po południu z flaszką...
Hitem jest również narzeczony mojej siostry (zaręczyli się po 4 msc znajomości z czego jedo nie było przez 3 msc bo pracuje za granicą), zaprosiłam ich na obiad w niedzielę, przyszli...z 4-pakiem...Takt i kultura stają się towarem bardzo deficytowym. Toc to nie wieczorny grill, tylko obiad u ciężarnej siostry.
Chyba, że to ja jestem przerważliwiona.

Standardowo w nocy pojawiły się już koszmary i tak pewnie będzie aż do cc. Haneczka ma takie wygibasy, że zastanawiam się jak to możliwe, że skóra na brzuchu nie pęka.
Mimo, że przytyłam sporo, nie pojawił się ani jeden rozstęp co mnie nieziemsko cieszy. Już nie mogę się doczekać kiedy kupię sobie coś ładnego i będę wyglądac jak człowiek a nie "stoi na stacji lokomotywa, wielka ogromna i pot z niej spływa" :D Choć mam świadomość, że nie wskoczę od razu w 36, ale zadowolą mnie zwykłe rurki i koszula i but inny niż klapek :D
W niedzielę stopy i brwi. W poniedziałek może uda nam się wyskoczyć na ostatnią kolację jako para :)

Dzieki Dziewczyna za porady z laktatorem, rzeczywiście w razie w wezmę tego electrika.
Ogólnie jestem zadowolona z siebie, z przygotowania wyprawki. Dużo przeczy dostałam, dużo znalazłam w dobrej cenie. Niektóre rzeczy może i zbyteczne, ale po prostu chciałam, albo dokładnie takie chciałam.
Rozmyślam nad prezentami na nowieckę. Pytają znajomi co byśmy chcieli i potrzebowali. A ja w sumie nie wiem jak w takiej sytuacji się zachować czy można sobie tak życzyć i jak finansowo nie przesadzić.
Z jednej strony sama nie wiem kiedy minęły te 9 msc, ale pamiętam tez, że chwilami wlekły się niemiłosiernie.






Beta 4238

Na poniedziałek udało mi się wcisnąć do gina, nie ma co przedłużać... Wóz albo przewóz...
Nie chcę już się oszukiwać.

Cuda się zdarzają, ale chyba ja nie zasłużyłam na ten prawdziwy cud. Życie kolejny raz mnie oszukało. Świetny żart.
Ale czas się przestać śmiać.

Kat_ Moja droga do Szczęścia 17 sierpnia 2018, 23:05

Z lampką biełego wina (na odwagę!) zaczynam swoją przygodę z pisaniem.

Dziś, po przeczytaniu kilku pamiętników staraczek, które przeszły na fioletową stronę mocy i urodziły zdrowe dzidziulki, natchnęło mnie na przelanie tutaj swoich myśli, emocji i przeżyć. Poczułam, że właśnie TERAZ chcę spisać wszystko, co mnie trapi. Nazwać targające mną uczucia, wyrzucić z siebie żal... Stworzyć opowieść mojej własnej walki o szczęście. A jeśli się uda je dorwać - podzielić się z innymi swoją historią, która da nadzieję na upragnione, szczęśliwe zakończenie.

Myślę, że pamiętnik jest świetną formą ‘oczyszczenia’ duszy. Pozwala na zawsze zachować ulotne chwile oraz zacierające się wspomnienia...

Także, ekhm... Witajcie :)

W tym roku, a dokładniej w październiku, kończę 30 lat. Od 3 lat żyję w szczęśliwym związku z najcudowwniejszym facetem jakiego znam. Jedyne czego nam brakuje... Znacie odpowiedź :)


Decyzję o tym, że chcemy dzidzi, podjęliśmy w zeszłym roku po wakacjach. Moim marzeniem było urodzić przed 30tką.

Niestety plany w pierwszej kolejności pokrzyżowała moja antybiotykowa terapia na problemy skórne. Dermatolog zaleciła odczekać 3 miesiące po odstawieniu leków, zanim zaczniemy starania.

Ok. Do ogarnięcia.

Jakiś miesiąc po tej decyzji, podczas mycia się pod prysznicem, wyczułam w prawej piersi twardego guzka. Fuck. Na drugi dzień ginekolog, na następny usg. Diagnoza: gruczolakowłókniak. Niewielkie szanse na to, że nowotwór będzie złośliwy, niemniej jednak dostałam skierowanie na onkologię w celu dalszych badań i ewentualnego wycięcia. Do stycznia żyłam w strachu, jeździłam do szpitala na badania, skierowali mnie na biopsję gruboigłową, ale ostatecznie, jak już leżałam przed zabiegiem na łóżku, stwierdzili, że jednak wyślą mnie na rezonans. Wyniki ok, nie ma zmian zapalnych - coś tam jest, ale nie wymaga na ten moment żadnych zabiegów.
Ufff! Możemy działać! :)


W lutym rozpoczęliśmy starania.

Udało nam się w 2 cs!!!! Dzień przed @ (3t4d) ujrzałam dwie kreski. W tym samym dniu pobiegłam na betę. Wynik: 134,5 mlU/ml!

Radość rozsadzała mnie od środka. Nie mogłam się doczekać momentu, kiedy powiem o tym mojemu M. Jak tylko dotarłam do domu, rzuciłam mu się na szyję, łzy lały mi się po twarzy strumieniami... Ogłosiłam w końcu cudowną nowinę. Cieszył się ogromnie!

Niestety nasze szczęście nie trwało długo. W 6 tyg podczas usg dowiedziałam się, że pęcherzyk jest za mały. Że na tym etapie powinno już być widać zarodek i serduszko. Puste jajo płodowe. Moja gin kazała mi się nastawić na samoistne poronienie, gdyż w tak wczesnej ciąży organizm zazwyczaj sam się oczyszcza. To była środa. Poprosiłam od razu o zwolnienie lekarskie na 2 dni, żeby to sobie poukładać w głowie. Dwa dni przepłakałam. W piątek pojechaliśmy na weekend do rodziców M, a na następny dzień do moich dziadków na wieś, gdzie zjechała się moja najbliższa rodzinka. Powiedzieliśmy im o ciąży i o tym, że raczej na dniach się ona zakończy. Nie chciałam tego w sobie tłumić, a wiem, że na tych, którzy akurat byli obecni, mogę liczyć w każdym momencie. W niedzielę, przed powrotem do domu, na bieliźnie pojawiła się strużka krwi. W domu o dziwo nie zalała mnie krew, ale za to wyleciał ze mnie pęcherzyk (!). Na drugi dzień skrzepy, a właściwie rzeka, L4 na 2 tyg. Przez cały ten czas silnie krwawiłam, leżałam w łóżku jak trup. W międzyczasie gin przepisała cyclonamine na zatrzymanie tego wodospadu. Minęło, ale rana w sercu pozostała...

Oficjalnie, po konsultacjach z dwoma ginami, wróciliśmy do starań po pierwszym cyklu.

Jeden namawiał do odczekania 3 cykli, a moja gin do pójścia na całość po pierwszym.

Jednak dopiero w trzecim coś zaskoczyło. Czułam, że coś się święci, (chociaż w sumie w każdym cyklu doszukuję się objawów, hehe, taka już nasza natura).

Z testem postanowiłam jednak poczekać co najmniej do jednego dnia (no ok - do dwóch) przed @.

Niestety na 3 dni przed planowanym @ w nocy dopadło mnie okrutne zatrucie pokarmowe. Rzygałam niemal bez przerwy przez 4 godziny. Chciałam umrzeć z wyczerpania, łeb mi pękał, nie mogłam nawet przyjąć żadnej tabletki przeciwbólowej, żadnej smecty ani nawet łyka wody. Po tej akcji udało mi się zasnąć aż na 1,5 h. Budzę się i od razu biegunka. Później gorączka. Popołudniu lekarz, zakaz jedzenia. Na drugi dzień mogłam spróbować sucharów + gotowanych ziemniaków Strasznie chciałam żebny okazało się, że jednak nie jestemn w ciąży, bo po takim zatruciu umarłabym ze stresu, że fasolce może się coś stać.

Ale los miał dla mnie inny plan. Rano zrobiłam test. Cień cienia. Pomyślałam, że kreska byłaby na pewno mocniejsza, gdyby nie to, że jestem na maxa odwodniona i pewnie hcg w moczu niebardzo się potrafi w takim przypadku skumulować (?).

Przez kolejne 2 dni test nadal z cieniem cienia. Już czułam w kościach, że coś jest nie tak. Pojechałam na betę. Wynik 4.68 mlU/ml. Na pograniczu ciąży. @ się wtedy spóźniał 2 dni, więc niemożliwe, żeby beta miała ruszyć w górę. Zapewne już spadała w dół.

Dwa dni później lekkie różowe plamienie i niespodziewany, kurewski ból, jak przy pierwszym poronieniu. Akurat byliśmy u teściów... Łykałam paracetamol jeden za drugim i dopiero po godzinie byłam w stanie zwlec się z łóżka.

Przez kolejne dni skrzepy. Dziś już końcówka. Jutro nie powinno być fizycznie śladu po tej przygodzie.

Gin potwierdziła, że to ciąża biochemiczna. Namawia, abym wstrzymała się jeszcze z badaniami hormonalnymi i genetycznymi. Powiedziała, że wie jak to brzmi po poronieniach, kiedy ktoś mówi "dajcie sobie jeszcze jedną szansę", ale w moim przypadku były to wczesne poronienia, więc uważa, że na podstawie tych badań, które do tej pory zrobiłam, mamy duzą szansę na szczęśliwe zakończenie. Zaleciła acard + kazała jeszcze zrobić badania pod kątem hashimoto, mimo, że wcześniejsze badania tsh były w normie. Dziś otrzymałam wyniki: pod tym kątem ok.
I nie wyklucza, że to moje zatrucie pokarmowe z 4 godzinnymi torsjami mogło mieć wpływ na zakończenie ciąży. Zarodek mógł się właśnie zagnieżdżać...
Za miesiac mam powtórzyć badanie na toksoplazmozę, jak tylko organizm całkiem wróci do normy.
Ufam jej, więc mam nadzieję, że obędzie się bez dodatkowych badań. Dochodzi u nas do zapłodnienia, więc nie jest tak całkiem źle :)

Psychicznie jest zdecydowanie lepiej niż po pierwszym poronieniu. Taką ciążę biochemiczną można traktować jak silniejszy okres, więc trzeba sobie to poukładać w głowie, wziąć się w garść i wracać do życia.

Kończę właśnie drugą lampkę wina. Nie powiem, zaczyna mi już szumieć w głowie :)

Od jutra wracamy do trzeciej próby staranek.
Trzymajcie mocno kciuki!
W końcu do trzech razy sztuka? :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2018, 00:05

przedszkolanka:) Pamiętnik przedszkolanki. 16 sierpnia 2018, 23:07

Dzień 7 Nowej przygody.

Wykres szaleje. 20 dc a ja wciąż nie wiem czy owu była czy nie. Brzuch boli okresowo już.
Dzisiaj zrobiłam interwały i tyle- w niedzielę o 11 startuję w biegu o zdrowie na 10.5 km.:oo później luzuję trochę ;)

Wróciłam do szycia bez spìny i to mi póki co służy.

Jutro jadę na badania tsh,morfologia,estradiol i progesteron. Zobaczymy co tam słychać.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)