1. Chciałabym/chciałbym po prostu, żeby moje dziecko było ze mną… Żebym mogła/mógł wziąć je w ramiona, pogłaskać po głowie i wychować na dobrego człowieka.
2. Nie bój się wspominać o moim dziecku i wymawiać jego imienia. Nie udawaj, że nie istniało – dla mnie ciągle jest częścią życia i będzie nią już zawsze.
3. Nie traktuj mnie z litością, a ze zrozumieniem. Nie współczuj, tylko staraj się zrozumieć. Wiem, że to trudne, ale spróbuj, proszę.
4. Po prostu bądź przy mnie. Możemy razem milczeć lub rozmawiać. Wspólne spędzanie czasu jest dla mnie bardzo ważne.
5. Nie unikaj mnie i mojego bólu, nie uciekaj ode mnie. Potrzebuję teraz bliskich mi osób.
6. Jeśli jednak chcę być sama/sam, uszanuj to. Czasami po prostu mam takie dni, kiedy muszę pobyć tylko ze swoimi myślami.
7. Nie zaprzeczaj, że miałam/miałem dziecko. Nawet jeśli uważasz inaczej, dla mnie to najukochańsze maleństwo, do którego zdążyłam/zdążyłem się przywiązać.
8. Pozwól mi podzielić się smutkiem, nie bój się, kiedy płaczę. Nie hamuj moich łez – są mi potrzebne, żeby poczuć się lepiej.
9. Chciałabym/chciałbym uczcić czasami pamięć mojego dziecka. Możemy pojechać razem na cmentarz i zapalić znicz lub obejrzeć zdjęcie z USG czy kartę ciąży.
10. Pamiętaj, że muszę przeżyć żałobę i że jest to bardzo ważne. Czas jej trwania oraz przebieg są bardzo indywidualne. Nie będę nagle szczęśliwa/szczęśliwy po upływie 6 miesięcy od odejścia dziecka. Może stanie się to wcześniej, a może później.
11. Jeśli chcesz, możesz pomóc mi w codziennych czynnościach: coś ze mną ugotować, iść na zakupy czy posprzątać. Niestety wszystko jest dla mnie trudne – ciągle myślę o moim dziecku i mam problem, żeby się skupić.
12. Jeśli myślisz o mnie i moim dziecku, nie bój się tego powiedzieć. Będzie mi miło, kiedy zadzwonisz, napiszesz maila czy mnie odwiedzisz.
13. Nie mów, że „tak miało być” czy że „Bóg tak chciał”. Wciąż nie mogę zrozumieć, dlaczego mnie to spotkało i chcę po prostu uspokoić swoje emocje.
14. Nie wspominaj o tym, że będę mieć kiedyś dzieci. Być może. Ale teraz, w tej konkretnej chwili, myślę tylko o dziecku, które odeszło. I chcę godnie je pożegnać i opłakać.
15. Chciałabym/chciałbym wiedzieć, co u Ciebie słychać. Ale nie gniewaj się, kiedy dużo mówię o moim dziecku.
Miało być dobrze...
Zeszły tydzień spędziłam na oddziale reumatologii gdzie miałam badania kontrolne i ... przenoszę zainteresowania z reumatologii na hematologie 
Mam podejrzenie chłoniaka, więc zamiast inseminacji będzie chemioterapia...??? 
Pierwsza wizyta w poradnik hematologii 2 października więc do tego czasu będę żyć jako tako, a dalej zobaczymy...
29tc (28+1)
Ukryłam wykres na tablicy, bo skończył mi się abonament i w sumie nic nie mogę na nim zaznaczyć. Jeszcze jako "wieloletnia" staraczka dostałam "prezent"- abonament za 1zł/mc. Zapłaciłam za kilka miesięcy i koniec. Za 30 zł miesięcznie wolę kupić coś dziecku 
Ze spraw ciążowych do porodu zostało mi mniej niż 3 miesiące. Mniej niż 3 miesiące do spotkania z miłością mojego życia ❤ ogromnie się cieszę i tak samo ogromnie się boję, ale wiem, że damy radę!
wyprawka już praktycznie skompletowana, w weekend malujemy łóżeczko, i powoli urządzamy kącik dla maluszka. Jutro jedziemy oglądać wózki, ja jednak zafiksowałam się na Mutsy i2 i nie wiem, czy w ogóle dam sobie przemówić do rozsądku, bo jednak to spory wydatek. Oprócz Mutsy wytypowałam 5 innych modeli, zobaczymy co spodoba mi się na żywo
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 września 2018, 15:17
Witamy w 18 tc i 5 miesiącu 
Zrobiłam dzisiaj badania. Morfologie i mocz. Czekam na wyniki...
Samopoczucie super. Jak bym nie była w ciąży 
Malutek niestety od paru dni mało się rusza. Prawie wcale co mnie oczywiście martwi. No ale ja juz będę się martwic o to małe cudo do końca życia
Czas się przyzwyczaić.
Do wizyty równo tydzień. Czas fajnie leci. Chociaż w domu nudy...
Przytyłam już prawie 6 kg
Zobaczymy jak będzie dalej.
Aaa i moja siostra która ma termin 2 tyg p mnie będzie miała córeczkę
Bardzo chcieli córę i będą mieli jeśli nic się nie zmieni 
Wróciłam od lekarza, profesora, tytułów przed nazwiskiem tyle, że myślałam że idę do endo-boga. A tym czasem kolejne 200 zł w plecy. A teraz po kolei...
Profesor endokrynolog-seksuolog zapomniał po co przyszłam i rozmawiał ze mną o orgazmach, antykoncepcji i pigułkach do 72h. Później wyraził swoje zdanie na temat naprotechnologii gdzie wcale nie przyszłam z tym tematem, nie interesowało go też, że nie byłam tym zainteresowana bo mam takie samo zdanie jak on, czyli, że to strata czasu i pieniędzy. Kompletnie nie dał mi dojść do słowa. W końcu wstał, pomacał po szyi i uznał, że nadczynność. No super, próbowałam mu to powiedzieć już od 5 min. Stwierdził, że to wymacał, to nic, że moja tarczyca wcale nie jest powiększona. Powiedział tylko że mam się zabezpieczać najlepiej antykami bo on nie wierzy w prezerwatywy. No i dopóki mam tarczyce to nie będę mogła mieć dzieci. Dlatego tak ważne jest teraz moje zabezpieczanie bo mądra kobieta 21 wieku ma dziecko wtedy kiedy chce, czyt. kiedy odstawi antykoncepcję. No super... ja światowo i świadomie brałam antyki przez 12 lat po czym odstawiłam i ciąży jak nie było tak nie ma. Na koniec powiedział 1 zdanie które wydawało mi się mądre, że powinnam brać jeszcze 1 lek bo ten jeden to za mało. I on nie wie czy endokrynolodzy tego nie wiedzą czy są niedouczeni ale powinnam go brać. Myślę No! Może teraz coś ruszy bo tsh dziś 0,02
No i wykupiłam receptę, a to lek na serce kurwa a nie na tarczyce! Wielkimi literami napisane na ulotce że nie mogą go brać ludzie z niskim ciśnieniem a ja mam 70/50. No i zajebiście!! Próbował mnie naciągnąć jeszcze na kupno swojej książki o orgazmach kobiety. Powiedział, że da mi autograf na następnej wizycie. Nie dał mi dojść do słowa jak chciałam zdać jakiekolwiek pytanie więc nie odpowiedział na żadne. Nie spojrzał na moje wcześniejsze wyniki. Nie zrobił ani nie spojrzał na usg. Tyle. Kasa wyrzucona w błoto. Za to dowiedziałam się że kobiety ucho jest najbardziej erogenne, a nie łechtaczka i że mąż nie powinien mi pchać łap jeśli najpierw nie poszeptał do uszka!! Lekarz nie zapomniał dodać, że kipi od mnie seksem i że mam coś w oczach... taką informację, że nie zdradzam męża. A ja do niego: każdy ma jakieś wady. Po czym opowiedział mi jeszcze 3 zboczone ale denne kawały i kazał przyjść na miesiąc. Gadał że przez parę dni mam pobrać leki (metizol) 4 razy dziennie po 5mg, później 3 razy dziennie a później 2 i się zobaczymy ale co ile i dni, jak i kiedy nie wiem. Zresztą wydaje mi się, że te na serc tez kazał brać 3x a na recepcie napisał 2 i chuj nic nie wiem. Brać nie brać?? Co do uczulenia to mnie zbył, powiedział, że metizol też może mnie uczulić. Dodał, że mam badać leukocyty. Chyba do gościa nie wrócę. Wydaje mi się, że endokrynologia mu się znudziła, przestawił się na seksuologię i o tamtym zapomniał. Powiedział, że dalej będziemy rozmawiać na następnej wizycie czym dał mi do zrozumienia, że już powinnam wyjść, Nic z tej wizyty nie wyniosłam oprócz tego, że powinnam brać tabletki antykoncepcyjne. No zajebiście. Jestem zła. Może i chłop ma wiedzę ale kompletnie nie wie jak ją przekazać. Nie wiem co z tymi lekami na serce ale w piątek mam kardiolog i chyba to skonsultuję z nią... Gdyby do gościa poszedł ktoś o słabszych nerwach czy mniej otwarty to chyba wziąłby go za mega zboka. A ja?? No niby jest ok ale wrażenie podobne, nie da się ukryć, że cała wizyta była wręcz bardzo w niesmacznym tonie.
Oj Ewa, Ewa kiedy do Ciebie w końcu uśmiechnie się los??
8 tygodni i 6 dzień 
Waga: 5320g
Wzrost: ok 56cm-62cm
Wczoraj zmarła babcia mojego Męża, 97 lat - sędziwy wiek. Jeszcze 3 tygodnie temu była na chodzie, co prawda ciężko już było się z nią dogadać, ale pewne informacje jeszcze do niej docierały. Pewnego dnia zaczęła bardzo ciężko oddychać i każdy dotyk sprawiał jej ból bo krzyczała w niebogłosy. Odeszła w szpitalu, była już nieświadoma tego co się dzieje. Cieszę się, że zdążyła poznać Jasia, to jej pierwszy prawnuk. Teściowie są w trakcie załatwiania formalności.
Nie wiem tylko czy uda mi się pójść na pogrzeb, jeżeli Jaś będzie spał to mogę wybrać się z wózkiem do Kościoła. Jeżeli nie, to pojadę na cmentarz po południu.
Generalnie sporo się działo przez te prawie 4 tygodnie.
4.10 mieliśmy mieć szczepienie, ale pediatra nie pozwoliła, bo stwierdziła, że Jaś ma zbyt duże napięcie mięśniowe i trzeba to skontrolować (zaczął nam się przekręcać z brzucha na plecy i często ma zaciśnięte piąstki). Także w piątek mamy wizytę u neurologa dziecięcego i usg główki.
W środę jedziemy na usg bioderek, które mam nadzieję wyjdzie dobrze (Mały tak macha nogami, że nie dopuszczam myśli że będzie inaczej), 24.10 jedziemy na wizytę do chirurga żeby omówić usg.
Ogólnie Jaś bardzo rozwinął się przez ten miesiąc
. Dużo się uśmiecha, na razie do mnie i do Męża, do Dziadków jakoś nie chce
. Robi to często, np gdy się budzi i widzi nasze twarze nad łóżeczkiem albo jak Mąż wraca z pracy
no i oczywiście jak się z nim wygłupiamy
tutaj Mąż wiedzie prym
.
Mały lubi też z nami "rozmawiać", oglądać czarno-białe obrazki i co mnie najbardziej cieszy - przytulać się
. Cieszy się też jak mu śpiewam, ale najczęściej przy tym zasypia (może dlatego żebym już skończyła to wycie
).
Ma już stałe pory aktywności, jedzenia i drzemek. Nauczyłam się rozpoznawać rodzaje płaczu (inaczej płacze na jedzenie, a inaczej na spanie i ból istnienia). W nocy budzi się dwa razy: w okolicach 2 i 5 rano.
Nadal karmię go piersią, na pokarm nie narzekam, mam go tyle, że przed karmieniem muszę odciągnąć trochę laktatorem, inaczej Jaś się krztusi bo za dużo i za szybko leci.
Jesteśmy teraz na etapie, że niektóre ubranka w rozmiarze 56 są za małe, ale 62 są jeszcze za duże
. Także muszę dopasowywać garderobę i sprawdzać co mu zakładam
.
Co do mnie:
Obecnie ważę 51,7kg. Czuję się troszkę zmęczona, ale staram się na maxa wykorzystywać czas jak Jaś śpi: sprzątam, gotuję, piorę, szydełkuję, czytam.
Tydzień temu byłam na kontroli u lekarza, w pierwszym terminie nie udało mi się pójść bo Jaś bardzo płakał i nie mogłam wyjść. Do sedna: ogólnie wszystko jest w najlepszym porządku, rana pięknie się zagoiła, w środku też jest już wszystko dobrze, mięśnie trzymają się mocno, szyjka oki. Wstępnie mamy odczekać rok i możemy starać się o drugie Maleństwo.
Za dwa tygodnie mam kolejną wizytę, będziemy robić cytologię i mam do tego czasu zastanowić się nad formą antykoncepcji na ten rok. Mam do wyboru 3 opcje:
- gumki - znienawidzone przez Mojego Męża
- jednoskładnikowe tabletki antykoncepcyjne - którym znów ja nie ufam do końca, bo jak przez przypadek wezmę ją o innej porze to może nie zadziałać
- zastrzyk antykoncepcyjny - po którym płodność może wrócić dopiero po 10 miesiącach od odstawienia
No i co mam wybrać? Chyba stanie jednak na tabletkach, muszę zaufać swojej organizacji i mieć nadzieję, że będą działać
.
Robiłam kontrolną betę przed pójściem na leczenie zęba. Przy okazji zrobiłam TSH. Ciąży nie było, ale tak przeczuwałam. Natomiast TSH wyszło wyższe niż przed włączeniem Euthyroxu... Organizm świruje. A ja się łudziłam, że skoro niedawno wszystko udało się unormować, to tak zostanie na jakiś czas. Ciekawe ile cykli straciliśmy przez mój brak czujności... Dawka już zwiększona, szczęście w nieszczęściu, że ten cykl mam stracony, bo mąż jest poza miastem akurat w moje dni płodne, nie będzie mi aż tak szkoda. Euthyrox będzie miał szansę się rozbujać i TSH obniżyć do następnego cyklu. Miejmy nadzieję, że ponowna kontrola niebawem wyjdzie pomyślnie...
Mam problem z kręgosłupem. Fizjoterapeuta poradził pójście do kręgarza.
Jest podejrzenie odnowienia się torbieli pilonidalnej, którą usuwałam z zapasem dobrych kilka lat temu.
To jakiś żart?
Kurtyna.
Odwiedziła nas moja siostra z niespełna 2-latkiem. Byliśmy nad rzeką. Chciałabym Wam pokazać ten obrazek, który tak uporczywie powraca przed moje oczy. Mój mąż klęczący przed dzieckiem. Maluch miał tak maleńką dłoń, że trzyma A. tylko za palec wskazujący, ale ma taką siłę, która zniewala nawet mojego zwykle niewzruszonego mężczyznę. Widziałam, że A. byłby w stanie zrobić dla tego chłopca więcej, niż się oczekuje od zwykłego wujka. Widziałam bezgraniczne zaufanie i niewymuszoną troskę. Tęsknotę. Niesamowite. Bezcenne.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 września 2018, 22:57
Prawie pół roku po ostatnim wpisie...
I zaglądam tu znowu...
I mimo,że minęło sporo czasu,ja wciąż Cię pragnę...
Nadal jesteś ...i pozostaniesz w moich marzeniach i sercu...
Nie potrafię tego wytłumaczyć...ale w moim przypadku to się nie zmienia...
Tysiące razy próbowałam to sobie poukładać,wyrzucić z głowy...
Wiem,że mam dużo,że czas kiedy byłam w ciąży z dziećmi,które mam,był cudownym czasem.
Wiem,wiem,przerabiałam to miliony razy...
Zrozumiałam,jak wiele szczęścia miałam i mam ,mając takie wspaniałe dzieci,doceniam to i szanuję.
Ale ...czasami kiedy popatrzę na bluzy wiszące w holu na wieszaku,pomyślę,dlaczego nie ma tutaj takiej ...Twojej ,malutkiej???
Kiedy popatrzę na buty...nie wiem,dlaczego nie ma Takich ,malutkich???
Dlaczego nie budzisz nas w nocy?Dlaczego nie czuję Twojego malutkiego ciałka i zapachu ?
Dlaczego nie słyszę Twojego głosu,śmiechu...
Jestem matką wariatką,desperatką...
W końcu kiedyś przyjdzie czas zrozumienia,że pragnienie to jedno,a natura to drugie,to coś,czego się nie przechytrzy,nie przeskoczy...i ma to jakiś sens i cel...ale na razie trudno mi to ogarnąć...
Tego nie powiem żadnej koleżance,nikomu nie przyznam się,że tak na dobre nie zapomniałam,że nie przestałam pragnąć,marzyć...choć wiem,że nic z tego nie wyjdzie,że ten czas minął,że to marzenie się nie spełni...napiszę tylko tutaj w pamiętniku,tylko tutaj przyznam przed samą sobą,że nadal pragnę...Ok już biorę się w garść...już rozumiem,doceniam,wiem...to tylko takie chwilowe ...było,jest...ale musi minąć i za chwilę wszystko będzie znowu poukładane...
Prawie pół roku po ostatnim wpisie...
I zaglądam tu znowu...
I mimo,że minęło sporo czasu,ja wciąż Cię pragnę...
Nadal jesteś ...i pozostaniesz w moich marzeniach i sercu...
Nie potrafię tego wytłumaczyć...ale w moim przypadku to się nie zmienia...
Tysiące razy próbowałam to sobie poukładać,wyrzucić z głowy...
Wiem,że mam dużo,że czas kiedy byłam w ciąży z dziećmi,które mam,był cudownym czasem.
Wiem,wiem,przerabiałam to miliony razy...
Zrozumiałam,jak wiele szczęścia miałam i mam ,mając takie wspaniałe dzieci,doceniam to i szanuję.
Ale ...czasami kiedy popatrzę na bluzy wiszące w holu na wieszaku,pomyślę,dlaczego nie ma tutaj takiej ...Twojej ,malutkiej???
Kiedy popatrzę na buty...nie wiem,dlaczego nie ma Takich ,malutkich???
Dlaczego nie budzisz nas w nocy?Dlaczego nie czuję Twojego malutkiego ciałka i zapachu ?
Dlaczego nie słyszę Twojego głosu,śmiechu...
Jestem matką wariatką,desperatką...
W końcu kiedyś przyjdzie czas zrozumienia,że pragnienie to jedno,a natura to drugie,to coś,czego się nie przechytrzy,nie przeskoczy...i ma to jakiś sens i cel...ale na razie trudno mi to ogarnąć...
Tego nie powiem żadnej koleżance,nikomu nie przyznam się,że tak na dobre nie zapomniałam,że nie przestałam pragnąć,marzyć...choć wiem,że nic z tego nie wyjdzie,że ten czas minął,że to marzenie się nie spełni...napiszę tylko tutaj w pamiętniku,tylko tutaj przyznam przed samą sobą,że nadal pragnę...Ok już biorę się w garść...już rozumiem,doceniam,wiem...to tylko takie chwilowe ...było,jest...ale musi minąć i za chwilę wszystko będzie znowu poukładane...
Po długiej nieobecności to znowu ja!
W sumie MY
Ja i mój synek.
Tak, czekamy na synka. To już 24+5 dokładnie. Jesteśmy po połówkowych i po wizycie kontrolnej. Ale po kolei..
połówkowe
Bąbel ma 420g i już potwierdzone na 100% ze jest chłopcem. Wszystko w jak najlepszym porządku prócz tego, ze doktor na obrazie USG zobaczył dwa torbiele w główce i powiększona miedniczke nerkową co niby u chłopców może sie zdarzać. Do tego móżdżek tydzień młodszy niż wynika z OM co daje nam różnice niecałych 2tyg między wiekiem ogólnym USG ciąży a móżdżkiem. Mimo to mamy sie nie martwić i przyjść na kontrolę za 4tyg. Szyjka 3,2cm i cała reszta w porządku 
kontrola czyli dzisiaj 
24+5 wg OM, 25+2 wg USG.
800g!!
Móżdżek nadal mniejszy - 23+6 ale najważniejsze że rośnie.
Torbieli brak! (Hura!)
Miedniczka nerkowa w porządku!
Szyjka długa 4,2cm!
Nadal chłopiec 
Ale..
Górna granica normy rogów potylicznych/bocznych komór mózgowych. Norma do 10mm a u nas jest 9,4mm i 9,3mm. Doktor mówi ze najważniejsze ze w normie, ale do obserwacji i często wyższe wyniki bywają u chłopców. Mimo to znowu zmartwienie.. byle tylko się nie powiększały bo to już nie będzie rokować jakoś super.. Mam do powtórzenia toxoplazmoze i cytomegalie ponieważ nie mam przeciwciał a te infekcje mogą dawać o sobie znać właśnie w taki sposób. Modlę się, by to nie było to..
Trzymajcie kciuki i proszę o modlitwę
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 września 2018, 23:51
"Skurcz zawsze zastawał ją przy oknie. Opierała się o szeroki parapet i z każdym wdechem wciągała zapach herbacianych róż, które stały w wazonie obok kwiatów doniczkowych. Po każdym skurczu piła kilka łyków wody z cytryną osłodzonej miodem; szklankę miała ustawioną obok wazonu.
Znałam ten stan z moich własnych porodów. Powtarzalność czynności jest jedyną pewną przystanią podczas ogarniającego ciało sztormu."
Czytam ponownie książkę "Położna. 3550 cudów narodzin" Jeannette Kalyty. Piękna książka, w czasie ciąży z Witkiem też ją czytałam. Pamiętam te historie, a znów mnie wzruszają. I przerażają - gdy czytam jak się rodziło w latach 80., 90. I gdy myślę jak się do tej pory w niektórych miejscach rodzi.
Uświadomiłam też sobie jedną rzecz. Gdy czytam o porodach domowych myślę sobie - nigdy w życiu, to nie dla mnie. A gdy tak myślę o porodzie Witka... Zaczęło się w nocy, gdy odeszły wody. Przez tych kilka godzin w domu... rodziłam
Myjąc podłogę w łazience na czworaka
Siedząc trochę w ciszy, a trochę słuchając Andrusa (Książę Igor...) Do szpitala trafiłam na końcówkę (8cm na wejściowym badaniu). Czyli... w dużej części miałam poród domowy. To ci niespodzianka! Dopiero teraz tak na to spojrzałam...
A książka wspaniała. Ograniczam teraz mój księgozbiór, chcę mieć książek mało, ale same 'specjalne', nieprzypadkowe. Tę mam z biblioteki, ale może się skuszę i kupię, żeby na półce stała.
Wit został wczoraj w przedszkolu na drzemkę. Jeszcze rano doszywałam mu zamek do miejscami niedoschniętej poszewki na koc. Uparłam się na poszewkę w dinozaury - to była pościel mojego brata, gdy był mały. Jeszcze na białe guziki grzybki. Rano do sali wszedł odrobinę niepewnie, ale nie płakał ani nie marudził. Nie chciał tylko kapci założyć więc poszedł w samych skarpetach. "Kapcie muszą być" - usłyszałam od Pani. No może muszą 
Przyszłam po Wita po 15 - po drzemce i podwieczorku. Zaanonsowałam się domofonem i usiadłam w szatni pod drzwiami. Po chwili pojawiła się Pani. Bez Wita. "Mówi, że za wcześnie i jeszcze nie idzie." A to numer! Cóż robić, ok mówię - nie spieszy mi się, poczekam. Dzieciaki za chwilę wychodziły na dwór, wśród nich Wit. Dopiero jak mnie zobaczył to uznał, że jednak zostanie ze mną (choć próbował mnoe przekonać, żebym dołączyła do dzieci i żebyśmy wyszli na plac zabaw razem). Poszliśmy, ale na inny i już z witkowym kuzynem. Chłopaki szaleli w piasku, takie przedłużenie lata jeszcze.
Wit dostał w przedszkolu naklejkę z uśmiechniętą buźką i napisem "bardzo dobrze". Ale nie chciał powiedzieć za co. " Nie powiem! Tacie też nie powiem! Tajemnica" I nie powiedział. No ładnie się zaczyna...
Wieczorem mąż i syn zostali sami - wracamy do rytmu, a rytm zakłada jeden wieczór dla chłopaków, beze mnie. Pojechałam odebrać zamówione staniki-karmniki z esotiqa. Dopadło mnie też szaleństwo zakupowe - kupiłam świeczkę na tort na 3. urodziny i dwa kubki do mycia zębów. Total 6.49
Nie miałam ochoty na łażenie po sklepach. Zresztą zakupy ubraniowe dla siebie odłożyłam na dalszą przyszłość. A dla Jaśka za chwilkę - muszę się do kartonów dobrać i sprawdzić czego jeszcze brak.
I na koniec news medyczny. Hemoglobina i hematokryt w górę! Hemo z 10 z groszami na 11 z groszami. Jeszcze nie ok, ale już lepiej.
Ciąża zakończona 31 Sierpien 2018
Wiadomość wyedytowana przez autora 17 października 2018, 01:20
Dzień 11.
Tempka skacze,ból i samopoczucie na @. Czuję ją
nakręcilam się wczoraj objawami i dupa..jak dzisiaj @ nie przyjdzie to rano dla potwierdzenia przed ginem test.
Po śniadaniu mnie mdli- chyba z nerwów. Tempka po wstaniu tylko 36.3 ale za godzine 36.9..osiągnęła 37.1 jak nigdy. Bezsens. Brzuch tak boli,że boję się wstać głupia by nie poleciało..
Test pozytywny. Nie wierzę...
Jest ciężko. Detektor przyszedł (ten sam, którego używałam w ciąży z Adasiem, pożyczyłam go w międzyczasie koleżance), ale na razie dużo nie pomógł. To stary model bez wyświetlacza i nie mam pewności czy znalazłam tętno maleństwa czy swoje. Jeżeli jutro na USG będzie wszystko dobrze, chyba kupię nowy model z wyświetlaczem. Boże, zwariuję na tej końcówce I trymestr. Próbuję być dobrej myśli, ale tak bardzo się boję
Wbrew sobie łapię się na planowaniu jak powiem bliskim o kolejnej stracie, jak zaplanować szpital, pracę i wyjazd na wesele... To jest chore podejście, ale te myśli same przychodzą. Bardzo się cieszę, że umówiłam tą dodatkową wizytę na jutro, mam nadzieję, że jeżeli będzie wszystko dobrze to już w miarę spokojnie doczekam do prenatalnych. A jeżeli na prenatalnych będzie wszystko dobrze, może wreszcie odetchnę głęboko i zacznę po prostu się cieszyć.
Na razie najbardziej pomaga przytulenie Adasia.
Dziś znowu mnie coś pokusiło, żeby przeszukiwać internety o TTS ;(
i tak mnie ponownie strach i stres ogarnął 
i milion pytań tych złych ..
m.in. dlaczego akurat mi by miało się udać?
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 września 2018, 15:49
Ludzie umierają na raka nawet w moim wieku
mam dość złych wiadomości...
Kupiłam koenzym Q10. Do tego witamina d3, kwas foliowy i ew. kwas alfaliponowy. Zaszkodzić nie zaszkodzą... Ulegnę i zrobię badania na kwas foliowy i b12.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 września 2018, 18:49
Ktos mi wytłumaczy jak zakonczyc kalendarz ciąży i przenieść się na dziecieca strone mocy?
[29 dni pozostało...] już dwójka z przodu 
ŚRODA
Zaczynam ćwiczyć kręgosłup i mięśnie. Po wielomiesięcznej przerwie zaczynam od nowa. Może tym razem będę wytrwalsza w swoim postanowieniu? 
Wczoraj byliśmy z mężem na trampolinach - super sprawa, wyskakaliśmy się za wszystkie czasy
jak dzieci
obstawiałam, że dzisiaj nie będę mogła wstać z łóżka - jakoś dałam radę i nawet nie było aż tak źle
mam trochę zakwasy, ale tragedii nie ma, da się chodzić 
Idąc za ciosem, jako że dziś wyjątkowo mam wolne, bo się zamieniłam z koleżanką, to postanowiłam pobiegać - rok temu robiłam trasę ok 4km bez problemu biegiem. Dzisiaj ledwo przebiegłam 1 km lekko pod górkę to po tym km serce zaczęło bić jak oszalałe, jakby mi miało za chwilę wyskoczyć, w głowie mi się zaczęło kręcić, poczułam krew w ustach... musiałam usiąść na ławce na chwilę. Potem było trochę lepiej, wróciłam również biegiem, ale w domu mnie złapały duszności i taka flegma mi się zbiera cały czas. Już trochę się uspokoiło na szczęście. Ale jeśli chodzi o moją kondycję to jednym słowem DRAMAT!!! Sama jestem przerażona!!! W sumie czego oczekiwać jak ponad rok nie ruszyłam tyłka spoza biurka
sama sobie jestem winna. Zastanowię się jeszcze co do tego biegania (ale może dzisiaj słabszy dzień? może za mało zjadłam na śniadanie?), ale na pewno będę ćwiczyć kręgosłup. Polecicie jakies fajne ćwiczenia albo filmiki na yt? Takie ogólne wzmacniające wszystkie mięśnie?
Jeśli chodzi o starania - nic specjalnego, czekam na @ żeby jak najszybciej przyszła bo chciałabym móc zacząć kolejny cykl. Wg mojego kalendarzyka zostało 5 dni (ale często mi przychodzi wcześniej). Zresztą już powoli czuję znajome bóle podbrzusza, więc jest nadzieja, że jednak ulituje się i przyjdzie ciut wcześniej 
No i druga sprawa - trądzik mnie tak zaatakował wraz z PMSem, że strach wyjść do ludzi
macie jakieś sprawdzone naturalne sposoby na trądzik? antybiotyków na twarz już wybrałam chyba wszystkie i jest efekt, ale tylko na chwilę, może medycyna naturalna by mi pomogła?
"Oczekiwać czegoś więcej, to jak prosić się o rozczarowanie."
Stephen King - Łowca Snów
13 dpo.
Test z rana bije po oczach bielą.
A ja dalej robię sobie nadzieję...
Z jednej strony lubię testowanie, taki rodzaj masochizmu 
Ale z drugiej - chciałabym już wiedzieć!!
Jeszcze chwila i chyba skoczę na betę.
Jak wyjdzie negatywna to chociaż wieczorem winka się napiję i przestanę uporczywie myśleć czy jestem czy nie jestem w ciąży.
Aaaaa, zwariuję!
EDIT: jadę na betę. Siedzę w pracy i chce mi się strasznie płakać
Wolę skrócić te męki w oczekiwaniu.
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 września 2018, 13:55
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.