"W oczekiwaniu na efekty- teraz musi się udać!"
Czerwiec 18` -> 6cs.
Tak jak napisałam w poprzednim wpisie działamy pełną parą: 5-9dc Aromek, 11 dc monitoring, a później Ovitrelle na pęknięcie pęcherzyka lub pęcherzyków. Już zaczęłam marzyć jak to super będzie, że od razu będzie dwójka dzidziusiów
Wiadomo, że będzie ciężko ale podwójne szczęście po dwóch straconych ciążach to było by coś więcej niż spełnienie marzeń. Zgodnie z zaleceniami brałam Aromka. 10dc miałam jeszcze wizytę w poradni hematologicznej. Pani doktor spytała czy jestem w ciąży, ja że jeszcze nie. A ona, że to dobrze się składa to przeprowadzi badania ale muszę zostać 3 dni na oddziale w szpitalu. Nie bardzo chciałam ponieważ na następny dzień miałam mieć monitoring. Ale Pani doktor nalegała. Prosiła żebym przełożyła wizytę. Zgodziłam się, zostałam na oddziale. Tylko oczywiście Panie w rejestracji nie mogły przełożyć mojej wizyty "będą się starać, jak się uda to oddzwonią" - nie oddzwoniły. Jak na złość dostałam bólów jajnika i pojawił się śluz płodny. No nie możliwe, tak wcześnie? Miałam nadzieję, że zdążę wyjść ze szpitala i że zdążymy z mężem jeszcze się wyrobić przed owulacją. Mimo tego, że nie wzięłam zastrzyku miałam nadzieję, że się uda. Odliczałam dni do testowania. Oczywiście nie wytrzymałam i testowałam wcześniej niż planowałam, beta- negatywna. Dziewczyny na forum pocieszały, że może za wcześnie ale to nic nie zmieniło @ przyszła. Jak to się mówi nowy cykl nowe nadzieje...
Lipiec 18` -> 7dc.
Szczęśliwa 7? Wszystko na to wskazywało.
Napisałam do mojego ginekologa jaka sytuacja była w poprzednim cyklu i czy mam znów brać Aromka. Tak, mam brać i podał datę monitoringu. Super.
Plan wyglądał następująco:
10 dc - monitoring - zaliczone
11 dc - starania - zaliczone
12 dc - starania + Ovitrelle - zaliczone
13 dc - starania -> planowana owulacja - zaliczone
15 dc - zbadać progesteron -> wysoki 22, ponad normę, może by powiedzieć, że ciążowy, dodatkowo zbadałam homocysteinę i spada do 5! Super
Pierwszy raz w życiu dostałam mdłości! Takich prawdziwych, zwymiotowałam praktycznie tylko ślinę ale to nie był jednorazowy przypadek. Stan ten utrzymywał się 2 dni! Nawet Mąż zauważył, że coś się dzieje!
29 dc miałam iść na betę jeśli nie będzie @ i co? Nie było, ale się wstrzymałam.
30 dc @ dalej nie ma.
31 dc @ nie ma za to beta ujemna.... Co znów nie poszło?
32 dc brak @ wysiadam psychicznie.
Wszystko szło tak dobrze dlaczego znów nie wyszyło? Przecież progesteron dobry, homocysteina spadła, jajowody drożne, leki biorę, wyniki ze szpitala super. Nie mam pomysłu co jeszcze mogę zrobić. Chyba odpuścić. Tylko czy można całkiem odpuścić kiedy mimo wszystko starasz się o dziecko?
Wydaje mi się, że nie można.
Czy macie jakieś rady?
jestem dumna z mojej corki
dzis tyle zorbilam, ze szok.
od samego rana dzis bylo inaczej niz zawsze. Ola sie obudzila o 5.30 nie jak zawsze o 7, wiec odciaganie mleka przy niej, niewygodnie, bo trzeba zabawiac. potem polozylam sie obok niej. bylam jakas zmeczona i zasnelam. o dziwo, moje kochane dziecko tez odplynelo. jak wstawalismy z mezem o 8 (on do pracy), to na palcach, zeby malej nie zbudzic. pozniej przewaznie jemy sniadanie, szeykujemy sie, Ola ma mini higiene poranna, karmienie kolejne i wychodzimy z psem na ok 5 km spaceru. dzis przed spacerem stwierdzilam, ze pocwicze, bo pozniej bedzie za cieplo. potem prysznic i spacer. jestem szczesliwa, ze udalo mi sie wcisnac ta gimnastyke przed psa (choc jej smutne oczy, ze musi czekac mowily same za siebie
). potem wybralam sie z Ola do Rossmana, o ile nie lubie Pampersow Pampers, o tyle rozmiar 2 jest dla nas idealny teraz. DADA 2 jest za mala, a DADA 3 za duza. pampers jest pomiedzy. wiec chwile na tym pojedziemy. potem zakupy w biedrze szybciutkie. wrocilam to maly odpoczonyek i na 13 do laryngologa do Medicoveru po skierowanie na badanie sluchu (przez antybiotykoterapie w szpitalu mamy zolty certyfikat sluchu i badnaie do powtorzenia profilaktycznie). dostalam skierowanie na NFZ w zwyklej przychodni, ale czas oczekiwania do ok marca 2019..... a pakiet w MEdicover juz aktywny. wiec dzis wizyta, a badanie sluchu...uwaga .... jutro.... no jets roznica w miesiacach na czas oczekiwnaia... NFZ to jest padaka. serdecznie wspolczuje jesli ktos nie ma mozliwosci czasem prywatnie zorbic badania.
po medicoverze poszlysmy do apteki zamowic szczepionke 6w1. druga dawka 29 sierpnia. weszlam jeszcze do PEPCO pierwszy raz w zyciu! kurde, jaki to fajny sklep z mega tanimi rzeczami. kupilam kosz metalowy z materialowym woreczkiem na brudne pranie Oli do skladowania (piore ja osobno, do tej pory zbieralam brudy w reklamowce, bo nie mialam jak kupic kosza), szkatulke drewniana dla Oli (zaczelam sprzedawac jej ciuszki i chce te pieniazki uzbierac na jakas konkretna sume), 3 pary majtasow dla siebie i butelke na oliwe iii zaplacilam 26 zeta. no kurde. prawie jak darmo 
po powrocie znowu wyprowadzic psa i jak wrocilysmy po wszytskim to byla jakas 14.
tak wic moje dziecko od 9 do 14 w wozku. bez zadnego grymasu. tylko 3 razy zmiana pieluchy i czasem postoj na piciu z butli (jeju jak ja sie ciesze, ze nie jest na piersi, nie zalatwilabym tego co bym chciala na bank).
a teraz biore sie za pranie. przez poranna gimnastyke mam takiego powera, ze az bym cos przemeblowala 
7 DC
Hej
po @ już nie ma śladu
jeszcze dwa okresy i zaczynamy starania. Waga lekko w dół, -0,5 kg. zawsze to coś.
Bartuś ładnie je łyżeczką, dostaje codziennie marchewkę gotowaną, dziś dodałam mu troszkę ziemniaka no i daję mu ok 40-50 gr tartego jabłuszka. po za tym je 4 i 1/2 porcji mm. Od jutra chyba zwiększę mu porcję zupki do 120 gr i już nie będę podawać mu pół porcji mleka. Owoców więcej nie wprowadzam, jabłuszko daję żeby kupka szła, po niedzieli zrobię mu krem z brokułów, a do zupki dodam por, pietruszkę. Podoba mi się to jak on ładnie je, a ja jestem podekscytowana że mogę dawać maleństwu własne przygotowane posiłki, to taka frajda 
Dziękuję kochane za życzenia
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 sierpnia 2018, 16:34
Torbiel na szczęście znikła 
Obeszło się bez tabletek
Ja nie lubię ich łykać, ale jak trzeba to trzeba 
Od tego feralnego czwartku... spała bym i spała 
Głowa do poduchy i odlocik w inny świat haha aż dziwne u mnie xD
zawsze spałam po 4-7h...
8-9h to wgl szał straszny u mnie xD
Czekamy dalej na resztę badań 
Dziewczyny... Pomóżcie! Jak przenieść tyle wpisów z tego calego Kidzfriend tutaj. Kiedyś samo mnie tam przenioslo.
Chcialabym wszystkie wpusy tutaj. Powiedzcie, ze da radę to zrobić. 
[41 dni pozostało...]
PIĄTEK
dzis 12dc, od rana mnie pobolewa okolica lewego jajnika. Z czego na wieczór to już tak dość mocno. Czyżby owulacja?
aczkolwiek test owu dzisiaj znowu ujemny... może za późno zaczęłam testować? Już sama nie wiem.
Było serduszko. Na początku sie opierałam ale mąż mnie skusił... <wstydzioch> przypomniało mi się że przecież lubię seks... Zawsze lubiłam
i czemu to sie miałoby zmienić? Te starania to złoooooo...!
Nadszedł ten moment, że przejść na fiolet. Po wczorajszych rewelacjach z brązową wydzieliną, postanowiłam, że nie będę czekać na klinikę i poleciałam do pierwszego lepszego gina w luxmedzie. Chciałam tylko, żeby zrobił usg. No i zrobił. Widziałam na ekranie mały migający punkcik
. To chyba serduszko, prawda? Lekarz mówił tylko o pulsującym pęcherzyku, że coś tu pika. Ach Ci czarujący lekarze z luxmedu. Ale nie narzekam, mógł być gorszy, w sumie się przyłożył. Wydzieliny nie było dużo. Nie ma jej na wkładce, ani podczas aplikowania luteiny palcem. Gin z kliniki kazał odstawić acard.
Trochę się uspokoiłam, ale później w pracy zaczął boleć mnie krzyż, coś jak na @, więc znowu strach. Może to z przemęczenia, bo noc oczywiście miałam kiepską. Ja nie wiem, czy kiedykolwiek zaznam spokoju. Składam wszystkie objawy do kupy i nie podoba mi się to, co sobie myślę. Czasami naprawdę trudno jest mi myśleć pozytywnie. Powiedziałam sobie, że pomimo czasami ogarniającej mnie beznadziei będę walczyć o tę ciążę jak lwica. Wizyta w klinice w czwartek.
Oj coś dawno mnie tu nie było.
Dziś według usg 35+6, jest już magiczny 9 miesiąc i coraz bliżej do rozwiązania.
Dziś pracuję jak głupia, przenoszę w końcu wszystkie ciuchy Mileny do jej pokoju, w komodzie poukładałam ciuchy Ani. Teraz porządkuje inne rzeczy dziewczyn, niedługo chcemy rozłożyć też łóżeczko żeby Milena się przyzwyczaiła że to lada moment.
We wtorek byłam na wizycie, Ania ma 2300-2400. Przepływy ok, wszystko dobrze. Tylko ułożenie poprzeczne ;P cwaniara się obróciła choć dziś wydawało mi się że już czuję czkawkę normalnie na dole. Oby, bo cesarka średnio mi się widzi.
U nas dużo się wydarzyło od ostatniego wpisu, Milena ładnie już odpieluchowana, cyca już nie używa. Ani zamienić na żadnego kuzyna ani kuzynkę nie chce. Rozczulające jest to, jak mówi że ona chce swoją Anię.
Niedługo będzie spora rewolucja w naszym życiu.
Znowu serce mam jedno... To by było na tyle
Wyniki badań kariotypów odebrane. Kariotyp męski i żeński prawidłowy.
Z jednej strony ulżyło mi, ale z drugiej strony jednak zawiodłam się. To jest straszne, ale myślałam że może coś wyjdzie w tych kariotypach, może jakaś zmiana, mutacja, która tłumaczyła by to wszystko co się działo, to PJP, te comiesięczne niepowodzenia...
Nie chcę o tym myśleć, jest lepiej tak jak teraz. Jesteśmy we dwoje, mamy swoje piętro w domu i zagospodarowane wszystkie pomieszczenia. Mąż jest zajęty komputerem, a ja szydełkiem i sutaszem. Kochamy się kiedy chcemy, nie analizujemy, nie celujemy w moment.
Tak jest dobrze...
Po wizycie... I nadal nic nie wiem na 100%. Pęcherzyk urósł, ma 85 mm. Nadal nic nie widać, ale lekarz nie wyklucza normalnej ciąży. Tylko jeśli jest to nic się nie rozwija prawidłowo... Więc prawdopodobnie nic z tego...
Mam 3 wyjścia, poczekać i przyjść jeszcze raz za kilka dni, iść do szpitala do którego chodzę, gdzie już byłam i znam - ale tam w razie co tylko operacyjnie mnie 'wyleczą'... Albo na Polną i wtedy tabletkami... Mam skierowanie i teraz nie wiem, iść czy nie iść, gdzie iść, kiedy iść...
Mam zadzwonić, gdy już coś się rozwiąże, bo lekarz sam jest ciekawy........
Najbardziej chcę by się to już wyjaśniło...
12dc ale co to za różnica?
Zawiesilismy starania, na razie moja głowa odpoczywa. I dobrze mi z tym. 
Termometr wylądował w kącie, seks nie jest mechaniczny nie myślę o dziecku bo wiem że na razie go nie będzie. Na wakacjach totalnie odpoczelismy. Z jednej strony tylko tydzień a z drugiej tesknilismy za naszym psiakiem. Kupiliśmy jej misia w Grecji żeby ją trochę udobruchac i się udało. Cieszyła się na nasz widok i od razu złapała misia w pyszczek i nie chciała puścić. 
Same wakacje były super! Chociaż na początku trochę nas zatkało. Nie mamy zbytnio porównania bo to nasze drugie zagraniczne wakacje ale różnica kolosalna. W Hiszpanii było tak pięknie, może też euforia po ślubie nam się udzieliła ale hotel był cudny. Sama Catalonia też robiła efekt WOW! A Grecja zde zdowanie nas zaskoczyła. Oboje stwierdziliśmy że jest tu bieda. Dużo budynków zapuszczonych, ruiny (i nie mówię o zabytkach), widok z balkonu hotelowego na coś co chyba było domem a bardziej przypominało mi ogródek działkowy z wanną po środku. Pokój który miał być superior był w o wiele gorszym stanie niż standard w Hiszpanii czy Polsce. Na łóżku zawiodłam się najbardziej bo były to po prostu dwa zsuniete że sobą. Materac też nie dał odpocząć moim plecom i szczerze to rozkładana sofa w naszym mieszkaniu jest wygodniejsza.
Na plus zdecydowanie jedzenie, codziennie coś innego, w Hiszpanii co drugi dzień to samo i to bez szału.
Plaza w Hiszpanii też piękna i morze też robiło robotę. W Grecji za duży wiatr więc na plaży w celach wypoczynkowych byliśmy tylko dwa razy. Dobrze ze zabraliśmy buty do pływania bo byśmy chyba stopy tam zostawili. 
W ogólnym rozrachunku Grecja wychodzi na plus, ale prędko tam nie wrócimy. Jest tyle pięknych miejsc do zobaczenia. 
Mam nadzieję że za rok urlop będziemy już planować w trójkę

Dzień 8 Nowej przygody
Po badaniach załamka- estradiol 60,progestero 0.2! Morfologia dziwna
poczytałam;ogarnelam i na morfologie stawiam że wpływ miał..bieg dzien przed.
Progesteron wskazuje na faze 1 ,estradiol jak zwykle na nic ale śłuzem mnie zalało w niedziele i pojawiła sie ciut szansa choć wątpie. Czekam na @ i lecę na wyniki i do gina.
Po maratonie-super! 8 w grupie wiekowej kobiet, 117 ogólnie(jakieś 350 facetów zostawiłam w tyle
) . Jestem zadowolona i pozytywnie nakręcona ;p
Jak wróciłam to właśnie zalał mnie płodny sluz :o temperatura skacze więc stawiam na bezowulacyjny mimo to.
Plan jest póki co,zobaczymy co powie lekarz.
4dc
Nie pije kawy już od 4 dni i szczerze nie brakuje mi jej na razie. Zobaczymy na jak długo.
Czekanie już odpada, mam dość.
7 tydz, a nic nie widać,jakiś pęcherzyk w którym nic nie ma, bety rosną mizernie. Już powinno być serduszko, a tam nie ma pewno żadnego dziecka...
(Czy o ciąży z pustym jajem plodowym myśli się jak o dziecku??)
Na skierowaniu mam wpisane podejrzenie ciąży pozamacicznej. Nie chcę, by mi się coś stało. Chcę żyć, chcę spróbować jeszcze raz... Chcę mieć szansę, a nie karmić się nadzieją aż dojdzie do tragedii...
Jakby co, będą mnie obserwować, nie jest powiedziane, że od razu zabieg. Ale nie dam się kroić. Jutro rano jadę na Polną.
Wizja niemoznosci przespania ani jedej nocy przez CO NAJMNIEJ najblizsze pol roku-przerazajaca... A i tak nie jest zle. Karmie Emila ok 23, potem ok 1, potem ok 4... No i witamy kolejny dzien... Nie wiem, jak zyja dziewczyny przystawiajace do piersi 10 razy w ciagu nocy... Rano ratuje mnie kawa...
Wczoraj postanowilam wziac sie za siebie. Przede wszystkim zadbac troche o wygląd, nawet jesli wychodze tylko na spacer po dzielnicy. Ciuchow mam jak na lekarstwo, ale znalazlam jedna fajna dluga spodnice. Do tego sandalki zamiast havaianasow (ktore przeciez najlatwiej wsunac na nogi...), jakies ladne kolczyki. Na glowe najchetniej kapelusz słomkowy (bo jednak słońce ostro daje) i moj must have czyli okulary przeciwsłoneczne. Jak jest chwila to kropla koloru na usta. Dodam, ze wlosy pod kapeluszem to dramat hihi. Poza wygladem chce zadbac o głowę-slucham obcojęzycznego radia podczas spacerow...
Zmuszam synka do lezenia na brzuchu-nie lubi tego, ale podnoszenie glowki idzie mu coraz lepiej. Jestem dumna!
11+3
jutro wizyta, na popołudnie, ale ustawię się w kolejce jak tylko otworzą się drzwi. Wystartowałam już wczoraj, ale niestety nie przyjmował. Trochę się niecierpliwię, martwię. Nasłuchałam i naczytałam się historii o zaniku akcji serduszka, utracie ciązy w 12 tygodniu i później, biorę luteinę i boję się, że nie jest dobrze,a tylko ona wstrzymuje krwawienie. Z drugiej strony mam i dobre myśli: wszystkie znajome chcą by dziecko było podobne do nich, nie do męża/partnera. A moje moze być, moze mieć jego oczy, włosy, byle nie nos u dziewczynki- bo jak tak to operacja plastyczna. Wymioty okazały się jednodniowe... nie wiem co o tym myśleć. Jem normalnie. Może mniej mnie ciągnie do miesa, ale to nie jest reguła. Boję się cokolwiek zrobić w domu i w ogrodzie. Z badaniami genetycznymi kazał jeszcze poczekać, bo juz bym dziś u niego była prywatnie. Po wizycie jak bedzie dobrze zmienię witaminy - nie wiem czy ten falvit to faktycznie dobry. Wezmę jakiś polecany przez PTGinekologiczne: na karcie ciązy mam ulotkę: Doppelhertz Aktiv Mama.
21 dzień Nowenny za zdrowie mojego M.
Auto M. w naprawie - hamulce, a ja myśle czy do mojej cytrynki wejdzie jakiś wózek.
„Żadna prawda nie może uleczyć smutku po stracie ukochanej osoby. Nie może go uleczyć żadna prawda, żadna uczciwość, żadna siła, żadna dobroć. Przeżywszy ten smutek w pełni, możemy się jedynie czegoś z niego nauczyć, lecz to, czego się nauczymy, wcale nam się nie przyda, kiedy nadejdzie następny, niemożliwy do przewidzenia smutek.”
Haruki Murakami - Norwegian Wood
Wczoraj dopadł mnie kryzys.
W końcu pozwoliłam sobie na łzy po zakończonej ciąży biochemicznej, mimo, że od tego czasu minęło jakieś 1,5 tygodnia.
Cały czas byłam twarda, wypierałam z głowy myśl o kolejnym niepowodzeniu.
Wmówiłam sobie, że nie ma się czym przejmować, bo cykl się nawet tak bardzo nie rozjechał, jak za pierwszym razem.
Wieczorem było przytulanie z M. Było cudownie, ale jak już byliśmy po, to mój mózg postanowił sobie nagle przypomnieć o dwóch poronieniach.
Poczułam się okropnie. Że coś ze mną jest nie tak...
Że mój organizm mnie oszukuje. Że bawi się ze mną, wodzi za nos, daje nadzieję, a potem z nienacka kopie mnie z buta w twarz.
Jestem zmęczona.
Ten cykl odpuszczam psychicznie. Do tej pory i tak nie udawało nam się zaskoczyć w 1 cs, więc nie ma się co łudzić.
A już najgorsze jest moje wewnętrzne przeświadczenie, że czeka nas jeszcze długa droga i że na dwóch stratach się nie skończy.
Odechciewa mi się tej walki. Mimo, że na codzień przybieram postawę wojowniczki, staram się być optymistką i wierzę, że kiedyś się w końcu doczekam dzieciątka, to dziś robię sobie przerwę w chceniu.
M. pocieszał, przytulał i milczeliśmy przez długą chwilę.
Tak bardzo chciałabym przestać myśleć. Przestać się bać.
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 sierpnia 2018, 12:18
Niestety. Deprecha dalej jest. Uderza falami. Wczoraj było super. Dziś dolina. Ryczę tak, że zaraz sąsiedzi po policje będą dzwonić… Czy coś się stało? Nie. Poza tym, że słabo spałam w nocy, ale to nic nowego. Kawa postawiła mnie na nogi w sumie. Ale zaplanowałam, że do 11 będziemy się ‘bawić’ w domu, a potem pójdziemy na spacer i po drobne zakupy. Ale nic z tego, bo dzieciak odkąd wstał (wcześniej niż zwykle, o godz 6, a ja wstałam razem z nim, nie mogłam ‘doleżeć’ w łózku do 8…) to co chwila podsypiał podczas karmienia i w rezultacie wyszliśmy z domu wcześniej, bo co tu robić, i on dalej śpi. Leży w wózku i nawet nie chce mi się go przewijać. Syzyfowa praca. Zajebiście. Własne dziecko wkurwia mnie tym, że śpi… Dalej uważacie, że jestem dobrą matką?
Poza tym mąż uparł się, żeby ZNÓW iść do pediatry z tym trądzikiem. Mówiłam, żebyśmy poczekali, ale on się uparł. I wyszłam na taką, co ‘olewa’ dolegliwość własnego dziecka. Więc jeszcze przychodnię dziś zaliczymy. Oczywiście wszyscy razem, bo mąż mi chyba nie ufa, żebym sama cokolwiek z dzieckiem załatwiła. Nic mi się nie chce. Jak widzę siwe włosy w lustrze to ryczę jeszcze bardziej. Wyglądam jak gówno. Postanowiłam odstawić słodycze, ale mam ochotę kupić 3 czekolady i zjeść na raz. I napić się wódki. Nie chcę już karmić. Cycki bolą i jest się uwiązanym. Kto do kurwy nędzy powiedział, że to jest piękne? Co za beznadziejna nagonka na to karmienie? Myślę, że byłabym szczęśliwsza na butelce. Psychiatra 05.09. Mam nadzieję, że przepisze mi leki i cycki i tak pójdą w odstawkę. Wstydliwy wpis… Ale i tak go opublikuję… Zazdroszczę tym z Was, które piszą, że są szczęśliwe, że dzieci są cudowne, że chcą mieć ich więcej. Zazdroszczę tym, które smażą powidła i jeżdżą na wycieczki. Nie wiem jak to robicie. Mam wrażenie, że ja już nigdy nigdzie nie pójdę, nie pojadę, nic nie ugotuję, nigdy się nie wyśpię. Jestem egoistką? Tak, jestem. I po raz kolejny myślę o cofnięciu czasu. A syn w wózku słodko śpi. Cudownie, kurwa. Cudownie…
Przysięgam, ze poważnie boje sie, ze jestem zagrożeniem dla siebie i dziecka w takich momentach.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.