Dziś po monitoringu... Wszystko jest na dobrej drodze... Pęcherzyk pękł i prawidłowy kształt po pęknięciu na dzisiejszym USG. Wczoraj miałam ból owulacyjny i działaliśmy. Dzisiaj rano na monitoringu doktor zalecił jeszcze dziś poprawić 
Do tego od jutra kazał brać duphaston... i za 10 dni zrobić test albo czekać na @... Nie wiem czy będzie potrzebny ten dupek... Myślę czy rano może iść zrobić badanie progesteronu ...
Tak wiele cierpienia, tak wiele bólu.. tak wiele, tak wiele.. zbyt wiele.
Ile może znieść jeden człowiek?!
Zbyt wiele kłód rzuconych pod nogi, ehh brak mi sił.
5 dpo
Staram się o tym wszystkim nie myśleć, modle się i proszę o szansę, by tym razem się udało. Zrobiliśmy wszystko co mogliśmy, żeby wspomóc ten proces, procz on vitro nie wiem co jeszcze może pomóc.
Z objawów na dzień dzisiejszy to dużo kremowego śluzu, od czasu do czasu cmienie podbrzusza i jajników, a od wczoraj delikatny ból sutków przy
dotykaniu.
Temperatura urosła, choć dziś delikatny spadek z 37 na 36,8.
Kiedyś ganialam się za to że siedzę na forum, czytam, analizuje, pisze z innymi o objawach czy innych sprawach ale dzisiaj zrozumiałam że to forma pomocy sobie na przeczekanie. Nie chodzi o wkręcanie sobie objawów tylko wygadanie sie. A tak siedzisz, myślisz, denerwujesz się. Dzięki mierzeniu temp przynajmniej będę wiedziała jak nastąpi spadek i tym samym przyjdzie okres. Nie będę musiała mierzyć się z białym testem.
Boże wesprzyj nas.
Poluje na komara, pogryzł Szymka. Od tygodnia, może nawet dłużej strasznie prykują się do domu. 
Ciężki to był tydzień... Nie jest łatwo po wakacjach przestawić się na wysokie obroty. Atmosfera... Taka nijaka, 2 obozy nastały, cichaczem się atakujące, plus parę osób nowych.
Dniem zero była środa. Mała łobuzica podbiegła, wysypała sobie na rączkę trochę ajaxu w proszku i polizała. Od razu mycie buzi i szpital. Na szczęście lekarz powiedział, że żadnych zmian w buzi nie ma, a sam ajax to jak mocne mydło. Strachu nam narobiła. Innego wieczoru... Fiku myku na kanapie fikołek, bęc podłoga moja i płacz. Kaskaderka rośnie. Oczy doooła głowy. Z tych wszystkich stresów albo mnie dopadł wirus albo nerwy puściły i z czw na pt wymioty i kibelek mój. Dobrze, że w pt mało godz. Niestety, nie dałam rady jechać na wręczenie dyplomów z LOP. Po powrocie do domu do łóżka i spałam 2h, o 15tej mąż pojechał po dzieci.
Żeby nie było za dobrze, Małgosia ma kiepskie 2 ostatnie noce. Jęczy,stęka, płacze. Dziś dostała przed snem meliski.
Na szczęście przed chwilą upolowałam komara.
I jeszcze, zapomniałam dodać, od dziś, z kanapy wchodzi sobie na komodę, z kilkanaście razy tak było. Także ooo... 
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 września 2018, 00:03
Kolejne dni w szpitalu nic nie wnoszą. Na obchodzie usłyszałam "wnioski końcowe będą przy wypisie". Więcej diagnoz i propozycji chorób oraz właściwych badań usłyszałam od przyjaciół: pasożyty, kandydoza, zespół chronicznego zmęczenia, rzs. Lekarze milczą, bo nie chcą denerwować pacjenta. Mnie bardziej jednak irytuje ich milczenie.
Za niedługo mój idzie do androloga xD
Miejmy nadzieję że nie odmówia mu wizyty...
A ja odebrałam skierowanie na badania... Teraz tylko się umówić i zrobić... U nas labo czynne tylko do 9.30...
Poźniej monitoring... Tylko hmmm... W srode planowana @, ale jej nie ma... Zawsze jak w zegarku, a teraz coś odwala... W piątek test biel, dziś to samo...
Tylko czemu nadal jej nie ma.. Diody wysypały, brzuch boli, a tu ani widu ani słychu... Dzień spóźnienia zdarza sie3, ale nie tyle.. Lekarz mowil ze pecherzyk nie dojrzewa ale jednak nadzieja byla... No poczekam dalej heh w końcu cierpliea jestem xD
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 września 2018, 08:56
[25 dni pozostało...]
NIEDZIELA
Antybiotyk skończony. PMS zdecydowanie zelżał, nie chodzę już zła
Tempka spadła do 36,2 (cały cykl była niska, przez ostatnie kilka dni na poziomie 36,5). Termin @ na jutro. Już czuję znajome bóle podbrzusza od rana. Cóż... zanosi się na 15 cykl, ale to było do przewidzenia. Z bezowulacyjnego cyklu cudu nie będzie.
Wczoraj byliśmy na festynie i... było tyle malutkich dzieci, mój mąż cały czas za nimi wodził wzrokiem z taką tęsknotą, patrzył jak się cieszą, jak biegają, jak się bawią... serce mi się łamało na pół
wiem, że tez bardzo by chciał, bardzo mu zależy na takim małym okruszku, a ja nie mogę mu tego dać
chodzę ostatnio coraz częściej smutna... ale czy to coś zmieni jak się będę smucić? Mąż mi wczoraj powiedział, że on nie chce żebym chodziła smutna
że chciałby mnie uszczęśliwić... I widzę, że się naprawdę stara. Razem ze mną pije ziółka ojca sroki, beż żadnego marudzenia, jeszcze się o nie upomina!
ech... nie wiem co będzie jesienią. Jesień to taka depresyjna pora roku
mam nadzieję, że jakoś przetrwamy. Zresztą klinika już coraz bliżej - a jak zaczniemy coś działać, to może mi bedzie łatwiej to wszystko znosić 
EDIT: już jest plamienie, za kilka godzin powinna sie pojawić żywa krew. Także 15 cykl zaczynamy!
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 września 2018, 10:34
Aż nie wiem, co napisać.
Przed chwilą skończyłam 30 lat. Młoda jutro skończy 5 tygodni! Ten czas leci. Zapieprza, w porównaniu do tego co było w ciąży. W ogóle w ciąży to była wiejska sielanka. Już zapomniałam, jak to jest po prostu iść spać 
Mój poprzedni wpis był dyktowany hormonami i gniotącą rzeczywistością. Wiem, że uwagi rodziny i teściowej są nieuniknione i oni robią poniekąd niechcący. Po ochłonięciu pogadałam z moimi, mąż ze swoimi i jakoś to idzie. Miałam już dość uwag, że przez moje jedzenie bele czego (bo jak można nie jeść kiełbasy?) moje mleko jest za chude i dlatego dziecko płacze przy cycku. Tymczasem okazało się, że przybywa 300 g tygodniowo i ma... łagodne kolki. Na to uwagę zwrócił mi pediatra. Objawiało się to tak, że młoda najpierw jadła ładnie, a po 10-15 minutach wypluwała pierś i wpadała w ryk, odchylała się do tyłu. Pediatra zaleciła espumisan (daję średnio co drugie karmienie) i jest lepiej. Dziecię lepiej zasypia, mniej płacze. I zaczęła mi po tym espumisanie w końcu porządnie odbijać.
Za to wieczorem, kiedy ją średnio ułożę po kąpieli, to czuję się jakbym wygrała w totoltka. Taka satysfakcja. Bo odkładalna jest średnio po 3-4 godzinach. Je, sika i strzela kupy jak z kałasznikowa. Za to w nocy śpi mocno, potrafi przespać do godziny 3-4, zdarzyło się do 6. Rekord ciurkiem to 6 godzin.
I chyba nie lubi gości. Bo zawsze idzie spać, gdy ktoś mnie odwiedza. W efekcie noszę, odbijam ją głownie ja. Zakwasy mam w całym ciele, gorsze niż po ćwiczeniach z Chodakowską. Serio.
Wczoraj przespała moją imprezę urodzinową. Zasnęła przed 17 (tuż przed przyjściem gości) i obudziła się o 22, czyli jak wychodzili. Miałam z nią drugą imprezę, do godziny 2.
Do tej pory jak spała, to nie wybudzałam jej (po 3 tyg. życia położna powiedziała, że można pozwolić jej spać do woli), ale w efekcie spała tyle, że po kąpieli ma oczy jak 5 złoty i ochotę ekspolracjii świata - ogląda podświetalne sufity w salonie. Z perspektywy moich ramion. Podnosi głowę i trzyma sama.
Grubo rozważam wybudzanie jej popołudniu, tak aby poszła spać po kąpieli i nie urządzała mi nocnych imprez. Bo jak pośpi, i obudzi się o 3 nad ranem to nie śpi do 5.
I chyba miała jakiś skok rozwojowy, bo "nagle" przestała mi się mieścić w spodnie rozmiaru 56. W środę na wizycie u lekarza ważyła 4,3 kg. Teraz pewnie trochę więcej.
I dlatego chcę chustę. Jestem na etapie szukania doradcy.
Podsumowując: macierzyństwo to orka, z chwilami wytchnienia (właśnie piję kawę
) za to daje sporo satysfakcji kiedy patrzysz na małego człowieka, który wywrócił ci świat do góry nogami, czasem doprowadza do kresu wytrzymałości ale dobrze wiesz, że sama tego chciałaś i to wszystko nic, po hekotlitrach łez wylanych zanim pojawił się ten wymarzony pozytywny wynik testu ciążowego.
Mamy 4 dzień @. Temperatura z rana 36,94. Wczoraj serduszkowaliśmy, ale wiem, że podczas okresu nie można zajść w ciążę. Już mnie nic nie boli...
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 września 2018, 10:06
Dwa lata... Chciałabym o tym zapomnieć, ale nie umiem... 9 września już zawsze będzie w moim sercu.
To dzień w którym łzy płyną same.
Minęło tyle czasu, a ja pamiętam wszystko, każdy szczegół.. Pamiętam, że przed zabiegiem modlilam się o to żeby był zarodek i serduszko. Ale nie było nic...
09.09.17r. [*] - Pamiętam, tęsknie, kocham...
Do bram niebieskich zapukało dziecię, wiedząc że nie ma go już na świecie. Po jego twarzy łezki spływały i szeptał przy tym….”Ja chce do mamy”. Czy tak naprawdę stać się musiało? - w główce zadawał sobie pytanie. Nagle bramę otworzył Stróż Anioł Jego i głośno powiedział…”Nie płacz kochana. Troszkę pobędziesz tu z nami i wkrótce spotkasz się z rodzicami. Dziecię spojrzało na Stróża swego wciąż nie mogąc pojąć DLACZEGO. Bardzo chciało wrócić do mamy i nie przechodzić przez próg tej bramy. Anioł wziął wtedy dziecię na ręce pokiwał głową jakby w podzięce, coś mu tłumaczył wyjaśniał Dlaczego mówił tak cicho by nikt nie słyszał tego. Po krótkiej chwili dziecię na niego spojrzało, przetarło oczka, płakać przestało. Wtuliło się mocno w Anioła ramiona szepcząc do ucha….”Chodźmy do Boga”. Gdy przechodzili przez wielką bramę dziecię spojrzało jeszcze przez ramię. Pomachało rączką na pożegnanie swojej jedynej, najdroższej mamie. Gdy się wrota za nią zamknęły córka wyszeptała jeszcze te słowa…..” Każdego dnia przychodziła tu będę, by was powitać kochani rodzice. Będę się modliła za Wami do Boga by nigdy więcej nie spotkała was trwoga. Za mnie kochajcie moje rodzeństwo i pielęgnujcie swoje małżeństwo. Chociaż Wam nigdy nie powiedziałam- Kocham Was Bardzo - (a tak bardzo chciałam). I zanim Anioł się zorientował, dziecię zasnęło w jego ramionach ze smutną minka, słonymi łzami, bo będzie tęsknić za rodzicami……….”
25dc
Kurde tak mnie kręci żeby zrobić sobie teścik. Aż ja to nigdy nie mogę wytrzymać do 28 dnia. Teraz trenuje silna wole hihi.
09.09.17r. [*] - Pamiętam, tęsknie, kocham...
Do bram niebieskich zapukało dziecię, wiedząc że nie ma go już na świecie. Po jego twarzy łezki spływały i szeptał przy tym….”Ja chce do mamy”. Czy tak naprawdę stać się musiało? - w główce zadawał sobie pytanie. Nagle bramę otworzył Stróż Anioł Jego i głośno powiedział…”Nie płacz kochana. Troszkę pobędziesz tu z nami i wkrótce spotkasz się z rodzicami. Dziecię spojrzało na Stróża swego wciąż nie mogąc pojąć DLACZEGO. Bardzo chciało wrócić do mamy i nie przechodzić przez próg tej bramy. Anioł wziął wtedy dziecię na ręce pokiwał głową jakby w podzięce, coś mu tłumaczył wyjaśniał Dlaczego mówił tak cicho by nikt nie słyszał tego. Po krótkiej chwili dziecię na niego spojrzało, przetarło oczka, płakać przestało. Wtuliło się mocno w Anioła ramiona szepcząc do ucha….”Chodźmy do Boga”. Gdy przechodzili przez wielką bramę dziecię spojrzało jeszcze przez ramię. Pomachało rączką na pożegnanie swojej jedynej, najdroższej mamie. Gdy się wrota za nią zamknęły córka wyszeptała jeszcze te słowa…..” Każdego dnia przychodziła tu będę, by was powitać kochani rodzice. Będę się modliła za Wami do Boga by nigdy więcej nie spotkała was trwoga. Za mnie kochajcie moje rodzeństwo i pielęgnujcie swoje małżeństwo. Chociaż Wam nigdy nie powiedziałam- Kocham Was Bardzo - (a tak bardzo chciałam). I zanim Anioł się zorientował, dziecię zasnęło w jego ramionach ze smutną minka, słonymi łzami, bo będzie tęsknić za rodzicami……….”
Tydzień 22
Patryk ma 4 miesiące 4 tygodnie i 2 dni
Jutro mój syn skończy 5 miesięcy wow jak szybko przybywają mu kolejne miesiące,sporo urósł dla mnie i tak on jest jeszcze taki malutki,długo jeszcze taki dla mnie będzie.Wczoraj byliśmy na zakupach,mama namówiła mnie,żebym kupiła mu słoiczek,kupiłyśmy marchewkę,póki co słoiczek stoi w szafce,boję się go dać nie wiem w sumie czego,może że jeszcze jest za wcześnie piszą że do 6 miesiąca pokarm mamy daje 100% zapotrzebowanie żywieniowe niemowlęcia.Starsze dzieci miały dosyć szybko rozszerzaną dietę,wtedy jakoś nie miałam takich oporów jak teraz.No nic poczekam na wizytę u naszej pediatry niech coś doradzi.Dobrze,że słoiczek ma długą datę ważności,spokojnie poczeka na swoją kolej.Sporo osób mających dzieci w wieku mojego synka już mają za sobą pierwsze dania,muszę poczytać co i jak a i jeszcze pasowało by się zagłębić w temat glutenu...
W końcu udaje mi się dorwać laptopa i 30 minut czasu... mam nadzieję. A, że czas jest towarem mocno deficytowym to będę pisać na raty 
Poród.
Bez komplikacji. Przyjęto mnie na oddział w czwartek, badania, wywiady. Nikt nie robił uwag, ani wyrzutów co do cc na życzenie. Wręcz spotkałam się ze zrozumieniem co do strachu po takim długim okresie oczekiwania na dziecko. Wieczorem miałam się dowiedzieć, o której będę cięta, ale na odchodzie dowiedziałam się tyle, że cc zaczynają się od 8 i mam być gotowa na 7. Slyszałam jak ordynator mówił, że będę pierwsza więc kazałam D.być przed 8. O 6, wystylizowałam się, 6.45 mnie zabrano, połozna ofukała mnie, że nie biorę ręcznika i mydła (kurwa po co??), że biorę telefon, a ta sali nie wolno używać tel. Później w/w położna fukała dalej co do cc, więc jej powiedziałam, że decyzji ja nie zmienię, lekarz się przychylili i jej komentarze nic nie zmienią, a na pewno mi nie pomogą. Na szczęście była druga, która była uprzejma, owiedziała, że z decyzją lekarzy nie ma co dyskutować. Pozwoliła mi zadzwonić do D., na szczęście był już pod salą i przyszedł do mnie. Położna jędza miała problem z wkłuciem się bo podobno mam "grubą skórę", jak Boga kocham, tyle razy byłam kłuta i upuszczano mi krew, a jeszcze nikt nie miał z tym problemu. Cewnik na szczęście zakładała ta milsza, bez najmniejszego problemu i praktycznie bezboleśnie.
Anestezjolog bardzo miła i sympatyczna. Wywiad szybki, na bloku była druga. Bardzo pomocna i sympatyczna. Wkłucia w ogóle nie czułam, trochę byłam przestraszona jak zaczęła wacikami spawdzać "czucie". A ja dalej czułam i od razu przypomniała mi się historia Ef
Na szczęście, odczekano do chwili aż przestałam czuć. Caly czas informowały mnie co będzie się działo. Jedyna uwaga to temperatura na sali chyba - 100, albo i zimniej. I przestraszyłam się jak "wyciskały" dziecko. O 9.34 usłyszałam naszą córeczkę i neonatolog "jaka ona piękna". Zaraz przyniosły mi ją pokazać. To uczucie kiedy ją zobaczyłam nie da się porównać do niczego innego, rekompensuje te 7 lat starań, ta miłość, która mnie zalała, radość i ogrom szczęścia. Taka mała, najcudowniejsza istota, którą jeszcze 15 minut wcześniej gładziłam przez brzuch, od teraz na zawsze będzie z nami.
Na pooperacyjnej byłam o 10.10, pielęgniarki bardzo troskliwe.
Dariusz tulił Haneczkę do momentu, aż mnie przewozili. Na pooperacyjnej przywieżli Haneczkę 15 min za mną i pomogli przystawić do piersi. I już została z nami. O 15.00 dostałam zupę, o 16.00 przewieźli mnie na normalną salę, pomogły wstać, Darek pomógł się wykąpać. Od tej chwili byłam już na nogach. Prochy dobre i skuteczne 
A. Plano porodu ogólnie mogłam sobie wsadzić w tyłek.
Kangurować skóra do skóry D.nie mógł bo jak powiedziała połozna "noworodki się na to nie zgadzają:. Jak jej powiedziałam, że miałam to ustalone z położną to ta jędza mi powiedziała, że "mówią różne rzeczy, a sprawy mają się inaczej". Więc ucieszyłam się, że chociaż tulił ją Darek trochę w tych betach, bo swojej pieluszki i czapeczki też nie wolno mi było dac na porodówkę.
Więc ogólnie sam poród i opiekę po nim wspominam dobrze. Pierwszą noc prosiłam żeby zabrali Haneczkę do noworodkowa, żebym mogła się zdrzemnąć. Ale miałam tak pierdolniętą współtowarzyszkę, że i tak się nie zdrzemnęłam, a na noworodkowie nakarmili mi Haneczkę MM bez mojej zgody i wiedzy.
Od rana już byłyśmy razem.
D. zwariował i oszalał na jej punkcie. Wiedziałam, że bardzo czeka na nią, ale to co się dzieje od jej urodzenia to przeszło nawet moje oczekiwania 
CDN
25t5d
Bardzo dawno nie pisałam ale jakoś mija mi dzień za dniem, aż ciężko mi uwierzyć, że już wrzesień
. Na ostatniej wizycie Adaś miał 760g, wyprzedza o tydzień termin z miesiączki. Wyraźnie czuję ruchy, choć zdarzają się dni, że młody więcej śpi niż kopie ale i ja i mąż jesteśmy śpiochami to nie ma co się dziwić
. W tym tygodniu czekają mnie badania krwi (w tym oczywiście test obciążenia glukozą) i wizyta u dentysty. A w przyszłym tygodniu wizyta u pani doktor i rozpoczynamy trzeci trymestr
. Belly wyświetliło mi, że zostało 101 dni do porodu a więc jutro studniówka
.
Wyprawkę powoli kompletuję tzn. ubranka już jakieś mam, wózek już dawno kupiony i nic więcej
. Dopiero co skończyliśmy malować dom więc jak ogarnę się ze sprzątaniem to będę myśleć nad zakupami dla dzidziusia.
Spędziliśmy dzisiaj dzień z 6-letnią chrześnicą męża. Fajnie poczuć się przyszywaną mamą choć na chwilę, jakaś taka duma człowieka rozpiera, tym smutniej wrócić do pustej rzeczywistości.
Ok, testy pozytywne wizyta 13 września z powodu plamień stanie sie wizytą ciążowa będzie wtady 4+5 licze że uda się wykluczyć pozamaciczną i zadziałać coś z tsh w środę powtórka wyników tym razem z ft3 i ft4 jak radziły dziewczyny. Bardzo sceptycznie do tego podchodzimy, nie wiem dla czego w 24dc do 27dc brązowo rdzawe plamienia. Teraz jest czysto. Martwi mnie na razie to tsh czy przez tydzień taki pozom mi nie zaszkodzi. Dziewczyny tak bardzo chciałabym żeby wszystko było tym razem dobrze, żeby teraz kiedy brakuje nam już tylko tego słodkiego uśmiechu dziecka, które bedziemy kochać bezgranicznie i dla którego mama i tata będą całym światem (przynajmniej na początku:) Piszę to ze łzami w oczach bo wim ile jeszcze mnie czeka walki o ten uśmiech i że wcale nie musi się to skończyć dobrze.
11 dc
Do owulacji jeszcze daleko, około tydzień, ale nie próżnujemy 
Wczorajszy gorszy dzień już minął i dziś jest całkiem dobrze. Oby tak dalej! 
Odwiedziły mnie dziś wnuczki sąsiadki. Uwielbiam dzieci
Tak jakoś miło było 
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 września 2018, 21:51
Minął kolejny dzień całkiem przyjemnie. Do prywatnej wizyty nie całe 3 dni. Do tej w medicoverze 6 dni. Nie wiem czy coś będzie widać na tym usg w środę jeszcze. Na serduszko za wcześnie chyba, w czwartek minie pełnych 6 skończonych tygodni. Ale jest nadzieja, że w sobotę już będzie zarodek większy jeśli wszystko jest ok:) nie mogę się doczekać, mam nadzieję,że wszystko jest dobrze. Objawy sie utrzymuja,te same. Wrażliwa na zapachy, ale nie bełtam;) bo zamykam nos:D inaczej pewnie bym cheftnęła
Udało mi się trzymać język za zębami i nie powiedziałam siostrom. Spędziliśmy cały weekend razem, było mnóstwo okazji,żeby coś powiedzieć, ale powstrzymalam się. Bardziej przed ogłaszaniem tej informacji powstrzymuje mnie strach, że czar prysnie. I to, że jeszcze nie umiem się tym w pełni cieszyć nie zamartwiajac się. Może wizyta mnie uspokoi. Siostry się nie domyslily nic, napady glodu tlumacze przyjmowaniem tabletek na tarczyce:p
Trochę spuchlam, piersi są bardzo bolesne i wrażliwe,rosną z dnia na dzień. Ale jeszcze mieszczą się w staniku hehe;) ale są fajne,pełniejsze. Brzuch mam ogółem gruby i miałam zapasy tluszczyku, obawiam się,że jak tylko macicy zacznie się powiększać to mój brzuch będzie bardzo widoczny, jakbym była w połowie ciąży:p Kiedyś koleżanka przypbawiła mnie o salwe śmiechu, chociaż wtedy myślałam też że się poplacze:D Wstawiłam zdjęcie na instagram jak stoję w obcisłe czerwonej sukience przed lustrem:p tak taki narcystyczny powiew poranka
i dostałam wiadomość prywatną z gratulacjami od 2 dziewczyn:D autentycznie. Generalnie gruba nie jestem, bmi wynosi 23. Ale zawsze miałam skłonności do odkładania tkanki tłuszczowej na brzuchu. Teraz tym bardziej:p niemniej jednak chyba obcisłe sukienki pojda w odstawke narazie:p
Zmieniając temat, Hedgehog mówiłaś, chyba, że nie wiesz czym jest Medicover. Medicover to tzw prywatna opieka medyczna, można samemu płacić abonament i wykupić sobie tam pakiet lub tak jak w moim przypadku ten podstawowy pakiet opłaca mi pracodawca, ja dostałam sobie specjalistyczny gdzie dodatkowo co miesiąc place jeszcze 40 zł i mam wszystkich specjalistów w ofercie. Różni się to od nfz tym, że cały ten system jest bardziej cywilizowany niż nfz. Na wizyty możesz umówić się poprzez aplikację, masz dostęp do kalendarzy lekarzy, na wizyty u specjalistów nie czeka się miesiacami. Zdarzylo mi sie umowic do endokrynologa z dnia na dzien. Mozna tez pisac do lekarzy, jest całodobowa infolinia w razie nagłych wypadków, można się skonsultować z internista,pediatra,polozna i kimś tam jeszcze żeby np omówić wyniki badań nawet o 20:00. Mozna poprosić też o zlecenie na badania,wtedy jest ono widoczne na twoim koncie i udajesz się na pobranie krwi, na które też długo się zwykle nie czeka. Ale są minusy jak wszędzie, bez zlecenia od lekarza medicoveru za darmo badań ci nie zrobią,pomimo, że przecież płacisz tak jak i składki nfz. Z własnej kieszeni badania są dużo droższe niż w zwykłej przychodni. No i na wizyty u najlepszych lekarzy wiadomo czasem to lud szczęścia, żeby się umówić, w aplikacji widnieje często brak dostępnych terminów, jednak jak pojedziesz na miejsce, to zwykle jakieś miejsce się znajdzie. Maja mniejszy filtr dla tych którzy korzystają z aplikacji. W każdym razie i tak jest bardzo dużo plusów, chociaż czasem miałam nieprzyjemne wrażenia po wyjściu z gabinetów, dobrego lekarza jak wszędzie ze świeca szukać.
No i mają usg w 3d;)
Ale na to iść też specjalnie trzeba się umówić
na typowych wizytach jest 2d.
Rozpisuje się dzis, mam nadzieję, że dotrwacie:)
Ale nie czuje się zmęczona, odkąd wiem, że jestem w ciąży, wstaje o 6 i spać nie mogę:p kładę się spać o polnocy, nie zawsze ale zwykle. Tak mi się poprzestawialo jakoś
Znienawidzilam wodę gazowana, polubiłam niegazowana. Też szok. Smaki o 180 stopni pozamieniane:D
Może i bym dała radę na tej integracji wysiedziec, ale po co. Poza tym mają być zabawy zespołowe, jakieś rywalizacje, biegi itp jeszcze by mi kazali w tym uczestniczyć a ja nie mam zamiaru ryzykować.Juz nawet nie chodzi o brzuch, bo raczej by nikt tam się nie obijał,mało prawdopodobne ale bardziej mam świadomość tego że powinnam odpoczywać, do tego biorę progesteron rano i wieczorem i żeby lepiej się wchłaniał trzeba poleżeć. A tam gdzie jakieś leżenie. To nie miałoby sensu ani troche.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.