Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 1 września 2018, 02:02

Dop zauwazylam, ze obcielo mi punkt 6 ee wpisie powyzej. Chodzilo o unikanie wielogodzinnego wertowania bbf hehe. I punkt nr 7 sie nasunal...

7) Muzyka! jak jest zle, zwierz marudzi a mi sil brak to puszczam fajna muzyke ns spotify i tancze z nim, spiewam razem z edem sheeranem albo queenem... Zwierz się udookaja, bo kolysanie etc a mi glowa tez odparowuje. Myzyka łagodzi obyczaje.

Anovi Szewc bez butów chodzi 16 września 2019, 23:27

Nadal w 2 paku... byłam 1 dobę w szpitalu w czwartek - podejrzenie, że młody coś niezbyt rośnie, jest dośc mały,ok 2600g. Przepływy w normie, wszystko niby w normie. Jutro idę na ktg i przepływy. Przebąkiwano o ew wywoływaniu porodu w przyszłym tygodniu jak nadal przyrost będzie lichy i niepewny...zobaczymy. Wierci się właśnie strasznie, tak bym chciała, zeby poród zaczął się samoistnie, w domu. Wychodź juz synuś! nie obrazę sie jeśli dziś! ( i wish....)

Decyzja zapadła, w poniedziałek rano jadę do szpitala, własnie się umówiłam na planowane przyjęcie.
Beta spadła, z 6700 na 6192. Nie wiem ile miał pęcherzyk, lekarz powiedział tylko, że wygląda jakby się coś z nim działo, jakby się odklejała kosmówka (?), zero zarodka, zero ciałka żółtego, nie ma nic. A prawie 9 tydzień...
Miałam propozycję by poczekać, albo - jeśli mam już dość (no ba!) to skierowanie do szpitala. Wiadomo, co wybrałam...
Pani w rejestracji powiedziała, że prawdopodobnie na drugi dzień wyjdę do domu. Super.
Rozumiem, że dadzą mi tam na jakiś czas L4? Chyba, że będę musiała znowu kombinować. Nie chcę jeszcze wracać do pracy...

No to pochodziłam sobie w ciąży przez wakacje... Choć przez chwilę było pięknie i przez pierwsze dni czułam, co to bezgraniczne szczęście. Zostawię sobie test na pamiątkę, pierwszy pozytywny w życiu. Niech zaklina przyszłość...
Cóż, pewno następny wpis dopiero po różowej stronie... Ale liczę, że jeszcze w tym roku tu wrócę... <3
Dziękuję dziewczyny, że byłyście ze mną w tym trudnym czasie.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 31 sierpnia 2018, 14:17

Może się komuś przyda:

Moje rady-jak przetrwać na macierzyńskim (przynajmniej na początku).

Od razu dodam, że najgorszą radą EVER jest: śpij kiedy dziecko śpi… A wsadźcie sobie tę poradę w d***. Dla mnie to niewykonalne. I tyle. Po pierwsze: nigdy nie wiadomo jak długo dziecko będzie spało. A ja nie jestem w stanie zrelaksować się i zasnąć mając świadomość, że być może za 30 sekund będzie koniec drzemki… Poza tym ZAWSZE jest coś do zrobienia: umyć garnek, obciąć paznokcie u nóg, złożyć pranie. Każda z tych czynności to raptem 2 minuty, ale już kilka takich ‘drobiazgów’ powoduje, że drzemka się kończy i znów trzeba tego dziecia ogarniać… Ale do rzeczy:

1)Pij dużo wody – pomaga na nerwy, na gubienie kilogramów, poczujesz się jakoś bardziej ‘zadbana’
2)Pij dużo kawy – aby utrzymać się na nogach
3)Idź do ludzi/gadaj z ludźmi! Ja z natury jestem odludkiem, całą ciążę siedziałam we własnym sosie i było mi z tym dobrze, a teraz mi się odmieniło. Odnawiam staaare znajomości, umawiam się na kawki (patrz: punkt 2) i to trzyma mnie przy życiu. I nie opowiadam ludziom o dziecku! Wręcz przeciwnie! Wypytuję o ich życie, ich plany i przygody. Żyję tak troszkę życiem innych, skoro moje jest tak ograniczone póki co. Serio, dobrze mi to robi. Zapominam wtedy o zmęczeniu i odpoczywam od dziecka, mimo że właśnie trzymam je na rękach i kołyszę. Ale nie skupiam na nim uwagi. No i słuchawki bezprzewodowe moim najlepszy przyjacielem. Do słuchania radia, Spotify’a i telekonferencji z kim-tylko-się-da podczas spacerów!
4)Codziennie znajdź sobie jakiś cel. Np. odebranie paczki z apteki to już cel! Pójście do LIDLa po sezamki (bo akurat jest tydzień grecki) to już cel! Obranie i ugotowanie ziemniaków to już cel! Drobne zakupy w osiedlowym sklepiku (pieczywo i borówki) to już cel! Nie mówiąc o dużych celach, np. ogarnięcie przychodni. Potem ma się miłe poczucie, że tego dnia coś się zrobiło, załatwiło.
5)Rozwijaj się! Ja słucham sobie obcojęzycznego radia, kiedy tylko mogę. Zawsze coś tam w głowie zostanie, zawsze osłucham się troszkę z językiem. Chociażby 15 min dziennie. Malutkie kroczki. A przy karmieniu czytam książki na czytniku. I jeszcze coś kulturalnego: czasem wieczorem (jak Zwierz już śpi po kąpieli) obejrzę serial z mężem (nic, że oglądamy jeden odcinek na 3 raty, bo po 20 minutach odpadam), żeby być na bieżąco z netflixowymi nowinkami... Codziennie staram się też obejrzeć jakiś serwis info (nieważne czy TeleExpres czy Fakty, po prostu chcę wiedzieć, że gdzieś było trzęsienie ziemi etc, żeby nie być totalnym ignorantem)
6)Ogranicz neta. Bezsensowne guglanie wszystkiego, czytanie wszystkich pamięt

Póki co tyle… Zwierz śpi, a ja postanowiłam dodać ten wpis, bo lepsze to niż gapienie się w ścianę :o) na więcej mnie dziś nie stać!

"Wynik"

Po pierwsze dziękuję Wam wszystkie Kochane, że trzymałyście kciuki! Wasze wsparcie wiele dla mnie znaczy na prawdę.
Moje szaleństwo właśnie się kończy.
Wynik bety: 4. Znajduję się w przedziale: "kobiety nie będące w ciąży <5"
Pozostaje się jakoś z tym pogodzić. Wiem co to oznacza. :(
Po prostu muszę sobie to poukładać w głowie.
Jeszcze raz Wam dziękuję za wszystkie miłe słowa.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 sierpnia 2018, 15:03

Zlamalam sie :( zjadlam loda :(

Magic Niemożliwe 31 sierpnia 2018, 15:37

koniec wakacji :) Oliś miał pójść do żłobka z dofinandowaniem,ale pp wczorajszym dniu jak go odprowadziłam wiedziałam, że go tam nie puszcze. Cała otoczka nie wzbudzała mojego entuzjazmu, a jak zobaczyłam od środka jak to wygląda tylko nir utwierdziło w przekonaniu,ze to jie jest miejsce dla mojegi synka. Panie-całkowicie wyłączone, jakby były tam przez przypadek, adapracja nowego dziecka nie wyglada tak jak u nas. Bardzo słaby kontakt na linii cicoia-dziecko,a jedna dodatkowo ukrainka mowiąca do dzieci"kto idziemy umywać zęby?" .... no ręce opadają. A ti dopiero początek. 1 dzień byl ok, dałam szansę .Oliś był otwarty, chodził i rzadko na mbie patrzył. Ale drugi dzień już spędził na moich kolanach, a panie nie raczyły niczym go zainteresować. A 3 dzień był juz strzałem w kolano,po którym wróciłam do domu i cała godzinę wyłam robiąc obiad....jak najszybciej chciałam go zabrać do domu i nigdy więcej tam nie prowadzić. Poszłam z nim, bie powiem chodził chętnie,ale wolał iść na plac zabaw a nie do sali po czym weszłam z nim na górę do sali otwieram drzwi a tam... kilkoro dzieci płacze-i nie były to Dzieci orsechidzace adaptację- a Panie nawet sie z nim nie przywitały,żadna nie podeszła,nie zagadała, nie zabawiła....no kurwa NIC,ZERO,NUL...a ja stałam z dzieckiem które ktos powinien ode mnie zabrać a ja powinam sie ulotnić. A zostałam zmuszona by wjeść i zachęcać dziecko swoje by sie ode mnie odkleiło. fatalnie :( i wracając już do domu szłam i beczałam. Dlatego moja decyzja zostaje nie zmienna. Idzie do nowego żłobka. Lilka bardzo fajnie bawiła sie w przedszkolu także chociaż o nią jestem spokojna :) moja duża dziewczynka...od poniedziałku idzie i przed drzemką ją odbieram bo nie chce zostać na leżakowaniu. Zobaczymy może we wtorek zostanie :) tymczasem robię ostatnie zakupy do przedszkola :) także w poniedziałek mamy dwie adaptacje-Licli i Olisia :) i chyba puszczę tan Nelcia :) bo podoba mi sie ten żłobek. Ja ide z Olisiem na 9.15 a Lilka na 8 :) i znowu trzeba sobie wszystko organizować ;)
Z trójką dzieci jest....intensywnie. Nie mam czasu aby zadbać o siebie, ale jeszcze trochę i bedzid ok :) aby Kornelcio zajął się sobą to bede mogła się zająć troche swoim wyglądem :)
wrzesień to mamy cały wypisany w wizytach lekarza. Ja jeszcze muszę ogarnąć endo bo mi się leki konczą :)

II prenatalne (20+4)

Dzidziuś ułożony poprzecznie, nie chcial się dać pooglądać..Ale Pan dr posprawdzał co sie dało i tak..główka ok, serduszko ok, kończyny ok...itp generalnie powiedział ze wszystko jest ok i młody ładnie rośnie :) ma 339g :). Niestety nie chciał pokazać płci...i na wynikach mam napisane podejrzenie płci męskiej hehe także mamy kinder niespodziankę :)

aaa..i dr powiedział ze ciąża jest o 4 dni młodsza wg usg..5.09. wizyta u mojego gina to zobaczymy co mi powie...

Anuśla Musisz dać życiu szansę 31 sierpnia 2018, 16:55

Wczoraj przyszła @. Druga w tym miesiącu, leje się jak z kranu, wtf? Chyba wakacje mi rozregulowały cykl, bo w 23 już dostałam francowatą ciotkę. Oczywiście imaginowałam sobie mimo woli, że może zajdę w tym cyklu wakacyjnym, bez spiny i monitoringów. Nie udało się, ha, więć nie wierzę w te wyluzowane wakacyjne ciąże. Mówcie co chcecie, już się tyle luzowałam i nic z tego. Ale nie jest mi przykro, bo przed nami IUI już we wrześniu. Szkoda tylko, że dopiero wczoraj się dowiedziałam, że mąż też ma przed IUI zrobić badania wirusologiczne. My jak dzieci we mgle, bo doktorek w poprzedniej klinice żadnych badań nie wymagał, powiedział, że badania się robi przed in vitro, nie przed IUI. Ech dorwałabym go w swoje ręce, ale już nie chcę go nawet oglądać. Tyle dobrze, że każda wizyta u nowego lekarza przywraca mi wiarę. Wczoraj jednak dr nazwał naszą niepłodność idiopatyczną. Pierwszy raz usłyszałam to słowo w nawiązaniu do naszego przypadku, walczyłam przez 1,5 roku, żeby znaleźć problem i go nadal nie ma. Przeżyję i to, no bo co mam innego zrobić?

PannaNikt! Mój miesiąc starań 1 września 2018, 09:38

60 dzień cyklu. Okresu nadal brak, piersi wrażliwe. Temperatura delikatnie spadła z 57,08 na 57,01. Wczoraj serduszkowaliśmy z mężem. Może zbliża się @


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 września 2018, 09:39

Słoneczko12 Trzeba walczyć do skutku! 5 września 2018, 15:30

Dziś mam jakiś podły nastrój. Jest mi strasznie smutno i nie radzę sobie z emocjami. Chyba muszę z kimś w końcu o tym porozmawiać, poza moim P. Ale z kim?! Może to wyda się dziwne, ale nie mam i nigdy nie miałam przyjaciółki, z mamą i siostrą nie mam dobrego kontaktu. Została mi jedynie babcia, ale jakoś nie chcę jej obtaczać swoimi problemami (babcia choruje na raka). Zastanawiam się czy nie porozmawiać o tym z teściową, ona jest nam bardzo pomocna. Ale sama już nie wiem...

Od kilku dni boli mnie głowa, mam dosyć.

Marti... Goniąc czas 31 sierpnia 2018, 19:00

Wczorajszy dzień to hardcore. Mala nie plakala, ale poszla spac o 23. Normalnie spi juz mocno o 20. Prpblem w tym że ja chora. Nie mogłam nawet wysmarkac sie przy niej, bo ja wybudzalo. Wyjsc tez Nie, bo potrzebowała mamy. Więc siedziałam z chusteczki wkrecona w dziurki nosa..... masakra. Na noc wypiłem dwa kubki grzanego wina z przyprawami i pomarańcza. Plus 3 ząbki czosnku rozsmarowane na jednej kanapce. A ponieważ nie mam smaku, to nawet nie czułam ostrości. I wiecie co. Dzis jest o niebo lepiej. Tzn ja się lepiej czuje.

Ola dzis caly dzien nie spala jak na złość. Mialam ja kapac, bo jutro wizyta w mieście rodzinnym.wiecie. pokazowa. Zatem trzeba zaserwisowac dziecko. A co dziecko zrobiło. O 17 dzis poszla spać!!!! I spi nadal!!! Wlasnie wypiłaś butelke na spiocha. Juz wiem, że nie wstanie. Kiedys taki numer juz odwalila. Spala do rana.zobaczymy teraz. Tylko co ja zrobię z jej tłustymi od smarowania olejkiem arganowym.wlosami. Nie chce jej myć rano, zeby się nie przeziebila eehhhhhhh. No pech:) zamiast się cieszyc, że dziecko spi. No trudno. Idę grzać wino i obierać czosnek. Powtórka kuracji.

przedszkolanka:) Pamiętnik przedszkolanki. 31 sierpnia 2018, 19:10

Dzień 10.

Po badaniach uf. Wyniki w 35dc (6dpo):
Prolaktyna 5.65
Progesteron 11.1
Estradiol 158 .
Owu była. Temperatura szaleje (kupiłam nowy termometr ),bóle w podbrzuszu dziwne i to przy dźwiganiu..mokro na dole i tyle z objawów. Czekamy :)

Podstawowe badania z krwi wyszły ok. Dziś miałam prześwietlenie miednicy, stóp i dłoni. Przyszedł jeden z leków biologicznych il2+il10+tgf b+acide retinoque. Może jutro uda się przyjąć pierwszą dawkę. Szpital utrudnia mierzenie temp. Odpuściłam.

8 DC

Naprawdę kocham jogę i Gosię Mostowską za to, że stworzyła tyle cudownych filmików i udostępnia je za darmo na youtube :) Polecam wszystkim na odstresowanie i wzmocnienie ciała. A mi dzisiaj humor dopisuje, bo zaczęłam weekend i zostały tylko dwa zastrzyki z Gonalu :) Yuhhuuuuu !!!! Próbuję sobie co dzień powtarzać, że każdy dzień przybliża mnie do posiadania potomstwa :) Więc wieczorem tryskam humorem, bo w końcu jeden dzień mniej do zostania mamą :) hahaha ! Czy to już się kwalifikuję pod psychoterapię ? ;)

sosenka80 Czekając na... ten dzień... 31 sierpnia 2018, 23:05

To ostatni moment, żeby coś sklecić. Od poniedziałku do pracy, a więc i z czasem będzie ciężko. Tylko czy dam radę coś napisać, tyle miesięcy przerwy.
Moje pisanie skończyłam w dniu 2 ur moich bąbelków, czyli od grudnia ileś miesięcy już minęło... Nie mniej jednak zaglądałam na ovu, bbf, zdecydowanie rzadziej na ten beznadziejny kf.

Nadszedł styczeń, zaczęły się ferie zimowe, a dzieci poszły do żłobka. Początki były ciężkie, nie potrafiły się tak szybko zaadaptować jak inne dzieci, mała radziła sobie lepiej, Szymon buczał po kątach. Dałam im miesiąc czasu na zaklimatzowanie. Wyłam i ja ale bylam twarda. Udało się, po 8 mcach śmiało mogę powiedzieć to była mądra decyzja. Dziś dzieciaki ze żłobka nie chcą wychodzić, na pewno posuneły się w rozwoju, idą swoim tempem bo od rówieśników chyba jeszcze odstają. A ja wyleczylam się już z tych chorych ambicji, to chyba przez zawód jaki wykonuję. Dziś wiem, że nie to jest najważniejsze, a zdrowie i szczęśliwe dzieci. W lutym byliśmy na diagnozie Si. W maju badanie w Poradni Psych. - Ped., zalecenie neurolog.
Pierwsze choroby chyba też zaczeły się w lutym. Zaliczyłam nawet szpital, zapalenie krtani u Szymka, pierwszy raz się spotkałam z taką infekcją, dziś wiem jak już sobie z tym radzić. Od maja dzieciaki nie chorują. Ostatnia infekcja u Gosi, bardzo boląca, zapalenie jamy ustnej. Ale jak to bywa, wszystko do przejścia. :) Dziś już przy infekcjach tak nie panikuję jak na początku.
Wracając do żłobka, panie zaangażowane w pracę, razem z dzieciakami wykonują dużo prac, wychodzą b.często na świeże piwietrze, wymyślają różne zabawy, a maluchom w to graj. Słuchają piosenek, tańczą przy muzyce, oglądają książki, przychodzi do nich pani z biblioteki. Także super. Do tego żadnych problemów z jedzeniem, Szymek dziś przeszedl sam siebie i zjadl 3 porcje makaronu z truskawkami. Dzieciaki uwielbiają owoce. W domu też nie muszę wymyślać cudów bo jedzą praktycznie wszystko.
Także żłobek na wielki plus. Cały rok będą tam jeszcze chodzić. Na siłę ich nie pcham do przedszkola.

Praca, nie bardzo lubię o niej mówić. Musiałam iść na kolejny kierunek studiów podyplomowych. Życie. Etat goły na ten rok szk. Pewnie marna pensja, plus wychowawstwo. Ale trzeba się cieszyć, że praca jest. Z wiekiem, stażem pracy człowiek się wypala w tym zawodzie, a jak się widzi do tego niesprawiedliwość to tymbardziej.

Dom. Relacje z mężem różne, czasem lepsze, czasem gorsze. Wkurza mnie to, że przyjeżdża po pracy i wielce zmęczony. Z dzieciakami jak ja to mowię bawi się zdalnie czyli z łóżka albo przyjmuje iście pozycję horyzontalną. Oczywiście chodzi z małym na Orlik, chodzi na spacery. I jego ulubione zajęcie koszenie i podlewanie trawy. :) Może to ja za dużo od niego wymagam... Nie wiem. Ogólnie wszystko zależy od dnia, tragedii nie ma ale szału też nie. :)
W wakacje poczynilam też remonty, oczywiście mój mąż był przeciwny, nie nawidzi zmian. Z jednego pokoju na dole zrobiłam maluchom taką a'la bawialnie. Ale stoją też łóżeczka. Wcześniej facet wymalował pokój, są też nowe meble. Zrobiło się bardzo przytulnie, jak nie ten pokój.

I kilka słów na koniec o samych dzieciach, chociaż piwinno to być na początku ale jakoś tak wyszło. :)

Małgosia - odważna, spryciula, szybka, opanowała wszelkie jeździki, rower biegowy, hulajnogę, trampolinę, wspina się po wysokościach. Szarpidrut taki :) Wszędzie jej pełno. Niestety, wszelkie układanki, coś nad czym trzeba pomyśleć ma gdzieś. Mowa hmmm... Kiepska. Rozumie wszystko. Ogólnie grzeczna, choć ostatnio zaczęła mi uciekać. :)

Szymon - leń mi rośnie, on aż tak dużo ruchu nie lubi. Ma swoje ulubione zajęcia, puzzle, książki, układanki, czasem jakieś zabawki. Lubi coś prowadzać np wózek, rower. Uwielbia bawić się bramką na dworze, otwierać, zamykać, przeprowadzać jakieś swoje pojazdy. Rower biegowy nie, hulajnoga nie, zjeżdżalnia tak, trampolina czasem, piaskownica czasem, bujaczki tak. Mowa lepsza zdecydowanie niż u siostry.
Różnią się od siebie bardzo. Czasem się capną o coś ale potrafią się do siebie przytulić i dać buziaka.
Szymek zdecydowanie bardziej przytulaśny, całuśny, Gosia nie. Są inni.
Codziennie im powtarzam, jak bardzo je kocham, jak jestem z nich dumna i jak są dzielni.

Szkoda tylko, że ten czas tak ucieka. Za szybko.
Małgosia waży 15kg, Szymon 16. Obydwoje zaczynają nosić ubrania w rozm 98. Buty 24 i 25.

Co więcej... A ja? Szczęśliwa, zadowolona ale często zmęczona. Nie narzekam bo tego nie lubię. Nie mniej jednak ciąża, matkowanie dało mi w kość, a i wiek robi swoje. :)

Wakacje... Tydz nad morzem w pięknej słonecznej wręcz upalnej pogodzie.

Może uda mi się teraz częściej coś napisać.

Dziewczyny, te które mnie pamiętają, pozdrawiam Was bardzo gorąco. Bardzo się cieszę z ciąży Zabayonka, pamiętam Twój pierwszy komentarz jeszcze na różu ;) i z drugiej ciąży Zelmy. Trzymajcie się dziewczyny!




Wiadomość wyedytowana przez autora 31 sierpnia 2018, 23:14

5tc wiek zarodka 2 tyg tak mówi belly:)termin porodu wg terminu owulacji na 9 maja :)

Dzwoniłam na Medicover w spr wyników. Powiedzieli, że mają ogólnopolską awarię:/ i nie wiedzą kiedy wyniki się pojawia... wrr jeszcze za nie zapłaciłam jak za zboże bo endokrynolog nie zlecila mi ich drugi raz pomimo, że do niej pisałam. Pewnie nie odczytała. Ten medicover wcale nie jest taki super. I nie wiem kiedy zobaczę te wyniki,Pewnie dopiero jutro bo w weekend nie mają lekarzy, czytałam że zanim wyniki będą widoczne dla pacjentów najpierw jakiś lekarz musi je klepnać, żeby się pojawiły. Niestety nie dają dostępu bezpośrednio do laboratorium Synevo:/
Zrobiłam badania w medicoverze bo tylko tam mogłam je zrobić w sobotę.

Już wiem jakie są moje objawy ciążowe... otóż mam nietolerancje na słodkie, zauważyłam to właśnie od zeszłego tygodnia. Nie smakują mi serki homogenizowane bo nagle mam wrażenie, że czuje w nich szklankę cukru, ani jogurty owocowe. Nie smakuje mi nawet cappuccino bo wszędzie czuje cukier. Natomiast dzień przed tym jak zrobiłam test chciałam się napić Desperadosa, którego jak otwieralam to od razu mnie odrzucili zapachem a jak spróbowałam to wylałam do zlewu bo był jakiś cierpki i wogole mi nie wchodził. Tak samo lampka wina tydzień temu. Nie kojarzylam tego z ciąża wtedy, raczej z przypadkiem. Sama nie wiem co mnie skusilo, żeby zrobić ten test rano. Ale zadziwiający był brak objawów pmsu typu spadki nastroju, nerwowość i wyjątkowo łagodny ból piersi. Teraz je już czuje i są nie do dotkniecia. Bez stanika muszę podtrzymywać piersi wstajac bo mam wrażenie że mam tam jakieś dwa ciężary, które podskakuja boleśnie z każdym ruchem:P A mam małe cycuchy od zawsze, ledwo ledwo B. Jeszcze zanim mi się przytylo to ledwo A :D a teraz rosną :D

Już się nie schizuje co do plamien, bo teraz nie ma nic. Bólów żadnych nie ma. Chyba jest ok:)


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 września 2018, 10:44

Mąż mnie zaskakuje. Zawsze wiedziałam, że to dobry chłopak ale tutaj - chylę czoła. Ma pozytywne podejście i mówi, że nie można się załamywać. Dziś rano powiedział, że już myślał o życiorysie do OA. Czyli jest zdecydowany, zależy mu. No i to, że bez słów pewne rzeczy ustaliliśmy wspólnie co powiemy pewnych kwestiach. Trochę mnie stresuje, że trzeba będzie się tak uzewnętrzniać przed psychologami odnośnie naszej relacji. Dopiero co ustaliłam ze swoją psycholog, że w mojej rodzinie raczej nie rozmawiało się o uczuciach. Ja wiem, że mam z tym problem. I jak psycholodzy w OA stwierdzą, że ja jednak się nie nadaję?? Na początku naszego związku było mi smutno, że mąż nie jest z tych, którzy padają ze łzami w oczach na kolana z okrzykiem kocham! kocham na zabój! Nawet miałam wątpliwości czy on mnie kocha. Nasze zaręczyny też nie były super romantyczne a nawet się pokłóciliśmy więc hmm... Ale na ślubie nie widziałam bardziej zadowolonej osoby niż mój mąż, on był autentycznie zadowolony. I jesteśmy trzy lata po ślubie i czuję, że mamy aktualną, prawdziwą więź. Nasze problemy nas na pewno zbliżyły. Teraz mąż potrafi sam z siebie powiedzieć - tak Cię kocham żebym Cię zgniótł z miłości! Natomiast obawiam się grzebania przez psychologów w naszej relacji bo miałam w przeszłości pewne wątpliwości i wolałabym tego nie ruszać. Zresztą mam wrażenie, że psycholog odwróci na drugą stronę każdą wypowiedź. Co nie powiesz to Ci odpowiedzą, że właśnie jest odwrotnie.
Urlop się zaczął. Ostatni raz takie luzy miałam w latach 2007-2014 r. dużo wolnego i mało pracy. To były czasy....

Swędzenie nie przechodzi ale jest do zniesienia. Czuje się tak jakby mnie pogryzły komary. Dzisiaj ręce odpoczywają za to kolana i kostki całe czerwone. Muszę siedzieć bez spodni bo ubranie strasznie drażni. Tak wiec Chujowo ale stabilnie :-)

Za tydzień mam zorganizować panieński a wcale nie mam do tego głowy ani chęci. Zreszta jak dalej będę się tak czuć to nie na szans na wyjście z domu a co dopiero balety na dyskotekach. No ale przecież nikt nie zrozumie. Panna młoda nie wybaczy :-/ macie jakieś pomysły?

Ciąża rozpoczęta 2 sierpnia 2018

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)